Dodaj do ulubionych

kobiety same sobie winne?

27.12.03, 22:38
kiosk.onet.pl/art.html?DB=162&ITEM=1145095&KAT=239
Obserwuj wątek
    • e_wok Re: kobiety same sobie winne? 27.12.03, 22:58
      Gdybym byla mezczyzna to poczulabym sie dotknieta tym, ze dla autorki tekstu
      najwyrazniej mezczyzna = idiota.
      • tad9 Re: kobiety same sobie winne? 28.12.03, 11:58
        e_wok napisała:

        > Gdybym byla mezczyzna to poczulabym sie dotknieta tym, ze dla autorki tekstu
        > najwyrazniej mezczyzna = idiota.

        Tekstu nie czytałem, ale nie o nim chcę mówić. Chcę mówić o czym innym: czy nie
        czujesz się dotknięta, tym, że kobiety traktowane są przez feministki jako
        idiotki?
        • kociamama Re: kobiety same sobie winne? 28.12.03, 13:31
          ale kobiety nie sa traktowane przez feministki jak idiotki. Nie rozumiem skad
          ten pomysl.
          Feministki staraja sie pomagac i dbac o dobro wszystkich kobiet, a nie tylko
          tych, ktore sie tytuluja feministkami.

          Pozdrawiam,
          KOciamama.
        • e_wok Re: kobiety same sobie winne? 28.12.03, 13:46
          Nie podejmuje sie odpowiedziec na tak postawione pytanie. Czy moglbys
          sprecyzowac, o co Ci konkretnie chodzi?
          I czy Twoje pytanie jest jednoczesnie teza, jakoby patriarchat nie traktowal
          kobiet jak idiotki (np. zrownujac je w prawach z nieletnimi i osobami o
          ograniczonej poczytalnosci)?
      • Gość: Piter Re: kobiety same sobie winne? IP: *.elartnet.pl / 62.233.196.* 28.12.03, 16:25
        Najwyraźniej punkt widzenia zależy od płciowego zaangażowania czytelnika. Ja
        odczytałem teks patriarchalej autorki akurat dokładnie odwrotnie:
        feministki=idiotki. ALe, żeby nie oberwać - podkreślam raz jeszcze - tak
        odebrałem mysl, jaka przyświacała autrce tekstu przywołanego przez Misię.
        Pozdrawialski jestem
        • e_wok Re: kobiety same sobie winne? 28.12.03, 21:07
          A nie uwlacza ci, jako mezczyznie, powszechne, zdaje sie przekonanie (obecne
          rowniez we wzmiankowanym tekscie), ze mezczyzna to rodzaj zwierzecia domowego,
          ktoremu wystarczy dac jesc i troche seksu to sie przywiaze na cale zycie? Mnie
          to troche niepokoi, bo w koncu te "zwierzatka", my, kobiety, wybieramy sobie
          na partnerow zyciowych, co tez o nas nienajlepiej swiadczy. Zaznaczam, ze sa
          to wnioski, ktore wyciagnelam z tekstu (oraz z przyglupich ksiazek
          pseudopsychologicznych, artykulow w tzw. prasie kobiecej oraz z dowcipow
          internetowych) a nie moje osobiste przemyslenia.
          • Gość: Piter Re: kobiety same sobie winne? IP: *.elartnet.pl / *.elart.com.pl 28.12.03, 21:21
            Ja to odczytałem inaczej: facet, żeby usatysfakcjonować kobietę musi: ...
            (wyliczanka w tekscie), a kobieta tylko: ...
            To oczywiste uproszczenie, zapewne celowe (choć kto to wie na pewno?) ukazujące
            różnice ww wzajemnych wymaganiach od partnera. Choc przejaskrawione, jednak
            oddaje ISTOTĘ tego, co autorka miała na myśli.
            Mnie tam nie uwałacza, że mogę chodzić w tych samych jeansach aż do zdarcia i
            nie muszę buszować po sklepach z ciuchami, by kupić coś modnego, albo tylko
            nowego, z powodu np. spleena czy chandry.
            I przyznam, że żadnego "zwierzęcego" podtekstu w omawianym tekscie nie
            doszukałem się.
            Możemy oczywiście toczyc debaty, o co w istocie autorce chodziło, ale bez
            względu na jej wynik jestem przekonany, że to właśnie ja mam rację, bo czytuję
            Michalikównę i jej poglądy nie są mi obce.
            A co do "przywiązywania się" na całe życie - nie sądzę, by to było za michę i
            pupę, ale to chyba świadczy o stałości męskich uczuć (nie mówię to o
            oczywistych wyjątkach). Czy to źle? Zwłaszcza dla kobiet wybierających sobie
            partnera na całe życie?
            Pozdrawialski jestem
            • kociamama troche nie na temat 29.12.03, 00:09
              Jak w tytule, nie na temat, wiem, ze nie nie to jest kwintesencja problemu,
              ale co ma do tego, jakie ciuchy wybierasz i jak dlugo je nosisz????

              Pozdrawiam,
              Kociamama.

              P.S. Wlasnie siedze w dziurawych jeansach, i zastanawiam sie czy powroci moda
              na dziurawe, bo bede prekursorka;))))
              • Gość: Piter Re: troche nie na temat IP: *.elartnet.pl / 62.233.196.* 31.12.03, 04:10
                Kociu Kochana, toz te jeansy miały byc jedynie przykładem, jak małe wymagania
                od życia mężczyźni, przynajmniej niektórzy, zaposiadywają. Bom zawarł to
                odnosząc się do wyliczanek Michalikówny.
                Rączętaucałowalski jestem
    • kociamama Re: kobiety same sobie winne? 29.12.03, 00:15
      Co do artykulu, to mysle, ze napisany jest dosc tendencyjnie. Przedstawia
      rzekome przyklady dyskryminacji mezczyzn, typu brak zaproszen na bezplatne
      badania prostaty do skrzynki pocztowej. Jednakze, akcja przeciwko rakowi
      piersi to dosc glosna kampania prowadzona glownie przez kobiety.
      Oczywiste, ze badania prostaty powinny byc tak samo popularne jak mamografia,
      ale badania te trzeba sobie "wywalczyc" od systemu, bo tak wlasnie sie stalo z
      mamografia.

      Zatem panowie, do dziela! Lepiej konstruktywnie dzialac niz narzekac i brac
      przyklad z feministek.

      POzdrawiam,
      Kociamama.
      • Gość: Kato Re: kobiety same sobie winne? IP: 212.244.77.* 29.12.03, 11:35
        Czyli, jeżeli dobrze rozumiem, proponujesz, żeby zamiast równego traktowania WSZYSTKICH, każda grupa starała się wyrwać ze WSPÓLNEGO jak najwięcej dla
        siebie?
        Tu mówimy o grupach płciowych, a na co dzień mamy górników, kolejarzy, stoczniowców itp. Czy to na pewno właściwa droga? Słabsze grupy (mniej przebojowe,
        hałaśliwe, uprzywilejowane, popierane) nie dostają nic, albo prawie nic. Co do bezpłatnych badań mammograficznych - czy rzeczywiściw wszystkie kobiety z nich
        korzystają? A te na wsich jak często? Więc czy proponujesz np. powstanie ruchu kobiet wiejskich, walczących o rzeczywiści łatwiejszy dostęp do badań?
        Przecież to droga donikąd...
        W artykule autorka wspomniała, że mężczyźni, ze względu prawdopodobnie na inne podejście do życia, nie traktują samych siebie jako odrębnej, zwartej grupy, a
        raczej podchodzą do otaczającego ich świata jako do całości. Nie ma przecież męskich odpowiedników organizacji feministycznych, czy równie aktywnych jak
        działaczki feministyczne działaczy maskulinistycznych. Strach pomysleć, co by się działo, gdyby byli i działali równie aktywnie jak feministki...
        Toż to byłaby PRAWDZIAWA wojna płci!
        Serdeczności
        • kociamama Re: kobiety same sobie winne? 29.12.03, 16:55
          Drogi Kato,
          oczywiscie, ze popieram rownouprawnienie, ale rownouprawnienie i kompletna
          rownosc to chyba nie to samo? Chociazby, mezczyzni nie potrzebuja badan
          mamograficznych, bo nie zapadaja tak czesto na raka piersi, a kobiety na raka
          prostaty...

          Pisalam, ze jak najbardziej badania [prostaty powinny tez byc bezplatne
          (przynjamniej raz do roku, profilaktycznie), ale jesli nie sa, to kto ma to
          zalatwic?? Ja??? NIe jestem typem dzialaczki, a na raka prostaty nie umre, a
          jak mialabym juz dzialac, to chyba w psrawie, ktora mnie dotyczy? Szxczerze
          mowiac nawet niewiele wiem o raku prostaty i jego grozbie, bo nie ma w mediach
          takiego natloku informacji na ten temat jak na temat raka piersi.

          NIestety rzeczywistosc jest taka, ze przywileje trzeba sobie wywalaczac.
          Podany przez Ciebie przyklad gornikow, wyraznie swiadczy o tym, ze w swiecie
          kapitalizmu tylko te grupy moga sobie cos wywalczyc, ktore sa silne. Np.
          gornikom idzie o wiele lepiej w wywalczaniu sobie przywilejow niz
          pielegniarkom. Oczywiscie nie mowie, ze to jest stan idealny, idea jest dla
          mnie opiekuncze panstwo (aby uniknac tego kontrowersyjnego
          slowa "socjalistyczne", ale o to przeciez chodzi).

          POzdrawiam,
          KOciamama.
          • Gość: Kato Re: kobiety same sobie winne? IP: 212.244.77.* 30.12.03, 10:58
            Miła Kociamamo,
            No i właśnie tu się różnimy. Tu, to znaczy w priorytetach. Zgadzam się z Tobą, że rzeczywistość jest taka, że łatwiej jest silniejszym - zarówno jednostkom, jak i
            grupom (ci przykładowi górnicy). Natomiast uważam, że "wywalczanie" przywilejów to immanentna cecha socjalizmu właśnie (czy, jak wolisz, państwa
            opiekuńczego), a nie "kapitalizmu", który ja rozumiem jako system wolnościowy w każdej dziedzinie życia. Wolnościowy, to znaczy taki, w którym nikomu nie trzeba
            "przyznawać przywilejów" , bo każdy ma takie same przywileje jak inni. I nie ma grup "górników" czy "pielęgniarek", nie ma "kobiet" i "mężczyzn", ale jest Kowalska,
            Mailnowski, Wróblewska i Wiśniewski.
            I każde z nich może sobie zrobić szybko i tanio badania prostaty czy piersi, które nie są "przywilejem"! Bo żadne badania nie są za darmo, za każde trzeba płacić.
            Naszym problemem jest chory system opieki zdrowotnej (oczywiście poza innymi problemami), w którym za badania nielicznych płacą wszyscy. I nie chodzi mi tu
            wyłącznie o tę nieszczęsną mammografię, ale np. o dostępność do wszelkich badań, która dla niektórych grup (parlamentarzyści, ekipa rządząca, sędziowie itp.)
            jest pełna, szybka i darmowa, a dla innych (cała reszta) jest, jaka jest.
            Dlatego dla mnie ideałem jest sytuacja (wybacz, że się powtarzam), gdy za mammografię czy badanie prostaty zapłacimy sami, lub nasz ubezpieczyciel (prywatny,
            bo państwowy nie zapewnia nam de facto niczego!), ale w stosunku do zarobków tyle, by nie było to rujnacją domowego budżetu.
            Raz jeszcze powtórzę (znów prośba o wybaczenie!): nic nie ma za darmo. Za wszystko się płaci. Za badania o których mówimy również. Dlatego "wywalczanie",
            czyli doprowadzenie do tego, że za nasze badania zapłacą, albo przynajmniej "dorzucą się" do nich inni uważam za niesłuszne i w sumie nieuczciwe wobec "tych
            innych".
            To samo zresztą myślę o finansowaniu np. przedszkoli. Jeżeli ktoś nie ma dzieci, to dlaczego ma współfinansować przedszkola? Itd., itp.
            A poza tym - skąd wiesz, że ja jestem ON, a nie ONA?
            Serdeczności
            • kociamama Re: kobiety same sobie winne? 30.12.03, 16:21
              Ja jednak uwazam, ze skoro panstwo istnieje, to sa ku temu jakies przeslanki,
              i z tym zwiazane funckje panstwa.
              Naturalnie nie wiadomo jak dlugo moznaby sie sprzeczac, ktory system jest
              bardziej sprawiedliwy. MOge podac przyklad Skandynawii, owczesny wzor panstw
              opiekunczych, gdzie mieszkancy tez narzekaja, ale generalnie tam zyje sie
              ludziom najlepiej.

              Co do opieki zdrowotnej, to chyba temat na inny watek. Z reszta wiadomo, jest
              zle, niesprawiedliwie i niekompetentnie, ale nie sadze, zeby pelne oplacanie
              wszelkich uslug medycznych mialo ja uzdrowic.
              Ponadto, ideologicznie, to chyba bardzo malo katolickie podejscie do zycia, iz
              kazdy sie troszczy o siebie, a panstwo nie wnika... Przeciez nie mozna
              pozostawic samym sobie chorych, ubogich, zniedoleznialych, starszych i dzieci.

              Polsce potrzeba demokratyzacji sluszby zdrowia, czyli bezplatna dla
              wszystkich, a nie bezplatna dla bogaczy, platna dla biedoty.
              Problemem jest tak naprawde korupcja i "kolesiostwo", a nie bezplatnosc uslug
              medycznych. Bo czyz wysoko postawieni i tak nie zalatwia sobie tego co trzeba
              po znajomosci i za darmo???

              Pozdrawiam,
              Kociamama.
              • Gość: Kato Re: kobiety same sobie winne? IP: 212.244.77.* 31.12.03, 08:52
                Przemiła Kociamamo,
                Pozwól, ze zacznę tak:
                Jeśli chodzi o "katolickość" podejścia do życia, to weź, proszę, pod uwagę fakt, że nigdzie w Kościele nie ma mowy, by "państwo" załatwiało za człowieka
                cokolwiek. Jest przypowieść Samarytaninie - czy nie uważasz, że właściwą drogą ze strony "państwa" powinno być umożliwianie instytucjom, fundacjom,
                stowarzyszeniom pozarządowym, niepaństwowym niesienie pomocy innym? Chociażby przez pod tym kątem skonstruowany system podatkowy? Miłosierdzie jest
                piękną cnotą, ale indywidualną. Nie może zastąpić jej wygodnictwo, przesuwające ciężar odpowiedzialności na "państwo". Zresztą Kościół zawsze troszczył się o
                właśnie tych słabych, samotnych i ubogich. Kościół - jako instytucja wspierana przez wiernych. W czym każdy człowiek może osobiście uczestniczyć.
                A co do funkcji "państwa" - to sytuacja, kiedy zaczyna ono się wdzierać w coraz to nowe obszary życia i ingerować w coraz to nowe sprawy dotyczące każdego
                człowieka, to musi to rodzic patologie i korupcję wraz z kolesiostwem, o których wspomniałaś. Bo jeśli funkcje "państwa" ograniczymy do minimum, a wszystkie
                sfery życia pozostawimy ludziom, to gdzie miejsce na łapówkarstwo i "załatwianie"? Bo "załatwia" się tam, gdzie istnieją ograniczenia, które można obejść. I łapówke
                daje się po to, by obejść przepisy ograniczające dostępność czegoś.
                Moim zadaniem, "państwo" ingerujące we wszystkie dziedziny życia jest na najlepszej drodze do totalitaryzmu.
                A co do płatności za badania, czyli inaczej mówiąc prywatyzacji usług medycznych - czy pamiętasz, jak w 1989-1990 roku następowała prywatyzacja handlu?
                Wówczas również słychać było głosy, że tak nie wolno, bo najbiedniejszych nie będzie stać na chleb, że państwo musi kontrolować handel przynajmniej
                podstawowych produktów i tak dalej? No i co? Prywatyzacja doprowadziła do stanu, kiedy można kupić praktycznie wszystko, tu taniej, tam drożej, a "państwo"
                stało się niepotrzebne. I nie trzeba "załatwiać" np. mięsa w chemicznym, czy linki sprzęgła w mięsnym. A dlaczego? Bo reguły stały się jasne i przejrzyste. A w takiej
                sytuacji również "wysoko postawieni" musieliby płacić, a nie "załatwiać". I to w każdej dziedzinie - czy usług medycznych (wybacz, ale przyprawia mnie o gęsią
                skórkę określenie "służba zdrowia"), czy mieszkań, czy zakupu czegokolwiek.
                I to wydaje mi się sprawiedliwe. Mylę się? Być może? Bo któż ma monopol naprawdę?
                PS
                Co do Twojego drugiego postu: możesz mnie brać za każdy palec, zawsze biedzie mi równie przyjemnie z Tobą rozmawiać. I, jak zauważył Piter - nicki bywają
                mylące. Weźmy chociażby takie jak Barbinator, czy Hot-dog. Z pełnym szacunkiem dla posiadaczek tych nicków. I odnośnie mojej płci - moja płeć jest moją sprawą.
                Chyba nie rozmawiasz z moją płcią, tylko ze mną? Bo ja rozmawiam z Tobą, nie z Twoją płcią. Liczy się dla mnie waga Twoich argumentów, a nie to, że jesteś
                kobietą. Płeć w tym przypadku jest dla mnie bez znaczenia.
                Serdeczności
                • kociamama Re: kobiety same sobie winne? 02.01.04, 02:51
                  Droga/i Kato,
                  masz racje, rozmawiam przede wszystkim z czlowiekim, wiec plec nie ma
                  znaczenia. Ulatwiloby mi poznanie Twojej plci, by dobrze dobierac koncowki
                  gramatyczne. Zatem bede zwracac sie do Ciebie jak do kobiety. ( W polskim
                  zwyczajowo uzywa sie form rodzaju meskiego, dla obu plci, jak nie wiedomo co i
                  jak, ale jako, ze to foum feminizm, i jako, ze tytuluje sie feminstka, chce
                  zamanifestowac pozbywanie sie "wplywu patriarchatu na jezyk;)))

                  Masz racje, ze pasntwo powinno umozliwiac fundacjom zapewninie pomocy
                  potrzebujacych, ale wg mnie nie moze to byc jedyna droga do zapewnienia bytu
                  potrzebujacym. Sama piszesz, ze milosierdzie jest piekna cnota, ale
                  indywidualna, a zapewnienie bytu obywatelom (z jakims "handicappem" chorzy,
                  emeryci, samotni rodzice itd) po prostu jest konieczne, dla naszego wspolnego
                  dobra. pewnie to brzmi dla Ciebie jak slogan socjalistyczny (czy wrecz
                  komunistyczny), ale wlasnie o to haslo opieraja sie systemy zabezpieczen
                  spolecznych w krajach skandynawskich, dowodzac, ze wszyscy korzystamy na
                  ogolnym dobrobycie i zdrowiu wszystkich obywateli (wiecej zdolnych do
                  pracy=mniejsze bezrobocie=mniejsze kontrasty pomiedzy bogaczami i
                  biedota=mniejsza przestepczosc=poczucie bezpieczenstwa).

                  KOsciol nie ma obowiazku troszczyc sie o wszystkich obywateli, ale przede
                  wszystkim o wlasnych parafian, ale nie wszyscy sa przeciez wierzacy.

                  Co do "zalatwiania i kolesiostwa". To wlasnie socjalistyczne kraje
                  sknadynawski charakteryzuje bardzo niski stopien korupcji.

                  Totalnie wolny rynek(czy to w ogole mozliwe??) i kapitalizm dziala w niewielu
                  krajach, a zawodzi w wielu (patrz Ameryka PD)

                  Nie popieram ingerencji panstwa we wszystkie sfery zycia jak mowisz, ale
                  zapewnianie systemu zabezpieczen spolecznych nie ma nic wspolnego z
                  totalitaryzmem i ingerencja, a idea pochodzi XIX wieku i zaczeto jej
                  realizacje w krajach kapitalistycznych.

                  Czy faktycznie uwazasz, ze wszystko mozna kupic tu taniej tam drozej? Przede
                  wszystkim na rynkach kroluja wielkie koncerny, ktore ustalaja ceny, sa
                  monopolistami (zakamuflowanymi mniej lub bardziej0 i steruja cenami. Bardzo
                  zle , ze pasntwo wyzbywa sie wplywu na caly handel, bo dzieki temu kwitna
                  zagraniczne gigantyczne przedsibiorstwa, smiejac nam sie w twarz, bo u siebie
                  takiej "wolnej amrykank" nie maja, a polskie przedsibiorstwa dawno padly.

                  Reguly wciaz nie sa ani jasne, anie przejrzyste (oczywiscie nie mam na mysli
                  kupna chleba), ale gorzej jezeli chodzi o kupno nieruchomosci czy firmy,
                  tudziez wygrania przetargu na wykonanie danego zlecenia.

                  Pozdrawiam,
                  Kociamama.
                  • Gość: Kato Re: kobiety same sobie winne? IP: 212.244.77.* 07.01.04, 11:57
                    Droga Kociamamo, nie traktuj mojego milczenia jako porzucenia tematu. Odpowiem! Ale czasu chwilowo brak...
                    Serdeczności
              • Gość: Kato Re: kobiety same sobie winne? IP: 212.244.77.* 31.12.03, 12:47
                Wiesz, Kociamamo, tak sobie teraz myślę, że może końcowy fragment mojej wypowiedzi był zbyt mocny. Ale dla mnie niezwykle ważna jest moja osobista wolność i
                jej nienaruszalność. Na forum otwieram sie wyłącznie w takim zakresie, na jaki mogę (i chcę) sobie pozwolić. Natomiast pewne granice są dla mnie nieprzekraczalne.
                NIe odbieraj osobiście mojej dość gwałtownej reakcji, za którą przepraszam i mam nadzieję, że jeszcze sobie podyskutujemy.
                Wszystkiego dobrego w nowym roku!
                Serdeczności
            • kociamama Re: kobiety same sobie winne? 30.12.03, 16:24
              W kwestii Twojej plci... przepraszam, jesli wzielam cie nie za te plec, co
              trzeba.
              NIe jestem widac wyzwolona z mocy wszechogarniajacych stereotypow... Chyba
              naprawde sadzilam, ze jestes facetem (czy popelnilam blad??), z powodu niku,
              gdyz wiekszosc imon zenskich w jezyku polskim konczy sie na-a.

              Pozdrawiam,
              Kociamama.
              • Gość: Piter Re: kobiety same sobie winne? IP: *.elartnet.pl / 62.233.196.* 31.12.03, 04:17
                Hehe, Droga Kociu!
                Wybacz, ze ja między wódkę a zakąskę, alem przeczytał i od razu przypomniała mi
                sie jedna Panna o wdzięcznym imieniu Erato. Kobitka jak siemasz, a na dodatek
                jeszcze fachura od poezji i do tego miłosnej! A jeszcze Klio! Oj, trzeba dziś
                uważać, bo można się paskudnie naciąć!
                Donóżątścielącysię jestem
    • Gość: Zły Wilk znakomity artykuł :-) IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 30.12.03, 20:13
      Każdy powinien przeczytać. Podoba mi się takie poczucie humoru.
      • e_wok Re: znakomity artykuł :-) 30.12.03, 20:55
        Mnie tez by sie podobalo, niestety sa podstawy przypuszczac, ze byl pisany na
        serio.
    • triss_merigold6 Re: kobiety same sobie winne? 31.12.03, 12:40
      Artykuł jest źle napisany, ma fatalną kompozyję, zawiera błędy merytoryczne i
      nierówny styl. Z jednej strony tezy podbudowywane są powoływaniem się na
      literaturę (z różnych okresów i wybiórczo) z drugiej na dowcip z internetu. Już
      samo to dyskwalifikuje tekst nawet jako publicystykę. Z autorki byłoby wiecej
      pożytku gdyby zajęła się garami i urodziła sześcioro dzieci ku chwale ojczyzny.

      Kobiety antyfeministki rywalizują z innymi kobietami ponieważ mężczyzna na polu
      zawodowym i prywatnym jest dla nich za trudnym partnerem. Dysponuje przewagą
      wynikającą z tradycji, norm obyczajowych, najczęściej też przewagą finansową a
      w domu - fizyczną.
      Drugi powód - kobiety antyfeministki nie chcąc uświadamiać sobie dyskryminacji
      (myślenie boli) tkwią w przekonaniu, że posiadają wysoką pozycję w domu, że są
      filarem rodziny, ową przysłowiową "szyją która kręci głową - tj. mężczyzną".
      Feministki żądając równouprawnienia chcą im tę rzekomo uprzywilejowaną pozycję
      zabrać i zmusić do innej aktywności oraz rywalizacji także z panami.
      Brak solidarności wobec kobiet: osobiście mogę być solidarna wyłącznie z tymi
      kobietami z którymi mam jakąś płaszczyznę porozumienia (dot. w ogóle ludzi), z
      paniami z LPR na przykład solidarności żadnej nie odczuwam.

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka