anda_anda
08.11.06, 09:57
wybrałam się do przychodni w warszawskim Centrum Onkologii, żeby zrobić
cytologię - NFZ namawia do robienia badań profilaktycznych, a że od ponad 2
lat bujam się od lekarza do lekarza, po tym, jak sama zauważyłam, że mam
kłykciny, czyli przeklęte HPV, tak więc postanowiłam skorzystać z okazji. Od
czasu, kiedy "zdiagnozowałam" u siebie kłykciny, oczywiście dzięki wiedzy z
forum, nie mogę się oprzeć wrażeniu, ze o HPV wiem więcej niż wszyscy lekarze
u których byłam razem wzięci. Co gorsza, każdy lekarz mówi co innego, nawet
ten sam lekarz udzielał mi różnych porad, w zależności od tego, czy byłam u
niego prywatnie, czy "państwowo". Dziś potraktowano mnie jak hipochondryczkę
wyłudzającą pieniądze z kasy NFZ, bo szczerze przyznałam się, że robię
cytologię co pół roku. Pani pielęgniarka pouczyła mnie, że rak szyjki macicy
rozwija się przez 3 lata, więc nie ma potrzeby robić cytologii tak często,
miała przy tym pretensje, ze nie mam przy sobie wyniku kolposkopii, którą CO
zaleciło mi w wyniku cytologii robionej w styczniu, choć to samo CO odmówiło
mi wykonania tej kolposkopii, bo jestem "spoza rejonu", więc zapłąciłam za to
badanie z własnej kieszeni.
Pytam więc, po co są te badania profilaktyczne? mam wrażenie, ze po to, żeby
potem ktoś mógł biadolić w mediach, ze mało kobiet się na nie zgłasza, bo
ostatnio głównie o tym czytam. Może lepiej byłoby się skupić na tych
kobietach, które dbają o swoje zdrowie?
Dziewczyny, czy Wy też macie takie doświadczenia, czy tylko ja tak źle
trafiam?