tak sobie myślę, że chyba lekko zaczynam świrować

no bo (tak, wiem, nie
zaczyna się zdania od "no bo") tak:
- z racji mojej branży większość tzw. wiedzy pochłaniam w języku angielskim
- projekt dla klienta nad którym teraz pracuję jest kopią serwisu anglojęzycznego
- moje prywatne projekty są też "targetowane" na Stany Zjednoczone, wobec
tego... j. ang

- dużo pisze na forach internetowych, oczywiście w jakim języku?
- od czasu do czasu tu i ówdzie publikuję artykuły związane z IT, w
amerykańskich przede wszystkim serwisach...
i tak dalej i tak dalej...
nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że ostatnio przyłapałem się na
tym, że jedząc śniadanie rozmyślałem sobie o jakimś tam problemie "zawodowym"
po... angielsku.
a najlepsze jest to, że ostatnio po paru browarach, kiedy zaczęliśmy z kumplem
dyskutować na temat znaczenia jakiegoś słowa, zacząłem tłumaczyć mu je również
po angielsku, ponieważ brakowało mi polskich odpowiedników...
no rany boskie - przeca w polandii mieszkam, żyję i pracuję. więc o co chodzi...
czy ja już mam problem czy jeszcze nie?