Witam

Podczytuję to forum od paru dni i od razu mówię SERDECZNE DZIĘKI
MADZIULCU!!! Stało się ono dla mnie prawdziwą kopalnią wiedzy. No i nie mam
wrażenia, że jestem na świecie jedna jedyna, co to ma problemy z ZUM-em. Ale
do rzeczy...
Moja Córka (2,5 roku) pod koniec lipca miała pierwsze ZUM. Wtedy przyplątał
nam się wredny Proteus Mirabilis (10^5). Prawdopodobnie przywlekliśmy go znad
morza, bo akurat po dwutygodniowym pobycie tam zaczęły się nasze kłopoty.
Julia któregoś dnia powiedziała "mama, ścipie". Więc zrobiłam Jej (za radą
naszej zaufanej pediatry) analizę moczu + posiew. W analizie wyszedł kosmos.
Leukocyty pokrywające pole widzenia. Białko - 155. Czyli... nawałowa infekcja
dróg moczowych. Dostaliśmy Bactrim od razu, bez czekania na posiew. Ten miał
nam tylko potwierdzić słuszność dobranego leku. Po 7 dniach Bactrim (zgodnie
z zaleceniami) odstawiliśmy. Minęły 2 tygodnie. Zrobiliśmy kontrolne badanie
moczu. E.Coli, 10^5. Leukocyty - 20-30 w polu widzenia. Ponowne leczenie. Tym
razem Amoksiklav przez 14 dni. Wtedy jeszcze wahaliśmy się, co z cystografią.
Po 2 tyogdniach od skończenia antybiotyku zrobiliśmy badania - było ok.
Natomiast po kolejnych dwóch mieliśmy powtórkę z rozrywki - Proteus
Mirabilis, 10^5, Leukocyty - 40 w polu widzenia. Dostaliśmy ceclor na 4
tygodnie (w międzyczasie robiliśmy cystografię i usg nerek). Cystografia to
był koszmar. Julia miała powtórzone cewnikowanie - pierwsze nie wyszło. Tak
strasznie się zblokowała, że spocona, zdyszana krzyczała jedynie "NI MOGĘ
ŹLOBIĆ SIUSIU! ŚPADAJ KOLKOL!"... Mikcji nie udało się uzyskać. Na ubikacji,
owszem. Wezwaliśmy lekarza z CZD na konsultację (nefrologa oczywiście). Który
to orzekł, że dziecko nie mogło się zblokować. Że poważnego przewężenia cewki
nie widać, ale może być niewielkie. Że ZUM MUSI być czymś spowodowany.
Ochrzanił nas też, że nie podawaliśmy Furaginy (skąd miałam wiedzieć???).
Zalecił Furagin i kontrolę u urologa, który to miałby pokierować nas na
dalsze badania. Podał telefon do urologa z CZD. Ponieważ mamy prywatną służbę
zdrowia w Damianie, poszliśmy do urologa tam. Przyjął nas doświadczony i
bardzo mądry dr Ejchman. I powiedział, że... Zaleciłby na 6 miesięcy dawkę
podtrzymującą furaginy i... "dać dziecku spokój", bo... Po pierwsze jego
zdaniem to jest jedna i ta sama infekcja Proteusem, tyle że źle wyleczona.
E.Coli przyplątała się, ponieważ miała "drogę wstępu". Jeśli jest jakaś
drobna wada (refluksy, poważne przewężenie cewki - wykluczone), to jest
najpewniej fiziologiczna i Julia z tego wyrośnie. Dalej... powiedział, że z
uwagi na blokadę Julii (Mała sztywnieje, kiedy dotyka się okolic Jej pupy.
Dopiero po solennej obietnicy, że "nie będzie rurki w pupę", odpręża się i
można Ją swobodnie "dobadać".), wszystkie badania związane z cewnikiem trzeba
byłoby wykonywać w narkozie. Dodatkowo waży fakt, że Julia z uwagi na wadę
serca (którą skorygowano rok temu) do tej pory 20 razy brała antyiotyki. W
związku z tym, jak twierdził ów urolog, Jej naturalna flora bakteryjna jest
mocno zachwiana i trzeba dać jej czas, żeby się odbudowała. Jednym słowem -
nie zalecił żadnych dodatkowych badań, a jedynie odpowiednią dietę, ciepłe
ubieranie się, regularne badania moczu, no i oczywiście Furagin. I mam
zagwozdkę... Iść za głosem doktora z CZD, iść do tego urologa z CZD i robić
Julii badania (jak radził nefrolog), czy zgodnie z zaleceniami Ejchmana, dać
Julce spokój...? Jak uważacie?