Dodaj do ulubionych

Się boję

09.09.09, 20:13
Ponad trzy lata razem, ponad dwa lata kłótni. Głównie o pierdoły. Trochę jak z
tego wątku "Jak załatwić mężczyznę" nieco poniżej, z tym, że dodatkowo nie
wystarczy że źle odstawiłem kubeczek, bo to nie jest zwykłe odstawienie
kubeczka, a oznaka tego, jak jej nie szanuję, bo przecież ona sprzątała, a ja
nie odstawiłem kubeczka.

Próbowałem terapii małżeńskiej, póki była mowa o moich błędach, było super,
jak się zaczęła mowa o jej błędach, to się okazało że psycholog to amatorka a
w ogóle nie mamy pieniędzy.

Generalnie zawsze zaczyna się tak, ze ona rozpocznie kłótnię, potem kłótnia
cała się toczy, a potem jest niewybaczalne, bo "co prawda ona może
trochę przesadziła, ale mojej reakcji nic nie usprawiedliwia".

Reakcje były ostre, z obu stron dochodziło do rękoczynów. Od paru miesięcy od
kiedy chodzę sam do psychologa (ona o tym nie wie) i pracuję nad swoimi
emocjami z mojej strony do tego nie dochodzi. Ale wiecznych wrzasków i
pretensji nikt by nie wytrzymał.

Zdecydowałem wczoraj: albo wracamy do psychologa, albo koniec...

Tylko właśnie: co dalej?...

Slubów nie mamy, ale mamy wspólne mienie i kredyty (w wiekszości na mnie
osobiście). Ja studiuję podyplomowo, ona robi kurs w koledżu (mieszkamy za
granicą), ona sobie radę sama da, ja - z kredytami - nie. Mógłbym
sprzedać samochód, ale wątpię, czy by starczyło na spłatę kredytów,
zresztą wtedy nie mógłbym pracować, bo jest mi niezbędny - taki mam zawód.

Zresztą zostawić ją samą - też jakoś nie fair... To ja ją namówiłem na
emigrację, rzuciła pracę kiepsko płatną, ale dającą jej satysfakcję
przyjechała bez języka... Dziś sobie radę daje, ale satysfakcji zawodowej nie
ma...

Jakby się dało jej dać jakąś pigułkę na to, żeby każdej pierdoły nie odbierała
jako ad persona, jako coś przeciwko niej, brak szacunku czy brak miłości, a
zeby rozumiała, że to, ze nie kupiłem kawy, bo zapomniałem, znaczy tylko tyle,
że nie kupiłem kawy bo zapomniałem, a nie że lekceważę jej potrzeby....

No ale nieważne, nie zdecydujecie za mnie i tak. Tylko po prostu muszę podjąć
decyzję, więc bardziej doświadczeni powiedzcie mi jak to będzie wyglądać:
- Wyprowadzam się, zadłużam, znajduję mieszkanie, rzucam studia albo
biorę kredyt studencki i klepię biedę, zapierdzielając...
- Co ze znajomymi? Idzie to jakoś ułożyć?
- Relacje z jej rodziną? Mamy wspólne interesy... Znają problem, są po mojej
stronie, ale jak ją zostawię, to może zmienią zdanie?

Powiedzcie mi, żebym miał obraz tego, na co się decyduję... Bo kocham ją, ale
się nie da być razem. A nie chcę się męczyć tylko dlatego, że
boję się nieznanego...
Obserwuj wątek
    • nangaparbat3 czekaj czekaj 09.09.09, 22:09
      Moze jednak cos sie da?
      Może ona wcale nie jest pewna, że ją kochasz?
      Moze tamta psycholog to rzeczywiscie amatorka - bo u dobrego psychologa raczej
      nie rozmawia sie o "błedach" - nie na tym to polega.
      Moze za rzadko ją przytulasz? (to jest pytanie bardzo serio)
      Moze wystarczy, jeśli nauczysz sie na jej prowokacje reagowac asertywnie
      (stanowczo, ale przede wszystkim - łagodnie) i nie brac ich do siebie.
      Moze ona ma depresję (moze objawiac sie drazliwoscia i atakami gniewu, dosc
      irracjonalnymi, jak wydaje sie, ma to miejsce).
      Może za mało udzielasz sie w gospodarstwie.
      Moze najwiekszym problemem jest praca, która nie daje jej satysfakcji - może
      moglaby poszukac innej, a nawet zmienic zawód.
      Jest sto "może" - ale przede wszystkim, skoro ja kochasz (i zakładam - ona
      Ciebie) warto powalczyc.
      Miłosci podobno jest tak malo we Wszechswiecie, że nalezy bardzo dbac o tę,
      która jest. I ratowac, kiedy trzeba.
      • sbelatka Re: czekaj czekaj 10.09.09, 17:12
        noooo, bardzo być może - że któres "może" jest tym "rzucającym" cień
        na związek..

        ale równie prawdopodobne jest, że MOZE ta konkretna kobieta czy
        dziewczyna musi sama sobą sie zając i dopóki tego nie zrobi - nikt
        jej nie będzie w stanie uszczęsliwic..
        bo wszak wiadomo nie od dzis, ze zródła szczęscia szukac należy w
        sobie.. Jak go tam nie ma - to oprócz chwilowoych radości smutno w
        życiu tego kogoś jest.. I bliskich jemu ludzi też.

        howgh
    • turzyca nanga poddaje calkiem niezly trop 12.09.09, 16:13
      Ja bym go pociagnela dalej.

      Z jednej strony - co robisz, gdy slyszysz, ze zle odstawiles kubeczek i to
      dlatego ze jej nie kochasz? Co jej odpowiadasz, jak sie zachowujesz? Jak to sie
      dzieje, ze dochodzicie do ostrej klotni?

      Z drugiej - a jak Twoja kobieta radzi sobie z emigracja? Czy oswoila juz sobie
      nowe miejsce? Czy ma krag znajomych, krag przyjaciol? I czy ma co najmniej jedna
      bardzo bliska osobe poza Toba (taka, ze jak cos sie dzieje, to moze poplakac tej
      osobie na ramieniu, wygadac sie i dopiero przyjsc z tym do Ciebie. Albo i nie
      przychodzic, bo sobie juz stres rozladowala). Bo przychodzenie do jednej osoby z
      kazda potrzeba jest juz stresogenne. Czy ma prace? Czy ta praca sprawia jej
      satysfakcje? Jak sie czuje w koledzu? Jaki jest jej poziom kompetencji
      jezykowych? Czy ma jakies hobby? Czy wychodzi do ludzi sama, bez Ciebie? Czy dla
      Twojej partnerki rodzina (jej rodzina) jest wazna?
      Nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak obciazajaca sytuacja jest emigracja, a ona
      jest zrodlem stresu na wiele sposobow.

      A tak w ogole - czy klotnie zaczely sie juz na obczyznie czy jeszcze w Polsce?


      Znajoma psychoterapeutka powtarza przewrotna maksyme, ze do stworzenia
      szczesliwego malzenstwa potrzebna jest tylko jedna osoba. (Rzecz jasna nie
      dotyczy to patologii, mowimy o wzglednie normalnych ludziach.) Bo rzeczywiscie w
      pierwszym odruchu chcac poprawic nasz zwiazek wymieniamy, co tamta strona
      moglaby zrobic lepiej, jak tamta strona powinna sie zmienic. A zazwyczaj
      wystarczaja zmiany w nas, zeby calosc stala sie duzo bardziej harmonijna. I ja
      bym szla tym tropem - z jednej strony szukala metod mojego dzialania, zeby
      sharmonizowac zwiazek, z drugiej poszukala przyczyn dla ktorych Twoja partnerka
      jest nieszczesliwa. Bo jest nieszczesliwa i to w Twoim opisie wyraznie widac,
      tylko nie umie tego nazwac i nie umie sobie z tym poradzic, stad tematy
      zastepcze typu kubek czy kawa. Jak widac wyzej, ja podejrzewam, ze jest to w
      jakis sposob zwiazane z emigracja i z utrata jakiejs waznej strefy zyciowej.
      Mysle, ze macie calkiem spore szanse na dlugi i harmonijny zwiazek, trzeba tylko
      przezwyciezyc pare przeszkod. Bedzie to wymagalo sporej porcji pracy, najpierw z
      Twojej strony, potem takze z jej. Ale czy nie jestescie warci tej ceny? smile
      • teuta1 Re: nanga poddaje calkiem niezly trop 12.09.09, 19:57
        Też mialam podobnie w swoim malżeństwie, też miewam tak w swoim
        nowym związku. Od czasu do czasu każda z nas tak ma. Dziewczyny mają
        rację - ona chce za wszelką cenę pokazać, że się czuje
        nieszczęśliwa. I nie ma tu nic do rzeczy, czy są powody konkretne
        (czytaj:obiektywne). Każde z nas ma swoją percepcję związku - Tobie
        może sie wydawać, że wypruwasz z siebie flaki, a tu dalej nic,
        frustrujące, prawda? Objawy łagodzi poważne potraktowanie: nie
        bagatelizowanie i wchodzenie w spór. Jeśli kłótnia idzie za daleko,
        należy powiedzieć, że traktuje się problem poważnie, a wróci się do
        niego za kilka godzin, albo dni, gdy nastroje będą lepsze. I
        doceniaj, chwal, tul. Weź kartkę i potraktuj poważnie - spisz
        wszystkie jej potrzeby i żale - od tych, które uznasz za najgłupsze.
        A potem poważnie pytaj o dalsze. Pod brudnymi szklankami, brakiem
        czasu dla niej kryje sie lęk o bycie niezauważoną, potrzeba
        docenienia. Gdzieś na samym dnie mojego małżeństwa była rywalizacja
        o doświadczenia intelektualne, wiedzę, sprawności. Miałam żal, że z
        powodu nadmiernego poczucia obowiązku po pracy wracam do domu,
        świetnie wychowuję dzieci, sprzątam, mam przyjaciół, ale to on się
        realizuje zawodowo, już wiesz o co mi chodzi, prawda? I to też da
        się "wyleczyć. Wytrwałością i cierpliwością. Życzę szczęścia!
    • kami_hope Re: Się boję 14.09.09, 00:08

      forum.gazeta.pl/forum/w,15267,97458267,97458267,Ci_zli_mezczyzni_ktorzy_nie_chca_miec_dzieci.html

      Czy to ten sam (co ma kota)?

    • narozstajudrog Re: Się boję 14.09.09, 00:52
      Hej! Jestem nowa na tym forum... strasznie się cieszę, że
      powstało... wreszcie można się wygadać, usłyszec jakas porade.
      Chociaz nie potrafie ci pomóc, to pisze, bo mam podobny problem...
      Wszystko w moim zyciu jest takie samo jak u Ciebie, z tą różnica, ze
      jestesmy po slubie i mamy malenka coreczke... Mam te same dylematy i
      problemy... Kazda pierdola wywoluje awanture... tez robie studia
      podyplomowe, mam kredyty (tez w wiekszosci na mnie!) a w dodatku w
      czerwcu stracilam prace crying Tez go kocham, ale zyc z nim nie
      potrafie, no ale bez niego nie bardzo jestem w stanie sobie
      poradzic...nie wiem co robic... Moze znajdzie sie na tym forum ktos,
      kto nam w jakis sposob pomoze podjac te trudna decyzje...Pozdrawiam
      i trzymaj sie.
      • kami_hope Re: Się boję 14.09.09, 01:04
        Potrzebujesz porady aby podjąć "tą trudną decyzję"?

        Paradoksalnie okazuje się, że dla wielu ludzi w związkach "ta"
        decyzja jest o wiele łatwiejsza niż decyzja o podjęciu pracy nad
        związkiem (ta wymaga wysiłku i zaangażowania - dla niektórych to
        jest właśnie trudne).

        Sprecyzuj proszę, na czym polega ta Twoja - "trudność".

    • wiosenka.pl Re: Się boję 14.09.09, 09:32
      > Jakby się dało jej dać jakąś pigułkę na to, żeby każdej pierdoły
      >nie odbierała jako ad persona, jako coś przeciwko niej, brak
      >szacunku czy brak miłości, a zeby rozumiała, że to, ze nie kupiłem
      >kawy, bo zapomniałem, znaczy tylko tyle,
      > że nie kupiłem kawy bo zapomniałem, a nie że lekceważę jej
      >potrzeby....

      Dokąd ona sama nie dostrzeże problemu, szkoda złudzeń na udany
      związek. Spróbujcie terapii, może kolejny terapeuta bardziej jej
      przypasuje? A może lektura będzie pomocna?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka