Gość: miedz
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
04.11.05, 23:39
Zastanawiałam się ostatnio, jak szybko mogłabym otrzymać środki zainwestowane
w fundusze w Scandii w ramach składki dodatkowej i przy tej okazji
dowiedziałam się, że zostaną one wpłacone na wskazane przeze mnie konto
wyłącznie na podstawie wysłanego i podpisanego przeze mnie pisma (oryginał,
pocztą). Wydaje mi się, że to trochę małe zabezpieczenie. Pani z infolinii
argumentuje, że przecież numer polisy znam tylko ja (i tu się myli, ponieważ
numer polisy widnieje w jakimś takim piśmie (a nie w zapieczętowanej
kopercie), jakie otrzymałam od nich, kto wie (bo nie pamiętam) czy nie za
pośrednictwem doradcy ubezpieczeniowego, który dla nich działa), no i jeszcze
są te moje dane osobowe (które ten pan też miał okazję poznać, kiedy pomagał
mi wypełniać wnioski, pozwoliam mu na to, nie przypuszczając, iż dane osoboowe
stanowią jeden ze środków zabezpieczenia środków finansowych dla kogokolwiek.
Teoretycznie, według mojego rozeznania ,gdyby doradca ten był nieuczciwy i
umiał sfałszować podpis to mógłby wystosować takie pismo do Skandii jako ja.
Co o tym sądzicie? Chciałabym przenieść tam dalszą część moich oszczędności,
bo jest to dla mnie wygodny sposób, ale ta rewelacja o pisemku, na podstawie
którego dokonuje się przelewu na wskazane konto, trochę mnie zmroziła. W banku
na przykład trzeba przyjść osobiście, okazać jakiś dowód ze zdjęciem,
przyjęcie zlecenia potwierdza jakiś pracownik banku, który zwykle na pieczęci
stawia jakąś tam parafkę, taka rozbudowana procedurka, w porównaniu z
wysłaniem pisemka, które pani nazwała: "oryginałem dokumentu", przez chwilę
nie wiedziałam o czy mówi.
Jak sądzicie, przy tym ryzyku, że na 50% ten pośrednik może znać numer mojej
polisy, a moje dane osobowe to miał sobie 100 okazji żeby skopiować (o ile
działałby w złej wierze, ale o tym zawsze dowiadujemy się po fakcie), zostać w
tej Skandii, czy się z niej zabierać?
Pozdrawiam,