Gość: Sebastian
IP: *.tele2.pl
22.01.03, 16:51
Ponieważ jestem tępą, męską szowinistyczną świnią i za cholerę nie moge
zrozumiec jak przywileje dla kobiet mogą oznaczać równouprawnienie usiłowałem
sobie przypomnieć przypadki kiedy byłem dyskryminowany z jakiś powodów, żeby
sprawdzić, czy może nie ma we mnie odruchu domagania się "zakazów
dyskryminacji" podobnych do tych, których domagają się feministki.
Przypomniałem sobie sytuacje w których byłem dyskryminowany jako mężczyzna:
a) pytania o "stosunek do służby wojskowej" w czasie rozmów kwalifikacyjnych
b) pytania o "stosunek do służby wojskowej" przy staraniu się o kredyt bankowy
Zawsze mnie to wkurzało i jednocześnie zupełnie rozumiałem prawo w/w do
takiego stawiania sprawy. Nigdy by mi nie przyszło do głowy zakazywanie im
zadawania takich pytań.
Notabene problem udzielania kredytów mężczyznom zagrożonym wojskiem został
przez banki zgodnie z prawem rozwiązany. Jakies 4-5 lat temu banki (a w
każdym razie mój) przestały się pytać mężczyzn o wojsko.
I niech szanowne feministki spróbuja zgadnąć w jaki sposób rozwiązano sprawę.
Dla ułatwienia dodam, że w międzyczasie nie wprowadzono żadnego przepisu o
zakazie zadawania pytań o stosunek do służby wojskowej.