Jak to jest, że jedni się nie mogą opędzić od adoratorów, ledwo skończą jeden
związek, a już zaczynają drugi, a inni nie mogą mieć nawet jednego fajnego
związku?
Mam 24 lata, mój najdłuższy "związek" trwał chyba ze 3 miesiące, poza tym
jakieś wakacyjne romanse, przelotne znajomości.
Naprawdę nie brakuje mi optymizmu, ale jednak czasem jest mi cholernie
przykro, że nie mogę dzielić swojego życia z drugą osobą, że nie mogę kochać,
i być kochaną...