Dodaj do ulubionych

Mój dziennik .

10.05.09, 19:00
kolebię się już dwie godziny , chcąc otworzyć bloga , ale chyba za dużo nie
mam do powiedzenia , z kolei mogę taki dziennik pisać tu na forum , nawet
zapraszam was do pisania swojego dziennika . smile

Mój Dziennik

Niedziela.

Lody były pyszne . Wiśniowo - cytrynowo - kokosowo - malinowe . Człowiek
zadowolony kupuje sobie kalorie . I dałem się złapać na swój humor . Trudno .
Odsiedzę tą nadwyżkę przy kompie pocąc się nad pisaniem . big_grin
Zadowolony byłem dlatego ,że kupiłem sobie kilka rzeczy . Złamałem przy tym
dane sobie prawie 17 lat temu słowo . Nie będę kupował w niedzielę , nie wejdę
do supermarketu , nie poddam się ogólnemu trędowi . I złamałem wszystkie
postanowienia . Świat się zmienia niestety a ja razem z nim . I mnie dosięgła
ręka rynku . Na tyle niewidzialna ,że poszedłem szukać spodni i butów .
Ale do końca nie dałem się . Żadnych typowych zakupów . Przebierałem w
rzeczach ,aby wyłuskać ze stojaka jakąś ostatnią parę białych biodrówek , to
ostatnie podrygi młodości kołaczące się jeszcze gdzieś głęboko w umyśle . Do
tego potrzebne są białe buty , a jakże , chodziłem szukałem wreszcie znalazłem
. Wiecie, że dużych numerów nie ma . To wygląda na pokolenie gigantów rosnące
w populacji męskiej tu nad Wisłą . I tą parę też wyłuskałem ,opakowanie miała
już zgniecione , buty prawie wysypywały się z niego , ledwo ledwo je
zauważyłem . Dobra są moje .
Pełny uśmiech . Potrzebna mi jest jeszcze jakaś woda na tyle pachnąca by
przywabiać do siebie a nie odpychać jakieś namiastki kobiet .
Takim bym powiedział poważnym i pewnym krokiem wkroczyłem do zaułka z wodą
toaletową . Zapach niesamowity . Przypomniał mi Niemca , który tyleż lat temu
( jak moje postanowienia )wkroczył do mojego warsztatu . Ja zafajdany w
najróżniejsze smary i oleje a on w ładnych ogrodniczkach , niebieskich,
rozsiewający za sobą ten zapach Chanell. Taaa ...nawet młoda pani powiedziała
mi "dzień dobry" - spojrzałem na cenę - spojrzałem na tą panią , naprawdę
chciałem powiedzieć dzień dobry , ale guma która właśnie wyleciała mi z ust ,
jak zobaczyłem cenę flakoników , spowodowała tylko schylenie się po
nieszczęsne resztki o smaku zielonej herbaty i szybkie opuszczenie tego zaułka .
Minę miałem kwaśną . I tak doszedłem do stoiska z lodami .
Czy już znalazłem się na początku mojego dziennika ? Pewnie ! big_grin
No to sobie kończę. Tak, tak, siedzę w spodniach i nowych glanach . Czekam na
werdykt rodziny - czyli tego najważniejszego sędziego . Ach bym zapomniał mam
pytanie widział ktoś z was białą kamizelkę , może być sportowa ....
Obserwuj wątek
    • izis52 Re: Mój dziennik . 10.05.09, 23:35
      Sądzę, że wybierasz się w tropiki w tych bielach. U nas raczej
      brudne ulice, ławki, parki. Sadza fruwa w powietrzu. Koniecznie
      słomkowy kapelusz i może laseczka z ozdobną gałką np.kość słoniowa ?
    • bona0601 Re: Mój dziennik . 11.05.09, 06:17
      Dla nabycia tak pięknego odzienia warto było nawet własne zakazy połamać. I buty
      zdobyłeś.... To co ,że pudełko było przechodzone , ale buty świeżutkie . I
      pięknie będziesz teraz prezentować się , niekoniecznie w tropikach. Sądzę ,że
      zdobyłeś aprobatę rodziny w tym letnim stroju.
      • anoagata Re: Mój dziennik . 11.05.09, 08:52
        Bardzo dobry pomysł! i po co pisać tam.. jeżeli mozna tu.Ja pisać nie będę z
        różnych powodów ale nie neguję pisania,choć pewnie jestem w mniejszości.Tak na
        biało??? to jak w piosence *Anioła głos* Przepraszam ale ja nie cierpię chłopa w
        białych butach i białych skarpetkach zaakceptowałam bosego Wojtka
        Cejrowskiego,ale białych butów chyba nigdy, ale chyba nie spotkam cię na drodze
        no to mozesz w nich sobie chodzić,kamizelki niestety nie mam,no i ciąg dalszy
        nastąpi...?Pozdrawiam.
        • bogatka1 Re: Mój dziennik . 11.05.09, 09:29
          Pięknie piszesz i co ważne, z humorem, Sagi.
          Chętnie poczytam następne wpisy do dziennika.

          Śnić o białym ubraniu, to powodzenie w miłości.
          W maju zaczyna się moda na białe ubrania i trwa do
          października - Sensation White we Wrocławiu.
          A tu skrajności:

          https://foty.ifd.pl/sb.asp?w=520&p=2/images2008/20080714092946.jpg https://foty.ifd.pl/sb.asp?w=520&p=2/images2008/20080715132459.jpg
          • natla Re: Mój dziennik . 11.05.09, 12:24
            Pisz Sagi, pisz, bo fajnie się czyta. Na mnie nie
            licz.....moja "systematyczność" nie pozwala mi na bloga smile
            • polnaro Re: Mój dziennik . 11.05.09, 14:38
              Patrzę sobie na kamizelkę, jakby fioletem zacieka, może być?

              Szczupły /no, w miarę/ facet w upalny dzień, biel odzienia i łono natury...
              przygotowałeś nas na letnie popołudnia.
    • sagittarius954 Re: Mój dziennik .Poniedziałek 11.05.09, 21:16
      Cha …cha…cha big_grin. Nie ma to jak obudzić się ze śmiechem na ustach o 5.00 rano .
      Wy też tak macie ?NIE !? A to ci dopiero big_grin . Nawet moja suka, wróć kłamstwo,
      żonina suka z politowaniem swych dużych Yorkowych oczu spojrzała na mnie
      zdziwiona . Spuściłem nogi z łoża i natychmiast otarła się o nie kotka ,
      zablauczała jak nie tygrys i pobiegła truchtem w kierunku kuchni , gdzie
      rozstawione naczynka na małe Co –Nie –Co stały od Bardzo Dawna puste . Co innego
      roześmiać się siedząc na łóżku a co innego zasuwać za pręgowana postacią i
      pochylać się w ciasnej kuchni w pokłonie .
      Zanim wdepnąłem do łazienki przypominałem sobie z jakiegoż to powodu mój humor
      przybrał tak różowe okulary . Już ponad miesiąc ćwiczę TV cyfrową i napełnić się
      nią nie mogę . Systematycznie pstrykam po programach filmowych wyłapując co
      smaczniejsze kąski . Zanim jednak wgryzę się w temat filmu moje oczy przewracają
      się do tyłu czaszki, postać przybiera embrionalny układ i zasypiam bardzo szybko
      i smacznie . Pilot wylatuje mi z ręki w jakiś czas potem , łomocząc o podłogę .
      Otwieram wtedy jedno oko i do jaźni mózgu docierają pojedyncze obrazy . Tym
      razem był to obraz jęczącej zmysłowo brunetki , nad wyraz cycatej i trzęsącej
      się rytmicznie . Pięknie, nie ma co , kto mi ustawiał ten program i czy ja teraz
      o drugiej nad ranem usnę ? Usnąłem . Wystarczyło zmienić o jeden kliczek program
      i przenieść się na bezkresne prerie Indian .Tętent koni i zapach małych białych
      kwiatuszków w dzieciństwie nazywanych kaszką ukołysał mnie do snu.
      Nie mogłem odnaleźć przyczyny śmiechu , porannego śmiechu dojrzałego faceta .
      Stanąłem przed lustrem o kształcie w jakim pokazywała się „panienka z okienka „
      . Z okienka to oczywiście jestem , a jakże …prawy kącik ust jakby znów chciał
      się zaśmiać podciągając się pod prawe oko . Policzek nabrzmiał mi niemiłosiernie
      powodując uwydatnienie odłożonych tłuszczy ( ciekawe jakie one są nasycone czy
      nienasycone te tłuszcze ?). Rozdymałem nozdrza i zrobiłem ryfkę. Wąsy mam
      stanowczo za długie . Zimna woda nie zrobiła na mnie wrażenia . Umyłem się a
      raczej ochlapałem . Szklanka zimnej wody , garść prochów na wzmocnienie tego i
      owego…hehehe i zasiadłem w krześle przed oknem . Jeszcze rok temu robiłem temu
      zakątkowi codzienne zdjęcia , tym razem poszedłem o zakład z córcią, że
      wytrzymam 12 godzin patrząc się przez szybę bez celu . No, nie tak bardzo bez
      celu . Uchyliłem balkon , 9,2 stopnia temperatury powietrza wcale łaskawie mnie
      nie przywitało .
      Pisząc te słowa pewnie jestem już po zakładzie , za oknem nic nie widać ,
      ciemność widać i zbliża się powoli pora mojego uwielbienia TV cyfrowej, na co z
      rozkoszą czekam …i z uśmiechem .

      • del.wa.57 Re: Mój dziennik .Poniedziałek 11.05.09, 21:27
        Podoba mi się Twój dzienniksmile
        Co do kamizelki to musi być biała? co ty lody będziesz sprzedawać? big_grin
        • anoagata Re: Mój dziennik .Poniedziałek 11.05.09, 21:38
          No tak czasem mozna obudzić się z łapkami w noc..., ale coś mi ten
          poniedziałek!! w niedzielę było Ci lepiej.
    • sagittarius954 Re: Mój dziennik .Już środa. 13.05.09, 16:30
      Ale wtorek minął , może nie warto na niego się oglądać.

      Zanim zimna Zośka przejdzie, noce dadzą się we znaki . Księżyc traci swą pełnię
      . Który poeta zobaczył srebrny odcień księżyca ? Przyglądam mu się z
      zaciekawieniem . Kremowy. Na bank kremowy jest . Troszkę żółtego , troszkę
      jasności słońca , troszkę szarości, troszkę białego , jak to się wymiesza ,
      kremowy powstaje . Unosi się nieznośnie nad ciemnymi konarami drzew . Gdyby choć
      troszkę wysunął się na środek nieboskłonu oświetliłby plac i cmentarz . Choć i
      tak w tym półmroku wszystko zdaje się być tajemnicze i nie przychylne .
      Spoglądam na niebo. Wielki Wóz swój dyszel kieruje na południową stronę . I
      trzeba mocno zadrzeć głowę do góry by zobaczyć go nad sobą .
      Naciągam na głowę czapkę , chodzę tam i z powrotem trafiając ciągle w to samo
      miejsce . Zimno , coraz zimniej . Temperatura spada szybko, w przeciągu dwóch
      godzin od północy o kilka stopni . Już chyba tyko ze cztery stopnie . Z daleka
      widzę oświetlone szyby stojących samochodów na parkingu, rosa zamienia się
      powoli w biały szron . Stojący opodal blok zaczyna spać . Po jednej jego stronie
      jest 88 okien . O pierwszej godzinie było 10 szyb rozświetlonych , teraz już
      tylko 4 . Kuna jeszcze nie wyszła na łowy . Do tej pory była dosyć mocno
      aktywna. Wdawała się w bójki z kotami . A te podnosiły wrzask jak by im skórę
      łupała . Też wyginała grzbiet niczym kot , zdaje się że mnie ignoruje , stara
      się mnie zauważać .Podchodzi nieraz bardzo blisko. Dziś, gdy jej nie ma, dziwnie
      mi bez tego zwierzaka . Spoglądam na błyszczące pomniki . Ich właściciele też
      śpią , spokojnie . Żadna duszyczka zabłąkana nie straszy . Konar wielkiej akacji
      ze zwojem liści wystaje poza cmentarz . Opiera się delikatnie o mur . Jak tak
      przyglądam się przez dłuższą chwilkę widzę przykucniętego na murze człowieka .
      Zrywa się wiatr , słaby podmuch powoduje ,że postać spoglądająca do tej pory
      spokojnie i z tęsknotą w stronę życia, teraz obejrzała się na swych
      podopiecznych .
      Uhm … to strażnik marmuru .Dziwny stwór z błyszczącymi oczyma o głowie podobnej
      do głowy ptaka i ogonem nisko spadającym na ciemny zmurszały pomnik . Teraz
      spojrzał na mnie , jestem intruzem na jego posiadłości
      Która to godzina ? Jest przeraźliwie zimno , oddech zamienia się w obłok pary ,
      jeszcze kilka stopni poniżej i usłyszę jak spadające krople oparów dźwięczeć
      będą o granitowe pomniki .Podnoszę kołnierz , znów przechadzam się wzdłuż
      cmentarnego muru . Mam chęć posłuchać co dzieję się za jego murem . Zbliżam
      opatuloną głowę do zimnego muru . Nic nie słychać , tylko pachnie zgnilizną .
      Dosyć mordowania się na dworzu . Egipska ciemność, gdzieś wchłonęła strażnika
      marmuru . Konar , to zwykły konar przez którego promienie kremowego księżyca
      padają wprost na pomnik Eleonory Zabłockiej . Ludzie umierają w różnym wieku .
      Umarłam żeby żyć . Ileż to kobiet w doczesnym życiu wypowiada te słowa , nie
      zdając sobie sprawy ze znaczenia tych słów . Gdy nadejdzie pora wysłucha ich
      tylko ten strażnik marmuru , ciągnący za sobą długi ogon .
      Trzaskam samochodowymi drzwiami , ciepłe powietrze z dmuchawy rozwiewa wszystkie
      zjawy i ponure myśli . Ruszam , radio smętnie zawodzi słowami Urszuli - znowu
      myślę tylko o nim .Łał pora usnąć po dotarciu do celu .


      • bogatka1 Re: Mój dziennik .Już środa. 13.05.09, 18:36
        Sagittarius, to o cmentarzu niesamowite i piękne,
        a o uśmiechu, TV cyfrowej i zwierzakach też super.
        • del.wa.57 Re: Mój dziennik .Już środa. 13.05.09, 23:01
          A co robiłeś w nocy na cmentarzu Sagi?
          Czytając,zrobiło mi się zimno,naprawdę był mróz?
          Fajnie się to czyta,dziękiwink
          • wiktoria53 Re: Mój dziennik .Już środa. 14.05.09, 05:38
            Sagi, mnie się podobają twoje dzienniki smile Czytałam z
            zaciekawieniem. Czekam na wczorajszą kartkę z dziennika.
      • bona0601 Re: Mój dziennik .Już środa. 14.05.09, 07:58
        Pięknie piszesz Sagi. Czułam się jak gdybym była przy tym cmentarzu. I czułam tę
        noc i chłód.
    • sagittarius954 Re: Mój dziennik .Czy to czwartek czy to piątek? 18.05.09, 15:19
      Pomachajcie mi , pomachajcie …wołam myślami do osób siedzących w samolotach
      startujących z lotniska Okęcie . Stalowe ptaki z zadartymi dziobami wspinają się
      ciężko żeby uzyskać wymagany pułap i obrania właściwego kierunku lotu . Z
      wrodzoną sobie obojętnością opuszczają ten skwerek niebieskiego nieba . Za nim
      je ujrzę, wpatruję się w zieleń drzew, mieni się wszystkimi jej kolorami i
      odcieniami . W promieniach słońca kolorowe oznakowanie samolotu niknie . Jeszcze
      chwilka i podłużne cygaro samolotu z odstającymi bokami znika mi z oczu , tylko
      grzmot silników przeciąga się po niebie leniwie . Jeszcze wołam, ale przecież
      nikt mnie usłyszy . Każdy z siedzących tam wysoko jest przejęty podróżą ,
      oczekującymi go przygodami, gdzieś na dalekim kontynencie albo po prostu z
      utęsknieniem czekają na zwykły i oczekiwany powrót do własnego domu . Jeszcze
      wrony ostatnie zimowe ptaki siedzą na czubkach tych drzew, nad którymi ukazują
      się ich mechaniczne odpowiedniki . Zanim zerwą się do lotu w chłodne miejsca
      skandynawskich pejzaży , łypią swymi czarnymi oczyma na zmieniający się kolorowy
      świat . Pewnie po tych barwach , przypominają sobie o nakazie lotu gdzieś dalej
      , gdzie szarzyzna z bielą przeniknie zimnem ich pióra . Podreptałem w kierunku
      tramwaju wynalazku sprzed dwu wieków .Niekiedy zupełnie nie zdajemy sobie sprawy
      ,że życie na przełomie wieków daje nam możliwość konfrontacji i oceny swojego
      własnego życia . Nie tak dawno jeszcze jeździłem przez Warszawie czerwonym
      Chaussonem a dziadek wspominał tramwaje z korbą . Dziś podłużne tramwaje
      bardziej przypominają właśnie samolot , tyle że nie wzniesie się on do góry .
      Mocno w ręku ściskałem papiery tak troskliwie przechowywane przez rzesze
      rencistów . Opłata ubezpieczenia za życie . Niedługo stanę w kolejce razem z
      innymi mężczyznami i kobietami , cierpliwie przekazującymi swoje zasoby do
      ubezpieczyciela, aby inni mogli z niej kiedyś skorzystać. Wiek podeszły
      kolejkowiczów zaowocuje uwagami, jak to było dobrze kiedyś a ja głupio się będę
      czuł, bo zobaczę iż jestem jednym z najmłodszych w tym towarzystwie . Ciekawy
      wzrok mnie omiecie a na czubku języka niektórych będą pytania, jakaż to choroba
      spowodowała moja obecność w tym gronie . Po wdrapaniu się na pierwsze piętro
      okazałego budynku dopadło mnie jednak zdziwienie . Żadnej kolejki i żadnego
      nagabywania . W ciszy zupełnej zapłaciłem i byłem wolny . Mogłem wolno ruszyć w
      kolejny dzień .
      Promienie słońca miło rozchodziło się w porannym pejzażu miasta . Odkąd śmietnik
      został zamknięty na klucz wysokie topole szumią raźniej . Tak , tak , ten sam
      który pokazywałem codziennie , teraz jest tu czysto i schludnie ., żadne śmieci
      nie plączą się a wiatr ich nie rozwiewa . Tyle tylko że muszę dorobić klucze ,
      każdy będzie miał swój … Ot takie proste sprawy zwykłego rencisty. Tam gdzieś
      rakieta Ariane wyniesie na orbitę następne okulary ciekawych naukowców .
      Następni pojedynczy filozofowie będą mogli snuć swoje wynurzenia na temat czy
      istnieje Bóg , czy wybuch . Czy antymateria z materią i osobliwościami to nie
      przypadkiem czary mary Pana Boga .
      A ja powoli przygotuję się do komunii mojej wnuczki , wpadnę tu po niedzieli
      opisać swoje mądrości o przeżyciu tego doniosłego święta . Już chyba tak
      niedocenianego jak kiedyś . A może mi się zdaje…

      • del.wa.57 Re: Mój dziennik .Czy to czwartek czy to piątek? 18.05.09, 17:53
        Bardzo miła lektura Sagi,ciekawie piszesz to taka proza życia,którą czyta się
        jednym tchem.
        Dziękuje i czekam na ciąg dalszy.
        Wnuczka pewnie bardzo przeżywa a może dziadek bardziej? smile
        • anoagata Re: Mój dziennik .Czy to czwartek czy to piątek? 18.05.09, 21:41
          Taka proza życia..kilka lat temu jak mieszkałam jeszcze w mieście i ten śmietnik
          na klucz a zimą kłódka zamarznięta,to była tragedia teraz jest luz bluz,klapa w
          górę klapa w dół.A po której niedzieli??
    • sagittarius954 Re: Mój dziennik .Niedziela 19.05.09, 19:41
      Im człowiek staje się starszy, tym bardziej wraca myślami do przeszłości .
      Przypomina sobie swoją młodość i tymi wspomnieniami poi się tym dłużej, im
      bardziej los w życiu wystawiał go na wszelakie próby.
      Wchodziłem do kościoła tej majowej niedzieli, próbując wymazać z pamięci
      wszystko to, co oddalało mnie od tej jednej myśli . Nawet nie próbowałem
      przybliżyć się do tłumu gęstniejącego wokół dzieci komunijnych .Stała tam i moja
      wnusia . Z miną poważną i kołaczącym sercem . To przejęcie wyczuwałem z daleka .
      Codziennie zaglądałem do jej oczu , jeszcze wczoraj była w nich wielka tęsknota
      . W sobotni wieczór całkiem cicho wymawiała życzenie spotkania prawdziwego ojca
      .A ja będąc dorosłym wiedziałem ,że nie wszystkie życzenia się spełniają
      .Przyciągnąłem ja do siebie i powiedziałem ,że jutro spotka się z innym Ojcem .
      Troskliwym i czułym , opiekuńczym, ale i surowym .
      Tak mało realnym w tym rzeczywistym świecie , jednak stworzonym jego ręką .
      Trzeba mocno pragnąć spotkania z nim a taka możliwość nastąpi . Trzeba go szukać
      wewnątrz siebie , nie zapominać o nim . Nigdy . Choć to takie słowo jak kosmos .
      Olbrzymie bez żadnego kresu .
      Stałem tam wciśnięty w kąt kościoła i choć nawet nie widziałem ołtarza, swoją
      myśl kierowałem do Tego który rozpościerał swe ramiona do tych dzieci w albach i
      strojach komunijnych . Wiele razy klękałem w kościele z uczuciem dyskomfortu ,
      tym razem zająłem oba kolana z uczuciem szczęścia, że mogę to zrobić.
      Na zakończenie mszy dzieciaki odśpiewały pieśń z figurami , machając nad głową
      rękoma .W ich głosach czuć było radość .
      Jak upłynęła reszta niedzieli?
      Przyjemnie , siedziałem za stołem w towarzystwie równolatków . Między wieloma
      rozmowami wracałem myślą do swojej komunii , chłopca w krótkich spodenkach , nie
      mogącego się doczekać prezentów . Pierwszy aparat Druh już przy wymianie filmu
      zepsuty, też przeze mnie i w obawie przed rodzicami, klejony klejem tri razem z
      braćmi . Nagle stałem się ważny na podwórku kamienicy na Targówku , byłem
      posiadaczem używanego roweru . Jak i posiadaczem karty z dwunastoma serduszkami
      i obrazkiem NMP.Zamalowywałem te serduszka na czerwono uczęszczając co miesiąc
      do spowiedzi . Po uzbieraniu 12 serduszek posiadacze wszystkich mieli zapewnione
      miejsce w Raju . No i ostatniego nie udało mi się zamalować . Do dzisiaj o tym
      pamiętam .
      Oczywiście wyrywany zostawałem z tych wspomnień gwarem rozmów biesiadników i
      szczebiotem unoszącym się w powietrzu dzieci .
      Smakowałem dań jakich zapewne nie zrobiłbym w domu z prostej przyczyny , nie
      wpadłbym na nie .Spoglądałem na wystrój lokalu . Wiszący na ścianie rower ,
      podarte parasole zamiast żyrandoli , obrus z kieliszkami , butelkami, szklankami
      i papryką umocowany do ściany i sufitu . Paniom łza się kręciła , panowie nie
      rezygnowali z powagi ,dzieci swobodnie się bawiły . Czegóż chcieć więcej ?
      Obsługa miła , jedzenie smakowite a napitki zimne .
      Mój komputer pokładowy zarejestrował wszystkie te chwile i wyprodukował myśl ,
      ta z kolei uruchomiła ręce, które klikając przekazały je w „moim dzienniku”.

      • del.wa.57 Re: Mój dziennik .Niedziela 19.05.09, 20:14
        Miałeś cudną niedzielę Sagi i prawdą jest co napisałeś,człowiek z wiekiem coraz
        częściej wraca do wspomnień z dzieciństwa.
        Jakąś fotkę chociaż malutką wkleić mogłeś z tego wielkiego święta Twojej
        wnuczki,rower pokazać,albo podarte parasolesmile
        • anoagata Re: Mój dziennik .Niedziela 28.05.09, 22:33
          Sagi ! my mozemy ale już nie musimy nic tu nie klej bo i ja nie kleję, moja
          wnusia też przeszła to samo.Napisz tu coś bo to co było to tak jakby gra wstępna
          i co ...
          • anoagata Re: Mój dziennik .Niedziela 29.05.09, 20:00
            Halllllo !!!
            • sagittarius954 Re: Mój dziennik .Niedziela 29.05.09, 20:07
              Ależ ja nie mogę się sam produkować big_grin
              Jakąś fankę zdobyłem czy co ? smilesmile
    • sagittarius954 Re: Mój dziennik . Jakas sobota . 29.05.09, 20:33
      Narobić zaległości jest łatwo . Z pisaniem jak z mówieniem , słowa rzucone na
      wiatr popłyną i znikną gdzieś schowawszy się w uszy słuchającego . Słowa nie
      napisane zostaną w nas , dalej je będziemy przekładać do momentu kiedy zaczną
      nas uwierać. Wylejemy je na papier i zaczniemy je skreślać, przeinaczać,
      dostosowując do swojego humoru . wreszcie udostępnimy światu . Lecz świat
      wielki i potężny , ma nasze pisanie za ziarnko zupełnie zbyteczne . Nasze słowa
      są ziarnem dla nas , my jesteśmy ziarnem dla świata , świat jest ziarnem dla
      wszechświata a wszechświat jest ziarnem dla Boga .

      Niektórzy ludzie mają swoisty dar picia czegokolwiek, w wyniku czego tracą
      równowagę. Ich receptory położenia uznają to za świetną zabawę . Balansowanie
      kilkudziesięcio kilogramowym ciałem staje się niebywałą zabawą . Swiat wiruje ,
      tańcząc niebywale szybko , odczucia zimna zanikają i pozostaje błogostan , z
      którego nasze ja, nie chce nas zabrać do rzeczywistości .
      A zwykle tacy osobnicy upici ponad miarę, w dresach i łysych głowach zapewniają
      dodatkowe atrakcje . Jedynak na nich radą są inni tajemnie wyglądający osobnicy
      , ubrani na czarno . I chociaż często nazywani psami , nie wiele mają wspólnego
      oprócz nosa do dyktowania warunków opuszczenia błogostanu . Często tymże
      osobnikom Przytrafiają się też chwile współczucia . Dzwonią długo i namiętnie po
      innych w czerwonych strojach . Ci z kolei nie mają czasu . Przylatują i odlatują
      w swoich białych pojazdach. Wprowadzają w stan obojętności osobników z
      błogostanu . Zapewniają ,że w krótkim okresie czasu wyprowadzają ich z zapaści .
      Zapaść ? Jaka zapaść ... jak tak dobrze było , ładnie się człowiek huśtał na
      swoistym wietrze zdarzeń .
      Wreszcie nastaje cisza . Syreny odpływają gdzieś , sprawy cichną , osobnicy
      wszelkiej maści i kolorów znikają a ja dalej jestem . To zapalę , zapewne nie
      uzyskam tego samego efektu . A może ...jakbym tak się zaciągnął głęboko ,
      głęboko i mój oddech nie napotkałby oporu . Zadnego smile
      • bona0601 Re: Mój dziennik . Jakas sobota . 30.05.09, 09:41
        Nie jedną fankę tu masz Sagi. Z zapartym tchem czytam Twój pamiętnik.
        • wilczyca1953 Re: Mój dziennik . Jakas sobota . 30.05.09, 10:03
          Dzisiaj tez to zrobię i napisz,,,,,,,,e czy przypadkiem kuzynami nie jesteśmy,bo
          mi się coś tak wydaje.Ja troszkę już uchyliłam rąbka mojego pochodzenia więc nie
          będę się powtarzać..
          • izis52 Re: Mój dziennik . Jakas sobota . 30.05.09, 10:35
            Sobotni zapis dziennika chyba nie powstał z autopsji? Acz
            głęboko osobisty i poruszający.
            • wiktoria53 Re: Mój dziennik . Jakas sobota . 30.05.09, 13:32
              Czytam ,czytam i wiem, że z Sagiego dobry obserator życia i
              środowiska w którym żyjemywink
              O Twoich wspomnieniach komunijnych i Twojej wnusi przystępującej do
              I komunii św. bardzo mi sie podobało. Tylko te podarte
              parasole...... ?
    • sagittarius954 Re: Sobota , parno i myslę sobie. 18.07.09, 20:50
      Największą biedą jest wojna. Oglądanie co dzień cierpienia innych, doznawanie
      strachu i bojaźni nie tylko o siebie , wreszcie niepewność bytu i życia ,
      drogocennego daru , także każdej nadchodzącej godziny i niepewności z nią
      przychodzącej jest okropne . A co , jeśli mamy sami to przeżyć . Dlatego w
      całej rozciągłości stwierdzenia:Jak człowiek nie zaznał w życiu biedy i
      cierpienia , to nie docenia dobra i szczęścia , które go spotyka , je popieram .
      Jeśli zaś wyciągam temat biedy i daję go za przykład to pewnie uważam że
      naprawdę nikt z urodzonych po 2 wojnie światowej w naszym kraju nie jest tak
      biedny.
      I zupełnie inaczej spoglądam na tych , którzy zmieniali ten kraj . Przecież po
      wojnie musieli dalej żyć w stanie cierpienia . Do momentu , kiedy nadszedł 1989
      rok . Może z tego nadmiernego szczęścia nie biorą pod uwagę innych ,którzy już
      byli szczęśliwi . Tworzą więc świat na miarę swojego szczęścia.Pomaga im w tym
      wypełnianie obowiązków według norm nakazanych przez rodziców , wychowanie i
      wyuczenie . Tych samych norm brakuje coraz bardziej pokoleniom następnym . Cóż,
      to nic dziwnego , jeśli rodzice ich nie dostali w wystarczającym stopniu , dalej
      nie przekazują ich swoim dzieciom . Jednak nigdy tak się nie stanie, aby
      przeciętny człowiek objął je wszystkie . Świetlistym przykładem dla narodu stała
      się postawa Jana Pawła 2.Tylko nie każdy może zostać świętym, a może każdy tylko
      brak nam wytrwałości. Człowiek znając te najważniejsze normy, próbuje dobiec do
      innych. Wykorzystując swoje doświadczenie życiowe szamoczemy się niejednokrotnie
      próbując otworzyć drzwi , które nie są jednak zamknięte na klucz . I jakie jest
      ich zdziwienie , gdy docierają do źródła z którego już niejeden człowiek czerpał
      krople wiedzy , odwagi i prawdy . Ze zdziwieniem odkrywa to miejsce w którym
      były już rzesze . Staje nad tym lustrzanym źródłem przyglądając się swemu
      odbiciu . Tak naprawdę zdziwienie dosięga go w momencie poznania siebie samego .
      Jeszcze tylko wokół rozbrzmiewa pozostałość szeptu tych którzy odeszli . Mrok
      dziejów przechowuje te szepty i niesie dalej do innych pokoleń . Dotykając
      przezroczystego źródła , zrozumie , że społeczeństwo nie jest ani równe ani
      wolne . Sama myśl pierwsza jest szokiem i trzeba czasu by się do niej
      przyzwyczaić . Żarząca się gwiazda równości i wolności dalej będzie trwał w
      mroku kosmosu . I nigdy nie zostanie zdobyta, bo jej twórcą jest człowiek ,
      niedoskonały człowiek . Dlatego smacznym kąskiem zdaje się Raj po śmierci .
      Wielu ludzi nie wierząc w niego postępuje jakby byli jego wyznawcami . To tylko
      normy zakorzenione w nich za młodu wydały wonne kwiecie . Gromadzą się wokół
      nich inni pobratymcy .
      Są wśród nich i wątpiący , byle jakie doświadczenie nieszczęścia zniechęca ich ,
      nawet to źródło , które przez moment było przejrzyste staje się mętne .
      Zapominają o normach , które ledwie w nich zakiełkowały już więdną . Tworzą swój
      bezpieczny świat oparty o zupełnie inne wymagania i normy . Jeszcze tylko ta
      gwiazda od czasu do czasu ich uwiedzie . Jej blask przyciągnie ich wzrok i
      zechcą do niej dotrzeć . Będą przedzierać się swoimi koleinami do bruzd
      wyżłobionych już przez mędrców . Niechże tylko w swoim postępowaniu nie doznają
      biedy . A może niech szczęście przetyka się z biedą , wtedy uodpornią się na
      stres i zechcą dalej iść drogą poznania.Aż do momentu kiedy nagle wszystko się
      skończy .
      Żyłem żeby umrzeć . Umarłem żeby żyć.
      • misia007 Re: Sobota , parno i myslę sobie. 18.07.09, 21:15
        no to dałeś mi materiał do przemyślenia, czytam już drugi raz i....chyba jeszcze
        poczytam.
        • izis52 Re: Sobota , parno i myslę sobie. 18.07.09, 21:47
          Przeczytałam dwukrotnie i przyznam, że nie bardzo rozumię. Kogo masz
          na myśli pisząc o "tych, którzy zmieniali świat" i tych "co byli już
          szczęśliwi" ? Dalej: dlaczego szokiem staje się odkrycie, ze
          społeczenstwo nie jest wolne i równe ?
          Wybacz jeśli moje pytania wydają się naiwne, jednak bez
          zdefiniowania pojęć - trudne jest zrozumienie toku myślenia.
          • misia007 Re: Sobota , parno i myslę sobie. 18.07.09, 21:54
            Przespię sie chyba z tym, dobranoc.
            • natla Re: Sobota , parno i myslę sobie. 18.07.09, 22:13
              Ja zrozumiałam to tak, że bieda, wojna, choroba, niepwność losu i
              życia nas uszlachetnia, zmusza do myślenia i niekonsumpcyjnego
              podejścia do życia. Po przejściach przeżywamy o wiele więcej radości
              i szczęścia, niż ci, którzy nie byli rzecz ujmując ogólnie, biedni.
              Dyskutowaliśmy niedawno o młodzieży, która ma wszystko i kończy na
              narkotykach....z nudów. Masz racje, ze to brak przekazu
              pokoleniowego. Pokolenie wojenne nam jeszcze przekazało różne
              wartości, a raczej ich hierarchię. Potem się to trochę zatarało, bo
              my ju ż wojmy nie znmay, więc i przekaz musiał być słabszy.
              Oczywiscie bardzo to uogólniam. Radosć z odzyskanej wolności
              większość narodu oślepiła i może dobrze, bo to oni nam kraj
              odbudowali.
              Dobra kończę bo sie zagmatwam big_grin
              • misia007 Re: Sobota , parno i myslę sobie. 19.07.09, 11:03
                Tez tak zrozumiałam ale moim zdaniem bieda, wojna itd nie zawsze człowieka
                uszlachetniają.Gorzej nieraz wyzwalają w nim najgorsze cechy.Bywa i tak, ze
                liczy się chęć przeżycia, za każdą cenę, kosztem innych.Chęć zdobycia,
                pieniędzy, władzy po trupach, dzięki oszustwom i przekrętom.Bogu dziękuję, ze
                zaoszczędził mi takich trudnych wyborów, nieraz mniejszego zła, ze przyszło mi
                żyć w czasach kiedy łatwiej żyć w zgodzie z dekalogiem i przyzwoitością.z tego
                tez powodu staram się nikogo nie oceniać,rozliczać bo nie wiem jak sama bym sie
                zachowała w godzinie próby.
          • sagittarius954 Re: Sobota , parno i myslę sobie. 19.07.09, 14:46
            tych, którzy zmieniali świat"

            To wszyscy ci którzy Polskę, świat zmieniali , zarówno z lewej jak i prawej strony politycznej.

            tych "co byli już
            > szczęśliwi" ?

            Uznałem wojnę za największą biedę , poniekąd wyzbyli się cierpienia ,ale sam naiwnie nie wziąłem pod uwagę tych co przyszli na świat po wojnie . Powinni być szczęśliwi , ale czy mogą docenić ten dar nie zaznając jej .

            laczego szokiem staje się odkrycie, ze
            > społeczenstwo nie jest wolne i równe ?

            Osobiście przeżyłem szok , dochodząc do takiego stwierdzenia , powtórzę słowo użyte za poprzednim razem - naiwny , ty użyłaś w poście kiedyś, żę jestem marzycielem, człowiek musi marzyć ,ale mu to nie wystarcza , trzeba marzenia realizować , tylko jeśli nie nauczony został za młodu ,albo brakuje mu odwagi wewnętrznej , przemóc się mimo trudności ...

            Wolne i równe ...

            O tym że na świecie są społeczeństwa , gdzie nie występuje wolność ani równość , nie muszę chyba przekonywać , chyba ...
            Jednak w naszym demokratycznym społeczeństwie , też istnieje gradacja równośći wolności . A mam tu na uwadze wolność i równość zupełną . Podporządkowaną może jedynie Bogu , a jeśli tak to przecież takowej nie ma na ziemi . Trudno ją sobie wyobrazić . Żyjąc w ciągłym uzależnieniu od zakazów i nakazów .
            Obracamy się w systemie partyjnym , który wybiera poszczególne grupy społeczne lub jego członków dobrowolnie zrzeszających się w nich . Zezwala tylko na tyle społeczeństwu i pojedynczym obywatelom ile chce . I tak naród jest tą najświętszą wartością wokół której wszystko się obraca , poza ten krąg wystąpienie pojedynczego obywatela kończy się posądzeniem o zdradę , jedną z najcięższych zbrodni .
            Obywatel może się dostosować do tych norm, gdyby zaś zechciał poza nie wystąpić może zostać z kręgu narodu wykluczony . A przecież historia i to ta najświeższa zna przykłady zdrady dla równości i wolności .
            Po drugie, hierarchiczność społeczeństwa, grup religijnych jest doskonałym przykładem na nierówności a wykorzystywanie jednego narodu przez drugi i tej zamierzchłej historii i obecnej jest aż nadto widoczne i znów, chyba nie muszę podawać przykładów .
            Wiem , postęp się dokonuje , jest ciągły , niekiedy dajemy jako społeczeństwo krok do tyłu by później szybko pokonać dwa kroki do przodu , I w tym problem , tego niewidocznego kroku , nieraz tego co nie widać i co nie było udziałem osobistym trudno jest docenić .
            Pełnej wolności i równości ludzie jednak nigdy nie osiągną . Takie jest moje zdanie .
      • super222 Re: Sobota , parno i myslę sobie. 19.07.09, 16:39
        Pierwszy raz zajrzałam na Forum w poszukiwaniu twojego
        dziennika. Przeczytałam fragment na FEiR, spodobał mi się
        a autor z kilku względów wzbudził moją ciekawość.
        Nie jest tak, że czekam niecierpliwie na każde twoje
        *wejście* - sagittariusie954 - (mam na myśli dziennk),
        ale jestem zawsze bardzo ciekawa.
        Zgadzam się z opinią forumowiczek, które przede mną wpisały
        swoje uwagi - ten odcinek jest wyjątkowo trudny.
        Przed napisaniem posta chciałam wybrać jakiś fragment,
        który byłby mottem - cóż - każde zdanie może nim być.
        Przeczytałam - skończyłam czytać w ubiegłym tygodniu
        książkę węgierskiego piarza:
        MIKLOS VAMOS, tytuł: Księga ojców
        wydanA w ubiegłym roku, przetłumaczoną
        na język polski przez Elżbietę Sobolewską
        (jak można coś przetłumaczyć z węgierskiego?
        i to tak pięknie).
        Historia rodziny od roku 1705 do współczesnych nam
        lat 70-tych. W tej książce powinieneś znaleźć
        kilkanaście wątków, które pozwolą zrozumieć relacje
        ojców i synów (jako kontynuatorów tradycji), a wszystko
        w obcych dla nas realiach węgierskich.
        Czyta się jednym tchem przez kilka wieczorów.
        • sagittarius954 Re: Sobota , parno i myslę sobie. 19.07.09, 16:50
          Jeśli polecasz hm... to już we wtorek polecę do biblioteki i spróbuję ją
          odnaleźć smile
    • bogatka1 Re: Sagittarius 19.07.09, 10:32
      Warto czytać Twój dziennik. Ten filozoficzny trudny, trzeba przeczytać drugi raz, by zrozumieć sedno, bo jest wiele stron tego zagadnienia. To jedna z nich:

      Bóg stwarzając człowieka wyposaża go w niezwykłe dary, są to:

      - rozum, który pomaga w dotarciu do prawdy;
      - wola, która jest nastawiona na posiadanie dobra;
      - sumienie, umożliwiające rozpoznanie woli Boga tu i teraz;
      - wyobraźnia decydująca o twórczości;
      - uczucia, które uzdalniają człowieka do wejścia w świat piękna;
      - pamięć, która jest magazynem mądrości;
      - pożądania nastawione na utrzymanie życia doczesnego i na jego przekaz w następne pokolenia.

      Ekrenal to szerokie pojęcie. Oglądałeś film "Źródło"?
      • sagittarius954 Re: Sagittarius 19.07.09, 14:51
        Chyba nie , nie oglądałem .
        Ale jest fajnie że moje niemrawe pisanie daje jakieś odbicie , po prostu jak
        każdemu jest i mi cięzko nieraz zrozumieć ten świat i problemy człowieka .
        I choć po to jest tyle dziedzin nauki i życia byśmy opierali się na nich zawsze
        pozostanie w nas ta chęć dotarcia do źródła smile
        • izis52 Re: Sagittarius 19.07.09, 20:10

          Przeczytałam wczorajszy post jeszcze raz, a teraz dzisiejsze
          wyjaśnienia.
          Poruszyłeś wiele wątków wzajemnie przeplatających się i
          równorzędnie ważnych. Dla mnie nie jest szokiem brak pełnej
          wolności i równości. Żyjąc w jakiejkolwiek strukturze społecznej:
          rodzina, plemię, państwo zrzekamy się części suwerenności na rzecz
          tej struktury, która ustala normy współżycia w postaci zwyczaju,
          prawa. Podobnie uniwersalna równość nie może istnieć, bo już
          rodzimy się nierówni i nie mam na myśli statusu materialnego.
          Równi jesteśmy wobec Boga, choć przypowieść o uchu igielnym trochę
          temu przeczy, a winniśmy być wobec prawa choć z tym różnie bywało na
          przestrzeni wieków, a w państwach o demokracji pośredniej zawsze
          będą istnieć grupy wpływów .
          W Szwajcarii chlubiącej się demokracją bezpośrednią - też tylko
          pewne sprawy rozstrzyga się w formie referendum. Teoretyzuję, bowiem
          trzeba uwzględnić jeszcze sposób realizacji równych praw, a ten z
          reguły jest daleki od założeń.
          Masz całkowitą rację całkowita wolność i równość to marzenie,
          utopia, zaginiona, a może nie istniejąca nigdy Atlantyda.
          Wielka
          Rewolucja Francuska pod hasłami: wolność, równość braterstwo –
          zgilotynowała nie tylko króla i rojalistów, ale przyjemniej kilkaset
          tysięcy ludzi.
          W imię specyficznego pojmowania tych haseł w Rosji zamordowano
          miliony. Czy było warto ? Analizując dzieje ludzkości poczawszy od
          biblii, jak rozumieć "powrót do źródła", skoro od zarania nie
          jesteśmy idealni, a biegu czasu nie cofniemy.
          Wg. mnie mamy bardzo ograniczone realne szanse stworzenia ideału, co
          nie znaczy,że nie warto o tym myśleć, dyskutować, podejmować walkę o
          słuszne sprawy.
          • sagittarius954 Re: Jakoś tak na piątek się zbiera 04.09.09, 20:33
            Miłość kochała bez umiaru .
            Wszyscy patrzyli na te jej wybryki bez zazdrości . Przelewała się miedzy ciałami
            kochanków ,robiła psikusy myślom , nawet żołądkowi odmawiała pożywienia . Język
            plątał się dopominając się słów delikatnych i pieszczotliwych . Ręce pragnęły
            kształtów dopiero co poznanych i czuły jak serce kołacze się bez umiaru , raz
            delikatnie przystawało, drugim razem trzepotało jak ptaszek skrzydełkami na
            gałęzi. Pożądanie powoli kiełkowało, rozlewając się na wszystkie organy .
            - Dobra nasza - mówiło - zaraz się spełnię , zaraz się spełnię .
            Jednak w tej drugiej istocie miłość dominowała i zupełnie nie interesowało ją
            pożądanie . Żarliwie wpatrywała się w oczy ukochanego , oczekując tkliwości
            nasyconej wiarą .
            -Ejże - wołało pożądanie - ruszcie się jeszcze tylko chwilka trudu i będzie
            spełnienie .
            Rękom kazało gładzić ręce gładkiej , oczom pozwoliło się patrzeć ,ale z iskrą
            współczucia , wargom i językowi rozkazało cicho mówić i szybko oddychać , skórze
            delikatnie się zaczerwienić .
            -Ech mój mały przyjacielu, najwyższa pora podnieść główkę zawołało do organu
            położonego dosyć nisko .
            Samo powoli zamknęło oczy . Od czasu do czasu zerkało nieznacznie spod
            przymkniętych powiek . Miłość najpierw sama rozanielona słowami i delikatnością
            powoli traciła swój zmysł, aż oślepła . Czuła że wszystko dookoła jest
            nadzwyczajne i miłe . Pragnęła trwać tak w nieskończoność . Oślepła z tego
            szczęścia i prawie uśpiona pozwoliła pożądaniu wpełznąć do niej .
            -Ktoś ty - zawołała
            - Ja ? - odpowiedziało pożądanie - jestem miłością w nim, miłością w tobie ,
            jestem miłością dla siebie i ciebie .
            -Czego pragniesz ? zadała jeszcze jedno pytanie .
            Pożądanie odpowiedziało krzyżując palce jego ręki na plecach .
            -Trwać przy tobie- skłamało , ale zupełnie nie podobało mu się jej wypytywanie i
            płynęło sobie obok ślepej miłości .
            Teraz pożądanie zapytało :
            - Jak ci jest ?
            -Kocham - miłośc odpowiedziała - A tobie ?
            - Pragnę i jakoś mi dalej mało - odpowiedziało pożądanie.
            Oboje unosili się swobodnie, płynąc w nieskończoną dal .
            - Będziesz ze mną , prawda ?
            - Taaaa...k - tym razem pożądanie wysłało jednoznaczny sygnał do wszystkich
            organów -chodu, w nogi .
            Samo dalej trwało przy miłości .
            - kto tam kieruje nami ? Pytały się organy , gdzie chodu jak w nogi ? Co za
            cymbał się dorwał do sterów ?
            Spoko wodza - zadecydował organ najniższy - wie co robi , ja wam mówię wie co
            robi , ja mu ufam .
            - A ty co zacz ?
            - Ja jestem ten , który decyduje o wszystkim
            Pusty śmiech rozległ się wypełnionym ciele .
            - Nie wierzycie ? Zapytał organ - EEEE pożądanie ! REPLAY - zawołał . W
            niedługim czasie do organów napłynął rozkaz : Rozpocząć od początku .
            Tymczasem miłość ślepo zaufała pożądaniu .


            A było to w czasach kiedy ludzie nie znali ubrania za to umieli się śmiać z
            niczego .


            • izis52 Re: Komu się poskarżyć ? 05.09.09, 08:36
              UWAGA !!! Admin gorszy nobliwe i stateczne matrony. Aby
              nie mylić ze starymi babami - podaję znaczenie słowa matrona :

              w starożytnym Rzymie: kobieta zamężna, szanowana ze względu na
              wysokie stanowisko społeczne i czystość obyczajów; dziś podniośle,
              często żartobliwie o kobiecie starszej, godnej szacunku


              http://i30.tinypic.com/2wemes5.gifhttp://i30.tinypic.com/2wemes5.gifhttp://i30.tinypic.com/2wemes5.gif big_grin big_grin big_grin big_grin
              • misia007 Re: Komu się poskarżyć ? 05.09.09, 10:51
                Matrony mówisz a Mesalina???Pasuje nam do admina!!!!
                • izis52 Re: Komu się poskarżyć ? 05.09.09, 11:10
                  Każdy literat troche uczulony na swoim punkcie, więc poczekajmy...
                  Niby się nie obrazi...ale kto wie ? Szkoda,że wpis zobaczyłam rano
                  i rumienię się do tej pory big_grin
                  • sagittarius954 Re: Komu się poskarżyć ? 05.09.09, 13:14
                    To znaczy, że lepiej by było, jak byś go zobaczyła z wieczora ? big_grin
                    Jakoś wyszukiwarka nie działała bo miałem umieścić to opowiadanko w " krótszych
                    i dłuższych opowiadaniach", a ponieważ się nie udało zdecydowałem się na wpis w
                    moim dzienniku , ależ nic tam w tym opowiadaniu nie widzę żeby się rumienić , a
                    może moje zmysły już tak przytępione ,że nie rozeznaję uczucia zakłopotania
                    jakie u was może wystąpić . Za ewentualne rumieńce serdecznie przepraszam .
                    Dodam już tylko jesteśmy nad wiek wyrośnięci i chyba nie obce są nam przeróżne
                    tematy , i te kłopotliwe big_grin
                    Nie na swoim punkcie w dodatku pisania , nie jestem uczulony , zupełnie smile

                    • izis52 Re: Komu się poskarżyć ? 05.09.09, 13:57
                      Sagi, nie wykręcaj się wyszukiwarką, czy sianem. Zgorszyć nas
                      chciałeś, śmiało szafując metaforami przywołującymi taaaakie obrazy
                      i skojarzenia.
                      Widzisz, tu same skromnisie i matrony. Nikt oprócz mnie i Misi nie
                      poważył się komentować.smile
                      • sagittarius954 Re: Komu się poskarżyć ? 05.09.09, 14:12
                        A ciekawe jak wygląda miłość i pożądanie i ten organ położony nisko big_grinbig_grinbig_grin
                        bardziej to nasza wyobraźnia podpowiada nam je, jak wyglądają, niż ja jestem
                        takim doskonałym malarzem słowa smile
                        Ostatnio to tylko Ty i Misia jeszcze cokolwiek komentujecie więc ja nie jestem
                        zdziwiony smile
                        No musze skończyc tą strasznie nudną statystykę , to troszke jeszcze potrwa smile
                        • izis52 Re: Komu się poskarżyć ? 05.09.09, 14:16
                          Czyżby od czwartku tylko Misia została ? Ja wybywam.
                          • sagittarius954 Re: Komu się poskarżyć ? 05.09.09, 14:19
                            Jakiś kobiecy pomórsmile Ty Super Wiga wszystkie wybywaja no no , tylko ja stary
                            cap, na skale forum smile
                            Przyjemnego urlopu smile
                            • super222 Re: Komu się poskarżyć ? 05.09.09, 15:09
                              Jakiś kobiecy pomór, Ty Super Wiga wszystkie...

                              Sagittariusie954 jestem od kilkunastu godzin,
                              przykro mi, że tego nie zauważyłeś. Nawet dzień
                              dobry dzisiaj napisałam. Przykro mi, uganiam się
                              ze ścierkami po mieszkaniu i *końca nie widać*.
                              Od teraz dałam sobie już spokój no bo ileż można.
                              Jutro niedziela - nie pracuję!
                              Od poniedziałku powtórka z rozrywki czyli dalszy
                              ciąg tańca ze szczotkami i ścierkami.
                              Dzisiaj wieczorem mecz i to jest ważny mecz, który
                              będę śledzić w TV z wypiekami na policzkach.
                              Pewnie moje wypieki będą ciut bledsze niż te,
                              które za sprawą twojego opowiadania , wystąpiły
                              u matronowatych (big_grin) forumowiczek.
                              Swoje wiem i powiem, ale nie teraz. Może po
                              meczubig_grin ?
                            • del.wa.57 Re: Komu się poskarżyć ? 05.09.09, 15:14
                              Ja tyż wybywam w piątek na kilka dni,nie chcę,ale muszem big_grin
                        • del.wa.57 Re: Komu się poskarżyć ? 05.09.09, 15:12
                          Pytasz Sagi'' ciekawe jak wygląda miłość i pożądanie i ten organ położony nisko''big_grin
                          Nie wierzę,że nie możesz sobie obejrzeć''tego organu'' hi hi hi hi
                          no...chyba,że brzucho ci urosło a wtedy tylko w lusterku big_grin big_grin big_grin
                          • sagittarius954 Re: Komu się poskarżyć ? 05.09.09, 15:50
                            Oszszsz Ty ... no czekaj zajc , niech cię tylko dorwę big_grin
                            • del.wa.57 Re: Komu się poskarżyć ? 05.09.09, 15:57
                              big_grin big_grin big_grin
                              • bogatka1 Re: Komu się poskarżyć ? 25.11.09, 02:25
                                Skarżyć? Właściwie należałoby się cieszyć, że listopad się kończy i mamy środę, a nie poniedziałek.
                                Podciągnęłam wątek, bo warty przypomnienia.
                                • sagittarius954 Następny wpis 28.11 25.11.09, 06:57
                                  Musi miesiąc upłynąć ... niestety .
    • sagittarius954 Jakby to był ostatni dzień życia 16.12.09, 20:36
      Myślałem ,że zniosę to mężnie . Pomacham wam łapą i zniknę . Okazuje sie
      zupełnie co innego , trudno przyzwyczaić się do mysli porzucenia miejsca ,
      zupełnie wirtualnego ,ale tyle razy odwiedzanego przeze mnie . Zdobyłem nowe
      doświadczenia i te związane z ludźmi , prawdziwymi ludźmi z krwi i kości , jak i
      te zupełnie internetowe .
      Za przyczyną tego forum czegoś dowiedziałem się wiele o jego życiu , to wiele w
      życiu rencisty , który od dwóch lat zasklepia się w myślach, może nie zupełnie
      czarnych jednak i nie białych . Doszedłem jednak do wniosku , że powinienem
      zniknąć . Ot odejść jak za pstryknięciem palcami . Pstryk i mnie nie ma .
      A przecież jeszcze dwa miesiące temu miałem naprawdę wiele pomysłów do
      realizacji . Już je rozkładałem w czasie . Dumny ze swojej roli życiowej
      przyjąłem w swoim domu kolegów z lat młodości . I jeden z nich już nie wyszedł o
      własnych siłach . Od tego momentu wiele myślałem o życiu , o swojej roli w nim i
      choć wyznaję zasadę , że znajdujemy się tutaj na tym świecie w jakimś konkretnym
      celu , to dalej analizując spotykające mnie doświadczenia myslę, że powinienem
      opuścić to miejsce , czarujące miejsce . Dlatego z dniem ostatnim grudnia
      przestanę być adminem forum . Zamknie się pewien etap w życiu forum , ale ...
      otworzy nowy . Za kolejnymi adminami i przewijającymi sie ludźmi dochodzą nowe
      twarze i nowe pomysły . To w nich widzę nadzieję na przyszłość tego miejsca .
      Postanowiłem być jak ten człowiek dziękujący Stwórcy za każdy dzień życia .
      Chciałbym go spędzić ten dzień i następny i następny , jakby to był ostatni
      dzień życia, mojego życia . Dlatego zawiadamiam was o mojej decyzji w tym
      miejscu . Mój dziennik będzie dalej pisany , będę na blogu , zapewne jeszcze na
      tym forum przez jakiś czas jako zwykły forumowicz , już nie policjant kierujący
      słowem swoim i innych . Do tego dnia aż zniknę na zawsze . Już raz żegnałem się
      z forum , tyle że wtedy dostałem szansę pobycia na tym świecie . Czy wypełniłem
      na nim swoje zadanie , tego nie wiem . Zdaję sobie sprawę, że nigdy się nie
      dowiem ,ale wolę być na tyle uczciwy, by was poinformować o swojej decyzji.
      Cóż to tylko wątek , jeden z wielu i nie musi być ani pierwszym ani ostatnim ,
      czas oczywiście wessie go do swego podziemia i zachłannie zatrzyma . Nad nim
      dalej będą widniały nowe wątki , nowe nicki , nowe problemy pięćdziesięciolatków
      . Życie jak węzeł je zagmatwa a my ludzie zawsze będziemy je próbowali
      rozwiązywać . Z tego własnie weźmie się siła forum , tego forum .
      Dziękuję wszystkim ABSOLUTNIE WSZYSTKIM SPOTKANYM na tym forum , z którymi
      miałem przyjemność gawędzić cztery lata i dwa lata będąc adminem . Za ten
      wspaniały czas bardzo wam dziękuję smile big_grin
      • natla Re: Jakby to był ostatni dzień życia 16.12.09, 21:42
        Prawdę powiedziszwszy nie wiem, jak to forum przetrzyma, ale
        rozumiem Cię bardzo dobrze. Jednak szkoda, wielka szkoda. Ale jak
        sam piszesz będziesz na forum, wiec się aż tak nie martwie big_grin
        Nie wytrzymasz bez nas wink, a i nam jesteś potrzebny. Nie wyobrażam
        już sobie naszego forum bez Twoich opowieści.
      • polnaro Re: Jakby to był ostatni dzień życia 16.12.09, 21:48
        Wpadłam..., czytam..., nie, no co to?
        Nie jest to w porządku, że na koniec dnia i przed świętami straszy się ludzi
        takimi wiadomościami.
        Nie napisałeś nic o powodach, może byśmy zrozumieli i wybaczyli takie porzucenie.
        Mamy demokrację i bez zaświadczenia o złym stanie zdrowia nie wyrażamy zgody,
        żądamy referendum.
        Tak sobie z nas żartujesz, prawda?
        • goskaa.l Do Polnaro i innych 17.12.09, 07:15
          Myślę, ze Sagi ma po prostu dość. I nie musi tłumaczyć powodów swojej
          rezygnacji. Zrobił przez te 2 lata (jak to szybko minęło) ile mógł, żeby nas
          rozruszać, niezbyt mu się to udało - nie jego wina. Zdejmuję przed nim czapkę,
          bo ja nie miałabym tylu pomysłów, cierpliwości i czasu. Skoro mówi "dość",
          musimy to uszanować. Cieszę się, że nie zniknie całkowicie, bo brakowałoby mi
          jego tekstów.
          Kłaniam się Tobie, Zbyszku, i życzę kontynuacji pomysłów, które rozpocząłeś.
          • polnaro Re: Do Goskaa l 17.12.09, 09:23
            To co napisałaś odebrałam jak "ciach nożycami", biegniemy dalej; tyle, że mnie
            akurat nie śpieszno. Oczywiście, że nic na siłę, ale jeśli Sagi nie będzie miał
            obowiązku tu bywać, to już ja Go widzę....
            Jeśli tak być musi, trudno.
            Jeszcze pozostaję z nadzieją.
          • sagittarius954 Re: Do Polnaro i innych 17.12.09, 19:38
            Dzięki Gosiu za zrozumienie smile
        • bona0601 Re: Jakby to był ostatni dzień życia 17.12.09, 07:24
          Smutno , do nas Sagi przemawiasz. Ale i nam jest smutno,ze taką decyzję
          podjąłeś. Rzeczywiście , pewnie masz jakieś powody. Ale coś mi się nie zgadza-
          na forum będziesz , blog będzie , więc porzucenie nas jest jakieś podejrzane ,
          nie wytykając Ci oczywiście powodów decyzji , bo o niej nie wiemy. Może
          jednak........wycofasz tę smutną dla nas wiadomość?
          • sagittarius954 Re: Jakby to był ostatni dzień życia 17.12.09, 19:43
            Ja sie nie nadaję na kogoś kto porzuca i zapomina smile Dlatego wolę powoli pisać
            już nie jako admin, ale zwykły forumek, iśc z wami przez jakiś czas . Co czas
            przyniesie nie wiem . Nie ma powrotów , adminem drugi raz nie będę na pewno ,
            wole pisac cieszyć się wolnością słowa a może i od czasu do czasu zasłużyć na
            reprymende od admina smile Też chciałbym może od czasu do czasu "przylutować "
            cosik big_grinbig_grin I jak by to wyglądało pod publikę zapowiadam odejście i nagle wracam
            , bono smiałabys się ze mnie cały rok i jeszcze troszkę smile
      • skrzydlate Re: Jakby to był ostatni dzień życia 17.12.09, 10:07
        Sagi, ale fajnie było, co? ładnie się spisywałeś, jak zauważyłam pooglądawszy
        czasem nawet kiedy nie miałam czasu pisać.. masz już zastępstwo? co będziesz
        porabiał z taka ilością nagle zwolnionej energii? masz jakieś plany?
        • skrzydlate Re: Jakby to był ostatni dzień życia 17.12.09, 10:13
          podoba mi sie twoje pisanie, jak chcesz, naucze cie robic blog o podam ci fajny
          adres bez reklam i dużą pojemnością na dużo foteczeki, ale ty pewnie masz juz
          jakies namiary, co? jak chcesz, napisz
          • sagittarius954 Re: Jakby to był ostatni dzień życia 17.12.09, 19:48
            Ja już mam bloga skrzydlate , tylko nie mam kiedy pisać na nim smile
            Pewnie wyrzuciłaś to zdjęcie z widokiem na kościółek ? Wiesz pora do niego
            wrócić , zostałaś moim nadwornym malarzem smile Ale to po sylwestrze smile Wszelkie
            uwagi dotyczące bloga chętnie przyjmę smile Może byś go poczytała, co, i dopiero
            wtedy wydała opinię o nim ? Czy wogóle warto zajmować się taką stroną medalu smile
            • skrzydlate Re: Jakby to był ostatni dzień życia 19.12.09, 01:37
              przyślij link
      • p.a.d.a.l.c.o.w.a moja opinia 17.12.09, 13:23
        smutno, żal...czasem myślę, ze jednak są ludzie niezastąpieni acz
        mówi się, że " " cmetarz jest pełen tych NIEZASTĄPIONYCH ".
        nawet padalcowi przykro i żal.
        Wątpię w znalezienie admina sprawniejszego od ciebie albo chociaż
        zbliżonego.
        • sagittarius954 Re: moja opinia 17.12.09, 19:52
          Nie możliwe , jestem przeciętnym facetem , dlatego muszę być i przeciętnym
          adminem smile
          Czy mozna odwiedzac forum dla jednej osoby ? Prosze padalcowo , bo jak mi
          szajba odbije to jeszcze zostanę big_grinbig_grinbig_grin
          • wiga2008 Re: moja opinia 17.12.09, 20:35
            Powiało smutkiem. Cóż, Twoja decyzja o rezygnacji, Sagi. I trzeba ją uszanować. Ale czy dobra?
          • p.a.d.a.l.c.o.w.a maja porada - dla mężczyzny w rozterce :-))) 17.12.09, 21:26
            Nie możliwe , jestem przeciętnym facetem , dlatego muszę być i
            przeciętnym
            > adminem smile
            > Czy mozna odwiedzac forum dla jednej osoby ? Prosze padalcowo , bo
            jak mi
            > szajba odbije to jeszcze zostanę big_grinbig_grinbig_grin

            Wydal się na trochę - forum bedzie bez admina az do odwołania.
            Odpocznij od bab i padalców. No i wróć. Odpoczynku nie ograniczaj w
            czasie. Sie pożyje, sie zobaczy. Nigdy nie mów nigdy. Odpocznij i
            wróć...może do 1 kwietnia uda ci się wypocząc od forumowego
            adminowania. Dobry pomysł - aby pobyć tu 100 % sobą , bez
            ograniczeń jakie stwarza adminowanie. Tez uważam, ze jako
            adminowi nie uchodzi komuś ( jak to ująłes ) przylutować smile) A
            że czasem korci - to rozumiem. Absolutnie-absolutnie.smile
            • misia007 Re: maja porada - dla mężczyzny w rozterce :-))) 18.12.09, 17:27
              Masz ci los, dzień jeden byłam nieobecna a tu...taka rewolucja!!!Quo vadis
              sagi?????Nie znoszę rozstań, przemyśl jeszcze swoją decyzję plissss!!!!
              • sagittarius954 Re: maja porada - dla mężczyzny w rozterce :-))) 18.12.09, 17:40
                Ech łzy kobiece są jak diamenty , może dlatego faceci tak często wyciskają je z
                oczu białogłowy smile
                Wyraźnie napisałem na forum będę , oczywiście nie jako admin , a ponieważ rady
                padalcowej są takie polityczne ... aż dziw ,że nie została moim doradcą do spraw
                najważniejszych . smile
                Św. Piotr szedł drogą do krzyża , którego tłuszcza Rzymu jeszcze nie postawiła ,
                chcesz mi nadac jakiegoś szczególnego znaczenia , oj misiu daj spokój , z
                Sienkiewicza to ja mam tylko wspomnienia , które zobowiązuję się przedstawić w
                "pamiętam był rok 1961". A teraz jak dobre jabłko spadam, pojawię się jutro .
                Kłaniam się twórczemu towarzystwu smilesmile Spód spodu z powodu spodu spowodować z
                powodem spód big_grin
          • dwa-filary Re: moja opinia 18.12.09, 18:24
            To zostań dla nas dwóch winkbig_grinbig_grin
            • an.ta Re: moja opinia 19.12.09, 00:31
              I dla mnie trzeciej smile
    • boginiwparyzu Re: Mój dziennik/ a oto mój:) 26.12.09, 00:06


      Jakbyś miał chwilę to zapraszam do siebie...też początkuję, ale jest
      miło i nie smucę...bo nie o to chodzi w pisaniusmile

      pozdrawiam

      boginiwparyzu.blog.interia.pl/
    • graga211 Nietypowy facet jesteś 26.12.09, 18:40
      Jak na moje oko, to trochę nietypowym facetem jesteś.
      W każdym razie takim, w którym baby gustują.
      ***********
      A jak jest naprawdę?
      Ona może pogubiła się?
      Straciła rozeznanie i dzisiaj już nie wie, co tak naprawdę Ją
      rajcuje?
      A może zmądrzała?
      Zapytaj Jej, czy warto było zmądrzeć?
      --------------
      Przepraszam Cię, ale zbyt bezkompromisowo sięgasz w kobiece Ego.
      Nie wykluczam, że mylę się.
    • sagittarius954 Prolog 18.03.10, 18:05
      Jak ten czas leci . Jeszcze nie tak dawno, spotykałem chłopaków na ulicach z
      czuprynami, idących prężnym krokiem gdzieś przed siebie . Teraz i owszem
      spotykam, też spotykam . Tyle tylko ,że czupryny gdzieś zgubili ( chciałoby się
      rzec razem z czapkami zawiesili na kołku ), krok jakiś taki już niemiarowy a
      kogo się nie spytasz, to idą do Auchuanu .
      Żeby chociaż na piwo , ale gdzie tam , po zakupy albo sprawunki .Inna sprawa ,że
      sytuacja albo los tak przytłoczyła i mnie ,że sam zacząłem się rozglądać jak ja
      chodzę . I okazuje się mam całkiem pokrewne drogi . Świat zawęził się okrutnie
      do kilku tras odbywanych w celu wypróbowania swego narzędzia chodu . Nogi wiedzą
      ,że absolutnie nie można zboczyć z kursu , inaczej nie osiągną celu . I tak idąc
      na parking drepczą całkiem spokojnie . Droga jest krótka i całkowicie wygładzona
      chodnikiem na tyle starym ,że pamiętającym Gomułkę . Wiem co pisze, bo wiem po
      czym chodzę. Przypominam sobie jak pierwszy raz szedłem tą drogą . Ulicy w
      zasadzie nie było , było jedno wielkie grzęzawisko . Tony błota z odlepionych
      kół samochodów ciężarowych Tatra utworzyły to bagno . Człowiek skakał po
      rozstawionych pustakach lub rozłożonych deskach . Lata przeszły i teraz zamiast
      błota jest kostka wyłożona za czasów jeszcze Gomułki i jezdnia bez odwodnienia .
      Zwykle na wiosnę ( teraz ) topniejący śnieg tworzy kałuże niczym jezioro . Po
      dotarciu zaś na parking okazuje się ,że czekają nas dalsze utrudnienia . Dołki
      dołeczki i doły , wpadasz w nie kołami , o ile dojdziesz suchą nogą do
      samochodu, uda ci się ruszyć bez zakopania w nieutwardzonym terenie i nie
      zgubisz zawieszenia w którymś z przykrytych wodą zasadzek . Na nic ograniczenie
      prędkości do 15 km na h . Wieczorem możesz tu spotkać ducha przemykającego pod
      zawieszeniem pojazdów , kot albo tchórz . Ten pierwszy ucieka przed tym drugim,
      bo nie zamierza stać się kolacją dla tego drugiego . Od czasu do czasu
      przeraźliwy pisk złapanego kota obwieszcza udane polowanie . Nie to nie Pampasy
      w Argentynie ani preria w USA , nie tajga ,ani dżungla a zwykłe śródmieście
      W-wy . Za to w dzień można obejrzeć lądujące kaczuszki . Pani kaczuszkowa
      przyfrunęła dzisiaj wymyć sobie dziobka a za nią dreptał ubrany w śliczny
      mundurek pan Kaczor. Wiosna . Nareszcie wiosna . To nic ,że jeszcze góry śniegu
      nie stopniały z lutego , te z marca czują się jeszcze lepiej, tworząc błotnistą
      powierzchnię gdzie się da. A może jeszcze w kwietniu popadać . Moje stare kości
      mówią około 15 kwietnia jeszcze jedna dostawa śniegu . Wszystko gratis .
      Jednym słowem nie da się opisać wszystkich dróg, po których nogi drepczą. Ani
      pójść następną drogą, ot tak, dla przyjemności . Nogi i tak zaciągną nas do domu
      . A tu chociaż daleko nie trzeba dreptać . Wszystko w zasięgu ręki . Z ciepłym
      kocem , parującym kompem i tv z rewelacjami dnia powszedniego . Żeby choć jakiś
      emeryt jadący bez biletu uciekł ścigającym go kontrolerom . A tvn dawałaby
      relacje na żywo . Ale nie , jakieś tam banialuki polityczne od których można
      tylko dostać niestrawności . Ale jak prolog to prolog . Poczekamy, opiszemy i w
      ten sposób dziennik spęcznieje. Ostatecznie rok się zaczyna . to do następnego
      razu .smile
      • anoagata Re: Prolog 18.03.10, 20:48
        No bardzo się podobają mi te nóżki u pani kaczuszki i gdybyś był ubrany w
        mundurku szedł byś spokojnie jak na sznurku.Prolog długi ale krótki,dziś pan
        Żiobro wygłosił bardzo długi monolog.
        • ama.pola Re: Prolog 19.03.10, 19:10
          Prolog do bólu prawdziwy. Ulice w każdym mieście mamy każdy wie
          jakie, a raczej gorsze niż w stolicy. Chłopcy czupryny gubią, a
          dziewczyny mają lepiej z fryzurami. Wiekszość na forum wie o co
          chodzi. Tak sobie myślę o tym dreptaniu mniej sprężystym do miejsc
          spowszedniałych, ale i tak to lepsze niż przedeptywanie z nogi na
          nogę w kolejce. W kieszeniach dziury zaszyłam, aby było z czym
          dreptać do marketu, galerii jak górnolotnie nazwano koszmarne
          giganty. Umowiłam się nawet kiedyś ze znajomym chłopakiem
          odwiedzającym rodzinne strony i.....rozczarował mnie zaproszeniem na
          modne "suszi". Kiedyś wykazywał cechy indywidualne artystyczno-
          poetyckie, a teraz szpanował zaokrąglonym brzuszkiem, opowiastkami o
          wpływach w swoim miasteczku, wakacjach w Tunezji itp. Cóż, jeśli
          opowiada się pół życia w godzinę to śmiesznie bywa.
          Z prologu wyłowiłam niefrasobliwe poruszanie się autora w czasie.
          Jaki to poczatek roku mamy pod koniec marca ?
          Broń panie - to nie zarzut, mnie się nawet podoba spowolnienie biegu.
          • sagittarius954 Re: Prolog 19.03.10, 20:04
            Prolog - ponieważ jest to pierwszy, po jakimś czasie ,wpis do mojego dziennika .

            Po drugie zaś , wydaje mi sie , że rozpocząłem jakiś etap w życiu , nie chcę
            pisać jakoby był już ostatnim , nie , raczej rozpoczynającym się odcinkiem
            następnego okresu w życiu .

            Wreszcie po trzecie mam tak mało czasu na pisanie ,że wszystko pada wszystkie
            pomysły, zamierzenia , brakuje mi koordynacji zamierzeń , powiązania ich ze
            zwykłym życiem i wygospodarowania dla siebie przynajmniej dwóch dni w tygodniu .
            Nieraz za łatwo się poddaję, bo ktoś w rodzinie coś potrzebuje, albo nawet pies
            musi wyjść na spacer w określonym terminie , wreszcie trzeba i dla siebie i nie
            tylko coś ugotować. I zanim się spostrzegę już jest wieczór . Pozostaje mi tylko
            wybrać interesujący program do obejrzenia i zasnąć zanim pospolite wydarzenia
            mnie nie przytłoczą .Ale takich spraw i kłopotów dnia codziennego wszyscy mają w
            nadmiarze . /Więc i uskarżać nie idzie się zanadto smile
            Nie, to chyba nie był dobry pomysł ...
          • super222 Re: Prolog 20.03.10, 08:11
            >...oczarował mnie zaproszeniem na
            modne *suszi*.
            Ach! Ta chińszczyzna wciska się w każdą dziedzinę
            życia, nawet takiego ... uczuciowego. Suszi?... który
            to rok był,
            kiedy u nas stało się modne?

            https://i37.tinypic.com/2rcpmir.jpg
            • super222 Re: Prolog 20.03.10, 08:22
              Sushi - potrawa japońska,
              na bazie ryżu i owoców morza.
              Przepraszam autorkę postu.
              • sagittarius954 Re: Prolog 20.03.10, 09:15
                Osobiście nigdy nie dałem się namówić na sushi. EEE nasz kotlet bije wszystko :d
    • sagittarius954 Po prologu nekrolog 08.04.10, 00:14
      Jesteśmy tak dorośli ,że bardziej być już nie możemy . Jeśli zawędrujemy dalej w
      wiek, może nas spotkać drugie dzieciństwo . Dobrotliwa ręka starości poprowadzi
      nas szeroką aleją opadłych liści dni, zrzuconych przez wichry namiętności z
      wysokich drzew życia . Wiatr wspomnień jeszcze będzie nimi obracał i poruszał je
      a one jakby wiedząc , ze nie otworzą przed nami soczystej zielni prawdy zawartej
      w każdej żyłce uschniętego już liścia , będą się ze sobą mieszać i pozostanie
      nam tylko przyglądać się na to kłębowisko wspomnień . Zagubimy swoje
      najważniejsze i te najbardziej wstydliwe dni, aż staniemy się dziećmi tak
      prostymi, jak te nowo narodzone , pragnące poznawać i cieszyć się nieznanym .
      Zdążyłem odprowadzić już na miejsce odpoczynku wielu znajomych , przyjaciół i
      tych których kochałem a którym nie powiedziałem, jak dla mnie są ważni . Bo
      dokąd byli obok, stawali się zwyczajnością niemal pospolitą trawą obecności po
      której depczemy, ile razy zazieleni się na wiosnę . Cieszymy się z jej
      pojawienia po kilku zimnych miesiącach . Wiemy, że cykl przyrody znów przyjdzie
      i się powtórzy . Rodzaj ludzki też się powtarza ,ale nie klonuje . Nie ma
      powrotu do tego co rosło , starzało się tak szybko i wreszcie znikało . Jeszcze
      tylko obietnice wypowiadane po cichu, drobne przyrzeczenia ,czasami ciężar nagle
      zdjęty z naszych ramion dawał uczucie wolności , nieraz zapewnienia o
      prostowaniu swojego życia, pukały cichutko do tej głucho odzywającej się skrzyni
      wypełnionej już tylko wspomnieniami.
      I z coraz większym trudem udaję się na każde pożegnanie . I z coraz większym
      żalem kładę kwiaty , które mógłbym wręczyć uśmiechając się na imieniny . Mógłbym
      podnieść kielich musującego wina i wypić za wieczne zdrowie miłego solenizanta
      czy solenizantki ,jednak przychodzi mi wypatrywać następnych ofiar ludzkiego
      istnienia. Tej przypadłości od której chorzy uwalniają się , nagle dotknięci
      nawet nie zorientują się w czym rzecz a nieświadomi w swym błogim myśleniu będą
      myśleli o obudzeniu się następnego dnia i zobaczeniu jeszcze jednego brzasku .
      Tak cudownego ,że do swojej świadomości nie dopuszczają tej myśli o odejściu . A
      pierwsze promienie słońca wydobywające się z nad horyzontu rozjaśniając mrok
      nocy, zostawiają pomarańczową słodką skórkę roztaczającą się nad barwną krainą
      życia . Cud natury porannego brzasku , piania koguta i pierwszych szczeknięć
      zaspanego psa na łańcuchu zagłuszy kielnia grabarza kładąca wielkie betonowe
      płyty . Cisza i spokój zapanują w tym małym ciasnym królestwie a położone wieńce
      i wiązanki na wierzchu trzepotać będą listwami zdań i zapewnień drobnej liczby
      ludzi, pamiętających tego który odszedł .
      Ileż jeszcze razy przyjdzie mi pożegnać się ? Tyle razy ile trzeba , aby dać
      świadectwo ludzkiego istnienia . Będę wracał jeszcze nie raz i wydobywał z
      powierzchowności dnia małe cuda życia , nad którymi nawet się nie zastanawiam .
      Jeszcze chciałby się uśmiechnąć a każdy uśmiech ofiarować tym których niema, tym
      co są oprócz uśmiechu muszę dać swoją obecność , bo tylko ona zasługuje na
      zapamiętanie . Czasami będzie uciążliwa, czasami błoga a czasami niedostrzegalna
      . Jak czas umykający w każdym zakątku kosmosu , jak promień światła podążający
      wraz z czasem w każdą ze stron wszechobecnej przestrzeni . Jeszcze kilka godzin
      i nastanie dzień . Wstanie świt a wraz z nim nadzieja zupełnie inne zakończenie
      dnia .
      • ama.pola Re: Po prologu nekrolog 08.04.10, 08:26
        Przejmujące twoje opowiadanie o początku końca.
        Prawdziwe do bólu - jeśli jeszcze wyobraźnia
        służy jako-tako. Lasowanie mózgu, aż do
        poziomu dziecka nie jest złą alternatywą.
        Uchronić może od niepotrzebnych myśli,
        żalu nad przyjaciołmi, sobą. Dziecko
        wierzy w swoją nieśmiertelność, oczekując
        nowych zabawek i przygód. Czasem wkurzają
        mnie wyznania seniorów o barwnym życiu, o
        czerpaniu garściami szczęścia, o tym jak
        nic nie muszą, tylko celebrują piękne chwile ?
        Wyciskają z życia esencję - jak sok z cytryny
        bez odrobiny żalu. Prawda to czy konfabulacja ?
        Chciałabym wierzyć, że ćma wykonuje
        radosny taniec wokół świecy, świadomie
        kończąc go całopaleniem.

        • eurytka Re: Po prologu nekrolog 08.04.10, 08:48
          Dzwoni babka do radia Maryja i mówi, że smutna,
          bo siostra jej zmarła, miała przerzuty raka do kości,
          akurat na dyżurze był, sorry, wszystkie tytuły pominę, ojciec Rydzyk,
          który jej mówi, mniej więcej tak
          to należy się cieszyć, ona już nie cierpi jest u Pana,
          ze swoimi bliskimi,
          a pani praktykuje pierwsze piątki?
          Ależ oczywiście,
          a soboty?
          ależ tak, ojcze,
          no to i opieka Maryji jest i siostra ma tam w niebie dobrze,
          A jeszcze do betanii należę i za księży się modle
          a, to cudowne, bo ciężka jest nasza praca,
          no widzi pani
          trzeba się tylko cieszyć,
          że siostra już nie cierpi i ma życie wieczne.

          Gdybym to ja miała taka wiarę, o jakże by mi było cudownie.
          Na starość jest się trochę dzieckiem,
          ale często ma różne dolegliwości i dużo się cierpi,
          jak ciało niedomaga,
          jest się mniej sprawnym
          i nie ma się mamusi do opieki.
          Na emeryturze częściowo głupieję,
          bo już życie ode mnie nie wymaga wysiłku,
          dla siebie samej nie chce mi się wprowadzać dyscypliny.
          Walka z bólem pochłania wiele sił.
          Przechodzę na minimalizm.
          • polnaro Re: Po 08.04.10, 15:39
            Panta rhei...i już. Nie pomoże żal, ale on ubogaca; zakładanie różowych
            kapeluszy, czy okularów nic nie zmieni, ale żyć łatwiej choć przez chwilę;
            rzeczywistość i tak dopada z porcją przynależnego strachu, czy bólu.
            Myślę, że podkolorowanie czasem życie ułatwia, a że noce bywają czarne nie
            znaczy, że i na dnie zasłony mamy zasuwać.
            Osobiście nie tyle boję się powrotu do dziecięcości, co męczy mnie ewentualny z
            tym problem dla otoczenia.
            • misia007 Re: Po 08.04.10, 16:43
              Ponuro to wszystko brzmi a przecież czy musimy myśleć koniecznie co dalej???Nie,
              cokolwiek nas czeka czy to umysłowe zdziecinnienie czy fizyczna niemoc, niech
              pozostanie zagadką i nie ma co na ten temat spekulować.Może być że w jednej
              chwili poszybujemy w jasność kojącą i ostateczną , może być że spotkamy tych ,
              których z żalem żegnaliśmy, może być że spotka nas to szczęście.Zamiast
              gdybania, żyjmy, cieszmy się drobiazgami, rozmową, uśmiechem,spacerem i wiosną
              która wkrótce nadejdzie ,również dla nas.
              • ama.pola Re: Misia007 09.04.10, 11:52
                Właśnie cieszmy się, aby nie nachodziły nas
                refleksje niepotrzebne, które mogłyby
                zbyt przytłoczyć. Całkiem nie potrafię
                wyzbyć się odnajdywania dziury w całym
                i balansując walczę z naturą.
    • sagittarius954 Smutno mi 10.06.10, 21:15
      Bardzo .
      W życiu spotyka się sytuacje , ludzi, których obserwujemy od momentu poznania .
      Tak było i w moim wypadku .
      Dawno temu, para o takich samych imionach jak moje i małżonki, żyło sobie
      spokojnie obok nas, w wielkim mieście i musiało upłynąć ponad dziesięć lat, aby
      napotkać poznać i zaprzyjaźnić się z następną taką parą . Identycznie o takich
      samych imionach . Grupa ludzi tak różnych i może te różnice spowodowały ,że
      trzymaliśmy się razem .
      ciekawe, tak zastanawiałem się wielokrotnie ,jak potoczą się nasze losy . I po
      dwudziestu latach jedna z par rozpadła się . Podstępna choroba dosięgła młodą,
      piękną kobietę . Trudno przyjmuje się takie odejścia . Można tylko patrzeć
      bezsilnie na młodą osobę jak przeistacza się w starca . Warstwa wierzchnia
      zupełnie odbiegała od tej wewnętrznej , która tętniła młodością i pragnieniami .
      Jak w życiu, zdążyłem się oswoić z dramatem a tu masz . Półtora roku temu u
      drugiej pary, teraz mężczyzna przyniósł wiadomość i wyrok o nieuleczalnej
      chorobie . Chociaż w chwili szczerości przyznał że papierosy , które namiętnie
      palił spowodowały to co ma , więc nie żałuje . Trudno , los tak chce . Lecz z
      biegiem dni walki pojawiała się nadzieja z każdym lżejszym oddechem . "Wreszcie
      dwa tygodnie temu stwierdził, że nareszcie ma się lepiej . W duchu życzyłem mu
      tego , lecz znów życie pozwoliło mu wziąć oddech przed zakończeniem trudnej i
      bolesnej drogi .
      I tak z trzech par została już tylko jedna .
      Mogę tylko przebiegać myślami po przebytej razem drodze dwudziestu lat . Wspólne
      wakacje na samym początku siermiężne, pod namiotem, z każdym jednak rokiem
      rozbudowujące się na tyle, by w ostatnich latach spokojnie spędzać je delektując
      się krótkimi ,ale wspaniałymi tygodniami .
      Pojadę tam ,gdzie jezioro już nie te , obmyje moje nogi , wiatr zakołysze
      wysokimi świerkami , urokliwe polanki wołać będą do siebie o przysiądnięcie na
      chwile, jednak ... już nie będzie tych ludzi . Świat ma znaczenie jeśli można
      przezeń dreptać z ludźmi których się znało, szanowało , przyjaźniło . Jeśli ci
      których bardzo lubiłem odchodzą , co zostaje? Puste bezduszne miejsca .
      Dlatego smutno mi . Ten dziennik zamienił się w zawieszanie nekrologu . Nie mam
      dla was drodzy czytacze wesołych nowin . Co prawda was to nie dotyczy ,ale
      tracąc przyjaciół tracimy część siebie . I już tej części nie odzyskamy . Pora
      ruszać dalej , w bezkresną drogę życia . Teraz już została ostatnia para jeszcze
      razem . Życzę Ci moja droga połówko byś dotrwała do dnia w którym zbierzesz i
      tamte części par , staniecie na pomoście jeziora w błyskach odbijającego się
      słońca poczujesz razem z nimi ciepło przebytych dni . Żegnajcie wspomnienia .
      • misia007 Re: Smutno mi 11.06.10, 12:35
        Właśnie tak, tracąc przyjaciół tracimy część siebie i dlatego tak trudno
        pogodzić się z ich odejściem.W zeszłym roku odszedł nagle nasz bliski
        przyjaciel, do dziś trudno nam się z tym pogodzić.To takie dziwne, ze Jego już
        nie ma.Powraca we wspomnieniach, jego uśmiech, słowa, dowcipy,rady ale to już
        przeszłość.Czemu??Był dużo za młody na śmierć, nie miał żadnych nałogów, nie
        chorował i nagle tak bez ostrzeżenia wyrok i ...prawie natychmiastowa
        egzekucja.W Bożę Ciało przed tą burzą zawał zabrał mi koleżankę.Jeszcze nie było
        pogrzebu, jeszcze to do mnie nie doszło, jeszcze nie mogę uwierzyć.Kolejna
        strata z która trzeba się będzie pogodzić żyć dalej
    • sagittarius954 Frajda 20.12.10, 18:35
      niedługo, w piątkowy wieczór , w oczekiwaniu na przyjście kolejne Małej Dzieciny delektując się smakami ziaren maku zawiniętych w aromatyczne ciasto , pochylę się nad swoim życiem.
      I zapewne odwiedze mały kościółek wypełniony po brzegi marzeniami ludzi . Te marzenia bez zaglądania do oczu i wypytywania się będą pachniały unosząc się nad parującymi głowami . O północy rozpocznie się msza a ja ,zadzierając głowę, spróbuje złapać choć jedno z tych marzeń ,wznoszących się wysoko i wysoko . Jak małe duszki przenikną zimne ściany kościoła i podążą do nieba, gdzie tylko szczęście ma wolny wstęp a każda niedola utulona zostanie w skrzydłami białych aniołków .
      Na ciemnym niebie rozbłyskac będą niezmierzone perełki gwiazd i mrugać pojednawczo do każdego kto zechce zadrzeć wysoko głowe . Słabym ludzkim wzrokiem dojrzę niebieskie i czerwone odcienie pędzących w nieskończonośc całych galaktyk i dam wiare mądrym uczonym wysnuwającym z tego wniosek o rozszerzaniu się wszechświata . Dam wiarę i w rzeczy nadprzyrodzone , które wydarzyły się nielicznym a w postaci zapisanej w księgach przekazywane są z coraz większym powątpiewaniem w moc tylko jednej postaci .
      Dam wiare każdemu kto wyciągnie rękę do mnie i choć bezpośrednio nie poprosi o przebaczenie zechce złożyć mi życzenia .
      Dam wiarę płatkom śniegu przybierającym krystaliczne kształty i swojemu psu , który choc nie przemówi w jego oczach zobaczę zgodę bym włożył w jego sierść dłoń i głaskał go cały wieczór . Zazdrosna kotka zaraz pojawi się tuz obok z tą samą prośbą w oczach , a inne ludzkie oczy też będą czekały na gest przytulenia . I zapewne nie dam rady przesunąc swymi myślami po wszystkich rzeczach i czynach . Ale będę miał frajdę kiedy na drzewku udającym choinkę rozbłysną zapalone lampki , w telewizorze aż do samego ranka na każdym kanale napotkam kolędy , usłyszę równy oddech wydobywający się z kochanych postaci i wreszcie zasnę . Szczęśliwy . Będę miał frajdę
      • misia007 Re: Frajda 20.12.10, 20:05
        Pięknie oddałeś sagi ducha i sens tych nadchodzących Świąt.Zazdroszczę trochę tej frajdy, tego szczęśliwego bożonarodzeniowego snu.I tak ,złożę ci jeszcze w ten dzień rano najserdeczniejsze życzenia żebyś wieczorem głaskając psa i przytulając kotkę pamiętał, że wzruszyłeś mnie tymi słowami i przypomniałeś o czymś, co w ferworze przygotować tak łatwo stracić.
        • wrzosowapolana Re: Frajda 21.12.10, 07:14
          A mnie, czytają, przesunęły się przed oczami wszystkie minione Święta. Jakie życie jest nieprzewidywalne. Wtedy nikt by nie pomyślał, nie dał wiary, że nie zawsze tak musi być: rodzina jak z obrazka telewizyjnej reklamy. Wierzę jednak, bo przecież Święta to czas wiary, że wszystko dzieje się po coś.
          • natla Re: Frajda 21.12.10, 07:59
            Miej frajdę idealisto!
            Może i nam się uda?
            • eurytka Re: Frajda 21.12.10, 09:44
              Ale natchniony ten Sagi, och!
              Do kościoła nie poczłapie, musieli by mnie zawieźć,
              miejsce siedzące znaleźć.
              Nie wiem czy dotrwam do północy.
              Msza jak każda inna,
              w Boże Narodzenie też kolędy się śpiewa,
              aż do lutego.
              Cały czas mam jednak nadzieję,
              że się ten Bóg się we mnie i mi bliskich, narodzi.
              Jakaś nowa, pozytywna refleksja przyjdzie nad tym światem i życiem.
              • wrzosowapolana Re: Frajda 21.12.10, 10:08
                Życie ogólnie jest do doopy, ale refleksja może być ciekawa smile Jak coś urodzisz, to, proszę, podziel się z nami!!!!
    • sagittarius954 Re: Mój dziennik .Reaktywacja ??? 30.08.15, 10:12
      Kangur , Solidarność i Miłość .
      Tegoroczne lato nie odpuszcza w swojej pożądliwości wysysania wilgoci z zakamarków nie tylko człowieka . Ale im dłużej trwa tym bardziej dowiadujemy się o nim szczegółów, o których do tej pory mało się wiedziało lub uznawano je za mało potrzebne . Już w połowie lata a na początku sierpnia dowiedziałem się, że statystycznie temperatura powyżej 30 stopni w Polsce trwa do 5 dni w roku . To co się stało w tym roku jest przełomem na miarę uznania, że jednak coś jest na rzeczy, kiedy mówi się o przebiegunowaniu ziemskim . Mamy już ten zwrotnik u siebie czy nie ? Lub czy jesteśmy już w jego zasięgu . Czyli na trwale trzeba przyjąć podobne lata w przyszłości i kłopoty związane z latem i stanem wód naziemnych, podziemnych i tych podniebnych. No a jeśli tak , czyli musimy wziąć na poważnie ,że mogą zamieszkać w naszym kraju ,mało przyjazne zwierzęta człowiekowi . Codzienne pianie koguta na wsi budzące gospodarza wraz z świergotem wróbla może ulec zmianie i będziemy musieli zmienić nasze przyzwyczajenia , niemal jak dietę . Ostatecznie nie można pożerać takiej samej ilości jedzenia przez całe życie . W ten sposób panowie chodzą na wciąż w ciąży a panie potrzebują dwóch krzesełek do przysiądnięcia. Wracając jednak do przyrody, ostatnie pojawienie się kangura na południu Polski jest w samo w sobie tak zagadkowe ,że niemal zaczepia o cud . Bo i jak inaczej wytłumaczyć sobie ten osobliwy przypadek pojawienia się torbacza . Już dzieci w szkole zapytane, gdzie żyją kangury , najpierw wskażą Australię ,ale idąc dalej za dociekliwością człowieka trzeba dodać, że są również popularne w tamtym regionie świata na Nowej Zelandii i Nowej Gwinei i okolicznych wyspach . Nawet nazwa jednego z nich Olbrzymi, nie upoważnia do takiego kicnięcia ,aby pojawił się trzask prask , ot tak , gdzieś koło Opola . Oglądałem w tv jego ucieczkę przed domorosłymi hunterami . W każdym bądź razie nie jest za duży ani olbrzymi ,żeby straszył po nocach w snach . Poza tym nie trzeba zwracać się o solidarność w sprawie obławy . Już niedługo pierwsze zimno spowoduje jego przybycie do cieplejszego miejsca , gdzie w raz z krówkami , kozami i drobiem zechce cóś udawać . Ciekawe tylko jakim głosem się posługuje a najciekawsze jak zachowa się w na Wigilię . niedobrze by było ,aby milczał ...udając Australijczyka?
      Koniec sierpnia jest zawsze powrotem do wspomnień .Czasy o których chcę wspomnieć są Ostatecznie moją młodością lub schyłkiem kawalerskiego życia. Nikt wtedy nie myślał o wyjazdach , chociaż nie , już z zona udało nam się wybyć na dowód do Budapesztu i wbrew zapewnieniom o powodzeniu kremu Nivea , ledwo udało nam się go opylić ,ale wykładając go z ręcznika frote , ten ostatni poszedł jak przysłowiowa ciepła bułeczka , za nim i inne z walizki powędrowały do właścicieli zapełniając nasze portfeliki obok używanych wtedy voucherów. I oczywiście mogliśmy się nie myć przez te kilka dni . Jednak zona poszperała w walizce i znalazła lnianą ściereczkę co zauważyła właścicielka mieszkania w którym nocowaliśmy . I ta szmatka zmieniła swoje otoczenie pozostając w kraju równin pusztuńskich . Mimo wszystko to co wydarzyło się później w naszym kraju , musze przyznać było dla mnie zaskoczeniem . Dzisiaj o tamtej Solidarności mówi się różne rzeczy. Powiedziałbym, tworzy się historię na nowo dla potrzeb grup zdobywających władzę . Jak w każdym kraju SA ludzie bardziej i mniej świadomi swojej roli w społeczeństwie . Ale wszyscy odczuwali wtedy pewien wymiar wspólnoty .
      To szczególne doświadczenie którego mogłem dotknąć jeszcze kilka razy . W roku 89, na krótko po śmierci JPII i zaraz po tragedii smoleńskiej . Czy jeszcze poczuje ten szczególny zapach wspólnoty ? To trudne , ponieważ Zycie każdy prowadzi na swój sposób . Ale tak jak wtedy można było każdego wpasować w te same ramy codzienności tak dzisiaj każdy prowadzi je odmienne . To prawda, duża część społeczeństwa stara się zabezpieczyć byt zapominając o wskazaniach sumienia , ideałach człowieczeństwa . Używając tak górnolotnych słów zapewne narażam się wielu ,ale czyż wspólnotowość dzisiejszego społeczeństwa nie jest do podniesienia przynajmniej o kilka stopni . I czy trzeba czekać na następne smutne doświadczenia, aby stać się malutkim trybikiem obracającym swój mechanizm wielkiego narodu .
      Co prawda staram się jak mogę ,aby nie wpaść w megalomańską dziurę . Wspomnienia mają to do siebie ,że zawsze najpierw pamiętać będziemy to co dobre i w wielu wypadkach nie zdajemy sobie sprawy lub zapominamy o tym że jesteśmy unikatowym narodem . A dlatego że wynaleźliśmy szczepionkę na zło totalitaryzmu, komunizmu , tą szczepionką była Solidarność . Można być niezadowolonym lub zadowolonym z przebiegu historii w naszym kraju . Trzeba jednak pamiętać o Solidarności . Więc z końcem sierpnia warto zadbać o solidarność naszą wspólną i wspólnoty jaką stanowi nasz naród .
      A na koniec już z innej beczki . Będzie troszkę o miłości . Wpadł mi w oko , obraz Angelo Bronzino- Alegoria z Venus i Kupidynem z 1545 roku . Czemu własnie ten obraz ? Oto ma w sobie kilka szczegółów na które zwróciłem uwagę a biorąc pod uwagę wiek w którym został namalowany i to co przedstawia lub wyraża musiał zapewne silnie oddziaływać na patrzącego . Na mnie już podziałał . Po prostu tchnie erotyzmem jakby wyprzedzał czasy w których został namalowany . Żeby lepiej zrozumieć malarza odsyłam was do wujka googla , który tłumaczy wszystko wolno i porządnie . Przeczytajcie więc o manieryzmie w malarstwie i o samym malarzu . A ja zajmę się dalej obrazem . Żeby szczegółowo go opisać zacznę najpierw od tego co mnie uderzyło w nim . Tu was zaskoczę, długie palce nóg u Kupidyna i Venus . Oj nierzadko spotyka się tak długie palce u nóg w naturze , co mogłem szczególnie zauważyć tego lata , ponieważ wszyscy chodzili z odkrytymi palcami . Ale oprócz tych palcy szczególnie wpadł mi w oko sposób w jaki Kupidyn uchwycił lewą pierś Venus . Zbliżając swoje wargi do jej ust . To jeszcze nie pocałunek, ale w połączeniu z tym ułożeniem ręki i lekkim uśmiechem samej zainteresowanej , dodałbym tajemniczym , jest nadzwyczaj zmysłowy i pobudzający do wpatrywania się w każdy szczegół namalowanego płótna ( obraz na desce ) . To że ten obraz wyprzedza swój wiek to widać od razu , dlatego też malarz musiał nadgonić ten element i obok pełnej zmysłowości pierwszoplanowych postaci w tle maluje wykrzywione twarze dojrzałych osób . W opisie obrazu znajdziecie wyjaśnienie znaczenia tych postaci . Mnie przyszło na myśl, że niektórym osobom już starszym bardzo ciężko przychodzi pogodzenie się z utratą młodości . Jest to tym bardziej żałosne kiedy schodzimy z roli pierwszoplanowych postaci i żeby być lepiej widocznymi musimy wykrzywiać twarze w zazdrości o piękno pierwszoplanowe .
      Tak jak ten stary mężczyzna zabraniający zasłonić całą scenę kobiecie stojącej z tyłu . I pozostaje gapienie się i wpatrywanie w erotyzm młodych pięknych .
      Obraz ten jest w posiadaniu londyńskiej galerii , więc zobaczenie go oczywiście pozostaje w moim zasięgu , niestety nie wybieram się w tamta stronę . Powiedzmy sobie prawdę nie jestem żadnym znawcą a jedynie amatorem i to niektórych obrazów, które mnie urzekają . Odwrotnie do mojego przyjaciela , który za wybranym kierunkiem w malarstwie podąża po całej Europie za wystawami prezentowanymi w różnych ośrodkach kultury europejskiej . Ostatnio był w Oslo i co prawda to co zobaczył urzekło go ,ale proporcjonalnie odwrotnie do pobytu w tym miejscu . Norwegia jest jednym z najdroższych miejsc na Starym Kontynencie . Najlepiej przemawia do wyobraźni taki przykład . Za pół litra wódki trzeba zapłacić w przeliczeniu na pieniądze polskie 150 PLN. No nie powiecie mi , że to jest tanio ...niestety . I tym dosyć drogim napitkiem pożegnam się , zasłaniając kurtynę na kangura , solidarność i pożądanie z 1545 roku .


      a obrazki? ...może pod spodem jak mi się uda big_grin
      • natla Re: Mój dziennik .Reaktywacja ??? 30.08.15, 22:18
        Napisałam 2 h temu długi post w odpowiedzi, ale odciągnęło mnie coś przed kliknięciem w wyślij. Teraz wróciłam do kompa i widząc tekst "wysłany" kliknęłam back sad(( Już dawno nie dotknęła mnie taka strata forumowa. Napiszę mniej więcej pierwsze zdanie z tej zguby, bo na powtórne nie mam dziś siły.

        Cieszę sie, że znów zawitał "stary" Sagi. Czytałam z przyjemnością! smile
    • sagittarius954 Re: Mój dziennik . 02.10.15, 12:45
      Jesień.

      Dobrze . Znalazłem wreszcie kilka kasztanów . Włozyłem je sobie do kieszeni spodni i mogę nimi żonglować do woli . Mnie to uspokaja , choć rodzinka mówi żeby odzwyczaić się . A propos tych kasztanów przypomniałem sobie taka scenkę rodzajową .

      W zeszłym roku bez trudu odnalazłem i włozyłem do kieszeni kilka niezbyt duzych kasztanów . Idąc sobie spokojnie przez świat mogę nimi obracać w kieszeni do lutego . /raz że kasztan podobno leczy , dwa że mam czas zajęty kiedy nudze się lub jestem na tyle poddenerwowany by zając mysli zupełnie czymś innym .
      Tego dnia ponaglany w domu wypadłem kupić cos w sklepie . tym czymś miały być ćwiartki kurczaka , ktore wyszły mi z lodówki a godzina gotowania zupy zbliżała się niebezpiecznie szybko . Kiedy dotarłem do sklepu , okazało się że przede mną stoi wcale nie mała kolejka do obsługowego kontuaru z mięskiem . Jedna z pań robiła zakupy i robiła , a to to ten plasterek czegos a to tamten , w końcu nie wytrzymałem i włozyłem ręke do spodni obracając nerwowo i szybko kasztany .
      Kiedy obok mnie przejechała pani z wózkiem wyłądowanym po brzegi , to nawet druga reka sama wpadła mi do kieszeni znajdując tam jedynie klucze i kilka drobniaków . zamknąłem oczy i starałem się przetrwać ta nawałę, kiedy z odretwienia wyrwało mnie dosyć głosne zdanie :
      - I co pan robi , i co pan najlepszego robi i jak pan w sklepie się zachowuje ?!
      Kiedy podniosłem wzrok kolejka przesunęła się dosyć daleko i miedzy mna a pozostałymi w przedzie zrobiła się półtora metrowa przerwa .
      -I co pan robi się pytam ? ! - włascicielka płaszcza w kratkę może starsza ode mnie o kilka lat patrzyła się ze złościa na mnie i a jej reka gestykulowała wyrażając ten sam poziom emocji .- Jak panu nie wstyd tak zachowywać się w miejscu publicznym , stary a nie wychowany , niechże pan wyciągnie te łapska z kieszeni , co pan , nie wstyd panu , co pan wyrabia??!!
      Ze zdziwienia zatkało mnie , ale musiałem przecież odpowiedzieć na ten atak agresji .
      - Kasztany , kasztany obracam - najpierw powiedziałem te słowa cicho i może mało wyraźnie ale za drugim razem nawet z nieukrywaną złościa i irytacja wrzasnąłem - kasztany obracam ,a co nie mogę ? - i dodałem - może i pani chce sobie poobracac ?!

      Pani spurpurowiała na twarzy a jej piersi unosiły się w silnym wzburzeniu i zanim zdołała cos wykrztusić z siebie , wyciągnałem z kieszeni kasztany pokazując je publicznie . Zrobiła krok do tyłu i zaniemówiła na ich widok . Siła rażenia kasztanów była ogromna .
      Bo wiecie kasztany jako takie rosna w dziwnych miejscach , a jeszcze dziwniejsze kiedy wyobraźnia nasza pracuje wcale potężnie .
      Nie wiem czy ulegnę namowom rodziny , bardzo lubie obracać kasztany w kieszeni spodni big_grinbig_grinsuspicious
      • misia007 Re: Mój dziennik . 02.10.15, 16:25
        Scenka ,hmmm dość nieoczekiwana no chyba,że to "obracanie" wyglądało dość obscenicznie.Wróciliśmy przed momentem z parku z.....słownie jednym kasztanem dla Tudora,żeby zobaczył bo on kwietniowy..Poszukujących więcej od kasztanów .Misiek naszego miał w kieszeni ale .....nie obracał a Tudor turla po podłodze.
        • izis52 Re: Mój dziennik . 04.10.15, 19:12
          Historyjka prawie jak z komediowego filmu smile. Proponuję zrobić z tych kasztanów coś w rodzaju greckiego różańca komboloi. Greccy mężczyźni godzinami obracają koralikami z drewna, kamieni, ale na zewnątrz nie w kieszeni smile. Ta wyłącznie męska zabawa ponoć odstresowuje. Podziwiałam jak zręcznie bawią się komboloi na ławeczkach w parku, w kawiarniach.
          https://thumbs.dreamstime.com/t/r%C4%99ka-r%C3%B3%C5%BCaniec-kobieta-4521590.jpg

          salatkapogrecku.blog.pl/2014/03/22/co-to-jest-komboloi-i-do-czego-sluzy-sobota-22-marca-2014/
          • filip505 Re: Mój dziennik . 05.10.15, 01:06
            .....raczej staruszkowie nie mezczyzni izis,,to dobra terapia na gorne konczyny,na dolne
            tez ale bardzo trudne,chodz nasi przodkowie swietnie sobie z tym radza,malpy np,
            ale one nie zniszczyly se nog butami,...i betonem,
            --sagi,faceci maja naturalne "kasztany" do pobawienia sie w kieszeniach,jak duze,
            ale ponoc z czasem juz potrzebne kasztany,no coz,przykro mi,jak tej kobiecie,
            • sagittarius954 Re: Mój dziennik . 05.10.15, 09:34
              a jak się je ma te kasztany gdzie indziej ??big_grinbig_grinbig_grin

              http://i58.tinypic.com/3359kpv.jpg

              Mimo wszystko moja współtowarzyszka kolejki miała podobna minę

              http://i57.tinypic.com/29wmk8z.jpg

              A przecież nie próbowałem żadnych czułości

              http://i62.tinypic.com/282jl08.jpg

              A co mówić o głupim całusie w czółko

              http://i62.tinypic.com/282jl08.jpg

              Odsyłam cię filipie do filmu Movie43 tam zobaczysz więcej big_grinbig_grin

              • sagittarius954 Re: Mój dziennik . 05.10.15, 09:36

                sorry tu jest całus w czółko big_grinbig_grin

                http://i62.tinypic.com/282jl08.jpg
              • sagittarius954 Re: Mój dziennik . 05.10.15, 09:37
                http://i62.tinypic.com/28sypgx.jpg
                • sagittarius954 Re: Mój dziennik . 05.10.15, 09:38
                  wreszcie udało się big_grinbig_grin
                  • filip505 Re: Mój dziennik . 05.10.15, 15:56
                    ......znaczy sagi swoimi pobawic??????,ciesze sie,to dobrze jak ludzie
                    robia sobie przyjemnosc,ja np ostatnio dwie wedki sobie kupilem,zona
                    dwie torby ciuchow,tylko nie pytaj mnie co,musialem to obejrzec ale
                    nie bede se glowy zasmiecal szczegolami,
    • sagittarius954 Re: Mój dziennik . 15.10.15, 09:23
      Czy czytaliście kiedykolwiek Biblię ?
      W swoim życiu kilkakrotnie podchodziłem do przeczytania tej księgi ksiąg .
      Wreszcie pod koniec życia udało mi się ją strawić , na tyle dobrze ,że wciągnęła mnie jeszcze bardziej i jest powodem nie tylko modlitwy ,ale zainteresowania które powoli przeistacza się w hobby . Nie wiem dlaczego ,ale dłuższe rozstanie z nią jest powodem do odnowienia kontaktu i przeczytania w niej kilku strof napisanych tak dawno lecz dalej wywołujących we mnie tęsknotę za tamtym nieskażonym światem i na wciąż fascynującym .
      Kiedy wreszcie nadarzyła się okazja do zobaczenia skromnej jej części , nie wahałem się tym bardziej że mogłem znów odwiedzić salę Bogusławskiego w Teatrze Narodowym .

      Milczenie o Hiobie .

      Kiedy wchodziłem po schodach prowadzony jak dziecko przez obsługę teatru , „Państwo wejdźcie tu na prawo” niczego nie podejrzewałem, ale tym większe zaskoczenie wywołało u mnie zakończenie spektaklu . Tymczasem jesteśmy u jego progu . Zwykłe krzesła są wystarczające na dwie godziny spektaklu i maja to udogodnienie ,że każdy rząd ustawiony na podwyższeniu nie koliduje w oglądaniu poszczególnych scen a bliskość aktora oglądanych z pierwszych rzędów wywołuje u co bardziej stremowanych uczestników spektaklu zażenowanie i myśl czego chce reżyser i aktorzy od widza .
      Tymczasem oszczędna scenografia w postaci kilku krzeseł ustawionych za stołem a u jego podnóża kilka zgrzewek wody , jedne rozpoczęte inne pełne ... Wreszcie równo z czasem na scenie pojawiają się aktorzy spektaklu zasiadając za pulpitem swych instrumentów muzycznych . Kiedy na fotelu stojącym obok zasiada Cezary Kosiński i długo lustruje widzów wwiercając wzrok w ich twarze mogłoby się wydawać że nic szczególnego się nie wydarzy a jednak ...zaczyna mówić przypowieść o Hiobie :

      1 Żył w ziemi Us1 człowiek imieniem Hiob1. Był to mąż sprawiedliwy, prawy, bogobojny i unikający zła. 2 Miał siedmiu synów i trzy córki. 3 Majętność jego stanowiło siedem tysięcy owiec, trzy tysiące wielbłądów, pięćset jarzm wołów, pięćset oślic oraz wielka liczba służby. Był najwybitniejszym człowiekiem spośród wszystkich ludzi Wschodu.
      4 Synowie jego mieli zwyczaj udawania się na ucztę, którą każdy z nich urządzał po kolei we własnym domu w dniu oznaczonym. Zapraszali też swoje trzy siostry, by jadły i piły z nimi. 5 Gdy przeminął czas ucztowania, Hiob dbał o to, by dokonywać ich oczyszczenia. Wstawał wczesnym rankiem i składał całopalenie stosownie do ich liczby. Bo mówił Hiob do siebie: «Może moi synowie zgrzeszyli i złorzeczyli2 Bogu w swym sercu?» Hiob zawsze tak postępował.
      Pierwsza rozmowa szatana z Bogiem

      6 Zdarzyło się pewnego dnia, gdy synowie Boży3 udawali się, by stanąć przed Panem, że i szatan3 też poszedł z nimi. 7 4 I rzekł Bóg do szatana: «Skąd przychodzisz?» Szatan odrzekł Panu: «Przemierzałem ziemię i wędrowałem po niej». 8 Mówi Pan do szatana: «A zwróciłeś uwagę na sługę mego, Hioba? Bo nie ma na całej ziemi drugiego, kto by tak był prawy, sprawiedliwy, bogobojny i unikający grzechu jak on». 9 Szatan na to do Pana: «Czyż za darmo Hiob czci Boga? 10 Czyż Ty nie ogrodziłeś zewsząd jego samego, jego domu i całej majętności? Pracy jego rąk pobłogosławiłeś, jego dobytek na ziemi się mnoży.
      11 Wyciągnij, proszę, rękę i dotknij jego majątku! Na pewno Ci w twarz będzie złorzeczył». 12 Rzekł Pan do szatana: «Oto cały majątek jego w twej mocy. Tylko na niego samego nie wyciągaj ręki». I odszedł szatan sprzed oblicza Pańskiego.
      Hiob traci bogactwa

      13 Pewnego dnia, gdy synowie i córki jedli i pili w domu najstarszego brata, 14 przyszedł posłaniec do Hioba i rzekł: «Woły orały, a oślice pasły się tuż obok. 15 Wtem napadli Sabejczycy5, porwali je, a sługi mieczem pozabijali, 16 ja sam uszedłem, by ci o tym donieść». Gdy ten jeszcze mówił, przyszedł inny i rzekł: «Ogień Boży6 spadł z nieba, zapłonął wśród owiec oraz sług i pochłonął ich. Ja sam uszedłem, by ci o tym donieść». 17 Gdy ten jeszcze mówił, przyszedł inny i rzekł: «Chaldejczycy7 zstąpili z trzema oddziałami, napadli na wielbłądy, a sługi ostrzem miecza zabili. Ja sam uszedłem, by ci o tym donieść». 18 Gdy ten jeszcze mówił, przyszedł inny i rzekł: «Twoi synowie i córki jedli i pili wino w domu najstarszego brata. 19 Wtem powiał szalony wicher z pustyni, poruszył czterema węgłami domu, zawalił go na dzieci, tak iż poumierały. Ja sam uszedłem, by ci o tym donieść».
      20 Hiob wstał, rozdarł swe szaty, ogolił głowę, upadł na ziemię, oddał pokłon 21 i rzekł:
      «Nagi wyszedłem z łona matki
      i nagi tam wrócę.
      Dał Pan i zabrał Pan8.
      Niech będzie imię Pańskie błogosławione!»
      22 W tym wszystkim Hiob nie zgrzeszył i nie przypisał Bogu nieprawości9.

      Druga rozmowa szatana z Bogiem

      2
      1 Pewnego dnia, gdy synowie Boży1 udawali się, by stawić się przed Panem, poszedł i szatan z nimi, by stanąć przed Panem. 2 I rzekł Pan do szatana: «Skąd przychodzisz?» Szatan odpowiedział Panu: «Przemierzałem ziemię i wędrowałem po niej». 3 Rzekł Pan szatanowi: «Zwróciłeś uwagę na sługę mego, Hioba? Bo nie ma na całej ziemi drugiego, kto by był tak prawy, sprawiedliwy, bogobojny i unikający zła jak on. Jeszcze trwa w swej prawości, choć mnie nakłoniłeś do zrujnowania go, na próżno». 4 Na to szatan odpowiedział Panu: «Skóra za skórę. Wszystko, co człowiek posiada, odda za swoje życie. 5 Wyciągnij, proszę, rękę i dotknij jego kości i ciała. Na pewno Ci w twarz będzie złorzeczył». 6 I rzekł Pan do szatana: «Oto jest w twej mocy. Życie mu tylko zachowaj!»
      Hiob dotknięty chorobą trądu

      7 Odszedł szatan sprzed oblicza Pańskiego i obsypał Hioba trądem złośliwym, od palca stopy aż do wierzchu głowy. 8 [Hiob] wziął więc skorupę, by się nią drapać siedząc na gnoju2. 9 Rzekła mu żona: «Jeszcze trwasz mocno w swej prawości? Złorzecz Bogu i umieraj!» 10 Hiob jej odpowiedział: «Mówisz jak kobieta szalona. Dobro przyjęliśmy z ręki Boga. Czemu zła przyjąć nie możemy?» W tym wszystkim Hiob nie zgrzeszył swymi ustami.


      A dalej ? A dalej Nagle stół z krzesłami wyjeżdża i wydawać by się mogło że Hioba tracimy na całe dwie godziny . Ale cierpienie pozostaje na scenie , jak siedzący na krzesłach aktorzy , którzy teraz każdy na swój sposób stara się przekonać widza o rozumieniu cierpienia w różnych nie związanych ze sobą kadrach . Kadrach usytuowanych w słowie wyrzucanych z poszczególnych aktorów . Są to historie o bliskich znajomych , cierpienia świata i narodów . Znajdziecie tu monologi brawurowo zagrane przez poszczególnych aktorów i warto było by odnieść się do każdego z nich , których znamy z seriali oglądanych w tv ,ale seriali mizernych . I dopiero tam uświadamiamy sobie ,że aktorzy są ludźmi z krwi i ciała walczącymi jak my o codzienny byt . A tu na scenie stają herosami , bohaterami wieczoru i kiedy mija dwie godziny nagle zostajemy sami z naszym cierpieniem nieznanym , niepokazanym tym bardziej kiedy widzi się zakończenie i zdajemy sobie sprawę że siedzimy na scenie widząc pusty teatr, podświetlone pomarańczowym światłem żyrandole a wszystko w mroku właśnie cierpienia .

      CDN
      • izis52 Re: Mój dziennik . 16.10.15, 10:35
        Biblię czytałam dość dawno. Bardziej poznawczo i fragmentarycznie w odniesieniu do teorii bytu.
        Obecnie mniej "filozofuję", a tym bardziej nie dopatruję się w Biblii mądrości objawionych. Biblię spisali ludzie o ówczesnym sposobie myślenia, co też widać na przykładzie Księgi Hioba.
        Hiob nie pyta Boga dlaczego, a jedynie jak przyjąć to cierpienie ? On wie, że nie zrozumie. A jak my współcześni, uzbrojeni w znajomość historii, większą wiedzę na wielu poziomach, mamy akceptować założenie, że nie jesteśmy w stanie pojąć planów Wszechmocnego ? On zsyła wojny, nieszczęścia i cierpienie dla stworzonych na swoje podobieństwo ludzi, aby sprawdzić ich wiarę ? Nasz Jan Paweł II w dramacie "Hiob" przyjmuje podobną koncepcję, ale umieszcza ją w kategoriach: zło, dobro. Miłość w najczystszej postaci to pokonywanie zła - czynieniem dobra.
        Banalne byłoby stwierdzenie, że jesteśmy w stanie naprawdę pokochać zbrodniarzy, złoczyńców, oszczerców ?
        Z upływem czasu wolę narrację bardziej przyjazną współczesnemu człowiekowi, bez nadstawiania drugiego policzka, bez ascezy.



        • misia007 Re: Mój dziennik . 16.10.15, 16:06
          A i owszem posiadałam Ilustrowana biblię dla dzieci,cóż lektura raczej przerażająca,szczególnie ....rzeź niewiniątek,która w dzieciństwie spędzała mi i sen z powiek.Jak podrosłam też czytałam z ciekawością bo ileż tam było zbrodni,nieprawości,grzechów,plag rozmaitych. Co do Hioba ,to bardzo go żałowałam ale niezbyt rozumiałam i tak już mi zostało.
          • filip505 Re: Mój dziennik . 17.10.15, 00:25
            .....wiele kosciolow powoluje sie na biblje,i kazdy co innego w niej
            wyczytal,kk wiele jej czesci juz dawno odrzucil,dzisiaj raczej wybiurczo
            ja stosuje,w zaleznosci od potrzeb,trzeba przyznac ze jest dosc
            uniwersalnie napisana,mozna wyczytac w niej co sie chce i wierzyc jak
            sie chce,......ale wiele rzeczy juz nauka zweryfikowala,w tym wiele
            najwazniejszych,i nie wyglada to jak w starozytnosci,kiedy byla pisana,
            .....ale wierzyc mozna lub nie we wszystko,to sprawa naszej inteligecji,
            niemniej uwazam ze wiara jest ludziom potrzebna,w siebie,lepsze jutro,
            w potege ludzkiego umyslu,w madrosc zbiorowa choc czesto zludna,itp,
            albo w utopijne hasla czy obietnice,
            • sagittarius954 Re: Mój dziennik . 23.10.15, 13:16
              filipie , nie praw niepotrzebnych ogólników ,a przyjedź , zobacz i wracaj z powrotem . wydaje mi się że na taka ekstrawagancję raz do roku cię stać big_grin Tylko nie bądź ekstrawagancki tam big_grin
          • sagittarius954 Re: Mój dziennik . 23.10.15, 13:18
            Misia ja Ciebie nie namawiam absolutnie żebyś ja znowu przeczytała ,ale na sztukę póki jeszcze jest wybierz się warto , tak mi się zdaje, tym bardziej że koszt biletu 65 pln dla rencistów i emerytów jest dostępny przynajmniej raz na jakiś czas a widziałem starsze osoby wchodzące na wejściówki i jest ich naprawdę dużo .big_grin
      • sagittarius954 Re: Mój dziennik . 22.10.15, 08:45
        CzII

        Jeśli wspomniałem o cierpieniu to oczywiście jest tematem głównym całego przedstawienia ,ale czy można porównywać poszczególne etapy jego do całej historii Hioba . Na samym przedstawieniu i zaraz potem miałem wiele wątpliwości . Burzyło się we mnie, że znów reżyser poszedł z trendem celebryckim kształtującym mi smak w przykładzie antysemityzmu i wpajaniu mi przez następne dwie godziny historii tragicznej Żydów . Nawet jeśli miałem mu to za złe ,to mimo wszystko widziałem to połączenie biblijnego Hioba i tragizmu całego pokolenia Żydów , ba polskich żydów , naszej tragedii tym większej, kiedy główny sprawca całej masakry na arenie międzynarodowej próbuje się z tamtych wydarzeń wyłgać a pozostaje przymiotnik odmieniany w różnych osobach polska , polskiej , polskich , polskimi .... Mimo wszystko spędzony czas w teatrze nie uważam za stracony , co więcej to jedno z bardziej udanych przedstawień, żeby nie powiedzieć wybitne . Do którego zabrakło mu mojego uczucia zadowolenia i nie wywoływania oporu przed przyjmowaniem zobaczonego obrazu , tak bliskiego, tuż, tuż pod ręką niemalże .
        Wypadało by opowiedzieć o przedstawieniu które zaczyna się monologiem Moniki Dryl , urzekająco powabnej , która drwiąco omawia obraz Georges’a de La Toura na którym pochylona postać kobieca nad obsypanym wrzodem Hiobem mówi mu ( tu proszę zajrzeć do pierwszej części )< Jeszcze trwasz mocno w swej prawości? Złorzecz Bogu i umieraj!» No i jedzie sobie pani Monika po kobiecinie , drwiąc z niej a we mnie buzowało się dopiero idąc do autobusu , po spektaklu , wydobywałem z siebie to zniecierpliwienie, które krąży zawsze przy każdym człowieku ,kiedy ma do czynienia z cierpieniem osoby najbliższej . Nie , oczywiście nie jesteśmy tak okrutni ,aby mówić naszym najbliższym odchodzącym do Boga – no i pospiesz się na co czekasz – a postać ot takiego drobnego handlarza opowiadającego o bocianach . Ale jakże brawurowo , którego zagrał Zamachowski mój imiennik , zapraszający na końcu monologu do kupna nagrań klekotu bociana. Można porwnać cierpienie tego handlarza do cierpienia Hioba ? Naprawde można ?? A cierpienie starca który utracił swego kota ( Jerzy Łąpiński), bo mu młodzi ludzie tego kota – ciach ciach kijami . W srebrnych i długich włosach zawarte są wspomnienia całego życia , więc dlaczego własnie ten kot ? Pytań pełno a odpowiedzi brak . Oto Tomasz Sapryk w końcowej scenie niczym karabin maszynowy wyrzuca z siebie boleść zaznaną przy odejściu przyjaciela , to ramię jak gałązka uschnięta , zostało mi w pamięci , ale gdzież tu Hiob , litości ...W trakcie teatralnego napływu obrazów piękna jest opowieść o Czapli o niewzruszonej nodze Toona Tellegena tak zabawnej, że aż odczuwało się jak publiczność hamuje swój zapał do śmiechu i powstrzymania go całym wysiłkiem swej woli . I tylko omawiane Dzienniki z bunkra Miła 44 i wywiad z Markiem Edelmanem Anny Grupińskiej są umocowane jakby w centrum całego przedstawienia . I wreszcie to zakończenie . Bożesz ty mój ...jakie piękne . Zaczarowany nim zostałbym tam na cała noc i chłonął ta ciszę wydobywająca się z ostatnich akordów dźwięków unoszących się na nad pustą widownią . Czy aktorem byłem też ja ??
        Może lubię teatr , może lubię scenę Bogusławskiego , a może kocham zmagać się ze swoim cierpieniem ...nie wiem ....

        Scenariusz i reżyseria Piotr Cieplak
        Scenografia A.Witkowski
        Muzyka P.Czepułkowski.i M. Litwiniec – wykonują na żywo
        Wystepują :
        Monika Dryl , Ewa Konst. Bułhak, Dominika Kluźniak, Cezary Kosiński, Jerzy Łapiński, Karol Pocheć , Tomasz Sapryk, Zbigniew Zamachowski.


        Przedstawienie bez słabych punktów.
        • natla Re: Mój dziennik . 23.10.15, 09:08
          Sagi, czy odczucia i przeżycia jednostek w ogóle można porównywać?
          • sagittarius954 Re: Mój dziennik . 23.10.15, 13:10
            Czy można ? Jak najbardziej , przecież z takiego porównania mogą wyjść dodatkowe argumenty do za lub przeciw . Ale te argumenty musza się zetrzeć w dyskusji inaczej przyjmowanie ich na "wiarę " nie ma sensu .
            Gdybyśmy spytali się każdego po wyjściu ze spektaklu- podobało się - i nie określili zakresu tego podobania , zapewne większości odpowiadałoby takie a nie inne spędzenie czasu . O już inaczej, gdyby spytać się o to czy treść tej sztuki została strawiona czyli zrozumiana na tyle by o niej powiedzieć więcej niż jedno zdanie .
            Dobry teatr , dobra sztuka jest jak wino . Im dłużej je pamiętasz i o niej myślisz tym jest lepsza, wynajdując do niej różne tematy, kręcące się wokół niej, wynikające z treści . Powiem ci tylko tyle . Po półtorarocznej przerwie odwiedziłem deski teatru , i teraz naprawdę boję się iśc na następny spektakl abym nie wyszedł zawiedziony . Bo ta sztuka niby przegadana z mojej relacji taka nie jest , to performance w pełnym słowa tego znaczeniu . Aktorzy nie są statyczni , wcielają się z każdym opowiadaniem w jakąś postać coś symbolizująca . Ale to ty musisz pogłówkować co widzisz i naprawdę trzeba lubić teatr ,aby nie zniechęcić się szybko , tym bardziej że zabiegi właścicieli teatru idą ,aby Ciebie zaprzęgnąć do tej sztuki na tyle głęboko , by stał się nie tylko widzem obojętnym ,ale niemal samym aktorem . Spojrzenia aktorów wwiercających swój wzrok z odległości metra , są naprawdę czym innym niż spojrzenia nawet na zbliżeniu z okienka tv.
            • natla Re: Mój dziennik . 23.10.15, 13:35
              Mnie Sagi chodziło ot to, czy można porównywać powody cierpienia. Cierpienie, to cierpienie, a jego moc zależy w dużej mierze od jednostki, powód wydaje sie drugorzędny.
              • sagittarius954 Re: Mój dziennik . 23.10.15, 15:04
                No znowu musze ci odpowiedzieć że najpierw w tetrze byłem naburmuszony wewnętrznie i przeciwny zrównaniu cierpienia , bo i ja tam do dzisiaj się dziwię kiedy ludzie płaczą po swoich pupilach zwierzakach a stoją jak słupy soli na pogrzebach najbliższych, jakby nic nie czuli , tych lat spędzonych razem, ciepłych chwil, wspólnego szczęścia a i nieszczęścia też , tylko zaraz potem mówię sobie przecież nie masz żadnego miernika bólu ich serca . Tamto Hiobowe nieszczęście , utrata majątku , dzieci , wtedy wydawało się całkowitym nieszczęściem doprawionym osobisty bólem , śmierdzącym ponadto które musiało wywołać obrzydzenie na ustach współtowarzyszy . stąd to zachowanie zony Hioba , która mu podpowiada a wreszcie zazłorzec Bogu i umrzyj . Bo wyobrażała sobie iż Bóg po zniewadze zaraz odbierze mu zycie a kto wie ona uwolni się od tego smrodu i nieszczęścia , kiedy już jej mąż nie odbuduje tej samej pozycji w życiu społecznym . to było niewyobrażalne . Wychodząc z teatru , rozmyślając , samego siebie się zapytałem skąd mogę wiedzieć kto i jak cierpi kim jestem żebym mógł oceniać cierpienie ?Postać Zamachowskiego, nasz współczesny obywatel dający sobie rade w świecie handlując tym czym wydaje się mu, że robi najlepiej i najkorzystniej choć oczywiście jest odwrotnie , jest zarówno żałosny i potrafimy go wykpić zaa nieudacznictwo a jednocześnie czyż nie zlitujemy się nad nim biedakiem za to samo . Tak jest z każdą postacią która coś tam nam mówi ze sceny . Ale to przychodzi z czasem , nie od razu , nie .
                Wiesz widziałem na filmie Miasto44 taką scenę kiedy pod murem w szeregu stoi matka z synem i ona wie że zostaną rozstrzelani . Niemiec, zabija najpierw jej syna a ona dalej ma skręcona głowę w kierunku oczu dorosłego syna stojącego gdzies tam dalej w oknie kamienicy . Wystrzał zabija chłopca jej ręce stają się puste ale we wzroku jest pragnienie i zapewnienie matczynej miłości, prośba o pamięc o niej . A przecież jej wzrok powinien poszybować za synem który przed chwila został zabity, a jej ciało powinno nakryć to już truchło . Kto wie czy nie cierpiała skoro musiał to oglądać syn który pozostał przy życiu . A zaraz potem sama oddaje życie i to cierpienie zostaje już tylko w tym żyjącym synu .
                Nie mnie stopniować cierpienie ,ale pozostaje zawsze świadomość w człowieku . W Hiobie świadomość utzrymania wiary , a czy jest taka w innych postaciach , na to każdy musi sam sobie odpowiedzieć .
                • misia007 Re: Mój dziennik . 23.10.15, 15:50
                  Powiem Ci Sagi,że mnie zachęciłeś do zobaczenia tej sztuki ale czy .....ujrzę to samo.Twoje przemyślenia ,analizy są tak głębokie i wnikliwe ,że myślę sobie ,że z pewnością tego daru nie posiadam.We wspomnianej przez Ciebie scenie z Miasta 44 moim zdaniem matka błaga spojrzeniem syna,żeby nic nie robił, żeby ocalał.Im już nie można pomóc,ona to wie.On może przeżyć.Na młodszego nie patrzy bo ....odejdą razem.Przypomniało mi to fragment wspomnień Jarka Abramowa z książki "Lwy z mojego podwórka".Otóż gdy pędzono go jedenastolatka z matką i tłumem ludzi po powstaniu z Żoliborza na Wolę ,matka go poprosiła aby gdy zaczną strzelać ...stał wyprostowany ,żeby dostać kulę w pierś a nie w brzuch i zginąć na miejscu.Takie czasy,od śmierci nie mogla go ocalić ,to przynajmniej od cierpienia.
    • sagittarius954 Re: Mój dziennik . 22.11.15, 12:15
      Ho, ho. W mediach polskich odbywa się opłakiwanie utraty władzy . Jakby nie było innych aspektów życia , jakby każdy inny argument położony nie z tej strony władzy był wyblakłym obrazkiem niegodnym obejrzenia i pokolorowania po swojemu .
      A co tam pszczoły w ulach , krowy w oborach i pieski na spacerach , co tam ludzkie odczucia dnia codziennego , moja zona, twój mąż albo wnuczkowie lub ulubieni sąsiedzi . Liczy się władza . Bo bez niej jakież życie jest nudne . Nudne i obłe w którym nic nie smakuje tak jak osądzanie tych, co teraz bawią się kredkami malując strony władzy . Ba, malują nie po naszemu . Bo my to dopiero malowaliśmy ...
      I słyszymy kilka argumentów na rzecz utraty demokracji , ale czy w pełni, przeciętny człowieku, potrafiłeś ją wykorzystać, czy tylko tyle, na ile ci pozwolono . Więc szedłeś do wyborów zagłosowałeś i demokracja wyciszała się dopóki nie wdepnąłeś na wyższy poziom władzy . O tak, wtedy demokracja znów pokazywała swe szaty . Stroiła się odświętnie i wszyscy dyskutanci potrafili mamić nią rozdziawione gęby , które zapomniały dlaczego są głodne . I jak ptakom w gniazdach, rozdawano ją bezpośrednio do gęby, wkładając tam drobniejsze i tłustsze jej kąski . Ale o ile porównuje ten styl uprawiania polityki do przyrody, trzeba wiedzieć ,że w każdym gnieździe znajduje się przynajmniej jedno niedokarmione pisklę , kotre nie ma szans na dorosłość i wzniesienie się do lotu . Czeka je czy tak czy śmak śmierć . I o tym tez trzeba pamiętać . Boleje niestrudzenie nad tymi ludźmi , którzy w porywie dyskusji będąc maluczkimi lub jednymi z najmniejszych , zapalczywie opowiadają się za którąś ze stron . Bo o ile byśmy się spytali, co dla ciebie zrobiła lub robi co dnia ta demokracja , ludzie ci mieli by problemy z odpowiedzią . Nie mam zamiaru ich ośmieszać , lecz zapalczywość ich poparcia, jakiejś strony, nie przekłada się na zyski dnia codziennego . W żadnej mierze nie . I skąd ta potrzeba sięgania po władzę skoro nie zostali do niej zaliczeni . Może z powodu iluzorycznej bliskości wyłaniającej się z ekranu tv . a może z innych powodów bardziej osobistych , bardziej ekonomicznych , bardziej uzależnionych .
      A czy ja chciałbym być uzależniony ? Nie. Może dlatego jestem odmieńcem nie pasującym ani tu ani tam . Potrafię czasami dostrzec niebezpieczeństwa ,ale też wiem że nie po to zdobywa się włądzę , by ja oddawać za każdym razem kiedy ujada sfora ratlerków , ktre boja się o swoje własne korytko . Przy którym i podusia i ciepły kominek i to korytko ciągle napełnione choć memu panu to ho ho ...ciepła woda leci ...jeszcze .
      • misia007 Re: Mój dziennik . 27.11.15, 10:50
        Osobiście odbieram to inaczej.Minionej władzy nikt chyba nie opłakuje bo po pierwsze to,co teraz mamy .....jej zawdzięczamy a po drugie jeśli nawet ktoś jeszcze na nich glosował to raczej z przyzwyczajenia czy strachu przed PiSem niż z przekonania.Rolowali nas fakt ale ...delikatnie ,w białych rękawiczkach, z przyjaznym uśmiechem.No a teraz to tempo,ta determinacja ,ten skok na wszystko i wszystkich , jak najszybciej ,jak najskuteczniej ,no cóż w osłupienie naród wprowadza i nie lament tylko sprzeciw zrodzi.
        • natla Re: Mój dziennik . 28.11.15, 13:02
          Dla mnie oboje macie rację.
          Sagi, demokracja wcale nie jest najlepszym rozwiązaniem, ale jedynym, które pozwala patrzeć na ręce władzy i przynajmniej móc ją krytykować. A alternatywą są wszelkie odłamy totalitaryzmu. Wolisz je? Nie sądzę. Tak więc zamachy na porządek demokratyczny biją bezpośrednio w nas. I tak, tak dobre czasy, jak gierkowskie już sie nie wrócą wink))))
          Jak nie zniszczą gospodarki, to będzie dobrze. Jak się nie zapożyczą jak Gierek, to będzie dobrze. Jak z butą będą walczyć z Niemcem, Ruskiem i całą UNIĄ, to dojdziemy do strasznych czasów. Na razie mój osobisty barometr polityczny przechyla na stronę złej mocy, ale jeszcze wierzę w rozsądek i machnięcie wskazówki w stronę przeciwną.
          • sagittarius954 Re: Mój dziennik . 28.11.15, 21:11
            Daj spokój Polska jest oazą spokoju , mimo wszystko , a może nawet dzięki PiSowi big_grin
    • sagittarius954 Re: Mój dziennik . 28.11.15, 21:28
      Wieczór i ...spać big_grinbig_grin
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka