pulsarkowy
12.09.06, 05:09
po pracy - poniewaz bylem umowiony jakis czas potem - postanowilem zajrzec do zaprzyjaznionej knajpki zamiast wracac do domu i potem znow wychodzic.
barmana odwiedzila jego "Byc Moze PRzyszla Dziewczyna". z kolezanka.
wszyscy pojechali do domow.
wszyscy byli zajeci soba.
ja wlasnie wrocilem (podwieziony przez uczynnego barmana).
zakochany po raz 300 w zapachu wlosow, dotyku dloni, usmiechu... w oczach, ktore - jak dawno zadne - zdawaly sie przenikac mnie na wylot... w slowach, ktore dziwnie do 4,30 rano skladaly nam sie jakos razem. w milczeniu, ktore bylo dlugie ale jakies takie "razem'...
w niesmialym:
- zostaniesz?
- niegdzie sie nie wybieram...
- ale... na dluzej?
- a chcesz...
i cichym bardzo "chce"...
czegos TAKIEGO nie czulem od jakis 5, 6 moze lat...
i wiecie co?
nie jestem ani przerazony, ani zszokowany, nie mam motyli ani planow.
jestem natomiast w totalnym "blogostawnie".
eh...