Dodaj do ulubionych

Kariera a dziecko

22.09.07, 19:57
Wiele czytam w"wysokich obcasach' reportazy o wybitnych kobietach. I
kiedys zauwazylam, ze w przewazajacej części wspomnień czy rozmow z
tymi kobietami pojawia się motyw zaniedbywania dzieci - bo nie
starczało czasu, bo wlasna praca, a czesto nawet praca spoleczna, na
rzecz innych nie pozostawiała czasu dla dziecka.
i zawsze, nieodmiennie budzi to moje opory. Decyzja o posiadaniu
dziecka jest dobrowolna. Mozna nie rodzić, można poswiecać pracy
wiele czasu, nie siedzieć przy dziecku 24 godziny na dobę, ale
zostawiać dziecko samemu sobie , nie interesowac się nim, wyjeżdżac
na cale lata- nie. Znam panią, powszechnie ceniona, wielka
dzialaczke charytatywną, intelektualistke, ktorej syn był pierwszy
raz w teatrze (Warszawa!) ze szkołą, a ktorego powazny wypadek tak
zlekcewazomo, ze konsekwencje zdrowotne odczuwa do dziś.
Obserwuj wątek
    • jagandra Re: Kariera a dziecko 22.09.07, 21:58
      A gdzie był ojciec tego chłopca? Automatycznie uznajemy, że tylko
      kobieta jest odpowiedzialna za zaniedbywanie dziecka. Uważam, że do
      3 lat rzeczywiście matka jest ważniejsza, ale potem rola matki i
      ojca się zrównuje.
      Obawiam się, że większość wybitnych ludzi płci obojga osiągało
      sukces kosztem rodziny. Ale mężczyźni mieli z reguły żony, które
      zajmowały się nimi i rodziną.
      • sir.vimes Re: Kariera a dziecko 23.09.07, 08:34
        > Obawiam się, że większość wybitnych ludzi płci obojga osiągało
        > sukces kosztem rodziny.

        Też tak sądzę. Ale mężczyźnie nie powie się - można było dziecka nie płodzić.
        Jasne - wyjazd na parę lat czy to o czym pisze Verdana to jakieś ekstrema, ale
        dziecko, które ma OBOJE rodziców jakoś zniesie większe zaangażowanie jednego z
        nich w karierę.
      • verdana Re: Kariera a dziecko 23.09.07, 12:08
        To była samotna matka - przy cym wina za rozwód była jej.
        • jagandra Re: Kariera a dziecko 23.09.07, 17:16
          > To była samotna matka - przy cym wina za rozwód była jej.

          Jeżeli utrudniała lub uniemożliwiała ojcu utrzymywanie kontaktów z
          dziećmi, to jestem rzeczywiście skłonna uznać, że to była jej wina.
    • skrzydlate Re: Kariera a dziecko 23.09.07, 15:18
      może coś w tym jest, nikt nie jest doskonały... a musi? w rezultacie gdy patrze
      na różne dzieciaki, mam wrażenie że wczesna dorosłość czy samodzielność dobrze
      im robi, wiadomo, że kij ma dwa końce, jeden z nich: wigilia, młode z
      podstawówki robią w klasie spotkanie i okazuje sie że chleb umie pokroić w
      plasterki tylko trzech chłopców, to była chyba III klasa, już nie pamiętam......
      drugi - maja po 17 lat i odzwyczajają sie od dragów i papierochów... niby
      dobrze, bo wcześnie, zanim wpadną w nałóg, tyle że nie wszystkie się odzwyczają
      • verdana Re: Kariera a dziecko 23.09.07, 20:17
        Kiedys też myślalam, że ojciec czy matka - to bez róznicy, teraz
        nie jestem do konca pewna.
        Ojciec wybierając karierę rzadko kiedy ma świadomość odrzucania
        dziecka. On - zgodnie z tradycją - pracuje na rodzinę i może uwazać,
        ze dobrze wypełnia swoje obowiązki, może tez nie zdawać sobie
        sprawy, ze źle robi - bo nikt mu uwagi nie zwraca. Natomiast matka,
        która decyduje się na pracę, przy ktorej traci kontakt z dzieckiem,
        wie, że oczekuje się od niej, aby dzieckiem sie zajmowała.
        I dlatego, mimo wszystko, musi być znacznie bardziej zdeterminowana,
        musi podjąć świadoma decyzję, ze dziecko nie jest dla niej tak
        istotne, jak inne zajęcia. I dlatego wydaje mi sie, ze o ile ojciec
        może kochać dziecko, i robić karierę, o tyle matka - zdając sobie
        sprawę z tego, co jej wybor znaczy dla dziecka, musi swiadomie
        poswiecić dziecko dla wlasnego dobra.
        • sir.vimes Re: Kariera a dziecko 24.09.07, 08:37
          > Ojciec wybierając karierę rzadko kiedy ma świadomość odrzucania
          > dziecka. On - zgodnie z tradycją

          Hm, tylko dlaczego jest tak nawet w sytuacjach, gdy mąż zarabia zł 900 a żona 10
          x razy tyle?
          To kwestia kulturowa - nie da się zaprzeczyć , ze JEST tak jak piszesz, ale być
          już tak nie powinno . Nawet w Hiszpanii powoli ludzie daja sobie z tym radę
          (przy ogromnym wsparciu państwa - edukacji itp).
          Myslę, że młodzi (chodzi mi o wiek, nie staż) ojcowie często mają podobne
          odczucia co matki, wiedzą, że mogliby spędzać więcej czasu z dziećmi, czytają o
          ojcach, którzy zdecydowali się zostać w domu, ich kariera tez coraz częściej
          podszyta jest wyrzutami sumienia.
          Nie wiem czy czytałaś książkę-poczytajkę pt."Niania w Londynie" - tam bardzo
          ładnie opisana jest rodzina , w której matka zarabia dużo więcej ale jej praca
          traktowana jest nie jako odpowiedzialność tylko kaprys, dodatek do macierzyństwa.
          W poradniku Spocka był piękny tekst o tym, ze najpierw z domu wyszli ojcowie,
          potem matki a teraz powoli wracają - bo wg. Spocka najlepszym modelem rodziny
          byli rodzice pracujący w domu, rozwijajacy się ale w stałym kontakcie z dzieckiem.
    • turbomini Re: Kariera a dziecko 24.09.07, 10:30
      Problem dotyczy chyba mimo wszystko płci obojga. Znam kilka
      przypadków rodzin, gdzie ojciec-karierowicz jest totalnie nieobecny
      w domu. Może i to jest kulturowo zakorzenione, ale ja widzę, że to
      się odbija i na małżonce i na dziecku i nikt mnie nie przekona, że
      to mniejsze zło.
      Są też sytuacje skrajne, których w ogóle nie jestem w stanie
      zaakceptować: wyjazd jednego/dwójki rodziców do pracy za granicę,
      ojciec-marynarz, który bywa w domu jako gość, rodzic na kontrakcie
      poza domem, który również bywa w domu jako gość.
      • jagandra Re: Kariera a dziecko 24.09.07, 16:57
        Tak w ogóle to zgadzam się z Sir Vimes i Turbomini, ale chcę jeszcze
        napisać, że poznałam 2 matki, które nie zdawały sobie sprawy z tego,
        że dziecku jest potrzebna ich obecność. W jednym przypadku córka w
        wieku 2,5 roku została oddana do dziadka i widywała rodziców w
        weekendy albo i nie, a rodzice ciężko pracowali. Obecnie ma 5 lat i
        oczywiście stwarza poważne problemy wychowawcze. W drugim przypadku
        matka pracowała za granicą, syna od wieku 2 lat wychowywała babcia,
        a matka przyjeżdżała raz na 2-3 miesiące. Ojciec wypisał się z
        ojcostwa całkowicie. Obecnie chłopiec ma 9 lat i oczywiście stwarza
        poważne problemy wychowawcze.
        Pewnie osobom czytającym to forum wydaje się nie do pomyślenia, że
        można nie wiedzieć, jak bardzo jest potrzebna zwykła obecność, ale
        przypuszczam, że wielu rodziców jednak tego nie wie.
        • beata2802 Re: Kariera a dziecko 04.10.07, 21:34
          > Pewnie osobom czytającym to forum wydaje się nie do pomyślenia, że
          > można nie wiedzieć, jak bardzo jest potrzebna zwykła obecność, ale
          > przypuszczam, że wielu rodziców jednak tego nie wie.

          Niektórzy - niby po studiach i w ogóle, niby wszystko wiedzą, tak
          jak moi rodzice, ale po prostu mają to kompletnie w dupie kiedy
          przychodzi co do czego. Nie tylko wiele godzin dziennie ich nie ma w
          domu, ale kiedy juz są, to zwyczajnie zamykają się przed sęsknionymi
          dziećmi. I nie to, że nie wiedzą. Po prostu sie nad tym zupelnie nie
          zastanawiają.

          A ja mam zamiar wrócić na studia kiedy dziecko bedzie mialo pol roku
          (mam nadzieje, ze bedzie nas stac na opiekunkę). To oznacza, ze nie
          będzie mnie od poniedzialku do piatku w godzinach 9.00-18.00. Ale w
          odróżnieniu od moich rodziców mam zamiar naprawdę być z moim
          dzieckiem w czasie, kiedy juz bede po zajęciach w domu, i w week-
          endy.
          To jest mój plan na pogodzenia studiów i macierzyństwa.
          • falafala Re: Kariera a dziecko 04.10.07, 22:04
            beata wiele dzieci chodzi juz spac o 18. moje takie byly jak bym wracala o tej
            porze do domu to przez caly tydzien bym ich nie widziala. To nie da sie zawsze
            tak latwo jak plany :-)
            • beata2802 Re: Kariera a dziecko 07.10.07, 11:38
              Trudno. Przecież nie zrezygnuję ze studiów z tego powodu. Najwyżej
              będzie dla dziecka obowiązkowa drzemka w ciągu dnia.
              • andziulindzia Re: Kariera a dziecko 07.10.07, 12:00
                Beata! Półroczne dziecko w ciągu dnia ma nawet 3-4 drzemki a i tak
                zasypia między 18 a 20. Nie zawsze da się dostosować rytm dnia
                dziecka do naszych oczekiwań. Wielu przyszłym rodzicom wydaje się,
                że po urodzeniu dziecka nic się w ich życiu nie zmieni oprócz tego,
                że po prostu będą w posiadaniu małego bąbla w domu. Ale to
                nieprawda. Zmienia się nasze życie bardziej niż się tego można
                spodziewać. I zmienia się życie nie tylko mamuśkom zakochanym w
                swych dzieciach, które rezygnują z życia własnego na rzecz dziwnie
                pojmowanego MACIEŻYŃSTWA, dotyczy to także ludzi ze zdrowym
                podejściem do bycia rodzicem. Nie oczekuj za wiele bo się poczujesz
                rozczarowana.
                • jagandra Re: Kariera a dziecko 07.10.07, 13:25
                  Moja chodziła spać o 22. I budziła się po kilka razy w nocy :P
                  • verdana Re: Kariera a dziecko 07.10.07, 19:04
                    A mok nie spał w wyznaczonych porach w dzień - a w nocy nie spał
                    wcale. Gdybym byla wowczas studentką - na pewno nie bylabym w stanie
                    sie uczyc, no chyba, ze dziecko ryczałoby same w łóżeczku, a ja
                    uznałabym, ze studia jednak od potrzeb dziecka sa waąniejsze.
                    Dobrze, ze na studiach doktoranckich prawie nie było zajęć.
                    • falafala Re: Kariera a dziecko 08.10.07, 09:08
                      Jak sobie o moich pomysle, to nie wiem jak szlo by mi studiowanie w takich
                      warunkach, brr... No wlasnie, a jak jeszcze jest akurat chore (katar czy co
                      innego)to wogole mozna sie isc uwiesic z "radosci" nieprzespanej doby ;-)
                      • beata2802 Re: Kariera a dziecko 08.10.07, 14:19
                        Piszecie, jak gdybym nie miała męża, który też się będzie zajmował
                        tym dzieckiem. Poza tym, mam nadzieję, zatrudnimy też opiekunkę.
                        • jagandra Re: Kariera a dziecko 08.10.07, 22:01
                          Tak na serio powiem Ci, że znam dwie kobiety, które studiowały przy
                          małym dziecku. Jednej szło to bez problemu, a druga ledwo wyrabiała
                          czasowo, energetycznie i nerwowo. Dużo zależy od samego dziecka, czy
                          się trafi zdrowe, czy chorujące, spokojne czy wrażliwe itp. Trudno
                          to przewidzieć.
                          • sir.vimes Re: Kariera a dziecko 08.10.07, 22:47
                            No, ja studiowałam.

                            Chwilami było na luzie, chwilami miałam ochotę powiesić sie w toalecie.
                            • sir.vimes Re: Kariera a dziecko 08.10.07, 22:49
                              Oczywiście, mąz angażował się w opiekę nad dzieckiem bardzo.

                              Myślę, że da radę studiować , pracować i wychowywać jednocześnie (my jakos
                              daliśmy radę) ale łatwe to nie jest.
                              • beata2802 Re: Kariera a dziecko 09.10.07, 08:41
                                Niestety, ale nie mam wyboru, muszę kontynuować studia. Urlop
                                dziekanski spowodowałby, że wybiłabym sie z rytmu, i jeszcze o rok
                                później skończyłabym te sześcioletnie studia, a najmłodszą studentką
                                to ja nie jestem. Mam 30 lat i jeszcze 4 lata studiów przede mną.
                                Chcę jak najszybciej skończyć studia, zeby wreszcie móc zacząć
                                pracować = zarabiać. Wlasna kasa to podstawa niezależności.
                                • sir.vimes Re: Kariera a dziecko 12.10.07, 09:54
                                  jasne, nie rezygnuj w żadnym wypadku! Posiadanie dziecka to nie powód by
                                  rezygnować ze studiów.
                          • e_r_i_n Re: Kariera a dziecko 13.10.07, 09:00
                            Ja tez studiowalam - urodzilam na drugim roku i po rocznej dziekance
                            wrocilam na dzienne. Mlody byl w zlobku, ja na zajeciach, skonczylam
                            dobre studia i w sumie patrzac z perspektywy czasu stwierdzam, ze
                            latwiej pogodzic dziecko ze studiami niz z praca. No i ilosc czasu,
                            ktora mialam dla mlodego byla za studenckich czasow bez porownania
                            wieksza.
    • andziulindzia Re: Kariera a dziecko 07.10.07, 21:14
      Wydaje mi się, że mozna pogodzić karierę zawodową i wychowywanie
      dzieci. tylko trzeba się dokładnie zastanowić jak ma ta kariera
      wyglądać. Moim skromnym zdaniem sukces zawodowy nie jest
      równoznaczny pracoholizmowi. Jeśli celem rodzica będzie
      satysfakcjonująca, interesująca i przyzwoicie płatna praca, to
      zawsze przy odpowiedniej porcji wysiłku da się znaleźć taką, która
      jednocześnie pozwoli nie zaniedbać własnych dzieci.

      Jeśli ktoś decyduje się na dziecko z niewłaściwych powodów, bo:
      koleżanki już mają, ten wiek no i wypadałoby, chciałaby poczuć jak
      to jest być w ciąży, to dzieci będą przeszkodą nie tylko w zrobieniu
      kariery zawodowej ale też w zabawie, odpoczynku, kontaktach z
      partnerem itp, itd
      • sir.vimes Re: Kariera a dziecko 08.10.07, 22:46
        Zgadzam się. Kariera to nie to samo co pracoholizm.
        • dagmama Znam taki przypadek, ale... 10.10.07, 11:01
          Nie umiem zaklasyfikować.
          Kariera czy model wychowania?

          W moim mieście jest jedna rodzina, bardzo dobrze sytuowana. Prawdę
          mówiąc krąży o niej wiele plotek, ale ja wiem to, co wiem, od mamy
          mojej przyjaciółki, która jest nianią dziecka.
          Starali się o dziecko dośc długo i urodził się chłopiec. Mama była z
          nim w domu około dwóch lat, dość długo karmiła go piersią, pełna
          sielanka.
          Potem stwierdziła, że dość tego i założyła dzialalność. Takie biuro.
          W sumie ok, sama tak zrobiłam.
          I nagle dziecko jakby się znudziło. Chodzi do przedszkola, a później
          opiekują się nim niania i babcia. Niania jest świadkiem smutnych
          scen, jak dziecko jest zapewniane, że mama wróci na noc, przy czym
          jest już umowione, że niania zostaje na noc, potem chłopiec płacze
          jeśli obudzi sie w nocy. Raz powiedział: Mamo, to ty? Ale ty nie
          jesteś panią E.? (czyli nianią).
          Rodzice pracują i imprezują. Imprezy mają związek z układami
          pracowymi. Na wyjazdy wakacyjne i zimowe wyjeżdżają bez dziecka.
          Pod względem zabawek, mały ma wszystko.
          Niestety jest "nieznośny", trudny i stał sie bardzo zaborczy. Kiedy
          są rodzice, nie odstępuje ich na krok i "męczy" ich.

          Ponieważ to wszystko wiem jednak z drugiej ręki, od niani,
          chciałabym przyjąć, że może to tak źle nie wyglada.

          Czytałam gdzieś, że są dwa modele trzyosobowej rodziny: para z
          królewskim dzieckiem i królewska para z dzieckiem.
          Może rodzina, gdzie kariera matki jest ewidentnie przed dzieckiem to
          takie ekstremum tego pierwszego modelu?
          • dagmama Re: Znam taki przypadek, ale... 10.10.07, 11:04
            To znaczy tego drugiego modelu.
          • beata2802 Re: Znam taki przypadek, ale... 11.10.07, 17:55
            Żadne przegięcia nie są dobre, ale z tych dwóch modeli, to na moje
            ucho "królewska para z dzieckiem" brzmi zdrowiej.
            • dagmama Re: Znam taki przypadek, ale... 11.10.07, 21:21
              beata2802 napisała:

              > Żadne przegięcia nie są dobre, ale z tych dwóch modeli, to na moje
              > ucho "królewska para z dzieckiem" brzmi zdrowiej.
              >

              Dla mnie zdrowe jest podejscie "para z królewskim dzieckiem", kiedy
              dziecko jest małe. Ja nie ukrywam, że jesteśmy taką parą. Potrzeby
              dziecka są najważniejsze.
              Kiedy dziecko będzie starsze, możemy być "królewską parą":-)
              • falafala Re: Znam taki przypadek, ale... 12.10.07, 09:52
                No tak, male dziecko nie ma innych potrzeb, jedynymi to sa zainteresownie
                rodzicow, poswiecenie mu czasu, badzmy realistakami tak jest. Dopiero kolo 7lat
                dziecko "wyrasta" z rodzicow, wazniejszy staje sie swiat, wczesniej to dopiero
                przymiarki do swiata. A wogole przed 3 rokiem zycia to ten swiat moze nie
                istniec, wazne by byl ktos bliski na codzien.
                • andziulindzia Re: Znam taki przypadek, ale... 12.10.07, 12:49
                  W zupełności zgadzam się z tym co napisała falafala. Ale nie
                  odpowiada mi żaden z modeli przedstawionych przez dagmamę. Uważam,
                  że potrzeby każdego członka rodziny są ważne i nie można w żadnym
                  wypadku "poświęcać się" dla dziecka. Ale nie wolno też własnej
                  wygody czy kariery przedkładać nad potrzeby swoich dzieci, a te
                  potrzeby to nie tylko najdroższe zabawki, miła niania i czysta
                  pielucha.
                  • beata2802 Re: Znam taki przypadek, ale... 17.10.07, 18:25
                    Jeszcze dodam od siebie, że (z tego, co mówią koleżanki), jeśli od
                    początku się nie uczy dziecka, ze mama i tata potrzebuja tez czasu
                    dla siebie, to trudno to potem zmienić - czy to po roku, trzech, czy
                    sześciu latach. Dziecko wymaga, domaga się 100% obecności, uwagi i
                    kiedy nie jest najważniejsze to dostaje szału, bo wali mu sie świat.
                    A przecież to jest świat nierealny na dłuższą metę.
                    • sir.vimes To prawda! 17.10.07, 23:09
                      "eśli od
                      początku się nie uczy dziecka, ze mama i tata potrzebuja tez czasu
                      dla siebie, to trudno to potem zmienić"

                      Widziałam takie sytuacje.
                      • jagandra A ja myślę, że nieprawda :) 18.10.07, 09:10
                        Niemowlę nie ma jeszcze tak rozwiniętych procesów poznawczych, by zrozumieć, że mama i tata potrzebują czasu dla siebie. Na początku nie odróżnia siebie od innych ludzi. Nie umie też ocenić, ile czasu mija, jeśli jest mu źle i nikt nie przychodzi. Nie ma świadomości, że istnieje przyszłość. Moim zdaniem ten "początek", od kiedy można dziecko uczyć, to gdy ma ono około roku.
                        • sir.vimes Wiesz, to chodzi raczej o przyzwyczajenie 18.10.07, 10:54
                          niemowlaka do faktu, że znikają a potem wracają.

                          Że tulić może nie tylko mama(tata) ale czasem dziadek czy ciocia. Że czasem
                          tata(mama) najpierw przytuli mamę(tatę) a dopiero potem maleństwo.

                          "Na początku nie odróżnia siebie od in
                          > nych ludzi."
                          Jakoś nigdy nie umiałam w to uwierzyć.
                          • malila Re: Wiesz, to chodzi raczej o przyzwyczajenie 18.10.07, 11:26
                            > "Na początku nie odróżnia siebie od in
                            > > nych ludzi."
                            > Jakoś nigdy nie umiałam w to uwierzyć.

                            Ja to pamiętam. Serio:)
                            • jagandra Re: Wiesz, to chodzi raczej o przyzwyczajenie 18.10.07, 12:11
                              > > "Na początku nie odróżnia siebie od in
                              > > > nych ludzi."
                              > > Jakoś nigdy nie umiałam w to uwierzyć.
                              >
                              > Ja to pamiętam. Serio:)

                              Pamiętasz coś z okresu niemowlęctwa??? Jeśli tak, to napisz koniecznie!!! Proszę, proszę :)
                              Ja nie pamiętam nic niestety, jak większość ludzi, ale na rozum to dla mnie oczywiste: noworodek nie wie nic, bo i skąd? Skąd ma wiedzieć, jak wygląda jego ręka i że to coś, to jego ręka? Na początku nie rozumie też (bo i jak?), że musi komunikować swoje potrzeby, dziecko płacze bo je coś boli, to się dzieje automatycznie, dopiero gdy jego potrzeby są zaspokajane, z czasem (ale to też dopiero gdy ma ponad pół roku) uczy się, że są zaspokajane dlatego, że ono je wyraża.
                              • malila Re: Wiesz, to chodzi raczej o przyzwyczajenie 23.10.07, 11:00
                                jagandra napisała:
                                > Pamiętasz coś z okresu niemowlęctwa???

                                To jest bardziej pamięć emocjonalna i pamięć ciała niż urywki z
                                filmów. Jeśli chodzi bowiem o sceny, to pamiętam jedynie kadr z
                                przewijania, kiedy leżałam i ktoś w bieli nade mną stał. Zresztą
                                może wcale nie był w bieli, bo to "zdjęcie" jest w całości biało-
                                szaro-czarne. To, co pamiętam dotyczy głównie stanu świadomości (czy
                                raczej braku świadomości), że jestem tylko ja i moje uczucia. Inni
                                istnieją jedynie w takim sensie, że są elementami mojego świata.
                                Kiedy moja matka nie zrobiła tego, czego potrzebowałam (nie było
                                rozróżnienia na potrzeby i oczekiwania), czułam rozczarowanie i
                                zdziwienie, że ona tego nie robi. Myśl albo poczucie, że ona może
                                nie wiedzieć, że ja tego potrzebuję albo że ona nie wie czegoś, co
                                ja wiem, w ogóle nawet nie zaświtała w mojej głowie. Nie było takiej
                                opcji. Jedyną reakcją był lęk - tak silny, jak silne były potrzeby.
                                Bardziej wyraźnie pamiętam żłobek i napięcie, w jakim spędzałam w
                                żłobku cały dzień (podkreślam: cały czas pobytu w żłobku), które
                                ustępowało dopiero wtedy, gdy pojawiała się moja mama. To jest
                                powód, dla którego uznałam, że moje dzieci nigdy do żłobka nie pójdą.
                                • jagandra Re: Wiesz, to chodzi raczej o przyzwyczajenie 23.10.07, 15:00
                                  Niesamowite że masz takie wspomnienia :)))
                          • jagandra Re: Wiesz, to chodzi raczej o przyzwyczajenie 18.10.07, 12:15
                            > niemowlaka do faktu, że znikają a potem wracają.

                            No właśnie się nie da. Moje potrzeby są zaspokajane = czuję się bezpiecznie, moje potrzeby nie są zaspokajane = nie czuję się bezpiecznie. Żeby zrozumieć, że rodzice znikają, a potem wracają, trzeba rozumieć, że rodzice są odrębnymi ludźmi i mieć poczucie czasu.

                            > Że tulić może nie tylko mama(tata) ale czasem dziadek czy ciocia.

                            A z tym akurat się zgadzam i uważam, że lepiej gdy oprócz tej jednej najbliższej osoby dziecko ma wokół siebie całe "plemię" :) Wtedy lepiej znosi rozstania z rodzicami.

                            Że czasem
                            > tata(mama) najpierw przytuli mamę(tatę) a dopiero potem maleństwo.

                            Tego też niemowlę nie zrozumie, na pewno nie poniżej pół roku.
                            • beata2802 Re: Wiesz, to chodzi raczej o przyzwyczajenie 20.10.07, 19:07
                              > Że czasem
                              > > tata(mama) najpierw przytuli mamę(tatę) a dopiero potem
                              maleństwo.
                              >
                              > Tego też niemowlę nie zrozumie, na pewno nie poniżej pół roku.

                              Nie musi rozumieć, ale [moje] będzie musiało tego doświadczać.
                              Uważam, że to ważne, żeby od początku wiedziało (doświadczało), że
                              mama i tata są ważniejsi w ogóle, oraz ważniejsi dla siebie
                              wzajemnie. (Od razu wyjaśniam, że nie mamy zamiaru spokojnie
                              uprawiać seksu, kiedy nasze trzymiesięczne dziecko ryczy głodne,
                              zmarznięte i nieprzewinięte. Chodzi o kolejność witania się i tak
                              dalej.)
                              • jagandra Re: Wiesz, to chodzi raczej o przyzwyczajenie 21.10.07, 13:30
                                > Nie musi rozumieć, ale [moje] będzie musiało tego doświadczać.
                                > Uważam, że to ważne, żeby od początku wiedziało (doświadczało), że
                                > mama i tata są ważniejsi w ogóle, oraz ważniejsi dla siebie
                                > wzajemnie.

                                Myślę, że to będzie ważny komunikat dla Twojego męża i że to dobra podstawa, by nie zaniedbać Waszej relacji z powodu pojawienia się dziecka. A i tak każde zdrowe małe dziecko, gdy już zaczyna postrzegać siebie jako odrębną osobę, uważa się za pępek świata :)

                                Wiesz, ja w ogóle nie wierzę w to, że jak się dziecka nie nauczy czegoś w okresie, gdy ma kilka miesięcy czy rok, to już później się nie da go tego nauczyć. Dziecko na każdym etapie życia nauczy się tyle, ile jest w stanie. To że dziecko w wieku 2-3 lat przechodzi kryzys, awanturuje się, wrzeszczy, chce sobie wszystkich podporządkwoać i zachowuje się dokładnie tak, jakby mu się świat walił na głowę, gdy ludzie wokół nie robią tego, co ono chce, jest zupełnie normalne. Nie wynika z błędów wychowawczych (chociaż błędami można dodatkowo dziecko nakręcać) lecz z tego, że w tym wieku dziecko na ogół "spotyka się" z bolesną rzeczywistością, w której wcale nie jest wszechmocne (jak mu się wcześniej wydawało). Rodzice w takiej sytuacji powinni łagodzić emocje i nie ustępować, żeby nie podtrzymywać złudzeń, które muszą po prostu przeminąć.
                                Jeśli dziecko 7-letnie rzuca się na podłogę w sklepie wrzeszcząc, że mama koniecznie musi mu kupić batonik, możemy podejrzewać błędy wychowawcze. A 2-latki po prostu tak się zachowują :)
                              • dagmama Re: Wiesz, to chodzi raczej o przyzwyczajenie 21.10.07, 22:22
                                Beata, sorry, ze to napiszę, bo zupełnie Cię nie znam i nie mogę
                                krytykować Twoich projektów.
                                Wiem z innego forum, że oczekujesz dziecka i gatuluję serdecznie:-)
                                Mianowicie razi mnie Twoje przekonanie o tym, ze dziecko "będzie
                                musiało", "to ważne, żeby od początku wiedziało"... Ten pęd do
                                edukacji dzicka, którego jeszcze nie ma, jakoś mnie odrzuca.
                                nie rozumiem, dlaczego masz najpierw witac sie z mężem, a male
                                dziecko spragnione mamy ma czekać.
                                Osobiście jestem zwolenniczką takiego suwaka: najpierw ważne sa
                                potrzeby dziecka ( nie tylko zmarznięcie i nieprzewinięcie, ale też
                                potrzeba kontaktu), a potem mąż - dorosła jednoska bądź co bądź.
                                Kiedy dziecko już kuma, w okolicach dwóch lat, można dawać do
                                zrozumienia, ze mama kocha tatę, mama i tata to jeden front, mama
                                najpierw wita tatę, bo to mąż, ok.
                                Nie widzę potrzeby, zeby dziecko mialo wiedzieć "od początku",
                                że "mama i tata są ważniejsi w ogóle".
                                Przykro mi, ale mam nadzieję, że zmienisz zdanie po porodzie:-(
                                • beata2802 Re: Wiesz, to chodzi raczej o przyzwyczajenie 23.10.07, 19:34
                                  > nie rozumiem, dlaczego masz najpierw witac sie z mężem, a male
                                  > dziecko spragnione mamy ma czekać.

                                  Myślę, że temat jest za bardzo wałkowany i rozdrabniany. To, co
                                  piszę, to moje przekonania, jakieś ogólne wytyczne. A jak będzie w
                                  rzeczywistości? Nie wiem. Może się na te półtorej sekundy przytuli
                                  do mojej nogi, a potem też dostanie buziaka. I jeszcze będzie mialo
                                  poczucie bezpieczeństwa, że rodzice to mocna firma. A może jakoś
                                  inaczej? Nie mam pojęcia, jaka będzie praktyka.

                                  Chcę się uchronić przed niektórymi zjawiskami, ktore obserwuję wsrod
                                  młodych małżeństw z malymi dziecmi i narazie ustawiam sobie pewne
                                  rzeczy i przemyśliwuję. Stąd też moja twarda postawa, że wrócę na
                                  studia, kiedy male bedzie mialo 6 miesiecy i mam w nosie
                                  orędowniczki siedzenia z dzieckiem 24h/db do 3 r.ż., i stąd też moje
                                  przekonanie, że mąż nie staje się na te trzy lata maszynką do
                                  robienia pieniędzy (gdyby go nie było, to i dziecka by nie było).
                    • andziulindzia Re: Znam taki przypadek, ale... 20.10.07, 20:53
                      beata2802 napisała:

                      > Jeszcze dodam od siebie, że (z tego, co mówią koleżanki), jeśli od
                      > początku się nie uczy dziecka, ze mama i tata potrzebuja tez czasu
                      > dla siebie, to trudno to potem zmienić - czy to po roku, trzech,
                      czy
                      > sześciu latach. Dziecko wymaga, domaga się 100% obecności, uwagi i
                      > kiedy nie jest najważniejsze to dostaje szału, bo wali mu sie
                      świat.
                      > A przecież to jest świat nierealny na dłuższą metę.
                      >

                      Zgadzam się z tym twierdzeniem o ile nauka jest dostosowana do
                      rzeczywistych możliwości poznawczych dziecka i z uwzględnieniem jego
                      potrzeb emocjonalnych. No i mówiąc "od początku" nie możemy myśleć o
                      noworodku, no bo sory ale to nierealne. Potrzeby noworodka
                      ograniczają się do bycia blisko kochającej osoby, jedzenia, spania i
                      wypróżniania się.

                      Zainteresowałam się ostatnio metodą ruchu rozwijającego Weroniki
                      Sherborne i teorią integracji sensorycznej. Warto sobie poczytać, bo
                      to pomoże zrozumieć co jest naprawdę ważne w rozwoju dziecka i jak
                      wychować dziecko szczęśliwe. Więcej tutaj:
                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=572&w=68912532&v=2&s=0
                      • jagandra Re: Znam taki przypadek, ale... 21.10.07, 13:34
                        Warto sobie poczytać, bo
                        > to pomoże zrozumieć co jest naprawdę ważne w rozwoju dziecka i jak
                        > wychować dziecko szczęśliwe.

                        Szczęśliwe, ciekawe świata i dobrze rozwinięte umysłowo :)
                        Szkoda, że nie istnieje poradnik, który by to wszystko opisywał w prostych słowach.
                        • falafala Re: Znam taki przypadek, ale... 22.10.07, 11:01
                          Poradnik nie, ale istnieje uczucie, instynkt. Ten podpowiada, ze male dziecko
                          dziala emocjami, nie poznaje swiata inteligencja i analitycznie, ale poprzez
                          emocje przede wszystkim. Te jeszcze dlugo maja priorytet nad analiza. Kazde
                          pominiecie traktowane jest jak odrzucenie, wystarczy spojzec na rodzenstwa, jak
                          nielogicznie wyrazaja swoja zazdrosc. Beata nie wie co mowi, jezeli rzeczywiscie
                          bedzie pomijac male biegnace do niej dziecko by pierw przywitac sie z mezem to
                          daje mu sygnal, ze jest niewazne, niekochane, bo ono nie zrozumie, swiat relacji
                          rodzicow jest dla dzieci abstrakcja, dziecko zagarnia rodzicow dla siebie, corka
                          zagarnia ojca dla siebie, syn matke to zdrowe, rodzice musza pokazywac dziecku
                          ze jest dla nich najwazniejsze (pojecie "tak samo wazne" dla dzicka nic nie
                          znaczy). Ale to niemozliwe ;-) na przywitanie biegna pierwsze zwierzeta i male
                          dzieci szczesliwe rozesmiane, witajace przybysza calym swoim jestestwem, starsze
                          i dorosli siedza na swoich miejscach i wolaja z daleka :"Czeeeeesc!"
                          • verdana Re: Znam taki przypadek, ale... 22.10.07, 12:47
                            Odtrącić kogokolwiek biegnacego przywitać się, to okrucieństwo.
                            Odtrącic po to, zeby wiedziało, ze nie jest dla mamy najwazniejsze -
                            to poczatek dramatu.
                            Nie postępuję w ten sposób nawet z psem. U nas kolejność byla
                            nastepująca - pies (przybiegał pierwszy), małe dziecko (jakoś
                            przewage psa znosiło, przede wszystkim dlatego, ze było wolniejsze),
                            reszta rodziny, o ile w ogole chciało jej się przywitać.
                            Nie rozumiem, dlaczego mąż ma być z zasady ważniejszy - rozumiem
                            równorzędność , nie rozumiem przewagi. Żeby nauczyc dziecko, że nie
                            jest wazne - zeby je nauczyć, ze jego potrzeby są drugorzędne? Ze
                            dorosli są zawsze na pierwszym miejscu, a dziecko ma zadowolić sie
                            tym, co po nich zostanie? Żeby wiedziało, ze przez nikogo nie
                            jest "najbardziej w świecie" kochane?
                            Małe dziecko zrozumie z tego tylko jedno - ze ono sie nie liczy. A
                            bedąc starsze wyciagnie wnioski i poszuka kogos, dla kogo będzie
                            najwazniejsze.
                            • beata2802 Re: Znam taki przypadek, ale... 23.10.07, 19:15
                              > A bedąc starsze wyciagnie wnioski i poszuka kogos, dla kogo będzie
                              > najwazniejsze.

                              No i bardzo dobrze. :)
                              Dałaś bardzo pozytywną prognozę. Bardzo bym nie chciała żeby moje
                              dziecko mieszkało ze mną do czterdziestki, pięćdziesiątki. Chcę,
                              żeby szczęśliwie znalazło tę osobę, wyszło z domu i założyło swoją
                              rodzine, która będzie dla niego najważniejsza.
                              Wg mnie żona i mąż powinni być dla siebie zawsze najwazniejszymi
                              osobami, a potem dopiero reszta świata: rodzice, dzieci,
                              autoryrytety... to tyle.

                              Co prawda źle zgadujecie moje intencje jeśli chodzi o tę kolejność
                              witania. Nie identyfikuję się z tymi sytuacjami, ktorych wizję
                              roztoczyłyście... ale też nie bede już tego tlumaczyc - zresztą nie
                              da się.
                              To wszystko jest kwestia poukładania pewnych spraw w głowie, a
                              przełożenie na praktykę przychodzi wtedy w sposob naturalny,
                              mimochodem możnaby rzec, jako efekt poukladania sobie w głowie.
                              To tak jak z szacunkiem: kiedy szanujesz samą siebie, to bez
                              specjalnego wysiłku i z zewnątrz będziesz otrzymywała więcej
                              szacunku, chociaż wydaje Ci sie, ze sama zachowujesz sie zupełnie
                              tak samo. A tak naprawdę w zachowaniu są pewne drobne, ale ważne
                              różnice, które dla męża, dla dziecka są istotnymi sygnałami i
                              wpływają na relacje. I nie jest to odtrącanie dziecka, ktore biegnie
                              sie przywitać. Ktoś kto to napisał kompletnie mnie nie rozumie.
                              • jagandra Re: Znam taki przypadek, ale... 24.10.07, 10:14
                                > To wszystko jest kwestia poukładania pewnych spraw w głowie, a
                                > przełożenie na praktykę przychodzi wtedy w sposob naturalny,
                                > mimochodem możnaby rzec, jako efekt poukladania sobie w głowie.

                                A czasami różne sprawy układają się w głowie zupełnie inaczej, gdy się dziecko pojawi :)
                              • verdana Re: Znam taki przypadek, ale... 25.10.07, 09:36
                                Nie wiem, czy bedziesz taka zadowolona, gdy znajdze tego kogos w
                                wieku 12-13 lat. A znam, znam takie wypadki - dziecko , ktore zawsze
                                bylo w domu na dalszym planie znalazło sobie faceta - dokladnie w
                                tym wieku, dla ktorego było najwazniejsze.
                                O takim przypadku mowie, a nie o szukaniu żony czy męża.
                                Ty sobie "poukladalas " w glowie - tylko dziecko w glowie uklada
                                sobie pewne rzeczy całkiem inaczej. I nie czuje dokladnie tego, co
                                mama chcialaby, aby czulo.
                                • jagandra Re: Znam taki przypadek, ale... 25.10.07, 11:06
                                  > Ty sobie "poukladalas " w glowie - tylko dziecko w glowie uklada
                                  > sobie pewne rzeczy całkiem inaczej. I nie czuje dokladnie tego, co
                                  > mama chcialaby, aby czulo.

                                  Ano właśnie. Jedyny sposób to mieć dystans do wszystkich teorii i patrzeć na dziecko. I brać pod uwagę, że pod wpływem tego, co zobaczymy, poukłada nam się w głowie całkiem inaczej.
                            • beata2802 Re: Znam taki przypadek, ale... 23.10.07, 19:43
                              > Małe dziecko zrozumie z tego tylko jedno - ze ono sie nie liczy.

                              Jeśli nadal tak uważasz, to zupełnie nie wiesz, o co mi chodzi.
                              Ale już Ci tego lepiej nie wytłumaczę.
                      • beata2802 Re: Znam taki przypadek, ale... 23.10.07, 19:37
                        > Zgadzam się z tym twierdzeniem o ile nauka jest dostosowana do
                        > rzeczywistych możliwości poznawczych dziecka i z uwzględnieniem
                        jego
                        > potrzeb emocjonalnych. No i mówiąc "od początku" nie możemy myśleć
                        o
                        > noworodku, no bo sory ale to nierealne. Potrzeby noworodka
                        > ograniczają się do bycia blisko kochającej osoby, jedzenia, spania
                        i
                        > wypróżniania się.
                        >
                        > Zainteresowałam się ostatnio metodą ruchu rozwijającego Weroniki
                        > Sherborne

                        Właśnie kupuję chustę do noszenia dziecka. :-)
                        • andziulindzia Re: Znam taki przypadek, ale... 23.10.07, 20:51
                          beata2802 napisała:

                          > Właśnie kupuję chustę do noszenia dziecka. :-)
                          >

                          Super!!!! Ja jestem fanką chustonoszenia :) Tylko dobrze przemyśl
                          kupno konkretnej chusty, chyba najwygodniejsza i najbardziej
                          funkcjonalna to chusta długa wiązana z tkaniny o splocie skośno-
                          krzyżowym. Nie martw się wiązaniami, bo to nie jest trudne,
                          najlepiej zapisać się na warsztaty.
                          • beata2802 Chusta do noszenia dziecka 27.10.07, 19:27
                            Po lekturze "kawalek szmaty, chusty i..." już wiem, że chcę długą
                            (4,60) wiązaną, może hoppediz - nie wiem, ale raczej kupię używaną.
                            Chusta to - tak mi sie wydaje - wyzwolenie kobiet ze sporej części
                            siedzenia w domu z dzieckiem. Myślę o chodzeniu z dzidzią na
                            wykłady, o ile będzie spokojna. Tylko nie wiem, jak rozwiązać sprawę
                            przewijania. Przecież tzeba będzie zmieniać czasem tę pieluchę....
                            gdzie? jak?
                            • andziulindzia Re: Chusta do noszenia dziecka 30.10.07, 17:22
                              Ja miałam zawsze ze sobą swój "zestaw podróżny" :) Składało się na
                              niego m.in. taka plastikowa matka do przewijania, którą można złożyć
                              do dość małych rozmiarów i zmieścić spokojnie w torbie, no i
                              woreczki foliowe, w które brudną pieluchę zawijasz żeby wszystkim
                              dookoła nie śmierdziało. Rozejrzyj się na swoim wydziale za w miarę
                              dużą toaletą i przy pomocy sprzątaczek wstaw tam sobie nieduży
                              stolik. Wtedy na stoliku rozłożysz matkę i będzie dobrze.
                              • beata2802 kariera z dzieckiem w chuście 01.11.07, 11:06
                                Dzięki, dobry pomysł!

                                Co prawda u mnie na wydziale sa smrody chemiczne i grzyby czasem
                                fruwają. Moje studia to konserwacja zabytków. Zabytki bywają
                                zagrzybione, a takie grzyby bywają bardzo niebezpieczne dla
                                ludzi ...ale czasem, np. na rysunek może się odważę zabrac swoje
                                małe. Ołówek i węgiel to w końcu nic złego.
                                Ciekawe, czy będzie na tyle spokojne, żebym mogła je zabierać na
                                wykłady, np. z historii sztuki. O nie!. A co jak zrobi kupę w
                                połowie wykładu? Raczej przewijać trzeba od razu, prawda?
                                • kocia_noga Re: kariera z dzieckiem w chuście 01.11.07, 11:58
                                  Jak będzie miało pampersa, to może ciut posiedzieć w kupie.Czasem
                                  termin zrobienia kupy da się mniej więcej pzrewidzieć, a poza tym -
                                  weź sobie do zestawu oliwkę jakąś łagodząca.
                                  • andziulindzia Re: kariera z dzieckiem w chuście 01.11.07, 21:39
                                    Tylko, że oliwki mają brzydki zwyczaj oblepiać butelki na tłusto i
                                    wszystko potem jest oliwkowo usmarowane. Już lepiej maść ochronną
                                    (np bephanten). No i jeszcze chusteczki nawilżane - to oprócz
                                    wycierania pupy dziecka przydaje się do wycierania rąk mamy.
                                    Dodatkowo możesz sobie kupić taki płyn antybakteryjny do rąk w
                                    aptece (to na wypadek tych fruwających z zabytków drobnoustrojów) i
                                    rewelacyjnie do wszystkiego sprawdzają się pieluchy tetrowe: można
                                    nimi wytrzeć obrzyganą buźkę, swoje ręce, podłożyć pod brodę podczas
                                    jedzenia itp
                                    • beata2802 Re: kariera z dzieckiem w chuście 04.11.07, 10:31
                                      dzięki dziewczyny!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka