na tacy.
Dzisiaj mialam małe zalamanie. Płakałam z żalu. Rzadko tak mam, ale
jakoś to we mnie puścilo, wylazlo i poszło w te łzy. On siedział
przed kompem, i grał w gre oznakowaną ''do 3r.ż''.
Mamy inne temperamenty. Jesteśmy inni. Wiem, że jestem mloda (24
lata) i że nie muszę sie na to skazywac, ale mam 3 letnie dziecko.
Popadłam w pewne zależności, w wygodę, komfort, w łatwiznę. Bardzo w
te nasze sprawy wsiąklam. Nie moge pisac o szczególach, bo jeszcze
ktos wychwyci, ale.. Ja i on mamy inne priorytety. Wczoraj była 6
rocznica naszej znajomości.. A ja mimo wmawiania sobie - takiego
swiadomego i podswiadomego, wiem ze to nie ten, nie to, nie tak..
On.. wiem jak to brzmi.. jest malo.. przedsiebiorczy, bystry,
bierny, smolisty, leniwy, zapyzialy, marzycielski. To jakis
idealista. On jest wyidealizowany. Nie ma kontaktu z rzeczywistości,
żyje poza śwaitem. On nie wiem co to praca, umie tylko studiowac,
nie wie co to pieniadz, zawsze go przepuszcza. Nie palnuje, bo
robili to za niego rodzice i nie jest przyzwyczajony. Nie mysli o
nas jak o kims, o kogo trzeba sie troszczyć, komu trzeba zapewnic
byt, ksiązki dla dziecka, a potem wakacje w gorach. Lubi sobie grać,
oglądac bajki, czytac powieści. Nie boli go to, że rodzice
stwierdzili, że mozemy miekszac z nimi cale zycie. On kocha
rodzicow, nie chce rzlaki. Boi sie byc dorosly, odpowiedzialny. jest
mu tak dobrze, cieplo, milo. Nie musi nic. Jest bezpieczny. Nie chce
nic od zycia. Nie chce nic dla nas. To ja zalatwiam JEGO sprawy
finansowe, bo po co mu pieniadze? On zyje powietrzem, magią,
nastrojem.. Ja dbam by dziecko mialo ubranka, mialo zabezpieczenie,
ja staram sie o to by moja babcia dala nam swoje, male, ciasne,
zgrzybiale mieszkanie.. Bo stoi puste, bo moglibysmy je urządzić,
jakos zagospodarować. On stwierdzil jedynie, e to 'dobry
pomysl', 'wspaniale' i nic. Nic. A potem, że jeszcze za wczesnie, za
malo mamy, nie pracujemy. A przeciez gdyby chcial, pracowalby. W tej
chwili tylko ja zarabiam. Ucze sie jeszcze i moje dochody sa
mizerne. A on.. Tez sie uczy. Rozwija pasje. Nie bronie mu, ale ma
sie to nijak do zycia, do przyszlosci. Placze, bo wiem jak trudne
jest z nim zycie. Jak malo dba o 'dobra doczesne', za ktore ja
kupuje malemu buty.. Wczoraj nie przyjal pomocy finansowej od
ciotki, bo.. woli oddac sisotrze. Nic sie nie odezwalam. Nie moglam
przeciez.. Niczym sie nie przejmuje. Jest jak cięzka mgla. W swoim
swiecie. Ciagle go ktos oszukuje. Ciagle pada czyjąś ofiarą. 2 dni
temu oddał jakiemus palantowi kurtkę.. Sam nie wie, co nim
kierowalo. Zastrzegam: nie jest niedorozwinięty
Jest taki.. nieludzki.. Albo: bezmyslny, naiwny, nieaserywny, za
wszelka cene unika konfliktow, nawet o lyzke do jogurtu..
Ja stąpam trzezwo po tym padole. Staram sie, mysle. A on to niweczy.
Nie zalezy mu. Dla mnie to jet problem, bo jestem obowiązkowa,
suminenna, bi licze sie ze wszystkimi ewentualnosciami. Bo nie
poloze sie spac brudna, nie wyjde z żółtymi zebami do ludzi, nie
pożycze od nikogo niczego. Cenie sobie niezależnośc, a on wprost
przeciwnie. Kocha jak sie go wyrecza, jak sie nim opikuje. 100 razy
mówię 'złóż łóżko', zmień pościel od 2 miseięcy jest ta sama.. I
musze sie za to brać. Ta codzienność, to chronienie go, siebie,
rodziny, siebie, nas mnie doluje. Lubie wieść prym, ale gdy sie
zapominam, wszystko lezy. Dziecko chodzi brudne, z oczami czerowonym
od tv, pies spi na kanapie, naczynia sa zatluszczone. i zeby to byly
tylko domowe obowiazki, a to jest postawa zyciowa! Czego mi nie
nakażesz, nie zrobię! Nie bede wyklocal sie o majatek, zrob to za
mnie, albo zparacuj na niego dla nas. Ciagle lsysze: ja sei boje, ty
zalatw, ja nie umiem, nie chce, dlaczego ja? ( ostatnia kwestia to
zapisanie dizecka do lekarza, zebral numery i nie chcal go
zapisac..). Dla mnie on jest ciężarem. Nie chce inwalidy, nie chce
człoweika, ktory nie potrafi sie przełamac..
Ogolnie jest dobrym ojcem, unika sporów, bezkonfliktowy, ale co mi z
tego, skoro jest, jakaby go nie bylo. Zero w nim wsparcia, pomocy..
takiej dorażnej. To anioł, o zaradności demona. Nic nie umie.
Wszyscy go wykorzystuja. Okradaja, gdyby nie ja, jego rodzice
zostalby nagi na ulicy.
Kiedyś było ok, ale teraz, teraz, z dzieckiem.. nie umiem z nim żyć.
Chce kogos kto uniesie ze mną cięzar życia, a nie kogo ja bede
unosić. Wszystko co jest trudnijesze sobie odpuszcza. jest lekliwy,
boi sie zycia. Moze powien sie leczyc.. jezu.. leczyc sie..
Zdobylam dla nas gory, wlasnie przez jego charakter, bo on nawet
palem nie ruszył, stał za moimi plecami.