tamten_ludzik
08.10.09, 08:27
Trapi mnie temat, więc wątek będzie.
Musiałam polecieć za kimś, kto chciał mi uciec i smutno rzekł był, że on nie rozumie. I poleciało o egoizmie. I boję się cholera, że może mieć rację. Przyciągnięty znów, ale zebrało mi się i całkiem słusznie, na rozmyślanie.
W związku/relacji jestem całkiem krótkiej, kilkumiesięcznej, ale silne nawyki z czasów singlowania zostały. Widzenie i czucie głównie siebie. "Ja, ja, JA". Uczynienie siebie centrum Wszechświata. Nieokazywanie uczuć. "Bo to ryzyko. Że zostanie się zranionym". Otrzymałam w odpowiedzi, że powstrzymywanie uczuć, nieokazywanie miłości jest jeszcze gorsze w skutkach. Inny ciekawy zarzut: widzenie glownie siebie, swoich odczuć... "Ty zastanawiasz się, jak TY czujesz, nie obchodzi Cię, jak się może czuć z tym, co robisz, drugi człowiek, ja" Ano.
Ta nocna rozmowa dużo mnie kosztowała. Aż w stopy zrobiło mi się ciepło, jak po chmielu (śmiech). Warto było.
Jak wyjść z siebie i stanąć obok?
Jak dojrzeć do związku z kimś?
Jak ryzykować otwarcie?
Myślę, że to dobry wątek na forum singlowe, bo być może przebicie warstewki własnego egoizmu - bezpieczne liczenie jest wyłącznie na siebie, niezależność ponad wszystko - nie jest odosobnionym problemem.