Dodaj do ulubionych

moje, twoje, nasze...

01.04.05, 13:59
co myslicie o rozdzielnosci majatkowej? podpisalibyscie intercyze?
Obserwuj wątek
    • konrado80 Re: moje, twoje, nasze... 01.04.05, 14:00
      ja nie
      i na razie nie wiem jak to uzasadnic
      • zapalniczka Re: moje, twoje, nasze... 01.04.05, 14:03
        ja tez nie... z jednej strony w razie klopotow finansowych ta druga polowka nie
        bedzie obciazona np moimi dlugami... ale jak decyduje sie na zycie z kims to w
        pelni z wszelkimi problemami ktore moga nas spotkac...
        • herezja Re: moje, twoje, nasze... 01.04.05, 14:07
          A ja tak - gdyby mój wybranek był potwornie bogaty.
          • zapalniczka Re: moje, twoje, nasze... 01.04.05, 14:09
            chyba gdybys Ty byla bogata... smile
            • herezja Re: moje, twoje, nasze... 01.04.05, 14:31
              Właśnie nie - gdyby on byl bogaty.
              Dumna jestem diabelnie i nie pozwole, żeby myslał, ze lece na jego kase smile
    • md0512 Re: moje, twoje, nasze... 01.04.05, 14:20
      Cześć !!

      Intercyzę ustanawia się przed ślubem - żeby później Eksia wink nie miała dostępu
      do majątku swojego wybranka (gdy pojawi się Next).
      Rozdzielność majątkową można ustanowić notarialnie (nie zawsze wymagana jest
      forma notarialna) w dowolnym momencie trwania związku małżeńskiego. Wtedy
      wymagane jest sporządzenie umowy o podziale majątku wspólnego. Np. jest to tak,
      że Ex zachowuje mieszkanie a 50% jego wartości wypłaca Eksi.

      wink
      • anima Re: moje, twoje, nasze... 01.04.05, 14:31

        intercyze mozna podpisac juz w trakcie trwania zwiazku malzenskiego. tak zrobil
        moj brat, ktory ma udzialy w spolce i bez intercyzy wszystkie papiery do banku
        np. o kredyt, musialaby podpisywac rowniez jego zona. to bez sensu przeciez.

        • md0512 Re: moje, twoje, nasze... 01.04.05, 14:34
          Cześć !!

          Można... i lepiej tak zrobić gdy ma się sporo do stracenia.
          • zajaczek79 Re: moje, twoje, nasze... 01.04.05, 14:42
            md0512 napisał:

            > Można... i lepiej tak zrobić gdy ma się sporo do stracenia.

            Ja bym nalegała na ustanowienie rozdzielności majątkowej od początku,
            niezależnie od statusu majątkowego mojego oraz mojego wybranka. W życiu różnie
            się układa, nie wiadomo, co będzie za jakiś czas i niekoniecznie mówię tutaj o
            rozstaniu i rozwodzie. Chodzi chociażby o odpowiedzialność majątkiem wspólnym
            małżonków za długi jednego z nich. Poza tym rozdzielność majątkowa nie oznacza,
            że pewne rzeczy nie mogą być wspólne, tyle tylko, że taka współwłasność ma
            nieco inny charakter niż ustawowa wspólność małżeńska. To z punktu widzenia
            formalnego. W praktyce - nie uważam, aby wspólnemu życiu w jakikolwiek sposób
            miałby przeszkadzać fakt rozdzielności majątkowej, to zależy od podejścia.

            Z.
            • md0512 Re: moje, twoje, nasze... 01.04.05, 14:48
              Cześć !!

              W związku małżeńskim podstawą jest całkowite zaufanie i oddanie. Dlatego myślę,
              że zostawianie sobie wyjść awaryjnych w rodzaju rozdzielności majątkowej
              oznacza, że od razu skazujemy ten związek na niepowodzenie. Po prostu nie ufamy
              bezgranicznie, nie potrafimy się do końca oddać drugiej osobie, związek jest
              niepełny.
              Chociaż zaufanie należy budować i na początku nie można okazywać go
              bezgranicznie. Oczywiście, że jest pewne prawdopodobieństwo, że współmałżonkowi
              coś "odbije" po wielu latach związku i odejdzie, ale myślę że warto zaufać...
              Wspólna odpowiedzialność majątkowa za długi współmałżonka została chyba
              ostatnio zniesiona.
              • zajaczek79 Re: moje, twoje, nasze... 01.04.05, 15:08
                md0512 napisał:

                > W związku małżeńskim podstawą jest całkowite zaufanie i oddanie. Dlatego
                myślę,
                >
                > że zostawianie sobie wyjść awaryjnych w rodzaju rozdzielności majątkowej
                > oznacza, że od razu skazujemy ten związek na niepowodzenie.

                Wiem, że wiele osób łączy fakt ustanowienia rozdzielności majątkowej ze
                skazaniem związku na niepowodzenie. Akurat tego nie rozumiem. Dla mnie to nie
                ma nic do rzeczy. Jest to pewien stereotyp myślenia o małżeństwie, od którego
                uciekam. To nie jest wyjście awaryjne, to jest rozsądne myślenie. Owszem,
                podstawą każdego związku, w tym małżeństwa, jest zaufanie, ale to nie znaczy,
                że pewne sprawy nie mogą być rozdzielone. Z drugiej strony tego rozdzielenia
                również nie można doprowadzać do przesady, np. rozliczając się co do grosza z
                poniesionych na wspólne sprawy wydatków. Jednak zzasami rozdzielenie ułatwia to
                życie, jak w przykładzie z udziałami w spółce.

                > bezgranicznie, nie potrafimy się do końca oddać drugiej osobie, związek jest
                > niepełny.

                Jak wyżej, rozdzielność majątkowa nie oznacza dla mnie niemożności oddania się
                małżonkowi bezgranicznie. I w drugą stronę - wspólność majątkowa nie ułatwia
                zbudowania zaufania.

                > Wspólna odpowiedzialność majątkowa za długi współmałżonka została chyba
                > ostatnio zniesiona.

                Niestety, nie została zniesiona, acz co nieco ograniczona. Wiele mówiło o tym
                przy okazji wejścia w życie noweli do Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, stąd
                może wrażenie, że teraz wszystko jest cacy. Wcześniej było tak, że dłużnik
                choćby tylko jednego z małżonków co do zasady mógł żądać zaspokojenia z majątku
                wspólnego. Teraz może takie zaspokojenie może uzyskać co do zobowiązania
                jednego z małżonków, które zostało zaciągnięte za zgodą drugiego (wymienia sie
                przy tym określone czynności prawne, co do których ta zgoda jest wymagana). A
                zatem małżonek zachowuje pewną kontrolę nad potencjalnym zakresem swojej
                odpowiedzialności za długi partnera, co oczywiście polepsza jest pozycję prawną
                w stosunku do poprzednego stanu prawnego, ale zupełnie odpowiedzialności nie
                znosi.

                Powyższe dotyczy odpowiedzialności za zobowiązania cywilnoprawne. A są jeszcze
                podatkowe, a tu już ordynacja podatkowa nie pozostawia wątpliwości:
                odpowiedzialność w tym zakresie obejmuje również majątek wspólny małżonków.

                Uff smile

                Z.
                • prawdziwyja Re: moje, twoje, nasze... 01.04.05, 15:43
                  Podoba mi się Twój tok rozumowania.

                  PS. Jesteś prawniczką?
                  • zajaczek79 Re: moje, twoje, nasze... 01.04.05, 15:47
                    prawdziwyja napisał:

                    > Podoba mi się Twój tok rozumowania.
                    >
                    > PS. Jesteś prawniczką?

                    Nie da się ukryć smile

                    Z.
                    • prawdziwyja Re: moje, twoje, nasze... 01.04.05, 15:53
                      Sądząc po znajomości KPC cywilistka... A może się mylę? Karnistka?
                      • zajaczek79 Re: moje, twoje, nasze... 01.04.05, 15:56
                        prawdziwyja napisał:

                        > Sądząc po znajomości KPC cywilistka... A może się mylę? Karnistka?

                        Raczej KRiO smile KPC to jak przyjdzie co do czego i trzeba się bujać w sądzie.

                        Staram się być multidyscyplinarna, ale nie ukrywam, że szeroko pojęte prawo
                        prywatne to to, co mi odpowiada. Prawo karne...? Bleee... smile Choć czasami może
                        być śmiesznie smile

                        Z.
    • prawdziwyja Re: moje, twoje, nasze... 01.04.05, 15:39
      Żeby nie sugerować się wypowiedziami innych osób, piszę bez czytania żadnej
      wypowiedzi:

      Podpisanie intercyzy to dobry pomysł. Pozwolę sobie uzasadnić, dlaczego tak sądzę.
      Wprawdzie ciągle się mówi o wzajemnym zaufaniu itpe itede, ale ze statystyk
      wynika, że ok. 30% małżeństw się rozpada! JEDNA TRZECIA! Prawdopodobieństwo
      rozpadu losowo wybranego małżeństwa jest większe, niż prawdopodobieństwo, że
      losowo wybrana osoba zginie w wypadku komunikacyjnym. Zdziwieni? Ale jak
      jedziecie samochodem, to pasy zapinacie, hę? I właśnie taka jest rola intercyzy:
      jak wszystko idzie OK, to nie uwiera i nie przeszkadza, ale jak dochodzi do
      czegoś przykrego, to ratuje zdrowie (psychiczne - nawet nie wiecie, co ludzie
      sobie wzajemnie potrafią uczynic w czasie rozwodu, jakie brudy i sekrety
      wyciągają na widok publiczny w czasie walki o majątek).

      To właśnie jestem Prawdziwy Ja - czasami obrzydliwie racjonalny. No ale kochajmy
      się jak bracia, a liczmy jak Żydzi.

      A teraz przeczytam wasze opinie smile
      • zajaczek79 Re: moje, twoje, nasze... 01.04.05, 15:46
        prawdziwyja napisał:

        > jak wszystko idzie OK, to nie uwiera i nie przeszkadza, ale jak dochodzi do
        > czegoś przykrego, to ratuje zdrowie (psychiczne - nawet nie wiecie, co ludzie
        > sobie wzajemnie potrafią uczynic w czasie rozwodu, jakie brudy i sekrety
        > wyciągają na widok publiczny w czasie walki o majątek).

        Rozwód to jedno, a podział majątku wspólnego po ustaniu małżeńskiej wspólności
        majatkowej to co innego smile Jestem za ustanowieniem rozdzielności w majątkowej
        w małżeństwie - zeby nie było, ale nawet gdy ona będzie, nie masz gwarancji
        uniknięcia przykrych scen w czasie rozwodu. Bo spory nie zawsze toczą się o
        majątek (który w wielu przypadkach dzieli się dopiero później, po orzeczeniu
        rozwodu), często dla stron istotne jest to, czyją winę sąd orzeknie (może mieć
        to znaczenie dla obowiązku alimentacyjnego między małżonkami) oraz komu
        zostanie przyznana władza rodzicielska. Przy takich okazjach również wyciągane
        są różnego rodzaju brudy smile

        Z.
    • cafe_justysia Re: moje, twoje, nasze... 01.04.05, 22:44
      si...
      nawet jak się kogoś kocha to ten ktoś za kilka lat może okazać się świnią...
    • putativus Re: moje, twoje, nasze... 01.04.05, 22:49
      TAK!!! jezeli moja mama bylaby na tyle madra i samodzielna, juz dawno
      skonczylby sie koszmar "dzwigania" jej malzenstwa...
      Zdecydowanie tak!!!


      Nie zawsze ludzie do siebie pasuja,czasem biorb z przymusu
      Intercyza daje pewna wolonosc,niezaleznosc... bo nie zawsze wszytsko uklada sie
      tak dobrze, jak swierzo wyprasowana koszula...
      • putativus Re: moje, twoje, nasze... 01.04.05, 22:49
        biora slub z przymusu
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka