Dodaj do ulubionych

Przewlekłe zmęczenie- szukam specjalisty

05.09.05, 14:19
Po paru latach tragicznego samopoczucia, wrednego osłabienia i bez widoków na
poprawę po odwiedzeniu wielu lekarzy- specjalistów juz prawie się poddałam i
straciłam nadzieję, że kiedykolwiek dowiem się, co mi jest i czy aby z moją
głową jednak wszystko OK (nie dowierzałam psychiatrom). Jednak wiosna tego
roku musiałam wyjechać do USA na półroczny staż w jednej z instytucji
publicznej. Musiałam wyjechać, bo inaczej straciłabym dobrą pracę tu, w
Polsce, a w mojej branży nie tak łatwo znaleźć zatrudnienie dla osoby "z
ulicy". Decyzja była o tyle trudna, że nie miałam siły nawet na to, by mysleć
o kilkumiesięcznym pobycie i wytężonej pracy umysłowej z dala od
najbliższych. I całe szczęście, ze wyjechałam: poznałam tam wspaniałych
ludzi, a dzieki nim trafiłam do specjalisty- neurologa, który zechciał mi
pomóc. Zrobiłam część badań na miejscu. Całości nie dałam rady ze względu na
wysokie koszty. Podczas ostatniego spotkania z tym lekarzem dowiedziałam sie,
że jest to zespół przewlekłego zmęczenia- pewność na ok. 90%; upewnić mają
pozostałe badania. Nie znał żadnego polskiego lekarza, który tym by się
zajmował, więc muszę go sama znaleźć.
Wróciłam z USA 2 tyg. temu, przeszukałam polskie publikacje na ten temat i
nie znalazłam NIC. Moja lekarka rodzinna zaproponowała... miesiąc zwolnienia,
skoro czuję się zmęczona. Była zdziwiona, kiedy zapytałam o specjalistę w tej
dziedzinie. Wybrałam się więc prywatnie do neurologa (wybrałam tego
specjalistę drogą dedukcji- nie wiem, kto tym się zajmuje) i usłyszałam, że
jest to bardzo prawdopodobne, że mam ten zespół, ale on sie na tym zupełnie
nie zna i nie wie, czy w Polsce ktoś się tym zajmuje, bo o ile mu wiadomo, to
w Polsce oficjalnie nikt nie stawia takiego rozpoznania, ani nie ma
standardów leczenia czy rehabilitacji :(
Nie wiem, co dalej robić. Może ktoś z Was wie, kto w Polsce zajmuje się takim
problemem? Pomózcie, proszę.
Obserwuj wątek
    • wieczorynka33 Re: Przewlekłe zmęczenie- szukam specjalisty 05.09.05, 16:44
      Hej! Może ktoś coś jednak wie?
      ..
      • kiinga Re: Przewlekłe zmęczenie- szukam specjalisty 05.09.05, 17:03
        Wieczorynka ,ja tez z tym problemem mecze sie juz 5 lat i przez ten czas
        zrobilam mnostwo badan ,ktore sa ok. ,nie mowiac ile kasy wydalam na
        lekarzy,ktorzy praktycznie nic mi nie pomogli. Zmeczenie tak mi dalo w kosc,ze
        na wlasna reke zaczelam szukac przyczyny,robiac sobie kolejne badania.Znalazlam
        przyczyne i okazalo sie,ze po antybiotykach zlapalam grzybice jelit i
        potwierdzone mam to badaniami.Zaden lekarz mi tego nie zasugerowal ,przykre ale
        prawdziwe.Przewlekle zmeczenie tez moze byc objawem kandydozy i dlatego zajrzyj
        na podane nizej forum,moze tam ktos Ci pomoze.
        forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=30155
        • kiinga Re: Przewlekłe zmęczenie- szukam specjalisty 05.09.05, 17:07
          Tu jest tez dobry link,poczytaj;
          forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=30155
        • wieczorynka33 Re: Przewlekłe zmęczenie- szukam specjalisty 05.09.05, 17:10
          Ostatni raz antybiotyk brałam jakieś 5 lat temu, a ZPZ mam od infekcji
          wirusowej prawie 4 lata temu.
          Jesli mam ZPZ na 90%, to tak jest.
          Grzybica jest -jak tu widze- bardzo modna ostatnio. Wciska ją się każdemu.
          Sorry- grzybicy NA 100% nie mam.
          • kiinga Re: Przewlekłe zmęczenie- szukam specjalisty 05.09.05, 17:21
            Ja dostalam tego cholernego grzyba ,wlasnie 5 lat temu po jednym antybiotyku i
            przez ten okres czasu dokucza mi wlasnie to zmeczenie.Jestem po lekturze
            ksiazki o przewleklym zmeczeniu i wlasnie z niej dowiedzialam sie,ze przyczyna
            ZPZ sa wlasnie drozdzaki.Nie mam zamiaru Ci nic wciskac,przykre jest to,ze tak
            odebralas moja wypowiedz.Zycze Ci w takim razie powodzenia w znalezieniu
            odpowiedniego lekarza ale w Polsce jest to trudne,naprawde.
    • carman1 Re: Przewlekłe zmęczenie- szukam specjalisty 05.09.05, 21:21
      Witam, kwestia tego czy znalazł przyczyne CFS, ponieważ jest ich wiele np.
      zakażenie riketsjami mogąca dać tzw. Gorączke Q (czy miałas kontakt ze
      zwierzętami chodowlanymi?) albo rówież bardzo rzadka choroba prionowa, choroba
      Behceta, zakażenie EB (bardzo czeste) itd. - także
      trudno tu coś napisać nie mając wykonanych badań.Jakie badania miałas
      wykonywane?
      Jeśli umiesz angielski poczytaj sobie tutaj:
      www.healthandage.com/Home/gid6=704
      masz tu nawet kryteria rozpoznania. Jeśli nie bedziesz w stanie zrozumieć
      napisz a Ci pomogę.
      • wieczorynka33 Re: Przewlekłe zmęczenie- szukam specjalisty 06.09.05, 11:16
        Dzieki za odzew. W lipcu 2001 roku podłapałam jakies przeziebienie i było
        leczone przez rodzinnego jak zwykłe przeziebienie. Z łóżka wstać nie mogłam
        przez 3 tygodnie, miałam bardzo wysoką gorączke i myslałam, że wykituję.
        Rodzinny posłał mnie do zakaźnego, podejrzewając jakąś chorobę zakaźną. Na
        wizytę czekałam 3 miesiące (!).I wyszło, że to cytomegalia, a przy okazji
        sprawdzono tylko boreliozę i toxoplazmozę- innych badań mi nie robiono. Przez
        jakieś pół roku było kiepsko, ledwo powłóczyłam nogami itp, itd, brałam jakieś
        prochy wzmacniające odporność, witaminy i inne specyfiki, ale to zatrzymało się
        na pewnym etapie i tak jest do dziś. Lekarz od chorób zakaźnych uznał, że to
        już problem dla psychiatry, bo cytomegalię ma wiekszość i nie ma powikłań. Ten
        lekarz ze Stanów wypytywał mnie dokładnie i o wszystko, zrobił m.in. sporo
        badań na wirusy i na przeciwciała- jakieś choroby z autoagresji (albo cos
        takiego), byłam u reumatologa, neurologa, psychiatry i stanęło na tym, ze to
        jednak ZPZ. Problem w tym, ze do Stanów juz nie wrócę, a do pełnego rozpoznania
        potrzeba jeszcze paru (mi.n. ponoć rezonans, nakłucie lędźwiowe). Z listy
        objawów z artykułu, do którego dałes link, wynika, że mam je wszystkie- żadne z
        nich nie wystepowało przed zachorowaniem. Ja nie chcę SAMA drążyć i dociekać,
        czy to jest CFS, czy nie- zaufałam tamtemu specjaliście i teraz szukam takiego
        w Polsce, bo przecież jesli się to potwierdzi, to powinno się wdrożyc jakieś
        postepowanie (ten lekarz ze Stanów wspomniał coś o leczeniu wyciagiem z grasicy
        (?)i interferonem i intensywnej rehabilitacji, ale ponoć są jakieś ograniczenia
        i nie mozna na własna rękę).
        Dodam tylko, ze w okresie poprzedzającym zachorowanie na cytomegalię miałam
        bardzo trudny okres w moim zyciu (m.in. rozstanie z mężem, choroba nowotworowa
        u mojego brata blixniaka i jego śmierć oraz zmiana pracy i miejsca
        zamieszkania) i ponoć to wszystko razem z cytomagalią zrobiło się mieszanką
        wybuchową.
        Czy w Polsce ktoś się tym zajmuje? Czy jesteś lekarzem i znasz się na tym
        okropieństwie? Bardzo prosze o pomoc- chciałabym wreszcie wiedziec, na czym
        stoję i jak dalej układać sobie życie.
        PS. Jeśli chodzi o mój angielski- jest OK.
    • emde74 Re: Przewlekłe zmęczenie- szukam specjalisty 06.09.05, 11:49
      chorobcia. chyba najwięcej pracy trzeba zrobić nad sobą. zmienić podejście.
      zdystansować. cholernie ciężka, ale możliwa do wykonania praca. musisz sobie
      zadać pytanie: czy musisz tak ciężko pracować? a jeśli tak, to musisz zmienić
      podejście. też przez to przechodziłam to ciut wiem, co jest Twoim problemem.
      dobrze się odżywiaj, regularnie, dużo śpij. ale też baw się, wychodź, znajdź
      sobie hobby. ale przede wszystkim pracuj nad zmianą podejścia. powodzenia!
      pzdr. M (która wyszła z depresji).
      • wieczorynka33 Re: Przewlekłe zmęczenie- szukam specjalisty 06.09.05, 12:36
        Jeśli nie wiesz, co to jest zespół przewlekłego zmeczenia, to nie dawaj rad na
        temat depresji- bo to dwie RÓŻNE sprawy.
        • smok_danek A jaką masz grupę krwi? 06.09.05, 14:39
          • honeybeam ZPZ w Polsce 06.09.05, 15:43
            Tak wąskie specjalizacje są rzeczywiście domeną Stanów Zjednoczonych, dlatego
            też nie sądzę abyś w Polsce znalazła specjalistę, który zjamuje się tylko ZPZ
            zwłaszcza, że całość wiedzy na temat ZPZ znajduje się w trakcie badań. I tak
            naprawdę nie wiadomo czy nie nie jest to maska depresji, istnieje wiele teorii
            na temat przyczyn, objawów i sposobów leczenia ZPZ i wszystkie one są w fazie
            badań i eksperymentów. Piszesz, że byłaś z tym u psychiatry - dziwię się zatem,
            że psychiatra nie podjął się leczenia środkami antydepresyjnymi, które są
            standardowym postępowaniem w ZPZ + psychoterapia (z tym do psychologa).
            Piszesz, że nie znalazłaś żadnej literatury na temat ZPZ, dorzucam zatem linki
            na temat ZPZ.
            www.fundacja-sm.malopolska.pl/strony/wykl_losy.htm
            www.ipz.edu.pl/index.php?dz=serwis&op=opis&id=282
            W jednym z linków masz nazwę instytutu, który zajmuje się badaniami na ten
            temat zadzwoń do nich może pomożecie sobie wzajemnie :)
            Pozdrowionka :)
            • wieczorynka33 Re: ZPZ w Polsce 06.09.05, 20:23
              Dziekuję za odzew.
              W USA nie konsultował mnie specjalista od ZPZ- nie sądzę, by
              tacy "wąskospecjaliści" tam byli. Konsultował mnie neurolog z kliniki, który
              zajmuje sie tez innymi chorobami. Nie chodziło mi o specjalizację, lecz o
              nazwisko lekarza, który zna sie na diagnozowaniu i prowadzeniu ZPZ w Polsce-
              jednak licze, że ktos taki jest, bo przecież są znani lekarze od in vitro czy
              od skolioz, to moze i na takiego trafię...
              Nie znałam artykułu prof. Losy, ale ... diagnozowano mnie tez w kierunku SM, bo
              jesli bym to miała, to byłby to SM, a nie ZPZ. Widze, że w Polsce nadal wielu
              uważa ZPZ za problem psychiatrii, mimo, ze na Zachodzi i w Stanach dawno już
              oddzielono te dwie sprawy (jesli jest depresja, to jest depresja- nie moze
              istniec depresja i ZPZ; aby rozpoznać ZPZ należy WYKLUCZYĆ mi.in. depresję). W
              Polsce „leczono” mnie ponad 1,5 roku na depresję- miałam dośc eksperymentowania
              na sobie, bo kazdy kolejny lek pogarszał moje funkcjonowanie i stawałam się
              niezdolna do jakiegokolwiek wysiłku- nawet tego umysłowego. Potem inny
              psychiatra wykluczył istnienie depresji i na sen przepisał normalne leki
              nasenne. Owszem- czasami miewam doły- wtedy, gdy cholera mnie bierze, że
              kolejny rok nie połażę po Tatrach, albo po paru przepłyniętych metrach ledwie
              mogę wyleźć z basenu; nigdy nie rozpaczałam jednak z tego powodu i nie miałam
              mysli samobójczych, i jak stwierdził psychiatra- leki przeciwdepresyjne tylko
              pogarszaja kondycję fizyczną, a moja jest i tak w opłakanym stanie. W Stanach –
              z tego co zrozumiałam- uważa się, że ZPZ jest ścisle związane z układem
              odpornosciowym- stąd zapewne sugerowany sposób leczenia (modyfikacja tego
              układu); zresztą- w podanych przez Ciebie linkach tez jest o tym mowa. Z tego,
              co mi przekazano, to nie ma badania, które mozna zrobic i potwierdzić ZPZ, ale
              mozna to zrobic tylko poprzez eliminację innych przyczyn, które powodują
              podobne objawy (m.in. depresja, SM, miastenia, cukrzyca, nowotwór, choroby z
              autoagresji, zakażenia wirusowe np. HIV, EBV itp)- jest tego całe mnóstwo i
              gdybym była obywatelką Stanów, to nie byłoby z tym problemów, bo badania by
              wykonano podczas tygodniowego pobytu w szpitalu.
              W jednym z podanych artykułów sugeruja badania genetyczne- o tym chyba w USA
              nic nie wspomniano. Czy może wiesz coś więcej na ten temat, tzn, jakie badania
              i gdzie mozna wykonać ?
              serdecznie Ci dziekuję za zainteresowanie.
              • nnike Re: ZPZ w Polsce 06.09.05, 20:49
                Przejrzyj, chyba jest dużo na ten temat:
                tiny.pl/q1fk
                • wieczorynka33 Re: ZPZ w Polsce 06.09.05, 21:05
                  Dzięki- już szłam tą drogą :)
                  Ale jakoś wcześniej nie zajrzałam tutaj:

                  www.terapia.com.pl/archiwum/pub.html?pub=303&edition=25
                  Artykuł całkiem, całkiem (potwierdza to, co mi przekazano w stanach, no i to,
                  ze leczenie p/depresyjne nie daje rezultatów).
                  Pewnie napiszę do autora- może coś to da...
                  • wieczorynka33 PS... 06.09.05, 21:08
                    Z tego artykułu wcale nie wynika, że zostało mi tylko parę badań...
                    Jesli tak ma wygladać diagnostyka (eliminowanie innych podejrzanych przyczyn),
                    to nie ma szans- tych badań nie zrobie prywatnie, bo zbankrutuję :(
                    • honeybeam Re: PS... 06.09.05, 21:53
                      Główny problem z ZPZ polega na tym, że nie rozpoznano przyczyn, które skutkują
                      takimi reakcjami organizmu. W chwili obecnej prowadzi się różne badania na ten
                      temat - jak widzisz i w neurologii i genetyce i psychiatrii itd. W takich
                      przypadkach (jeśli się nie zna przyczyn) stosuje się zazwyczaj leczenie
                      objawowe tzn.: jeśli masz obniżony nastrój podaje się leki podnoszące go, jeśli
                      masz problemy ze snem podaje się leki związane z zaburzeniami snu itd. itp. Na
                      Twoim miejscu nie wydawałabym kasy na wszelkiego rodzaju badania (zwłaszcz, że
                      masz już wykluczone sprawy organiczne), bo nawet jeśli naukowcy (kiedyś,
                      kiedyś) znajdą przyczynę wywołującą ZPZ to i tak miną lata zanim znajdą
                      skuteczny sposób leczenia tej dolegliwości. Bo cóż z tego że stwierdzą że u
                      podłoża ZPZ leżą geny...Terapia genowa??? To tak jak z innymi chorobami
                      genetycznymi, cóż z tego że wiadomo, który gen powoduje zespół Downa, skoro nie
                      można tego wyleczyć... Można tylko łagodzić skutki i podejmować takie
                      działania, które spowodują, że człowiek będzie mógł w miarę poprawnie
                      funkcjonować. Na tym etapie wiedzy też (moim zdaniem) powinnaś skoncetrować się
                      na leczeniu objawów. Znajdż może lekarza homeopatę (ale lekarza, nie
                      uzdrowiciela :) i w zależności o tego jaki masz stosunek do homeopatii, może
                      spróbuj iść tym tropem...Na Twoim miejscu też pomyślałabym o psychoterapii (nie
                      jest wykluczone, że całość objawów jest generowana przez psyche :), zwłaszcza,
                      że z tego co napisałaś wnoszę, że przeszłaś przez niezłe piekło (mam tu na
                      myśli sytuację z Twoim bratem) i być może tam (w psychice) tkwią przczyny
                      Twojego obecnego stanu. Pozdrowionka :) i głowa do góry
                      PS. Mam nadzieję, że hormony tarczycy miałaś badane?
                      • wieczorynka33 Re: PS... 07.09.05, 11:08
                        honeybeam napisała:

                        > W takich
                        > przypadkach (jeśli się nie zna przyczyn) stosuje się zazwyczaj leczenie
                        > objawowe tzn.: jeśli masz obniżony nastrój podaje się leki podnoszące go,

                        Nie- nie mam absolutnie obnizonego nastroju. Nigdy nie miałam myśli
                        samobójczych czy nie snułam czarnowidztwa. Od zawsze byłam i jestem
                        realistką. "Doły" miewam, kiedy moja "niemoc" staje się przeszkodą w moich
                        dążeniach, np. kolejny rok nie byłam w Tatrach, a tak chciałabym jeszcze choc
                        raz posiedzieć nad Czarnym Stawem czy w Dolinie Pięciu Stawów, czy kiedy mimo
                        osłabienia wierzę w cuda i wybieram sie na basen (to był mój ulubiony sport),
                        no i po paru metrach ledwie wyłażę z wody, itp. Jest wtedy we mnie taka złość,
                        że nie mogę tego pokonać. Przyjmowałam kiedyś jakiś seromil czy coś takiego i
                        sporo innych "podnoszących nastrój", jednak efektów nie było żadnych, a objawy
                        uboczne nie pozwalały mi normalnie funkcjonować. Do nich na pewno nie wrócę, bo
                        sensu nie ma (naprawdę dobry psychiatra ocenił, że depresji nie mam).

                        jeśli
                        >
                        > masz problemy ze snem podaje się leki związane z zaburzeniami snu itd. itp.

                        Problem był taki, że ów psychiatra miał czysto "psychiatryczne" podejście do
                        zaburzen snu, tzn. ponoć leki nasenne uzalezniaja, więc nie mozna ich brać i na
                        bezsenność przepisywał mi np. chlorprotixen, lerivan, thisercin, i po
                        najmniejszych dawkach nie spałam, za to nastepny dzień był koszmarny, bo
                        samopoczucie znacznie gorsze, niz po nieprzespanej nocy. Internista przepisywał
                        mi hydroksyzynę- nawet najmniejsze dawki powodowały, ze mogłam spać po 14
                        godzin na dobe, ale po wybudzeniu było j.w., a do tego serce przyspieszało jak
                        zwariowane. w Stanach, kiedy im o tym powiedziałam, to zapytali, czy na inne
                        leki tez reaguję inaczej, niż powinien lek działać, no i okazuje sie, że ten
                        objaw tez ponoć przemawia za ZPZ. Obecnie w miare sobie radzę: od neurologa i
                        rodzinnego dostaję Imovane i biorę tego pół tabletki co pare dni, jesli na
                        drugi dzień muszę byc przytomna, bo czeka mnie jakieś wyjatkowo ważne zadanie.
                        W sumie jedno opakowanie wystarcza mi na ok. 3 miesiące. Po tym leku spie
                        normalnie i wstaje wypoczeta (psyciatrzy chyba za głowę by sie złapali).
                        Podobnie jest ze stilnoxem- uzywam go na zmianę z Imovane, ale cos mi się
                        wydaje, ze to ten sam lek.
                        Na
                        > Twoim miejscu nie wydawałabym kasy na wszelkiego rodzaju badania (zwłaszcz,
                        że
                        > masz już wykluczone sprawy organiczne),

                        Tez się skłaniam ku temu- tylko przy okazji nie chciałabym czegos przegapić,
                        zeby np. po latach nie okazało sie, że to jakieś Hashimoto czy toczeń. Poza tym-
                        mam 9-letnia córkę i wolałabym wiedzieć, czy jej to tez grozi- wtedy można by
                        było wdrozyć jakąś profilaktykę, czyli unikać tego, co u mnie mogło byc
                        przyczyną (uważam, że było to przemęczenie plus infekcja).

                        bo nawet jeśli naukowcy (kiedyś,
                        > kiedyś) znajdą przyczynę wywołującą ZPZ to i tak miną lata zanim znajdą
                        > skuteczny sposób leczenia tej dolegliwości. Bo cóż z tego że stwierdzą że u
                        > podłoża ZPZ leżą geny...Terapia genowa???

                        Nie, no nie liczę na szybkie odkrycia w tej sprawie. Juz pisałam wyżej- chodzi
                        mi o córkę, ale też o to, czy w przyszłości decydować sie na kolejne dziecko
                        (jestem w nowym związku).

                        Można tylko łagodzić skutki i podejmować takie
                        > działania, które spowodują, że człowiek będzie mógł w miarę poprawnie
                        > funkcjonować.
                        No własnie- chciałabym wiedzieć, dowiedziec sie od lekarza specjalisty, co mi
                        np. może pogorszyć stan, zeby tego unikać, albo jak sie rehabilitować, jak zyć,
                        co robić, żeby tak mi zycie nie uciekało, jak obecnie.

                        Na tym etapie wiedzy też (moim zdaniem) powinnaś skoncetrować się
                        >
                        > na leczeniu objawów.

                        :)
                        Podejrzenie ZPZ mam od 3 miesięcy; przez te poprzednie lata było własnie
                        leczenie objawowe, prowadzone przez kilku specjalistów i każdy zajmował sie
                        tylko swoim obszarem, przepisując np. leki, które się nawzajem wykluczają
                        (głównie neurolog i psychiatra nie bardzo maja pojęcie o tym, jakich leków nie
                        przepisywać przy problemach kardiologicznych- mam nadcisnienie i przyspieszone
                        serce zazwyczaj ponad 100 w spoczynku; stosowanie przeciwzapalnych czy leków od
                        psychiatry powodowało jeszcze większe skoki cisnienia i dodatkowe
                        przyspieszenie serca; z kolei np. kardiolog uparcie stoi przy tym, by stosować
                        jakieś betablokery- mimo, ze po żadnym dotychczas nie było poprawy i serce nie
                        zwalniało (cisnienie się normowało); a w dodatku był zaskoczony, kiedy
                        endokrynolog kazał odstawić betablokery, bo wyszła mi mała insulinooporność, a
                        te leki własnie moga ja powodować (stosowałam je 4 lata). Był taki czas, że
                        dziennie przyjmowałam 14 różnych tabletek. Koszmar! ITP, ITD.
                        Jak więc widzisz- nic, tylko tak dalej. No i jak mam sie dalej leczyc objawowo?
                        Neurolog rozkłada ręce, bo twierdzi, ze nic innego nie może mi zaoferować, to
                        samo kardiolog. W sanatorium przy planowanych zabiegach na kręgosłup i stawy w
                        ogóle nie wzieto pod uwagę mojego nadcisnienia ani ogólego osłabienia- z basenu
                        prawie mnie wyniesiono.

                        Znajdż może lekarza homeopatę (ale lekarza, nie
                        > uzdrowiciela :) i w zależności o tego jaki masz stosunek do homeopatii, może
                        > spróbuj iść tym tropem...

                        Jestem pod opieką jednego z najlepszych homeopatów klasycznych w Polsce- od 3
                        lat, kiedy straciłam nadzieje, że współczesna medycyna ustali, co mi jest, a
                        niedobór snu był najbardziej dokuczliwym objawem (jeszcze wtedy myslałam, ze
                        wystarczy parę nocy całkowicie przespanych, a wrócę do normy). Zdaję sobie
                        sprawę, że homeopatia to ostatnia deska ratunku. O ile u mojej córci znikły
                        problemy zdrowotne, z którymi do niego chodziła, o tyle u mnie sprawa jest
                        mocno skomplikowana i jak przyznał na wizycie wiosną: juz sam nie wie, jaki
                        preparat jest moim konstytucyjnym, nie mówiąc o potencji. Wtedy dostałam poraz
                        pierwszy Sulfur LM I i na razie wokół sulfuru krążymy- w czerwcu była kolejna
                        zmiana potencji, teraz jest 15 CH i nie sądzę, by na tym był koniec: mam chyba
                        więcej siły w dłoniach i serce może nie tak przyspieszone, ale spać nie mogę
                        (ratuję się Imovane) i zrobiłam sie jakas nerwowa, no i po paru miesiącach
                        spokoju miałam gwałtowne, kilkugodzinne skoki cisnienia. Wczesniej była poprawa
                        np. snu i cisnienia i to zdecydowana, ale na mojej twarzy pojawiły się zmiany
                        jak u nastolatki i przytyłam :( Mój homeodok stwierdził, że co prawda duzo
                        czytał na tema takiego przypadku, jak ja (ponoc nietypowe reakcje na
                        homeopaty), ale pierwszy raz sie z tym spotyka "na zywo".

                        W poniedziałek wróciłam do pracy po miesięcznym urlopie. Zapomniałam
                        tzrycyfrowego kodu do biura.W tym miejscu pracuje 6 lat i ten kod jest taki sam
                        od poczatku. Niestety- pamięć mam coraz słabszą i jest to chyba jedyny objaw,
                        który postepuje i na który nie znalazłam żadnej rady (stosowałam wszelkiej
                        masci preparaty).

                        Na Twoim miejscu też pomyślałabym o psychoterapii (nie
                        >
                        > jest wykluczone, że całość objawów jest generowana przez psyche :),

                        Psyche to ja mam akurat w porzadku. Mimo samopoczucia i wielu przejść, uważam
                        sie za szczęśliwą osobę, chocby z tego powodu, ze mam przy sobie grono
                        przyjaciół i wspierającą rodzinkę :) Nie powiedziałam im o moim problemie-
                        jedynie mój partner o tym wie i ON też przyczynia się do mojego poczucia
                        szczęścia.

                        zwłaszcza,
                        > że z tego co napisałaś wnoszę, że przeszłaś przez niezłe piekło (mam tu na
                        > myśli sytuację z Twoim bratem)

                        To prawda- to był najgorszy okres w moim zyciu. Świadomość, że brat umierał w
                        domu, wśród najbliższych, bezbólowo jest przynajmniej ulgą. Jednak nie pamietam
                        duzo z tego okresu- były także inne sprawy, które toczyły sie równolegle, a
                        poza tym pamięć bardzo mi szwankuje i pewnie części nie chcę pamietać.Jesli
                        wspominam brata, to raczej tego sprzed choroby. Pogodziłam sie z tym, ze
                        odszedł. Miał guza mózgu.

                        >
                        • wieczorynka33 Urwało??? To konczę: 07.09.05, 11:10
                          > PS. Mam nadzieję, że hormony tarczycy miałaś badane?

                          Miałam, miałam . Przeciwciała także.

                          Bardzo chciałabym trafić na lekarza, który zajmie się CAŁOŚCIĄ moim objawów, a
                          nie tylko sercem czy kregosłupem. Wciąż mam nadzieje, że może ktoś w Polsce
                          jednak wie, co to ZPZ i przestane wreszcie chodzic do różnych specjalistów.
                          którzy leczą mnie schematycznie, bo tak sie powinno.
                          Pozdrawiam
                          Uff! Alez się rozpisałam!
        • emde74 Re: Przewlekłe zmęczenie- szukam specjalisty 07.09.05, 17:34
          nigdy się nie wie co do końca komuś dolega. ja leczę się na różne fizyczne
          dolegliwości, a problemem jest psychika tak naprawdę. wszystko jest ze sobą
          powiązane a już psychosomatyczne dolegliwości to standard w tym zakresie. za
          jakiś czas zobaczysz. a radę dałam z dobrego serca i dziwię się Twojemu
          podejściu, bo to oznacza jak spięta jesteś. pzdr. M.
          • monig1979 Re: Przewlekłe zmęczenie- szukam specjalisty 09.09.05, 09:53
            Od 3 lat choruję na nerwicę.
            Masz rację, że dużą rolę gra psychika.
            W ciągu tych 3 lat miałam różne dolegliwości. Ostatnio ostre zmęczenie i
            drętwienie kończyn.
            Za każdym razem problem wyolbrzymiam doszukując się różnych chorób. Boję się
            stwardnienia rozsianego. Ale tak naprawde to trzeba trochę ruszyć głową i
            pozwolić działać psychice. Tylko jak to zrobić jak wiecznie coś dokucza.
    • artur737 Re: Przewlekłe zmęczenie- szukam specjalisty 07.09.05, 17:53
      ZPZ nie jest rozpoznaniem w typomy znaczeniu; nie idzie za tym rozpoznaniem znajomosc patogenezy schorzenia i nie ma standardowego leczenia.
      Jest to w sumie zaledwie sposob na szufladkowanie chorych z okreslonymi objawami, zwykle wylacznie subiektywnych, ktore nie pasuja do innych chorob znanych w medycynie. Nadto nie ma testow laboratoryjnych na potwiedzenie tej choroby.
      ZPZ moze miec bardzo rozna etiologie i moze byc spowodowany roznymi czynnikami wirusowymi, bakteryjnymi lub grzybiczymi. Czasem jest to zapewne chroniczne zakazenie jakims nieznanym mikrobem a czasem stan po zakazeniu.

      Byc moze kiedys okaze sie, ze powinne byc one jakos inaczej leczone w zaleznosci od przyczyny. Poki co malo wiadomo.

      Pamietam jakas prace gdzie uzyskano pewna poprawe stanu chorych z ZPZ po kilkumiesiecznym stosowaniu podstawowych kwasow tluszczowych (olej lniany, olej z wiesiolka, olej rybny po kilka gramow kazdego dziennie). Jak chcesz mozesz probowac bo ryzyko takiego leczenia jest znikome.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka