Gość: Gość
IP: *.kielce.vectranet.pl
03.08.10, 14:37
Witam. To nie są w Polsce jednostkowe przypadki. Dyrektorzy szkół wykorzystują
sytuację (niż demograficzny) i zwalniają ze szkół nie najsłabszych, nijakich
czy mało zaangażowanych nauczycieli ale przede wszystkim tych najlepszych
jakby obawiali się ich osiągnięć i sympatii uczniów. Karta nauczyciela broni
przede wszystkim dyrektorów a tak gmatwa prawo, że niewielu prawników chce się
podjąć obrony nauczycieli przed sądem. W obecnych czasach utrzymanie się na
stanowisku nauczyciela to walka. W wielu szkołach panuje atmosfera
zastraszania. Nauczyciele boją się odezwać, bo stracą pracę a nie są
przygotowani do jej zmiany. Mamy w naszym kraju dobrych nauczycieli ale nasze
dzieci są nauczane w większości szkół, przez tych najsłabszych co nie oznacza
źle wykształconych. Takich nijakich bojących się odezwać, wymyślić coś nowego
bo a nuż się nie spodoba dyrekcji? Ci przebojowi już zrezygnowali i to nie
wcale z powodu zarobków ale z powodu atmosfery w pracy, stosu papierów i walki
z wiatrakami przy próbie wprowadzenia czegoś nowego. Reforma edukacji nic tu
nie da bo ona jest wprowadzana z perspektywy Warszawy. Polska oświata jest
najgorsza w mniejszych miejscowościach tam gdzie dyrektorem szkoły zostaje
znajomy prezydenta czy członek odpowiedniej partii. Najwięcej takich
przykładów można zaobserwować w świętokrzyskim. Taki człowiek nie będzie
zatrudniał dobrych nauczycieli on zatrudni sprzymierzeńców, lizusów.
Współczuję bohaterkom artykułu, bo stały się ofiarami systemu i tchórzostwa
miejscowych władz. Wyroki sądu najwyższego są po ich stronie szkoda, że
prawnik broniący obu pań nie sięgnął do nich.