ze to co zrobimy dla innych dobrego kiedys do nas powroci... czemu tego czesto nie zauwazam... mysle ze jestem w porzadku czlowiekiem, chcialabym zeby inni byli w stosunku do mnie ciepli... komus pomaga jak go skarca, daja mu w ostry sposob do zrozumienia ze robi zle... a ja sie boje, jeszcze bardziej uciekam i probuje zakopac sie w bezsilnosci, terapia wstrzasowa na mnie nie dziala... wiekszosc ludzi jednak tak widocznie chce mi pomagac... musze byc poglaskana, musze uslyszec ze bedzie dobrze, ze nie jest beznadziejnie... dzis spotkalo mnie cos milego, od kogos... drobna rzecz i zdazylam ja wylapac... i ta osoba umiala mi to okazac jak bym sobie tego zyczyla, wiedziala, po prostu wiedziala... dobrze znac sie, rozumiec bez slow, zyc z kims na codzien i uczyc sie... czasem trezba popatrzec, poobserwowac, przemyslec nadrobniejsze zachowania otaczajacych nas osob... wydaje sie ze nic nas nie moze zaskoczyc, ale jak pieknie jest spojrzec np. na zartujaca mame i dojsc do wniosku ze to taka swietna babeczka, jak dobrze przysluchac sie przyjacielowi i stwierdzic ze ten gosc jest jednym z najmadrzejszych ludzi jakich spotkalem... cudnie jest... dobranoc