fokka
07.10.04, 09:24
Wybory do rad osiedlowych w pełni. Zachęcana i
tu, na forum, do czynnego uczestnictwa w życiu
Łomianek, pomaszerowałam raźno w demokratycznym
uniesieniu. Wielka premiera w moim życiu - mieszkam
tu od niedawna.
Uciechy jak na festynie. Wrzask, pisk i pohukiwania,
hu, ha. Barwna postać: przedstawiciel burmistrza,
na którego przy okazji wyborów wylały się trzy
wiadra łez i pomyjów od moich sąsiadów z Łomianek
Górnych.
Pytanie z sali:
- Pytam się, pana burmistrza, jakim prawem wydał
zezwolenie na organizowanie wesel na terenie
gimnazjum? (Dla wyjaśnienia: pani już od tych
wesel i głuchnie i siwieje).
Pan przedstawiciel:
- Stołówka jest w szkole bardzo potrzebna. Tu,
między zajęciami, dzieci mogą się posilić, aby
nabrać sił przed dalszymi zajęciami...
- Ale wesela, ja głuchnę!
- ...ale nie tylko dzieci mogą z niej korzystać.
I tu mam dla państwa niespodziankę. I wy możecie
przyjść, aby w niewielkiej cenie zakupić obiad...
No. Folklor mazowiecki wymiata!
Scenka druga: przedstawia się pan kadydat do rady.
Pytanie od przedstawiciela burmistrza, o złośliwiec z
przedstawiciela i lis szczwany, a wredny:)
- A czy wówczas, gdy był pan w radzie za jej pierwszej
kadencji, przedstawił pan sprawozdanie z działalności?
(I tu przerwa, bo uczestnicy zebrania zakasali rękawy,
aby żywiołowo wyrazić żal do władzy.) Po fali zamieszek
pada odpowiedź kandydata:
- A jakie tam sprawozdaaanie. Pieniędzy nie było, to co
tu sprawozdawać. Na zebranie chodziłem. Na wszystkie.
(Frenetyczne owacje.)
Hura. Moja kandydatka zajęła drugie miejsce.
Idźcie i wy zagłosować, niezapomniane wrażenia.