Dodaj do ulubionych

Rozpoczynam wagarowe tematy...

21.03.06, 09:59
Natla pięknie rozpoczęła w liście obecności, zaznaczając temat . Znając jej
pilność, to chyba nie pójdzie z nami na wagary i porzuci forym . Proszę
wspominajcie swoje wagary, na których różne niespodziewane historie zapewne
się działy... Jak wagarować, to nie tak jak teraz, pod kontrolą pani
nauczycielki....smile)
Obserwuj wątek
    • natla Re: Rozpoczynam wagarowe tematy... 21.03.06, 10:24
      Byłam raz na wagarach .... juz to gdzies opisywałam, ale pewnie w archiwum jest.
      Poszlismy całą klasą, pełni entuzjamu. Nici z tego wyszły, bo ze strachu co
      będzie w ogóle nie potrafiliśmy tego dnia wykorzystać. smile)
      Potem jeszcze kilka razy w 2-letniej szkole pomaturalnej, a ponieważ to była
      szkółka, więc konsekwencje jak w LO. Jakoś potrafiliśmy jednak kombinować no
      i opiekunka roju nas kryła. wink)
      A na studiach.......to juz były piękne wagary, po których trzeba było mocno
      bajerować, żeby się znalazły podpisy w indeksie.
      Pamiętam rajd nocny w 20 osób na Klimczok. Wszystko było....pochodnie,
      szarlotka ganiająca od jednego do drugiego, romantyczne momenty, chwile grozy,
      śmiechu pełna beczka, jedna ręka ....później w gipsie, jakoś delikwentowi nie
      przszkadzała w graniu na gitarze......ej, to były czasy smile))
      W czasie naszej nieobecności na zajęciach (wykłady, ćwiczenia) były tylko 4
      osoby.....oj działo się potem.
      Raz schowaliśmy sie za duze laboratoryjne szafy i jak przyszedł prof. to się
      wkurzył, ze nikogo nie ma, poleciał na skargę do dziekana, a my myk do stołów.
      Jak wrócili, siedzielismy grzecznie i czekali na "spóźnionego" prof. wink))
    • natla Re: Rozpoczynam wagarowe tematy... 21.03.06, 10:26
      A teraz naprawdę idę na wagary, czy Sagi wierzysz w to, czy nie. wink))
      • sagittarius954 Re: Rozpoczynam wagarowe tematy... 21.03.06, 10:35
        A w życiu nie uwierzę , bo choćby myslami, ale bedziesz z forum...smile)
        Jednak... jeśli idziesz a nie jedziesz na wagary to proszę odwiedź integralną
        część tego wypadu , park i choć na chwilkę usiądź w promieniach słońca(jest?)na
        ławeczce i wspomnij o mnie, bo ja dzisiaj z wnusią nie pójdę, niestety, na
        wagary...wink
        • regine Re: Rozpoczynam wagarowe tematy... 21.03.06, 10:46
          Odstaję od Was, nigdy w życiu nie byłam na wagarach.
          Byłam cholernie porządną uczennicą.
          Więc żadnych wspomnień.
          • sagittarius954 Re: Rozpoczynam wagarowe tematy... 21.03.06, 10:52
            Masz... zawsze trafi sie jakas pilna owieczka...regine, Ty nie wiesz ile
            straciłas siadając na ławeczce obok kolegi, w dniu wagarów, który powolutku
            przenosił swoja rękę aż osiągnął cel..Twoje ramię lub ramiona ....żałuj smile)))))
            • regine Re: Rozpoczynam wagarowe tematy... 21.03.06, 11:07
              No wiem, wiem ile straciłam....A Ty zaraz musisz mi przypominać....sad
              • regine Re: Rozpoczynam wagarowe tematy... 21.03.06, 11:09
                Delwo, nie byłam kujonem,
                ale zawsze trafiałam do takiej "niewyłamującej się" się klasy.
                Zgrana paczka, ale nigdy wagary...Szkoda, macie fajne wspomnienia sad
                • del.wa.57 Re: Rozpoczynam wagarowe tematy... 21.03.06, 11:15
                  Dorze Reniu,ze nie byłas /kujonem/a już myślałam!!!smile)))))))))
                  A teraz idę na wagary!!
                  smile))
                  • regine Re: Rozpoczynam wagarowe tematy... 21.03.06, 11:16
                    Też się wybieram, słoneczko przygrzewa, więc z godzinkę powagaruję smile
                    • wiktoria53 Re: Rozpoczynam wagarowe tematy... 21.03.06, 11:51
                      Wadary, wagary.......z dzisiejszych juz wróciłamwink,a będąc uczennicą raz z
                      koleżanką zamiast do szkoły łaziłyśmy po mieście.Ale to jeszcze nie koniec!
                      Idąc sobie przez Rynek , patrzymy, a tu naprzeciwko kroczy ze swoją teczką
                      profesor od fizyki ! Rany ile wstydu się najadłyśmy!Pan nauczyciel zatrzymał
                      się, już nie pamietam dokładnie jego słów ale nie były to pochwały, o nie!
                      Bardzo, a to bardzo bałyśmy się iść do szkoły na drugi dzień. Myślałyśmy, że
                      już Dyrekcja o wszystkim wie ! Profesor nie powiedział oczywiście ale byłyśmy
                      pytane od zaraz. To były czasy......
          • tofika Re: Rozpoczynam wagarowe tematy... 21.03.06, 11:04
            Moje wagary,to marzec 1969r,srednia szkola
            bylam w klasie dziewczecej ,ktoras z odwazniejszych,moze nawet kilka,znalazlo
            sie przewodniczek rzucily haslo ..jedziemy pociagiem ,,niedaleko, ale ani
            biletow,ani pieniedzy na bilety, bylo nas chyba 25 ,,bo 4 lub 5 zostaly w
            szkole..
            Umiejetne rozmowy z konduktorami, i pojechalysmy,to taka grupowa odwaga, sama w
            zyciu nie odwazylabym sie...
            wiec dojechalysmy do pobliskiej miejscowosci ok 18km ..i wysiadka...
            tam.. nic do jedzenia ,,jakies grosze zebralysmy po kesku chleba zjesc..
            oczekiwanie na powrot pociagu trwa,,,
            ale na szczescie Ci sami konduktorzy ,wiec wrocilysmy,,bylo juz dawno po
            lekcjach,,ale nasza pani profesor nie wyszla z klasy ,wiedziala ze wrocimy po
            teczki,,i ..dzis pamietam,,mam lzy w oczach,,tak mi bylo jej zal... gdy
            uswiadomila nam pannicom na jakie niebezpieczenstwo siebie i ja narazilysmy,,,
            nie bylo nikomu wesolo... byla bardzo dobra Wychowawczynia,zawsze wszedzie nas
            bronila,,bo to byla klasa dziewczeca,ale ...niezle rozrabialysmy...
            tak to byla trzecia kl liceum i jedyne moje wagary..
        • del.wa.57 Re: Rozpoczynam wagarowe tematy... 21.03.06, 10:59
          Pamietam moje /wagary/poszlismy paczką na lody,łazilismy po
          miescie,zagladalismy do wszystkich kątów,zeby nam czas szybciej minął,ale byli
          tacy/kujoni/co nie poszli z nami i była z tago afera!!!wzywanie rodziców do
          szkoły itd,w domu obeszło sie/na szczęście/bez wiekszych /okładów/.

          Potem juz w zyciu dorosłym,pracowałam i mialam małą imprezke w domu,na drugi
          dzień,o rany!!!tupot białych mew pod pokladem....Poprostu nie poszłam do
          pracy,były to czasy,ze nie kazdy miał wtedy telefon w domu i nie mogłam
          zadzwonić do pracy,cóż...bedzie dzień urlopu.Na drugi dzien przychodzę do pracy
          a mój kierownik(pracowalam z mężczyznami)mówi....no Helcia!!co to sie stało,ze
          do pracy nie przyszlaś? pochlałaś? czy co??
          No co ja tu będe owijać /w bawełnę/mówię:chłopaki wstyd sie przyznać,ale to
          prawda,pochlałam,poproszę o dzień urlopu a mój Szef mówi Helcia...za to,ze
          powiedziałaś prawdę,nie zabiorę Ci tego dnia,kazdemu moze sie zdarzyć.
          Nie wiem dlaczego,ale bardzo zapamietałam ten dzień wagarów,nigdy potem juz mi
          sie przydarzyły/takie wagary/
          smile)))))))
    • banitka51 wagary 21.03.06, 13:42
      Na wagary chodziłam w podstawówce. I tylko wtedy. W pierwszej i drugiej klasie.
      Nawet nie wiedziałam wówczas, że tak się moje łazęgowanie nazywa.
      Do szkoły miałam daleko (kto zna Wrocław, to zrozumie - od klink do nadodrza),
      tramwajem nr 1, jeździłam zawsze sama, nigdy z odprowadzającymi. Tramwaj
      kursował co minut 20, co dawało ogromne szanse spóźniania się na lekcje.
      Wychowywana przez tatę-prawnika, rozumiałam obowiązkowośc, wszczepioną mi na
      podobieństwo dodatkowego organu. No i zdarzyło się kilka razy, że paskudnie
      rzadko kursujący niebieski tramwaj odjechał w stronę szkoły, zanim do niego
      wsiadłam. Ostatnie wagary pamiętam najmocniej, to było pod koniec roku szkolnego
      drugiej klasie.
      Tramwaj odjechał, zanim zdążyłam dojść do przystanku. "Wszczep" działał, więc
      odstałam kolejne 20 minut i wgramoliłam się do następnego, którym na 8 zdążyć w
      żaden sposób nie mogłam. Nie miałam zegarka, więc nie mogłam nawet spróbować
      spowolniać ruchu wskazówek, za to przyczepiona do listewek (były takie wzdłuż
      wagonu kiedyś, ponad dolną krawędzią okna) próbowałam "przyśpieszyć" tempo
      jazdy. Wpijałam się wzrokiem w budynek, kiosk, drzewo, cokolwiek dużego i
      nieruchomego, co było najdalej w polu widzenia i przesuwałam toto siła woli.
      Oczywiście motorniczy myślał, że to on nadaje tempo. Ja teraz już wiem, że
      gdybym wybrała jakiś lżejszy obiekt, dojechałabym szybciej.
      Wysiadałam na przystanku koło dworca i do szkoły miałam jeszcze spacerek przez
      park. Oczywiście spóźniony człowieczek (zegar na wieży dworca wołał: szybciej!
      szybciej!) nie miał szans na nic innego, jak bieg do utraty tchu. Tornister na
      plecach walił o plecy, w środku klekotał drewniany piórnik i książki w twardych
      okładkach, worek z kapciami plątał się wokół nóg i tylko zasługą Anioła Stróża
      było, że sprint obył się bez upadku. Kiedy już dotarłam do ulicy Łowieckiej,
      szłam coraz wolniej. Była to (chyba dalej jest) szkoła muzyczna z systemem
      całodniowym, rano lekscje, po południu instrument. W ramach zajęć
      przedpołudniowych były zajęcia muzyczne ogólne - dyktanda, rytmika. Całe
      napięcia z przesuwaniem tramwaju i biegiem zbladło natychmiast, kiedy dotarły do
      mnie dźwięki fortepianu. Słyszalny znak, że lekcje się zaczęły."Wszczep"
      powodował ucisk w żołądku i dziwnie działał na nogi, nie potrafiące szybciej
      przenosić mnie do klasy.
      Jestem pewna, że od rogu ulicy do drzwi klasy droga trwała dłużej od jazdy
      tramwajem. Nie udało się jednak zmarnować 45 minut. Pod klasą siedział koelga,
      jak ja spóźniony - Jurek Kowalski. "Wszczep" popuścił, jakby powstała nagle
      odpowiedzialność zbiorowa. Żadne z nas nie chciało wejść do klasy. Wychowawczyni
      była starszą kobietą (teraz myślę, że miała ok 40 lat), surową, z tendencją do
      zbiorowego napiętnowania jednostek niesubordynowanych, a nie mieliśmy ochoty
      stać przed tablicą. Czas oczekiwania na dzwonek się dłużył. Kiedy Jurek
      zaproponował, żebyśmy gdzieś poszli, to już nastąpił całkowity odrzut wszelkich
      narzucanych norm i obowiązków - wiwat wolność! Ruszyliśmy.
      Oboje bez zegarka.
      Dwa mikrusy, trzymając się trasy tramwaju, powędrowały w kierunku domu. Po
      drodze były wystawy prywatnych sklepików, pełne różności dla mnie egzotycznych -
      żelatynowe myszki (gumowate strasznie), długie cukierki w kolorowym celofanie,
      ogromne lizaki, małe plastikowe samochodziki, wiatraczki - to wszystko
      przyciągało nasze nosy do szyb i czas mijał bez jakiejkolwiek kontroli. Na
      trasie wypadł nam skwer, gdzie nastąpiła konsumpcja śniadania i uzgodnienia
      wersji dla rodziców. Umówiliśmy się, że w domu nic nie powiemy o wagarach, ot,
      po prostu wracamy ze szkoły i tyle.
      Jurek mieszkał dwa przystanki wcześniej ode mnie, więc dotarłam do domu sama.
      Mama otworzyła mi drzwi, przykucnęła i zadała jedno pytanie: Gdzie byłaś?
      Zgodnie z umową bąknęłam niepewnie (wszczep zaczął działać) - "w szkole". Mama
      dręczyła mnie jeszcze trochę, na tyle długo, bym zwątpiła, czy wolno mi zdradzić
      Jurka. W końcu powiedziała: "właśnie dzwonił tato Jurka, wiem, że byliście na
      wgarach". Zdrada Jurka z jednej strony mnie zabolała, z drugiej autentycznie mi
      ulżyło. Nie musiałam wymyślać, co było na lekcjach, czy byłam pytana i dlaczego
      nie jestem na lekcji fortepianu. Od tego czasu nie próbuję nawet kłamać. Kiedy
      nie chcę o czymś powiedzieć, nie mówię. Wszczep zrósł się ze mną i na razie nie
      ma tendencji do odrzutu.
      • graga21 Re: wagary 21.03.06, 13:50
        Obok mojej szkoły stał piękny zamek – muzeum, do którego można było wtedy
        wchodzić o każdej porze dnia bez przewodnika. No i wchodziłam, najczęściej na
        historii, która od dynastii Jagiellonów przestała mi trzymać się kupy, czyli
        okrutnie nudziła. W czasie tych moich samotnych spacerów po komnatach, schodach
        i tajnych zakamarkach (wtedy były dostępne) uczyłam się historii prawdziwej.
        W klasie maturalnej wybywaliśmy na wagary w pełnym komplecie. Owszem, była
        jedna taka Danusia, najlepsza uczennica, która bardzo bała się swojego ojca i
        stawiała nam veto. Pod groźbą kocówy szła jednak… Gdy była brzydka pogoda
        lądowaliśmy w moim domu przed TV, bo wtedy niebezpiecznie było chodzić do
        kawiarni lub cukierni – od razu trzeba było tłumaczyć, dlaczego nie jest się w
        szkole, podawać adres szkoły i adres domu. To nie to samo, co dzisiaj i aż
        dziwię się, że dzisiejsza młodzież wyciąga ze swoich wagarów jakąś przyjemność…
        Na studiach nie wagarowałam (oczywiście nie dotyczy to wykładów, na których
        notorycznie mnie brakowało), lecz ćwiczeń, które i tak trzeba było odbębnić.
        Zaliczanie ich z obcą grupą nie należało do przyjemności, a nawet było
        samobójstwem, gdyż wszystkie zawsze zaczynały się błyskawicznym
        sprawdzianikiem, w czasie którego dobrze było mieć obok siebie ludzi
        sprawdzonych w boju.
        A w pracy? No cóż, człowiek wydoroślał. Jednak raz miałam podobną sytuacją do
        del.wy… Ale przecież nie pójdę do budy, gdy z czuba jeszcze dymi, a tam
        licealiści dobrze wiedza, kiedy co w trawie piszczy!
        • dankarol Re: wagary 21.03.06, 17:10
          Ja wagarowałam w podstawówce. Były takie lata, że liczba dni obecności i
          nieobecności w szkole tak jakoś się do siebie zbliżały. Byłam chorowitym
          dzieckiem, więc w szkole nie wzbudzało to podejrzeń, a ja nieraz symulowałam
          chorobę i rodzice podpisywali usprawiedliwienie, albo sama pisałam piękne
          usprawiedliwienie. Moja mama nigdy nie umiała odróżnic swojego podpisu od
          mojego, a ponieważ bardzo rzadko bywała w szkole, to nie potrafiła powiedzieć
          czy w danym dniu byłam czy nie byłam chora. A w szkole zdarzało nam się uciekać
          przez okno w czasie lekcji, albo grać w statki za wieszakami. Ludzie to były
          czasy.
    • dankarol Re: Rozpoczynam wagarowe tematy... 21.03.06, 17:42
      Dzisiaj na wagarach były lody cynamonowo chałwowe. PYCHOTKA!!
      • del.wa.57 Re: Rozpoczynam wagarowe tematy... 21.03.06, 17:49
        Ale z Ciebie był szatan Danutka,ale miło sie to wspomina,mimo wszystko,robiło
        sie rózne głupoty a co!!!prawo młodoścismile))))
        Narobiłas mi smaku lodami,zdaje się,ze mam jakies w zamrażarce,musze zobaczyć
        koniecznie!!!
        smile)))
        • natla Emeryckie wagary ;)) 21.03.06, 18:22
          No to pierwszy dzień wiosny mi się udał. Wzięłam kundla i polecieliśmy do
          pobliskiego parku pokarmić kaczki. Top na swojej długiej lince szalał
          szczęśliwy,
          img115.imageshack.us/img115/2268/biegiem8vh.png
          a ja szukałam wiosny. Pogoda była prześliczna.....jak przystało na 21-go.
          img204.imageshack.us/img204/8554/niebo3pi.png
          Nawet ciepło było, bo południe. Zamek polara dostał wolne, a biała koszulka bez
          rękawów zaczęła się opalać czyli zmieniać kolor. Dosłownie, bo mój wspaniały
          pies tak się cieszył,
          ze wytarł łapy w podskoku o nią właśnie, a ponieważ gonił w gliniastym błotku,
          więc rzucik był niezły. wink Ale co tam.
          Oznaki wiosny zaatakowały mnie na wstępie. Niestety był taki blask słońca, że
          zdjęcia robiłam pi x oko, bo nic na ekraniku aparatu nie widziałam.
          img136.imageshack.us/img136/1373/pierwszebazie15qz.png
          img124.imageshack.us/img124/8928/pierwszebazie21go.png
          img79.imageshack.us/img79/6144/pierwszebazie9bo.png
          Top ciągle szukał kaczek, bo mu naopowiadałam po co idziemy do parku.
          img162.imageshack.us/img162/3493/gdzietekacz8wt.png
          Wreszcie są.....za miesiąc już ich z tego miejsca pewnie widać nie będzie
          img162.imageshack.us/img162/5557/kaczuchy2lh.png
          Są śliczne kolorowe kaczory i i bure myszki ..... swoja drogą w przyrodzie na
          ogół samce chcą się przypodobać samicom, a u nas odwrotnie. wink)
          Stado jest rozpieszczane przez spacerowiczów. Pieczywo leży wszędzie, a
          ptaszyska zajęte są polowaniem na płeć przeciwną.
          img88.imageshack.us/img88/516/poszukiwania2eg.png
          Niektóre wylegują się na słoneczku
          img73.imageshack.us/img73/5729/dolcevita9sa.png
          inne się ignorują
          img204.imageshack.us/img204/2518/kadywswojstr5gi.png
          podobnie jak ani pies na kaczki, ani kaczki na psa nie zwracają uwagi
          img72.imageshack.us/img72/6366/oboplnaobojtno7pc.png
          Mimo olbrzymiego składu jedzonka, kaczuchy rzucają się na „świeże” bułeczki
          img115.imageshack.us/img115/7900/aroki2bt.png
          Oczywiście jak zawsze są pieczeniarze czy rezydenci....jak kto woli
          img72.imageshack.us/img72/2647/pieczeniarze3wd.png
          A my szukamy ławeczki, aby na niej przysiąść i pożałować Zbyszka, że ma dziś
          szlaban wink) img204.imageshack.us/img204/3624/moejeszczet3bc.png
          Wreszcie jest odpowiednia, trzeba więc się dobrze rozglądnać za ciekawszym
          towarzystwem niż to upierzone
          img97.imageshack.us/img97/5474/dowd16ru.png
          img98.imageshack.us/img98/4206/dowd23bk.png
          Top sobie potrenował wycieranie łapek na moich plecach z zeskoku z ławeczki.
          Niestety pora wracać, jeszcze ostatni rzut na ciągle zamarznięty stawek
          img72.imageshack.us/img72/7783/ostatnirzutokiem1ln.png
          i wracamy do domku.
          Po drodze 5 osób zwraca mi uwagę, że mam okropnie brudny polar na
          plecach......a ja mam ubaw, bo nie widzą mojego podkoszulka wink))
          Jednak troszke mnie wkurzyli swoją „troskliwością”, jednak nie na tyle, żeby mi
          zepsuć te piękne wagary.
          • del.wa.57 Re: Emeryckie wagary ;)) 21.03.06, 18:45
            Ale miałas super wagary!!!!
            O rany to u Ciebie jeszcze tyle sniegu???
            Bazie przepiękne maja pączki a ujęcie kaczek- wspaniały widok.
            Ale najpiękniejszy jest Twój /psiuro/wyobrażam sobie jaką miał frajdę.
            Dzięki Natlo.
            smile)))
          • dankarol Re: Emeryckie wagary ;)) 21.03.06, 20:17
            Ale miałaś fajne wagary, a Top jest jak zwykle piękny. On chyba lubi
            pozować.Podrap go proszę, bo mam za krótką rękę i nie dostanę. Ale masz dużo
            śniegu, u mnie już prawie nie ma śniegu, tylko w zasłoniętych kotlinkach.
    • wirella Re: Rozpoczynam wagarowe tematy... 21.03.06, 18:57
      Ponieważ mieszkałam naprzeciw szkoły i z powodu wrodzonego lenistwa (wolałam
      być na lekcji niż uczyć się w domu) - nie wagarowałam. Pierwszy raz poszłam na
      wagary w klasie maturalnej, uciekaliśmy wtedy wszystcy - cała klasa przez płot
      o wys. 2 m . W pobliżu był park, ogródki działkowe , więc z łezką w oku
      wspominam te chwile, konsekwencje -mniej mile. Potem na studiach wagarowanie
      szło mi całkiem dobrze,a były to czasy kiedy to obecność nawet na wykładach
      była obowiązkowa. O skutkach,poza tym,że nauczyłam się grać w brydża, nie
      wspomnę. Podziwiam naszą szefową , że wymyśliła sobie i zorganizowała
      emeryckie wagary,trochę Jej nawet zazdroszczę. Jestem jednak zadowolona ,że
      pogoda dopisała i mogłam wyjść na spacer z ukochanym Wnuczkiem.
      • maladanka Re: Rozpoczynam wagarowe tematy... 21.03.06, 19:35
        moje pierwsze wagary miały miejsce już w przedszkolu...zwiałam z kumplem z tej
        samej bramy z popołudniowego leżakowania - i o dziwo,nikt nie zwrócił uwagi na
        dwoje 5-latków samodzielnie jadących tramwajem,
        Potem wagarowałam często ale pożytecznie - mieszkanie było dość zagęszczone,a
        ja czasami MUSZĘ pobyć sama - więc wagarowałam w mieszkaniu,uczyłam się - ale
        to nie było w szkole!Korzystałam z okazji,że nie ma nikogo w domu.
        Bardzo dobrze wagarowało się w muzeum - ciepło,cicho,panie siedzące w salach
        częstowały kanapkami albo pokazywały jak się robi na drutach,
        W sądzie też było fajnie - sale ciemnawe,ławki wysokie i tyle ciekawostek -
        nikomu nie przyszło do głowy,że ja sama z własnej woli tam jestem.
        Jakoś nie brały mnie wagary zbiorowe - wolałam własne indywidualne.
        O,jeszcze w takiej dużej przychodni też było fajnie - widno,dobrze się czytało
        szczególnie przed gabinetem okulisty bo tam największa kolejka była.
        No,Klub Książki i Prasy to już były wagary eksklusywne - np.Elle mogłam
        obejrzeć.
        Potem jak się zakochałam - no to już ogród botaniczny i ławeczki.
        Ale najfajniej się wagarowało u znajomych plastyków w pracowni dekoratorskiej -
        Pewnego razu szef tej pracowni namalował akt - naturalistyczny,kobieta z
        ogromnym biustem,drapieżna,no cudo! Cała w takich różowo-czarnych krechach i
        wszedł malutki pan,który sprzedawał makatki olejno malowane w jelenie.I ten
        panek zamarł przed aktem.Po prostu cały był zachwytem! I ten zachwyt zauważył
        stwórca aktu.I tak się zezłośćił,że akt się podoba zwykłemu człowiekowi,że
        chwycił za pędzel,obraz przekręcił poziomo i chlast,chlast - zamalował!
        Jeju,myślelismy,że sprzedawca makatek umrze z żalu.


        • dankarol Re: Rozpoczynam wagarowe tematy... 21.03.06, 20:31
          Danusiu, ale miałaś wagary wspaniałe, ja niestety mieszkałam za daleko, od
          takich ciekawych instytucji.Za to koło mnie budowali most i jeździłam
          wagonikami kolejki wąskotorowej i świetnie się huśtało na kładce linowej.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka