aleola1
11.09.06, 16:51
Nie lubie mowic o sobie "samotna" ani "singiel", gdy ktos sie mnie pyta
dlaczego nie mysle o slubie (mam 27 lat), o stabilizacji (wciaz nie wiem
czego chce od zycia) i powaznie o zyciu (bo caly czas uwazam ze tyle przede
mna) to po prostu sie usmiecham i wspominam ostatnie dzikie wakacje. Od kad
nie jestem "zparowana" czuje sie lekko, mam co chwile nowe i co raz bardziej
odwazne pomysly na zycie, co raz czesciej idąc po ulicy po prostu sie
usmiecham (tak z głębi).
Od jakiegos czasu mam jeden cel - odnalezc siebie, dojsc do czegos sama i
zaczac sie realizowac - i to wiele osob nazywa EGOIZMEM. Ja juz nawet wiem
jak chce to zrobic, ale nie widze na razie miejsca na dzieci. Co raz czesciej
zastanawiam sie nad sensem zakladania rodziny. Dlaczego mialbym to zrobic? Bo
na starosc bede sama? bzdura dzieciaki tak samo moga sie ode mnie odwrocic.
Bo to daje pelnie szczescia? to chyba kwestia piorytetow ktos inny osciagnie
szczecie zdobywając kolejny iluśtysięcznik. Bo ludzkosc musi jakos przetrwac?
BZDURA - kto powiedzial ze na ziemi musza byc ludzie i tak dazymy do
samozaglady

. Chce miec partnera ale po ostatnim wspolnym mieszkaniu widze
jak potrzeba mi wolnej przestrzeni i oddechu w zwiazku. Czy jestem egoistka?