mikkaz
11.05.08, 16:19
Pewno tu sporo takich wątków było...
Jakoś nie wychodzi mi odnalezienie się znowu w świecie by życie uczynić
satysfakcjonującym.
3 lata dochodzilam do siebie po poprzednim nieudanym poszarpanym emocjonalnie
związku, nie mając ochoty na następną "wtopę". Przed nim miałam znajomych, cos
się zawsze działo, czułam, że dużo mogę i dużo jeszcze przede mną. Związek
okazał się falstartem. Pozbierałam się, zaczęłam szukać kogoś nowego na
portalach randkowych(po roku machnęłam ręką-porażka jakaś), w otoczeniu nikogo
wolnego nie ma, ja mam właśnie ok 35 lat, i....
d u p a .
Podsumowałam więc swoją sytuację:
-jako osoba samotna dużo pracuję, żeby się utrzymać = często jestem zmęczona
(gorszy wygląd, gorsze samopoczucie)
-samotne życie = brak stymulacji ze strony drugiej bliskiej osoby czy choćby
wieczornego masazu, brak seksu, brak powiernika na którym można się wesprzec w
trudnych chwilach, niewielka motywacja dla ugotowania sobie obiadu
-w pracy spotykam ciągle te same kilka osób, mój zawód nie ułatwia kontaktów z
ludzmi = w pracy nikogo nowego nie poznam
-pięć lat temu byłam młodą! sympatyczną dziewczyną ktora się podobała
facetom, teraz czuję się "po przejściach" i prawie-staro psychicznie
-na dyskotekę juz nie pójdę = nie ten wiek
-widzę siebie w lustrze, straciłam dziewczęcy urok (dawniej dawano mi i 10 lat
mniej niż miałam)
-smutek, powagę "przejść" i zmęczenie widać na twarzy = w męskim oku
przegrywam ze swieżością dwudziestolek
-nie mam dzieci = brak potrzeby Celowego wyjścia z domu choćby z dzieckiem na
spacer, wywiadówki , wspólnoty z innymi matkami, itd
- znajomi w większości maja rodziny, dzieci i im poswiącaja gro czasu,
sporadycznie bywam gdzieś z nimi ale "na trzecią" staram się nie wpychać
nieproszona
- część znajomych wyjechala za granicę, kontakt tylko sporadycznie-mailowy
- rodzina w innym mieście mało zainteresowana moją codziennością(najmilej na
zdjęciu), raz w miesiącu odwiedziny u nich, to inny świat z którego dawno temu
wyszłam
- aktualny brak koleżanki będącej w takiej samej sytuacji jak ja, z którą
można by gdzieś wyjść, poplotkować, iść na koncert, na rower. samej coraz
bardziej nic się nie chce, ani nie jest dla mnie atrakcyjne siedzenie samej w
kawiarni i czekanie na ...Godota?
- milczący telefon, sporadycznie siostra, sporadycznie 3 znajome. gdyby nie
praca i szefowie to by milczał czasem tygodniami = mało kto o mnie pamięta ,
nikomu nie jestem potrzebna, Za cały ten weekend zainteresował się mną jedynie
lekarz-laborant dzwoniąc z informacją, że jakieś wyniki badań mam powyżej
normy, zadzwonił bo maja obowiązek informować.
- nigdy nie nawiązywałam kontaktów łatwo, zawsze było "towarzystwo" lub
kumpela z którą coś robiłam, teraz tego nie mam
- pasja którą uprawaiałam dawniej odpadła -nie chcę spotkań z moim byłym facetem
Nie wiem jak ruszyć do przodu. Nie chcę stanąć tu gdzie jestem bo tu jest mi
źle. Drugi dzień siedzę przed kompem rozmawiając z wirtualnymi osobami.
Wirtualnie czasem komuś pomagam i jest miło.
Nie chce mi się wyjść pojeździć na rowerze bo znowu będę sama, a tego mam
dość, przejadło mi się na amen.
Więc co ma zrobić trzydziestolatka sama nie chcąc być sama?