inferno_m
04.01.06, 23:03
14 sierpnia 2001r.,
źródło: Gazeta Wrocławska
- Gdyby to się nie wydarzyło w urzędzie dostałby w dziób, albo ja bym dostał -
mówi Stanisław Ejnik
Krewki burmistrz
(PIECHOWICE, powiat jeleniogórski) - Poszedłem do burmistrza, żeby dogadać się
w sprawie drogi gminnej prowadzącej do posesji której budowę nadzoruję, a
która należy do mojej ciotki - opowiada Cezariusz Silicki, mieszkaniec
Jeleniej Góry. - Tymczasem burmistrz odpowiadał arogancko, a na końcu
powiedział żebym do budowanego domu latał helikopterem.
Krewcy panowie dwaj
- Absolutnie zaprzeczam, żebym obraził pana Silickiego - wyjaśnia Stanisław
Ejnik. - Wręcz przeciwnie, to on, gdy przychodzi do urzędu, traktuje
wszystkich jakby byli nikim. Również mnie tak potraktował, to było
niesłychane! Beształ mnie jakbym był gówniarzem!
- Teraz już nie, ale w piątek, gdy porozmawialiśmy sobie, miałem wyrzuty
sumienia, że nie postąpiłem jak mężczyzna - dodaje burmistrz. - Gdyby to było
w innym miejscu to powinienem dać mu w dziób, albo sam bym dostał i tak by się
skończyło.
O co poszło?
Obu panom poszło o drogę gminną nr 141, odchodzącą od ulicy Jaworowej w
kierunku działki należącej do Jolanty Karatysz-Occhipinti, ciotki Cezariusza
Silickiego. Jak wynika z map, które obejrzeliśmy w wydziale geodezji urzędu
miejskiego, istniejący dojazd do działki, na której trwa budowa domu, biegnie
po prywatnej posesji sąsiada. Natomiast wytyczona droga jest zablokowana
kamieniami i czterema wiekowymi drzewami. Widocznie dojazd został wytyczony na
mapie, ale nikt nawet nie próbował go uruchomić.
Wara od mojego
- Postawiłem już słupki i założę bramkę, nie zgadzam się, żeby po mojej ziemi
sąsiad woził materiały budowlane - mówi właściciel sąsiedniej działki. - Wy
też stąd idźcie, bo psem poszczuję!
- Którędy mam teraz dojeżdżać? - pyta się Cezariusz Silicki. - Nie zastosuję
się do rady burmistrza, bo choć jestem pilotem po szkole w Dęblinie, to na
takim skrawku nie wyląduję. Z drugiej strony też nie dojadę, bo jest wysoka
skarpa i prywatny teren.
Nieznane drzewa
Zapytaliśmy w urzędzie miejskim, czy zostaną wycięte drzewa rosnące na
wytyczonej drodze.
- Wydział ochrony środowiska nie może wydać decyzji o usunięciu drzew z
gminnej posesji - tłumaczy Sylwia Nowak, inspektor ochrony środowiska. - O tym
decyduje zarząd miasta. Nie wiemy też, czy te drzewa są chore, albo zagrażają
budynkom lub przechodniom. Nie wiem, czy blokują drogę, bo nie mogę znać
wszystkich drzew w gminie.
- Od was słyszę o nieprzejezdnej drodze, nie potrafię powiedzieć co
zdecydujemy, muszę lepiej poznać sprawę - tłumaczy burmistrz. - Pan Silicki
nie dał mi szansy na wyjaśnienia.
Marek Komorowski
- Gdyby nie powaga urzędu ta pyskówka zakończyła by się rękoczynem - mówi
Stanisław Ejnik.
- Droga wytyczona na mapie biegnie tędy, przez krzaki i drzewa - pokazuje
Cezariusz Silicki.
Niekonwencjonalny
Stanisław Ejnik znany jest z niekonwencjonalnych zachowań. Wielokrotnie do
naszej redakcji docierali mieszkańcy Piechowic, którzy czuli się obrażeni
zachowaniem burmistrza. Mówili o lekceważeniu, niewyszukanych dowcipach,
ciągłym braku czasu dla petentów. Opowiadali też o „ejnikówce”, czyli drodze
przez pola z Pakoszowa gdzie mieszka burmistrz, do centrum Piechowic. Podobno
została wybudowana dla jego wygody i łatwiejszego dojazdu do pracy. Burmistrz
nie lubi też mediów. Ostatnio pytany o układy w urzędzie, dziennikarzowi
Gazety Wojewódzkiej powiedział przez telefon, żeby ten pocałował się w d.... i
odłożył słuchawkę.