giggle
13.04.06, 08:17
Mieszkamy razem od ponad roku , nigdy nie łuziłam się , że się zmieni ale
miałam malutką nadzieję , że z moją pomocą zmieni to swoje beznadziejne
podejście do prac damsko - męskich w domu.Niestety...Piorę - ja,gotuję - ja (
obiad musi być codziennie , nieważne , że pracuję często do późnych godzin
popołudniowych) , zmywam - ja."Kotku , zrób kanapeczkę" , "Kotku , pranie
schnie na balkonie już drugi dzień"...uhhhh...Dzisiaj przyszłam z pracy o 19
i co zobaczyłam po wejściu do kuchni??Zlew pełen brudnych garów , ufajdane
blaty i mojego lubego rozwalonego na łóżku przed tv.Już nawet złośćna niego
powoli mija , zła jestem teraz wyłącznie na siebie.Moje dotychczasowe próby "
buntu" spełzały do tej pory na niczym .On zawsze tak potrafi obrócić kota
ogonem , że wychodzi na to , że to ja powinnam być mu wdzięczna bo właściwie
to on utrzymuje dom a moją pensję mogę przeznaczać na swoje przyjemności.Ja
tak nie chcę !! :( On moją propozycję dokładania się do wydatków kwituje
ironicznym uśmiechem...Co ja mogę z tą swoją pensyjką zdziałać przy jego
zarobkach..z takiego założenia wychodzi..coraz częściej łapię się na tym , że
chciałabym to wszystko zostawić w cho..rę i żyć skromnie ale tak jak ja
chcę.Chcę , żeby ktoś zrobił mi herbatę jak przyjdę z pracy ( on nigdy tego
nie zrobil!) i zmył po sobie ten głupi talerz jak zje kanapkę.