Witam wszystkich serdecznie
Otóż pragnę podzielić się swoją historią. Po intensywnych poszukiwaniach ortodonty trafiłam na wymarzoną panią doktor. Młoda, sympatyczna uśmiechnięta osoba z zapałem do wyleczenia mojej podobno nieuleczalnej wady. Bardzo skomplikowanej tyłozgryz, cofnięta żuchwa i inne cuda niewidy. Zaproponowała innowacyjny aparat damon 3. Zgodziłam się od razu, wyłożyłam po 2500 zł za łuk i stałam się szczęśliwą posiadaczką rusztowania :p leczenie miało trwać 14 miesięcy, 26.06.2010 minęły 4 lata odkąd mam aparat. Ząbki są cudownie proste, jednak problem ze zgryzem pozostał. Prawa górna siódemka 'blokuje' zamknięcie się zgryzu z prawej strony. Nie przeszkadza mi to, wada jest niewidoczna ale ambitna pani doktor postanowiła sobie za punkt honoru zafundować mi uśmiech z hollywodzkiej reklamy. Zafundować moim kosztem, oczywiście. Podliczając, w całe leczenie włożyłam już ponad 12tys złotych. Nie stać mnie na dalsze fanaberie pani ortodontki [każda wizyta 150pln, doklejenie zamka płatne, wymiana łuku płatna itp]. Wróciłam z zagranicy i nie odwiedzałam orto przez jakieś pół roku. Chcę już zdjąć ten aparat i mieć święty spokój. Niestety dowiedziałam się, że zdjęcie aparatu u mojej orto kosztuje 1000pln za łuk
Nie stać mnie na to najzwyczajniej w świecie. Czy to jest normalne, że za zdjęcie aparatu się tyle płaci? Czy to jest normalne, żeby nosić aparat tyle lat? Czy jeżeli go zdejmę to wada powróci?
Proszę o wypowiedzi i z góry za nie dziękuję