nnike
04.09.05, 01:49
Facet, ok. 50-tki, poczuł się źle. Zaczęły dokuczać mu bóle w klatce
piersiowej. Podejrzewano raka płuc, położono na onkologii i przez 3 tygodnie
szpikowano (na jego koszt) morfiną.
Pewnego dnia przypomniał sobie, że jednym z jego klientów (facet prowadził
warsztat samochodowy) był kiedyś lekarz kardiolog. Umęczony, zwrócił się do
niego o pomoc w leczeniu, które nie dawało żadnej poprawy i było bardzo
kosztowne.
Kardiolog zbadał gościa i stwierdził... rozległy, trzytygodniowy zawał
serca!!!! Zawał, którego konowały nie rozpoznały, dołując gościa psychicznie,
że ma raka i drenując mu portfel.
Niestety, pan doktor kardiolog, zastrzegł się, że w razie oddania sprawy do
sądu o błędy w sztuce lekarskiej, nie będzie zeznawał przeciwko kolegom
lekarzom z onkologii. A facet po przyzwyczajeniu do morfiny jest na głodzie,
którego nie zaspokaja, bo chce żyć, skoro zawał go nie wykończył.
Koniec opowieści.
Rzecz działa się w królewskim, uniwersyteckim mieście Krakowie...