Gość: bon apetit
IP: 212.160.240.*
20.08.03, 21:39
Od razu zapewniam ze post nie jest atakiem na feminizm (nie chce byc
zmieszany z blotem :))
Pewna moja kolezanka uwaza sie za feministke. Mimo ze jestem
tylko "prymitywnym mezczynom" (nie moje slowa), orientuje sie ze chodzi o
rownouprawnienie obu plci. U mnie zakrawa to (chyba) na pewnego rodzaju
paranoje. Jest wsciekla gdy z grzecznosci puszczam ja w przejsciu przodem,
lub gdy otwieram jej drzwi. Mezczyzna to dla niej nikt inny niz samiec.
Ostatnio gdy wsciekla fuknela zebym dal jej papierosa, zapytalem sie czemu
jest taka niemila. Uslyszalem: "Co moze mam cie jeszcze poprosic? W zyciu nie
poprosze o nic, zadnego faceta!". Naprawde ja lubie ale troche trudno jest
przyjaznic sie z osoba ktora traktuje cie jak podgatunek...