Gość: magda
IP: *.chello.pl
13.11.03, 21:11
chociaż najnowszy film Tarantino jest b brutalny i są sceny niemal nie do
wytrzymania (np. scena pierwsza), jest to jeden z niewielu filmów, gdzie
kobieta nie jest ukazywana w schematyczny sposób, czyli jako "(stereotypowo)
kobieca" kobietka, uległa itp... W filmie Tarantino kobieta o coś walczy,
(nie czeka na rycerza na białym koniu), walczy na śmierć i życie o... siebie
samą. Świetnie ukazane relacje w dzisiejszej kulturze panujące, kobieta
walczy o siebie nie tylko z mężczyznami, ale również z kobietami (myślę, że
bardzo brakuje dziś kobietom współdziałania zamiast rywalizacji), Kobiety te
zaś podlegają mężczyźnie, są zależne, choć przecież tak silne, że spokojnie
mogłyby być samodzielne. Fantastyczny obrazek, metafora systemu
patriarchalnego, gdzie jednak kobieta wreszcie widzi jakąś nadzieję na życie
jako niezależny człowiek(Uma Thurman) Wywyższanie się mężczyzn, bufonada
zostają rozszyfrowane jako skrywane kompleksy. Główna bohaterka nie ma
imienia, czyli to taka everywoman, walcząca z tymi, którzy wyrządzili jej
wielką krzywdę (hmm...system patriarchalny?...):) hehe drogie kobiety, czemu
takie możliwości odkrywa przed nami mężczyzna (choć chwała mu za to). Pora
mówić głośno własnym głosem
z życzeniami odnajdywania siebie pozdrawiam :)