Gość: tulku
IP: *.bytom.sdi.tpnet.pl
16.02.02, 21:45
Działalność OFE w Polsce nie satysfakcjonuje chyba nikogo z jutrzejszych
emerytów. Raport NIK "odkrył" to, co wszyscy działający poważniej na rynku
giełdowym wiedzą mniej więcej od ok. 1,5 roku - z emerytury z II
filara "Hawajów" nie będzie, a przy złym obrocie spraw może być nieciekawie -
powodem jest przede wszystkim wysoka prowizja, pobierana za stosunkowo kiepskie
zarządzanie. W okresie od 1999 r. do teraz średni roczny zwrot z inwestycji 10
największych OFE wynosi ok. 15,7%, przy średnich kosztach zarządzania rzędu
7,4%. Zostaje więc ok. 8% rocznie zysku dla przeciętnego przyszłego emeryta, co
po uwzględnieniu średniej rocznej inflacji w tym okresie rzędu niecałych 7%
powoduje, że realny zysk wynosi nieco ponad 1%, gorzej niż dla najsłabszych
lokat miesięcznych. Czy można to poprawić?
Oczywiście, że tak, ale wymaga to zmiany warunków działania samych OFE. Obecnie
OFE nie wysilają się zbytnio i dzielą pieniądze otrzymane z ZUS w ten sposób,
że średnio licząc ok 27% służy do zakupu akcji, pozostałe środki trafiają na
rynek papierów dłużnych (obligacje, bony skarbowe itp.), a promilowe ilości na
inne instrumenty finansowe. Urząd Nadzoru Funduszy Emerytalnych (UNFE) rozlicza
ich działalność, porównując osiągnięte wyniki danego OFE ze średnią ważoną
wyników wszystkich OFE - i to, przy strukturze wielkości OFE jest pierwszym
czynnikiem decydującym o tym, że zarządzanie jest kiepskie. Dwa OFE: CU i NN są
tak wielkie w porównaniu z resztą, że praktycznie one decydują o wielkości owej
średniej. W sposób pośredni prowadzi to do konstatacji, że cokolwiek
zarządzający owymi funduszami będą robić (z wyjątkiem sytuacji, gdy jeden
będzie próbował jawnie zaszkodzić drugiemu)- OFE te nigdy nie będą zmuszone
dopłacić swoim klientom - mogą brnąć w "minus" i dalej są bezpieczne - wszak
średnia też będzie w pobliżu 0 a ich odchylenie od niej nie przekroczy nigdy
wartości granicznej, wyznaczonej przez UNFE. Pozostałe OFE też ostatnio się nie
wysilają, ograniczając się do kopiowania składu portfela CU i NN, jako
najbezpieczniejszej strategii przetrwania, a rezygnują z tzw "aktywnego
timingu", co w żargonie giełdowym oznacza próby kupowania i sprzedawania
papierów w momencie, gdy ich ceny są chwilowo najwyższe/najniższe/ i nie
próbują przez to poprawić swoich stóp zwrotu. Zapewne większość z czytających
ten post nie gra na giełdzie, ale możecie mi wierzyć na słowo, sposób w jaki to
robią można porównać do wdzięku słonia w składzie porcelany. Nawet mało
zorientowany inwestor może ostatnio poznać dni, gdy OFE dostają pieniądze z
ZUS - wiadomo, że jest to w okolicach 20-tego każdego miesiąca, a na nastęny
dzień gwałtownie rośnie ilość zleceń tzw. PKC (Po Każdej Cenie) na
najważniejszych spółkach, co oznacza kupowanie "jak leci" i jest tak
skomplikowane, że zamiast powierzać to zadanie wysokopłatnym specjalistom,
można je zlecić sprzątaczce, bezrobotnemu itp. po jednodniowym przeszkoleniu na
temat zasad zawierania transakcji na giełdzie i dostarczeniu przez pion analiz
ogólnych wskazówek, co kupować.
A wystarczy zamiast przyjmować jako benchmark (wskaźnik odniesienia)średni
wynik OFE, przyjąć np. że minimalny zwrot z inwestycji OFE powinien wynieść po
odjęciu prowizji np. 0,75 średniej rocznej rentowności 13 tygodniowych i 52
tygodniowych bonów skarbowych - to spowoduje, że OFE będą zmuszone aktywnie
inwestować, a ich błędy będą kosztowne dla firm, zarządzających OFE. Takie
ustawienie progu powoduje też, że nie wystarczy napchać portfel rządowymi
papierami dłużnymi, bo po odjęciu kosztów zarządzania 0,75 to za dużo na takie
pasywne zarządzanie. Patrząc na UNFE mam wrażenie, że siedzą tam w przewadze
spece od ubezpieczeń, niezbyt za to rozumiejący istotę inwestycji giełdowych,
stąd takie a nie inne ustawienie benchmark'a, promujące beznadziejno -
zachowawczy styl zarządzania w OFE.
Sprawa druga - przyszłość. Otóż analizując długofalową strategię OFE dochodzę
do wniosku, że OFE próbują na dłuższą metę powtórzyć zagranie chilijskich
funduszy ememrytalnych z I połowy lat 90-tych i zastosować tzw. "corner" na
giełdzie. Już dziś OFE mają łącznie akcje o wartości ok. 21,6 mld zł, a w
przypadku niektórych akcji w ich portfelach znajduje się ponad 30% całości
wyemitowanych przez daną spółkę akcji. Już wkrótce (w perspektywie kilku lat)
na wielu akcjach może dojść do ograniczenia ich płynności, czego następstwem
będzie to, że nawet niewielkie pieniądze, wrzucone w niepłynny rynek będą
windować cenę papieru do niebotycznych rozmiarów, nie mających żadnego związku
z wartością księgową firmy i jej strumieniem dochodów. Spowoduje to sztuczny
wzrost wyceny jednostek uczestnictwa, hamowany jedynie przez graniczną wartość
40% udziału akcji w portfelu OFE (szybko rosnące ceny akcji w stosunku do
wolniejszych papierów dłużnych będą wymuszać okresowe gwałtowne wyprzedaże
akcji, by zdążyć zejść z ich udziałem do 40% parytetu). Konsekwencje tego,
pozornie miłe (wzrost wyceny jednostek uczestnictwa) na dłuższą metę mogą być
tragiczne - krach, wywołany pęknięciem nadmiernie rozdętego balonu
spekulacyjnego, nieporównywalnie gorszy od pamiętnego dla wielu Polaków krachu
giełdowego z I połowy 1994 r. i gwałtowny spadek wartości jednostek
uczestnictwa, prowadzący nawet do załamania systemu II filara!!!
Gdzie jest ratunek? Jest stosunkowo prosty i zastosowano go w Chile, a cena,
jaką zapłacono, choć wysoka w pierwszej chwili, ostatecznie ocaliła chilijskich
emerytów - zezwolono na zwiększenie udziału zagranicznych inwestycji w
portfelach funduszy emerytalnych - skutkiem była "jedynie" 3-letnia bessa i
wtedy, gdy wartość większości akcji na świecie rosła w wyniku szybkiego wzrostu
gospodarczego na przełomie I i II połowy lat 90-tych, w Chile bessa zabrała
przeciętnie ok. 50% cen akcji. Obecnie w Polsce OFE mogą inwestować za granicą
nie więcej jak 5% środków - "Corner" murowany!!! Pan Cezary Mech, szef UNFE,
zgodnie z wyznawaną przez swoją partię, ZCHN, ideologią żąda od OFE, by
patriotycznie inwestowały jednie w kraju, nie rozumiejąc, że za
taki "patriotyzm" możemy wszyscy słono zapłacić......