Dodaj do ulubionych

problem yyyy... językowy?

02.10.07, 22:59
tak sobie myślę, że chyba lekko zaczynam świrowaćsmile no bo (tak, wiem, nie
zaczyna się zdania od "no bo") tak:
- z racji mojej branży większość tzw. wiedzy pochłaniam w języku angielskim
- projekt dla klienta nad którym teraz pracuję jest kopią serwisu anglojęzycznego
- moje prywatne projekty są też "targetowane" na Stany Zjednoczone, wobec
tego... j. ang smile
- dużo pisze na forach internetowych, oczywiście w jakim języku?
- od czasu do czasu tu i ówdzie publikuję artykuły związane z IT, w
amerykańskich przede wszystkim serwisach...

i tak dalej i tak dalej...

nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że ostatnio przyłapałem się na
tym, że jedząc śniadanie rozmyślałem sobie o jakimś tam problemie "zawodowym"
po... angielsku.

a najlepsze jest to, że ostatnio po paru browarach, kiedy zaczęliśmy z kumplem
dyskutować na temat znaczenia jakiegoś słowa, zacząłem tłumaczyć mu je również
po angielsku, ponieważ brakowało mi polskich odpowiedników...

no rany boskie - przeca w polandii mieszkam, żyję i pracuję. więc o co chodzi...

czy ja już mam problem czy jeszcze nie?
Obserwuj wątek
    • ta_ann Re: problem yyyy... językowy? 02.10.07, 23:03
      smutne, ale nie masz. wg polish jokes język polski to
      taki, który rozumiany jest tylko w Pl. skoro teksty
      naukowe masz po ang., to trudno byłoby myśleć o nich
      krzaczkami czy też grażdanką. po polsku nie. zostaje
      język nauki, ale i biura, IT i innych. angielskiuncertain
    • emzecik Re: problem yyyy... językowy? 02.10.07, 23:08
      pulsarkowy napisał:
      > a najlepsze jest to, że ostatnio po paru browarach, kiedy
      > zaczęliśmy z kumplem
      > dyskutować na temat znaczenia jakiegoś słowa, zacząłem tłumaczyć
      > mu je również po angielsku

      hehe, problem to Ty chłopaku masz, ale alkoholowy wink))
      a na serio, to ktoś mądry powiedział, że aby dobrze poznać język obcy, to trzeba zacząć myśleć w tymże języku - a Twoje zachowanie
      dowodzi, że jesteś na najlepszej drodze do perfekcyjnego opanowania
      angielszczyzny smile
      zazdroszczę Ci smile
      • pulsarkowy Re: problem yyyy... językowy? 03.10.07, 08:53
        emzecik napisał:

        > hehe, problem to Ty chłopaku masz, ale alkoholowy wink))

        tia... Tom Waits powiedział kiedys, a raczej zaśpiewał, a raczej "zamruczał" :
        "i don't have a drinkin' problem except when i can't have a drink" big_grin

        to chyba nie mam problemu?

        no właśnie, mało brakowało a napisałbym "that's the same with me"... na okrągło
        ostatnio mam takie "schizy"...
    • cafe_girl Re: problem yyyy... językowy? 03.10.07, 10:35
      tylko gratulować takiego problemu smile
      ale o polskim tak całkiem nie zapominasz?
      • azmb Re: problem yyyy... językowy? 03.10.07, 10:52
        masz problem, nazwałabym go,zawodowysmileJesteś poddany podwójnej
        presji- języka, w którym musisz pracować i specyfiki zawodu. Może
        sprecyzuję: obserwuję naszych firmowych informatyków- oni myślą tym
        systemem dwójkowym (czy jakoś tak, wybacz, zupełnie się nie znam),a
        Ty musisz na dodatek myśleć w "tym" systemie w obcym języku. Z
        jednej strony Twój angielski robi się perfekcyjny, ale z drugiej
        odcinasz się nieświadomie od dziedzictwa kulturowego ojczyzny (uff,
        wybacz, ależ mi to nadęcie wyszło).
        Rozmowa informatyków w knajpie (specjanie unikam obcojęzycznych
        określeń) toczy się oczywiście wokół tematów zawodowych (znasz to,
        prawda?) Nagle jeden mówi: ej, chłopaki, przestańmy ciągle mówić o
        programach, kompach itp.
        - To o czym mamy pogadać?
        - A choćby o dupie...
        Zapada długa cisza.
        I wreszcie odzywa się jeden z nich- wiecie co, a ten linux jest
        całkiem do dupy...
        Pozdrawiam i namawiam do czytania książek pisanych po polsku lub na
        nasz język tłumaczonych, np. Kurta Vonneguta..
        azmb
        • pulsarkowy Re: problem yyyy... językowy? 03.10.07, 20:49
          azmb napisała:

          > masz problem, nazwałabym go,zawodowysmileJesteś poddany podwójnej
          > presji- języka, w którym musisz pracować i specyfiki zawodu. Może
          > sprecyzuję: obserwuję naszych firmowych informatyków- oni myślą tym
          > systemem dwójkowym (czy jakoś tak, wybacz, zupełnie się nie znam),a
          > Ty musisz na dodatek myśleć w "tym" systemie w obcym języku. Z
          > jednej strony Twój angielski robi się perfekcyjny,

          no... do perfekcji to mu daleko, ale jest na wystarczającym poziomie, żebym nie
          miał kompleksów w porozumiewaniu się z "tambylcami" smile

          ale z drugiej
          > odcinasz się nieświadomie od dziedzictwa kulturowego ojczyzny (uff,
          > wybacz, ależ mi to nadęcie wyszło).

          wyszło może i "nadęcie", ale tak na prawdę to między innymi tu właśnie leży
          problem. kiedyś sporo pisałem, mniejsza czy to było dobre, czy nie, ale "zabawa"
          językiem polskim sprawiała mi po prostu przyjemność... ci, którzy to czytali,
          twierdzą, że było niezłe...

          a teraz? teraz już jakoś mi nie idzie... ja już pomijam nawet kwestie
          "literackie", ale pisząc specyfikację pewnego projektu dla mojego zleceniodawcy
          (do którego mam notabene jakieś 15 minut jazdy autobusem raptem) miałem już
          poważny problem z sensownym "podaniem" tego po polsku... i to zaczyna być
          kłopotliwe.

          > Nagle jeden mówi: ej, chłopaki, przestańmy ciągle mówić o
          > programach, kompach itp.
          > - To o czym mamy pogadać?
          > - A choćby o dupie...
          > Zapada długa cisza.
          > I wreszcie odzywa się jeden z nich- wiecie co, a ten linux jest
          > całkiem do dupy...

          dowcip stary, ale jary smile na szczęście wybitnie rzadko chodzę na piwo z
          informatykami. za to często bywam z kolegą iberystą, a do tego "iberofilem"...
          taaaa.... "culos, pechos, chicas..." zdecydowanie dominują w tych rozmowach big_grin

          > Pozdrawiam i namawiam do czytania książek pisanych po polsku lub na
          > nasz język tłumaczonych, np. Kurta Vonneguta..
          > azmb

          to właśnie ostatnio uskuteczniam we wzmożonej ilości (choć i tak w dużej części
          niestety e-marketing i te sprawy, ale powieści też) i liczę, że pomoże. Ale
          Vonneguta nie ruszę, nie mam nastroju, oczytałem się go kiedyś, ale teraz zbyt
          optymistycznie na swiat patrze smile
          • azmb Re: problem yyyy... językowy? 04.10.07, 08:50
            Pulsarkowy, jesteś the best! ups, wybacz, to nie jest złośliwośćsmile)
            Myslę, że niepotrzebnie się obawiasz o "wynarodowienie językowe",
            jestś nasiąknięty polskością wystarczająco, aby ją w sobie obronić.
            Utrzymujesz równowagę pomiędzy tambylcami i tubylcamismile)
            Podziwiam i gratuluję
            balladyna
            • pulsarkowy Re: problem yyyy... językowy? 05.10.07, 08:07
              azmb napisała:

              > Pulsarkowy, jesteś the best! ups, wybacz, to nie jest złośliwośćsmile)

              hihi... czerwienię się po same uszy smile

              > Myslę, że niepotrzebnie się obawiasz o "wynarodowienie językowe",

              ano pewnie nie... ale jakoś tak mnie to gnębiło trochę. wiesz, ja generalnie mam
              na przykład wstręt do sytuacji, kiedy dajmy na to ktoś pobył w stanach czy "na
              wyspach" 2 tygodnie a potem wraca i zapomina polskiego języka "w gębie". taka na
              przykład moja siostra wczoraj wróciła z kanady po raptem 3 tygodniach i juz w
              Polsce nie stała "w korku" tylko "w trafficu"... śmieszą mnie takie sytuacjie
              ale i żenują. tym bardziej żenuje mnie to, gdy odkrywam podobne objawy u siebie,
              chociaż siedzę w kraju!

              > Podziwiam i gratuluję

              podziwiać i gratulować to tu zdecydowanie nie ma czego, niemniej jednak Dziękuję big_grin
              • azmb Re: problem yyyy... językowy? 05.10.07, 12:10
                Bardzo podoba mi się Twoje myslenie- może znowu użyję nadętego
                określenia- o całości, czyli holistyczne smile Rozumiem doskonale,
                popieram zdystansowany uśmiech do "zamerykanizowanych" w sekundę
                rodaków. Diagnoza moja- jest dobrze, będziesz żył (mimo tych ciągot
                językowychsmile I chyba uda Ci się to w każdym miejscu,gdzie los Cię
                rzuci, bo masz zdrowe, ironiczne,zarazem życzliwe podejście do bycia
                na tym najpiękniejszym ze światów.
                mam ochotę Cię cmoknąć ..
                • ta_ann .... 05.10.07, 12:16
                  jak się miło Was czyta...
                  • azmb Re: ....Ann 05.10.07, 13:37
                    Witaj imienniczko (jeżeli masz na imię Anna), dziękujemy- pozwalam
                    sobie tak w liczbie mnogiej, bez konsultacji..
                    Miło się czyta takie słowa jak Twojesmile)
                    smile
                • pulsarkowy Re: problem yyyy... językowy? 06.10.07, 10:49
                  > mam ochotę Cię cmoknąć ..

                  uuuu, TERAZ to dopiero się czerwienię big_grin
                  niemniej jednak twoja "diagnoza" mnie mocno podbudowała - dzięki wink
    • z.enon To jeszcze nic! 06.10.07, 14:20
      Ja przez ostatnie półtora dnia zastanawiam się, dlaczego na "drzewo"
      mówi się "drzewo".
      Hektolitry wypitego alkoholu (żeby pobudzić wyobrażnię) - no i wciąż
      nic. frustracja.

      I to dopiero jest problem językowy.

      • ta_ann Re: To jeszcze nic! 06.10.07, 17:37
        Nie oszukujesz?
        Nie to, że jesteś niedojrzały, ale jako mała dziewczynka
        chodziłam i cały dniami podrzucałam słowo, które wydawało
        mi się niesamowite. Pamiętam: dlaczego "krzesło" jest "krzesło".
        Są słowa ładne i brzydkie, ale zaraz ktoś zarzuci mi
        nadestetykę.




        Najbardziej lubię słowo: monolit.
        A treściowo: nie być monolitemsmile
    • lacido Re: problem yyyy... językowy? 06.10.07, 14:44
      a w jakim języku liczysz?Jeśli w polskim to nie masz sie co martwić big_grin
      • pulsarkowy Re: problem yyyy... językowy? 07.10.07, 12:00
        lacido napisała:

        > a w jakim języku liczysz?Jeśli w polskim to nie masz sie co martwić big_grin

        liczę jednak "po naszemu" przeważnie big_grin
    • kanapony Re: problem yyyy... językowy? 06.10.07, 18:00
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=10102
      ja lubię taki stan
      jak się uczyłam anglika bardzo intensywnie przed maturą to nawet
      zaczęłam myślec po angielsku
      teraz tak mam z innym językiem - i bardzo to miłe

      miałam kiedyś zabawną przygodę
      byłam tydzień za granicą i starałam się mówic po "ichniemu" - w
      końcu pojechałam m.in. by podszkolic się
      w drodze powrotnej, w pociągu dosiadł się Polak
      zaczęliśmy rozmawiac...
      i twierdził, że nie jestem Polką, że mam obcy akcent
      a ja mówiłam normalnie wg mnie
      • bellisprimum Re: problem yyyy... językowy? 07.10.07, 12:51
        heheh angilistka ze mnie więc ang non stop i w każdej ilości, ale ostatnio też
        stwierdziłam że polski zaniedbany no i czytać się staram

        a myślenie in english fajna sprawa, ja niestety mam sporo wtrąceń typu zrobić
        taska... walczę z tym, ale czasem i tak nieświadomie użyję wink)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka