Dodaj do ulubionych

Kiedy z dzieci jest wyręka?

25.10.09, 11:50
Kiedy "wypada" obciążyć dzieci obowiązkami domowymi, typu chociażby ugotowanie
obiadu. Znajoma będąc w nieciekawej finansowo sytuacji sama po rozwodzie z 3
dzieci nastoletnich, najstarszy syn 18lat, biegnie po pracy do domu gotować
obiad "bo dzieci potrzebują" i dzwonią za nią kiedy będzie w domu bo są głodne.
Czy dla 17latka to taki problem przygotować obiad? Czy w tym wieku już nie
powinien przejąc części domowych obowiązków, gdy wiadomo, że matka tyra na
konieczne pieniążki? Czy może dlatego, że syn nie jest kobietą i wzorem
ojca, w kuchni nic robił nie będzie? Czy może, to rodzice powinni te obiady
zapewniać zawsze, póki wyrośnięte dziecię z domu nie wyjdzie w świat, i nie
wymagać od dzieci pracy w domu?
Jak to wygląda u was, którzy dzieci macie?
Obserwuj wątek
    • jarkoni Re: Kiedy z dzieci jest wyręka? 25.10.09, 12:15
      Odpowiem historią ze swojego dzieciństwa: miałem lat 8-9, bijatyka na osiedlu
      między wrogimi blokami na proce i kamienie(tacy herosi byliśmy kiedyś), i nagle
      rozejm, bo mój kumpel idzie pomóc siostrze przygotować obiad.. Paru innych też
      musiało iść. To były czasu chleba ze smalcem, albo ze śmietaną i cukrem-to się
      dostawało od rodziców/dziadków walcząc na podwórku.
      I widziałem 8-latkę, siostrę kolegi, obierającą i gotującą ziemniaki, żaden
      wstyd, i pomagaliśmy z kurczakiem do obiadu..
      Coś się zmieniło?
      • teuta1 Re: Kiedy z dzieci jest wyręka? 25.10.09, 12:25
        Mój 10-latek właśnie przygotowuje barszcz ukraiński obierając
        ziemniaki łopatką do krojenia serawink. I umie wstawić i powiesić
        pranie, ale robi to niechętnie. Zlecanie prac domowych to taki mój
        drobny wkład w przyszły związek mojego syna.
    • tricolour Co to jest wyręka? 25.10.09, 12:49
      Czy dzieci mają cos ZAMIAST rodziców?

      • jarkoni Re: Co to jest wyręka? 25.10.09, 14:16
        tricolour napisał:

        > Czy dzieci mają cos ZAMIAST rodziców?

        Tri, nie wiem jak jest dzisiaj.
        Za moich lat młodocianych pomagało się rodzicom, wpisane to było w
        dzieciństwo-pomoc rodzicom, rodzeństwu, dziadkom.
        Ja tak byłem wychowany, jeśli się dziwisz.. coż..
        • tricolour Owszem - dziwię się. 25.10.09, 21:34
          Dzieci nie wyręczają rodziców, bo to by oznaczało, że robią coś, co mają zrobić rodzice.

          dDzieci mają swoje obowiązki, których ilośc rośnie wraz wiekiem. Najpierw sprzątają swoje zabawki, a z czasem pomagają przy kolejnych pracach i przejmują obowiązki na siebie.

          To nie jest dla mnie wyręka tylko psi obowiązek współdomownika.
          • scriptus Re: Owszem - dziwię się. 27.10.09, 13:14
            Generalnie masz rację, każdy w domu powinien miec swoje obowiązki, nawet pies smile)))
            Psi obowiązek w moim mniemaniu, to szczekać na teściową, warczeć na złodzieja,
            merdać ogonem, jak przyjdę do domu i wyprowadzać mnie na spacer smile

            Mój syn często robi różne rzeczy ze mną i w ten sposób sie uczy. Robimy razem
            wszystko, od napraw domowych po gotowanie posiłków. Tylko prasować nie chce, ale
            do wszystkiego powoli dojdziemy. Nie uważam tego za "wyrękę", bo prawdopodobnie
            sam bym to zrobił szybciej, ale za formę wspólnego spędzenia czasu, w ten sposób
            go też przygotowuję do życia, uczę domowych czynności. A takie wspólne męskie
            gospodarowanie ma w sobie mnóstwo fanu, wzmacnia naszą więź emocjonalną,
            wzajemne porozumienie.
    • mola1971 Re: Kiedy z dzieci jest wyręka? 25.10.09, 13:32
      Moje dzieci (syn 17 lat, córy 15 i 12) wszystko związane z tzw. samoobsługą robią same. Na lodówce wisi grafik kiedy które sprząta, odkurza etc. Sami również robią sobie jedzenie. Syn jest wegetarianinem, lubi też gotować więc najczęściej to on robi obiad dla siebie i sióstr. A one mają wybór czy jedzą jego kotlety sojowe czy same coś sobie przyrządzają. Ja gotuję tylko w weekendy i to też nie zawsze. A, ciasta też sami robią. Najmłodsza lubi piec.
      Mi z prac domowych pozostają tylko gruntowne porządki raz na jakiś czas i pranie (to akurat robi pralka). Prasuję tylko swoje rzeczy, dzieci swoje prasują lub nie.
      • marta-9090 Re: Kiedy z dzieci jest wyręka? 25.10.09, 13:50
        mola, no nie uwierzę, że 12, i 15 latki zrobia cały obiad, ziemniaki (czy jakis ryz lub kasza)jakiś kotlet i surówka ???
        Zgłupiałam - czy ja nie za duzo wyreczam swoje dziecię?
        Dwunastoletnia latorośl ma codziennie przygotowany obiad do odgrzania (robiony dzien wcześniej wieczorem)
        Kanapki rano i do szkoły też robie i to dla mnie jest standard.
        Jeżeli chodzi o sprzatanie to każdy swój pokój obowiązkowo, natomiast ogólne sprzątanie - wspolnie sie zabieramy i "po równo" tzn. nikt nie siedzi.
        Tylko, że to jest pewnie różnie w róznych domach.
        • mola1971 Re: Kiedy z dzieci jest wyręka? 25.10.09, 14:10
          Marta, tak robią cały obiad. Ziemniaków nie lubią, więc jest najczęściej ryż lub kasza kus kus, która nawet gotowania nie wymaga. Do tego np. paluszki rybne na patelnię czy inne jajko sadzone (na takiej specjalnej patelni z wgłębieniami to żadna filozofia usmażyć). Robią też makarony z sosami. Np carbonara to też żadna filozofia.
          Tyle tylko, że ja ich nigdy nie gnałam z kuchni. Już jak byli mali i chcieli pomagać to pomagali. Sprzątania było po tym od cholery, ale jak widać się opłacało.
          • marta-9090 Re: Kiedy z dzieci jest wyręka? 25.10.09, 14:34
            Jak też raczej nie goniłam nikogo z kuchni, może to raczej wynika z tego, że wychodze z założenia że jak sama przygotuje im obiad to mam pewność, że jest to posiłek pełnowartościowy.
            Jak czasami zdazy mi się nie zrobic obiadu to przewaznie konczy sie na frytkach z piekarnika i jajku sadzonym, ale juz o jakichś warzywach (duszone lub suówka) to moge zapomnieć.
            Z drugiej strony teraz dzieci mają tak dużo zajęć zarówno w szkole jak i po lekcjach, że trochę byłoby mi szkoda by wracając ze szkoły o 14tej zamiast się trochę dotlenic, pobiegać z rówieśnikami musiałby obierac ziemniaki, gotować gulasz i jeszcze jakies warzywa duszone ...
            • mola1971 Re: Kiedy z dzieci jest wyręka? 25.10.09, 14:51
              Mi moich jakoś szkoda nie jest wink
              Sama wracam z pracy około 19 i gdybym miała im obiad na następny dzień szykować to już nie miałabym czasu na to by po prostu z nimi porozmawiać, iść na basen czy zwyczajnie odpocząć.
              Poza tym nie widzę by im to przeszkadzało a nawet wręcz przeciwnie bo to oni robią sobie to co lubią i co chcą. A jeśli chodzi o wartości odżywcze to też tak bez przesady z tym. To nie są już niemowlęta tylko stare konie. Obiad to nie jest jedyny posiłek w ciągu dnia. Poza obiadem jedzą też owoce, warzywa, piją soki.
              • marta-9090 Re: Kiedy z dzieci jest wyręka? 25.10.09, 14:57
                no niby tak, wszystko sie zgadza...
                Oki, zatem trzeba coś pomyslec wink
                Troszke mniej kwoki powiadasz wink więc to nie sa tylko wyssane z palca plotki moich znajomych hmmm
                • mola1971 Re: Kiedy z dzieci jest wyręka? 25.10.09, 15:08
                  Wiesz, ja też kiedyś starałam się być matką idealną wink
                  Ale na szczęście wyrosłam i zmądrzałam (chyba) i teraz staram się być wystarczająco dobrą matką smile
                  W konkursie na Matkę Polkę roku nie startuję i startować nie zamierzam wink
                  • scriptus Re: Kiedy z dzieci jest wyręka? 27.10.09, 13:29
                    A co to za problem ugotowac obiad?
                    Ja pomagałem Mamie od najmłodszych lat i teraz syn pomaga mi.
                    Żona jest zbyt nerwowa i kiedy ona coś robi, zwłaszcza w kuchni, czy jak
                    sprząta, lepiej się trzymać od niej z daleka, to wiem ja i wiedzą to dzieci.
                    Kiedy rusza do jakichkolwiek domowych roboty, wszyscy gwałtownie przypominamy
                    sobie o czymś do załatwienia poza domem. Na szczęście nieczęsto ma takie napady.
                    Z mojego punktu widzenia najlepiej jak nie robi nic.
                    • mola1971 Re: Kiedy z dzieci jest wyręka? 27.10.09, 13:49
                      Scri, właśnie dlatego, że dla Ciebie ugotowanie obiadu to żadna
                      filozofia bo już będąc dzieckiem to robiłeś teraz doskonale sobie z
                      tym radzisz i nie jesteś pierdołą życiową. Ale nie wszyscy mężczyźni
                      (kobiety zresztą też) zostali tego nauczeni.
                      Czym skorupka za młodu czy inne czego Jaś się nie nauczy po prostu
                      się kłania wink
                      • scriptus Re: Kiedy z dzieci jest wyręka? 27.10.09, 14:07
                        Dlatego ucze mojego Syna.
                        I na dodatek robimy z tego rozrywkę. Bawimy się w różne egzotyczne potrawy,
                        ozdabiamy je smile
                        Co do sprzątania tez mu pokaząłem, że nie trzeba robić z siebie cierpiętnika i
                        sprzątać cąłą sobotę i niedzielę, tylko po troszeczku systematycznie, a
                        konkretną czynnośc zawsze szybko, efektywnie, od początku do końca w regularnych
                        interwałach. Podobnie inne czynności. Jego ulubionym sprzątaniem jest sprzątanie
                        samochodów, tego żadne z jego rodziców nie musi robic smile
                        • mola1971 Re: Kiedy z dzieci jest wyręka? 27.10.09, 14:24
                          Scri, to robisz kawał porządnej roboty ucząc tego syna.
                          Wychowujesz syna na fajnego faceta. Byleby tylko wybrał sobie w
                          życiu równie fajną kobitkę na partnerkę smile
                          No ale na takie wybory dzieci ani Ty, ani ja wpływu nie mamy i mieć
                          nie będziemy.
                          • scriptus Re: Kiedy z dzieci jest wyręka? 27.10.09, 15:55
                            Obawiam się, że dzieci powielają wzorce rodziców.
                            Chcę, żeby był samodzielny, niezależny. Żeby nikt mu nie robił łaski. Jednak
                            ostatnio się dowiedziałem, że może to być przyczyną rozwodu.

                            Dowiedziałem sie niedawno od brata, któremu moja żona odpowiedziała na pytanie,
                            dlaczego chce ode mnie odejść. Otóż dlatego, bo ją lekceważę. Jak nie ma obiadu,
                            to sam go ugotuję, zamiast zaczekać, aż wróci z pracy i ugotuje, nie daję jej
                            koszul do prasowania tylko sam zrobię prasowanie, nie sprzątam kiedy ona robi
                            sprzątanie, tylko sam i kilka innych takiej wagi zarzutów. Na ogół robię domowe
                            porządki, kiedy jej nie ma w domu - po prostu do tego niepotrzebny mi kapral,
                            nie mam tez tylu koszul, żeby mogły miesiąc leżeć, aż sie nad nimi ktoś zlituje
                            i je wyprasuje.
                            Nie powiem, bratowa była oburzona na mnie, jak to usłyszała. Brat od tamtej
                            rozmowy ma koszule uprasowane i schowane w szafie już na drugi dzień, jak je
                            zdejmie po powrocie z pracy, zapewne żeby przypadkiem nie zdążył uprasować ich
                            sam, gdyby mu były potrzebne, zapewne dlatego, że to mogłoby byc przyczyna
                            rozwodu smile))))).
                            I teraz syna wychowuję na takiego samego drania, który nie da swojej kobietce
                            poprasować tongue_out
                            • mola1971 Re: Kiedy z dzieci jest wyręka? 27.10.09, 16:07
                              Wiesz co Scri? Chciałabym zobaczyć minę sędziego gdy Twoja żona
                              będzie opowiadała, że przyczyną rozpadu małżeństwa jest to, że sam
                              gotujesz, prasujesz etc... big_grinDDDD
                              A o powielanie wzorców w przyszłym pokoleniu to się nie bój.
                              My jesteśmy innym pokoleniem niż nasi rodzice a nasze dzieci to też
                              już zupełnie inne pokolenie. Sami ułożą sobie swój świat po swojemu.
                              Nie ma co zamartwiać się na zapas.
                              • tricolour Gorzej będzie... 27.10.09, 16:13
                                ... gdy żona Scri powie sędziemu, że do niczego nie była potrzebna. Do niczego, nawet do prasowania.

                                Scri pisze wyraźnie, że żona mówiła, że czuje się lekceważona.
                                • scriptus Re: Gorzej będzie... 27.10.09, 16:31
                                  Tri, ona była potrzebna do kochania, nie do gotowania i prasowania crying
                                  Tyle, że chyba nie umie kochać...
                                • mola1971 Re: Gorzej będzie... 27.10.09, 16:34
                                  Tri, ja Cię proszę...
                                  W sądzie liczą się fakty a nie to czy ktoś się czuje lekceważony.
                                  Jak ktoś chce psa uderzyć to kij zawsze się znajdzie. Gdyby nie
                                  gotował i nie prasował to mogłaby stwierdzić, że czuje się
                                  lekceważona bo mąż ją traktuje jak praczkę i prasowaczkę smile
                                  • tricolour Napisałem niżej. 27.10.09, 16:40
                                    • mola1971 Re: Napisałem niżej. 27.10.09, 16:53
                                      A tego co niżej to ja nie wiem. To już wie tylko Scriptus. I jego
                                      żona.
                                      Tyle tylko, że mi to się wydawało, że dorosłe kobiety to mówią co im
                                      nie pasuje a nie czekają aż się chłop domyśli. Bo chłopy ze swojej
                                      natury jakieś takie mało domyślne są wink
                                      • tricolour Pewnych rzeczy nie powiesz, bo nie ma jak. 27.10.09, 17:01
                                        Chłop (baba) ma być! Co to znaczy, że ma być?

                                        Przecież wiadomo (przynajmniej mi sie wydaje, że wiem) że ma być kiedy jest potrzebny (sam ma wiedzieć kiedy jest potrzebny) oraz ma go nie być kiedy nie jest potrzebny (też ma sam wiedzieć kiedy nie jest potrzebny). Z tym zastrzeżeniem, że kiedy nie jest potrzebny i go nie ma, to jest to także forma BYCIA. Bierna.

                                        Tego samego oczekuję od swojej żony.
                                        • mola1971 Re: Pewnych rzeczy nie powiesz, bo nie ma jak. 27.10.09, 17:22
                                          Tri, to o czym piszesz to jest już wyższy stopień wtajemniczenia.
                                          Znany chyba tylko i wyłącznie dojrzałym ludziom po przejściach. I to
                                          też nie wszystkim.
                                          Przypominam, że Scriptus (a o nim i jego problemach rozmawiamy) jest
                                          u kresu pierwszego małżeństwa.
                                          Gdybyś miał tą wiedzę, którą masz dzisiaj żeniąc się pierwszy raz
                                          zapewne wybrałbyś kogoś innego. Ale nie miałeś i nie wybrałeś.
                                          Twoje obecne podejście to wynik DOŚWIADCZENIA. A w skład tego
                                          doświadczenia wchodzi również pierwsze małżeństwo i zapewne wiele
                                          wniosków wyciągnietych po jego zakończeniu.
                                          Taki bonus od losu dla ludzi rozwiedzionych smile
                                          • scriptus Re: Pewnych rzeczy nie powiesz, bo nie ma jak. 27.10.09, 17:37
                                            Chyba ja też powoli wchodzę na ten wyższy stopień wtajemniczenia...
                                            Gdybym wiedział jak to się skończy, to pewnie bym się nie żenił, a już na pewno
                                            z kimś innym. Ech.
                                            • mola1971 Re: Pewnych rzeczy nie powiesz, bo nie ma jak. 27.10.09, 17:43
                                              Gdyby babcia miała wąsy to byłby dziadek tongue_out
                                              To nie chodzi o to by żałować pierwszego małżeństwa tylko o to by to
                                              pierwsze małżeństwo pomimo tego, że się zakończyło czegoś nas
                                              nauczyło. O nas samych i naszych potrzebach, ale też o potrzebach
                                              tej drugiej płci.
                              • scriptus Re: Kiedy z dzieci jest wyręka? 27.10.09, 16:25
                                Nie wiem, co moja cna i nadobna żonka zechce opowiadać przed sądem. Tego, co
                                opowiadała mojemu bratu wysłuchałem z lekkim rozbawieniem, bo jest to zupełnie
                                zastępcze przedstawienie problemu i napisałem o tym, nie wiem, czy to widac, z
                                lekkim przekąsem, nie jest to wszystko, co powiedziała, z oczywistych względów.
                                Są to po prostu dyrdymały, które na poczekaniu wymyśliła, bo nie wiedziała, co
                                odpowiedzieć na pytanie zmartwionego naszą sytuacją rodzinną brata. Mi nie
                                opowiedziała nawet takich dyrdymałów.
                                Zastanawiałem się nad tym, co opowiedziała bratu, zastanawiałem się, czy
                                rzeczywiście można mi zarzucać lekceważenie. Owszem, tolerowałem rózne wybryki,
                                traktowałem pobłażliwie, ale ją kochałem. Cóż, to zamkniety rozdział, nic juz
                                nie naprawię sad
                                • tricolour Mówiąc zupełnie serio... 27.10.09, 16:31
                                  ... jakiś powód ma. Może nie chce powiedzieć, może uważa go za tak oczywisty i widoczny, że nawet nie chce sie jej o tym mówić.

                                  Może (jak wiele kobiet) wymaga prowadzenia męską ręką i jednoczesnej niczym nie skrępowanej swobody, co tylko pozornie wydaje się niespójne.
                                  • scriptus Re: Mówiąc zupełnie serio... 27.10.09, 16:59
                                    Pewnie, że ma jakieś swoje powody, szkoda tylko, że nigdy nie potrafiła mi ich
                                    ujawnić. I może ma za dużo luzu sad, z pewnościa się do niej nie nadaję, cóż, nie
                                    każde charaktery do siebie pasują. Trudno.
                                    • jarkoni Re: Mówiąc zupełnie serio... 27.10.09, 18:05
                                      Scri, za duży luz dla kobiety/żony to czasem tylko woda na jej młyn.
                                      Szczególnie, że jest prawie we wszystkim wyręczana w domu, łącznie z opieką nad
                                      latoroślą.. Może wtedy poczuć taki luuuz, że hej.
                                      I może przewrotnie pomyśleć, że skoro ma luz to przydałby się jej prawdziwy
                                      macho, bo ten pantoflarz w domu nie dość, że sam sobie poradzi, to jeszcze zrobi
                                      wszystko za nią.
                                      Widać nie wystarczy czasem kochać, może nie warto ujmować obowiązków i też
                                      czasem pilnować. Sam nie wiem..
                                      Ale Ty Scri jesteś twardziel i zawsze dajesz radę..
                                  • insula.incognita Re: Mówiąc zupełnie serio... 27.10.09, 17:58
                                    tricolour napisał:
                                    >
                                    > Może (jak wiele kobiet) wymaga prowadzenia męską ręką i jednoczesnej niczym nie
                                    > skrępowanej swobody, co tylko pozornie wydaje się niespójne.

                                    WOW! doświadczenie daje o sobie znać!?
                                    smile
        • morekac Re: Kiedy z dzieci jest wyręka? 27.10.09, 23:01
          Moja 10 i 13 latka potrafią zrobić prosty obiad - obrać ziemniaki,ugotować
          ryż/makaron, usmażyć kotlety/jajka/omlet, zrobić sałatkę czy surówkę. Kanapki do
          szkoły robią sobie same.
    • kicia031 Re: Kiedy z dzieci jest wyręka? 25.10.09, 23:07
      Zdumialo mnie slowo wyreka.
      dzieci maja po prostu obowiazki proporcjonalne do wieku, nie
      wyreczam sie nimi, ale yez nie obsluguje z zasady osob, ktore
      doskonale potrafia zrobic to same.
    • nangaparbat3 Re: Kiedy z dzieci jest wyręka? 25.10.09, 23:40
      Mnie dziecko wyrecza sprzątając, piorac, robiac zakupy, prasujac. Zwlaszcza
      sprzatanie przejęla niemal w calosci. Jeśli ktoś wyręcza mnie w gotowaniu, to
      raczej jej chlopak.
      Uklad jest taki, bo ona lubi sprzatac, ja gotowac.
      Acha - wyreczac mnie zaczęla bez proszenia czy nakazywania, kiedy miala 8 lat i
      zaczelam się jej radzic w sprawach malowania, zakupu mebli etc.
      • insula.incognita Re: Kiedy z dzieci jest wyręka? 25.10.09, 23:48
        A ja lubie jak mnie dziecko wyręcza, kiedy np mam jakies bagaże itp. Wtedy mowi:
        daj ja to wezmę. A przy tym wydaje mi się że to jednak- dziecko, i gdzie takie
        walizy będzie targał. A tym swoim: daj ja to poniosę - daje mi odczuć, że to nie
        dziecko juz, tylko mlody mężczyzna. I tak cieplo mi się wtedy robi na duszy smile
    • plujeczka Re: Kiedy z dzieci jest wyręka? 26.10.09, 08:49
      pewnie i wypada obciazyc obowiazkami dzieci ale..u mnie córka
      niechętnie urzęduje w kuchni, nie lubi gotowac podobnie jak ja i
      zapewne dlatego nie majac wzorca nie utrwaliłam lub jak kto woli nie
      zxaszczepiłam " miłosci do garów". Zreszta biorąc pod uwagę nasz
      tryb zycia czyli to ,że jestesmy poza domem od rana do późnych
      godzin wieczornych gotowanie w ciagu dnia nie wchodzi w rachubę.
      Jadamy na mieście , spotykamy się dzwoniac do sibie, zjadamy wspólny
      obiad i kazda z ns rozjezdza się w rózne strony do swoich
      zajęć.,Gotuje tylko w weekendy ale to tez pod warunkiem ,ze nie
      robimy wówczas wypadu do sklepówbo jesli taka sytuacja ma miejsce
      również jadamy na mieście.
      Pranie robi pralka, pracsuje rzczy swoje, córka swoje ale
      sprzatanie, mycie okien to domena córki.
      • cleer13 Re: Kiedy z dzieci jest wyręka? 26.10.09, 10:17
        Myślę, że tu o coś innego chodziło. Kiedy rozwiodłam się moja córka
        miała 8 lat i oczywiście nasz standard życia znacznie się
        pogorszył.Tatus zajął się nową rodziną i generalnie mial ją w nosie.
        Tak litowalam się nad moim dzieckiem, tak bardzo czułam się wobec
        niej winna ( to w końcu ja wybrałam jej takiego kretyna za ojca) że
        starałam się jej to wynagrodzic. Niewiele mogłam zrobić, więc pył
        spod stóp. Strałam sie nie obciązać jej żadnymi obowiązkami,
        pomagać w nauce ( czasami przesadnie) poświęcać każdą wolną chwilę.
        I musiało minąc trochę czasu, kiedy zorientowalam się,że nie jest to
        dobry sposób na wspólne zycie. Że nie dam rady, jestem padnięta i
        wiecznie zła. Kiedy zaczęłyśmy wspólnie tachać zakupy ( 4 piętro bez
        windy) i wzięłyśmy się z 10-latką za pierwsze malowanie jej pokoju
        to wtedy poczułam,że jestesmy naprawde razem, że to jest NASZ dom. I
        tak było 20 lat - dopoki się nie wyprowadziła do męża.
        • eivera Re: Kiedy z dzieci jest wyręka? 27.10.09, 00:45
          Cleer, bardzo mi się spodobało to, co napisałaś smile

          Ja robię coś podobnego - mieszkamy z córką (15 lat) od kilku lat we
          dwie, nie ma służącej, dzielimy się obowiązkami, a wiele rzeczy
          robimy wspólnie.
          Ja pracuję bardzo różnie, ale moja Młoda umie przygotować jakiś
          prosty obiad. Ja zmywam, bo lubię smile Sprzątamy razem, zakupy często
          też robimy we dwie. Czasem nie jest idealnie czysto, obiad często z
          mrożonki, ale to NASZ dom.

          I jeszcze jedna rzecz, o której często my, rodzice, zapominamy.
          Dziecko w odpowiednim wieku powinno wiedzieć, ile kosztuje życie. Że
          za prąd, gaz, internet, kablówkę, czynsz musimy płacić i nie ma
          zmiłuj. Warto, żeby znały kwoty tych kosztów i wiedziały, że
          pieniądze nie biorą się za bankomatu, tylko trzeba na nie ciężko
          zarobić.
    • alabama8 Re: Kiedy z dzieci jest wyręka? 26.10.09, 13:50
      Twoja znajoma chyba już przegrała samodzielność swoich dzieci,
      chociaż świadomie użyłam słowa "chyba". Jest jeszcze światełko w
      tunelu - tylko czy będzie potrafiła je zapalić?
      Za moich czasów ... hmmm ... nie tak dawno, sama pamiętam że jako
      dziecko rozwiedzionych prowadziłam dom na tyle na ile pozwalała mi
      inwencja ze standardowym obieraniem ziemniaków, praniem własnych
      ubrań, sprzątaniem, wynoszeniem śmieci, odkurzaniem i tka dalej. I
      nie pamiętam żeby ktoś mnie o to prosił - było tak że robotę trzeba
      było wykonać.
      I w ten sam sposób usiłuję uczyć syna (6 l.) mistrza w obieraniu
      marchewek, czarodzieja w polerowaniu umywalki i wanny. Gorzej z
      wynoszeniem śmieci - cięższego wora nie zniesie ze schodów.
      Podrośnie to i śmieci będzie nosić, na razie składa swoje pranie,
      wyjmuje z pralki, sprząta pierdzielnik. Byle do przodu.
    • lampka_witoszowska Re: Kiedy z dzieci jest wyręka? 26.10.09, 23:29
      jezdem wyrodna, moja 2,5 letnia Anielica szykuje sztućce do
      posiłków, sprząta zabawki - ale tu czasem pomagam, a ciuszki po
      zdjeciu odkłada do pojemnika na brudną bieliznę...
      • szizumami Re: Kiedy z dzieci jest wyręka? 27.10.09, 08:53
        ciekawy temat:
        aktualny dla mnie-praz dwa tygodnie byłam w euforii-robia!
        pilnuja!a nawet sie ciut pouczyli!
        ale euforia nie trwała długo..i któregoś dnia po otworzeniu drzwi
        domu o godz 22 o mało co nie zabił mnie widok czekajacych na zajecie
        sie nimi--majtek z opakowaniami po chipsach,pustych butelek ze
        skarpetami..itd..itp
        maraton filmowy był priorytetem--zdziwione twrarze,na których nie
        zgasło jeszcze podniecenie tematem jurajskiego parku i bandyckiej
        strzelaniny-----podniosły wzrok na mój przerażliwy okrzyk
        radość zgasła..
        nadzieja na pozytywne nastawienie i zrozumienie ze strony
        podopiecznych tez..
        ech..

        pozdrawiam po długiej nieobecności
        wszystkich borykajacych sie z niemiłymi skutkami ubocznymi rozpadu
        zwiazku
        -już szczęsliwie rozwiedziona
        • wiosenka.pl mola 27.10.09, 12:20
          dzięki za Twe wypowiedzi, bo już myślałam, że to tylko ja takie
          indywiduum, co na samodzielność nastolatków nacisk kładzie.

          Miałam lekkie wyrzuty sumienia, kiedy latorośl po pierwszych
          zachwytach nad własną sprawnością, w IV klasie oznajmiła mi kiedyś
          tonem pewnego żalu, że jest jedyną osobą w klasie, która sama sobie
          robi kanapki do szkoły...

          Wydaje mi się, że "wyręczanie" trzeba też dostosować do
          indywidualnych sytuacji. No i jak zwykle, wszelkie skrajności mogą
          być szkodliwe.
          • mola1971 Re: mola 27.10.09, 13:18
            Nie ma za co dziękować smile
            Piszę jak jest. Ja nie jestem z żelaza, robotem też nie jestem a
            dzieci są zdrowe (na ciele i umyśle) Bogu dzięki, więc nie widzę
            powodu by je wyręczać w czynnościach z którymi same sobie doskonale
            radzą.
            Kanapek do szkoły też im nie robię od bardzo dawna. Albo sobie robią
            sami, albo też zawsze mają przy sobie kilka zł, więc mogą sobie
            kupić jakąś bułkę czy coś innego do jedzenia.
            Wyrzutów sumienia nie mam bo staram się wychować samodzielne
            jednostki ludzkie a nie pierdoły życiowe, które potem będą zatruwać
            życie innym ludziom.
    • malgolkab Re: Kiedy z dzieci jest wyręka? 27.10.09, 12:41
      hm, jak tak mamusia przyzwyczaila, to masmile a potem sie dziwic, ze
      taki staje sie panem mezem i dalej oczekuje pelnej obslugi.

      • malgolkab Re: Kiedy z dzieci jest wyręka? 27.10.09, 14:50
        mój ma niecale 4 i już go wdrażam w domowe sprawysmile sprząta ze mna
        swój pokój, wsadza rzeczy do pralki (ja przygotowuje), wypuje
        proszek, puszcza odpowiedni program (pod kontrola), zanosi drobne
        rzeczy na stół jak jemy, ściaga pranie z suszarki i mi podaje. dla
        niego to fajna zabawa, fakt, że nie raz trzeba po nim poprawiać, ale
        uczy się, że każdy ma obowiązki.
        • jarkoni Re: Kiedy z dzieci jest wyręka? 27.10.09, 18:17
          A moja córka zaczęła właśnie studia, małą mam wiedzę na temat jak pomaga w domu,
          ale niejakie śladowe informacje mam.
          Np. kiedy dostaję od Niej do spróbowania leczo w słoiku, albo paczkę ciastek z
          cukrem z ciasta francuskiego, czy inne.. No palce lizać..
          A i pamiętam, kiedy miała 11-12 lat, kiedy byłem jeszcze w domu i byłem
          pełnoprawnym ojcem- że masę drobnych i mniej drobnych usterek w domu
          naprawialiśmy razem. I to nie tylko było podawanie śrubek, wiertarki itp. Sama
          chciała wszystko robić, próbowała, cieszyła się tym..
          Ktoś ma też może córkę małego inżynierka-złotą rączkę?
          • jarkoni Re: Kiedy z dzieci jest wyręka? 28.10.09, 18:05
            Temat dzieci się skończył?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka