Dodaj do ulubionych

Moja historia.......

11.09.09, 12:57
Ponad 3 lata temu odwiedzałam forum ślub i wesele przygotowując się do
"najważniejszego" dnia w życiu, 1,5 roku temu forum e-dziecko..przygotowując
się do zajścia w ciążę....a teraz to forum..będąc na miesiąc przed rozwodem...
A teraz historia mojego związku.
Nie układało sie między nami od 1,5 roku..ciągłe kłótnie..choć mieszkaliśmy
razem..prowadzilismy osobne zycia, nie spedzalismy razem czasu..nie czulam
zainteresowania zadnego ze strony meza...w ogole nie byl zazsrosny o mnie, nie
zabiegal o mnie, nie interesowaly go moje sprawy... Rok temu powiedzialam mu
ze jesli cos sie nie zmieni, jesli nie zainteresuje sie mna bardziej, to
chcialabym by byl swiadom ze moze kiedys znajdzie sie ktos kto bardziej sie
mna zainteresuje.
I tak sie stalo w ostatnich miesiacach..nie planowalam tego...nie szukalam
nikogo..to On mnie odnalazł...zauroczył..zakochałam sie w Nim...czułam się jak
królowała..potrzebowałam bezpieczeństwa..czułości..On dawał mi wszystko czego
kobieta pragnie. Spotkałam się z Nim, wyjechałam do Niego, spedzilismy cudowny
czas udokumentowany zdjęciami..Po powrocie mąż odzyskal wszystko z karty w
aparacie..zarzadal rozwodu....nie chcial w ogole ze mna rozmawiac...w
ogóle..mimo ze ja probowalam..chcialam tylko porozmawiac o tym..bo rozwód
chyba jest dla nas najlepszym rozwiazaniem..skoro ja nie czulam sie
szczesliwa..a moja "zdrada" tylko przyspieszyla ta decyzje... W ciagu
ostatnich 2 lat dwa razy zastanawialam sie nad rozwodem...potem zrezygnowalam
z checi posiadania dziecka bo z racji tego ze bylo miedzy nami bardzo zle..no
cóz nie chcialam tego..
Potem poznałam Jego i wszystko potoczylo sie lawinowo..
Za miesiąc rozprawa..wiem że On czuje sie cholernie zraniony, cala wine mnie
przypisuje, widzi tylko moja zdrade... Nie potrafi przeanalizowac naszego
zwiazku, nawet sam przyznal ze nie interesowal sie mna, bo byl zajety swoimi
sprawami, pogonia za dobrami materialnymi, na czym mnie w ogole nie zalezalo,
ja chcialam byc tylko kochana, otaczana milością.
Teraz jestem z moim nowym mezczyzna szczesliwa..choć to trudny związek..bardzo
trudny..starszy odemnie..obcokrajoweic,..inna kultura...wiara....
Obserwuj wątek
    • adaria38 Re: Moja historia....... 11.09.09, 13:11
      Jeszcze się musisz życia nauczyć. Rozwiedź się, pobądź z nowym ideałem i nie
      płacz znowu za 3 lata, że nie jest już tak romantycznie jak było kiedyś w roli
      kochanki.
    • rybak Re: Moja historia....... 11.09.09, 13:27
      Teraz jestem z moim nowym mezczyzna szczesliwa..choć to trudny związek..bardzo
      trudny..starszy odemnie..obcokrajoweic,..inna kultura...wiara....

      Nie wierzę. W ani jedno słowo. Sypnęłaś(-eś?) się na koniec. Znaczy - za dużo
      grzybków w tym barszczykusmile chyba...
      Ale jeśli się mylę - to przepraszam i miłości życzę. A przede wszystkim -
      szczęścia dla twojego dziecka. Będzie mu to cholernie potrzebne teraz. Z tak
      mądrą mamusią.

    • delfinka80 Re: Moja historia....... 11.09.09, 13:34
      Hmm..chciałam być szczera jedynie. Dziecka nie mam.
      • adaria38 Re: Moja historia....... 11.09.09, 13:39
        Ale po co tu Twoja szczerość? Harlekiny to nie tu. Masz problem z poczuciem winy
        - idź do psychologa. Masz problem, że mąż się obraził za zdradę - też by mi miło
        nie było, a mężczyźni dużo rzadziej wybaczają kobiecie zdradę niż odwrotnie.
        Masz świetny nowy związek - ciesz się, bo gdy stanie się związkiem codziennym,
        to możesz dostać tak po pupie, że ten wcześniejszy mąż będzie się jawił jako
        oaza spokoju. Ale już pozamiatane. To zaklep ten rozwód w sądzie i ucz się życia.
    • sonia_30 Re: Moja historia....... 11.09.09, 13:39
      A ile czasu jesteś z "nowym mężczyzną"?
    • delfinka80 Re: Moja historia....... 11.09.09, 13:43
      3 miesiące..to świeża sprawa.. Doskonale zdjaę sobie sprawę, że mogłam trafiz z
      deszczu pod rynnę. Nie sądziłam że zostanę na tym forum skrytykowana. Chciałam
      się tylko wyżalić, to wszystko.
      • a.niech.to Re: Moja historia....... 11.09.09, 13:46
        To Forum trzeźwo myślących ludzi, przeważnie.wink
        • nangaparbat3 Re: Moja historia....... 11.09.09, 19:07
          a.niech.to napisała:

          > To Forum trzeźwo myślących ludzi, przeważnie.wink


          Moja kochana!
          No dobrze, przeważnie smile
      • adaria38 Re: Moja historia....... 11.09.09, 13:50
        Ale na co się żalisz? Że mąż nie chce zostać Twoim przyjacielem, po tym jak
        spędziłaś upojne wakacje z innym dokumentując to dla potomności na zdjęciach?
        Czy na to, że nowy dla którego zrywasz małżeństwo jest sporo starszym
        obcokrajowcem innego wyznania a tak właściwie to go jeszcze nie znasz?
        Nie da rady mieć ciastka i zjeść ciastka.
        W małżeństwie Ci było źle, chciałaś się rozwieść, więc mąż wybawia Cię z
        problemu obecnym żądaniem rozwodu. Nie macie wspólnych dzieci, więc każde idzie
        w swoją stronę i żyjecie długo i szczęśliwie. Nawet się kontaktować już nie
        musicie. Każde spełnia się z kimś właściwszym. Przeciez tego właśnie chciałaś.

      • sonia_30 Re: Moja historia....... 11.09.09, 13:53
        Ymmm no to się rzeczywiście "lawinowo potoczyło"...
    • a.niech.to Re: Moja historia....... 11.09.09, 13:44
      delfinka80 napisała:

      > Teraz jestem z moim nowym mezczyzna szczesliwa..choć to trudny
      związek..bardzo
      > trudny..starszy odemnie..obcokrajoweic,..inna kultura...wiara....
      Niech szczęście Cię nie opuszcza.wink
    • plujeczka Re: Moja historia....... 11.09.09, 14:24
      wiele razy na tym forum pisalismy o tym ,ze najuczciwiej jest
      najpierw zakonczyc jeden zwiazek po to aby znależc sie w drugim
      związku.Postaw sie na miejscu twojego męza a ty chciałabyś aby mąz
      wybrał się na urlop z przyjaciółka a pozniej chciałabyś znależc
      zdjecia z jego cudownych wakacji?......a po drugie uważaj zwiazek z
      człowiekiem starszym , obcokrajowcem z innej kultury tez niesie
      ryzyko , inaczej kiedy się jest w romantycznym miejscu z kochankiem
      bez zobowiazan a inaczej jest kiedy przychodzi szarośc zycia
      codziennego.Do slubu sie nie rwij, najpierw pomieszkaj parę lat,
      zobacz jak się zachowuje w stosunku do ciebie a wówczas podejmiesz
      decyzję ......marzenia bywaja złudne i nijak maja się do
      rzeczywistosci.
    • serendepity Re: Moja historia....... 11.09.09, 15:04
      Nawet zdradzac trzeba umiec, a dokumentowanie swojego czasu spedzonego z
      kochankiem jest raczej glupota.
    • triss_merigold6 Re: Moja historia....... 11.09.09, 15:10
      Dokumentowanie miłego czasu z kochankiem to głupota dużego kalibru.
      Chyba nie jesteś zdziwiona reakcją męża? Bądź dorosła i weź na klatę
      rozwód z orzeczeniem Twojej winy. Z nowym jesteś 3 miesiące? Toż to
      flirt dopiero a nie poważniejsza znajomość, nie angażuj się aż tak.
    • jusytka Re: Moja historia....... 11.09.09, 15:51
      Ujmująca jest twoja historia ...
      Nie przyszło ci do głowy, że skoro mąż się tobą przestał interesować, musi być
      jakaś przyczyna, o której warto by było z nim porozmawiać?
    • frajdka Re: Moja historia....... 11.09.09, 15:58
      Tak się zastanawiam czytając Wasze wypowiedzi...

      Naturalnie, że czas wszystko weryfikuje. Motylki mogą się wypalić,
      nowy facet może się okazać taki, śmaki czy owaki. Moze nawet okazać
      się ideałem, który po prostu z czasem nam przestanie odpowiadać.
      Ale czy to znaczy, że mamy przeżyć życie z kimś, z kim nam się nie
      układa, nie zaspokoja Ważnych dla nas potrzeb, nie dzielimy z nim
      życia tylko mieszkamy obok? Z założenia przyjmując, że to nowe
      przecież też może nie wypalić?

      Oczywiście, najlepsze case'y to takie kiedy zamykamy jeden związek,
      dajemy sobie czas na ochłonięcie i dopiero potem wchodzimy w drugi.

      Ale to trudne. O wiele łatwiej, bardziej komfortowo jest podjąć taką
      decyzję mając dodatkowy motywator w postaci kogoś nowego.
      Teoria jedno, życie drugie. Ja nie oceniam. Sama zmagam się z
      podjęciem decyzji, których konsekwencje póki co mnie przerastają.
      A wiem, że gdyby taki jeden typ obok mnie tylko kiwnął palcem to
      znalazłabym w sobie siłę do zmian.
      • tricolour Tu wlasnie tkwi niebezpieczenstwo... 11.09.09, 16:23
        ... "gdyby taki jeden typ obok mnie tylko kiwnął palcem to
        znalazłabym w sobie siłę do zmian".

        Wychodzi, ze sama w sobie nie masz sily, by kierowac wlasnym zyciem.
        Ale czy tylko w sytuacji okolorozwodowej, czy w malzenstwie takze?
      • adaria38 Re: Moja historia....... 11.09.09, 16:30
        Jeśli "siła do zmian" ma wynikać z tego, że jakas inna osoba sobie na nas kiwnie
        palcem lub nie kiwnie, to musimy się poważnie nad sobą zastanowić, bo z tego
        wniosek, że "nas" jako odrębnej jednostki nie ma, jest tylko cień i niewolnica
        jednego czy drugiego "kiwacza". Póki sami nie zapanujemy nad swoim życiem i nie
        nauczymy się odpowiedzialnie podejmowac co do niego decyzji godząc się z zyskami
        i stratami, póty nie zapanuje w tym życiu ład. Tylko tak będziemy jak
        chorągiewka na wietrze. A każde "odkiwnięcie się" kogoś innego będzie naszą
        tragedią życiową, bo bez niego "nas" nie ma.
      • nangaparbat3 no miód 11.09.09, 19:12
        frajdka napisała:
        Moze nawet okazać
        > się ideałem, który po prostu z czasem nam przestanie odpowiadać.
        > Ale czy to znaczy, że mamy przeżyć życie z kimś, z kim nam się nie
        > układa, nie zaspokoja Ważnych dla nas potrzeb, nie dzielimy z nim
        > życia tylko mieszkamy obok?
        > Oczywiście, najlepsze case'y to takie kiedy zamykamy jeden związek,
        > dajemy sobie czas na ochłonięcie i dopiero potem wchodzimy w drugi.
        >
        > Ale to trudne. O wiele łatwiej, bardziej komfortowo jest podjąć taką
        > decyzję mając dodatkowy motywator w postaci kogoś nowego.

        Zwłaszcza ten "motywator" zapewniajacy komfort decyzji mnie urzekł.
    • panda_zielona Re: Moja historia....... 11.09.09, 19:30
      delfinka80 napisałasuspicious
      > Teraz jestem z moim nowym mezczyzna szczesliwa..choć to trudny
      związek..bardzo
      > trudny..starszy odemnie..obcokrajoweic,..inna kultura...wiara....

      Mam nadzieję,że nie jest Arabem
      • emma_ja Re: Moja historia....... 12.09.09, 00:24
        esli to muzulmanin, ktory cie ujał komplementami i zainteresowaniem , ktorego
        ci bylo brak
        to radze szybko otrzezwiec i blagac meza o wybaczenie za wszelka cene..

        zanim bedzie za pozno

        moim zdaniem brak rozmow i zainteresowania meza zapracowanego to nic w
        porownaniu z tym co cie czeka...
        • jarkoni Re: Moja historia....... 12.09.09, 08:10
          Panda napisała to co ja chciałem napisać.
          Ja też mam nadzieję, że ON nie jest Arabem.
          Pewnie są jakieś fora o związkach z Arabami i z dziećmi z nimi...
    • delfinka80 Re: Moja historia....... 13.09.09, 08:42
      Jest Arabem... Żonaty z Polką przez ponad 20 lat, dwójka dzieci, obecnie po
      rozwodzie, od prawie 30 lat w Europie...
      Kochani wiem, że teraz się zacznie ostrzeganie...wiem, bardzo dużo się
      naczytałam na ten temat...
      Bardzo dużo rozmawiamy między sobą o różnicach kulturowych, On pozwala mi
      spojrzeć na te tematy w inny sposób. Nigdy od żadnego mężczyzny nie dostałam
      tyle czułości, opieki, troski, a tego mi najbardziej brakowało, i imponuje mi
      Jego siła, męskość, trochę władczość, ale mnie akurat to odpowiada. Więc proszę
      o wypowiedzi osób, które faktycznie przeżyły związek z Arabem, a nie znają coś
      ze słyszenia.
      • lima Re: Moja historia....... 13.09.09, 09:39
        To ja proponuję żebyś odnalazła jego żonę(byłą). Będziesz mieć "wiadomości z
        pierwszej ręki"....
        Bosz... widzę, że różowe klepki na oczy już założone ściśle. Nic tu po nas.
      • vadera12345 Re: Moja historia....... 13.09.09, 09:42
        Nie byłam związana z Arabem, ale prowadziłam przed polskim sądem kilka spraw
        rozwodowych kobiet, które miały nieszczęście związać się z Arabem.
        Historie ich życia były łudząco podobne.
        Czuły, opiekuńczy fantastyczny facet o egzotycznej urodzie, drobnymi kroczkami
        tak manipuluje kobietą, że rezugnuje ona ze swojej odrębności, zgadzając się na
        to, na co w związku z europejczykiem niegdy by nie pozwoliła.

        Przykład: zakochana kobieta po 2 latach przechodzi na islam, wyjeżdża do kraju
        męża, po czym ( ponieważ nie zastrzegła tego w kontrakcie przedślubnym )
        dowiaduje się, że jej ukochany właśnie ożenił się z druga kobietą. Rozwodząc się
        moje klientka traciłaby dzieci, mogła tylko wybrać tkwienie w trójkącie z drugą
        żoną męża.

        Twój problem polega na tym, że zauroczenie bierzesz za uczucie, a nie
        dostrzegasz tych cech jego charakteru, które widać gołym okiem - władczości. Jak
        myślisz, co Arab by z Tobą zrobił jakbyś wywinęła jemu taki numer jak temu złemu
        polskiemu mężowi ? Jak myślisz co on naprawdę sądzi o kobiecie której jego wiara
        nakazuje wymierzyć karę ukamieniowania za cudzołóstwo ?

        Jego spojrzenie na różnice kulturowe to początek manipulacje, której końcem
        będzie zatracenie przez Ciebie własnego ja. Wierz mi, że kobiety wychodzące ze
        związków z muzułmanami były tak sponiewierane i poranione, że dla nich związek z
        europejskim "misiem" wydawał się rajem na ziemi.
        Miałam klientkę podobna do Ciebie, poznała Araba, rzuciła wszystko dla niego,
        płakała później w rozmowie ze mną "krwawymi" łzami, jaka ja byłam głupia!!!

        Wiem co odpiszesz, że jestem uprzedzona, że on jest inny etc.
        Ale cóż każdy uczy się na własnych błędach, nikt nie chce uczyć się na błędach
        innych.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka