ifive
18.04.17, 03:49
Ur. 27.12.1979r. samotna wrrrrr bez kierunku. Lata lecą i niewiele się zmienia a każdorazowe wziecie sie w garść aby samej coś zmienić szybko kończyło się klapą. Wibracje imienne 8-3-a jakże 11. Tu mała uwaga dla ludzi, którym może przyjść do głowy wpakować sobie 8 do liczby duszy - NIE polecam.
Najważniejsze pytanie - czy jestem skazana na samotność i jest to gdzies mojej dacie czy w gwiazdach np.? Bo jesli tak, może mniej bym sie miotała i pogodziła z losem. Niby nie powinnam mieć problemu ze znalezieniem sobie kogoś a jedyny związek w moim życiu właściwie chyba nawet nim nie był. Z exem utrzymujemy dobry kontakt ale to tyle.
Zerknęłam na bloga pani Teresy, na wątek o 27 a mieszkanie i heh, od 17 do 30rż bywałam głównie nie na swoim i nawet nie bardzo marzyłam, że kiedyś "zamieszkam u siebie". Po 7 latach spokoju wisi nade mną sprzedaż, kupno działki, budowanie się (jakieś egzotyczne skandynawskie pomysły) i wynajmowanie mieszkania przez ten czas. A to rozwiazanie i tak musiałam wynegocjować... nie zależy to ode mnie. Po drodze otrzymałam też fantazyjną propozycję od praktycznie obcego człowieka, w wyniku której miałby właściwie stać sie współwłaścielem pomimo mikroskopijnego wkładu własnego. Ludzie maja fantazję. Nad domem rodzinnym widniało widmo banku z powodu kredytu rodziców i właściwie cudem sie udało je rozpędzić. Ale to dopiero po tym, jak po latach od wybudowania domu rodzice sie zorientowali, że sprawa własności działki jest nieuregulowana. I po latach starań i marzeń mamy, żebyśmy sie gdzies wyprowadzili.