m_mm
07.01.06, 18:06
byłamz nim 3 lata...od jakiegoś roku coś sie psuło..coś...zwaliliśmy to na
to,ze nie pasujemy dosiebie,ze negatywnie an siebie wpływamy...i przez rok
nie zwracaliśmy na to uwagi, teraz to zaczeło bardzo przeszkadzać,
straciliśmy szacunek do samych siebie...rozstaliśy sie...okazało sie ze, on
ma problemy...pomagałam mu je rozwiazywać...wyszliśmy w jakis sposób na to,ze
zaczeliśmy sie uśmiechać...ale kurde...ze mną coś gruchnęło...to chyba ja mam
większy "problem".brak wiary w siebie,niską samoocene....i to mnie
zabija...nigdy tak nie było...moje wady wyszły na wierzch...zaczęłam ranić
siebie i innych...wyszedł brak asertywnosci.... z tym "odkryciem" zeszła się
jego wyprowadzka..........zostałm sama, kurde nie mam tu nic,
nikogo....wiem,ze musze to zmienić...chodze na uczelnie..tam są pozytywni
ludzie...jak mogę proacowac nad sobą w domu???? wiem,ze mam ...zatrzymac
się...ugryuntować... chcę być lepszym czwoekiem,dla mnie samej [może gdzieś w
głębi dla niego]....nie chce być zła..... jestem dobrym dzieciakiem,tylko sie
zagubiłąm , jak mogę sie odnależć??? jak pracować nad sobą????
wiem,ze to wszystko w wielkim skrócie, wiem, ze muszę nauczyć sie
cierpliwości...