Dodaj do ulubionych

Bóg Fallus, czyli - sztuka feministyczna.

IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 27.01.03, 16:31
Szanowni Państwo

Pojawiła się na forum (mam nadzieję, że nie przelotnie)Breskva, która - jak
mam podstawy sądzić - jest znawczynią sztuki feministycznej, i - jesli
zechce - wiele nam może o niej opowiedzieć.
Mamy więc rzadką okazję zetknąć się, ze sztuką, przez duże D.
(liczyłem w tej materii na Zulę, ale się strasznie rozleniwiła ostatnio).
Jakie atrakcje nas - mam nadzieję - czekają? Warto zajrzeć na stronę, której
adres podała Breskva w wątku, o reklamie radia, ja np. z miejsca natknąłęm
się tam na artykuł, który był dla mnie inspiracją - jeśli chodzi o tytuł tego
wątku:
"Zaczyna mocno niepokoić sommnambuliczna bierność panien w bieli,
upozowanych, wystawionych na sprzedaż. Tak jakby nie usłyszały
psychoanalitycznego wezwania Irigaray, sprzed ponad 20 lat: "Nie czekajmy jak
śpiące królewny, aż przyjdzie obudzić nas czarujący książę, aż bóg Fallus
udzieli nam swojej łaski". Praca inplikuje szersze kulturowe i archetypiczne
odniesienia. Stygmaty cierpienia wskazują na bolesną bierność kobiet,
powielających często patologie patriarchalnych systemów (których
najskrajniejszy przyklad to rytualne kaleczenie w Afryce - tad). Anna
Baumgart często powtarza, że jesteśmy uwikłani w system zwany kulturą, że
wszystko co się wydarzyło w sferze memetyki, jest samodzielnym tworem, na
ktory nie mamy wpływu, a który zaczyna nas pożerać i wykorzystywać".

Proszę (śmiem twierdzić, że w imieniu nas wszystkich) Breskvę o wykład o
sztuce feministycznej.


PS.

Jeśli kto nie słyszał o "memetyce", nich zgłosi się do mnie, lub do BD.

Obserwuj wątek
    • Gość: maly.k Re: Bóg Fallus, czyli - sztuka feministyczna. IP: *.BrockU.CA 27.01.03, 16:35
      Gość portalu: tad napisał(a):

      >
      > Jeśli kto nie słyszał o "memetyce", nich zgłosi się do mnie, lub do BD.
      >
      Albo niech zajrzy do encyklopedii.

      Dolaczam sie do tadowego wezwania - tez odwiedzilem wskazana strone. Mam, jak
      zawsze, to samo pytanie.

      Co to jest 'sztuka feministyczna'?

      (istnieje tez szereg pytan pomocniczych)

      Pozdrawiam,

      mk.
      • Gość: BD Re: Bóg Fallus, czyli - sztuka feministyczna. IP: 195.136.36.* 28.01.03, 09:46
        Witam,

        Gość portalu: maly.k napisał(a):

        > > Jeśli kto nie słyszał o "memetyce", nich zgłosi się do mnie, lub do BD.
        > >
        > Albo niech zajrzy do encyklopedii.

        To memetyka już znalazła się w encyklopediach?
        Ech, ten świat na psy schodzi ;-)

        Nota bene: ciekawe jest powoływanie się przez feministkę na memetykę, która
        jest wszak dzieckiem znienawidzonej przez feministki socjobiologii.

        > Dolaczam sie do tadowego wezwania - tez odwiedzilem wskazana strone. Mam, jak
        > zawsze, to samo pytanie. Co to jest 'sztuka feministyczna'?

        "Sztuka feminstyczna" to pewnie takie "krzesło elektyczne" - nie ma służyć
        przejemnym doznaniom, tylko szokować.

        pozdrawiam,

        BD
        • sagan2 Re: Bóg Fallus, czyli - sztuka feministyczna. 28.01.03, 09:55
          Gość portalu: BD napisał(a):


          > To memetyka już znalazła się w encyklopediach?
          > Ech, ten świat na psy schodzi ;-)

          no wiem BD, strasznie trudno przestac byc niezbednym do
          przekazywania prawd objawionych...

          wiem.onet.pl/wiem/0167a1.html
          > "Sztuka feminstyczna" to pewnie takie "krzesło
          > elektyczne" - nie ma służyć przejemnym doznaniom, tylko
          > szokować.

          tylko sztuka feministyczna? ja mam wrazenie, ze wiekszosc
          kazdej wspolczesnej sztuki...

          PS. na marginesie - Doku, ktory jest zwolennikiem
          socjobiologii i feminizmu jakos tej pierwszej nie
          nienawidzi, wrecz przeciwnie... skad wiemy, ze feministki
          nienawidza socjobiologii?
          • Gość: BD Re: Bóg Fallus, czyli - sztuka feministyczna. IP: 195.136.36.* 28.01.03, 10:53
            Witam,

            sagan2 napisała:

            > no wiem BD, strasznie trudno przestac byc niezbednym do
            > przekazywania prawd objawionych...

            Eeee tam, jest jeszcze całkiem sporo prawd objawionych, które tylko ja mogę
            przekazać, tak że nie rusza mnie Twoja złośliwość.

            > PS. na marginesie - Doku, ktory jest zwolennikiem
            > socjobiologii i feminizmu jakos tej pierwszej nie
            > nienawidzi, wrecz przeciwnie... skad wiemy, ze feministki
            > nienawidza socjobiologii?

            Skąd wiemy - toż to oczywiste dla każdego, kto co nieco wie o feminizmie. Nawet
            wielka Kinga Dunin poświęcałą swój cenny czas na krytykę socjobiologii.
            Ale, jako że jesteś złośliwa to poszukaj sobie sama (łatwo znaleźć).

            pozdrawiam,

            BD
    • Gość: breskva żegnaj tad IP: *.acn.pl / 10.67.3.* 27.01.03, 20:08
      Gość portalu: tad napisał(a):

      > Szanowni Państwo
      >
      > Pojawiła się na forum (mam nadzieję, że nie przelotnie)Breskva, która - jak
      > mam podstawy sądzić - jest znawczynią sztuki feministycznej, i - jesli
      > zechce - wiele nam może o niej opowiedzieć.
      > Mamy więc rzadką okazję zetknąć się, ze sztuką, przez duże D.
      > (liczyłem w tej materii na Zulę, ale się strasznie rozleniwiła ostatnio).
      > Jakie atrakcje nas - mam nadzieję - czekają? Warto zajrzeć na stronę, której
      > adres podała Breskva w wątku, o reklamie radia, ja np. z miejsca natknąłęm
      > się tam na artykuł, który był dla mnie inspiracją - jeśli chodzi o tytuł tego
      > wątku:
      > "Zaczyna mocno niepokoić sommnambuliczna bierność panien w bieli,
      > upozowanych, wystawionych na sprzedaż. Tak jakby nie usłyszały
      > psychoanalitycznego wezwania Irigaray, sprzed ponad 20 lat: "Nie czekajmy jak
      > śpiące królewny, aż przyjdzie obudzić nas czarujący książę, aż bóg Fallus
      > udzieli nam swojej łaski". Praca inplikuje szersze kulturowe i archetypiczne
      > odniesienia. Stygmaty cierpienia wskazują na bolesną bierność kobiet,
      > powielających często patologie patriarchalnych systemów (których
      > najskrajniejszy przyklad to rytualne kaleczenie w Afryce - tad). Anna
      > Baumgart często powtarza, że jesteśmy uwikłani w system zwany kulturą, że
      > wszystko co się wydarzyło w sferze memetyki, jest samodzielnym tworem, na
      > ktory nie mamy wpływu, a który zaczyna nas pożerać i wykorzystywać".
      >
      > Proszę (śmiem twierdzić, że w imieniu nas wszystkich) Breskvę o wykład o
      > sztuce feministycznej.


      A PO CO? Do czego ta wiedza jest ci potrzebna??? Bo mi się wydaje że jedynie
      do utwierdzania się w swoim obsesyjnym antyfeminizmie. Wybacz ale nie widzę
      celu w dyskusji z osobą o impregnowanym mózgu.

      I proszę o niestosowanie argumentów że feministki nie chcą dyskutować z kimś
      kto nie podziela ich poglądów. Ja jestem otwarta na krytykę i nie lubię rozmowy
      w której obie strony sobie potakują. Moje poglądy ciągle ewolują, także dzięki
      rozmowom z mądrymi ludźmi. Feminizm jest olbrzymim ruchem kulturowo-społecznym
      i zawsze znajdą sie w nim rzeczy kontrowersyjne, chybione teorie, niepokojące
      prądy. Ale--powtarzam--(nie tylko na temat feminizmu) nie widzę sensu w
      rozmowie z obsesyjnym fundamentalistą.



      > PS.
      >
      > Jeśli kto nie słyszał o "memetyce", nich zgłosi się do mnie, lub do BD.
      >
      • Gość: tad Do Breskvy IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 27.01.03, 22:06
        Gość portalu: breskva napisał(a):


        > A PO CO? Do czego ta wiedza jest ci potrzebna??? Bo mi się wydaje że jedynie
        > do utwierdzania się w swoim obsesyjnym antyfeminizmie. Wybacz ale nie widzę
        > celu w dyskusji z osobą o impregnowanym mózgu.

        Zwracam uwagę, że nie jest to moje prywatne forum, i nie jestem tutaj jedyną
        dyskutującą osobą. Są też dyskutanci profeministyczni, a nawet feministyczni.
        Np. Zula (nie wiem czy czytałas jakieś jej posty). Jest feministką (?), do tego
        o zainteresowaniach artystycznych. To ekspertka jesli chodzi o kino
        feministyczne. Studjuje nawet na kierunku "gender". Myślę, że chętnie
        porozmawiałaby z koleżanką - feministką, o skłonnościach artystycznych, a już z
        całą pewnością poczytałaby sobie z przyjemnością tego typu wątek. Zresztą inni
        pewnie też byliby zainteresowani. (co najmniej jeden zainteresowany już się
        zgłosił, czy Małego Księcia - bo on ci to jest - też uważasz za niegodnego
        rozmowy o sztuce feministycznej? ) Ja w tej rozmowie WCALE brać udziału nie
        muszę - jeśli wyrazisz takie życzenie. Pytasz po co mi jest to potrzebne? By
        się czegoś dowiedzieć.
        Swoją drogę to ciekawe, że uważasz, iż to co masz do powiedzenia może
        utwierdzać w "obsesyjnym antyfeminizmie". Co takiego jest w tej "sztuce
        feministycznej"?

        > I proszę o niestosowanie argumentów że feministki nie chcą dyskutować z kimś
        > kto nie podziela ich poglądów.

        Cóż, wygląda na to, że niektóre feministki nie chcą dyskutować z kimś, kto nie
        podziela ich poglądów.


        >Ja jestem otwarta na krytykę i nie lubię rozmowy
        >w której obie strony sobie potakują.

        Wygląda, na to, że wręcz przeciwnie.

        >Moje poglądy ciągle ewolują, także dzięki
        > rozmowom z mądrymi ludźmi.

        Więc - nie mogłaś lepiej trafić! Wprost roi się tutaj od mądrych ludzi.

        >Feminizm jest olbrzymim ruchem kulturowo-społecznym
        > i zawsze znajdą sie w nim rzeczy kontrowersyjne, chybione teorie, niepokojące
        > prądy.

        Określiłbym to pewnie krócej i celniej, ale - niech będzie: feminizm jest
        kontrowersyjny, chybiony i niepokojący. Jak widzisz, w pewnych przynajmniej
        sprawach zgadzamy się świetnie. To chyba dobry początek?

        >Ale--powtarzam--(nie tylko na temat feminizmu) nie widzę sensu w
        > rozmowie z obsesyjnym fundamentalistą.

        Więc - jeśli spotkasz kogoś takiego - nie rozmawiaj z nim. Ze mną możesz, choć
        jak powiedziałem - nie musisz. A czym właściwie objawia się mój "obsesyjny
        fundamentalizm"? Jest tu wiele osób, które ze mną rozmawia. Uważasz, że tracą
        czas na rozmowy z obsesyjnym fundamentalistą? Dobrego świadectwa im nie
        wystawiasz. A nawet jeśli trapi mnie "antyfeministyczna obsesja", to jak mam
        się jej pozbyć, skoro feministki mnie unikają? Wszak jesli nie będę mogł ich
        poznać, że tak powiem namacalnie, to skazany będę na antyfeministyczne
        stereotypy.
        Powtarzam raz jeszcze - NIE muszę brać udziału w tej rozmowie. Wystarczy JEDNO
        zdanie, że sobie tego nie życzysz.
        • Gość: soso Re: Do Breskvy IP: 195.41.66.* 28.01.03, 10:04
          Sam jestes D, tad!

          :-)

          pzdrw

          soso

          PS

          Duze D!!! :-)

          Ale mi teraz dobrze :-)
          • maciej.k1 Twój tekst jest żenujący, Soso n/tx 28.01.03, 10:25

        • Gość: breskva Re: Do Breskvy IP: *.acn.pl / 10.67.3.* 28.01.03, 14:54
          Gość portalu: tad napisał(a):

          ) Gość portalu: breskva napisał(a):
          )
          )
          ) ) A PO CO? Do czego ta wiedza jest ci potrzebna??? Bo mi się wydaje że jedy
          ) nie
          ) ) do utwierdzania się w swoim obsesyjnym antyfeminizmie. Wybacz ale nie wid
          ) zę
          ) ) celu w dyskusji z osobą o impregnowanym mózgu.
          )
          ) Zwracam uwagę, że nie jest to moje prywatne forum, i nie jestem tutaj jedyną
          ) dyskutującą osobą. Są też dyskutanci profeministyczni, a nawet feministyczni.
          ) Np. Zula (nie wiem czy czytałas jakieś jej posty). Jest feministką (?), do
          tego
          )
          ) o zainteresowaniach artystycznych. To ekspertka jesli chodzi o kino
          ) feministyczne. Studjuje nawet na kierunku "gender". Myślę, że chętnie
          ) porozmawiałaby z koleżanką - feministką, o skłonnościach artystycznych, a już
          z
          )
          ) całą pewnością poczytałaby sobie z przyjemnością tego typu wątek. Zresztą
          inni
          ) pewnie też byliby zainteresowani. (co najmniej jeden zainteresowany już się
          ) zgłosił, czy Małego Księcia - bo on ci to jest - też uważasz za niegodnego
          ) rozmowy o sztuce feministycznej? ) Ja w tej rozmowie WCALE brać udziału nie
          ) muszę - jeśli wyrazisz takie życzenie. Pytasz po co mi jest to potrzebne? By
          ) się czegoś dowiedzieć.
          ) Swoją drogę to ciekawe, że uważasz, iż to co masz do powiedzenia może
          ) utwierdzać w "obsesyjnym antyfeminizmie". Co takiego jest w tej "sztuce
          ) feministycznej"?


          Nie pretenduję bynajmniej do bycia ekspertką w sprawach sztuki, i nie rozumiem
          owego wywolania mnie do tablicy. Podalam stosowny link, gdzie jest duzo
          artykulow i wywiadow z osobami znacznie bardziej kompetetnymi niz ja, polecam
          książkę Izabeli Kowalczyk "Niebezpieczne związki sztuki z ciałem" tudzież Lydii
          Nead "Akt kobiecy".
          Ja ewentualnie moge wypowiadać się szerzej na temat wizerunku kobiet w
          reklamie, bo o tym był jeden z rozdziałów mojej pracy magisterskiej. Fragment
          jest w wątku o radiu 94. Zapraszam do dyskusji.
          Co do pytania Księcia czym jest sztuka feministyczna, dla mnie jest
          przedstawianiem kobiet (mężczyzn też) w sposób wychodzący poza ciasne
          stereotypy płciowe (vide mój fragment p. mag)


          ) ) I proszę o niestosowanie argumentów że feministki nie chcą dyskutować z k
          ) imś
          ) ) kto nie podziela ich poglądów.
          )
          ) Cóż, wygląda na to, że niektóre feministki nie chcą dyskutować z kimś, kto
          nie
          ) podziela ich poglądów.
          )
          )
          ) )Ja jestem otwarta na krytykę i nie lubię rozmowy
          ) )w której obie strony sobie potakują.
          )
          ) Wygląda, na to, że wręcz przeciwnie.
          )
          ) )Moje poglądy ciągle ewolują, także dzięki
          ) ) rozmowom z mądrymi ludźmi.
          )
          ) Więc - nie mogłaś lepiej trafić! Wprost roi się tutaj od mądrych ludzi.
          )
          ) )Feminizm jest olbrzymim ruchem kulturowo-społecznym
          ) ) i zawsze znajdą sie w nim rzeczy kontrowersyjne, chybione teorie, niepokoj
          ) ące
          ) ) prądy.
          )

          )
          ) )Ale--powtarzam--(nie tylko na temat feminizmu) nie widzę sensu w
          ) ) rozmowie z obsesyjnym fundamentalistą.
          )
          ) Więc - jeśli spotkasz kogoś takiego - nie rozmawiaj z nim. Ze mną możesz,
          choć
          )
          ) jak powiedziałem - nie musisz. A czym właściwie objawia się mój "obsesyjny
          ) fundamentalizm"? Jest tu wiele osób, które ze mną rozmawia. Uważasz, że tracą
          ) czas na rozmowy z obsesyjnym fundamentalistą? Dobrego świadectwa im nie
          ) wystawiasz. A nawet jeśli trapi mnie "antyfeministyczna obsesja", to jak mam
          ) się jej pozbyć, skoro feministki mnie unikają? Wszak jesli nie będę mogł ich
          ) poznać, że tak powiem namacalnie, to skazany będę na antyfeministyczne
          ) stereotypy.
          ) Powtarzam raz jeszcze - NIE muszę brać udziału w tej rozmowie. Wystarczy
          JEDNO
          ) zdanie, że sobie tego nie życzysz.


          to ze napisalam ze ja nie widze sensu w rozmowie z fundametalista nie oznacza
          ze zabraniam innym taki sens widziec. Wrecz przeciwnie, chyle czolo przed
          niektorymi, zwlaszcza barbinator za jej cierpliwosc i poczucie humoru.

          Odnosze wrazenie ze zalisz sie ze feministki nie chca z toba rozmawiac (w tym i
          ja). Dla mnie rozmowa taka to udawadnianie ze nie jestem wielbladem i po prostu
          szkoda mi czasu i energii. Nie mialabym do powiedzenia na temat feminizmu
          wiecej niz napisala to w swojej ksiazce Agnieszka Graff. A ksiazka ta przeciez
          zostala uzyta przez ciebie jako koronny dowod ze feminizm jest nowa wersja
          komunizmu. Tu jestes o wiele bardziej radykalny nawet niz sam papiez ktory
          znajduje w feminizmie pozytywne wartosci ("– To coś nowego – Papież, po raz
          pierwszy w historii, użył tego pojęcia (tj. feminizmu--breskva) w sensie
          afirmującym. Choć podejście Kościoła do kobiet zaczęto zmieniać już za
          pontyfikatu Jana XXIII, wcześniej nie posługiwano się takim językiem. Jan Paweł
          II przyznał, że dyskryminacja kobiet ze względu na płeć jest złem, zgodził się,
          że przywoływane przez Panią sufrażystki o wiele częściej miewały rację, niż
          byli gotowi im to przyznać ówcześni sternicy Kościoła... Takie wątki w
          nauczaniu Kościoła pojawiały się od Vaticanum Secundum, jednak stwierdzenie, że
          to jedynie powtórzenie treści obecnych w Kościele od dawna, pomijałoby ciemną
          historię odnoszenia się ludzi Kościoła do kobiet, o której mówiłyśmy."--cytat z
          wywiadu z E. Adamiak z Tygodnika Powszechnego).
          A moze papiez wspiera po prostu "nowa wersje komunizmu"? Mysle ze w swojej
          teorii spiskowej i ty i Maciej pewnie byscie do tego szybko doszli.
          A gadac mi sie z toba nie chce, bos manipulator i demagog--co widac w tym
          cytaciku, gdzie przekrecasz i z premedytacja zle interpretujesz moje slowa. Tak
          wiec nie, nie jest swietnie i w niczym sie nie zgadzamy.

          ) Określiłbym to pewnie krócej i celniej, ale - niech będzie: feminizm jest
          ) kontrowersyjny, chybiony i niepokojący. Jak widzisz, w pewnych przynajmniej
          ) sprawach zgadzamy się świetnie. To chyba dobry początek?

          Dla mnie feminizm przyczynia się do zmiany kultury patriarchalnej w ktorej
          żyjemy, nacechowanej androcentrycznościa, i przywracaniu wartosci temu co
          kobiece lub temu co nie miesci sie w ciasnych ramkach stereotypow plciowych
          (dotyczy to rowniez mezczyzn). dzieki feminizmowi ludzie zyskuja wiecej
          wolnosci w realizowaniu swojego potencjalu. Ze nie wspomne o drobiazgach typu
          ze dzieki feminizmowi kobiety zdobyly prawo do glosu, nauki, pracy. Ze razaca
          dysproporcja w wynagrodzeniu kobiet i mezczyzn powoli sie zmniejsza. Ze
          feministki naglasniaja sprawy przemocy wobec kobiet i handlu nimi. Ze dzieki
          feministkom mezczyzni zaczynaja wiecej czasu spedzac z wlasnymi dziecmi i
          czerpac radosc ze swojego ojcostwa--rodzicielstwo powoli przestaje byc sprawa
          tylko kobiet. Mezczyzni zyskuja rowniez partnerki w postaci kobiet, ktore nie
          wiaza sie z nimi tylko z ekonomicznego przymusu i spolecznej nobilitacji. Dlugo
          bym mogla jeszcze pisac, ale po co?
          Przeciez feministki to komunistki. Nienawidza mezczyzn. Niszcza rodzine.
          (Przedziwne, moj maz jest mezczyzna i kocham go bardzo. Chcemy miec dzieci.
          Moze nie jestem feministka??? Oraz moje kolezanki ze studiow gender, tez w
          wiekszosci mezatki, z dziecmi... Moze tez nie sa feministkami?)
          Owszem feminizm przyczynia sie do zmian. Zmiany sa szalenie stresujace, i
          wiekszosc ludzi ma tendecje zachowawcze, woli bezpieczne status quo. Wybrac
          dobrze znane wzorce i nie music sie wysilac na rozwoj. Dlatego tyle
          antyfeminizmu i atakow na feministki. ja wierze jednak w sens tych zmian. nie
          jest latwo--ale mysle ze pod koniec XIX wieku sufrazystkom tez nie bylo latwo,
          tez tworzono teorie spiskowe i w glowie nikomu nie moglo sie zmiescic to ze
          kobiety moga miec prawa wyborcze. A dzisiaj raczej nikt tego nie kwestionuje,
          prawda? Tak wiec tadzie mimo ze zdobywsz poklask swymi teoriami (wszelkie
          teorie spiskowe sa bardzo chwytliwe, prawda? Nie musimy sie dzieki nim
          zastanawiac jaka prace nad soba wykonac, jakie mamy problemy z samym soba.
          Wszystkiemu winni sa ONI--tudziez ONE. No a antyfeminizm obecnie jest
          zdecydowanie modniejszy niz np. antysemityzm) jestem prze
          • Gość: breskva Re: Do Breskvy IP: *.acn.pl / 10.67.3.* 28.01.03, 15:00
            jestem przekonana ze juz wkrotce przejdziesz do lamusa, obsmiewanego na
            lekcjach historii--tak jak obsmiewani sa przeciwnicy emancypacji kobiet sprzed
            zaledwie 100 lat.
            no coz, ale i tak nie za bardzo wierze w dotarcie do kogos o zaimpregnowanych
            pogladach. No ale moze przeczyta to ktos kto jest troche bardziej otwarty...
            Pozostaje mi wiec nie zyczyc powodzenia w dalszych polowaniach na feministki,
            choc jestem przkonana ze nie ustaniesz w swoich obsesyjnych łowach.
            • Gość: BD Re: Do Breskvy IP: 195.136.36.* 28.01.03, 16:19
              Witam,

              pozwolę się wtrącić...

              Gość portalu: breskva napisał(a):

              > jestem przekonana ze juz wkrotce przejdziesz do lamusa, obsmiewanego na
              > lekcjach historii--tak jak obsmiewani sa przeciwnicy emancypacji kobiet
              > sprzed zaledwie 100 lat.

              Historia lubi zataczać koło, to co przed 11 września było objawem totalitarnych
              zapędów, potem uznano za troskę o obywateli. Tylko zaślepiony zwolennik
              fałszywej ideologii postępu odsyła przeciwników na śmietnik historii, tylko
              dlatego, że ich poglądy są konserwatywne...

              > no coz, ale i tak nie za bardzo wierze w dotarcie do kogos o zaimpregnowanych
              > pogladach. No ale moze przeczyta to ktos kto jest troche bardziej otwarty...
              > Pozostaje mi wiec nie zyczyc powodzenia w dalszych polowaniach na feministki,
              > choc jestem przkonana ze nie ustaniesz w swoich obsesyjnych łowach.

              Gdy chodzi o impregrację poglądów - ja to widzę trochę inaczej. Feminizm jest
              dla mnie pewnym klasycznym femonemen ideologii zamkniętej, rodzajem spiskowej
              teorii dziejów, gdzie masonów (Żydów, UFOludki etc.) zastąpił tajemniczy
              memetyczny patriarchat. Znane są boje feminstek z współczesną nauką - pisałem
              tu o tym nie raz.

              W tym konkteście Twoje nawoływanie do otwartości jest po dla mnie pustym
              frazesem. Jaka otwartość!? Feministkom się w głowie nie mieści, że ktoś zdrowy
              psychicznie może mieć inne poglądy. Nie odstrzegają, że ich stanowisko jest
              jednym z wielu i to dość kiepsko uargumentowanym. Pisałem już w wątku do Krak -
              nie spotkałem jeszcze feministki, która by wiedziała, że konflikt między
              feminstyczną a liberalną (i konserwatywną) wizją społeczeństwa jest konfliktem
              egalitarnych i utylitarnych wizji wyboru społecznego, jednego z najważniejszych
              sporów współczesnej etyki i prakseologii.

              Ale gdzie tam... mamy szukające sprawiedliwości (feministki nie wiedzą, że to
              pojęcie ma bardzo różne znaczenia) emancypantki kontra miśki z ciemnogrodu.
              Problemy jakich dotyka feminizm - jak np. dyskryminacja - są bardzo złożone -
              nie powinno się o nich dyskutować bez znajomość współczesnej ekonomii, teorii
              wyboru społecznego, etyki i matematyki (statystyki). Tymczasem feministki
              zachowują się jak proste chłopy krytykujące współczesną fizykę (panocku co za
              głupoty gadocie, jakie, tfu!!!, superstruny...), a potem się dziwią, że poważni
              ludzie patrzą na nie z dystansem.

              Tu nie wystarczy wrażliwa humanistycza dusza i lektura "Zadry", Drogie Panie!
              Przemyśl to Breskva, zanim zaczniesz tropić kolejnych fundamentalistów.

              pozdrawiam,

              BD
              • Gość: breskva Re: Do Breskvy IP: *.acn.pl / 10.67.3.* 28.01.03, 18:45
                ło jezusicku (jak mawia jeden z tutejszych anty)
                toc to bracie bez profesury habilitowanej, i to na co najmniej 5 kierunkach o
                feminizmie mowic nie mozna? Gdziezbym sobie smiala przypisywac wiedze totalna
                na tak zlozony temat. I chyba nie bez powodu na uniwersytetach powstaja
                kierunki gdzie ta wiedze mozna zglebic. Napisalam czym feminizm jest dla mnie
                (i to i tak bardzo ogolnikowo i wyrywkowo) jakos zaden z szanownych dyskutantow
                nie odniosl sie do tego. Lepiej grzmiec i porownywac z prokuratorem jakims (nie
                znam kto zacz paniczu tadziu) a niewygodne fragmenty skrzetnie ominac. No coz
                tez moge miec pare skojarzen z propaganda, manipulacja, itp. przyklad podalam
                juz wczesniej.

                Ja tylko poprosze o odpowiedz na pare prostych pytan:

                czy feministki w swym zaslepieniu i wierze w spisek patriarchalny nie
                przyczynily sie jednak znaczaco do pozytywnych zmian kulturowo-spolecznych?
                Czyz sytuacja kobiet dzieki nim nie zmienila sie w radykalny sposob na korzysc?
                Czy kobiety dzieki nim nie sa juz ubezwlasnowolnionie, bez prawa do glosu,
                majatku, dzieci, prawa do czerpania radosci z seksu i swojego ciala? A nade
                wszystko czy feministki nie pomagaja kobietom w przywroceniu poczucia wlasnej
                wartosci, podmiotowosci, wychodzenia z poczucia bycia ofiara i
                oduczanie "wyuczonej bezradnosci"? oraz czy nie pokazuja mezczyznom ze
                funkcjonowanie w ramach sztywnego schematu stereotypow plciowych ich samych
                zubaza?
                I czy kultura w ktorej zyjemy nie jest nadal silnie androcentryczna???
                Czy postulaty wspolczesnych feministek to stek bzdur? Po prostu bedac
                feministka nie widze jak w moich pogladach mozna dopatrywac sie spisku,
                nienawisci itp.
                Co do dyskusji z konserwatysta--bardzo chetnie. ALe chce uslyszec argumenty nie
                podsiane paranoja, obsesja!
                • Gość: tad Re: Do Breskvy IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 28.01.03, 20:18
                  Gość portalu: breskva napisał(a):


                  > Co do dyskusji z konserwatysta--bardzo chetnie. ALe chce uslyszec argumenty
                  nie
                  >
                  > podsiane paranoja, obsesja!


                  Wiem, że kobiety miewają problemy z podejmowaniem decyzji, ale - zdecyduj się w
                  końcu, czy chcesz ze mną rozmawiać, czy nie.
                  • Gość: breskva Re: Do Breskvy IP: *.acn.pl / 10.67.3.* 29.01.03, 00:13
                    Oj to moj maz jest chyba kobieta bo miewa wiecej problemow w podejmowaniu
                    decyzji niz ja. A takze moj brat, przyjaciel i... Czyli to wszystko kobiety?
                    moze i Kopernik tez?
                    BTW--piatka z egzaminu nt. stereotypow plciowych. Bardzo ladnie paniczu, wygral
                    panicz lodowke!!!
                • Gość: tad Re: Do Breskvy IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 28.01.03, 20:50
                  Gość portalu: breskva napisał(a):

                  >Lepiej grzmiec i porownywac z prokuratorem jakims (nie
                  > znam kto zacz paniczu tadziu)

                  Andriej Wyszyński to postać kiedyś bardzo popularna - prokurator, który
                  oskarżał w najważniejszych procesach "stalinowskich". Lubił mówić o wyrzucaniu
                  na smietnik historii, i rozstrzeliwaniu wściekłych psów.


                  > czy feministki w swym zaslepieniu i wierze w spisek patriarchalny nie
                  > przyczynily sie jednak znaczaco do pozytywnych zmian kulturowo-spolecznych?

                  Znacząco - nie. Były raczej produktem tych zmian, niż ich motorem napędowym.

                  > Czyz sytuacja kobiet dzieki nim nie zmienila sie w radykalny sposob na
                  >korzysc? Czy kobiety dzieki nim nie sa juz ubezwlasnowolnionie, bez prawa do
                  >glosu, majatku, dzieci, prawa do czerpania radosci z seksu i swojego ciala?

                  jak już pisałem - mocno tu feministki przeceniasz. Więcej na ten temat
                  znajdziesz w wątku "o sufrazystach i prawie wyborczym" (czy tak jakoś). Co do
                  seksu i ciała - więcej tu zdziałał wynalazca pigułki.


                  >A nade
                  > wszystko czy feministki nie pomagaja kobietom w przywroceniu poczucia
                  >wlasnej wartosci, podmiotowosci, wychodzenia z poczucia bycia ofiara i
                  > oduczanie "wyuczonej bezradnosci"?

                  Feminizm jest zorganizowanym ruchem, który wmawia kobietom, że są urodzonymi
                  ofiarami, przesladowanymi przez cały świat od kołyski po grób. Jest to - być
                  może - największa krzywda, jaką feminizm wyrządza kobietom - tym, które dadzą
                  się na to nabrać. Więcej na ten temat znajdziesz w wątku "Feminizm jako fenomen
                  psychologiczny", oraz "idiotka spotyka sadystę - spryciarza".

                  >oraz czy nie pokazuja mezczyznom ze
                  > funkcjonowanie w ramach sztywnego schematu stereotypow plciowych ich samych
                  > zubaza?

                  Ten schemtat jest "sztywny" tylko w feministycznych fantazjach.

                  > I czy kultura w ktorej zyjemy nie jest nadal silnie androcentryczna???

                  Masz na mysli to, że mężczyźni dominują? Ależ to zupełnie naturalne i dobre!

                  > Czy postulaty wspolczesnych feministek to stek bzdur?

                  W większości - tak.

                  Zwracam uwagę, że większość Twoich argumentów odnosi się do przeszłości,
                  ściślej rzecz biorąc powołujesz się na "historię świętą" fewinizmu. To tak
                  jakby popierać dziś PPS Ikonowicza z sympatii do Daszyńskiego. Możliwe, ale
                  niezbyt mądre.
                  • Gość: breskva Re: Do Breskvy IP: *.acn.pl / 10.67.3.* 29.01.03, 00:08
                    dokladnie wiedzialam ze to strata czasu wdawac sie w jakiekolwiek dyskusje z
                    paniczem tadziem. wobec argumentu ze dominacja mezczyzn to naturalne i dobre
                    pozostaje mi zyczyc tadziowi wszystkiego dobrego i grzecznie sie pozegnac.
                    Szkoda tylko ze wychodza braki w historii--czyzby czasy w ktorych nie bylo
                    dominacji mezczyzn byly "nienaturalne"?
                    Snuj dalej swe seminaria, onanizuj sie swymi pogladami (jak juz ktos ladnie
                    zauwazyl). Kontynuuj swoja misje zbawiania swiata przed feministkami. Moze uda
                    Ci sie im przeszkodzic w ich dazeniu do zapewnienia kobietom rownych plac za
                    taka sama prace. W walce z masowym handlem kobietami. Z przemoca wobec kobiet.
                    W zmniejszaniu feminizacji ubostwa. W powszechnym dostepie do srodkow
                    antykoncepcyjnych i nie bycia zmuszona do rodzenia jesli sie tego nie chce/nie
                    moze. W organizowaniu szkol, seminariow dotyczacych promocji kobiet. W
                    uczeniu kobiet jak byc silniejszymi, jak odkryc swa kobiecosc na nowo dla
                    siebie i zdefiniowac ja po swojemu, nie wg meskich norm. W sprzeciwie wobec
                    uprzedmiotowienia kobiet w kulturze popularnej i seksizmowi. Doprawdy, gdyby w
                    tym wszystkim udaloby sie powstrzymac feministki byloby to niezmiernie
                    pozyteczne :-) swiat na pewno bedzie wdzieczny, nie zaniechuj swej misji!

                    Szkoda ze nie zostal skomentowany fakt ze papiez popiera ruch feministyczny i
                    dostrzega dyskryminacje plci. No coz moze to w sumie tez stalinista i komunista
                    wg tadzia.
                • Gość: BD Re: Do Breskvy IP: 195.136.36.* 29.01.03, 10:24
                  Witam,

                  Gość portalu: breskva napisał(a):

                  > toc to bracie bez profesury habilitowanej, i to na co najmniej 5 kierunkach o
                  > feminizmie mowic nie mozna?

                  O feminizmie można, jak najbardziej. Natomiast mówiąc o ekonomii warto co nieco
                  znać się na ekonomii , o prawie - na prawie, o systemach ubezpieczenia
                  społecznego - na systemach ubezpieczenia społecznego, o wyborze społecznym - na
                  teorii wyboru społecznym i etyce, o dyskryminacji - na statystyce i tzw. teorii
                  użyteczność...

                  Wytłumacz mi jedną rzecz - czemu np. na tym formum w dyskusjach ekonomicznych
                  stronę antyfeminstyczną prezentuje przedsiębiorca (Sebastian) czy analityk
                  ekonomiczny (ja), a stronę feministyczną osoby, które nie odróżniają ilości od
                  częstości?

                  > Ja tylko poprosze o odpowiedz na pare prostych pytan:

                  > czy feministki w swym zaslepieniu i wierze w spisek patriarchalny nie
                  > przyczynily sie jednak znaczaco do pozytywnych zmian kulturowo-spolecznych?

                  Nie. Nie ma na to dowodów empirycznych, tj. korelacji aktywności feministycznej
                  z poprawą sytuacji kobiet. Pisałem o tym kiedyś - np. tzw. "gender gap" czyli
                  różnica w płacy między kobietą, a mężczyzną jest niższa w USA, gdzie jest dziki
                  kapitalizm, niż w Szwecji czy Norwegii, gdzie feministki wywalczyły przepisy
                  równościowe.

                  > Czyz sytuacja kobiet dzieki nim nie zmienila sie w radykalny sposob na
                  > korzysc?

                  Nic o tym nie wiem. By to ocenić potrzebna jest niekontrowersyjna tzw. teoria
                  interpersonalnych porównań dobrostanu. Zapropoponujesz jakąś?

                  > Czy kobiety dzieki nim nie sa juz ubezwlasnowolnionie, bez prawa do glosu,
                  > majatku, dzieci, prawa do czerpania radosci z seksu i swojego ciala?

                  Nie dzięki feministkom - dyskusja na ten temat już się toczyła na liście.

                  > A nade wszystko czy feministki nie pomagaja kobietom w przywroceniu poczucia
                  > wlasnej wartosci, podmiotowosci, wychodzenia z poczucia bycia ofiara i
                  > oduczanie "wyuczonej bezradnosci"?

                  Nie znam jakichkolwiek dowodów tego twierdzenia. Chyba, że uzwględnimy
                  przeniesioną z marksizmu do feminizmu teorię fałszywej świadomości klasowej,
                  która mówi, że jak kobieta jest zadowolona z patriarchalnego porządku, to tak
                  naprawdę nie jest zadowolona.

                  > oraz czy nie pokazuja mezczyznom ze funkcjonowanie w ramach sztywnego
                  > schematu stereotypow plciowych ich samych zubaza?

                  W takim wypadku jest to teoria spiskowa, skoro niby wszystkim pomaga, a z
                  drugiej strony prawie nikt jej nie chce (feministki przeceniają poparcie dla
                  swoich idei wśród kobiet).

                  > I czy kultura w ktorej zyjemy nie jest nadal silnie androcentryczna???

                  Jest tak samo adrocentryczna jak pomidorocentryczna dla kogoś kto nie lubi zupy
                  pomidorowej.

                  > Czy postulaty wspolczesnych feministek to stek bzdur?

                  W większości, niestety tak. Zobacz niżej:

                  > Po prostu bedac feministka nie widze jak w moich pogladach mozna dopatrywac
                  > sie spisku, nienawisci itp. Co do dyskusji z konserwatysta--bardzo chetnie.
                  > ALe chce uslyszec argumenty nie podsiane paranoja, obsesja!

                  No dobrze, to parę moich uwag:

                  W kwestiach ekonomicznych feministki prezentują poziom ca. 6-letniego dziecka.
                  Domagają się np. płacy dla gospodyń domowych, bez podania źródeł finansowania
                  tej płacy i kosztów markoekonomicznych takich rozwiązań.

                  System parytetów jest oparty na mentalności Kalego - parytety w polityce tak,
                  ale nie w górnictwie, dla nauczycieli czy służbie wojskowej.

                  Dla feministek problem przedsiębiorcy sprowadza się do dyskryminacji przy
                  zatrudnieniu i molestowania, a nie kosztów, krańcowych efektywności, ryzyka i
                  optymalnej alokacji.

                  Feministki nie rozumieją złożoności pojęcia sprawiedliwość. Czy innym jest
                  sprawiedliwość egalitarna (eqality) czym innym - należnościowa (equity).

                  Feministki nie rozumieją złożoności pojęcia dyskryminacji, np. stosując
                  przejrzyste wskaźniki statystyczne można pokazać, że dla tej samej populacji
                  męzczyzn i kobiet i pod tym samym względem dyskryminowani są zarówno mężczyźni,
                  jak i kobiety (tzw. paradoks Simpsona). Co ciekawe - z punktu widzenia
                  najbardziej ekonomicznie trafnej teorii subiektywnie oczekiwanej użyteczności,
                  nie jest możliwe udowodnienie, że dyskryminacja istniejąca przy równości wobec
                  prawa jest czymś niesłysznym. Ba - nawet tego, że jest wtedy sensownym
                  konstruktem.

                  Feministki nie rozumieją istnienia konfliktu między rozwiązaniami
                  sprawiedliwościowymi a optymalną alokacją zasobów - dla nich gospodarka jest z
                  gumy, a o wszystko troszczą się wróżki i krasnoludki.

                  Rzekome poparcie Papieża dla ideologii feministycznej to czysta manipulacja.
                  Tzw. katolicki feminizm poza nazwą, skrajnie różni się od tego feminizmu, jaki
                  reprezentują prawdziwe ideolożki poprawnie politycznej emancypacji jak Graff,
                  Dunin etc. Polecam artykuł w "Studiach Socjologicznych" nr 3/2000.

                  można by jeszcze długo, ale nie mam czasu...

                  pozdrawiam,

                  BD
                  • sagan2 manipulant BD - brawo! 29.01.03, 10:52
                    Gość portalu: BD napisał(a):


                    > Wytłumacz mi jedną rzecz - czemu np. na tym formum w
                    > dyskusjach ekonomicznych stronę antyfeminstyczną
                    > prezentuje przedsiębiorca (Sebastian) czy analityk
                    > ekonomiczny (ja), a stronę feministyczną osoby, które
                    > nie odróżniają ilości od częstości?

                    przedsiebiorca jest rowniez Barbinator (strona
                    feministyczna), ale ona oczywiscie nie odroznia ilosci od
                    czestosci...

                    prosze, udowodnij mi (strona feministyczna), ze nie
                    odrozniam ilosci od czestosci...

                    ... i Ty chcesz, zebym traktowala Twoje "badania naukowe"
                    powaznie? skoro nawet w tak prostej sytuacji manipulujesz
                    faktami na potege???
                    • Gość: BD Re: manipulant BD - brawo! IP: 195.136.36.* 29.01.03, 11:53
                      Witam,

                      sagan2 napisała:

                      > > ekonomiczny (ja), a stronę feministyczną osoby, które
                      > > nie odróżniają ilości od częstości?
                      >
                      > przedsiebiorca jest rowniez Barbinator (strona feministyczna), ale ona
                      > oczywiscie nie odroznia ilosci od czestosci...

                      Tak dokładnie - Barbinator nie odróżnia częstości od ilości, oto dowód:

                      www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=212&w=2389605&a=4003082
                      Nota bene: skąd wiedziałaś, że o nią chodzi??????

                      A na ekonomii się nie ona zna, bo robi żenujące błędy - wątek o wcześniejszych
                      emeryturach, czy 10% PKB Norwegii dla ubogich, ROTFL...

                      > prosze, udowodnij mi (strona feministyczna), ze nie
                      > odrozniam ilosci od czestosci...

                      Nie pisałem o wszystkich, ale - że są i takie. Dowód wyżej.

                      > powaznie? skoro nawet w tak prostej sytuacji manipulujesz
                      > faktami na potege???

                      Fakty masz wyżej, a że one takie jakie są - taki już ten świat brutalny!

                      pozdrawiam,

                      BD
                      • Gość: barbinator Re: manipulant BD - brawo! IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 29.01.03, 16:47
                        Gość portalu: BD napisał(a):

                        >
                        > Tak dokładnie - Barbinator nie odróżnia częstości od ilości, oto dowód:
                        >

                        To dobrze, że podałeś ten link - to było przed świętami i nie zdążyłam go
                        przeczytać przed moim wyjazdem. W tamtym poście wykpiłam przesadne zaufanie do
                        metod statystycznych pokazując na konkretnym przykładzie jak łatwo można nimi
                        manipulować. Jeśli dla ciebie z mojego postu wynika, że moim zdaniem tkaczka 10-
                        krotnie częściej ulega wypadkom niż górnik, to mogę tylko powtórzyć to co już
                        raz napisałam - masz kłopoty ze zrozumieniem tekstu.

                        >
                        > A na ekonomii się nie ona zna, bo robi żenujące błędy - wątek o
                        wcześniejszych
                        > emeryturach, czy 10% PKB Norwegii dla ubogich, ROTFL...


                        To nie był żenujący błąd, gdyż nie dotyczył on głównego wątka rozmowy, nawet
                        nie pobocznego, tylko dygresji bez szczególnego znaczenia dla całości dyskusji.
                        Zresztą wydaje mi się, że zastrzegłam się w tej dygresji, że mogę się mylić i
                        nie jestem pewna tej liczby.
                        Natomiast w tej samej dyskusji kilku twoich "braci w wierze" popełniło
                        faktycznie karygodny błąd w interpretacji tego co oznacza 1,5% wzrost gosp. dla
                        Polski i taki sam dla Norwegii. Samo postawienie obok siebie tych dwóch krajów
                        w kontekście w.g. świadczy o bardzo marnym pojęciu o regułach rządzących
                        gospodarką krajów rozwiniętych i rozwijających się.
                        Na tym samym wątku były też osoby o wiadomych poglądach, które za chińskiego
                        boga nie mogły zrozumieć różnicy między średnimi płacami uwzględniającymi
                        sektorowość i nieuwzględniającymi.
                        Zresztą, o czym ja mówię, w każdej dyskusji na tematy ekonomiczne i polityczne,
                        nie mówiąc już o językoznawczych na których akurat znam się rzeczywiście
                        dobrze, aż roi się od błędów i przekłamań.
                        Jeżeli zaś ktoś widzi błędy tylko jednej strony, to znaczy że jest....jak to
                        cię kiedyś nazwała Ewok...jakoś tak na "b" i "d"...

                        Jeszcze jedno - odpisuję ci tylko ze względu na Sagan, którą lubię i szanuję.
                        Natomiast od twojego polowania na czarownice dystansuję się i nie zamierzam go
                        więcej komentować.
                        Pozdr. B.



                        > prosze, udowodnij mi (strona feministyczna), ze nie
                        > > odrozniam ilosci od czestosci...
                        >
                        > Nie pisałem o wszystkich, ale - że są i takie. Dowód wyżej.
                        >
                        > > powaznie? skoro nawet w tak prostej sytuacji manipulujesz
                        > > faktami na potege???
                        >
                        > Fakty masz wyżej, a że one takie jakie są - taki już ten świat brutalny!
                        >
                        > pozdrawiam,
                        >
                        > BD
                      • sagan2 Re: manipulant BD - brawo! 29.01.03, 17:14
                        Gość portalu: BD napisał(a):

                        BD, tematem mojego postu bylo pokazanie, jak porownujesz
                        strony feministyczna i antyfeministyczna.
                        jak? stronniczo i manipulujac faktami.
                        antyfeministyczna reprezentuja przedsiebiorcy
                        (Sebastian), a antyfeministyczna osoby nie odrozniajace
                        ilosci od czestosci.

                        a przeciez Barbinator tez jest przedsiebiorca (choc
                        reprezentuje strone feministyczna), ja odrozniam ilosc od
                        czestosci (i rowniez reprezentuje strone feministyczna),
                        a czy Sebastian odroznia, to nie wiemy...

                        po prostu porownujesz jablka z gruszkami i stawiasz na
                        tej podstawie wnioski, ze wielkanoc jest gorsza od bozego
                        narodzenia... ja takiego toku rozumowania nie moge
                        zaakceptowac, poniewaz kupy sie nie trzyma.
                        a w dodatku jest stronniczy i ma za zadanie wywolac
                        konkretny wizerunek, zupelnie go nie dowodzac. dodam,
                        zebys sie nie czepial, ze podanie jakiegos przykladu, gdy
                        frakcji feministycznej zdarzylo sie palnac glupote nie
                        wystarczy absolutnie na jakikolwiek dowod (chyba, ze
                        twierdzenia "feministki maja *zawsze* racje", ktore i tak
                        jest nie do obronienia). mozna podac rowniez przyklad, ze
                        antyfeminisci gadaja glupoty - z tych przykladow tez
                        chcesz wyciagac tak daleko idace wnioski?... skadze...


                        > Tak dokładnie - Barbinator nie odróżnia częstości od
                        > ilości, oto dowód:

                        Barbi wyjasnila Ci Twoj "dowod" w swoim poscie.

                        > Nota bene: skąd wiedziałaś, że o nią chodzi??????

                        Barbinator jest przedsiebiorca. o tym zampomniales
                        wspomniec przy opisie "strony feministycznej" - ze ja tez
                        reprezentuja przedsiebiorcy.
                        natomiast nie zapomniales nadmienic, ze feministki nie
                        wiedza, czym rozni sie ilosc od czestosci.

                        popytamy antyfeministow, czy wiedza?...


                        > Nie pisałem o wszystkich, ale - że są i takie. Dowód
                        > wyżej.

                        przeczytaj swoja wypowiedz. i zestawienie, ktore w nim
                        zrobiles.
                        podales jeden (jeden) dowod, ze nie rozrozniaja (a jak
                        napisala Barbi, mozesz sie i Ty mylic...) i na tym jednym
                        (watpliwym) dowodzie zbudowales swoje porownanie
                        feministek i antyfeministow (we fragmencie przeze mnie
                        przytoczonym). po prostu zastosowales idiotyczna
                        generalizacje, a teraz w nia brniesz.
                        skoro strone feministyczna maja wg Ciebie reprezentowac
                        osoby nie odrozniajace ilosci od czestosci, to chyba
                        naturalne jest moja prosba, abys mi udowodnil, ze nie
                        rozrozniam - wszak to strone reprezentuje...


                        > Fakty masz wyżej, a że one takie jakie są - taki już
                        > ten świat brutalny!

                        fakty sa faktami, co nie zmienia faktu, ze nimi
                        manipulujesz.
                        czy ja naprawde musze Ci tlumaczyc, ze z faktu iz Barbi
                        nie odroznia ilosci od czestosci (czego jak na razie na
                        moj gust nawet nie dowiodles), nie wynika, ze "strone
                        feministyczna" reprezentuja generalnie osoby "nie
                        odrozniajace", ani ze skoro Sebastian jest przedsiebiorca
                        to odroznia? a skoro przedsiebiorca odroznia, to co z
                        Barbi, ktora i jest przedsiebiorca i wg Ciebie nie
                        odroznia????
                        a takie wnioski (bez sensu) mozna wyciagac z Twojej
                        wypowiedzi.
                    • sagan2 BD, jak to Ci sie podoba?... 30.01.03, 09:49
                      Wytlumacz mi jedna rzecz - czemu np. na tym formum w
                      dyskusjach o etyce pracy strone feminstyczna prezentuje
                      prawnik "zawodowy" (Hania) czy przedsiebiorca uzywajacy
                      prawa pracy w praktyce (Barbinator), a strone
                      antyfeministyczna osoby, które nie widza nic zdroznego w
                      wykorzystywaniu najbiedniejszych mieszkancow azji,
                      zatrudniajac ich za glodowe pensje w fabrykach
                      przynoszacych na swiecie horendalne zyski - np. nike
                      (Sebastian)

                      dla ustalenia uwagi i tych wszystkich, ktorzy chcieliby
                      mnie potem klamliwie cytowac:
                      uwazam powyzszy tekst za taka sama manipulacje faktami
                      (bo fakty podane tam sa prawdzie), jakiej dopuscil sie BD
                      w wypowiedzi, ktora komentuje w "okolicznych" postach.
                      pragne "jedynie" uzmyslowic, ze i tak bawic sie mozna,
                      ale jest to nieuczciwe i nic do dyskucji nie wnosi.

                      i to by bylo na tyle, jesli chodzi o moje zaufanie do
                      "bezstronnosci" naukowej BD
                      • Gość: Sebastian Re: BD, jak to Ci sie podoba?... IP: *.bienczyce.sdi.tpnet.pl 02.02.03, 15:20
                        > a strone
                        > antyfeministyczna osoby, które nie widza nic zdroznego w
                        > wykorzystywaniu najbiedniejszych mieszkancow azji,
                        > zatrudniajac ich za glodowe pensje w fabrykach
                        > przynoszacych na swiecie horendalne zyski - np. nike
                        > (Sebastian)
                        Ponieważ logika rozumowania drugiej (feministycznej) strony podpowiada, że
                        lepiej byłoby gdyby zakłada Nike'a wyniósł się z danego kraju a robotnicy
                        stracili pracę.
                        Z taką lewicową obłudą zgodzić się nie mogę.
                    • Gość: Sebastian Re: manipulant BD - brawo! IP: *.bienczyce.sdi.tpnet.pl 02.02.03, 15:15
                      > przedsiebiorca jest rowniez Barbinator (strona
                      > feministyczna)

                      Barbinator sama przyznała się, że kieruje się stereotypami przy zatrudnianiu i
                      często woli z założenia zatrudniac kobiety zamiast męzczyzn.
                      Ponadto sama przyznała się również do zatrudniania pracowników na czarno.

                      Zarówno ja jak i Barbinator jesteśmy przedsiębiorcami i dobrze zdaję sobie
                      sprawe z tego , że oboje dobrze wiemy jak kierowac swoimi firmami, żeby jak
                      najwięcej zarabiać.
                      Róznica jest tak, że ja w ramach mojej chęci zarabiania proponuję uczciwe,
                      sprawiedliwe i UNIWERSALNE przepisy zaś Barbinator proponuje regulacje pod
                      siebie bo "i tak woli zatrudniac kobiety"
                      W zasadzie pisanie o tym, ze to moralnosc Kalego byloby truizmem.
                      • Gość: barbinator Re: manipulant BD - brawo! IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 03.02.03, 21:09
                        Gość portalu: Sebastian napisał(a):

                        >
                        > Barbinator sama przyznała się, że kieruje się stereotypami przy zatrudnianiu
                        i
                        > często woli z założenia zatrudniac kobiety zamiast męzczyzn.


                        Bzdura, nigdy nie napisałam, że kieruję się stereotypami zatrudniając więcej
                        kobiet niż mężczyzn. Gdybym miała firmę budowlaną, to zatrudniałabym więcej
                        mężczyzn i wcale nie świadczyłoby to o uleganiu stereotypom.
                        Zatrudniam kobiety, bo lepiej pasują do profilu firmy, ponadto uważam je za
                        sumienniejszych i bardziej lojalnych pracowników - to nie jest stereotyp,
                        raczej wręcz przeciwnie - nie jest to przecież powszechnie panujący pogląd.
                        Mam wrażenie, że powinieneś sprawdzić co dokładnie znaczy słowo "stereotyp", bo
                        masz tutaj jakiś problem ze zrozumieniem.



                        > Ponadto sama przyznała się również do zatrudniania pracowników na czarno.


                        I co z tego? O czym to ma niby świadczyć poza moją szczerością i brakiem
                        hipokryzji? Ja w przeciwnieństwie do ciebie nie kreuję się na jedynego
                        sprawiedliwego - zatrudniam część ludzi na czarno lub na szaro podobnie jak
                        większość ludzi czasami ma jakiś dochód z którym niekoniecznie od razu leci do
                        skarbówki.
                        Przypomnij sobie wątek w którym byłeś łaskaw potępić kobietę, która "załatwia
                        sobie" zasiłek idąc do pracy w ciąży.
                        Natomiast fakt, że sam korzystasz z tańszego ZUSu, nie zasługiwqał twoim
                        zdaniem na potępienie, gdyż jak stwierdziłeś, ty tylko wykorzystujesz
                        istniejące przepisy. Jakoś nie chciałeś pojąć, że ta kobieta robi to samo co
                        ty, więc jeśli ona jest nieuczciwa, to ty też...
                        To chyba było w dyskusji z Suzume i to ona pierwsza użyła wobec ciebie
                        sformułowania "filozofia Kalego".

                        >
                        > Zarówno ja jak i Barbinator jesteśmy przedsiębiorcami i dobrze zdaję sobie
                        > sprawe z tego , że oboje dobrze wiemy jak kierowac swoimi firmami, żeby jak
                        > najwięcej zarabiać.

                        To o co ci chodzi?


                        > Róznica jest tak, że ja w ramach mojej chęci zarabiania proponuję uczciwe,
                        > sprawiedliwe i UNIWERSALNE przepisy zaś Barbinator proponuje regulacje pod
                        > siebie bo "i tak woli zatrudniac kobiety"

                        Bardzo musiałes się napracować, by znaleźć coś w moich poglądach co miałoby
                        zrównoważyć twoją nieszczęsną wpadkę z przywilejami budowlanymi.
                        Muszę cię jednak zmartwić, trafiłeś jak kulą w płot.
                        Widzisz, mój drogi Sebastianie, ustawa równościowa obowiązuje tak samo kobiety
                        jak i mężczyzn.
                        Podobnie jak tobie nie będzie wolno napisać w ogłoszeniu "przyjmę mężczyznę na
                        stanoiwisko..." tak mnie nie będzie wolno napisać "przyjmę kobietę..."
                        Twój kłopot będzie i moim kłopotem - absolutnie kłopotami zostaniemy obdarowani
                        po równo.

                        > W zasadzie pisanie o tym, ze to moralnosc Kalego byloby truizmem.

                        Nie truizmem tylko bzdurą. Musisz lepiej poszukać jak chcesz mnie złapać na
                        hipokryzji, jednak uprzedzam - to może być trudne...
                        Bo choć do ideału mi daleko i mam różne wady, co widać nawet na forum, to
                        zdecydowanie nie jestem hipokrytką ani manipulantką.
                        Pozdr. B.

                        PS
                        Czy mógłbyś skończyć z atakami personalnymi na mnie? Jeśli zamierzasz się
                        wzorować na Macieju, to źle wybrałeś sobie idola.
                        Proponuję skończyć ten wątek, on naprawdę do niczego sensownego nie doprowadzi.
              • Gość: barbinator do panocka BD IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 29.01.03, 11:20
                Gość portalu: BD napisał(a):

                >
                > zapędów, potem uznano za troskę o obywateli. Tylko zaślepiony zwolennik
                > fałszywej ideologii postępu odsyła przeciwników na śmietnik historii, tylko
                > dlatego, że ich poglądy są konserwatywne...

                A jak nazwiesz tego, kto odsyła na śmietnik historii tych, które poglądy są
                inne niż konserwatywne? - proponuję określenie "zaślepiony zwolennik ideologii
                konserwatyzmu". Jak ci się podoba taka dyskusja, czy jest na wystarczająco dla
                ciebie wysokim poziomie?


                > nie spotkałem jeszcze feministki, która by wiedziała, że konflikt między
                > feminstyczną a liberalną (i konserwatywną) wizją społeczeństwa jest
                konfliktem
                > egalitarnych i utylitarnych wizji wyboru społecznego, jednego z
                najważniejszych
                > sporów współczesnej etyki i prakseologii.


                Kiepsko szukałeś. O dylematach etycznych i prakseologicznych wynikających z
                konfliktu filozofii utylitarnej i egalitarnej uczą w co lepszych ogólniakach.
                Problem polega chyba raczej na tym, że ty widzisz te podstawowe dylematy
                współczesności w kategoriach walki sił światła z siłami ciemności, czyli w
                kategoriach dualistycznych. Ponieważ feministki wspólnie z socliberałami należą
                do wrogiego obozu, więc najwygodniej jest ci stwierdzić, że są niedouczonymi,
                prostytmi chłopami (i babami...)
                Bo jak wie o tym każdy ideologiczny fundametalista, jeżeli ktoś ma inne niż on
                sam zdanie, to znaczy, że brakuje mu wiedzy (czytaj: jest idiotą), no bo gdyby
                miał wiedzę, to na pewno niałby takie samo zdanie jak on, ideologiczny
                fundamentalista...
                To takie proste, i takie wygodne...i dzięki temu zawsze ma się rację...

                A skoro już o niedouczeniu mowa, to radziłabym przeczytać choćby Rogera
                Scrutona "Czym jest konserwatyzm", bo takie postawienie obok siebie, bez
                żadnego komentarza, liberalizmu i konserwatyzmu w aspekcie filozofii
                utylitarnej, to jeży włos na głowie i każe mi bardzo mocno powątpiewać w twoją
                wiedzę w dziedzinie politologii.



                >
                > Ale gdzie tam... mamy szukające sprawiedliwości (feministki nie wiedzą, że to
                > pojęcie ma bardzo różne znaczenia)

                No właśnie, feministki w ogóle nic nie wiedzą. Natomiast antyfeminiści z tego
                forum znają się na wszystkim i są niewiarygodnie mądrzy.


                emancypantki kontra miśki z ciemnogrodu.
                > Problemy jakich dotyka feminizm - jak np. dyskryminacja - są bardzo złożone -
                > nie powinno się o nich dyskutować bez znajomość współczesnej ekonomii, teorii
                > wyboru społecznego, etyki i matematyki (statystyki).


                A dlaczego akurat wiedza z tych dziedzin jest niezbędna? Może dodajmy jeszcze
                obowiązek posiadania co najmniej doktoratu jeszcze z historii, filozofii,
                medycyny, językoznawstwa, biologii, politologii, kulturoznawstwa,
                religioznawstwa, teologii, etnografii...
                Może zrobmy wstęp na forum za okazaniem dyplomów ukończenia co najmniej pięciu
                wybranych z tej listy kierunków?


                Tymczasem feministki
                > zachowują się jak proste chłopy krytykujące współczesną fizykę (panocku co za
                > głupoty gadocie, jakie, tfu!!!, superstruny...), a potem się dziwią, że
                poważni
                > ludzie patrzą na nie z dystansem.


                Polecam wam panocku BD starą, ale ciągle śmieszną komedię francuską "Mania
                wielkości". Można się nieźle pośmiać, a niektórzy mogą się dodatkowo czegoś o
                sobie nauczyć...

                >
                > Tu nie wystarczy wrażliwa humanistycza dusza i lektura "Zadry", Drogie Panie!


                Ale bez pewnej humanistycznej wrażliwości popartej humanistyczną wiedzą z
                zakresu filozofii, historii i politologii nie można dyskutować o zagadnieniach
                etycznych wynikających z postawy utylitarnej. Ktoś kto próbuje o tym rozmaiwać
                opierając się wyłącznie na ekonomii i prakseologii wychodzi na prostaczka,
                nawet jeśli sam ma o sobie bardzo wysokie zdanie.

                Pozdr. B.



                • sagan2 Barbi... 29.01.03, 11:30
                  Gość portalu: barbinator napisał(a):


                  > A dlaczego akurat wiedza z tych dziedzin jest
                  > niezbędna? Może dodajmy jeszcze obowiązek posiadania co
                  > najmniej doktoratu jeszcze z historii, filozofii,
                  > medycyny, językoznawstwa, biologii, politologii,
                  > kulturoznawstwa, religioznawstwa, teologii,
                  > etnografii...
                  > Może zrobmy wstęp na forum za okazaniem dyplomów
                  > ukończenia co najmniej pięciu wybranych z tej listy
                  > kierunków?

                  Aaz pieciu?... Barbi, rybenko, spusc z tonu, bo sie nie
                  zalapie... ;)

                • Gość: BD Re: do panocka BD IP: 195.136.36.* 29.01.03, 12:06
                  Witam,

                  Gość portalu: barbinator napisał(a):

                  > > egalitarnych i utylitarnych wizji wyboru społecznego, jednego z
                  > > najważniejszych sporów współczesnej etyki i prakseologii.

                  > Kiepsko szukałeś. O dylematach etycznych i prakseologicznych wynikających z
                  > konfliktu filozofii utylitarnej i egalitarnej uczą w co lepszych ogólniakach.

                  A co mnie to obchodzi. Ja wyraźnie pisałem o feministkach.

                  > do wrogiego obozu, więc najwygodniej jest ci stwierdzić, że są niedouczonymi,
                  > prostytmi chłopami (i babami...)

                  Pokaż mi liczącą się we współczesnej ekonomii czy teorii decyzji feministkę.

                  > A skoro już o niedouczeniu mowa, to radziłabym przeczytać choćby Rogera
                  > Scrutona "Czym jest konserwatyzm", bo takie postawienie obok siebie, bez
                  > żadnego komentarza, liberalizmu i konserwatyzmu w aspekcie filozofii
                  > utylitarnej, to jeży włos na głowie i każe mi bardzo mocno powątpiewać w
                  > twoją wiedzę w dziedzinie politologii.

                  Postawiłem w kontekście konfliktu z feminizmem w kwestii wyboru społecznego.
                  Zauważ też, że - nieprzypadkowo - wziąłem konsewatyzm w nawias. Oczywiście, że
                  dostrzegam różnicę między tymi ideologiami, ale w tej konkretnej kwestii akurat
                  są zbieżne.

                  > > Problemy jakich dotyka feminizm - jak np. dyskryminacja - są bardzo złożon
                  > e - nie powinno się o nich dyskutować bez znajomość współczesnej ekonomii, teo
                  > rii wyboru społecznego, etyki i matematyki (statystyki).

                  > A dlaczego akurat wiedza z tych dziedzin jest niezbędna?

                  Etyka i wybór społeczny - by zdefiniować pojęcie. Statystyka - to chyba jasne
                  (do udowodnienia faktu, że różnica istnieje), ekonomia - bo dotyczy kwestii
                  ekonomicznych (np. zatrudnienia).

                  > obowiązek posiadania co najmniej doktoratu jeszcze z historii, filozofii,
                  > medycyny, językoznawstwa, biologii, politologii, kulturoznawstwa,
                  > religioznawstwa, teologii, etnografii...

                  Usiłujesz być złośliwa, ale tylko się ośmieszasz.

                  > Polecam wam panocku BD starą, ale ciągle śmieszną komedię francuską "Mania
                  > wielkości". Można się nieźle pośmiać, a niektórzy mogą się dodatkowo czegoś o
                  > sobie nauczyć...

                  Ja polecam Ci wrócić do wątku, gdzie polemizowałaś ze mną na temat
                  wcześniejszych emerytur, dowiesz się jak przepisy wyglądają w rzeczywistości.

                  > Ale bez pewnej humanistycznej wrażliwości popartej humanistyczną wiedzą z
                  > zakresu filozofii, historii i politologii nie można dyskutować o
                  > zagadnieniach etycznych wynikających z postawy utylitarnej.

                  Zgadzam się. Potrzebne jest i to i to - problem jest taki, że feministki mają
                  tylko tę wrażliwość. Pdczas gdy nawet w kwestiach etycznych bez tej wstętnej
                  matematyki ani rusz...

                  pozdrawiam,

                  BD

                  • Gość: barbinator Re: do panocka BD IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 29.01.03, 16:20
                    Gość portalu: BD napisał(a):

                    >
                    > Pokaż mi liczącą się we współczesnej ekonomii czy teorii decyzji feministkę.


                    Osoby liczące się we współczesnej ekonomii raczej na forum nie dyskutują.
                    Chyba, że masz na myśli siebie, no ale ty jesteś w ogóle wyjątkowy pod każdym
                    względem;)
                    Większość dyskutantów to laicy mający pewną podstawową wiedzę ekonomiczną,
                    która zresztą najzupełniej wystarcza do dyskusji nad feminizmem i jego
                    konsekwencjami dla gospodarki. Feminizm to zjawisko kulturowe a nie
                    ekonomiczne, gdyby już w dyskusji o nim konieczny był doktorat (co najmniej) to
                    raczej z kulturoznawstwa - którego nb ty raczej nie posiadasz...
                    Zaś braki w wiedzy ekonomicznej przeszkadzają ci wyłącznie u osób życzliwych
                    feminizmowi - antyfeminiści mogą wygadywać niewiarygodne bzdury i nigdy ich nie
                    poprawiasz. Tobie wystarczy, że ktoś ma równą twojej obsesję na punkcie
                    feminizmu, żeby być twoim bratem w wierze...
                    Nie ma jak naukowy obiektywizm LOL.
                    >

                    >
                    > Postawiłem w kontekście konfliktu z feminizmem w kwestii wyboru społecznego.
                    > Zauważ też, że - nieprzypadkowo - wziąłem konsewatyzm w nawias. Oczywiście,
                    że
                    > dostrzegam różnicę między tymi ideologiami, ale w tej konkretnej kwestii
                    akurat
                    > są zbieżne.


                    Nieprawda, postawiłeś obok siebie liberalizm i konserwatyzm w kontekście
                    dyskusji nad utalitaryzmem, w której feminizm został przez ciebie ustawiony z
                    drugiej strony barykady. Ponieważ faktycznie trudno mi uwierzyć, byś aż tak
                    mało wiedział o różnicach między liberalizmem a konserwatyzmem, pozostaje mi
                    więc przyjąć, że masz kłopoty ze zrozumieniem własnego tekstu.


                    >
                    > Ja polecam Ci wrócić do wątku, gdzie polemizowałaś ze mną na temat
                    > wcześniejszych emerytur, dowiesz się jak przepisy wyglądają w rzeczywistości.


                    Teraz to ty się ośmieszasz. Fakt, że opisałeś kilka innych przepisów,
                    korzystnych dla kobiet (pozornie korzystnych, powinno się je usunąć), nie
                    zmienia faktu, że w pewnych sytuacjach, takich jak przeze mnie opisana, prawo
                    emerytalne jest dla kobiet niekorzystne.
                    Przy okazji, w tamtej sprawie trochę się wygłupiłeś próbując mi przypisać
                    wszelkie możliwe winy - widzisz, drogi panie naukowcu, ja mogłam ALBO
                    manipulować faktami, ALBO przepisywać coś z broszury. Naprawdę nie jest
                    możliwe, bym popełniła obie te zbrodnie jednocześnie...

                    Pozdr. B.

                    • Gość: BD Re: do panocka BD IP: 195.136.36.* 29.01.03, 16:56
                      Witam,

                      Gość portalu: barbinator napisał(a):

                      > > Pokaż mi liczącą się we współczesnej ekonomii czy teorii decyzji feministk

                      > Osoby liczące się we współczesnej ekonomii raczej na forum nie dyskutują.

                      Nie każę Ci wskazywać na forum, tylko w ogóle - czy jest licząca się na świecie
                      ekonomistka - feministka?

                      > Większość dyskutantów to laicy mający pewną podstawową wiedzę ekonomiczną,
                      > która zresztą najzupełniej wystarcza do dyskusji nad feminizmem i jego
                      > konsekwencjami dla gospodarki.

                      Absolutnie nie wystarcza. (bo niby dlaczego ma wystarczać?)

                      > Feminizm to zjawisko kulturowe a nie ekonomiczne,

                      Jednak wysuwa postulaty ekonomiczne.

                      > > dostrzegam różnicę między tymi ideologiami, ale w tej konkretnej kwestii
                      > > akurat są zbieżne.

                      > Nieprawda, postawiłeś obok siebie liberalizm i konserwatyzm w kontekście
                      > dyskusji nad utalitaryzmem, w której feminizm został przez ciebie ustawiony z
                      > drugiej strony barykady.

                      Dystans w sporze egalitaryzm - utylitaryzm jest dużo większy między feminizmem
                      a tamtymi dwoma stanowiskami, niż między konserwatyzmem a liberalizmem. Stąd
                      moja zgrubna klasyfikacja była uprawniona.

                      > > Ja polecam Ci wrócić do wątku, gdzie polemizowałaś ze mną na temat
                      > > wcześniejszych emerytur, dowiesz się jak przepisy wyglądają w rzeczywistoś

                      > Teraz to ty się ośmieszasz. Fakt, że opisałeś kilka innych przepisów,
                      > korzystnych dla kobiet (pozornie korzystnych, powinno się je usunąć), nie
                      > zmienia faktu, że w pewnych sytuacjach, takich jak przeze mnie opisana, prawo
                      > emerytalne jest dla kobiet niekorzystne.

                      Po raz kolejny upierasz się przy ewidentnym błędzie.

                      Wbrew temu co sugerowałaś, NIE ISTNIEJE w polskim prawie ani jeden przepis
                      emerytalny faworyzujący mężczyzn pod względem długości okresu składkowego.
                      Podkreśam: mężczyzn, a nie wojskowych, czy górników. Przytoczę jeszcze raz:

                      - twoje zdanie -
                      Gość portalu: barbinator napisał(a):

                      > Kobieta osiągnęła wiek 55 lat i ma co najmniej 30-letni staż pracy oraz
                      > została uznana za całkowicie niezdolną do pracy.
                      > Mężczyzna osiągnął wiek 60 lat i ma co najmniej 25-letni staż pracy i uznano
                      > go za całkowicie niezdolnego do pracy (art.29).
                      ----------------

                      -rzeczywista wykładnia art 29. -

                      Dokładnie art. 29 Ustawy o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń
                      Społecznych z dnia 17 grudnia 1998 (Dz.U.98.162.1118, ostatnia modyfikacja 29
                      czerwca 2002 Dz.U.02.74.676) wygląda tak:

                      ---cytat---
                      Art. 29. Ubezpieczeni urodzeni przed dniem 1 stycznia 1949 r., będący
                      pracownikami, którzy nie osiągnęli wieku emerytalnego określonego w art. 27 pkt
                      1, mogą przejść na emeryturę:
                      1) kobieta - po osiągnięciu wieku 55 lat, jeżeli ma co najmniej 30-
                      letni okres składkowy i nieskładkowy albo jeżeli ma co najmniej 20-letni okres
                      składkowy i nieskładkowy oraz została uznana za całkowicie niezdolną do pracy,
                      2) mężczyzna - po osiągnięciu wieku 60 lat, jeżeli ma co najmniej
                      25-letni okres składkowy i nieskładkowy oraz został uznany za całkowicie
                      niezdolnego do pracy.
                      ---koniec cytatu---

                      Czy naprawdę tak trudno dostrzec własny błąd?????

                      > Przy okazji, w tamtej sprawie trochę się wygłupiłeś próbując mi przypisać
                      > wszelkie możliwe winy - widzisz, drogi panie naukowcu, ja mogłam ALBO
                      > manipulować faktami, ALBO przepisywać coś z broszury. Naprawdę nie jest
                      > możliwe, bym popełniła obie te zbrodnie jednocześnie...

                      Manipulujesz faktami przytaczając _niepełną treść artykułu 29 ustawy_ co
                      zmienia jej sens. A, że zapewne z jakieść broszurki, to inna sprawa...

                      pozdrawiam,

                      BD

                      • maciej.k1 i kto jest manipulantem? - do Sagan n/tx 30.01.03, 10:18

                        • sagan2 czytaj uwaznie Maciej! 30.01.03, 11:38

                          czy ja twierdzilam, ze BD podaje nieprawdziwe wiadomosci?
                          choc moze i podaje, zupelnie nie o to mi chodzilo.

                          chodzilo o to, ze manipuluje faktami i to, ze moze to
                          rowniez robic Barbinator, nie zmienia faktu, ze robi to
                          rowniez BD.

                          czy jesli Barbi manipuluje faktami, to oznacza to, ze BD
                          nie manipuluje??? a co to za logika???
                        • Gość: barbinator Ja nie. Może ty? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 30.01.03, 14:58
                          Jak zwykle Maćku wyrywasz się przed szereg i nie czekasz zakończenia rozmowy.
                          Nie masz natomiast zwyczaju "odszczekiwać" swoich niesprawiedliwych oskarżeń.
                          Wyjaśniłam sprawę w liście do BD - dla ciebie dodatkowa informacja, że choć
                          faktycznie mogę się w tej sprawie mylić (dowiem się tego dopiero jak wejdę na
                          stronę ZUS), to na pewno nie dopuściłam się manipulacji.
                          Pamiętam zresztą, że gdy po raz pierwszy (w wątku o molestowaniu) przytoczyłam
                          ten przepis, to zastrzegłam się, że sama byłam zdziwiona widząc tego typu
                          nierówność i dodałam "o ile te dane są prawdziwe"
                          Apropos manipulacji, nie mogę się oprzeć pokusie by zapytać cię, jak się mają
                          twoje dane odnośnie 99% kobiet stawiających wyżej dom i dzieci niż pracę
                          zawodową. Czy udało ci się już uzyskać ich naukowe potwierdzenie?
                          :)))))))
                          Pozdr. B.
                          • maciej.k1 Ty... ty... ;-) 30.01.03, 17:11
                            O tym, że masz skłonność przeinaczać dane, przekonałem się już na samym
                            początku naszej znajomości, gdy podawałaś fałszywe dane ze stron Ministerstwa
                            Zdrowia (pamiętasz - udowodniłem wtedy, że MZ wydaje znacznie więcej na zdrowie
                            kobiet niż na zdrowie mężczyzn, a Ty próbowałaś to podważyć, licząc na to, że
                            nikt tego nie sprawdzi).

                            Nie dziwi mnie, że teraz na tym samym przyłapał Cię BD.

                            Pozdrawiam -
                            • Gość: barbinator To jest zwykłe chamstwo tak kłamać!!! IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 30.01.03, 21:39
                              maciej.k1 napisał:

                              > O tym, że masz skłonność przeinaczać dane, przekonałem się już na samym
                              > początku naszej znajomości, gdy podawałaś fałszywe dane ze stron Ministerstwa
                              > Zdrowia (pamiętasz - udowodniłem wtedy, że MZ wydaje znacznie więcej na
                              zdrowie
                              >
                              > kobiet niż na zdrowie mężczyzn, a Ty próbowałaś to podważyć, licząc na to, że
                              > nikt tego nie sprawdzi).
                              >
                              > Nie dziwi mnie, że teraz na tym samym przyłapał Cię BD.
                              >
                              > Pozdrawiam -

                              Wiesz, normalnie nie przejmuję się twoim głupim gadaniem, ale to co zrobiłeś
                              teraz,to już zwykła bezczelnośc i chamstwo. W tamtej sprawie (szkoda że nie ma
                              Suzume, może to jeszcze pamięta i mogłaby potwierdzić, bo wtedy oburzyła się na
                              twoją manipulację tak samo jak ja i nawet specjalnie dała o tym post na
                              Feminizm - nasza dyskusja wtedy odbywała się na Społeczeństwie) w ewidentny
                              sposób nie doczytałeś o co chodzi na stronie MZ.
                              O ile dobrze pamiętam, pomyliłeś jakieś śmieszne sumy które ministerstwo
                              przeznacza np na propagowanie akcji badania prostaty czy propagowanie pewnych
                              rodzajów badań przy chorobach serca z całością wydatków na leczenie mężczyzn,
                              porównałeś to z wydatkami ministerstwa np na propagowanie samobadania piersi i
                              z tobie tylko właściwą beztroską i bezczelnością uznałeś, że jest to dowód na
                              to, że leczenie mężczyzn jest tańsze niż leczenie kobiet.
                              Wtedy byłam przerażona tym, że normalny człowiek może mówić takie bzdury i tak
                              niewiarygodnie przeinaczać fakty, teraz znam cię już trochę więc wiem, że w
                              dyskusji z tobą to norma, a nie wyjątek.
                              Ale tym twoim występem nawet mnie zadziwiłeś.
                              Tak chamskiego przeinaczenia nawet po tobie się nie spodziewałam.
                              Gdybym była tobą spaliłabym się ze wstydu, ale jak sądzę tobie pojęcie wstydu
                              jest obce.
                              Bez pozdrowień, bo zwykły cham i manipulant z ciebie.

                              PS
                              Przypomniałam sobie, że wtedy to właśnie ty podałeś pewne liczby a nie ja. Ja
                              natomiast sprawdziłam i przekonałam się, że łżesz w żywe oczy o czym
                              poinformowałam cię słowami: "nigdy nie licz na lenistwo swojego rozmówcy, na to
                              że czegoś nie sprawdzi zwłaszcza jeśli jest to kobieta"
                              Teraz ty odwracasz sprawę.
                              Chamstwo, zwykłe chamstwo, po prostu nie mam słów.
                              • maly.ksiaze Ależ proszę Państwa... 31.01.03, 05:08
                                ...miało być o sztuce. Albo przynajmniej o fallusie!

                                Pozdrawiam,

                                mk.
                                • Gość: barbinator Re: Ależ proszę Państwa... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 31.01.03, 10:30
                                  maly.ksiaze napisał:

                                  > ...miało być o sztuce. Albo przynajmniej o fallusie!
                                  >
                                  > Pozdrawiam,
                                  >
                                  > mk.

                                  Fallus, powiadasz.....hmmm....ciekawe...
                                  Ale to nie ja powiedziałam!!! :))

                                  Pozdr. B.
                            • Gość: barbinator wyjaśnienie dla postronnych IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 31.01.03, 10:42
                              Wczoraj zdenerwowałam się i pisałam mocno chaotycznie, w dodatku nie pamiętałam
                              szczegółów tamtej sprawy, poza świadomością, że Maciej łże bezczelnie w żywe
                              oczy.
                              Teraz wybaczcie, że przynudzam (w dodatku na wątku o sztuce...), ale po prostu
                              MUSZĘ opisać jak to było naprawdę.

                              Jakieś pół roku temu dyskutowałam z M. na Społeczeństwie (niestety, nie
                              pamiętam tytułu wątku). W pewnym momencie dyskusja zeszła na pytanie kto więcej
                              choruje, m. czy k. i w związku tym czy równa wysokość składki zdrowotnej jest
                              sprawiedliwa. Maciej oczywiście stwierdził, że mężczyźni chorują mniej i że to
                              oni w związku z tym dopłacają do leczenia kobiet. Na poparcie tej
                              swojej "teorii" przytoczył dane Ministerstwa Zdrowia, z których miało wynikać,
                              że najdroższy program z tzw. narodowego programu opieki zdrowotnej dotyczy
                              wyłącznie kobiet, zaś drugi co do kosztowności dot. chorób serca, a więc i k. i
                              m., co z kolei dało mu asumpt do stwierdzenia, że leczenie kobiet jest droższe,
                              więc przy równej składce mężczyźni de facto płacą za ich leczenie.

                              Coś mnie tknęło, żeby to sprawdzić (choć zazwyczaj przymuję zasadę domniemania
                              dobrej woli rozmówcy) i okazało się, że miałam rację - Maciej dokonał
                              prostackiej manipulacji faktami. Te "narodowe programy opieki zdrowotnej" to
                              nie są pieniądze przeznaczone na leczenie, czyli nie są to dane zebrane w
                              kasach chorych, tylko po prostu drobne (w skali państwa) sumy wydatkowane przez
                              ministerstwo m. in. na różne akcje propagatorskie, wdrażanie standardów
                              leczenia itp.
                              Byłam tak zdegustowana tą zagrywką, że zakończyłam wtedy naszą rozmowę, pisząc
                              Maciejowi, by nigdy nie liczył na lenistwo swoich rozmówców, bo czasami bywa,
                              że ktoś sprawdzi i manipulacja wychodzi na jaw.
                              Nie komentowałam więcej tej sprawy, po prostu zapamiętałam go sobie jako osobę
                              na którą trzeba mieć oko i lepiej z nim na poważnie nie rozmawiać.
                              Teraz, po mniej więcej pół roku Maciej wrócił do tej sprawy pisząc tak:


                              "O tym, że masz skłonność przeinaczać dane, przekonałem się już na samym
                              początku naszej znajomości, gdy podawałaś fałszywe dane ze stron Ministerstwa
                              Zdrowia (pamiętasz - udowodniłem wtedy, że MZ wydaje znacznie więcej na zdrowie
                              kobiet niż na zdrowie mężczyzn, a Ty próbowałaś to podważyć, licząc na to, że
                              nikt tego nie sprawdzi). "


                              Czy rozumiecie moje oburzenie?
                              Z takim prostackim atakiem spotykam się po raz pierwszy na tym forum. Maciej po
                              prostu bezczelnie odwrócił sprawę przypisując mi swoją własną manipulację i
                              oszustwo. W dodatku lokuje ją w kontekście mojej scysji z BD dotyczącym
                              rozbieżności w danych ZUS w różnych źródłach, z których jedno musi się mylić,
                              jednak o manipulacji i oszustwie nie może tu być mowy.
                              Jestem oburzona jego postępowaniem, nawet teraz gdy zdenerwowanie minęło i
                              piszę "na zimno".
                              O takich ludzich kiedyś mówiono, że stracili zdolność honorową i pojedynkowanie
                              się z nimi byłoby ujmą na honorze. Jak dla mnie Maciej do tej pory był zwykłym,
                              niegroźnym demagogiem i drobnym manipulatem.
                              Od tej chwili dla mnie jest zerem, nawet nie piszę, że żądam słusznych
                              przeprosin, bo od niego nie chcę nawet tego.
                              Pozdr. B.

                              "
                              • sagan2 Re: wyjaśnienie dla postronnych 31.01.03, 10:48
                                Barbi, dobrze, ze napisalas.

                                przeprosin pewnie i tak bys sie nie doczekala :(
                                tak jak ja, gdy Maciej napisal, ze popieram pederastie, o
                                ile molestujacymi sa kobiety :(
                                tez to uwazalam za skandal i probowalam wyjasniac, ale
                                oczywiscie sie zmyl...

                                ... mam nadzieje, ze nie spotkam sie kiedys ze slowami
                                "feministki pogardzaja pedofilami, o ile nie sa
                                kobietami"...

                                dla mnie Maciej tez jest skonczony
                                • maciej.k1 pytanie do Sagan 03.02.03, 16:11
                                  sagan2 napisała:

                                  > Barbi, dobrze, ze napisalas.
                                  >
                                  > przeprosin pewnie i tak bys sie nie doczekala :(
                                  > tak jak ja, gdy Maciej napisal, ze popieram pederastie, o
                                  > ile molestujacymi sa kobiety :(
                                  > tez to uwazalam za skandal i probowalam wyjasniac, ale
                                  > oczywiscie sie zmyl...
                                  >
                                  > ... mam nadzieje, ze nie spotkam sie kiedys ze slowami
                                  > "feministki pogardzaja pedofilami, o ile nie sa
                                  > kobietami"...
                                  >
                                  > dla mnie Maciej tez jest skonczony

                                  Możesz mi podać link do postu, w którym napisałem, że popierasz pederastię, o
                                  ile molestującymi są kobiety?

                                  Pozdrawiam -
                              • maciej.k1 Re: wyjaśnienie dla postronnych 03.02.03, 16:06
                                Gość portalu: barbinator napisał(a):

                                > ale po prostu
                                > MUSZĘ opisać jak to było naprawdę.

                                Niestety, obawiam się, że nie udało Ci się...

                                > Jakieś pół roku temu dyskutowałam z M. na Społeczeństwie (niestety, nie
                                > pamiętam tytułu wątku).

                                Tytuł wątku brzmi: "men's liberation". Nasza dyskusja zaczęła się w tym
                                miejscu: www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?
                                f=29&w=3161883&a=3255942

                                Streszczając: udowodniłem, że Misterstwo Zdrowia wydaje więcej na leczenie
                                kobiet niż na leczenie mężczyzn. W odpowiedzi na zacytowane przeze mnie dane
                                Ministerstwa Zdrowia sugerowałaś, że odwiedziłaś tą stronę i dowiedziałaś się
                                czegoś innego niż to, co ja napisałem. To była manipulacja obliczona na
                                lenistwo innych dyskutantów. Ponadto próbowałaś zwekslować dyskusję na
                                rozstrząsanie, czy chodzi o rak szyjki, czy rak trzonu macicy, choć nie miało
                                to żadnego znaczenia co do ostatecznych wniosków. To także była manipulacja.

                                > Coś mnie tknęło, żeby to sprawdzić (choć zazwyczaj przymuję zasadę
                                domniemania
                                > dobrej woli rozmówcy) i okazało się, że miałam rację - Maciej dokonał
                                > prostackiej manipulacji faktami. Te "narodowe programy opieki zdrowotnej" to
                                > nie są pieniądze przeznaczone na leczenie, czyli nie są to dane zebrane w
                                > kasach chorych, tylko po prostu drobne (w skali państwa) sumy wydatkowane
                                > przez
                                > ministerstwo m. in. na różne akcje propagatorskie, wdrażanie standardów
                                > leczenia itp.

                                Ja pisałem o budżecie Ministerstwa Zdrowia, a Ty - o całości wydatków na
                                leczenie. Za nic nie mogłaś zrozumieć, że piszemy o różnych sprawach. Nic Cię
                                nie "tknęło" - w pewnym momencie TO JA WYJAŚNIŁEM CI, że robisz błąd,
                                utożsamiając budżet Ministerstwa Zdrowia z całością wydatków na leczenie (w
                                poscie: www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?
                                f=29&w=3161883&a=3298371).

                                Napisałem tam m.in.

                                "Na całościowo rozumiane leczenie" w budżecie państwa oczywiście nie
                                przewidziano nic. Istota reformy wprowadzonej 4 lata temu polegała m.in na tym,
                                by wydzielić składkę zdrowotną od budżetu państwa.
                                [Jak to się ma do całości wydatków na ochronę zdrowia w tym czasie] tego nie
                                wie zapewne nawet minister zdrowia. Gdybyś czytała gazety, pewnie
                                zauważyłabyś, że od 4 lat mamy Kasy Chorych. Oznacza to, że nie ma jednego
                                centralnego budżetu przeznaczonego na ochronę zdrowia, ani jednej polityki
                                zdrowotnej państwa (o czym też od roku minister zdrowia trąbi w mediach), lecz
                                17 wojewódzkich budżetów. Sprawdziłem plan finansowy jednej z kas -
                                mazowieckiej, ale jest zbyt ogólny, by można było na jego podstawie wnioskować
                                o tym, kto korzysta więcej, kobiety czy mężczyźni. Z konieczności więc musimy
                                wnioskować o tym pośrednio - np. na podstawie tego, jak gospodaruje pieniędzmi
                                Ministerstwo Zdrowia. Nie przypuszczam, by odsetek wydatków na kobiety w
                                budżetach Kas Chorych różnił się od niego jakoś dramatycznie.
                                Są jeszcze inne przesłanki, by wnioskować, że mężczyźni mniej korzystają z
                                opieki lekarskiej, a więc kosztują budżet Kas Chorych taniej. Niedawno
                                przeprowadzono sondaż, w którym przebadano ponad 40 tys pacjentów lekarzy
                                pierwszego kontaktu w Polsce. W badaniu wzięło udział 350 lekarzy pierwszego
                                kontaktu. Okazało się, że wśród 40227 pacjentów, którzy w tym czasie trafili do
                                lekarzy, kobiety stanowiły 57,7%. To dowód na to, że kobiety częściej chodzą do
                                lekarzy po poradę - a więc wydatki Kas Chorych na zdrowie kobiet u lekarzy
                                pierwszego kontaktu są wyższe.
                                Może, jak feministki, powinniśmy zażądać wprowadzenia parytetów?"

                                Tak więc albo pamięć płata Ci figle, albo robisz kolejną manipulację, pisząc,
                                że "coś Cię tknęło i zwróciłaś uwagę, że kwoty wymienione w budżecie MZ nie
                                mogą stanowić całości wydatków na ochronę zdrowia". Po prostu chyba ode mnie
                                dopiero, na koniec naszej dyskusji, dowiedziałaś się o istnieniu Kas Chorych -
                                stąd zapewne Twoje niezrozumienie moich postów.

                                Ostatnio napisałem:

                                > "O tym, że masz skłonność przeinaczać dane, przekonałem się już na samym
                                > początku naszej znajomości, gdy podawałaś fałszywe dane ze stron Ministerstwa
                                > Zdrowia (pamiętasz - udowodniłem wtedy, że MZ wydaje znacznie więcej na
                                zdrowie
                                > kobiet niż na zdrowie mężczyzn, a Ty próbowałaś to podważyć, licząc na to, że
                                > nikt tego nie sprawdzi). "

                                Dokładnie tak było. Tego akurat nie sposób podważyć. Ministerstwo Zdrowia
                                bowiem wydaje więcej na leczenie kobiet niż mężczyzn, a Ty, z jednej strony,
                                nie zrozumiałaś, że to nie jest całość wydatków na ochronę zdrowia, a
                                jednocześnie, manipulując danymi Ministerstwa Zdrowia, dowodziłaś czegoś
                                przeciwnego.

                                To, że przez 4 lata nie zauważyłaś istnienia Kas Chorych to drobiazg, który
                                mógłbym pominąć, gdyż nie ma w tym złej woli, tylko roztargnienie. Natomiast
                                zwróciło moją uwagę to, że manipulowałaś danymi ze strony Ministerstwa Zdrowia,
                                których wymowa akurat była całkowicie jednoznaczna.

                                > Czy rozumiecie moje oburzenie?

                                Tak. Jako kolejną próbę manipulacji.

                                Pozdrawiam -

                                PS. - Gdybyś chciała mnie przeprosić - nie ma sprawy.
                                • Gość: barbinator Twoje kłamstwa są żałosne n/txt IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 03.02.03, 20:32
                          • maciej.k1 czego chce 99% młodych matek 30.01.03, 17:23
                            Gość portalu: barbinator napisał(a):

                            > Apropos manipulacji, nie mogę się oprzeć pokusie by zapytać cię, jak się mają
                            > twoje dane odnośnie 99% kobiet stawiających wyżej dom i dzieci niż pracę
                            > zawodową. Czy udało ci się już uzyskać ich naukowe potwierdzenie?
                            > :)))))))
                            > Pozdr. B.

                            Zupełnie nie rozumiem, o co Ci chodzi. Zacytowałem kiedyś (możesz znaleźć na
                            stronie www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?
                            f=212&w=3555827&a=3555827 ) felieton drukowany w Dużym Formacie (dodatek GW), w
                            którym to felietonie zacytowano wyniki ankiety przeprowadzonej przez
                            czasopismo "Mother and Baby". Wynikało z niej, 99 proc. pytanych matek
                            oświadczyło, że macierzyństwo jest wspaniałą rzeczą i wychowywanie potomstwa
                            dostarcza im więcej szczęścia niż kariera zawodowa.

                            Wielokrotnie dyskutujemy tu nad felietonami Kingi Dunin, badaniami CBOS, czy
                            manifestami feministycznymi. Czy jest coś niestosownego w zacytowaniu tych
                            badań? Czy oczekujesz ode mnie, że pojadę do Angli i dotrę do oryginału
                            publikacji?

                            Jeśli dysponujesz innymi wynikami badań, wskazującymi na coś przeciwnego -
                            proszę bardzo, spróbuj te podważyć. Inaczej wydaje się, że nie masz żadnych
                            argumentów, a tylko starasz się sprawić wrażenie, że jakieś masz.

                            Pozdrawiam -
                            • Gość: barbinator Re: czego chce 99% młodych matek IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 30.01.03, 21:48
                              maciej.k1 napisał:

                              > Gość portalu: barbinator napisał(a):
                              >
                              > > Apropos manipulacji, nie mogę się oprzeć pokusie by zapytać cię, jak się m
                              > ają
                              > > twoje dane odnośnie 99% kobiet stawiających wyżej dom i dzieci niż pracę
                              > > zawodową. Czy udało ci się już uzyskać ich naukowe potwierdzenie?
                              > > :)))))))
                              > > Pozdr. B.
                              >
                              > Zupełnie nie rozumiem, o co Ci chodzi. Zacytowałem kiedyś (możesz znaleźć na
                              > stronie <a
                              href="www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?"target="
                              > _blank">www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?</a>
                              > f=212&w=3555827&a=3555827 ) felieton drukowany w Dużym Formacie (dodatek GW),
                              w
                              >
                              > którym to felietonie zacytowano wyniki ankiety przeprowadzonej przez
                              > czasopismo "Mother and Baby". Wynikało z niej, 99 proc. pytanych matek
                              > oświadczyło, że macierzyństwo jest wspaniałą rzeczą i wychowywanie potomstwa
                              > dostarcza im więcej szczęścia niż kariera zawodowa.
                              >
                              > Wielokrotnie dyskutujemy tu nad felietonami Kingi Dunin, badaniami CBOS, czy
                              > manifestami feministycznymi. Czy jest coś niestosownego w zacytowaniu tych
                              > badań? Czy oczekujesz ode mnie, że pojadę do Angli i dotrę do oryginału
                              > publikacji?
                              >
                              > Jeśli dysponujesz innymi wynikami badań, wskazującymi na coś przeciwnego -
                              > proszę bardzo, spróbuj te podważyć. Inaczej wydaje się, że nie masz żadnych
                              > argumentów, a tylko starasz się sprawić wrażenie, że jakieś masz.
                              >
                              > Pozdrawiam -

                              To nie był felieton, tylko kilkuakapitowy wstępniak. Mimo swojej zwięzłości
                              zawierał poważne merytoryczne błędy, które dowodziły tego, że nie była to
                              publikacja do której można mieć zaufanie.
                              Nie wiesz nic nie tylko o metodologii tych badań ale nawet nie wieesz nic o
                              czasopiśmie z którego pochodzą.
                              Nie wiesz kto je przeprowadził, na czyje zlecenie itp.
                              Mimo to od dłuższego czasu podajesz te dane jako sprawdzony fakt naukowy,
                              manipulując w ten sposób poglądami osób rzadko bywających na forum, które
                              często wierzą, że jest to efekt prawdziwego badania opinii, przeprowadzony
                              zgodnie z zasadami.
                              To co robisz jest zwykłym oszustwem.
                              • maciej.k1 Re: czego chce 99% młodych matek 03.02.03, 16:15
                                Gość portalu: barbinator napisał(a):


                                > To nie był felieton, tylko kilkuakapitowy wstępniak. Mimo swojej zwięzłości
                                > zawierał poważne merytoryczne błędy, które dowodziły tego, że nie była to
                                > publikacja do której można mieć zaufanie.

                                Proszę bardzo - wykaż te błędy.

                                > Nie wiesz nic nie tylko o metodologii tych badań ale nawet nie wieesz nic o
                                > czasopiśmie z którego pochodzą.
                                > Nie wiesz kto je przeprowadził, na czyje zlecenie itp.
                                > Mimo to od dłuższego czasu podajesz te dane jako sprawdzony fakt naukowy,
                                > manipulując w ten sposób poglądami osób rzadko bywających na forum, które
                                > często wierzą, że jest to efekt prawdziwego badania opinii, przeprowadzony
                                > zgodnie z zasadami.
                                > To co robisz jest zwykłym oszustwem.

                                Jeśli Ty sprawdziłaś metodologię tych badań, kto je przeprowadził i na czyje
                                zlecenie, a także potrafisz uzasadnić pogląd, iż te badania są niemiarodajne -
                                po prostu napisz o tym, zamiast zarzucać mi oszustwo.

                                Cytowanie badań i podawanie źródła cytatu w żaden sposób oszustwem nie jest.
                                Twoje zarzuty dowodzą tylko, że puszczają Ci nerwy. A podobno kobiety są
                                silniejsze psychicznie?

                                Pozdrawiam -
                                • maciej.k1 gdzie są te błędy? 04.02.03, 10:05
                                  > Gość portalu: barbinator napisał(a):
                                  >
                                  >
                                  > To nie był felieton, tylko kilkuakapitowy wstępniak. Mimo swojej zwięzłośc
                                  > i
                                  > zawierał poważne merytoryczne błędy, które dowodziły tego, że nie była to
                                  > publikacja do której można mieć zaufanie.


                                  Cięgle czekam na wykazanie "poważnych merytorycznych błędów", które dostrzegłaś
                                  w cytowanym przeze mnie badaniu...

                                  Pozdrawiam -
                                  • Gość: barbinator bardzo proszę.. IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 04.02.03, 16:07
                                    maciej.k1 napisał:

                                    > > Gość portalu: barbinator napisał(a):
                                    > >
                                    > >
                                    > > To nie był felieton, tylko kilkuakapitowy wstępniak. Mimo swojej zwięzłośc
                                    > > i
                                    > > zawierał poważne merytoryczne błędy, które dowodziły tego, że nie była to
                                    > > publikacja do której można mieć zaufanie.
                                    >
                                    >
                                    > Cięgle czekam na wykazanie "poważnych merytorycznych błędów", które
                                    dostrzegłaś
                                    >
                                    > w cytowanym przeze mnie badaniu...
                                    >
                                    Jeden który dobrze zapamiętałam, bo był zabawny: autor stwierdził, że podane
                                    fakty odnoszą się do "jednego z najlepszych systemów opieki zdrowotnej na
                                    świecie". Ponieważ autorowi chodziło o system brytyjski, który jest tak fatalny
                                    i sypie się na całego, że niektórzy dowcipkują nawet o tym, że pewno robiły go
                                    te same pijane krasnoludki co polski system kas chorych, to wiele to mówi o
                                    wiedzy piszącego.

                                    Apropos, czy mógłbyś powiedzieć coś więcej na temat autorów wspomnianego
                                    badania?
                                    Bo ja nic nie znalazłam na temat brytyjskiego czasopisma Mother and Child,
                                    skoro wyszukiwarka nie zgłasza jego istnienia, to może i to jest wymyślone?
                                    Ale to tylko pytanie, jeśli masz jakieś informacje, to chętnie wysłucham...
                                    • maciej.k1 Re: bardzo proszę.. 05.02.03, 10:34
                                      Gość portalu: barbinator napisał(a):


                                      > Jeden który dobrze zapamiętałam, bo był zabawny: autor stwierdził, że podane
                                      > fakty odnoszą się do "jednego z najlepszych systemów opieki zdrowotnej na
                                      > świecie". Ponieważ autorowi chodziło o system brytyjski, który jest tak
                                      fatalny
                                      >
                                      > i sypie się na całego, że niektórzy dowcipkują nawet o tym, że pewno robiły
                                      go
                                      > te same pijane krasnoludki co polski system kas chorych, to wiele to mówi o
                                      > wiedzy piszącego.

                                      Po pierwsze, mylisz komentarz felietonisty z rzetelnością cytowanych przez
                                      niego danych. Manipulacja, którą teraz stosujesz, sprowadza się do
                                      stwierdzenia: "nie można wierzyć autorowi w tej sprawie, bo komentując ją
                                      pomylił się w innej". Otóż, nawet gdyby jeszcze popełnił przy tym błąd
                                      ortograficzny, cytując dane z badań, to jeszcze nie podważa samych wyników
                                      badań.

                                      Po drugie, jeśli porównać systemy zdrowotne całego świata (włączając to kraje
                                      trzeciego świata), to nie popełnimy wielkiego błędu, jeśli system brytyjski
                                      zaliczymy do tych lepszych.


                                      > Apropos, czy mógłbyś powiedzieć coś więcej na temat autorów wspomnianego
                                      > badania?
                                      > Bo ja nic nie znalazłam na temat brytyjskiego czasopisma Mother and Child,
                                      > skoro wyszukiwarka nie zgłasza jego istnienia, to może i to jest wymyślone?

                                      Po pierwsze, nie "Mother and Child", lecz "Mother and Baby". Po drugie, zwróć
                                      się do Gazety Wyborczej, jeśli nie umiesz sama znaleźć przez wyszukiwarkę.

                                      Pozdrawiam -
                                      • Gość: soso Re: bardzo proszę.. IP: 195.41.66.* 05.02.03, 12:20
                                        Przestancie sie juz przerzucac, prosze.
                                        pzdrw

                                        soso
                                      • Gość: barbinator Re: bardzo proszę.. IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 05.02.03, 12:33
                                        maciej.k1 napisał:

                                        >
                                        > Po pierwsze, mylisz komentarz felietonisty z rzetelnością cytowanych przez
                                        > niego danych. Manipulacja, którą teraz stosujesz, sprowadza się do
                                        > stwierdzenia: "nie można wierzyć autorowi w tej sprawie, bo komentując ją
                                        > pomylił się w innej". Otóż, nawet gdyby jeszcze popełnił przy tym błąd
                                        > ortograficzny, cytując dane z badań, to jeszcze nie podważa samych wyników
                                        > badań.


                                        Gdyby autor felietonu podał dokładne dane odnośnie badania, np który z
                                        instytutów je wykonał i kiedy, jak dokładnie brzmiały pytania w ankiecie itd to
                                        wtedy fakt jego słabej wiedzy na temat o którym pisze faktycznie nie miałby
                                        znaczenia dla mojej oceny rzetelności danych.


                                        >
                                        > Po drugie, jeśli porównać systemy zdrowotne całego świata (włączając to kraje
                                        > trzeciego świata), to nie popełnimy wielkiego błędu, jeśli system brytyjski
                                        > zaliczymy do tych lepszych.


                                        On nic nie porównywał tylko napisał, że system brytyjski jest jednym z
                                        najlepszych na świecie, co dla kogoś znającego się na rzeczy brzmi jak skecz z
                                        Monty Pythona.

                                        >
                                        > Po pierwsze, nie "Mother and Child", lecz "Mother and Baby". Po drugie, zwróć
                                        > się do Gazety Wyborczej, jeśli nie umiesz sama znaleźć przez wyszukiwarkę.
                                        >

                                        To ty powoływałeś się na dane, więc powinieneś wiedzieć, czy jest to źródło
                                        godne zaufania. Gdy ja jakiś czas temu podałam wyniki ankiety przeprowadzonej
                                        przez OBOP na zlecenie Wyborczej, to Tad stwierdził, że te dane są zbyt mało
                                        wiarygodne by o nich dyskutować.
                                        Jak widzisz ja jestem znacznie bardziej tolerancyjna. Zadowoliłoby mnie gdybyś
                                        podał kto dokładnie wykonał badanie i napisał coś więcej o gazecie która je
                                        zamówiła.
                                        • maciej.k1 Re: bardzo proszę.. 05.02.03, 13:04
                                          Gość portalu: barbinator napisał(a):

                                          > > Po pierwsze, nie "Mother and Child", lecz "Mother and Baby". Po drugie, zw
                                          > róć
                                          > > się do Gazety Wyborczej, jeśli nie umiesz sama znaleźć przez wyszukiwarkę.
                                          > >
                                          >
                                          > To ty powoływałeś się na dane, więc powinieneś wiedzieć, czy jest to źródło
                                          > godne zaufania.

                                          To Ty podważasz te dane, więc Ty powinnaś uzasadnić pogląd, że źródło nie jest
                                          godne zaufania. Co ciekawe, pomimo tej całej długiej dyskusji, jakoś nie
                                          zauważyłem, byś kwestionowała same wyniki.

                                          > Gdy ja jakiś czas temu podałam wyniki ankiety przeprowadzonej
                                          > przez OBOP na zlecenie Wyborczej, to Tad stwierdził, że te dane są zbyt mało
                                          > wiarygodne by o nich dyskutować.

                                          I zarzucił Ci "OSZUSTWO" tak jak Ty mi????????????????????

                                          > Jak widzisz ja jestem znacznie bardziej tolerancyjna.

                                          Gratuluję dobrego samopoczucia... :-)

                                          > Zadowoliłoby mnie gdybyś
                                          > podał kto dokładnie wykonał badanie i napisał coś więcej o gazecie która je
                                          > zamówiła.

                                          Wybacz, ale nie jestem tutaj od tego, by Ciebie zadowalać.

                                          Pozdrawiam -
                            • sagan2 99% młodych matek a nie 99% kobiet 31.01.03, 12:28
                              badania wyraznie mowia, ze 99% *matek* ceni wyzej
                              maciezynstwo niz prace zawodowa. nie wnikajac w jakosc
                              tych badan, widac wyraznie, ze dotycza one matek, a nie
                              kobiet w ogolnosci.
                              jak sprawa ma sie z kobietami? ano troche inaczej...

                              "W minisondazu "Kiedy chcesz mieć pierwsze dziecko?" na
                              stronach portalu www.gazeta.pl wzięlo udzial ponad 800
                              osób. Trzy czwarte wybralo odpowiedz: "Kiedy ustabilizuje
                              się moja kariera"

                              i jeszcze (sorry, nie chce mi sie tlumaczyc...)

                              from Sylvia Ann Hewlett's new book, "Creating a Life:
                              Professional Women and the Quest for Children."

                              What she (Hewlett) learned shocked her: she found that
                              42% of high achieving women in corporate America (defined
                              as companies with 5,000 or more employees) were still
                              childless after age 40. That figure rose to 49% for women
                              who earn $100,000 or more. Recent Census data support
                              Hewlett's research: childlessness has doubled in the past
                              20 years, so that 1 in 5 women between ages 40 and 44 is
                              childless. For women that age and younger with graduate
                              and professional degrees, the figure is 47%.
                              Time Magazine (4.15.02)


                              czyli jednak istnieja kobiety (i nie jest to margines),
                              ktore wybieraja kariere ponad maciezynstwo i zycie
                              rodzinne.
                              • Gość: barbinator Re: 99% młodych matek a nie 99% kobiet IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 31.01.03, 15:27
                                sagan2 napisała:

                                > badania wyraznie mowia, ze 99% *matek* ceni wyzej
                                > maciezynstwo niz prace zawodowa. nie wnikajac w jakosc
                                > tych badan, widac wyraznie, ze dotycza one matek, a nie
                                > kobiet w ogolnosci.
                                > jak sprawa ma sie z kobietami? ano troche inaczej...
                                >
                                No tak, przyznam, że nawet nie zwróciłam uwagi, że w badaniu chodziło o młode
                                matki a nie kobiety w ogóle. To oczywiście uprawdopodobnia wynik badania, gdyż
                                faktycznie dla matki niemowlęcia zazwyczaj najważniejsze jest dziecko.
                                Oczywiście meritum mojego zarzutu pozostaje bez zmian - badanie jest
                                niewiarygodne, gdyż nic o nim nie wiemy, równie dobrze mogło zostać stworzone
                                na "dwuosobowej próbie statystycznej" (czyli dziennikarka plus jej koleżanka z
                                pokoju), na doraźne zapotrzebowanie redakcji - nie oszukujmy się, takie sprawy
                                się zdarzają, zwłaszcza w mało prestiżowych pisemkach.
                                A już na pewno manipulacją ze strony Macieja jest ciągłe podawanie tych danych
                                bez powołania się na źródło, w dodatku w kontekstach takich, że chodzi o
                                preferowanie przez kobiety rodzenia dzieci zamiast pracy zawodowej.
                                A co do Macieja, to naprawdę ręce mi opadły. Najwyraźniej popełniłam błąd
                                traktując go jak nieszkodliwego dziwaka, trochę się z niego podśmiechując, ale
                                w sumie to z pewną "sympatią" ;)
                                Teraz będę z nim ostrożniejsza...
                                Pozdr. B.
                                • maciej.k1 kłamiesz! 03.02.03, 16:24
                                  Gość portalu: barbinator napisał(a):


                                  > A już na pewno manipulacją ze strony Macieja jest ciągłe podawanie tych
                                  danych
                                  > bez powołania się na źródło,

                                  Teraz bezczelnie kłamiesz. Przecież podałem źródło. Sprawdź mój pierwszy post
                                  na ten temat.

                                  > w dodatku w kontekstach takich, że chodzi o
                                  > preferowanie przez kobiety rodzenia dzieci zamiast pracy zawodowej.

                                  A to akurat jest uzasadnione. Zdecydowana większość kobiet zostaje matkami.
                                  Jeśłi 99% matek uważa wychowanie dzieci za ważniejsze od kariery, to można
                                  przyjąć, że uważa tak zdecydowana większośc kobiet.

                                  Pozdrawiam -
                              • maciej.k1 napisałem wyraźnie "matek" 03.02.03, 16:20
                                sagan2 napisała:

                                > badania wyraznie mowia, ze 99% *matek* ceni wyzej
                                > maciezynstwo niz prace zawodowa. nie wnikajac w jakosc
                                > tych badan, widac wyraznie, ze dotycza one matek, a nie
                                > kobiet w ogolnosci.
                                > jak sprawa ma sie z kobietami? ano troche inaczej...

                                A gdzie ja napisałem "kobiet"? Pisałem o matkach.

                                > "W minisondazu "Kiedy chcesz mieć pierwsze dziecko?" na
                                > stronach portalu www.gazeta.pl wzięlo udzial ponad 800
                                > osób. Trzy czwarte wybralo odpowiedz: "Kiedy ustabilizuje
                                > się moja kariera"

                                Ilu z tych internautów to mężczyźni...? Nie wiadomo... Skądinąd wiadomo tylko,
                                że wśród internautów męzczyźni stanowią większość.

                                > czyli jednak istnieja kobiety (i nie jest to margines),
                                > ktore wybieraja kariere ponad maciezynstwo i zycie
                                > rodzinne.

                                Nie zaprzeczam. A co to ma do rzeczy?

                                Pozdrawiam -
                                • sagan2 Re: napisałem wyraźnie 'matek' 06.02.03, 17:12
                                  maciej.k1 napisał:


                                  > > czyli jednak istnieja kobiety (i nie jest to
                                  > > margines), ktore wybieraja kariere ponad maciezynstwo
                                  > > i zycie rodzinne.
                                  >
                                  > Nie zaprzeczam. A co to ma do rzeczy?

                                  a no to, ze napisales, ze 99% matek woli maciezynstwo, a
                                  skoro matek, to i kobiet.
                                  a z tych danych wyraznie widac, ze 99% na pewno nie woli
                                  maciezynstwa. pewnie nawet i nie 70%
                                  tylko tyle
                                  az tyle
                                  • maciej.k1 Re: napisałem wyraźnie 'matek' 06.02.03, 17:29
                                    sagan2 napisała:

                                    > a z tych danych wyraznie widac, ze 99% na pewno nie woli
                                    > maciezynstwa. pewnie nawet i nie 70%
                                    > tylko tyle
                                    > az tyle

                                    Nie zaprzeczam, że są na świecie kobiety, które wolą karierę. Możemy
                                    dyskutować, czy jest ich 1%, czy może aż 5%. Dane, które zacytowałaś, nie
                                    pomagają nam znaleźć odpowiedzi na to pytanie, ponieważ, większa część
                                    internautów to mogli być mężczyźni. Znaczna część kobiet z kolei to mogły być
                                    osoby młode i bezdzietne, która za kilka lat zapewne zmienią zdanie. Wreszcie
                                    dostęp do internetu ma specyficzna grupa osób, które nie musi być
                                    reprezentatywna dla ogółu populacji.

                                    Jeśli zaś chodzi o badania "Mother and Baby", to mają tą przewagę, że dotyczyły
                                    kobiet, a nie internautów. W dodatku te kobiety miały dziecko, więc wiedziały o
                                    czym mówią, porównując ważność spraw. I na koniec - zdecydowana większość
                                    kobiet jednak zostaje matkami, więc chyba można uogólnić te dane na większość
                                    kobiet, bez ryzyka popełnienia wielkiego błędu.

                                    Pozdrawiam -
                                    • sagan2 Re: napisałem wyraźnie 'matek' 07.02.03, 13:38
                                      podalam rowniez nastepujacy cytat:

                                      from Sylvia Ann Hewlett's new book, "Creating a Life:
                                      Professional Women and the Quest for Children."

                                      What she (Hewlett) learned shocked her: she found that
                                      42% of high achieving women in corporate America (defined
                                      as companies with 5,000 or more employees) were still
                                      childless after age 40. That figure rose to 49% for women
                                      who earn $100,000 or more. Recent Census data support
                                      Hewlett's research: childlessness has doubled in the
                                      past20 years, so that 1 in 5 women between ages 40 and 44
                                      is childless. For women that age and younger with
                                      graduate and professional degrees, the figure is 47%.
                                      Time Magazine (4.15.02)


                                      pokazuje on wyraznie, ze nie rozmawiamy o 1 czy 5%, ale o
                                      liczbie duzo wiekszej.

                                      zgadzam sie, ze sadaz internetowy moze byc mylacy, ale
                                      nie ustosunkowales sie w zaden spsob do powyzszych
                                      danych, a jedynie zajales minisadazem internetowych.

                                      gdzie obiektywna ocena danych?...
                      • Gość: barbinator Re: do panocka BD IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 30.01.03, 14:49
                        Informacje które przedstawiłam pochodzą z "papierowego" informatora ZUS z roku
                        2002, zawierają tekst ustawy z roku 1998. Przedstawiają fakty dokładnie tak jak
                        je przedstawiłam, nie ma więc mowy o manipulacji z mojej strony. Niestety od
                        kilku dni nie mogę wejść na stronę ZUS, by sprawdzić rzecz u źródła. Weszłam za
                        to na stronę Centrum Praw Kobiet i przeczytałam informację identyczną jak moja.
                        Wklejam tutaj cały ten fragment (żeby nie było, że manipuluję...)

                        "Zgodnie ustawą urodzeni po dniu 31 grudnia 1948 roku nabywają prawo do
                        emerytury po przepracowaniu: 20 lat dla kobiet i 25 dla mężczyzna.(art. 27).
                        Istnieje również możliwość przejścia na emeryturę po przepracowaniu co najmniej
                        15 lat (kobiety) i 20 lat (mężczyźni), jeśli osiągnęli wiek emerytalny
                        (art.28). Pracownicy urodzeni przed 1 stycznia 1949 rokiem mają możliwość
                        wcześniejszego przejścia na emeryturę, jeżeli:

                        Kobieta osiągnęła wiek 55 lat i ma co najmniej 30-letni okres składkowy i
                        nieskładkowy oraz została uznana za całkowicie niezdolną do pracy.
                        Mężczyzna osiągnął wiek 60 lat, przepracował co najmniej 25 lat i uznano go za
                        całkowicie niezdolnego do pracy (art.29). "

                        Ponieważ mam jakieś dziwne podejrzenia co do tego, jaki będzie twój następny
                        zarzut, mówię od razu, że w mojej firmie pracują wyłącznie ludzie młodsi ode
                        mnie, stąd zagadnienia emerytalne nie są w centrum moich zainteresowań -
                        inaczej mówiąc, brak odpowiedniej nowelizacji nie dyskwalfikuje mnie jako
                        przedsiębiorcy (a w ogóle to tymi sprawami zajmuje się u mnie ktoś inny), gdyż
                        interesujące mnie przepisy ZUS i prawa pracy znam raczej lepiej od ciebie (to
                        nie było złłośliwe - po prostu ty jesteś teoretykiem, ja wręcz przeciwnie)
                        Pozdr. B.
            • Gość: tad Re: Do Breskvy IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 28.01.03, 16:35
              Gość portalu: breskva napisał(a):

              > jestem przekonana ze juz wkrotce przejdziesz do lamusa, obsmiewanego na
              > lekcjach historii--tak jak obsmiewani sa przeciwnicy emancypacji kobiet
              sprzed
              > zaledwie 100 lat.


              Czy znasz mowy oskarżycielskie prokuratora Wyszyńskiego? To jego poetyka.
          • Gość: tad Re: Do Breskvy IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 28.01.03, 16:37
            Gość portalu: breskva napisał(a):


            > Odnosze wrazenie ze zalisz sie ze feministki nie chca z toba rozmawiac (w tym
            i
            >
            > ja).


            Nie żalę się, bo Ty jesteś pierwsza.
            Dobrze więc, nie chcesz rozmawiać ze mną, a co z innymi?


      • agrafek Re: żegnaj tad 29.01.03, 08:53
        Mam niejasne podejrzenie, że i ja jestem sobą o zaimpregnowanym mózgu.
        Zastanawiam się bowiem jak mam nauczyć się... hmmm... choćby szanować feminizm,
        jeśli identyfukująca się z nim osoba oświadcza, że są ludzie, z którymi
        dyskutować można i tacy, z którymi dyskutować się nie da - nie dlatego, że są
        niewychowani lub sami nie chcą rozmawiać. Nie, nie ma z nimi dyskusji ponieważ
        mają "zaimpregnowane mózgi" i nienawidzą feminizmu. Zapytałem o to Krak, której
        wypowiedź, choć odmienna w formie była bardzo zbliżona w treści, ale nie
        otrzymałem odpowiedzi. Pytam więc raz jeszcze - co zrobić z tymi, którzy nie
        nadają się do dyskusji?
        Jestem też ciekaw jak do takich radykalnych oświadczeń odnoszą się, np. Sagan
        lub Barbinator? Czy to jest ten feminizm, którego tu bronicie?
        • sagan2 jalowe dyskusje 29.01.03, 09:07
          nie mozna nikogo zmusic do dyskusji.
          jesli ktos uwaza rozmowe za jalowa, to ma prawo z niej
          zrezygnowac, czyz nie?
          a ze to nie posuwa dyskusji naprzod, to zupelnie inna
          sprawa. jedni nie dyskutuja, bo uwazaja kogos za
          "zaimpregnowanego" a inni z innych powodow - jak czesto
          Ty sie wypowiadasz, drogi Agrafku?... ;) oczywiscie
          powody moga byc rozne, ale - patrz pierwsze zdanie mojego
          postu... a obrzucanie ludzi roznymi epitetami nalezy do
          dobrego smaku, a nie kanonu feministycznego...
          no i jakos nie odnioslam wrazenia, ze "odmawianie
          dyskusji" to cecha szczegolnie feministyczna. zdarza sie
          i tak: "a co tam bede z nimi gadal, przeciez wiadomo, ze
          to feministki"...

          zupelnie na marginesi: Krak napisala, ze nie jest
          feministka.

          troche tolerancji... a ze to nie musi oznaczac ani
          akceptacji ani szacunku - wszyscy doskonale wiemy
        • Gość: breskva Re: żegnaj tad IP: *.acn.pl / 10.67.3.* 29.01.03, 10:01
          drogi agrafku,

          coz radykalnego jest w tym ze ktos nie widzi sensu w dyskusji np. na temat
          deficytu budzetowego jesli partner w dyskusji stwierdza "nie, deficyt budzetowy
          nie istnieje. I nigdy swego zdania nie zmienie". Napisalam ze nie tylko na
          temat feminizmu, ale i na inne tematy ja nie widze sensu w rozmowie w ktorej
          trzeba udawadniac ze nie jest sie wielbladem. Choc probe jednak podjelam--no
          coz, rzeczywiscie utwierdzilam sie w tym ze to byla strata czasu.
          pozdr
          • agrafek Breskva, Sagan 29.01.03, 10:16
            Prawdę mówiąc tylko raz na tym forum ręce mi opadły i nie wiedziałem już jak
            dalej rozmawiać. Wiązało się to jednak raczej z stylem prowadzenia rozmów. Mam
            odmienne niż Breskva zdanie na temat zaniechania dyskusji. Chętniej wysłuchuję
            ludzi posiadających odmienne zdanie, bo jeśli nawet czegoś się nie nauczę, to
            może przynajmniej dowiem czegoś nowego (choćbym nawet uważał to za niemądre,
            wtedy dotrze do mnie, być może, przekaz - a zatem naprawdę są ludzie, którzy
            tak uważają). Tutaj dowiedziałem się i nauczyłem kilku nowych rzeczy tak od
            Sagan jak i od Tada na przykład. Nawet Krak traktuję jako doświadczenie
            interesujące.
            Cóż, Bresckva, dla mnie odmowa kontynuacji dyskusji na podstawie stwierdzenia,
            że rozmówca ma zbyt skrajnie odmienne poglądy to już radykalizm. Inaczej by to
            wyglądało, gdyby to była prywatna rozmowa miedzy Wami dwojgiem, jednak to forum
            jest w znacznym stopniu publiczne. Kończąc rozmowę w ten sposób oddajesz pole
            Tadowi, to trochę tak jakbyś nie miała już argumentów. A ludziska chętnie by
            się czegoś dowiedzieli dzięki takiej wymianie poglądów (w kazdym razie ja na
            pewno).
            Sagan, Krak mogła zadeklarować na wstępie, że nie jest feministką, jednak jej
            wypowiedzi nie odbiegały prawie wcale od tego, co kiedyś czytałem w jakimś
            feministycznym (z deklaracji) zinie. Rózniły się jedynie tym, że Krak używała
            jednak dużo łagodniejszego i mniej wulgarnego języka. Jeśli zatem bycie albo
            nie feministką to kwestia deklaracji a nie czynów - wszystko w porządku.
            Pozdrawiam.
            • Gość: breskva Re: Breskva, Sagan IP: *.acn.pl / 10.67.3.* 29.01.03, 10:44
              no przeciez nie zaniechalam rozmwowy--to rzeczywiscie nie prywatne forum.
              Wydaje mi sie ze przedstawilam sporo argumentow. Bylam szczera. Spotkalam sie z
              manipulacja, demagogia i skrzetnym unikaniem niewygodnych tematow. TO ze w
              bialych rekawiczkach to inna sprawa.
              pozdr
            • sagan2 bycie feministka 29.01.03, 11:18
              agrafek napisał:


              > Sagan, Krak mogła zadeklarować na wstępie, że nie jest
              > feministką, jednak jej wypowiedzi nie odbiegały prawie
              > wcale od tego, co kiedyś czytałem w jakimś
              > feministycznym (z deklaracji) zinie. Rózniły się
              > jedynie tym, że Krak używała jednak dużo
              łagodniejszego
              > i mniej wulgarnego języka.

              Agrafek, a moze jest to doskonaly przyklad, ze to, co
              nazywasz "feministycznym sposobem wyrazania sie", wcale
              nie jest ze swej natury feministyczne??? skoro uzywaja go
              tak feministki, jak i "normalne" kobiety??? nie daje Ci
              to do myslenia?...
              dodam (dla cepialskich), ze wystarczy popatrzec sobie na
              forum "mezczyzna", zeby tez znalezc wulgarne slowa...

              > Jeśli zatem bycie albo nie feministką to kwestia
              > deklaracji a nie czynów - wszystko w porządku.

              zdaje sie Tad chcial, aby feministka byla tylko ta, ktora
              sie takowa zdeklaruje
              • agrafek Re: bycie feministka 29.01.03, 11:50
                Sagan, zapytałem, ponieważ nie wiem. I - szczerze mówiąc - nadal nie wiem. Czy
                metoda deklaracji jest zła? Z jednej ztrony wprowadza w ten sposób jasne
                rozróżnienie, z drugiej może nieco utrudnić dyskusję, bo jeśli wszystkie
                wypowiadające się tutaj panie będą obronę lub propagowanie feministycznych idei
                konczyć stwierdzeniem : "Ale ja feministką nie jestem, więc trudno mi wasze
                zarzuty przyjąć do siebie...", to możemy się w tym wszystkim troche pogubić:).
                Nie przepadam za mówieniem rzeczy oczywistych, jednak dla mojego własnego a
                także tej rozmowy dobra (wyszedł ze mnie męski egoista;)?) złoże następujące
                oświadczenie:
                Uważam feminizm za zjawisko złożone, pełne różnych prądów i potencjalnych
                kierunków rozwoju, a przez to tudne - najwyraźniej - do zdefiniowania. Do
                feminizmu przyznają się czasem kobiety (mężczyźni), które uważają za stosowne
                wprowadzenie całkowitego równouprawnienia na drodze ewolucji istniejącego
                prawa, oraz takie, które chciałby to prawo zmienić diametralnie. Są i akie
                kobiety, które do feminizmu się nie przyznają ale kroczą codzień przez miasto
                nucąc pod nosem (na melodię międzynarodówki): "samiec twój wróg"(;)). I jak my,
                biedne robaczki, mamy sobie z tym poradzić?
                Breskva, rozumiem, że Tad posiada pewna manierę wyrażania swoich opinii, która
                może Cię drażnić. Jednak drąży on temat z godną podziwu konsekwencją (a jak dla
                mnie także z niesamowitym poświęceniem;)) i być może warto z nim porozmawiać
                nawet jeśli trudno Ci go tolerować. Ja, w każdym razie, dziekuję za Twoją
                odpowiedź. Niestety, żaden ze mnie dyskutant, zbyt jestem centrowy. Z drugiej
                strony, skoro nawet tak łagodnego baranka jak ja ogarnia czasem furia po
                wypowiedziach niektórych gości tutaj, to coś może jest na rzeczy? Możesz,
                oczywiście uznać, że to wynik moich męskich nietolerancyjnych odruchów, że po
                prostu nie jestem w stanie porozmawiać spokojnie z osoba o poglądach
                feministycznych, bo czerwona gorączka zalewa mi oczy. Możesz jednak także
                poszukać innych powodów, dla których sporej części mężczyzn trudno jest
                przyjąć, czy choćby zrozumieć feministyczne manifesty.
                Pozdrawiam.
          • Gość: BD Re: żegnaj tad IP: 195.136.36.* 29.01.03, 11:33
            Witam,

            Gość portalu: breskva napisał(a):

            > coz radykalnego jest w tym ze ktos nie widzi sensu w dyskusji np. na temat
            > deficytu budzetowego jesli partner w dyskusji stwierdza "nie, deficyt
            > budzetowy nie istnieje. I nigdy swego zdania nie zmienie".

            Rozumiem też, że na prośbę o dyskusję o feministycznej spiskowej teorii
            dziejów, nie odpowiesz: "nie, spiskowe podglądy feministek nie istnieją. I
            nigdy swego zdania nie zmienie".

            A tak serio:

            Deficyt budżetowy czasem istnieje, a czasem nie. Są państwa w którym
            stwierdzenie "nie, deficyt budzetowy nie istnieje" jest jak najbardziej
            sensowne (np. parę lat temu w USA). Czym innym jest deficyt konkretnego państwa
            w konkretnym czasie, który może jak najbardziej nie istnieć, czym innym deficyt
            jako konstrukt teoretyczny, które oczywiście istnieje. Ale Ty chyba tego nie
            odróżniasz.

            Jeszcze inną rzeczą jest dualne sformułowanie zagadnienia w rodzaju "problem
            dyskryminacji". Można uznawać istnienie dyskryminacji wg kryteriów
            feministyczych, a nie uznawać tego za problem (i stoją za tym sensowne
            argumenty). Czy słyszałaś np. o tzw. ekonomicznej teorii dyskryminacji G.S.
            Beckera (laureata nagrody Nobla z ekonomii)?

            pozdrawiam,

            BD
            • sagan2 Re: żegnaj tad 29.01.03, 11:39
              Gość portalu: BD napisał(a):


              > Gość portalu: breskva napisał(a):
              >
              > > coz radykalnego jest w tym ze ktos nie widzi sensu w
              > > dyskusji np. na temat deficytu budzetowego jesli
              > > partner w dyskusji stwierdza "nie, deficyt
              > > budzetowy nie istnieje. I nigdy swego zdania nie
              > > zmienie".
              >
              > A tak serio:
              >
              > Deficyt budżetowy czasem istnieje, a czasem nie. Są
              > państwa w którym stwierdzenie "nie, deficyt budzetowy
              > nie istnieje" jest jak najbardziej sensowne (np. parę
              > lat temu w USA). Czym innym jest deficyt konkretnego
              > państwa w konkretnym czasie, który może jak najbardziej
              > nie istnieć, czym innym deficyt jako konstrukt
              > teoretyczny, które oczywiście istnieje. Ale Ty chyba
              > tego nie odróżniasz.

              oczywiscie, Breskva, ktora jako strona feministyczna nie
              odroznia ilosci od czestosci, chce dyskutowac w swoim
              przykladzie o nieistniejacym deficie budzetowym jako
              konstrukcie teoretycznym, ale na szczescie BD (strona
              antyfeministyczna) chetnie jej wytlumaczy, ze sie do tego
              nie nadaje (bo jest strona feministyczna)...
              • Gość: barbinator Re: żegnaj tad IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 29.01.03, 17:29
                sagan2 napisała:
                >
                > oczywiscie, Breskva, ktora jako strona feministyczna nie
                > odroznia ilosci od czestosci, chce dyskutowac w swoim
                > przykladzie o nieistniejacym deficie budzetowym jako
                > konstrukcie teoretycznym, ale na szczescie BD (strona
                > antyfeministyczna) chetnie jej wytlumaczy, ze sie do tego
                > nie nadaje (bo jest strona feministyczna)...


                Ja myślę, że BD przygotowuje się do szturmu na Nobla z prakseologii i teorii
                decyzyjnej - zamierza opracować nowy aksjomat prakseologiczny pt.
                "z feministkami się nie dyskutuje, bo to głupie baby są, howgh"
                Pozdr. B.

    • Gość: doku Raz tylko się z takim kultem zetknąłem w książce IP: proxy / *.mofnet.gov.pl 28.01.03, 15:24
      "Układ" Kazana. Jest w niej kilkustronicowy męski pean zachwytu i dumy zwykłego
      heteroseksualisty z powodu posiadania tak cudownego organu jakim jest penis.
      Ilość pieszczotliwych, żartobliwych, poufałych i pełnych czci epitetów, jakimi
      Kazan obdarzył penisa przekracza wszystko o czy słyszałem.
    • maly.ksiaze Awangarda sztuki feministycznej... 28.01.03, 20:49
      Obiecalem, ze napisze kilka slow o moim spojrzeniu na 'sztuke feministyczna',
      na Nieznalskiej pasje i na budzace watpliwosci reklamy wtedy, kiedy uda mi sie
      zebrac mysli. Niestety, jak do tej pory mysli (na ten temat) mi sie zebrac nie
      udalo, postanowilem wiec obdarzyc Was rozsypanymi. Jednak dalsza zwloka
      zakrawalaby na lekcewazenie szanownych rozmowcow.

      1. Sztuka feministyczna.
      Odrzucmy, przynajmniej na wstepie, zalozenie ze 'sztuka feministyczna' to
      bzdet. Falliczny cytat wygrzebany przez Tada nie zrobil na mnie specjalnego
      wrazenia. Kabotynska maniera pisania o sztuce, zwlaszcza wlasnej, ma dosc dluga
      historie, stanowi tradycja uswiecony standard. Obrazoburcy tez maja swoje
      szablony, nawet bardziej krepujace niz to, co dotyczy nas, ktorzy na obrazy nie
      burczymy. Wiem, bo sam takie natchnione kawalki pisywalem - choc potem na
      szczescie z tego wyroslem.
      Nie potrafie jednak ustalic, i nikt nie chce mi w tym pomoc, jakie jest
      znaczenie takiego kwalifikatora 'sztuka feministyczna'. Nie chodzi tu przeciez
      o forme wyrazu. Zatem - o tak zwane przeslanie - lub, jak kto woli, dominujaca
      interpretacje. Tu mam watpliwosci. Jesli feminizm jest ideologia, to sztuka
      feministyczna - rzecza ideologiczna. A sztuka bedaca tuba ideologii - to nie
      sztuka jest, jeno dziwka. Nie artysci, a dusz inzynierowie, skazani na
      jednowymiarowosc znaczen.
      Mozna sie przed tym bronic, uzywajac pojec - kloszy, tak, jak czyni to Breskva,
      ale one przeciez nic nie wyjasniaja - wszak "przedstawianie kobiet (mężczyzn
      też) w sposób wychodzący poza ciasne
      stereotypy płciowe" mozna znalezc nawet w Antygonie.

      2. Pasja plakatu, czyli o Nieznalskiej
      Nie ma dla artysty nowoczesnego nic bardziej twarzowego, niz powisiec przez
      chwile na krzyzu w wygodnej pozycji. Nazwisko staje sie znane kazdemu, a
      dyskomfort zwiazany z zamknieciem wystawy i koniecznoscia lazenia po sadach z
      pewnoscia lagodzony jest swiadomoscia bycia KIMS. Prokuratorskie sciganie
      artystow 'za obraze' ma dla mnie taka sama wymowe, jak sciganie za 'obraze
      najwyzszych organow' - jest pozostaloscia totalitarnego knebla. Jesli juz nasza
      arytstka feministyczna *musi* byc ukarana, proponuje prace spoleczna przy
      zrywaniu plakatow Radia 94. Mysle, ze udzial w takim happeningu moglby
      dostarczyc jej czasu i materialu do przemyslen o tym, co czyni sztuke dobra. Bo
      widzicie, pani N. tego nie wie. Problem z jej glosna instalacja nie podlega dla
      mnie na tym, ze to obraza. Polega na tym, ze jest artefaktem przeszlosci,
      rzecza wtorna do bolu. Cala wartosc sztuki 'szokujacej' jest tak naprawde w
      nowych, nieoczywistych skojarzeniach widzow. Skojarzenia Nieznalskiej nie sa
      ani nowe, ani nieoczywiste. Jej produkcja (obejrzalem on-line) ma ze dwie
      oczywiste interpretacje - i juz. Taki trywializm dla mieszczan przebranych za
      cyganerie.
      Mniej wiecej tyle samo znaczen bylismy w stanie wepchnac w plakat radia 94 -
      dlaczego zatem Nieznalska jest artystka, a plakaciarze - chamami
      instrumentalnie reaktujacymi kobiety?
      Tu dodam, ze wprawdzie plakatu nie widzialem, ale z pomoca bliskiej mi osoby o
      ladnych piersiach i sklonnosci do artystycznych eksperymentow, bylem w stanie
      dzielo owo odtworzyc. Spojrzcie na te piersi od tej strony - ilez nowych
      znaczen.

      Wlasnie przyszlo mi do glowy, ze byc moze ta feministyczna awangarda sztuki
      jest wlasnie taka, jak instalacja Nieznalskiej. Wtorna i redundantna,
      stawiajaca kobieca seksualnosc dokladnie tam, gdzie caly czas stala.

      Dziekuje Breskvie i Julli za adresy stron, na ktorych moglem to i owo obejrzec
      i przeczytac.

      Pozdrawiam,

      mk.

      PS. Przepraszam za brak polskich liter. Pisalem (wstyd!) ukradkiem w pracy.
      • Gość: tad Re: Awangarda sztuki feministycznej... IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 29.01.03, 19:26
        maly.ksiaze napisał:

        > 1. Sztuka feministyczna.
        > Odrzucmy, przynajmniej na wstepie, zalozenie ze 'sztuka feministyczna' to
        > bzdet. Falliczny cytat wygrzebany przez Tada nie zrobil na mnie specjalnego
        > wrazenia.

        Nie grzebałem specjalnie. Był to pierwszy tekst na jaki tam trafiłem.

        >Kabotynska maniera pisania o sztuce, zwlaszcza wlasnej, ma dosc dluga
        >historie, stanowi tradycja uswiecony standard. (...)

        Ale śmiem twierdzić, że w feminizmie jest tego SZCZEGÓLNIE dużo.

        > Nie potrafie jednak ustalic, i nikt nie chce mi w tym pomoc, jakie jest
        > znaczenie takiego kwalifikatora 'sztuka feministyczna'. (..). Jesli feminizm
        jest ideologia, >to sztuka feministyczna - rzecza ideologiczna. A sztuka bedaca
        tuba ideologii - >to nie sztuka jest, jeno dziwka.

        I tu trafiłeś w dziesiątkę. Sztuka feministyczna, to sztuka na usługach
        ideologii. To właściwie jeszcze nie jest zarzut. Nie ona wszak jedna. Rzecz w
        tym, co to za ideologia i jak się ona w sztuce odbija. Istnieje ryzyko, że
        sztuka na usługach ideologii zmieni się w prymitywną agitację, i tak się
        własnie ze sztuką feministyczną stało. Otóż, jak można dowiedzieć się od
        Breskvy, sztuka feministyczna, to "aktywność artystyczna zaangażowana w
        problemy kobiet, dążąca do przełamania systemów dyskryminacji i opresji" (To
        już coś wyjaśnia, bo wiadomo przynajmniej, że nie wszystko co stworzy kobieta
        jest feministyczne z zasady). I właśnie owo "przełamywanie systemów
        dyskryminacji i opresji" przesłoniło artystkom sztukę. Tak naprawdę nie jest to
        sztuka "wykraczająca poza schematy", lecz sztuka powielająca schematy
        feministyczne, do tego - niestety - feministyczne "artyski" mają najczęściej
        mentalność szczeniaka, który pisze na murze: "DUPA" i myśli, że podpala świat.
        To sztuka grepsu, bazująca na "szokowaniu" (choć szczerze mówiąc wszystko to
        robiono już 1000 razy 30 lat temu, i wszystkim się to już trochę znudziło -
        oczywiście poza tymi przypadkami, kiedy łamiąca tabu artystka łazi publicznie
        nago - no bo co jeszcze można włożyć do pochwy, w jakim jeszcze płynie
        fizjologicznym się wytaplać i co powiesić na krzyżu? Zdaje się, że limit się
        wyczerpał, a to oznacza koniec sztuki feministycznej). Ta "sztuka", jest ZBYT
        doraźna, i ZBYT publicystyczna, by przetrwać. To po prostu kolejna forma na
        wykrzykiwanie feministycznych sloganow.
        O Nieznalskiej
        Ona świetnie ilustruje problemy "Sztuki feministycznej". Nie wiem, czy znasz
        jej wywiad z "WO". Są tam takie "przemyślenia": O problemie zła. Temat
        odwieczny dla artystów. Nieznalska, rzecz jasna go rozwikłała: "Bardzo
        intensywnie drążyłam ten temat. (...). Odpowiedzi szukałam też w literaturze,
        czytałam życiorysy morderców.(...). W konsekwencji poszukiwania doprowadziły
        mnie do utożsamienia ze złem mężczyzny, potencjalnie silniejszego, agresywnego,
        zdolnego do przemocy i gwałtu na kobiecie". Skoro artystka uporała się w wieku
        lat 20paru z problemem, który do grobu wpędził całe pokolenia artystów, nie
        zostaje nic innego, jak tworzyć. I otrzymujemy takie oto dzieło: Red:"W pracy
        (...)z 1999 roku na kilku zdjęciach pokazywany jest nagi (...) mężczyzna z
        pejczem i jego pies" Nieznalska: "To jest ciężarna suka.(...). Zilustrowana
        została relacja właściciel - ofiara, uległość i dominacja. Bardzo proste
        przełożenie relacji kobieta - mężczyzna, własnie mężczyźni b. często traktują
        kobiety jako swoją własność i tak się do nich odnoszą ("ty suko!")". Ktoś
        powie, że to prymitywne, że to prostactwo mysli, ktoś inny powie: sztuka
        feministyczna. Nieważne. Na jedno wychodzi.
        • maciej.k1 Głębokie przemyślenia Nieznalskiej... 30.01.03, 10:27
          ...poraziły mnie swoją odkrywczością i trafnością. Konflikt dobra ze złem
          został wreszcie właściwie zdefiniowany - jako konflikt płci. Teraz wreszcie
          będzie łatwo odróznić ludzi dobrych od złych, mających moralną słuszność od
          głoszących poglądy moralnie niesłuszne - wystarczy sprawdzić ich płeć!
          ;-)
          Pozdrawiam -
    • Gość: gosiak sztuka feministyczna? co to takiego? IP: 212.158.75.* 29.01.03, 11:02
      Tad,

      Dla mnie samo pojęcie sztuki feministycznej jest sztuczne. Każda dzieło,
      którego sens istnienia oparty jest na ideologii, przestaje być sztuką a staje
      się tubą propagandową tejże ideologii, doktryny.

      gosia
      • sagan2 Re: sztuka feministyczna? co to takiego? 29.01.03, 11:14
        tez bym sie chetnie dowiedziala, co to takiego...
        ale chyba dziewczyny "znajace sie na rzeczy" nie chca z
        nami gadac...
        • Gość: breskva Re: sztuka feministyczna? co to takiego? IP: *.acn.pl / 10.67.3.* 29.01.03, 14:47
          dobra, obiecuje zebrac mysli i poszperac w notatkach i udzielic bardziej
          wyczerpujacej odpowiedzi. Co prawda wyjezdzam wlasnie na urlop na pare dni, ale
          jesli bedzie dostep do netu to wkrotce sie odezwe.
          Pozdr
          • Gość: breskva Re: sztuka feministyczna? co to takiego? IP: *.acn.pl / 10.67.3.* 29.01.03, 16:20
            a na razie oddaje glos Izie Kowalczyk, feministce bardziej kompetentnej ode
            mnie w temacie sztuki feministycznej.

            "Mówienie o współczesnej sztuce kobiet niesie ze sobą niebezpieczeństwo
            separowania twórczości, której jedynym wyróżnikiem jest płeć twórcy. Jednak
            wybór ten jest uzasadniony. Społeczne mechanizmy traktowania kobiet mają wpływ
            na pewne podobieństwa w ich postrzeganiu świata. Obecne w ich twórczości
            zainteresowanie ciałem może wiązać się z tym, że stosunek kobiety do własnego
            ciała, które w sferze społecznej podlega ciągłemu wartościowaniu, wpływa na
            kształtowanie się jej tożsamości. Czym innym jednak jest mówienie o sztuce
            feministycznej.


            Sztukę feministyczną rozumieć można jako aktywność artystyczną zaangażowaną w
            problematykę kobiet, dążącą do przełamania systemów dyskryminacji i opresji.
            Choć twórczość feministyczna w Polsce nie cieszy się ani uznaniem publiczności,
            ani krytyków (którzy problem wyśmiewają), nie jest popularna wśród samych
            artystek (które dystansują się od feminizmu), to jednak można wskazać na
            wyraźnie feministyczne motywy w ich sztuce."

            Kontynuacja artykułu www.oska.org.pl/biuletyn/b6/kowalczyk.html
            • Gość: tad Prapoczątki sztuki feministycznej, czyli ..... IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 29.01.03, 22:17
              ....pradziadek Katarzyny Kozyry.

              Szanowni Państwo
              Miło mi zakomunikować o dokonaniu niezwykłego wprost odkrycia, które - nie
              bójmy się tego słowa - przewróci świat krytyki feministycznej do góry nogami i
              z powrotem. Otóż, jak wiadomo, sztuka feministyczna wiąże się ściśle z takimi
              niezwykłymi fenomenami jak przełamanie podziału na to co prywatne i to co
              publiczne, mówienie o rzeczach intymnych, wprowadzenie do sztuki motywów
              związanych z kobiecym ciałem, biologią i seksualnością, podejmowanie tematów
              dotąd obiętych milczeniem, takich jak seksualność, płodność i macierzyństwo,
              choroba, brzydota i starość. Pani Iza Kowalczyk, krytyczka i histeryczka
              sztuki, która napisała cenny artykuł na temat sztuki feministycznej w Polsce,
              stwierdza, że sztuka ta pojawiła się na początku lat 70-tych XX wieku. Z
              prawdziwą przyjemnością donoszę, że jest to ustalenie błędne. Początki sztuki
              feministycznej cofnąć należy o lat niemal 200! Bo oto w roku pańskim 1786
              ukazało się w Przemyślu dzieło, anonimowego - niestety - autora,
              zatytułowane: "Złe i dobre wierszem opisane, bo zbierana drużyna o wojnie,
              miłości i o przypadkach, które w czasiech i okoliczności wypadły". Wśród owych
              wierszy znajduje się tez wiersz "Nagana piersi", który smialo uznać mozna, za
              przykład sztuki feministycznej. Co więcej - widać wyraźnie zbieżność pomiędzy
              sposobem myślenia autora wiersza, a sposobem myślenia Katarzyny Kozyry. Autor
              nie dysponując kamerą, nie mógł - jak Katarzyna Kozyra - zakraść się do łaźni,
              ale, biorąc pod uwagę środki jakimi dysponował, spisał się doskonale:

              Nagana piersi

              Brzydkie cycochy, najplugawsze ciało,
              Co to wisicie jako dwa harbuzy,
              Na womit mi się, widząc was zebrało,
              Bo u piekielnej takie są Meduzy,
              Podziemne monstra, niech Brygide cało
              I Plutonowe zbierze kto zamtuzy,
              Ba, niech piekielne przelustruje lochy,
              Nie znajdzie brzydkiej takowej cycochy.

              Straszliwe bomby, na których kto patrzy,
              Musi koniecznie w tył oczy odwrócić,
              Bo pewnie skóra na człowieku zadrzy,
              Kto by chciał śmiele na was wzrok obrócić.
              Stanie z was jedna więcej niśli za trzy,
              Mógłbym graniczne wami kopce rzucić.
              Nie wiem jakimi was wyrażę słowy:
              Mniejsze u dojnej holenderskiej krowy.

              By wołom takie wymiona wysysać
              Albo słoniowi, bestyi strasznemu,
              Kto by się ważył te dzwony kołysać,
              Równien stworzeniu ten nierozumnemu.
              Ja o was nie chcę ni mówić ni pisać,
              Lecz was nieszczęściu oddaję hojnemu.
              Karczemne dudy, wieśniackie dudnice,
              Brzydkie, gołgawe i chropawe cyce!

              Niestety - nazwiska prekursora polskiej sztuki feministycznej nie poznamy już
              chyba nigdy. Niemniej faktem jest, że i w tej dziedzinie Polska wyprzedziła
              Europę.

              • maciej.k1 powinni to wydrukować w Wysokich Obcasach! n/tx 30.01.03, 10:21

                • Gość: soso Re: powinni to wydrukować w Wysokich Obcasach! n IP: 195.41.66.* 30.01.03, 11:03


                  Skromnie przypomne, ze np. zdecydowana wiekszosc dziel sztuki przez setki lat
                  byla na uslugach jakichs ideologii (czyt. religii) i nie przeszkadza to byc
                  wciaz sztuka. Nie rozumiem was panowie i panie jak piszecie, ze jak sztuka jest
                  tuba to nie jest sztuka (nota bene jest to w skrocie stwierdzenie, ze sztuka
                  nie jest sztuka).
                  Czy jezeli feministka skomponuje arcydzielo: symfonie pastoralna 'Nienawidze
                  antyfeministow' to nie bedzie to dzielo sztuki bo 'ten cholerny tytul jest
                  przeciez oczywista tuba!'
                  Podobnie rzecz ma sie z malarstwem, kinem, wycinankami, itp.

                  Co do uwagi Maciusia na temat mojego posciku - prawdopodobnie nie zrozumiales.
                  Chodzilo mi o sformulowanie tada : 'sztuka przez duze D'. Mnie to bawi. I tyle
                  tylko.

                  pzdrw

                  soso



                  PS

                  Tak mi sie skojarzylo:

                  Nagana jaj

                  Brzydkie jajcuchy, najplugawsze ciało,
                  Co to wisicie jako dwa harbuzy,
                  Na womit mi się, widząc was zebrało,
                  Bo u piekielnego takie są Pana,
                  Podziemne monstra, niech Kaddzika cało
                  I Plutonowe zbierze kto zamtuzy,
                  Ba, niech piekielne przelustruje lochy,
                  Nie znajdzie brzydkiej takowej jajcochy.

                  Straszliwe bomby, na których kto patrzy,
                  Musi koniecznie w tył oczy odwrócić,
                  Bo pewnie skóra na człowieku zadrzy,
                  Kto by chciał śmiele na was wzrok obrócić.
                  Stanie z was jedna więcej niśli za trzy,
                  Mógłbym graniczne wami kopce rzucić.
                  Nie wiem jakimi was wyrażę słowiem:
                  Mniejsze u byczej podogoniej glowiem.

                  By wołom takie kolabry wysysać
                  Albo słoniowi, bestyi strasznemu,
                  Kto by się ważył te dzwony kołysać,
                  Równien stworzeniu ten nierozumnemu.
                  Ja o was nie chcę ni mówić ni pisać,
                  Lecz was nieszczęściu oddaję hojnemu.
                  Karczemne dudy, wieśniackie dudnice,
                  Brzydkie, gołgawe i chropawe jajnice!

                  • Gość: maly.k Nie wiesz, o czym piszesz IP: *.sympatico.ca 30.01.03, 14:37
                    ... albo nie rozumiesz, co czytasz.

                    Gość portalu: soso napisał(a):

                    >
                    >
                    > Skromnie przypomne, ze np. zdecydowana wiekszosc dziel
                    sztuki przez setki lat
                    > byla na uslugach jakichs ideologii (czyt. religii)
                    Tralalala! Znaj proporcją, mocium panie. Do jakiego
                    stopnia jest ideologią - to jest problem!
                    Zresztą, nie twierdziłem, że sz.f. nie jest sztuką. Ja
                    tylko piszę, że jest wtórna. Mamy dwa, zazwyczaj
                    rozłączne, przypadki:

                    1. Jeśli jest robiona wyłącznie z myślą, żeby 'wyrazić
                    myśl' feministyczną (socjalistyczną, wzmóc wiarę,
                    liberalnego ducha - właściwe podkreślić) to jest albo
                    propaganda, albo konfekcja.
                    2. Namolne interpretacje wszystkiego, w czym
                    kobieta-twórca eksponuje siebie, swoje ego jako sz.f.
                    jest sprowadzaniem indywidualności do rangi 'członek
                    naszej paczki'. Może jeszcze kiedyś o tym napiszę.

                    Pozdrawiam,

                    mk.
                    • Gość: soso Re: Nie wiesz, o czym piszesz IP: 195.41.66.* 31.01.03, 07:15


                      Dla mnie sztuka nie ma nic wspolnego z intencja, jaka przyswiecala jej
                      powstawaniu. Ksiazka o kobiecie pisana z punktu widzenia feministycznego i
                      przez feministke moze byc sama w sobie arcydzielem i guzik mnie obchodzi czy w
                      zamysle byla tuba czy nie. Sztuka to tak forma jak i tresc. Powiesc moze byc
                      nowatorska i nie wtorna niezaleznie od gloszonego swiatopogladu. No nie
                      przedstawiaj siebie jako idioty, ksiaze! Dlaczego cos ma byc wtorne bo napisane
                      przez feministke lub gloszace idee feministyczna. Potrafisz wytlumaczyc? A moze
                      nasze definicje sztuki sa inne? 'Sztuka to cos, co jest daleko od feminizmu'.
                      Czy to Twoja?
                      Namolne eksponowanie wlasnego ego, takiego czy innego zreszta to akurat typowy
                      faktor wszelkiej sztuki. Czy Ty aby w dziecinstwie nie spadles z hustawki,
                      ksiaze?
                      Jezeli wezmiesz 3 podstawowe powiesci XX wieku na tapete to akurat sprawa
                      fobii, ego, gloszenie pewnego rodzaju ideologii, pogladu na swiat, jest
                      integralna czescia kazdej z nich: Proust, Joyce, Kafka.
                      Klapy na oczach ma ten, ktory nim wyrazi sad na temat sztuki najpier probuje
                      dowiedziec sie czegos o autorze i potem, w zaleznosci od rezultatu takiego
                      sledztwa, mowi czy to jest sztuka czy nie.

                      Zblazniles sie kolego a Twoje grozby, ze sie jeszcze na ten temat rozpiszesz
                      przyprawiaja mnie o dreszcze.

                      pzdrw

                      soso
                      • uli uber-poglądy uber-tada 31.01.03, 09:47
                        Hello

                        moim skromnym zdaniem definiowanie twórczości w tym wypadku nie ma sensu.
                        Jezeli istnieje jakaś grupa artystyczna, która pisze manifest, wg. którego
                        tworzy, to sama się definiuje, ale nie może nikogo winić za to, że odbierze
                        dzieło inaczej, niż manifest przewiduje.

                        sztuka dzieje się pomiędzy twórcą przekazu, a twórcą odbioru. to co się między
                        nimi dzieje definicji nic do tego. dla mnie coś może być o relacji człowieka z
                        Bogiem, dla ateisty może będzie to już coś innego. niekoniecznie da ateisty.
                        dla mojej siostry bliźniaczki jednojajowej, gdybym ją miała, to byłoby już coś
                        innego, ponieważ dla niej symbole miałyby trochę inną definicję, i tak jest z
                        kazdą ludzką istotą. rozumie i patrzy i słyszy inaczej niż inna, i to jest
                        nasze największe bogactwo. a nie jakiśtam ubermensch!
                        bo sztuka to nie ustawa, chyba, ze na słuzbie ideolo.

                        panowie antyfeminiści, jesteście takimi zwolennikami freuda, a tak kalacie
                        podstawowe jego odkrycie- nieswiadomości. o to przecież chodzi w sztuce!

                        czy nie wiecie jak traktować jakieś dzieło? pochodźcie trochę do kina, na
                        wystawy, może jakiś gust wam się wyrobi? może zrozumiecie, ze sztuka nie jest
                        po to, żeby ją definiować? cóż mogę powiedzieć? nie podoba się wam coś, nie
                        patrzcie. ot tyle.

                        zula

                        PS. tad, ty równiez tkwisz w bagnie własnej i zbiorowej nieświadomosci, wiec
                        skarbie, nie wymądrzaj się, bo definicyjką "czucia" nie zastąpisz.
                        • Gość: soso brawo dla tej pani!! (zuli oczywiscie) n/t IP: 195.41.66.* 31.01.03, 09:49
                        • agrafek Re: uber-poglądy uber-tada 31.01.03, 11:06
                          No to się dowiedziałem. Jestem zwolennikiem Freuda:(.
                          Uli, naprawdę nie dostrzegasz różnicy między artystą, którego twórczość wynika
                          z fascynacji jakimś zjawiskiem (np. społecznym) a kimś, kto "tworzy" tak
                          naprawdę manifesty konkretnej ideologii?
                          • uli Re: uber-poglądy uber-tada 31.01.03, 11:08
                            przeca napisałam, że dostrzegam, ten kawałek +/-w środku
                        • Gość: maly.k Re: uber-zula IP: *.sympatico.ca 31.01.03, 15:04
                          uli napisała:

                          > moim skromnym zdaniem definiowanie twórczości w tym
                          wypadku nie ma sensu.
                          > Jezeli istnieje jakaś grupa artystyczna, która pisze
                          manifest, wg. którego
                          > tworzy, to sama się definiuje, ale nie może nikogo
                          winić za to, że odbierze
                          > dzieło inaczej, niż manifest przewiduje.
                          Dobra, dobra. Ale jest to termin, którego się używa - i
                          to całkiem chętnie. W felietonach na stronie ośki
                          przynajmniej. Warto by było wiedzieć, co on oznacza -
                          nikt jednak nie chce mi tego powiedzieć.

                          Pisałem już, że podejrzliwy jestem w stosunku do sztuki
                          pisanej w służbie idei - zwykle wychodzi gniot.
                          Gdy weźmie się poprawkę na artystowski bełkot deklaracji,
                          o których piszesz, i sprowadzi się rzecz do właściwych
                          rozmiarów, można dojść do wniosku (piszę drugi raz, żeby
                          soso zrozumiał):
                          Można pojęcie rozumieć dwojako:
                          1. Albo jest to rzecz wypływająca z ideologii, wtórna
                          wobec niej i nieciekawa.
                          2. Jest to artefakt interpretacji. Rzeczy które wg.
                          'zawodowych interpretatorek' zawierają 'treści
                          feministyczne' - czyli zgodne z ideologią ruchu. W takim
                          worku znajdziemy zarówno perły jak i kurz. Jak w każdym
                          takim worku.

                          Oczywistym problemem wynikającym z (2) jest że:
                          a) nie wiemy, co tą ideologię stanowi
                          b) duża część sztuki tworzonej przez kobiety będzie w
                          centrum uwagi stawiała kobietę; jedną, konkretną -
                          autorkę; czy to czyni feministyczne interpretacje
                          uprawnionymi?



                          > panowie antyfeminiści, jesteście takimi zwolennikami
                          freuda, a tak kalacie
                          > podstawowe jego odkrycie- nieswiadomości. o to przecież
                          chodzi w sztuce!
                          Kto to jest antyfeminista? Który z nich jest 'miłośnikiem
                          Freuda'.

                          >
                          > czy nie wiecie jak traktować jakieś dzieło? pochodźcie
                          trochę do kina, na
                          > wystawy, może jakiś gust wam się wyrobi? może
                          zrozumiecie, ze sztuka nie jest
                          > po to, żeby ją definiować? cóż mogę powiedzieć? nie
                          podoba się wam coś, nie
                          > patrzcie. ot tyle.

                          No dobra, a definiujące interpretacje na stronach
                          podanych przez Breskve - do kosza? Jeśli tak (ergo:
                          zgadzasz się ze mną), to tylko przyklasnę!

                          Pozdrawiam,

                          mk.

                          PS. Jedynym konkretnym kawałkiem, o którym była mowa jest
                          instalacja Nieznalskiej. Użycie słowa 'dzieło' w tym
                          kontekście to chyba żarcik niewinny?
                          • uli Re: uber-książę 31.01.03, 17:32
                            > Dobra, dobra. Ale jest to termin, którego się używa - i
                            > to całkiem chętnie. W felietonach na stronie ośki
                            > przynajmniej. Warto by było wiedzieć, co on oznacza -
                            > nikt jednak nie chce mi tego powiedzieć.

                            napisz do redakcji ośki.

                            > Pisałem już, że podejrzliwy jestem w stosunku do sztuki
                            > pisanej w służbie idei - zwykle wychodzi gniot.

                            zgadza się.

                            > 2. Jest to artefakt interpretacji. Rzeczy które wg.
                            > 'zawodowych interpretatorek' zawierają 'treści
                            > feministyczne' - czyli zgodne z ideologią ruchu. W takim
                            > worku znajdziemy zarówno perły jak i kurz. Jak w każdym
                            > takim worku.

                            już kiedyś o tym gadaliśmy.
                            treści feministyczne znajdują się nie tylko w dziełach (perłach i gniotach).
                            wtedy przywołałam twórczość nicka cave'a jako twórczość dla mnie ocierającą się
                            przynajmniej o ironiczny stosunek do "poważnej rzeczywistości patriarchatu".

                            moim zdaniem dzień świra też jest w jakims sensie feministyczny.

                            itd itp.

                            > Oczywistym problemem wynikającym z (2) jest że:
                            > a) nie wiemy, co tą ideologię stanowi
                            > b) duża część sztuki tworzonej przez kobiety będzie w
                            > centrum uwagi stawiała kobietę; jedną, konkretną -
                            > autorkę; czy to czyni feministyczne interpretacje
                            > uprawnionymi?

                            interpretacja chyba nie musi byc uprawniona bądź nieuprawniona...ja osobiście
                            wypowiadam się tylko w swoim imieniu. i nie tytułuję go inaczej niż "moim
                            zdaniem":-)

                            > > panowie antyfeminiści, jesteście takimi zwolennikami
                            > freuda, a tak kalacie
                            > > podstawowe jego odkrycie- nieswiadomości. o to przecież
                            > chodzi w sztuce!

                            > Kto to jest antyfeminista? Który z nich jest 'miłośnikiem
                            > Freuda'.

                            maćko & tad, którzy tak zawzięcie straszą mnie zazdrością o penisa- zdajsie
                            tylko to jedno wiedzą o freudzie. bywa. nie każdy musi wiedzieć dużo o
                            freudzie. tylko po co szastać imieniem śp. szalonego dziadka na prawo i lewo?
                            zeby mnie przestraszyć?

                            > No dobra, a definiujące interpretacje na stronach
                            > podanych przez Breskve - do kosza?

                            a co to za strona? nie było mnie parę dni na forum, z ciekawością kuknę

                            Jeśli tak (ergo:
                            > zgadzasz się ze mną), to tylko przyklasnę!

                            ojej, to może zerknę najpierw, wyslij mi lnk, oki?
                            >
                            > Pozdrawiam,

                            również pozdrawiam

                            > PS. Jedynym konkretnym kawałkiem, o którym była mowa jest
                            > instalacja Nieznalskiej. Użycie słowa 'dzieło' w tym
                            > kontekście to chyba żarcik niewinny?

                            to się podobno nazywa zdarzenie artystyczne, o szczegóły terminologii proponuje
                            spytać kogoś z historii sztuki (hop!hop!).

                            pisałam już o jej instalacji w wątku o radiu 94. dla mnie jest to ciekawa
                            polemika, ale nie uważam, że to twórczość feministyczna bardziej niż np. obóz
                            koncentracyjny libery. ja odbieram to w skrócie tak (nieznalską): krytykuje
                            priorytety naszych pseudo-katolików & pseudo-kibiców, nierzadko w jednym.
                            • agrafek Re: uber-książę 31.01.03, 18:07
                              Po prostu nie potrafiłem się oprzeć pokusie, by po lekturze postu Uli nie
                              zapytać: W jakim stopniu (w pewien sposób) feministyczne są "Przygody Dobrego
                              Wojaka Szwejka"?
                              • uli Re: uber-książę 01.02.03, 11:19
                                :-)))

                                wydaje mi się, że w ogóle nie są feministyczne, ale nie są również
                                antyfeministyczne...
                              • maly.ksiaze Szwejk? Proszę bardzo... 03.02.03, 05:22
                                agrafek napisał:

                                > zapytać: W jakim stopniu (w pewien sposób)
                                feministyczne są "Przygody Dobrego
                                > Wojaka Szwejka"?
                                Oj, Agrafek. Wyzbądź się naiwności przy interpretowaniu
                                literatury! 'Przygody Dobrego Wojaka Szwejka' mają wymowę
                                zdecydowanie feministyczną. Wojna rzeczą mężczyzn jest,
                                wojsko ostoją fallokracji - zatem atak na nie musi być w
                                swym duchu feministyczny. Trzeźwe spojrzenie sowizdrzała
                                na absurdy życia w kamaszach, na gwałt dokonywany tamże
                                na zdrowym rozsądku, ewokuje skojarzenia z sytuacja
                                kobiety, w kontekście wojny ustawionej w takiej właśnie
                                roli - ironicznej, acz bezsilnej obserwatorki.
                                Obserwatorki, której jedną możliwą postawą jest: przeczekać.

                                Wnikliwsza analiza odkrywa bogactwo wątków atakujących
                                męską w swej istocie hierarchiczność państwa,
                                reprezentowanego, by daleko nie szukać, przez portret
                                Najjaśnieszego Pana. Majestat sprowadzony do swych
                                rzeczywistych rozmiarów symbolizują portet i defekujące
                                nań muchy. Symbolika ironicznego spojrzenia na zabawy
                                chłopców w 'budowę cywlizacji' jest tu aż nadto oczywista
                                - i bez wątpienia żeńska w swojej istocie.

                                Pozdrawiam,

                                mk.

                                PS. Więcej twórczego produktu w tym duchu (to dla Zuli)
                                znajdziecie w:
                                free.art.pl/artmix/index.htm
                                oraz
                                www.oska.org.pl/biuletyn/b6/kowalczyk.html
                                Trzeźwiejsze uwagi w
                                www.oska.org.pl/biuletyn/b6/gustowska.html
                      • Gość: maly.k Re: Nie wiesz, o czym piszesz IP: *.sympatico.ca 31.01.03, 14:31
                        Po prostu nie rozumiesz tekstu pisanego, kolego.
                        Obiecałeś kiedyś, że powstrzymasz się od pisania tutaj -
                        a przynajmniej od obrażania rozmówców. Szkoda, że nie
                        umiesz dotrzymać słowa.

                        Gość portalu: soso napisał(a):

                        >
                        >
                        > Dla mnie sztuka nie ma nic wspolnego z intencja, jaka
                        przyswiecala jej
                        > powstawaniu. Ksiazka o kobiecie pisana z punktu
                        widzenia feministycznego i
                        > przez feministke moze byc sama w sobie arcydzielem i
                        guzik mnie obchodzi czy w
                        > zamysle byla tuba czy nie.
                        Rzecz nie w intecji, a w zawartości. Jeśli idea jest
                        *podstawową zawartością* i *dominującą interpretacją* to
                        rzecz jest do propagandą.

                        > Namolne eksponowanie wlasnego ego, takiego czy innego
                        zreszta to akurat typowy
                        > faktor wszelkiej sztuki. Czy Ty aby w dziecinstwie nie
                        spadles z hustawki,
                        > ksiaze?
                        Napisałem, że namolne interpretacje eksponowania przez
                        artystkę swojego ego (to część naturalna) na modłę
                        feministyczną to nadużycie.

                        Umówmy się tak - ignoruj moje listy. Zresztą - pierwszy
                        raz od miesięcy nie zignorowałem Twojego bzdurzenia,
                        mylnie zakładając, że cokolwiek rozumiesz - i mam za swoje.

                        Bardzo mnie świerzbi, aby raz napisać, co o Tobie myślę -
                        ale przecież sam wiesz.
                  • Gość: gosiak do soso IP: 212.158.75.* 31.01.03, 15:12
                    Gość portalu: soso napisał(a):

                    > Skromnie przypomne, ze np. zdecydowana wiekszosc dziel sztuki przez setki lat
                    > byla na uslugach jakichs ideologii (czyt. religii) i nie przeszkadza to byc
                    > wciaz sztuka. Nie rozumiem was panowie i panie jak piszecie, ze jak sztuka
                    jest
                    >
                    > tuba to nie jest sztuka (nota bene jest to w skrocie stwierdzenie, ze sztuka
                    > nie jest sztuka).
                    > Czy jezeli feministka skomponuje arcydzielo: symfonie pastoralna 'Nienawidze
                    > antyfeministow' to nie bedzie to dzielo sztuki bo 'ten cholerny tytul jest
                    > przeciez oczywista tuba!'


                    Nie musisz być taki skromny Soso. To co piszesz, że większość dzieł sztuki była
                    na usługach jakiejś ideologii czy religii, to po prostu delikatnie mówiąc
                    nieprawda. Już samo pojęcie 'sztuki na usługach' dyskwalifikuje dane dzieło z
                    naszych rozważań, chyba, że rozmawiasz o agencjach towarzyskich?! Rzeczywiście
                    są ludzie, którzy uważają masaż erotyczny za sztukę.
                    I wiesz co, ja sądzę, ba jestem przekonana, że nigdy nikt nie skomponuje
                    arcydzieła z nienawiści czy to do ludzi, czy to do zwierząt czy też innych
                    cyklistów. Aha, żebyś zrozumiał o czym mówię, nie twierdzę, że nie może istnieć
                    sztuka feministyczna, socrealistyczna, niech sobie będą. Jakość, wartość ich
                    jest żadna.
                    gosia
                    • maly.ksiaze To nie tak, Gosiak 31.01.03, 16:05
                      Gość portalu: gosiak napisał(a):

                      > I wiesz co, ja sądzę, ba jestem przekonana, że nigdy nikt nie skomponuje
                      > arcydzieła z nienawiści czy to do ludzi, czy to do zwierząt czy też innych
                      > cyklistów. Aha, żebyś zrozumiał o czym mówię, nie twierdzę, że nie może
                      istnieć
                      >
                      > sztuka feministyczna, socrealistyczna, niech sobie będą. Jakość, wartość ich
                      > jest żadna.
                      Komunizm, feminizm, mizantropia czy mizoginia nie dyskwalifikuja. Tu chodzi o
                      obecnosc tego 'cos jeszcze'. O, jakby trywialnie to nie zabrzmialo, jakakolwiek
                      glebie.

                      'Cichy Don' to wspaniala ksiazka. Podobnie jak 'Podroz do kresu Nocy'. Lub, aby
                      podac przyklad dla milosnikow kina, filmy Leni Riefenstahl.

                      Pozdrawiam,

                      mk.
                      • uli zgadza się, to nie tak 31.01.03, 18:04
                        dokładnie. ja wypowiem się w imieniu kinematografii państwowej- sztuka zawsze
                        służyła i będzie słuzyć ideologii, nawet w cudownych demokracjach i
                        kapitalizmach przyjaznych człowiekowi ludzie, którzy decydują o
                        deofinansowaniach (vide komitet kinematografii czy apf czy chociażby TVP) i
                        będą to koprodukcje, które NIE MUSZĄ się zwracać, zawsze dofinansowywane bedą
                        filmy, jakby to ująć, "zgodne" z polityką państwa. dodam więcej: absolwenci
                        szkół filmowych też kształceni są przez taką a nie inną kadrę, i oni uzyskują
                        status profesjonalistów, i w pierwszej kolejnosci dostęp do pieniedzy. polska
                        jest pod tym względem specyficznym krajem, bo finansuje się zazwyczaj filmy
                        wajdy, zanussiego, hoffmana- a debiuty, to wiadomo, debiuty, rzadko lecą w
                        kinach...ale to już jakby inny temat.

                        z tego samego powodu (teraz dochodzi ich jeszcze kilka...) w krajach islamskich
                        nie puszcza się amerykańskich filmów i seriali, w każdym razie w znacznie
                        mniejszym stopniu niż w polsce.

                        poza tym poska ma interes w tym, żeby kupować filmy od zachodnich wytwórni i
                        dystrubutorów, zwłaszcza USA, z wielu względów, a nie np. od hindusów czy
                        chociażby hiszpanów. kinematografia indyjska to ogromna kinematografia, a jakoś
                        jedyną znana mi reżyserką jest mira nair, która kręci dla zachodu. nawet jeśli
                        kazdy kraj euriopejski kręci 20 (to jest NAPRAWDĘ minimalne minimum) filmów
                        rocznie, i nawet 1 film z każdego kraju jest powiedzmy dobry, to i tak
                        obejrzymy jakieś 5% z tych dobrych filmów. chyba, ze pojexdzimy po festiwalach,
                        ale nie każdy ma czas, pieniadze i ochotę wyłączać się z życia, pracy na kilka
                        dni. ktoś za nas podejmuje wybory, jakie filmy mamy oglądać, i ze są to filmy w
                        90% amerykańskie (nie mówię nawet o telewizji, bo tam wyszłoby jeszcze więcej).
                        jest kilka świetynych rosyjskich filmów np. brat, czy on był w kinie? a
                        dlaczego nie?

                        rozdrażniona zula
                        • Gość: tad Zulo ........ IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 01.02.03, 20:11
                          ........a gdzie wykład o kinie feministycznym?
                          • uli bądź dzielny 02.02.03, 13:24
                            Panorama współczesnej myśli filmowej- A. Helman
                            Film na swiecie 91/ 384
                            Nowe realia, nowa tozsamość- wyd. Rabid

                            + Feministki w kinie A. Helman, równiez w Filmie na Swiecie, nie pamiętam który
                            nr.
                            • Gość: tad Re: bądź dzielny IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 02.02.03, 15:19
                              uli napisała:

                              > Panorama współczesnej myśli filmowej- A. Helman
                              > Film na swiecie 91/ 384
                              > Nowe realia, nowa tozsamość- wyd. Rabid
                              >
                              > + Feministki w kinie A. Helman, równiez w Filmie na Swiecie, nie pamiętam
                              który
                              >
                              > nr.


                              Zły to obyczaj postępować w ten sposób! Jeśli zaczniemy wszyscy przerzucać się
                              tytułami i nic ponadto, to źle się to skończy.
                              Więc powiedz mi przynajmniej, kiedy to "straszyłem Cię Freudem"?
                              • Gość: soso zblizenie stanowisk IP: 195.41.66.* 03.02.03, 07:09
                                Obserwuje niejakie zblizenie stanowisk. W CCCP prawdopodobnie sztuka byla tuba
                                inawet specjalne instytucje o to dbaly a mimo to cos tam wartosciowego powstalo.

                                Po drugie, taki Michal Aniol byl rzemieslnikiem pracujacym na zamowienie i
                                odtwarzal religine historyjki czy postaci. Mojzesz, Dawid, pieta, itd. Tuba
                                religii? Nie, sztuka. Tak, wyraz uczuc religinych pelna geba.

                                Impresjonisci to zdaje sie takze grupa artystyczna podabnie jak skamandryci czy
                                inni. Czy przynaleznosc do jakiejs grupy z deklaracjami wyklucza powstawanie
                                arcydziel? Co by bylo, gdyby powstala grupa np. 'kobiety dla kobiet' malujaca
                                czy piszaca poezje a jej deklaracja ideowa bylby feminizm? Czy ma jakikolwiek
                                sens powiedzenie 'w takim razie to lipa'.

                                pzdrw

                                soso

                                PS

                                maly ksiaze - nie wycowfuj sie z tego co napisales slowami 'nie umiecie czytac
                                i nie rozumiecie co pisze'. Jezeli juz to lepiej 'nie potrafilem sie
                                dostatecznie jasno wyrazic'. Wbrew pozorom, staram sie rozumiec co piszesz i
                                sadzac z postow innych odbieram wlasciwie, podobnie jak inni. Czasami piszesz
                                do rzeczy a czasami nie potrafie dociec, dlaczego tak bzdurnie, jak o sztuce na
                                usugach wlasnie.



                                • Gość: maly.k drobna korekta IP: *.sympatico.ca 04.02.03, 04:22
                                  Gość portalu: soso napisał(a):

                                  > maly ksiaze - nie wycowfuj sie z tego co napisales
                                  slowami 'nie umiecie czytac
                                  > i nie rozumiecie co pisze'.
                                  Nie napisałem 'nie rozumiecie, co napisałem', w liczbie
                                  mnogiej. Napisałem, że Ty nie zrozumiałeś. Wiem, że to
                                  trudne, ale spójrz na to od tej strony: zostałeś
                                  zauważony. Raduj się - kto wie, kiedy będzie następny raz.

                                  • Gość: soso Re: drobna korekta IP: 195.41.66.* 04.02.03, 07:46
                                    Oh, ksiaze, jakze raduje sie, ze zostalem zauwazony i z pokora przyjmuje, ze
                                    wiecej juz nie bedzie. Trudno.

                                    Co do twej notki. Mysle, ze nie wziales pod uwage wieloznacznosci liczby
                                    mnogiej. Jezeli ktos pisze, ze uciekasz w 'nie rozumiecie co pisze' to moze byc
                                    rozumiane dwojako. Takze w kontekscie takim, ze powtarzasz to wielokrotnie choc
                                    byc moze za kazdym razem tylko zwracajac sie do jednej osoby.
                                    Zebys zrozumial wyraze to jasniej. Jezeli napiszesz do soso 'nie rozumiesz co
                                    pisze' a potem do zuli 'nie rozumiesz co pisze' a potem do tada 'nie rozumiesz
                                    co pisze' to w efekcie daje cos, co w uproszczeniu mozna okreslic jako 'nie
                                    rozumiecie co pisze'. Takie znaczenie bylo w moim zamiarze uzycia wlasnie
                                    liczby mnogiej.

                                    Poza tym jest okay - nadal pajacujesz w swoim stylu i dobrze. Forum jest
                                    barwiejsze :-) Szkoda tylko, ze nie ustosunkowales sie do tego, co pisalem w
                                    sprawie sztuki v. idee. No ale moze nie masz w tej sprawie wiecej do
                                    powiedzenia. Brakuje argumentow? :-) (tak, tak, podpuszczam malego ksiacia :-))

                                    pzdrw

                                    soso

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka