'ja nie wiem czy twój mózg się skurczył czy co'
'gruba głupa baba'
'wredna wiedźma'
i mój 'namber łan':
'biurwa o zerowej inteligencji'
To cytaty z sms'ów od mojego ex małżona z okresu ostatniego miesiąca.
Dodam, że jesteśmy półtoraroku po rozwodzie, nie mieszkamy z sobą
prawie dwa lata.
Dodam dla jasności poglądu na sprawę, że winna rozwodu jestem ja -
tzn. nie byłam w stanie tolerować: zdrad, ubezwłasnowolnienia,
agresji - jak widać wina ewidentna, nie wypieram się
Żyję sobie obecnie szczęśliwie, jego humorami, agresją i poczuciem
wyższości nie muszę się już przejmować - i się nie przejmuję - ale
im bardziej zlewam ( a zlewam ) tym mniej subtelne są jego relacje.
Z czasem powinno się przecież robić coraz spokojniej, bez emocji.
Tymczasem jest odwrotnie.
Na początku dawałam się jeszcze wkręcić w jakąś niepotrzebną
dyskusję, teraz już każde bez wyjątku jego słowo 'wisi i powiewa' -
ale to działa jak płachta na byka...
Jak groźby słowne nie działają, wytacza większą broń - pozew jeden,
pozew drugi, pisemka, pisemka, pisemka...
Nie piszę po to by się poskarżyć, powiedzieć, że ciśnienie mi się
dźwiga coraz bardziej - absolutnie nie.
Chciałabym zapytać z czystej ciekawości: dlaczego?
Może ktoś potrafi mi wytłumaczyć mechanizm tego działania - bo ja
nie kumam...
Co powoduje, że człowiek w sumie inteligentny potrafi zjechać do
poziomu pyskówki z bazarku - "w dupie to mam, gupia baba, bo nie i
już, bo tak i już" - foch i trzask drzwiami - do kompa - wywalić
pismo pełne jadu i nienawiści, przy okazji błędów i śmiesznostek -
wysłać, pozbierać potwierdzenie odbioru i wymachiwać potem w różnych
miejscach...
Dlaczego ważniejsze jest ulżenie sobie w ten sposób niż tzw.
potrzeby dziecka?
A dziecię patrzy...
I pyta czemu...
Kiedyś mówiłam: nerwy, praca, wiesz wszyscy tak mamy czasami...
Teraz nic nie mówię, odpowiadam, że nie wiem, zapytaj taty -
zmieniam temat - bo potem i tak słyszałam, że manipuluję dzieckiem,
mimo, że w sumie to jego pieniactwa broniłam, więc załam sobie
spokój.
Z każdą nową 'narzeczoną' mam nadzieję na to, że w końcu jakieś inne
uczucie wygasi to coś, co nie daje mu
funkcjonować 'zdroworozsądkowo' - ale nic z tego do tej pory nie
zadziałało ani razu.