Gość: barbinator
IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl
02.06.03, 11:18
Ponieważ ktoś zarzucił mi, że nie chcę dyskutować o aborcji gdyż brakuje mi
argumentów, więc pozwolę sobie na parę uwag na temat specyfiki dyskusji
aborcyjnych.
Rozmowy o aborcji od jakiegoś już czasu mnie odrzucają. Nie tylko dlatego, że
często w nich dochodzi do chamskich komentarzy i niepotrzebnych złośliwości
(zresztą żadna ze stron konfliktu nie jest od tego wolna).
Najbardziej irytuje mnie arogancja przeciwników aborcji która każe im
traktować swoich rozmówców jak nieuków. Choćby i w ostatnim
wątku "aborcyjnym": nie jestem w nim zbyt aktywna, ale i tak dwóch na dwóch
możliwych moich rozmówców stwierdziło, że gadam głupoty i na niczym się nie
znam.
Różnica między nimi jest tylko taka, że ten inteligentniejszy i
kulturalniejszy napisał to za pomocą eufemizmu ("tak jak ty może myśleć tylko
ktoś kto nie rozumie czym jest zapłodnienie") natomiast ten głupszy
powiedział co wiedział, a wiedział tylko tyle, że ja "bredzę".
Mnie to zwisa co kto myśli o mojej wiedzy i intelekcie, jednak widzę pewną
bardzo wyraźną cechę odróżniającą przeciwników aborcji od zwolenników prawa
wyboru: ci pierwsi uważają siebie za mądrzejszych i bardziej oświeconych i
wydaje im się, że mogą pouczać maluczkich. Wydaje im się, że ich rozmówcy
pewnych rzeczy po prostu nie wiedzą, no bo gdyby wiedzieli, to natychmiast
zmieniliby zdanie. Typowy przeciwnik aborcji uważa, że z wiedzy na temat
zapłodnienia można wyciągnąć tylko jeden wniosek - skoro rozmówca go nie
wyciąga, to albo jest nieukiem nieznającym faktów albo idiotą nieumiejącym
logicznie myśleć.
Druga strona tego konfliktu rozumuje zupełnie inaczej: na wszelki wypadek
napiszę o sobie zamiast zabierać głos w imieniu wszystkich.
Ja szanuję poglądy przeciwników aborcji. Nie uważam, że wynikają one z ich
braku wiedzy i że gdyby tylko wiedzieli to co ja wiem, to zaraz przyznali by
mi rację. Nie obrażam ich posądzeniami o nieuctwo. Nie biorę ich odmiennych
poglądów za dowód głupoty. Mało tego, ja nawet nie wykluczam tego, że to oni
a nie ja mogą mieć rację - dlatego właśnie sama nigdy bym aborcji nie
dokonała i nie namawiałabynm nikogo aby to zrobił. Uważam, że spór o początek
życia jest nierozstrzygalny i dlatego każdy powinien go rozstrzygać we
własnym sumieniu. Ja swojego zdania nikomu nie narzucam - ani w dyskusji, ani
tym bardziej poprzez represyjne mechanizmy państwowe.
I to jest druga cecha odróżniająca zwolenników prawa wyboru od przeciwników
tego prawa.
Po jednej stronie sporu mamy więc szacunek i nierepresyjność, po drugiej
arogancję i skłonność do rozwiązań siłowych. Zaznaczam przy tym, że są to
bardzo ogólne podziały, gdyż po obu stronach sporu zdarzają się ludzie z
klasą i ludzie po ośmiu klasach...
Pozdr. B.