Doskonale wiem, że ten temat nie przypadnie wam do gustu . Ale odpowiednie posty naszej forumki

zwróciły moją uwagę jak i dzisiejsza wiadomość o śmierci jednego z ulubionych aktorów . Myslicie trochę o niej, o tej ostatecznej godzinie w której skończy się przygoda z tym światem .
Oczywiście mając za sobą nie jedną przygodę ze swoim układem krążenia, poniekąd jestem zupełnie nie przygotowany, co nie znaczy oswojony . Doszedłem do wniosku, że lepiej na wesoło rozmawiać o niej niż zrzędzić i zawodzić i swoja psychikę katować . Chyba przeszedłem wszystkie stopnie od załamania po bunt ,jednak wreszcie zrozumiałem że trzeba przyjąć śmierć całkiem dobrotliwie z uśmiechem, starając się nie przynudzać za bardzo własnemu otoczeniu . Ostatecznie to moja sprawa i nie powinienem obarczać najbliższych osób o wiele za wcześnie do sytuacji .