Gość: Pacjentka
IP: *.play-internet.pl
02.08.11, 20:54
W maju źle się czułam i zgodnie z zaleceniami lekarza rodzinnego zrobiłam badanie krwi i moczu. Na kolejnej wizycie u rodzinnego podałam wyniki i dowiedziałam się, że mam prawdopodobnie niedoczynność tarczycy (wynik:7,99). Dostałam spis endokrynologów na NFZ, podzwoniłam na początku maja i spodziewaną wizytę miałabym w styczniu. Czułam się fatalnie i umówiłam się na wizytę u endokrynologa w prywatnej przychodni. Wizyta + usg - 150zł. Zapisane tabletki, kontrola za 3 miesiące z aktualnymi wynikami badań. Udałam się dziś do rodzinnego po skierowanie na badania krwi. Odpowiedź - leczę się prywatnie, więc ten lekarz, u którego się leczę powinien wystawić skierowanie na badania. Tłumaczę, że dla mnie każda wizyta prywatnie to 100zł. Kolejna odpowiedź: NFZ nie płaci za dodatkowe badania, jeśli choroba została zdiagnozowana - na tym się kończy ich rola. Nie płacą ani za usg, ani za dodatkowe badania poziomu hormonów..Cholera jasna! Po co płacę składki?! Poradźcie co mam zrobić, czy warto się pokazywać u endo bez aktualnych wyników? Szkoda mi 100zł na wypisany papierek, a nie wiem, pod jakim kątem zbadać krew, bo wyszło to, co jest ważne pod względem leczenia. Ręce mi opadły...