Gość: asia
IP: *.sieradz.mediaclub.pl
13.07.05, 16:31
postanowilam napisac, bo tak naprawde to ja chyba szukam pocieszenia. Ja nie
chce miec dziecka. On chce. Nie jestesmy malzenstwem, ale duzo o tym mowimy.
Nie chce go oszukiwac, wiec mowie mu o tym swoim "jestem na nie" i nie
obiecuje, ze to sie zmieni. On mowi ze rozumie, ze mi "przejdzie" itd.
Odnosze wrazenie, ze dla niego -jak dla wiekszosci facetow- to oczywsita rola
kobiety - urodzi i jakos to bedzie... mimo ze on temu zaprzecza, mowi, ze
bedzie czekal cierpliwie itd. ale ja nie wiem czy jest na co czekac.Mam 30
lat.Pomozcie. Moze Ktoras zyje w podobnej sytuacji? Boje sie, ze teraz
pociesza, mowi o cierpliwosci, jest czuly i kochajacy, ale wiele naczytalam
sie w necie o rozsatnaich ludzi,ktorzy tez sie kochali a potem on nie podolal
jej bezdzietnosci. Pozdrawiam