Dodaj do ulubionych

Akcja Wisła w Birczy

07.12.04, 17:33
Czy w Birczy też przeprowadzono w roku 1947 Akcję Wisła? Moja rodzina
pochodzi z okolic Jarosławia i stamtąd wywieziono dużo ludzi. To chyba
dotyczyło całego województwa przemyskiego z tego co sie orientuję. Mógłby
mnie ktos oświecić.
Obserwuj wątek
    • darino Re: Akcja Wisła w Birczy 08.12.04, 01:15
      Akcja "Wisła" objęła całą Polskę południowo-wschodnią (na zachód po Pieniny i
      Nowy Sącz), na północ po Hrubieszów. W sumie wywieziono kilkaset tysięcy ludzi.
      Gmina Bircza odniosła szczególnie duże straty - obecnie liczy niecałe 8 tysięcy
      ludzi, przedwojną na tym obszarze żyło około 25 tysięcy ludzi.
      Czystki etniczne odbyły się w kilku etapach:
      1. W latach 1939-41 okupanci sowieccy wywiezli lub zamordowali kilka tysięcy
      osób - inteligencję polską, ziemian, oficerów oraz bogatszych chłopów (kułaków).
      2. W latach 1941-44 Niemcy wymordowali (Żeń, Kamienna Górka) lub wywiezli do
      obozów zagłady kilka tysięcy Żydów.
      3. W czasie okupacji niemieckiej wywieziono na roboty do Niemiec kilkaset osób
      (Polaków i Ukraińców).
      4. W czasie powojennych bratobójczych walk polsko-ukraińskich zginęło
      kilkadziesiąt osób.
      5. W latach 1945-46 wysiedlono przymusowo kilkanaście tysięcy osób na Ukrainę.
      6. W latach 1947-48 w czasie Akcji "Wisła" wysiedlono kilka tysięcy osób na
      ziemie północne i zachodnie.
    • darino Re: Akcja Wisła w Birczy 08.12.04, 01:17
      Chciałbym zapytać o to, czy może ktoś się orientuje w jakie okolice Polski
      wysiedlano mieszkańców naszej gminy w czasie Akcji "Wisła" ?
      Jeżeli chodzi o Ukrainę, to większość osób wysiedlono w okolice Trembowli i
      Buczacza.
      • holejnik Re: Akcja Wisła w Birczy 09.12.04, 18:24
        Witam , myślę że również wywieziono niektóre rodziny do Odessy, byłem tam to
        wiem z rozmów że kiedyś mieszkali na Kamiennej Górece a po wojnie musieli
        wyjechać do Odessy ( taki mieli przydział) gdzie do dziś tam zamieszkują,
        ponieważ ta sytuacja długo trwa. rodziny potrafiły się zasymilować z
        miejscowymi potwożono nowe rodziny i niektórzy zamieszkuja w pobliżu Odessy w
        Kominternowskoje ( parę lat temu odwiedzałem tamte strony) Pozdrawiam
        • alutok5 Re: Akcja Wisła w Birczy 10.12.04, 21:05
          Wiem, że w roku 1947 z Birczy na ziemie obecnego woj. zachodniopomorskiego
          zostali wysiedleni krewni mojego taty, dlatego też mam gdzie spędzać wakacje ;w
          przepięknym zakątku poj. Drawskiego.
          • alutok5 Re: Akcja Wisła w Birczy 10.12.04, 21:13
            Właśnie 10 km. od Drawska w Złocieńcu mieszkają moi kuzyni i chociaż to tyle
            km. od Rzeszowa ale to tam spędzam każde wakacje a nie w Birczy.Odwiedzam też
            forum złocienieckie.
            • darino Re: Akcja Wisła w Birczy 11.12.04, 03:29
              Mam prośbę, proszę zareklamuj nasze forum w Złocieńcu, może ktoś ma jakieś
              ciekawe informacje na temat naszej gminy ?
              • alutok5 Re: Akcja Wisła w Birczy 11.12.04, 16:07
                Zrobiłam ale nie ręcze ,że ktoś się odezwie , bo Ci co pamiętają wysiedlenia to
                przeważnie już odeszli na wieczną wartę a ich dzieci i wnuki to już wcale nie
                pamiętają Birczy, np. moja ciotka miała wtedy 7 lat i nigdy potem nie była w
                Birczy, jej mama też nie jedynie tato , bo wtedy odwiedzał nas w Rzeszowie i
                jeżdził na Kalwarię.
    • alutok5 Re: Akcja Wisła w Birczy 12.12.04, 15:50
      Re: Rodziny wysiedlone z Birczy
      Autor: zlocieniec
      Data: 11.12.2004 16:45

      --------------------------------------------------------------------------------
      Z Twojego tekstu wynika, że akcja "Wisła" była czystką etniczną

      • darino Re: Akcja Wisła w Birczy 12.12.04, 16:16
        Oczywiście, że Akcja "Wisła" była czystką etniczną, z tym że sam
        termin "czystka etniczna" powstał dużo pózniej, a zasada odpowiedzialności
        zbiorowej, na której oparł się rząd polski sięga najlepszych wzorców
        hitlerowskich !
        Więcej na tej temat można znalezć na:
        akcjawisla.semper.pl/
        akcjawisla.fm.interia.pl/
    • upowiec Akcja "Wisła" 28.04.05, 17:46
      Potępiona akcja - zbrodnia czy konieczność?

      Działania Grupy Operacyjnej "Wisła"

      28 marca 1947 roku, ok. 9. 30, siedem kilometrów na południe od Baligrodu,
      jadące w kierunku Cisnej dwa wozy Dodge i Zis-3 zostały silnie ostrzelane
      ogniem z broni maszynowej. Z pojazdów wyskoczyło kilkunastu żołnierzy i
      oficerów WP, zajmując pozycje w pobliżu szosy. W czasie krótkiej i chaotycznej
      walki, kilku z nich dosięgły kule. Na widok nadjeżdżającego kolejnego pojazdu z
      żołnierzami, atakujący wycofali się bez strat. Trzech zabitych złożono na
      samochodzie i odwieziono do Baligrodu, wśród nich generała broni Karola
      Świerczewski.

      "Odkrywca", ŁUKASZ ORLICKI 2005-04-13

      Tego samego dnia, w ostatnim wydaniu wieczornego programu Polskiego Radia,
      nadano komunikat o śmierci generała, który poległ „od skrytobójczych kul
      ukraińskich faszystów”. Po kilkunastu godzinach wiadomość powtórzyły gazety w
      całej Polsce. Trzy dni później w środku lasu, gdzieś w rzeszowskim, dowódca
      sotni UPA „Chrin”, ogłosił zebranemu pospiesznie oddziałowi „podczas ostatniej
      akcji zabiliśmy polskiego generała”. Na pogrzebie, nad trumną Świerczewskiego,
      Władysław Gomułka oświadczył: „Pomścimy śmierć Twoją, wytępimy do ostatniego
      wszystkich faszystowskich niedobitków”. Wiadomość, która obiegła całą Polskę
      wzbudziła, jak pisała ówczesna prasa „żal, ból i gniew”. Żołnierze i oficerowie
      9 Zaodrzańaskiego Pułku Piechoty stacjonującego od dwóch lat na Zamojszczyźnie
      również płakali, ale, jak wspomina oficer 2 batalionu por. Zygmunt Wysocki… z
      radości „serce zadrżało nam z uciechy, że zdejmą z nas w końcu wszy, dadzą nam
      jeść, że wreszcie zginął ktoś ważny z Warszawy, i może w końcu nadejdzie dla
      nas odmiana na lepsze…”. Śmierć Świerczewskiego stała się pretekstem, bądź
      powodem zorganizowania Grupy Operacyjnej „Wisła”, której działanie przyjęło się
      określać krótko mianem Akcja bądź Operacja „Wisła”.

      Wyrazy te stanowią dzisiaj słowa – klucze, oznaczające cierpienie wysiedlonego
      narodu ukraińskiego i łemkowskiego. Na ten temat opublikowano wiele opracowań,
      naświetlających sytuację ludności cywilnej, polityczną, powody i skutki, oraz
      jednoznaczne oceny potępiające ale również i usprawiedliwiające działania Grupy
      Operacyjnej „Wisła”. Wśród historyków i badaczy tego zagadnienia do dzisiaj
      istnieją spory dotyczące decyzji przeprowadzenia wysiedlenia. Czy zaplanowana
      wcześniej, spowodowana była dążeniem władz komunistycznych do stworzenia z
      Polski kraju jednolitego narodowo? Czy podjęto ją wyłącznie z powodu
      działalności UPA? Dlaczego Akcja „Wisła” stała się symbolem wysiedlenia, jeśli
      we wcześniejszych działaniach GO Rzeszów wyrzucono kilkukrotnie więcej
      ukraińskich mieszkańców do ZSRR? Co działo się na nowych rubieżach
      rzeczpospolitej (przed wojną był to przecież niemalże środek kraju), że
      spowodowało to olbrzymią operację wojskową? Jaki był jej przebieg i jakie
      pozostawiła po sobie materialne ślady?

      Jeszcze przed zakończeniem wojny – 9.IX.1944 r., USRR i komunistyczny rząd
      lubelski (PKWN) podpisały umowę dotyczącą wymiany ludności ukraińskiej
      mieszkającej w Polsce oraz Polaków pozostających na ziemiach utraconych w
      wyniku konferencji jałtańskiej. Z założenia miała być ona dobrowolna, jednak, o
      ile Polacy zagrożeni napadami i powrotem pod władzę sowiecką masowo wyjeżdżali
      do Polski, to zamieszkujący tereny Zamojskiego, Rzeszowskiego, Lubelskiego,
      Chełmszczyzny oraz Bieszczad, Ukraińcy niechętnie rozstawali się z rodzinną
      ziemią. 3.IX.1945 r. władze komunistyczne bojąc się pozostawienia w granicach
      kraju niepewnej politycznie ludności ukraińskiej, bądź opierając się na
      informacjach otrzymanych od Rosjan, że ludność ta nie chce wyjeżdżać bo nie
      pozwala jej na to UPA uznały, że wysiedlanym trzeba „pomóc” i w rejony
      południowo-wschodniej Polski skierowano trzy dywizje piechoty WP: 3., 9., i 8
      DP. Oficerowie i żołnierze jednostek nie zdawali sobie do końca sprawy jakie
      czekają ich zadania związane z „dobrowolnym” wysiedleniem, ani co będzie czekać
      ich na miejscu. 9. Pułk Piechoty z 3. Pomorskiej Dywizji Piechoty im.
      Traugutta, przebył wraz z 1 Armią cały szlak bojowy. Świeżych, niedostatecznie
      wyszkolonych rekrutów rzucono do walki na przyczółku czerniakowskim, gdzie
      ponieśli olbrzymie straty, później wraz z całą dywizją pułk walczył pod
      Kołobrzegiem i na terenie Niemiec, aż do Łaby. Zmęczonym walkami żołnierzom
      zapowiedziano, że trafią nad wschodnią granicę, prawie na „odpoczynek”. Po
      męczącej pieszej drodze ze stacji rozładunkowej w Chełmnie Lubelskim dotarli w
      rejon Lubaczowa.

      Por. Zygmunt Wysocki wspomina: „My pojechaliśmy w tamte rejony, jak nam
      mówiono, naprawdę pomagać ludności. Nic nie miało nam grozić. W pierwszy dzień
      spokojnie rozstawiliśmy karabiny w kozły, wojsko podjadło kolację i rozłożyło
      się w stodołach, a oficerowie zdążyli, po tak długiej drodze, wypić po
      kielichu. Na raz o godzinie 11.00 lub 12.00 w nocy ze wszystkich stron
      usłyszeliśmy strzały! Z jednej wioski otrzymaliśmy bardzo silny ogień, a z
      drugiej ktoś nas atakował. Z zainstalowanej u nas radiostacji dobiegał mnie
      tylko głos powtarzający, jak mi się wydawało po rusku, raz za razem >UKA UKA
      adieł idit, w boj priedałżajem<. Ja nawet nie wiedziałem, podobnie jak reszta
      oficerów, kto nas atakuje. Myślałem sobie >po rusku mówią to Ruscy na nas
      nacierają?<. Czy my żeśmy na wojnę jakąś przyjechali? Był taki dowódca kompani
      moździerzy, który podjął decyzję aby ogniem moździerzy obłożyć jedną wioskę i
      tym samym nas ocalił. Ogień spadł na tę jedną grupę, która nacierała. Gdyby oba
      natarcia na raz przeprowadzili a nie tylko z jednej strony strzelali, to by nas
      doszczętnie w pierwszy dzień rozbili”. Następne noce wojsko spędziło już w
      pospiesznie przygotowanych okopach i zamaskowanych stanowiskach ogniowych. Dla
      porucznika Wysockiego, zaczęła się druga wojna w jego życiu, trwająca trzy
      lata, tym razem z UPA. „Przez następne lata byliśmy jakby w zupełnym
      zapomnieniu, transporty z żywnością po drodze z Lublina były rozbijane przez
      Ukraińców. Ginęli nasi żołnierze i oficerowie – całe plutony, najgorsze dla nas
      było to, że nikt o tym nie pisał, ani nikt nie wiedział, że toczymy normalną
      wojnę, nikogo z dowództwa w Warszawie to nie obchodziło”. Żołnierzy 9 PP użyto
      do przeprowadzania wysiedleń, przy których przestała funkcjonować zasada
      dobrowolności. Na terenach wschodnich powojennej Polski rozpętał się chaos .

      Kim był przeciwnik?

      Ukraińska Powstańcza Armia (UPA) została stworzona jako zbrojne ramię
      Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Celem OUN, konsekwentnie w miarę
      możliwości realizowanym w czasie i po zakończeniu II wojny światowej, było
      zorganizowanie na byłych terenach II Rzeczpospolitej i USRR nacjonalistycznego
      państwa ukraińskiego. Od 1939 r. działacze nacjonalistyczni wiązali swoje
      nadzieje na utworzenie „samoistnej Ukrainy” z III Rzeszą Niemiecką. Jednak
      kiedy Niemcy nie zgodzili się na proklamowanie przez OUN państwa ukraińskiego,
      nacjonaliści zeszli do podziemia tworząc oddziały partyzanckie przygotowujące
      się do przejęcia władzy na terenach należących przed wojną do ZSRR i Polski.
      Kierownictwo OUN zdecydowało, że duża liczba ludności ukraińskiej i silne
      struktury UPA na Wołyniu pozwalają na podjęcie „akcji” mającą przygotować teren
      pod przyszłe jednolite narodowo państwo. W wyniku okrutnych mordów i
      eksterminacji ludności, zginęło około 60 tys. Polaków, a ponad 400 tys. musiało
      opuścić swoje siedziby. W miarę wypierania UPA z terenów Wołynia i widocznej
      przewagi Armii Czerwonej, oddziały ukraińskie zaczęły przenikać na tereny
      Podlasia, Chełmszczyzny, Łemkowszczyzny, Rzeszowsz
      • upowiec Akcja "Wisła" II 28.04.05, 17:50
        Rzeszowszczyzny w celu zorganizowania na ziemiach, do których nie rościło sobie
        prawa ZSRR, zalążka przyszłego nacjonalistycznego państwa ukraińskiego.
        Tymczasem komunistyczne władze polskie 5.IV. 1946 r. stworzyły Grupę
        Operacyjną „Rzeszów” włączając w jej skład siły MO, UB, WOP i 8 oraz 9 Dywizję
        Piechoty, przeznaczoną do przeprowadzenia zintensyfikowanego „dobrowolnego”
        wysiedlenia. Początkowo UPA zareagowała w charakterystyczny dla rozpętanego
        przez siebie wcześniej terroru. W ściśle tajnej instrukcji wydanej w
        październiku 1944 roku czytamy: „wśród Polaków rozpuszczać słuchy, że jeśli
        ktoś zajmie ukraińskie gospodarstwo, będzie fizycznie likwidowany. Tych, którzy
        nie posłuchają, fizycznie likwidować, nie wyłączając kobiet i dzieci”. Jednak w
        odróżnieniu od Wołynia nie przystąpiła w tym rejonie do masowych mordów. Za to
        w 1945 roku doszło do kilkunastu ataków na wioski zamieszkałe przez Ukraińców
        (zabito 2-3 tys. cywilów), w ich wyniku przywódcy nacjonalistycznego podziemia
        ukraińskiego natychmiast nakazali ataki odwetowe, Oddział „Chrina” spalił
        Borowicę, a kureń „Zalizniaka” Wiązownicę, w obu zabijając ponad 200 Polaków. W
        1945 roku na terenie województw krakowskiego, rzeszowskiego i lubelskiego
        zginęło około 368 osób cywilnych polskiego pochodzenia. Od września 1945 roku w
        trakcie akcji przyjmującej o wiele bardziej brutalny charakter niż
        Operacja „Wisła”, do 2.VIII.1946 roku wysiedlono około 482 tys. osoby (w tym
        czasie do Polski przyjechało około 800 tys. Polaków z Ukrainy). 25 stycznia
        1946 roku doszło do najbardziej znanego przypadku masakry ludności ukraińskiej.
        W Zawadce Morochowskiej żołnierze, najprawdopodobniej z 34 PP wraz z
        niezidentyfikowanymi członkami polskiej samoobrony z okolicznych wiosek,
        zamordowali w okrutny sposób około 72 osoby. W wyniku działań UPA (ataków na
        transporty, placówki WOP, Komisje Repatriacyjne, agitację wśród ludności
        przeciwko dobrowolnemu opuszczeniu ziemi) rozwiązano GO Rzeszów, a tereny leśne
        znalazły się w większości pod kontrolą ukraińską.

        Oddziały wojskowe UPA zorganizowane były na zasadzie „trójkowej” (choć warunki
        walki partyzanckiej powodowały, że nie zawsze się tego ściśle trzymano).
        Najmniejszym związkiem były roje (czyli drużyny), składające się z dowódcy i 9
        strzelców, w tym 2 celowniczych rkm i 2 amunicyjnych. Często w ramach roju
        wyodrębniano jeszcze sekcje zwane łankami z kilkoma strzelcami i jednym rkm-em.
        3 roje wchodziły w skład czoty (plutonu) wyposażonego często w lekkie
        moździerze i cięższe karabiny maszynowe. Oddziały UPA podejmowały większe akcje
        bojowe w sile co najmniej sotni (kompanii), złożonej z trzech czot, roju
        ciężkich karabinów maszynowych i pododdziałów zaopatrzenia. Największymi,
        rzadko zgrupowanymi w jednym miejscu oddziałami UPA, były kurenie (bataliony)
        złożonymi wg regulaminu z trzech sotni, czot cięższego uzbrojenia (np.
        artylerii lub broni rakietowej), sotni ciężkich moździerzy i ckm-ów oraz
        oddziałów zaopatrzenia i żandarmerii. Taktyka walki, była elastyczna i
        dostosowana do warunków pola walki, na ogół polegała na działaniach ściśle
        partyzanckich: sabotażu, rajdu, ataku z zaskoczenia i szybkiego odskoku.
        Ciekawostką może być fakt, że w obronie lasu, pododdział UPA przyjmował obronę
        albo kilkanaście metrów przed, albo w jego głębi – nigdy na skraju. Żołnierzy
        UPA obowiązywała surowa dyscyplina, np. za zaśnięcie na warcie rozstrzeliwano.
        Schwytany podczas akcji „Wisła” „upowiec” tak opisywał metodę wystawiania
        czujek: „Placówki (…) stoją blisko kwater i nigdy nie będą wystawiane na żadnej
        drodze, lecz 5, 10 m z jednej lub drugiej strony ścieżki, za grubym drzewem lub
        w krzakach. Jeżeli w dzień wystawiona placówka zobaczy „wojsko”, a ma rkm, to
        strzela, natomiast jeżeli tylko karabiny – ucieka”.

        • upowiec Akcja "Wisła" III 28.04.05, 17:52
          Wsparciem dla sotni były siatki cywilne OUN, zorganizowane w tzw. Samoobronne
          Kuszczowe Oddziały (SKW), których członkowie na co dzień mieszkali w swoich
          domach, pełniąc różnego rodzaju konspiracyjne funkcje (wywiadowcze,
          zaopatrzeniowe) a w razie potrzeby mogli zostać użyci do poszczególnych akcji
          zwiększając liczebność „leśnego” oddziału. W 1945 roku UPA w omawianych
          rejonach stanowiło poważną siłę, dobrze zorganizowaną, wyszkoloną, mającą silne
          oparcie w cywilnej siatce, oraz wyposażoną często lepiej niż oddziały Wojsk
          Obrony Pogranicza, Milicji, a nawet skierowane w te rejony dywizje piechoty
          (szczególnie dbano nawet w niewielkich oddziałach UPA o wyposażenie w broń
          maszynową). Umundurowanie i uzbrojenie było bardzo zróżnicowane, często
          przystosowane do zaplanowanej akcji. W zależności od potrzeby oddział UPA mógł
          wyglądać i zachowywać się jak żołnierze Armii Czerwonej, Wojska Polskiego lub
          AK – WIN – NSZ. Tak naprawdę przeciętny mieszkaniec tamtego rejonu miał poważne
          trudności w zidentyfikowaniu wkraczającego do wioski oddziału.

          Akcja "Wisła"

          29.III.1947 roku, dzień po śmierci Świerczewskiego, na posiedzeniu Biura
          Politycznego PPR postanowiono „W szybkim tempie przesiedlić Ukraińców i rodziny
          mieszane na tereny odzyskane (przede wszystkim Prusy płn.) nie tworząc zwartych
          grup i nie dalej niż 100 km od granicy”. Kilkanaście dni później, 11.IV.1947 r.
          BP PPR powołało sztab grupy operacyjnej „Wisła”, który miał przygotować
          operację wysiedlania oraz rozbić strukturę UPA przy wschodnich granicach kraju.
          Grupa operacyjna miała przeprowadzić całość akcji w dwóch fazach, w pierwszej w
          rejonie Sanoka i województwie lubelskim, w drugiej na Łemkowszczyźnie i w
          okolicach Przemyśla. Dowódcą całości operacji mianowano zastępcę szefa sztabu
          generalnego WP generała bryg. Stefana Mossora. Zgodnie z życzeniem Biura
          Politycznego skontaktowano się z Czechosłowacją i ZSRR uzgadniając
          uszczelnienie granic. Po sowieckiej stronie, granicy pilnowała 64. Dywizja
          NKWD, dowodzona przez ppłk. Dunina. Od strony Czechosłowacji granicę
          uszczelniła specjalna grupa operacyjna „Teplice”, na czele z gen. Janem
          Hermanem. Uzgodniono, że oddziały wojskowe w razie pościgu, mogły swobodnie
          przekraczać granicę do głębokość 30 kilometrów.

          Wykorzystując wypracowane w Armii Czerwonej zwyczaje, wprowadzono dosyć
          skomplikowany podział taktyczny. Z kilkunastu pułków i dywizji wyselekcjonowano
          żołnierzy wcielając ich w skład tzw. specjalnych kombinowanych pułków piechoty
          (skpp), które rozwiązano po zakończeniu akcji. Skpp połączono w dywizje liczące
          przeciętnie dwa, trzy pułki. Do składu sił operacji „Wisła”, w pierwszej fazie
          działań, skierowano pięć dywizji piechoty sformowanych z szesnastu
          kombinowanych pułków piechoty, pułk saperów, samochodowy, pułk Milicji
          Obywatelskiej. A do rozpoznania i działań łącznikowych, przygotowano samoloty
          PO-2. Dodatkowo pod dowództwo Mossora oddano dywizjon pociągów pancernych SOK,
          stacjonujący w Zagórzu pod Sanokiem. Wchodzące w jego skład cztery pociągi
          tworzono od 1945 roku w celu ochrony linii kolejowych bezustannie atakowanych
          przez oddziały UPA. Przy konstruowaniu tych improwizowanych pociągów
          pancernych, wykorzystywano wagony opancerzone lub fragmenty opancerzenia
          pochodzenia polskiego, czeskiego i niemieckiego[i]. Z rozproszonych do tej pory
          oddziałów Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, stworzono najsilniejszą z
          użytych w akcji jednostek 1. Dywizję KBW, (około 5000 ludzi w trzech brygadach
          z kompanią samochodów pancernych BA-64, i pojedynczymi M2 i M3AI, oraz
          sześcioma Su-76). Pospieszne formowanie dało o sobie znać już na samym początku
          operacji, brakami w koordynacji akcji bojowych i nieskutecznością działań
          przeciwko dobrze wyszkolonym, znającym teren sotniom UPA.

          Przesiedlenia

          Bezapelacyjnie najtragiczniejszą kartę w historii akcji „Wisła”, stanowią
          masowe przesiedlenia (około 140 tys. osób), na które położono szczególny nacisk
          w pierwszej fazie operacji oraz zorganizowanie obozu odosobnienia w Jaworznie
          (umieszczono w nim 3873 osoby oskarżone o sympatyzowanie z UPA, w tym kobiety i
          dzieci, w wyniku złych warunków i znęcania się nad więźniami zmarło 161
          osadzonych). Szeregowiec Leon Wróbel z 5 skpp uczestniczył w kilkudziesięciu
          akcjach przesiedleńczych: „W nocy jedna kompania otaczała wioskę, a rano
          wjeżdżała do wioski druga z podwodami, które brano z Zamojskiego. Po czym
          oficerowie wchodzili do przeznaczonych do wysiedlenia domów z zawiadomieniami.
          Żołnierze pomagali im się ładować i pakować. Brali wszystko co im się podobało,
          cały swój dobytek niektórzy ładowali na dwa wozy inni na cztery, po czym cały
          transport był konwojowany po około 50 – 80 wozów do Bełżca na stację
          przeładunkową. Stamtąd jechali dalej na zachód…”. Ludność rozmieszczana była na
          terenach Ziem Odzyskanych, czyli w północnej i zachodniej Polsce. Rozkazy
          zabraniały jakiegokolwiek znęcania się nad Ukraińcami, jednak w atmosferze
          rozgardiaszu cechującego pierwszą falę operacji, dochodziło w niektórych
          oddziałach do szykan, np. skracano czas przeznaczony na pakowanie, zdarzały się
          również pobicia opornych. Co ciekawe, oficerowie i żołnierze w większości
          wierzyli, że opuszczający swoje ziemie mieszkańcy wiosek opuszczają nędzne
          chaty i zamieniają je na porządne poniemieckie gospodarstwa. Szef sztabu 1.
          Dywizji KBW dziwił się podczas rozmowy, „że żaden argument nie trafiał do ich
          świadomości. Jeden z rozmówców, właściciel 5 ha gospodarstwa, na pytanie
          dlaczego nie wyjechał do USRR w ramach repatriacji, odpowiedział, że tu jest mu
          dobrze. Tu się urodził i tu chciałby umrzeć”.

          • upowiec Akcja "Wisła" IV 28.04.05, 17:54
            Przesiedlenia doprowadziły do prawie całkowitego wyludnienia niektórych rejonów
            Polski, szczególnie w Bieszczadach istnieją miejsca, gdzie po 65 latach trudno
            jest odnaleźć ślady spalonych i zniszczonych wiosek. Palenie opuszczonych
            wiosek przeprowadzane było przez oddziały UPA w celu niedopuszczenia do
            przejęcia zabudowań przez sprowadzonych na to miejsce Polaków.

            „Lato 1947 roku było inne – pisał w swoich wspomnieniach były żołnierz UPA
            OUN. Pola i ogrody leżały odłogiem, a wyludnione wsie straszyły wrogą pustką.
            Polskie oddziały dniem i nocą przeczesywały każdą wieś i skrawek ziemi”. Jednak
            początkowo oddziały UPA nie ponosiły większych strat. WP stosowało taktykę
            wypracowaną jeszcze w 1946 roku: nocne przemarsze połączone z organizowaniem
            zasadzek oraz przeczesywanie lasów. O ile efektem było utrudnianie
            funkcjonowania sotni UPA, pozbawionej odkrywanych przez wojsko leśnych
            magazynów broni i zaopatrzenia, to w oparciu o tę taktykę nie udało się rozbić
            żadnego większego oddziału ukraińskiego. W sztabie GO „Wisła” opracowano w maju
            1947 roku nowe wytyczne, w których nakazywano odejście od losowego
            przeczesywania lasów. Dowódca 1. Dywizji KBW na ich podstawie i w oparciu o
            meldunki z terenu, wydał rozkaz operacyjny „z chwilą nawiązania łączności z
            bandą lub natrafienia na jej ślad, jedynym i głównym zadaniem jest ścigać.
            Zmęczenie żołnierzy nie wytrzymuje krytyki banda też się męczy”. Ale braki
            operacyjne dawały o sobie znać jeszcze podczas kilku akcji przeprowadzonych w
            rejonie masywu Chryszczatej, na której jeszcze w 1946 roku odkryto olbrzymi
            zespół bunkrów UPA. W dniach 12-15.V.1947 r. przeprowadzono tu, pod osobistym
            dowództwem Mossora, wielką operację z udziałem dwóch dywizji, brygady KBW, 12
            PP i sił WOP. Mimo to okrążonym sotniom „Chrina” i „Stacha” udało się wymknąć.
            6 czerwca przeprowadzono dużym nakładem sił kolejną akcję na szczyt
            Chryszczatej. Użyto m.in. kompani moździerzy 82 mm i klucza szturmowych
            samolotów IŁ-2 z lotniska w Rzeszowie. Cała operacja trafiła w próżnię. Odkryto
            jedynie podziemne bunkry i piekarnię, z której korzystały oddziały
            kurenia „Rena”.

            Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów walk na terenie działania
            GO „Wisła” było zdobywanie zamaskowanych schronów. Instrukcja rozpowszechniona
            wśród oddziałów polskich nakazywała „przede wszystkim schwytanie żywych
            bandytów znajdujących w bunkrze. Albo poprzez zorganizowanie w pobliżu, albo
            skryte (najlepiej w nocy) podczołganie się kilku saperów i założenie dookoła
            bunkra w 4, 5 miejscach ładunków wybuchowych, przeciągnięcie sznura Bickforda i
            nad ranem ogłuszenie wybuchem znajdujących się w środku bandytów z równoczesnym
            nalotem wojska. Nie pozwalając przez szybkie działanie, zorientować się
            bandytom sytuacji, ująć ich żywcem”. Postępując zgodnie z wytycznymi, wojsko
            próbowało za każdym razem wziąć „żywcem” obleganych w bunkrze „upowców”, jednak
            najczęściej ginęli oni w walce lub popełniali samobójstwo, Jak np. podczas
            ataku przeprowadzonego 22.I.1947 r. przez Oddział 4 Grupy Manewrowej (WOP) na
            podziemny szpital w rejonie Maniowa. Wiele z zamaskowanych magazynów i kryjówek
            znajdowało się również na terenach zabudowanych. – Mieliśmy na stanie takie
            szpikulce, którymi kłuliśmy podłoże, jak wymacaliśmy drzewo to oznaczało, że
            jest to dach bunkra – wspomina Leon Wróbel, szer. 5skpp. – Brałem udział w
            zdobywaniu bunkra w Żurawczy. W momencie kiedy dokopano się do drewnianych
            belek i zaczęto je rąbać, ze środka rozległy się strzały. Natychmiast zarzucili
            go granatami, a po wybuchu do środka wskoczyło dwóch żołnierzy. Na dole
            rozległy się strzały i tylko jeden zdążył wyskoczyć gdy podali mu rękę z
            zewnątrz, a drugi, kapral Pyka, został w środku. Okazało się, że bunkier był
            rozbudowany i Ukraińcy wycofali się do innych pomieszczeń i w momencie gdy nasi
            wskoczyli to od razu puścili serię i trafili tego kaprala, rozwalając mu głowę.
            Przez całą noc oblegaliśmy bunkier. (...) Rano okazało się, że wszyscy
            banderowcy oprócz jednego popełnili samobójstwo.

            Na terenach walk odkryto i zniszczono 1178 podziemnych schronów, jednak nie
            wiadomo ile jeszcze pozostało w lasach i w spalonych wioskach. Jeden z
            największych kompleksów odkryto na stokach Chryszczatej w Bieszczadach.
            Kilkanaście, często dwupoziomowych bunkrów, zajmowało razem powierzchnię prawie
            1 km kw., wszystkie były ocieplone i kryte blachą z doprowadzoną do wewnątrz
            wodą. Na sąsiedniej Krąglicy znajdował się podziemny szpital, z salą
            operacyjną, generatorem, izolatką i kaplicą.
            • upowiec Akcja "Wisła" V 28.04.05, 17:56
              Akcja „Wisła” została zakończona 31.VII.1947 roku. Uczestnikom rozdano
              odznaczenia i ordery, a w prasie ogłoszono wielki sukces. Przez cały jej okres
              trwały wysiedlenia i walki z sotniami UPA. Mimo dosyć dużej przewagi WP nad
              UPA, nie doprowadziły one do spektakularnych zwycięstw. Właściwie nie rozbito
              do samego końca żadnego z kureni działających w Polsce. Mimo olbrzymich strat,
              trzy z nich przebiły się na zachód, a jeden „Berkuta” został na Zamojszczyźnie
              rozwiązany przez samą UPA w końcu 1947 roku. Na terenie kraju pozostały dobrze
              zakonspirowane komórki podziemia, z zadaniem utrzymywania łączności pomiędzy
              terenem właściwej Ukrainy i Zachodem, które kontynuowały swoje istnienie do
              1948 roku. Patrząc na wojskowy przebieg akcji można powiedzieć, że największy
              cios strukturom ukraińskiej, nacjonalistycznej organizacji, zadała właśnie
              najbardziej potępiana część operacji „Wisła” – przesiedlenia. Trzeba zaznaczyć,
              że władze polskie poszły „na łatwiznę”, obarczając zbiorową odpowiedzialnością
              wszystkich Ukraińców i zupełnie nie związanych z UPA Łemków. Nie przeprowadzano
              żadnej akcji, która pozwoliła by im uwierzyć, że są pełnoprawnymi obywatelami
              Polski. Zamiast tego, zorganizowano ostatni etap wysiedlenia (rozpoczęty
              jeszcze przecież przez dużo brutalniejsze działania GO Rzeszów), który
              doprowadził do częściowego wyludnienia południowo-wschodnich rejonów kraju.

              W 1944 roku, kiedy na te ziemie zaczęła wracać władza polska (w wydaniu Polski
              Lubelskiej), cele obu stron były dosyć jasne. UPA – chciała zorganizować
              jednolite narodowo państwo, na części terenów należących zarówno przed, jak i
              po wojnie do Polski. Rok wcześniej przeprowadziła o wiele bardziej okrutniejszą
              wersję wysiedlania na Wołyniu udowadniając, że jest gotowa przeprowadzać
              czystki etniczne. Polskie władze komunistyczne niezależnie czy chciały utworzyć
              państwo narodowe czy nie, (nie wysiedlono przecież ani Białorusinów, ani
              Litwinów z północnych rejonów kraju) mogły, a nawet miały obowiązek bronić
              terytorium kraju i jego obywateli. Akcja „Wisła” nie ma usprawiedliwienia w
              warunkach pokoju, ale czy może być usprawiedliwiona w czasie wojny?

              Porucznik Wysocki (mianowany w międzyczasie dowódcą kompanii przeznaczonej
              do „szybkiego reagowania”) pozostał jeszcze w 9 PP w Hrubieszowie do 1948 roku.
              Za Akcję „Wisła” nie otrzymał żadnych odznaczeń, pułk wrócił „do starej biedy”,
              a gazety już dawno ogłosiły zlikwidowanie problemu ukraińskiej partyzantki. Dla
              niego wojna miała jeszcze trwać prawie cały rok „Tydzień po potyczce z UPA,
              jesienią 1947 roku, odebraliśmy telefon „kapitan Pirog wzywa pomocy”. Ja z
              Waręża razem z 15 ludźmi pojechaliśmy Studebackerami na miejsce, znaleźliśmy
              dwa samochody rozbite i pełno trupów. Widać było, że tylko z dowódcą batalionu
              samochód przepuścili a resztę czyli dwie ciężarówki na minach poderwali, wyszli
              z lasu i zaczęli strzelać rannych…

              W 1990 roku przy poparciu czołowych polskich inteligentów oraz opiniotwórczej
              prasy senat RP uchwalił rezolucję jednoznacznie potępiającą przeprowadzoną w
              1947 roku akcję Wojska Polskiego, Milicji, ORMO, SOK, i funkcjonariuszy UB.
      • m.cave Re: Akcja "Wisła" 28.04.05, 18:28
        Zawsze podziwiam ludzi, którzy szukaja obiektywnej prawdy. Pozdrawiam.
      • mister1 Re: Akcja "Wisła" - gen Walter 31.03.06, 20:14
        Swierczewski mial pseudo "Walter" z tegoz powodu, ze wyroki smierci ( w
        Hiszpanii) czesto wykonywal sam, ze swego pistoletu tejze marki."Czlowiek,
        ktory sie kulom nie klanial " ? ten "bohater" zasluzony w wojnie 20 roku,
        gdzie sluzyl po sowieckiej stronie byl w zasadzie zawsze mniej czy wiecej
        pijany. Przez swoje pijanstwo najprawdopodobnie tez zginal pod Baligrodem.
    • darino "Operation Wisla - the bloody river of memory" 30.10.05, 00:12
      www.calguard.ca.gov/ia/Ukraine-History/Polish-Ukraine%20resettlement.htm
    • darino rozmowa z Igorem Hałagidą 30.10.05, 00:28
      www.ipn.gov.pl/biuletyn/8/biuletyn8_2.html
    • darino wywiad z Grzegorzem Motyką - stary, ale jary 31.03.06, 19:02
      weber.is.uw.edu.pl/zaklady/zsocog/joanna/Polecane_Publ/Motyka.htm
    • aldon Re: Akcja Wisła w Birczy 25.04.06, 12:46
      Czy są jakies statystyki ilu mieszkańców Birczy wysiedlono do ZSRR i w Akcji Wisła. Czy rodziny mieszane też były wysiedlane czy pozostały na miejscu. Czy jacyś przesiedleńcy wrócili do Birczy z zachodu albo ze wschodu. Ilu Ukraińców uniknęło wysiedlenia. zna ktoś odpowiedzi na te pytania. Może Darino pomoże?
      • darino Re: Akcja Wisła w Birczy 25.04.06, 21:44
        Niestety nie mam informacji na ten temat. Jeśli nikt nie zajmie się tym
        tematem, to może ja to zrobię, ale dopiero na emeryturze :))
        Na razie mieszkam za daleko od Archiwum Państwowego w Przemyślu.
        Z tego co wiem, to większość ludności wysiedlono z naszego terenu na Ukrainę w
        latach 1945-46. I chyba nikt nie wrócił na swoją ziemię. Słyszałem o kilku
        przypadkach powrotu naszych krajanów, ale w Zsrr zadeklarowali się oni jako
        Polacy, i zostali repatriowani na Ziemie Odzyskane.
        Akcja "Wisła" nie miała wiele do roboty na naszym terenie - trochę osób
        wysiedlono, co do powrotów po 1956 roku, to na razie wiem o 2 rodzinach ze
        Starej Birczy, 2 z Sufczyny, i 2 z Krzeczkowej (ale to ze źródeł rodzinnych).
        • aldon Re: Akcja Wisła w Birczy 26.04.06, 11:52
          Dzięki Darino. Twoja informacja jest dośc wyczerpująca i daje ogólny obraz
          przesiedleń. Mam tylko jeszcze jedno pytanie. Czy wiesz może czy rodziny
          mieszane tez były przesiedlane czy zostawały na miejscu.
    • darino powroty Łemków po Akcji "Wisła" 24.07.06, 07:36
      www.beskid-niski.pl/index.php?pos=/lemkowie/historia/powroty

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka