Dodaj do ulubionych

Bezrobocie

10.08.05, 12:17
Witam drodzy Nauczyciele,

Przykro mi to pisać, ale Wasza robota w dzisiejszych czasach idzie na marne.

Otóż od niedawna jestem bezrobotną absolwentką z uprawnienami pedagogicznymi.
Co więcej, studia ukończyłam z oceną bdb (tylko 3 osoby tak ukonczyły), od
początku 3 roku studiów zawsze miałam stypendium, uczę sie jezyków obcych i
co? Nie nadaję się nawet na pomoc biurową czy sekretarkę.
Co więcej, oczywiście poziom na uczelniach (zwłaszcza kierunkach
nauczycielskich) jest żenujaco niski.
I nie mam pracy, pracy nie mają też moi znajomi z tytułem mgr. Za to grono
moich dalszych znajomych po zsz, po szkole podstawej tylko, czy po liceum
zawodowym, technikum ma pracę. Mnie nie przyjmą nawet na produkcję (coby mi
nie zamykać drogi do kariery zawodowej - śmiech na sali).
A jak juz ktoś załapie się na staz z UP (za 400zł), to jest szczęśliwy
conajmniej jakby chwycił byka za rogi;)Za wspaniałych czasów studenckich,
mając stypendium miałam szanse się rozwijać (kursy językowe), a teraz cóż,
nawet na doskonalenie jezyka mnie nie stać. I załuję, bo zamiast wydawac
pieniadze na kursy językowe, mogłam skończyć kurs stylizacji paznokci i pracę
miałabym od zaraz. Co wiecej pracę twórczą, lekką, łatwą i przyjemną...
Obserwuj wątek
    • roman.gawron Re: Bezrobocie 10.08.05, 13:11
      A czego mogłabyś uczyć i gdzie?
      • fion_a Re: Bezrobocie 14.08.05, 23:26
        Tyle tylko,ze ja nie chce uczyc.
        Studia nawet w 1% mnie do tego nie przygotowały, nie uczyli nas resocjalizacji
        ani znoszenia upokorzeń.

        Napisałam po to,zeby troche sie pożalić;)to byl wyraz desperacji:(
        I jesli jacyś nauczyciele to czytają, to proszę, nie namawiajcie uczniów na
        studia/szkołe srednia, ktora nie daje zawodu. tylko dla fachowców i osób
        ukierunkowanych jest praca na rynku.
        • krasnoludek_zadyszek Re: Bezrobocie 15.08.05, 10:15
          Fiono,
          zupełnie nie rozumiem Twojego podejścia. Z pierwszego postu wynikało dla mnie,
          że jesteś rozżalona brakiem pracy jako nauczyciel (tak zrozumiałam uwagi o
          skończeniu specjalizacji nauczycielskiej). To jest możliwe, wiadomo, że jeśli
          nie uczy się języków obcych, trudno znaleźć pracę np. w "lepszych" liceach. Ale
          potem piszesz, że nie chcesz uczyć, więc - jak wnioskuję - nie próbowałaś szukać
          pracy w szkole. W tej sytuacji trochę bez sensu było zdobywanie uprawnień
          pedagogicznych, moim skromnym zdaniem. Oczywiście, że nie wszyscy, którzy
          przeszli na studiach przez specjalizacją nauczycielską, uczą, trochę osób robi
          ją "awaryjnie" - ale jeśli jesteś teraz w sytuacji awaryjnej właśnie, żadnej
          fajniejszej pracy - może spróbować w szkole, choćby na trochę? Jeśli natomiast
          wiesz, że uczenie zupełnie Ci nie leży, trochę żałosny wydaje mi się żal "mogę
          pracować jako nauczyciel, ale nie chcę, chcę gdzieś indziej, ale tam mnie nie
          chcą", bo wiadomo, że pracodawca bierze pod uwagę to, co (teoretycznie, wg
          dyplomu) umiemy zrobić. Jeśli ktoś skończył specj. naucz., ma mniejsze szanse na
          pracę w banku niż absolwent prawa czy ekonomii. Bolesne, ale rozsądne.
          Co do tego, że zajęcia na studiach nie przygotowały Cię do szkoły - bardzo
          możliwe. Mnie też nie przygotowały, jak i wielu moich znajomych. Ale to temat na
          inną dyskusję, dlaczego uniwerki w większości serwują nam zajęcia tak
          nieżyciowe, teoretyczne i przestarzałe i jak to zmienić. A mimo tego ludzie idą
          po studiach do szkoły i nie dają się zjeść, ucząc się "prawdziwej" pedagogiki
          czy metodyki w praktyce. Upokorzenia - są pewnie w każdej pracy, w której jest
          się nowym i początkującym, u nauczycieli też, ale właśnie - moim zdaniem -
          konfrontacja z nimi pomaga je zwalczyć, przygotować się na nie psychicznie. Nie
          wiem zresztą, czy można by nauczyć tego "zza biurka" na studiach.
          I wreszcie, Twój apel o namwianie uczniów na szkoły dające zawód wydaje mi
          się reakcją wynikającą z chandry i - mam nadzieję, że chwilowego - zniechęcenia
          do wszystkiego. Jasne, że człowiek czuje się mało wart, jeśli skończywszy studia
          z dobrymi wynikami obserwuje kolegów po zawodówce w najlepszych furach, ale ja
          wtedy mówię sobie, że nie zamieniłabym się z nimi na dłuższa matę, bo po co mi
          życie takie puste i durne, w którym wszystko zależy tylko od kasy? Poza tym
          uczniowie dziś szczęśliwie to rozumieją, wybierając licea, a potem studia - i
          nie musimy im tłumaczyć takich oczywistości.
          Nie wiem, czy chcę uczyć całe życie, wiem, że chcę to robić jeszcze jakiś
          czas, bo mnie to bawi, daje frajdę, mimo wszystkich kłopotów i idiotyzmów, na
          które sie zżymam. Po prostu zrozumiałam jakis czas temu oczywistą prawdę, że
          nauczyciel jest uważany za kogoś gorszego, o ile sobie na to pozwoli, bo sam
          siebie tak widzi.
          _______________________
          Multo praestat dedolare sine amore quam amare, si non possis dedolare.
          • kb1k Re: Bezrobocie 15.08.05, 10:32
            O co tu chodzi?
            Jakiś żal, że nie docenia się ludzi wykształconych, że doskonały student powinien od razu dużo zarabiać w pierwszej pracy,że nic nie jest pewne.....
            Tak chyba pisze człowiek, który nie ma celu w życiu! W takiej sytuacji zdobywanie nawet najwyższego wykształcenia jest daremne.
            Praca nauczyciela to nie upokorzenia-to praca twórcza, to radość z tworzenia...
            • fion_a re 15.08.05, 23:26
              Ale ja nigdzie nie pisałam i mam nadzieję, ze tak nie zabrzmiały moje słowa, ze
              praca nauczyciela jest upokarzajaca. Moim zdaniem wręcz przeciwnie i od kiedy
              wiem, jak to jest stać po drugiej stronie bardzo Was wszystkich podziwiam:)Tyle
              tylko,ze ja nie mam tak silnego charakteru i sie do takiej pracy nie nadaje. I
              wcale nie chodzi mi o te 700 zl na poczatek (choc z czegos zyc trzeba),bo jesli
              robiłabym cos z pasją, to mogę robic to i za 500 zł:)
          • fion_a Re: Bezrobocie 15.08.05, 23:41
            krasnoludek_zadyszek napisała:

            W tej sytuacji trochę bez sensu było zdobywanie uprawnień
            > pedagogicznych, moim skromnym zdaniem.

            Moim też, ale nie dano nam wyboru, wszyscy musielismy zdobyć te uprawnienia. Na
            temat wiedzy i zachowania wiekszosci z nas(czyli tych, co te uprawnienia
            posiadaja) nie wypowiem się, bo co tu dużo mówić.


            > wiesz, że uczenie zupełnie Ci nie leży, trochę żałosny wydaje mi się żal "mogę
            > pracować jako nauczyciel, ale nie chcę, chcę gdzieś indziej, ale tam mnie nie
            > chcą", bo wiadomo, że pracodawca bierze pod uwagę to, co (teoretycznie, wg
            > dyplomu) umiemy zrobić. Jeśli ktoś skończył specj. naucz., ma mniejsze szanse
            n
            > a
            > pracę w banku niż absolwent prawa czy ekonomii. Bolesne, ale rozsądne.

            Moim zdaiem nie - bo wiedza nauczyciela powinna byc wieksza,niz jakiegos tam
            pracownika, bo nauczyciel ma tego pracownika uczyc.
            Ale juz teraz wiem, jakie to jest mylne, jak mylne jest równiez to, ze szerszy
            zakres wiedzy daje wieksze mozliwosci - otóz nie, wieksze maja Ci, którzy sa od
            czegos specjalistami.

            Upokorzenia - są pewnie w każdej pracy, w której jest
            > się nowym i początkującym, u nauczycieli też, ale właśnie - moim zdaniem -
            > konfrontacja z nimi pomaga je zwalczyć, przygotować się na nie psychicznie.
            tyle tylko, ze nie w każdej pracy 30 nastolatków na dzien dobry nazywa nas
            k...ami, albo wkłada kosz na głowę ( co nie jest odosobnionym przypadkiem, w
            koncu chodziłam do szkoły, wiem, jak sie młodziez zachowuje i co sie dzieje).Ja
            się do tego po prostu nie nadaję.

            > I wreszcie, Twój apel o namwianie uczniów na szkoły dające zawód wydaje mi
            > się reakcją wynikającą z chandry i - mam nadzieję, że chwilowego -
            zniechęcenia
            > do wszystkiego. Jasne, że człowiek czuje się mało wart, jeśli skończywszy
            studi
            > a
            > z dobrymi wynikami obserwuje kolegów po zawodówce w najlepszych furach, ale ja
            > wtedy mówię sobie, że nie zamieniłabym się z nimi na dłuższa matę, bo po co mi
            > życie takie puste i durne, w którym wszystko zależy tylko od kasy? Poza tym
            > uczniowie dziś szczęśliwie to rozumieją, wybierając licea, a potem studia - i
            > nie musimy im tłumaczyć takich oczywistości.

            Ja mialam na mysli studia dajace zawód-np. informatyka, robotyka itp. a nie
            ETI, bo po tych studiach to taki ze mnie informatyk, jak w porzysłowiu o kozim
            zadku:)


            > Nie wiem, czy chcę uczyć całe życie, wiem, że chcę to robić jeszcze jakiś
            > czas, bo mnie to bawi, daje frajdę, mimo wszystkich kłopotów i idiotyzmów, na
            > które sie zżymam. Po prostu zrozumiałam jakis czas temu oczywistą prawdę, że
            > nauczyciel jest uważany za kogoś gorszego, o ile sobie na to pozwoli, bo sam
            > siebie tak widzi.

            Cieszę się, ze masz satysfakcje z pracy:)tez własnie takiej pracy szukam -
            która da mi satysfakcję:)
            P.S. a w jakiej szkole uczysz?

            > _______________________
            > Multo praestat dedolare sine amore quam amare, si non possis dedolare.
            • krasnoludek_zadyszek Re: Bezrobocie 24.08.05, 10:14
              Przepraszam, że tak póxno, ale nie zaglądałam tu ostatnio.

              > tyle tylko, ze nie w każdej pracy 30 nastolatków na dzien dobry nazywa nas
              > k...ami, albo wkłada kosz na głowę ( co nie jest odosobnionym przypadkiem, w
              > koncu chodziłam do szkoły, wiem, jak sie młodziez zachowuje i co sie dzieje).

              Oczywiście, ktoś gdzieś wsadził nauczycielowi kosz na głowę. Nie wydaje mi się,
              żeby robiło to każde "30 nastolatków". Nie wtedy, kiedy sobie na to wyraźnie i
              stanowczo nie pozwolisz. Zdecydowana większośc uczniów (nie mówię tu o
              kompletnych degeneratach, których miejsce jest w poprawczaku) na początku
              testuje nauczyciela, patrzy, ile może zdziałać, dopiero potem "wzmacnia" ataki.
              Po incydencie w Toruniu spytałam swoje 3 klasy, co ich zdaniem bym zrobiła,
              gdyby ktokolwiek spróbował wpakować mi kosz na głowę. Wszystkie odpowiedzi były
              takie same i prawidłowe - "zabiłaby go pani". Myślę - na podstawie mojego
              nieduzego jeszcze doświadczenia oczywiście - że sprawdza się ogólnie podejście
              do ucznia z szacunkiem i sympatią, ale cały czas podbudowaną konsekwencją i
              jakimś podskórnym pokazywaniem (nie umiem tego wyjaśnić, to jakoś samo mi się
              robi), że to Ty ustalasz reguły i na niektóre zachowania nie będzie przyzwolenia.


              > Ja mialam na mysli studia dajace zawód-np. informatyka, robotyka itp

              Ha, tu akurat mam trening w odpieraniu argumentów o tzw. "przyszłościowych
              studiach", bo skończyłam filologię klasyczną i ciagle musiałam tłumaczyć "co ja
              będę po tym robić". Nie wydaje mi się zatem, żeby rozsądne (i uczciwe - bo jak
              jestem taka mądra, to dlaczego sama wybrałam inne studia?) było tłumaczenie
              uczniom, żeby wszyscy szli na prawo i marketing. Szalenie trudno jest
              przewidzieć, że bedzie praca - dobra, satysfakcjonująca - pięć lat wczesniej. Ja
              mówię swoim uczniom tyle: skonczcie studia i nie myślcie, ze będzie różowo,
              szukajcie staży, rozglądajcie się, bierzcie wolontariaty, ale przede wszystkim
              idźcie na studia, które was interesują, bo jeśli można mieć przez 5 lat fajną
              intelektualną przygodę, a potem nie mieć pracy i męczyć się przez 5 lat z czymś,
              co nas nie interesuje, a potem nie mieć pracy - wybór jest oczywisty.

              > P.S. a w jakiej szkole uczysz?
              W liceum w Wawie, raczej średnim (w rankingach koło 30-35 miejsca, o ile to coś
              mówi).
              _______________________
              Multo praestat dedolare sine amore quam amare, si non possis dedolare.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka