wolna_amerykanka
24.02.05, 10:27
po prawie 1,5 roku walki z drożdżami, pospolitymi candida, nadal szukam
przyczyn dla których tak im się dobrze żyje we mnie. Ostatnie pół roku
starałam się sama je zwalczać za pomocą irygacji, zakwaszania, itd. z tysiąca
i jeden sposobów z listy Apoplaw. Niestety w moim przypadku organizm sobie nie
radzi, więc udałam się pokornie do pani doktor, gorąco polecanej przez parę
koleżanek.
Pani gin ma taką teorię, że drożdżaki być może w jakiś sposób zagnieżdżają się
w niteczkach od wkładki, chociaż jak sama podkreśla, wyjęcie wkładki nic nie
gwarantuje. Zdecydowałam się na jej wyjęcie jeszce przed badaniem, bo jeśli
mam chociaż cień szansy na to, że uwolnię się od tej katorgi....
I tak okazało się, że się poprzesuwała i została tylko 1 niteczka, więc tym
bardziej trzeba ją wyjąć dopóki się da.
Czy któraś z was, zwłaszcza tych, które borykają się z problemem drożdży ma
jakieś doświadczenie z wkładką? A może byłyście w podobnej sytuacji?
dodam, że przez 1 cały rok po założeniu spirali, nie miałam żadnych infekcji,
kompletnie nic.