wieczorynka33
05.09.05, 14:19
Po paru latach tragicznego samopoczucia, wrednego osłabienia i bez widoków na
poprawę po odwiedzeniu wielu lekarzy- specjalistów juz prawie się poddałam i
straciłam nadzieję, że kiedykolwiek dowiem się, co mi jest i czy aby z moją
głową jednak wszystko OK (nie dowierzałam psychiatrom). Jednak wiosna tego
roku musiałam wyjechać do USA na półroczny staż w jednej z instytucji
publicznej. Musiałam wyjechać, bo inaczej straciłabym dobrą pracę tu, w
Polsce, a w mojej branży nie tak łatwo znaleźć zatrudnienie dla osoby "z
ulicy". Decyzja była o tyle trudna, że nie miałam siły nawet na to, by mysleć
o kilkumiesięcznym pobycie i wytężonej pracy umysłowej z dala od
najbliższych. I całe szczęście, ze wyjechałam: poznałam tam wspaniałych
ludzi, a dzieki nim trafiłam do specjalisty- neurologa, który zechciał mi
pomóc. Zrobiłam część badań na miejscu. Całości nie dałam rady ze względu na
wysokie koszty. Podczas ostatniego spotkania z tym lekarzem dowiedziałam sie,
że jest to zespół przewlekłego zmęczenia- pewność na ok. 90%; upewnić mają
pozostałe badania. Nie znał żadnego polskiego lekarza, który tym by się
zajmował, więc muszę go sama znaleźć.
Wróciłam z USA 2 tyg. temu, przeszukałam polskie publikacje na ten temat i
nie znalazłam NIC. Moja lekarka rodzinna zaproponowała... miesiąc zwolnienia,
skoro czuję się zmęczona. Była zdziwiona, kiedy zapytałam o specjalistę w tej
dziedzinie. Wybrałam się więc prywatnie do neurologa (wybrałam tego
specjalistę drogą dedukcji- nie wiem, kto tym się zajmuje) i usłyszałam, że
jest to bardzo prawdopodobne, że mam ten zespół, ale on sie na tym zupełnie
nie zna i nie wie, czy w Polsce ktoś się tym zajmuje, bo o ile mu wiadomo, to
w Polsce oficjalnie nikt nie stawia takiego rozpoznania, ani nie ma
standardów leczenia czy rehabilitacji :(
Nie wiem, co dalej robić. Może ktoś z Was wie, kto w Polsce zajmuje się takim
problemem? Pomózcie, proszę.