Gość: mandarynka
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
19.08.04, 20:22
dziesięć lat temu miałam bliskie spotkanie z osą.Użądliła mnie w język.
Dziesięć-piętnaście minut później otrzymałam zastrzyk chyba z
hydrokortyzonu. Nie chciało zadziałać. Nie dosyć, że na moich rękach
pojawiły się czerwone kropki, które przekształciły się w jakieś wypukłości ,
to moja twarz przypomnała balon.Ponadto miałam drgawki i dusiłam
się.Wylądowałam w szpitalu.
Dzisiaj osa zaatakowała ponownie. Od razu pobiegłam po pomoc. Znowu
hydrokortyzon i wapno, lecz tym razem po ok.2-3 min. od ataku insekta. Te
same reakcje- dziwne mrowienie, odpływ i cięzkośc "łydek", czerwone kropki,
nieliczne powstające niby to owrzodzonka-bąble w zarysie. I na tym etapie
się zakończyło.
Czy to znaczy że nareszcie się uodporniłam, czy po prostu odczulacze zostały
podane w dobrym momencie? A może wszyscy tak mają i ja niepotrzebnie
demonizuję. Boję się os straszliwie, nie chciałabym przerzyć czegoś podobnego
jak przed laty kiedy lekarz stwierdził, ze powinnam dziękować sobie, że nie
zwlekałam z udaniem się do ambulatorium.