Mój czteromiesięczny synek miał zdiagnozowane wodonercze (a właściwie poszerzenie miedniczki nerkowej) już w połowie ciąży. Wywoływany poród. Seria badań: mocz, USG (wyraźnego stopnia zaleganie moczu w miedniczce i kielichach jednej nerki), cystografia mikcyjna (brak refluksu), scyntygrafia (wodonercze z zachowaną dobrą funkcją wydzielniczą: 52 procent, bez objawów utrudnionego wydalania, obustronne zmiany pozapalne (?). Profilaktyka przeciwbakteryjna (Furalginum), zalecono dalsze kontrole w poradni nefrologicznej.
Po miesiącu ZUM! Po nim Urtrim i drugie USG (porównywalne do 1-go) oraz scyntygrafia (wyszła gorzej, chora nerka wolniej się oczyszczała; szczegółów nie mogę przytoczyć, bo nie dostałam jeszcze kopii badania).
Mamy skierowanie na urografię! Dziecko ma być na czczo, co w przypadku 4 mies., dziecka będzię torturą!
No i to badanie... Czy ktoś może mi powiedzieć, po co urografia? Czy to tylko ukłon w stronę niereformowalnych procedur szpitalnych, czy rzeczywiście na tym badaniu będzie widać coś więcej niż na podwójnej scyntygrafii i kilku naprawdę dobrych USG?
Czy ktoś wie, czy gdzieś w Polsce można zrobić scyntygrafię takimi izotopami, które lepiej pokażą obraz nerek (ich budowę i strukturę miąższu), słyszałam że jest to tak drogie, że się w Polsce jeszcze nie praktykuje?
Martwię się o małego, czy nie za dużo tego promieniowania... Miał już cystografię, dwie scyntygrafię, a teraz to. Urografia to min. 4-5 zdjęć...
Ziuta, jak się czuło Twoje dziecko po operacji? Gdzie ją wykonywałaś, kto operował? Napisz, jeśli masz czas i chęć, jak to wszysTko wyglądało. Martwię się strasznie i nie mogę jakoś ułożyć sobie w głowie tego, że ktoś będzie ciął moje dziecko...

Z góry dziękuję i pozdrawiam