Dodaj do ulubionych

chce rozwiazania, dajcie mi je gotowe

03.11.09, 00:42
na tacy.

Dzisiaj mialam małe zalamanie. Płakałam z żalu. Rzadko tak mam, ale
jakoś to we mnie puścilo, wylazlo i poszło w te łzy. On siedział
przed kompem, i grał w gre oznakowaną ''do 3r.ż''.
Mamy inne temperamenty. Jesteśmy inni. Wiem, że jestem mloda (24
lata) i że nie muszę sie na to skazywac, ale mam 3 letnie dziecko.
Popadłam w pewne zależności, w wygodę, komfort, w łatwiznę. Bardzo w
te nasze sprawy wsiąklam. Nie moge pisac o szczególach, bo jeszcze
ktos wychwyci, ale.. Ja i on mamy inne priorytety. Wczoraj była 6
rocznica naszej znajomości.. A ja mimo wmawiania sobie - takiego
swiadomego i podswiadomego, wiem ze to nie ten, nie to, nie tak..
On.. wiem jak to brzmi.. jest malo.. przedsiebiorczy, bystry,
bierny, smolisty, leniwy, zapyzialy, marzycielski. To jakis
idealista. On jest wyidealizowany. Nie ma kontaktu z rzeczywistości,
żyje poza śwaitem. On nie wiem co to praca, umie tylko studiowac,
nie wie co to pieniadz, zawsze go przepuszcza. Nie palnuje, bo
robili to za niego rodzice i nie jest przyzwyczajony. Nie mysli o
nas jak o kims, o kogo trzeba sie troszczyć, komu trzeba zapewnic
byt, ksiązki dla dziecka, a potem wakacje w gorach. Lubi sobie grać,
oglądac bajki, czytac powieści. Nie boli go to, że rodzice
stwierdzili, że mozemy miekszac z nimi cale zycie. On kocha
rodzicow, nie chce rzlaki. Boi sie byc dorosly, odpowiedzialny. jest
mu tak dobrze, cieplo, milo. Nie musi nic. Jest bezpieczny. Nie chce
nic od zycia. Nie chce nic dla nas. To ja zalatwiam JEGO sprawy
finansowe, bo po co mu pieniadze? On zyje powietrzem, magią,
nastrojem.. Ja dbam by dziecko mialo ubranka, mialo zabezpieczenie,
ja staram sie o to by moja babcia dala nam swoje, male, ciasne,
zgrzybiale mieszkanie.. Bo stoi puste, bo moglibysmy je urządzić,
jakos zagospodarować. On stwierdzil jedynie, e to 'dobry
pomysl', 'wspaniale' i nic. Nic. A potem, że jeszcze za wczesnie, za
malo mamy, nie pracujemy. A przeciez gdyby chcial, pracowalby. W tej
chwili tylko ja zarabiam. Ucze sie jeszcze i moje dochody sa
mizerne. A on.. Tez sie uczy. Rozwija pasje. Nie bronie mu, ale ma
sie to nijak do zycia, do przyszlosci. Placze, bo wiem jak trudne
jest z nim zycie. Jak malo dba o 'dobra doczesne', za ktore ja
kupuje malemu buty.. Wczoraj nie przyjal pomocy finansowej od
ciotki, bo.. woli oddac sisotrze. Nic sie nie odezwalam. Nie moglam
przeciez.. Niczym sie nie przejmuje. Jest jak cięzka mgla. W swoim
swiecie. Ciagle go ktos oszukuje. Ciagle pada czyjąś ofiarą. 2 dni
temu oddał jakiemus palantowi kurtkę.. Sam nie wie, co nim
kierowalo. Zastrzegam: nie jest niedorozwiniętysmile
Jest taki.. nieludzki.. Albo: bezmyslny, naiwny, nieaserywny, za
wszelka cene unika konfliktow, nawet o lyzke do jogurtu..
Ja stąpam trzezwo po tym padole. Staram sie, mysle. A on to niweczy.
Nie zalezy mu. Dla mnie to jet problem, bo jestem obowiązkowa,
suminenna, bi licze sie ze wszystkimi ewentualnosciami. Bo nie
poloze sie spac brudna, nie wyjde z żółtymi zebami do ludzi, nie
pożycze od nikogo niczego. Cenie sobie niezależnośc, a on wprost
przeciwnie. Kocha jak sie go wyrecza, jak sie nim opikuje. 100 razy
mówię 'złóż łóżko', zmień pościel od 2 miseięcy jest ta sama.. I
musze sie za to brać. Ta codzienność, to chronienie go, siebie,
rodziny, siebie, nas mnie doluje. Lubie wieść prym, ale gdy sie
zapominam, wszystko lezy. Dziecko chodzi brudne, z oczami czerowonym
od tv, pies spi na kanapie, naczynia sa zatluszczone. i zeby to byly
tylko domowe obowiazki, a to jest postawa zyciowa! Czego mi nie
nakażesz, nie zrobię! Nie bede wyklocal sie o majatek, zrob to za
mnie, albo zparacuj na niego dla nas. Ciagle lsysze: ja sei boje, ty
zalatw, ja nie umiem, nie chce, dlaczego ja? ( ostatnia kwestia to
zapisanie dizecka do lekarza, zebral numery i nie chcal go
zapisac..). Dla mnie on jest ciężarem. Nie chce inwalidy, nie chce
człoweika, ktory nie potrafi sie przełamac..

Ogolnie jest dobrym ojcem, unika sporów, bezkonfliktowy, ale co mi z
tego, skoro jest, jakaby go nie bylo. Zero w nim wsparcia, pomocy..
takiej dorażnej. To anioł, o zaradności demona. Nic nie umie.
Wszyscy go wykorzystuja. Okradaja, gdyby nie ja, jego rodzice
zostalby nagi na ulicy.

Kiedyś było ok, ale teraz, teraz, z dzieckiem.. nie umiem z nim żyć.
Chce kogos kto uniesie ze mną cięzar życia, a nie kogo ja bede
unosić. Wszystko co jest trudnijesze sobie odpuszcza. jest lekliwy,
boi sie zycia. Moze powien sie leczyc.. jezu.. leczyc sie..

Zdobylam dla nas gory, wlasnie przez jego charakter, bo on nawet
palem nie ruszył, stał za moimi plecami.
Obserwuj wątek
    • dziewczyna.szefa Re: chce rozwiazania, dajcie mi je gotowe 03.11.09, 00:53
      Jezu, dziewczyno, jestem porazona tym co piszesz.
      Powiem Ci wieszcze slowa: to nie jest facet z ktorym spedzisz zycie.
      Po tym co i jak piszesz wynika to niezbicie. Predzej czy pozniej go
      zostawisz, bo Ty juz wiesz ze to co on robi z Waszym zyciem, ten
      niebyt w bycie jest nie do udzwigniecia.
      Zamiast tracic czas na zawody plywackie w smole, zacznij pakowac
      manatki. Pogodz sie tez z faktem ze to Ty bedziesz utrzymywac
      dziecko i w najlepszym wypadku WALCZYC o alimenty - jesli bedziesz
      miala sile i prad do syzyfowych prac.
      Straszny zwiazek, uciekaj, jestes mloda i fajna, mysle ze napewno
      znajdzie sie ktos taki kto bedzie dla Ciebie wsparciem o jakim
      marzysz.
      Trzymaj sie cieplutko.
      • zbitejajo Re: chce rozwiazania, dajcie mi je gotowe 03.11.09, 01:00
        Teraz to juz na dobre sie rozzalilam. Nie oczekiwalam takiej
        odpowiedzi. Moze ja fantazuje? Napisalam lżejszą wersję tego co mam.
        Moze jestem pod wpływem dzisiajszego dnia, tego, że JA WALCZE O
        KAZDA RZECZ, A ON ODDAJE INNYM NIE TYLK OSWOJE, ALE MOJE, NASZE,
        NASZEGO DZIECKA! Nie dba o moj trud, omoje starania. Umie tylko być
        cichy!!

        Patrze na moich znajmoych, na facetow i rzeczywiscie sa wybuchowi,
        momentami ruchliwi, pobudliwi, ale zaden nie jest tak strasznie
        przytlumiony jak ON. Zaden nie wykazuje takiej postawy, nie jest
        jak skła, jak niebyt. Nie wiem juz co mam robić.. Ludzie mowia, gdy
        im opowiadam, ze cos jest nie tak.

        Kolezanka mi kiedys powiedziala, ze to nienormalne, ze on nie ma
        kolegow, ze nie wychodzi, że jest mruklwi, nietowarzyski, ze mnie
        hamuje. A ojciec mi powiedzial, ze jest niby OK, ale on mi nie da
        zyc, nie pozwoli zyc jak czlowiekowi.. Bo wciąż mnie ograniczal, nie
        pozwala. Slowem, ale jednak ustepowalam. Teraz nie mam nikogo i
        placze. Placze, bo on spi i jutro wstanie, usmiechnie sie, zrobi
        sniadanie i przesiedzi caly dzien z dzieckiem przed tv, a jak wroce
        poda mi obiad!!!!!!
        • pisklatko12 Daj spokuj... 03.11.09, 01:09
          ... i wiej nie odgrywaj roli matki polki bo szkodzisz nie tylko sobie ale i
          dziecku czy ty wogóle potrafisz myśleć racjonalnie?? Przesiąknełaś tym i radzę
          ci dobrze wiej!!!!!!!!!
          Pomyśl o sobie i o dziecku na kogo wyrośnie siedząc cały czas przed telewizorem?
          3 latek potrzebuje ruchu i żywej zabawy nie wychowuj robota...
          Proszę...
          • zbitejajo Re: Daj spokuj... 03.11.09, 01:18
            Ale w tej chwili jestem uziemiona. 100% zalezna od tego trybu zycia.
            Bog mi swiadkiem dusze sie, ale dopiero za 2 lata bede miala wlasny
            kat, pozostaje mi rodzina, a z nia po spostu sie nie dogaduje i
            kloce. Czego nie robie z ojcem dziecka, bo to głaz. To kamień, to
            maszyna!

            Nie chce zeby syn znal moja rodzine. Uciekalam od nich, chcialam sie
            uniezaleznic. Teraz wroce do bagna, gorszego od mojego chlopaka. Nie
            chce zeby dziecko tkwiło w krzykach. Tutaj mecze sie tylko ja, tam
            będzie męczyło się dziecko.
            Na dziecku mi zalezy najbardziej. Ponad wszystko. Ale odchodze od
            zmyslow, zwlaszcza po dniu dzisijeszym.
            Wiem teraz, ze wszystko co robie, robie dla nas. I ze pozostaje mi
            chyba czekac. A nie wiem czy dotrwam.
            Nie wiem, co ja mam robić!
            • mayenna Re: Daj spokuj... 03.11.09, 07:47
              Za dwa lata to Ty już możesz być wrakiem człowieka. A syn? Jak te dwa lata się
              na nim odbiją?
              Dajesz radę w takiej sytuacji - dasz radę sama.
              Pomyśl jeszcze raz o tym jak będzie wyglądało Twoje życie przez te kolejne 700 dni.
              Życzę Ci sił i wiary w siebie.
              • marta-9090 Dlaczego za 2 lata 03.11.09, 09:05
                Dlaczego nie teraz ?
                Teraz masz jeszcze jakiegos powera by cos zrobić.
                Za dwa lata , kawała czasu, jeszcze zajdziesz w ciażę "po drodze wink"
                I przywykniesz do takiej ameby, bo przeciez nie bije, nie wyzywa -
                złoty czlowiek.
                Dlaczego nie teraz ?
            • scindapsus w kwestii mieszkania 03.11.09, 09:01
              Jesli juz to niech babcia da Tobie-darowizna tylko na twoją rzecz-to
              mieszkanie
              Bo jszcze twoj maz z sercem na dloni odda je siostrze/ciotce.
              komukolwiek

            • scindapsus on nie jest twoim mężem prawda? 03.11.09, 13:58
              Bo szukam słowa mąz i nie znajduję.
              Jesli nie jest to duże ufff
              Bo pan po rozwodzie mógłby Cię podać o alimenty, bo mu się komfort
              zycia pogorszy.A pogorszy się jak odejdziesz.
              No chyba że jest, to kanał.

            • xciekawax Re: Daj spokuj... 25.02.11, 03:55
              cos mi mowi ze podswiadomie chcialas uciec z domu rodzinnego i dlatego wzielas tego biedaka i zaszlas w ciaze, po prostu aby siebie uratowac z trudniejszej sytuacji.

              Teraz ci tez nie pasi, wiec znowu szukasz ucieczki.

              Uwazam ze dobrze kalkulujesz ze powrot do domu rodzinnego to zly pomysl.

              Moze znajdz sobie nastepnego pasikonika, ale lepszego od tego z ktorym teraz jestes - i sie do niego przenies. czyli tak jak do tej pory robilas.

              Pozdrawiam.
              • plain.dad Re: Daj spokuj... 25.02.11, 08:16
                xciekawax napisała:

                > cos mi mowi ze podswiadomie chcialas uciec z domu rodzinnego i dlatego wzielas
                > tego biedaka i zaszlas w ciaze, po prostu aby siebie uratowac z trudniejszej sy
                > tuacji.
                >
                > Teraz ci tez nie pasi, wiec znowu szukasz ucieczki.
                >
                > Uwazam ze dobrze kalkulujesz ze powrot do domu rodzinnego to zly pomysl.
                >
                > Moze znajdz sobie nastepnego pasikonika, ale lepszego od tego z ktorym teraz je
                > stes - i sie do niego przenies. czyli tak jak do tej pory robilas.
                >
                > Pozdrawiam.
                Bardzo traafna uwaga, tylko teraz niech lepiej szuka następnego sponsora coby za 4 lata nie było powtórki
          • toooomek25 Re: Daj spokuj... 06.11.09, 21:39
            no ta osoba miala racje ja jestem gotow na zycieeeeeeeeeeeee
        • panda_zielona Re: chce rozwiazania, dajcie mi je gotowe 03.11.09, 11:04
          Gotowego rozwiązania nikt Ci nie da niestety.Sama musisz podjąc
          decyzję.Nie piszesz czy był taki od zawsze,czy zmienił się odkąd
          jest z Tobą.Jak dla mnie jego zachowania wyglądają na zespół
          Asparegra.
          • panda_zielona Re: chce rozwiazania, dajcie mi je gotowe 03.11.09, 11:07
            Oczywiście powinno być zespół Aspergera
            • tricolour A może leń zwyczjany :)) 03.11.09, 11:11
              Zresztą skakali latami koło gościa, to nie dziwię się, że leży. Sam bym
              poleżał gdybym tylko znalazł służącą.
            • sonia_30 Re: chce rozwiazania, dajcie mi je gotowe 03.11.09, 11:18
              No to jestem pod wrażeniem zdiagnozowania zespołu Aspergera na
              podstawie relacji jednostronnej.... Ba, wstrząśnięta jestem wręcz.
              • panda_zielona Re: chce rozwiazania, dajcie mi je gotowe 03.11.09, 11:26
                sonia_30 napisała:

                > No to jestem pod wrażeniem zdiagnozowania zespołu Aspergera na
                > podstawie relacji jednostronnej.... Ba, wstrząśnięta jestem wręcz.

                A gdzie Ty tu widzisz diagnozę,powiedziałam tylko,że mi wyglada.
                Wiesz, akurat mogę coś powiedziec na ten temat,bo mam w rodzinie i
                niestety z opisanych zachowań wiele się pokrywa z tymi,które opisała
                autorka wątku.
                • scriptus Re: chce rozwiazania, dajcie mi je gotowe 03.11.09, 11:32
                  Co to jest ten zespół Aspergera??
                  • sonia_30 Re: chce rozwiazania, dajcie mi je gotowe 03.11.09, 11:52
                    Łagodniejsza forma autyzmu - głównym problemem jest nieumiejętność
                    nawiązywania kontaktów społecznych, mówiąc w dużym skrócie.
                    • scriptus Re: chce rozwiazania, dajcie mi je gotowe 03.11.09, 14:54
                      dziękuję smile
                      • sonia_30 Re: chce rozwiazania, dajcie mi je gotowe 03.11.09, 15:11
                        Proszę Cię Scriptus uprzejmie smile
                • sonia_30 Re: chce rozwiazania, dajcie mi je gotowe 03.11.09, 15:11
                  Z całym szacunkiem dla Twojej wiedzy, ale Zespół Aspergera jest
                  bardzo trudny do zdiagnozowania, bardzo rzadko zdarza się aby objawy
                  jednego chorego były takie same jak drugiego, pomijając fak, że z
                  tego co zostało napisane trudno wyciągnąć tego typu wnioski.. bo
                  które niby zachowania miałyby na Aspergera wskazywać?
                  • panda_zielona Re: chce rozwiazania, dajcie mi je gotowe 03.11.09, 19:34
                    Wiem,że jest trudny do zdiagnozowania,każda osoba dotknięta może się
                    inaczej zachowywać.Jeden bedzie nad wyraz gadatliwy,inny
                    milczkiem,ale jedno jest wspólne,trudności z nawiązaniem kontaków z
                    rówieśnikami.Osoba,którą znam żyje we własnym świecie,chociaż
                    studiuje i ma niezłe wyniki,ale nie utrzymuje kontaktów z grupą,nie
                    ma znajomych koleżanek,kolegów.Trzyma się na uboczu.A już
                    załatwienie jakieś sprawy,gdzie trzeba pogadać przerasta jej
                    możliwości.Pytana odpowiada tak albo nie.

                    sonia_30 napisała:

                    > Z całym szacunkiem dla Twojej wiedzy, ale Zespół Aspergera jest
                    > bardzo trudny do zdiagnozowania, bardzo rzadko zdarza się aby
                    objawy
                    > jednego chorego były takie same jak drugiego, pomijając fak, że z
                    > tego co zostało napisane trudno wyciągnąć tego typu wnioski.. bo
                    > które niby zachowania miałyby na Aspergera wskazywać?
                    • a.niech.to Re: chce rozwiazania, dajcie mi je gotowe 04.11.09, 08:09
                      panda_zielona napisała:

                      > Wiem,że jest trudny do zdiagnozowania,każda osoba dotknięta może
                      się
                      > inaczej zachowywać.
                      Mnie niepokoi rozdawnictwo bliźnim wszystkiego, co nawet niemożliwe.
                      Jakaś droga do świętości, wywindowanych ponad normalną miarę ideałów?
    • kicia031 Re: chce rozwiazania, dajcie mi je gotowe 03.11.09, 10:08
      No ale przecioez takiego mezczyzna sobie wybralas, bo byl
      bezpieczny, prawda? Wyszłaś z dysfunkcjonalnego domu, gdzie nie masz
      oparcie, tylko konflikty, i znalazłaś sobie faceta, nad którym
      możesz dominowac, czuc się bezpiecznie, bo on taki cichy, nie kloci
      się, nie rusza, zalezny od ciebie…

      Tak naprawde, to ty nie potrzbujesz zmienic mez, tylko siebie.
      Zrozumiec swoje mechanizmy i zaczac z nimi brac się za bary. Wtedy i
      kwestia meza się rozwiaze
      • scriptus Re: chce rozwiazania, dajcie mi je gotowe 03.11.09, 11:18
        Podoba mi się Twój sposób widzenia problemu, Kiciu. Nie huzia na faceta, tylko
        zmiany po swojej stronie.
        Jednak to nie jest pełne rozwiązanie. Facet może jest dobry, ale dysfunkcyjny,
        zatem albo ZbiteJajo założy spodnie w związku (są takie związki i nieraz dobrze
        funkcjonują) albo zaktywizuje tego swojego mężczyznę w stanie hibernacji.
        Wprawdzie ZbiteJajo napisała tu po to by usłyszeć zgodny chór głosów "ROZWIEDŹ
        się", ale myślę, że są tu dwie grupy osób, takie, które musiały się rozwodzić,
        bo były w totalnie patologicznej sytuacji i takie, które wdepnęły z rozwodowe
        g... albo nie z własnej woli (partner) albo wskutek zbyt wielkich emocji.
        Większość z nich z pewnością powie, zwłaszcze te bite, że takiego cichego,
        spokojnego człowieka, to raczej sobie trzeba ułożyć, a nie pozbywać się go, bo
        paradoksalnie, następny może Cię drogie Jajo właśnie regularnie tłuc...
        A co zrobić z takim pasywnym człowiekiem?? Znam ten typ, trzeba go obudzić.
        Pierwsze, skoro jesteś takim wulkanem energii drogie Jajo, to mu znajdź pracę.
        Jeśli jesteś taka zaradna, jak piszesz, to na pewno potrafisz. Ja mojej żonie
        znajdowałem pracę, kiedy była w problemach, jęczała, że chce do pracy i że nie
        może znaleźć. Fakt, że nie jest taka wyciszona, jak Twój mąż, ale to chyba ma
        niewiele do rzeczy. Jak Twój mąż zacznie pracować, zarabiać, zmieni mu się model
        życia, trafi z powrotem do rzeczywistości ze swojego wirtualnego świata i
        prawdopodobnie będziesz zniego zadowolona. Są zapewne i inne sposoby zbudzenia
        takiego misia, ale go nie znam i nic mi nie przychodzi do głowy. Jednak - trochę
        kreatywności, jak śpiewało kiedyś Boney M - A woman can change a man, if she
        loves him smile
        • panda_zielona Re: chce rozwiazania, dajcie mi je gotowe 03.11.09, 11:35
          Bardzo mi się podoba to co napisałeś Scriptusie.Temu facetowi trzeba
          pomóc.
        • kicia031 scriptus 03.11.09, 11:35
          Nie huzia na faceta, tylko
          > zmiany po swojej stronie.

          Mozliwosc decydowania o zachowaniu innych ludzi mamy zerowa. jedyne
          co kontrolujemy, to samego siebie, swoje reakcje i wybory. jest
          oczywiscte, ze wszelka praca nad zmiana gdziekolwiek powinna sie
          zaczynac od zmiany samego siebie i swojego zachowania.

          To po pierwsze, a po drugie, tak naprawde nieiwiele rzyczy w zyciu
          dzieje sie przypadkiem, Wybieramy takich czy innych partnerow, ze
          wzgledu na swoje mniej lub bardziej uswiadomione, i mniej lub
          bardziej zdrowe potrzeby. A potem traktujemy tych ludzi w sposob,
          ktory zapewnia nam maksymalny komfort - czesto chlwilowy i
          niezdrowy. ale jednak.
    • mozambique Re: chce rozwiazania, dajcie mi je gotowe 03.11.09, 10:51
      to nie z mezem masz proiblem tylk ze soba

      sądzac z opisu twój mąz ma tyle zalet co wad , a moze nawet więcej
      - marzycielski , idealista, ciepły , dobry ojciec, ma dobre serce
      (ostatnia koszule biednemu oddał,wierzy ludziom, jest naiwny,
      zamiast sepic po rodzinie o pieniadze, cy by tobie bardzo pasowało -
      oddaje je siostrze).Kiedys o takich mówiono Boże Dziecko- lekko
      odklejony od rzeczywistosci.
      czyta ksiązki, cos tam sobei idealizuje, zyje magią nastrojem, woli
      studiowac niz harowac ( tez bym wolała) woli byc niz miec .
      Zapewne to typ artysty ,( lekko zdziecinniałego jak wiekszosc z
      nich) , ma pasje, zyje a nie tylko oddycha , lekko unosi sie w
      poiwetrzu zamiat szarpac sie o forse, pracowac po 16 godzin dziennie
      na wyjazd do Egiptu i przed czterdziestka zejsc na zawał.

      Błąd tylko ze sie rozmnozył z tobą. Artysci nie powinni sie żenić z
      kobietami o mentalnosci handlary - taka zona ich nigdy nie zrozumie.

      znasz go do 6 lat - i przez te 6 lat byłas slepa i głucha ?
      a nie - przepraszam, przeciez wiaodmo ze PO ŚLUBIE ON SIE ZMIENI.

      "Popadłam w pewne zależności, w wygodę, komfort, w łatwiznę"
      dobrze ci jednak było - dlaczego juz nie jest ?

      rozwiedżcei sie jak najszybciej - on bedzie mógl zyc dalej jak żyje
      i bedzie szczesliwy a ty sobei znajdziesz kogoś kto ci zafunduje
      solarium i ten cholerny Egipt
      • scriptus Re: chce rozwiazania, dajcie mi je gotowe 03.11.09, 11:30
        mozambique napisała:

        .....
        > Błąd tylko ze sie rozmnozył z tobą. Artysci nie powinni sie żenić z
        > kobietami o mentalnosci handlary - taka zona ich nigdy nie zrozumie.
        >
        ojej, ale jej napisałaś....

        Ale nic to, pobieramy się na dobre i na złe, wszyscy mamy swoje zalety i
        słabości, rzecz w tym, żeby się wzajem uzupełniać, ten jak napisałaś, artysta,
        może wnieść coś dobrego przez swoje "uduchowienie", kreatywność, dobroć, a ona
        dać do związku swoją żywiołowość i energię, która napędzi jego i cały związek.
        • mozambique Re: chce rozwiazania, dajcie mi je gotowe 03.11.09, 11:40

          tak wiem ze sie teraz na mnie rzucą forumowe baby

          ale ja po prostu od dosc dawna pracuję z artystami
          i troche ich sposób na zycie juz znam
          • scriptus Re: chce rozwiazania, dajcie mi je gotowe 03.11.09, 11:50
            Wypada nam tylko trzymać kciuki za Zbite Jajo, by znalazła właściwe, najlepsze
            dla swojego dziecka, siebie i swojego męża rozwiązanie.
          • sonia_30 Re: chce rozwiazania, dajcie mi je gotowe 03.11.09, 12:04
            No mocno napisałaś Mozambique, ale faceta sklasyfikowałaś trafnie.
            Nie wiem czy nie za daleko pójdę w przypuszczeniach, ale wydaje mi
            się że te cechy artysty - marzyciela kiedyś tam Zbitejajo ujęły. Ona
            twardo stąpająca po ziemi, on wrażliwiec - romantyk. Nie
            przewidziała tylko że tak może być zawsze, że tacy ludzie rzadko z
            obłoków spływają, że sprawy przyziemne ich nie kręcą i że gdy
            pojawią się dzieci czy szara codzienność przyciśnie, będzie trudno.
      • adaria38 Re: chce rozwiazania, dajcie mi je gotowe 03.11.09, 11:52
        > Zapewne to typ artysty ,( lekko zdziecinniałego jak wiekszosc z
        > nich) , ma pasje, zyje a nie tylko oddycha , lekko unosi sie w
        > poiwetrzu zamiat szarpac sie o forse,


        wzruszyłam się.
        ja tez mam dusze artysty a nikt mnie ani moich dzieci nie chce utrzymywać gdy ja
        sobie postanowię nic nie robić tylko lekko unosić się nad ziemią.
        to straszne. smile
        • mozambique Re: chce rozwiazania, dajcie mi je gotowe 03.11.09, 12:06

          ty moze masz tylko dusze artysty a on moze jest artystą
          wolno mu

          był taki i jest
          a zona nagle sie obudziła ?
          • scindapsus Re: chce rozwiazania, dajcie mi je gotowe 03.11.09, 12:31
            Szkoda tylko że dzieciaka zrobił.Mógł sobie plumkać dalej na koszt
            rodziców.Mógł się okreslić-kochanie, schlebia mi i pochlebia że się
            we mnie zadurzyłaś, ale ja sztuką zyję a nie przyziemnymi sprawami.
            Niestety dziecka się poezją/sztuką nie nakarmi.
            Sztuka-ok-ale najpierw trzeba brzuszek napełnić i buty na zimę kupić.
            Nie wiem na co liczyła założycielka wątku ale czas zejśc na ziemię.



            • triss_merigold6 Artyści nie nadają się do rozrodu 03.11.09, 12:56
              Artyści, marzyciele i inne niebieskie ptaki zwyczajnie nie nadają
              się do rozrodu. Na niezobowiązującego kochanka pan pewnie w porządku
              jest ale za rodzinę to on nigdy nie będzie odpowiedzialny. Sugeruję
              pozbyć się pana, zaliczyć sensowną terapię i starać samodzielnie
              zapewnić dziecku dobry standard. Kontakty z dzieckiem limitować,
              żeby go nie zaraził swoją bierną postawą.
              • kasiapfk Re: Artyści nie nadają się do rozrodu 03.11.09, 13:04
                Tris, ale mi humor poprawiłaś!
                przepraszam, wiem, że problem jest powazny, ale mnie śmiechawka
                wzięła.

                p.s. mam opinię, że artystę można uruchomić, ale na 1005 to on nigdy
                nie będzie aktywny smile
                • triss_merigold6 Re: Artyści nie nadają się do rozrodu 03.11.09, 13:09
                  Wkład pracy niewspółmierny do efektu. Znaczy - za duże koszty pracy,
                  żeby się kalkulowało ulepszać ten egzemplarz pana w perspektywie
                  długoterminowej. A dziecku szkodzi, bo dziecko będzie patrzyło jak
                  mamusia hoduje marzycielskiego trutnia i uskutecznia model
                  superwoman.
                  • adaria38 Żeście się ARTYSTÓW doczepiły.... 03.11.09, 15:35
                    A ja tu żadnego artysty nie widzę, to, że ktoś jest lewy do roboty, niedojrzały
                    i spycha wszelkie czynności wymagające wysiłku na innych, oraz podwiesza się
                    emocjonalnie i finansowo na osobach bliskich NIE CZYNI GO ARTYSTĄ.
                    Czy ten artysta chociaż jakiś wiersz, poemat, sztukę, utwór, wynalazek...
                    cośkolwiek - stworzył? Bo permanentne lenienie się przed telewizorem, oglądanie
                    bajek z dzieciństwa, brak chęci do zarabiania i utrzymywania siebie i rodziny
                    nie oznacza od razu, ze pan się staje artystą smile
                    Miałam na studiach znajomego -obiboka, który nie miał ochoty dorosnąć.
                    Pomieszkiwał u swoich kolegów na ich koszt, słodkimi słowami i głębokimi
                    rozmowami o egzystencjalnych rozterkach zjednując sobie matki tych znajomych,
                    które zaczynały się nim opiekowac jak synkiem i obiadki pod nos podstawiać. 8
                    lat studiował na jednym kierunku, byle tylko nie musiec odejśc ze studiów i
                    zacząć żyć samodzielnie. Straciłam z nim kontakt gdy miał lat 30- oczywiście był
                    wtedy studentem, niepracującym. Za cholerę w nim artysty się dopatrzeć nie
                    mogę- choć symptomy-> wypisz wymaluj...

                    A kilku artystów to akurat znam, i, z bólem bo z bólem, ale tworzą dzieła i kasę
                    rodzienie zapewniają.
                    • mozambique Re: Żeście się ARTYSTÓW doczepiły.... 03.11.09, 15:49
                      artysta, czy filozof czy inny humanista , jeden pies smile))

                      nie w tym rezcz - rzecz w tym za tekiego pana pani sobie wybrałą na
                      męza, z takim sie rozmnożyła i z takim było jej dobrze i komfortowo

                      i nagle juz nie jest
                      • adaria38 Re: Żeście się ARTYSTÓW doczepiły.... 03.11.09, 16:05
                        Nie tak "nagle" bo rozczarowanie musiało narastać, żeby tu znaleźć ujście.
                        Nie oszukujmy się, zmieniamy się przez lata,
                        a jesli z rodziny nie jestesmy idealnie wyposażeni w dobre i poukładane emocje,
                        to pierwsze związki nawiązujemy na zasadzie "braków" lub skrajności. I jak
                        zdźiebko sami dojrzejemy i to zauważymy, to nie zawsze jesteśmy w stanie dalej w
                        tym tkwić.
                        Inna sprawa- póki związek jest, warto szukac rozwiązń w jego środku. Zmienić
                        swoje dotychczasowe zachowania, wyznaczyć nowe zasady, nowe cele, a to wymusi
                        zmiany na partnerze lub spowoduje jasne określenie, że tak dalej nie da rady.
                        Nie wiem czy autorka z swoim panem zwyczajnie porozmawiała "poważnie", mówiąc
                        mu to, co nam tutaj, czego nie może już dlużej znieść, mówiąc o swoich
                        oczekiwaniach, itd. Nie ma co wylewać zali, oskarżać, rozdzierać szat, tylko
                        podjąć świadomą decyzję i zidentyfikować "co właściwie mnie tak męczy w tym
                        układzie"-i to zmienić.
          • adaria38 Re: chce rozwiazania, dajcie mi je gotowe 03.11.09, 15:45
            mozambique napisała:

            >
            >on moze jest artystą


            A po czym tak sądzisz? Że mu się nic robić nie chce? wink



            > a zona nagle sie obudziła ?

            Żona ma aktualnie 24 lata, zapewne szukała bezpieczeństwa od swojej skłóconej
            rodziny i kilka lat temu to wystarczało, gdy mąz się nie musiał wykazywać
            zaradnością, ale tylko spokojem. Marazm pomyliła ze stabilnością. A potem
            wzięła na siebie ,jako ta energiczna kobita, wszystkie obowiązki więc tym
            bardziej pan już nic nie robił bo po co, i oddał jej całą władzę nad sobą,
            utrzymanie, a nawet myślenie.
            No i tkwi obudzona w sytuacji której dłużej nie chce. Sama poniekąd się do
            tego przyczyniła pozwalając męzowi nie-musieć-o-niczym-decydować.
            • adaria38 Re: chce rozwiazania, dajcie mi je gotowe 03.11.09, 15:46
              A w ogóle...to mi się ta historia z historią Errora jakoś skojarzyła...
            • mozambique Re: chce rozwiazania, dajcie mi je gotowe 03.11.09, 15:55

              innymi słowy - gdy pan był portzrebny jako pocieszacz, poduszka do
              płakania itzw. cicha przystań do stanięcia na nogi to wtedy sie
              nadał

              a jak pani wyszła z wałsnych problemów, depresji czy
              wspoluzalezniania, stanela mocniej na nogi, nabrała pewnosci siebie
              i rozjerzałą sie - to juz maz sie nie nadaje, juz za dobry, za
              spokojny i zbyt sflaczały, taka troche przykurzona zabwaka
              dziecinstwa . A zabawka nie wytrzymuje konkurecji z nowymi
              zabawkami. No to do śmieci i kupuejmy cos nowego.
              teraz by pani chciała "perezesa"
              • adaria38 Re: chce rozwiazania, dajcie mi je gotowe 03.11.09, 16:16
                No to jest wlaśnie pytanie dla autorki - dlaczego z tym właśnie panem się
                związała i dlaczego kiedyś był "wystarczajaco dobry". Bo nie podoba mi się
                wieszanie na nim psów po to, żeby siebie samą przekonać, że jest teraz
                "wystarczająco zły" by od niego odejść. Autorka musi swoje uczucia nazwać i
                przemyśleć i skoro zycie niesatysfakcjonujące-to je zmienić w tym zakresie-> bo
                inaczej skończy się to ucieczką w kochanka super-byznesmena i wcale nie ułożonym
                kolejnym związkiem.. Albo w poszukiwaniu ideału trafi z deszczu pod rynnę na
                przedsiębiorczego buraka który ją będzie męczył w innym zakresie. Może ten
                związek i to dziecko były za wcześnie i dla innych wymiernych korzyści. I teraz
                to pokutuje. Niemniej juz są i tego się nie cofnie.
    • variacja Re: chce rozwiazania, dajcie mi je gotowe 03.11.09, 13:11
      Dziewczyno Droga,

      przeżywałam podobne katusze. Wiem jak bardzo trudno jest odciąć
      pępowinę. Własnie to robię. Znalazłam lepiej płatną pracę, to już
      koniec.

      Na pewno przeżyje to Twoje dziecko, ale będzie silniej przezywać,
      jeśli maż będzie taki jak opisujesz i będziecie kłócić się przy
      dziecku, jak miało to miejsce u nas.

      Dojdzie do tego,z e będziesz robić za niego wszystko i uwierz mi,
      gdy odejdzie ...nawet nie odczujesz różnicy w ilosci obowiązków.

      W tak młodym wieku na pewno poznasz jeszcze tego, z kim będziesz
      mogła żyć po partnersku i nie usługiwać temu, kto pasożytuje na
      Twoim dobrym sercu.

      Życze CI wiele odwagi. Pytanie czy on CIę wogóle kocha?
      • triss_merigold6 Re: chce rozwiazania, dajcie mi je gotowe 03.11.09, 13:13
        A czy huba kocha żywiciela? Na pewno ją kocha.
        • scindapsus Re: chce rozwiazania, dajcie mi je gotowe 03.11.09, 13:49
          Gdybym miała w domu darmowego robota wieloczynnościowego, który nie
          dość że wszystko zrobi to jeszcze kasę w zębach przynosi
          to kochałabym tego robota
          miłością taką
          że się jej opisac nie da
          jak to mowią poeci
          miłością czystą/niezmierzoną
          wink

    • rybak Kochaj i rób co chcesz 03.11.09, 16:10
      Kochasz bardziej chłopa niż dziecko - nie rób nic albo postaw mu ultimatum -
      dorośnie albo... (i tu zależy od cieie tylko co i jak powiesz)
      Kochasz bardziej dziecko i siebie niż chłopa - co ja ci będę radził? Sama wiesz
      lepiej. Tylko nie potrafisz móże tego przyznać przed sobą samą.

      Jakiś on dziwny ten twój chłop. Jakby małe dość dziecko.
      Ale stanowczo protestuję przeciw utożsamianiu artystów, a już nie daj Boże
      poetów (hi hi - poetówwink z nieudolnością, nicnierobieniem i bujeniem w chmurach.
      Ja tam zasuwam ile wlezie, mam efekty, a mimo to... hmm... lubię poezję.
      • rybak Re: Kochaj i rób co chcesz 03.11.09, 16:13
        A literówki to z pośpiechu przy robociesmile.
        Powtarzam - moim zdaniem chłop jest dziwny i ta sytuacja jest nie do utrzymania.
        Więc im szybciej ją zmienisz, tym lepiej dla dziecka i ciebie. A i dla niego
        też. Życzę ci, byś ją zmieniła na korzyść, bez konieczności zmieniania ojca
        twemu dziecku.
        • zbitejajo Re: Kochaj i rób co chcesz 03.11.09, 16:30
          Utozsamiam sie z postem Adaria. Dorosliśmy. Zmienilam sie i naprawde
          życie życiem bezdzietnej 20 latki mi nie odpowiada. Przestala mi ta
          miernota-biernota odpowiadac (w znaczeniu sytuacji). Nie moge
          udawać, że fajnie jest w tym marazmie. Poczulam tą zmiene w sobie
          jakiś rok temu. Zaczęlo sie od otoczenia (mielismy wczesnie
          dziecko). Wszyscy nagle gdzies szli, cos wybierali, na cos sie
          decydowali. A Piotrek? Piotrek czeka. Czeka. Az skonczy 21 lat,
          potem jak skonczy 22, potem jak 24, 50 i 88.
          Na rozmowy jest gluchy, bo przeciez 'jest nam dobrze', 'kochamy
          sie', 'nie klocimy'. 'Wymyslam'. 'Mam nierealne oczekiwania'. 'To,
          co mowie jest niemożliwe do realizacji'. 'Mamy czas', 'jeszcze
          nie', 'po studiach'..
          Dzisiaj, po kolejnej takiej rozmowie, nie oddzywam sie. Wiec
          otrzymuje pytanie: co chcesz zebys zrobil? W domysle: podlal
          kwaitki, wyprowadil psa, dal ci posluchac w spokoju radia. Teraz
          dostalam kostkę czekolady i kawę!!! Zebym sie nie gniewala!

          On nie jest ani moim mezem, ani artystą. Jest Piotrkiem. Od zawsze
          takim. Tak ,myslalam ze to sie zmieni, ze wyrosnie, ze taki jest
          tylko w sotsuknu do mnie a nie do calego swaita. Dzieki Wam, wiem
          m.in jak bardzo mozna sie naciac oczekujac np. ze ktos zmieni sie po
          slubie
          • zbitejajo Re: Kochaj i rób co chcesz 03.11.09, 16:35
            Nie chce domu zmaieniac w przedsiebiorstwo. Chce ten dom miec.
            Tworzyc. Nie tylko w znaczeniu rodziny, ale tez fizycznie. Chce by
            zarabial, chce by mial kontakt ze swiatem, by nie pozwalalm sie
            wyzyskiwac. Zeby o nas dbal, mial nas na wzgledzie gdy komus nie
            odmawia, albo daje cos co zawazy na naszym dobru.
            Mowi: jestescie moja rodzina. Wierzy w to. A z drugiej strony:
            nic nie potrzeba, jest ok, mozemy tak żyć...

            Wczoraj to wszystko sobie uzmyslowilam i doszlam do wniosku, ze to
            co ja robie jest bezuzyteczne.

            Ktos napisal zeby mu pracy poszukac ksoro jestem zaradna:
            poszukalam, ale bal sie odbierac telefony i chodzic na rozmowy... W
            koncu zrezygnował.
            Nie bede mu szukala pracy. Bo juz szukam mu ubran.
            • zbitejajo Re: Kochaj i rób co chcesz 03.11.09, 16:51
              Nie bede sie odzywala dopoki nie zrozumie. Juz dluzej nie moge
              udawac.
              • mayenna Re: Kochaj i rób co chcesz 03.11.09, 17:02
                Milczenie niczego nie zmieni. facetem trzeba wstrząsnąć. Jeśli chcesz spróbować
                to może postaw warunki, np. do 1 grudnia znajdzie pracę...Sama wiesz jakie one
                mają być. Musi być tez sankcja - co zrobisz, jeśli on się nie ruszy od
                komputera. Musi też poczuć konsekwencje swoich zachowań. Oddał kurtkę - nie
                kupuj, załatwiaj drugiej tylko zostaw tak jak jest - niech po prostu nie ma
                kurtki. Musi poczuć po co są pieniądze.
                To trudne i nie wiem czy w ogóle warto wychowywać dorosłego mężczynę, ale o tym
                to już Ty zdecydujesz...
                Zyczę Ci mądrości, cierpliwości i siły.Pozdrawiam ciepłosmile
              • jarkoni Re: Kochaj i rób co chcesz 03.11.09, 17:41
                Naprawdę nie ma takiej możliwości, żeby z panem "artystą" przeprowadzić poważną
                męską rozmowę? O Twoich oczekiwaniach, o Twojej wizji związku i wizji rodziny?
                O tym co jest ewidentnie nie tak w jego sposobie na życie, o tym jak to wpływa i
                na Ciebie i perspektywicznie na wasze dziecko?
                Jeśli unika rozmów lub je bagatelizuje, to spróbuj zagrozić. Jesli poważnie nie
                porozmawiamy o tym co się dzieje to będę zmuszona rozważyć opcję wyprowadzki i
                zabieram dziecko..
                No od czegoś trzeba zacząć, żeby udzielny Pan I Władca zaczął myśleć nad swoim
                postępowaniem i raczył zacząć rozmawiać, poważnie rozmawiać..
    • nangaparbat3 Re: chce rozwiazania, dajcie mi je gotowe 03.11.09, 17:21
      1. Nie istnieja gotowe rozwiazania.
      2. Wlasne problemy musisz rozwiazac sama i nikt tego za Ciebie nie zrobi.
      3. Piotrek ani nie ukrywal, jaki jest, ani sie nie zmienil - trudno miec do
      niego pretensje.
      4. Zmienic mozesz tylko siebie.
      5. Jeśli Ty się zmienisz, on prawdopodobnie też się zmieni.
      6. Jesli nie chcesz znac swojej rodziny, musieli Cie porządnie skrzywdzic. Idź
      na terapię, bo jesli nie "przepracujesz" swoich problemów masz duze szanse
      skrzywdzic wlasne dziecko.
      7. Nieodzywanie sie do najgorszy sposob rozwiazywania konfliktów w zwiazku.
      • zbitejajo Re: chce rozwiazania, dajcie mi je gotowe 03.11.09, 21:24
        Juz groziłam. Czym ja mam grozić?
        Musimy tworzyc tego twora jeszcze przynajmniej 2 lata..

        On jest trudny. Nielatwo mi do niego dotrzeć. Myslę, ze zechce gadac
        pod wplywem mojego 'gniewania sie'. Tym moge go do tego skłonić.

        Otoz on nie ma koncepcji na siebie, na nas. Jego problem to:
        ja nie planuje,
        brakuje mi wyobrazni, perpektywy,
        ja nie wiem jak bedzie-w domniemaniu jakoś być musi

        Niestety JA tak nie fukcjonuje. I juz go za swoje popaprane
        funkcjonowanie przepraszalam. Moze jestem nieudolna, moze nagrzana,
        ale ja sie w PRZECZEKIWANIE nie bawie!
        Jego zdaniem jestem nadgorliwa. Moje gadanie to marzenia. Co ja
        teraz moge.

        Woli przesiedziec.
        • tricolour Wyszłaś za mąż za dziecko... 04.11.09, 08:28
          ... no to masz dziecko. Nawet dwoje.

          Twoje żale nic tu nie dadzą, no chyba, że są formą przygotowania do
          rozwodu. Półśrodki typu: oddał kurtkę, to niech chodzi bez kurtki, nie
          wchodzą w grę. Liczą się rozwiązania problemów, a nie chodzenie koło
          problemów z nadzieją, że jakoś (ale jak?) się rozwiążą.

          Na drugi raz zastanów się jakimi kryteriami kierujesz się wybierając
          facetów na życiowych partnerów. Wszak współtworzysz ten związek i nosisz w
          sobie odpowiedzialnośc za nieudolne wybory, a szczególnie za dziecko,
          któremu (przez te wybory) zafundowałaś tandetę zamiast rodziny.
          • nangaparbat3 Masz juz laseczkę, 04.11.09, 22:26
            Tri?
            • tricolour Poruszam się bez laseczki... 05.11.09, 07:56
              ... jestem jeszcze młodym człowiekiem.
              • nangaparbat3 Re: Poruszam się bez laseczki... 05.11.09, 14:08
                Miałam skojarzenie z dr. Housem - nie z wiekiem bynajmniej.
    • a_weasley Widziały gały, co brały 04.11.09, 12:23
      Człowiek wyprowadza się do domu za miastem i nie zaskakuje go, że daleko do
      teatru i w ogóle dużo czasu i atłasu schodzi na dojazdy. Coś za coś.
      Człowiek decyduje się na kota, a nie na psa, i nie pozbywa się zwierzaka
      odkrywszy, że kota się nie daje wytresować (a przynajmniej chyba wszyscy są
      zgodni, że nie powinien).
      Człowiek sobie świadomie i dobrowolnie zahodował misia w wersji pluszowej, bez
      kłów i pazurów, przysiągł mu, że go nie opuści aż do śmierci (albo przynajmniej
      zobowiazał się, że uczyni WSZYSTKO, aby małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i
      TRWAŁE), to niech się teraz - gdy z jakichś powodów ten plusz stracił dla Ciebie
      znaczenie (może spowszedniał?) - nie dziwi, że miś nie jest tygrysem i nie
      potrafi się nim stać.
      Wymienisz na tygrysa i co? Po paru latach zatęsknisz za pluszem i poszukasz
      sobie jakiegoś misia na boku, czy znowu wymienisz zwierzątko?
      • sauber1 Re: Widziały gały, co brały 04.11.09, 12:27
        www.youtube.com/watch?v=Tkrrrwow8Bs&feature=related
        • zbitejajo ? 04.11.09, 21:50
          Juz pisałam, że nie jesteśmy małżeństwem.

          Mam takie małe wrażenie, że większośc, bardzo chce mi dokopac,
          pisząc takie a nie inne tytuły wątków.
          Niczego mu nie obiecywałam, nie przysięgałam, ani nie gwarantowałam.
          Po prostu chce utrzymac ten związek, bez slubów i rozwodów, bo
          zainwestowalam w niego sporo czasu. Poza tym w powietrzu ulatnia się
          uczucie.

          Pogodziliśmy sie tzn. ja to wszystko po przedwczorajszym
          przetrawiłam. On powiedział, że jnndak nie żyje bez planu i ma pewne
          zapatrywania na przyszłość. Przyznam że tym mnie troche uspokoil i
          wyciszyłsmile Może to gra na zwłokę..

          Bardzo chce poznać szczegóły tego planu i dzisiaj byc moze znowu ten
          wątek poruszymy.

          Pokazalam mu swój pierwszy post i nim to troche wstrząsnęlo-poszedł
          spać o 22! Wrocił o 00 i rozmawialiśmy.

          Nie chce rozstań, bo.. co mi po tym.
          Jego sobę trzeba podzielic na 2: na swiat wewnetrzny, nasz,
          poukładany, spokojny, ustabilizowany i ten zewnetrzny-ostry, majacy
          bezpośredni wplyw na wewnętrzny. Ten zewnetrzny to otoczenie, ludzi,
          praca. Cala ta brutalnośc zwana życiem, bez ktorej nie da się
          funkcjonować! I kotra jest waznijesza od tego, co jest między nami.
          • tricolour Kto chce Ci dokopać i jak? 05.11.09, 08:21
            Moim zdaniem jedyną osobą, która rzeczywiście kopie, to ta, przez którą
            jesteś nieszczęśliwa i piszesz o tym na forum.

            Opisujesz swoją sytauację, a reakcje są różne: od chęci pogłaskania po
            główce, do wskazania, że współtworzysz ten związek więc jesteś zań
            współodpowiedzialna.

            Od głaskania nic się w związku nie zmieni, od wzięcia odpowiedzialności -
            może zmienić wiele.
            • a_weasley Re: Kto chce Ci dokopać i jak? 05.11.09, 10:50
              Tricolour:

              > do wskazania, że współtworzysz ten związek więc jesteś zań
              > współodpowiedzialna.

              Już mniejsza o to, że współtworzy związek, ale współstworzyła rodzinę.
          • a_weasley Re: ? 05.11.09, 10:48
            ZbiteJajo napisała:

            > praca. Cala ta brutalnośc zwana życiem, bez ktorej
            > nie da się funkcjonować! I kotra jest waznijesza
            > od tego, co jest między nami.

            A tego to nie rozumiem.
          • a_weasley E tam zaraz dokopać 05.11.09, 10:56
            zbitejajo napisała:

            > Mam takie małe wrażenie, że większośc, bardzo chce mi dokopac,
            > pisząc takie a nie inne tytuły wątków.

            Autorskie tytuły notek były do tego momentu całego majątku dwa: "Wyszłaś za mąż
            za dziecko" i mój. Nie wiem jak Tricolour, ale ja nie mam zamiaru nikomu
            dokopywać. Postawiłaś problem na forum, to się doczekałaś szczerych odpowiedzi.
            Nie da się zaprzeczyć: wiedziałaś, z kim się wiążesz. Do pewnego czasu było
            dobrze, dziecko sobie zafundowaliście, a teraz nagle przestało być dobrze, no to
            ciach, nie spełniasz oczekiwań, ciao bambino, spadaj mały, tam są drzwi,
            zamienię cię na lepszy model?
            • a_weasley P.S.: E tam zaraz dokopać 05.11.09, 10:59
              Tak, wiem, że wolisz się nie rozstawać. Trochę pomieszałem Twoje słowa
              (zwłaszcza wcześniejsze) z dobrymi radami niektórych.
              Ultimatum o tyle niewiele da, że kulawy nie zacznie nagle chodzić prosto,
              choćbyś mu rewolwer do głowy przyłożyła. Tak samo Tobie takie czy inne deficyty
              emocjonalne, zrozumiałe, gdy się ma taką rodzinę, nie znikną z dnia na dzień.
              Terapia dla Ciebie nic nie da. Terapia dla niego nic nie da. Na mój gust to Wam
              się wspólna przyda.
      • scindapsus Re: Widziały gały, co brały 05.11.09, 08:57
        Panie e_weasley, zanim się coś napisze, wypadałoby się zapoznać z
        treścią wątku.Pani załozycielka wątki z panem leniem ma dziecko, ale
        nie ma slubu.Więc wpis o nieopuszczeniu aż do śmierci jest lekko nie
        na miejscu.
        A dwa -na tym świecie pojawiło się dziecko.I to dziecko powietrzem
        żyć nie będzie.Ma swoje potrzeby.I trzeba to zauwazyc.jak się komuś
        pracować nie chce, nie powinien płodzić dzieci.Proste
        A jak spłodził, to się powinien zabrać do roboty.
        Też proste
        • chicarica Re: Widziały gały, co brały 05.11.09, 09:58
          Tak sobie myślę, że gdyby ci, którzy poświęcają czas na dorabianie ideologii do
          własnego lenistwa na forach dyskusyjnych, poświęcili ten sam czas na jakąkolwiek
          działalność przynoszącą dochody rodzinie, to problem w ogóle by nie istniał.
        • a_weasley Re: Widziały gały, co brały 05.11.09, 10:47
          Scindapsus napisała:

          > nie ma slubu.

          Rzeczywiście, gdzieś w n-tej notce autorki na wyraźne pytanie to się pojawiło.
          Wcześniej nie. Rozumiem, że to dla niej mało istotny szczegół.
          (a propos, jesteśmy zdaje się na forum o rozwodach. Jak nie ma ślubu, to i
          rozwodu być nie może)

          > Więc wpis o nieopuszczeniu aż do śmierci
          > jest lekko nie na miejscu.

          W tej sytuacji istotnie, niemniej primo - głównej myśli zawartej w tytule mojej
          notki to nie unieważnia, secundo zachodzi okoliczność daleko istotniejsza,
          mianowicie

          > na tym świecie pojawiło się dziecko.

          i ono nie tylko

          > powietrzem żyć nie będzie.

          ale z powietrza się nie wzięło, ani nie pojawiło w pierwszym czy drugim roku
          znajomości. Autorka o gwałcie nie wspomina, skąd wnoszę, że w jego powołaniu do
          życia uczestniczyła dobrowolnie, a z czasu znajomości wnoszę, że drugiego
          uczestnika tej operacji znała wcześniej i wiedziała, co on za jeden.

          > Ma swoje potrzeby.

          Ma. W szczególności ma prawo do kompletu rodziców.
          • scindapsus Re: Widziały gały, co brały 05.11.09, 12:26
            Czy mam zrozumieć że pan ojciec nic wobec tego nie musi?Może gnić na
            kanapie a pani matka ma się zaharować na smierć bo dziecko ma prawo
            do obydwojga rodzicow?

            Ano ma

            I ma prawo do pełnego brzuszka, do rozwijania się a nie tylko
            siedzenia przed telewizorem bo tatuś uznał że tak jest
            łatwiej/przyjemniej.

            Więc niech się pan artysta weźmie za zarabianie na chleb a nie
            obarcza sobą pani
            • a_weasley Re: Widziały gały, co brały 05.11.09, 17:04
              scindapsus napisała:

              > Czy mam zrozumieć że pan ojciec
              > nic wobec tego nie musi?Może gnić
              > na kanapie a pani matka ma się
              > zaharować na smierć bo dziecko
              > ma prawo do obydwojga rodzicow?

              Możesz tak rozumieć (w ogóle wszystko możesz rozumieć w dowolny sposób), ale ja
              tego nie twierdziłem i nie twierdzę.
          • chicarica Re: Widziały gały, co brały 05.11.09, 12:30
            Pani ma zatem tolerować wrzód i trutnia, ba - nie tylko tolerować, ale i
            utrzymywać, tylko dlatego, że zdarzyło jej się zajść z nim w ciążę?
            Śmiem twierdzić, że obcowanie z takim modelem ojca może dziecku tylko zaszkodzić.
            • triss_merigold6 Re: Widziały gały, co brały 05.11.09, 14:24
              Bo leniwy i niezaradny mężczyzna to bardzo zły wzorzec wychowawczy
              dla dziecka a dla żony zbędny ciężar.
              Nie widzę żadnego powodu dla którego kobieta miałaby do końca życia
              ponosić skutki błędu popełnionego w młodości.
    • olejluja_i_do_przodu Nie dorabiac ideologii do LENIA 05.11.09, 09:31
      to raz!
      A dwa panu leniowi postawić ultimatum, bez przebaczenia, albo się weźmie do
      roboty, albo wypad.
    • a_weasley Gdyby Kopernik była kobietą 05.11.09, 17:06
      Proponuję prosty eksperyment myślowy: przekonwertować założycielską notkę tak,
      żeby ZbiteJajo był mężczyzną, a Piotrek żeby była kobietą. I niech każdy, a
      zwłaszcza każda, spróbuje, nie okłamując siebie, wyobrazić sobie swój komentarz
      do postu ZbitegoJaja wyżalająceGO się na takĄ KOBIETĘ.
      • tarantinka Re: Gdyby Kopernik była kobietą 05.11.09, 17:28
        dokładnie, stereotypy niszczą ten zwiazek, co złego jest w tym ze
        facet nie ma parcia na ogólnie przyjęte normy sukcesu. Autorka zaś
        chciałaby u boku rekina biznesu, samca alfe czy cuś, ale ten Pan
        taki nie jest, nie był i nigdy nie bedzie, ba on nigdy nie zrozumie,
        o co jego partnerce chodzi. On potrafi wesprzeć, pocieszyć,
        podejrzewam że ejst swietnym ojcem. Na miejscu autorki, skoro ma
        takie ambitne podejscie to niech zajmie się materialną sferą ich
        związku a facet zajmie się zapleczem. A że to odwrócenie
        stnadartoweych ról ? no i co z tego ? Warto pamietać, ze zmienić tak
        na prawdę można jedynie swoje podejście. A już te nieodzywanie się
        do siebie, strojenie fochów - on na prawdę nie zrozumie o co ci
        chodzi. Masz ciepłego, dobrego faceta, nie zrobisz z niego gościa z
        nadmiarem testosteronu, ale to nie znaczy że on jest jakiś
        nieodpowiedzialny. Poza tym jesteście bardzo młodzi, macie czas się
        dorobić, studia warto skończyć, mieszkasz w przyjaznym domu,
        poczucie bezpieczeństwa itp tego nie da się przeliczyć na pieniądze.
        Piszę to z perspektywy kobiety która ileś lat temu musiała wziąść
        sprawy w swoje ręce i okazało się że jestem w te biznesowo finansowe
        klocki dobra. To na prawdę da ci frajdę, dużą większą niż histeria
        jaką teraz uprawiasz. Pomysl co chciałabyś robić za 10 lat, jak żyć,
        co na to twój partner ? Warto rozmawiac na takie tematy.
        • triss_merigold6 Re: Gdyby Kopernik była kobietą 05.11.09, 18:00
          Dobry, bo nie pije, nie bije i siedzi spokojnie na kanapie?
          Kobiety jednak mają niskie wymagania./:
          Naprrawdę między oderwanym od reala leniwym marzycielem a rekinem
          biznesu jest parę stadiów pośrednich.
          Pan nie jest świetnym ojcem, bo brakuje mu pomysłu na życie i
          elementarnej aktywności, niewiele ma dziecku do zaproponowania.
          • nangaparbat3 Re: Gdyby Kopernik była kobietą 05.11.09, 22:30
            triss_merigold6 napisała:

            > Pan nie jest świetnym ojcem, bo brakuje mu pomysłu na życie i
            > elementarnej aktywności, niewiele ma dziecku do zaproponowania.

            Przeciez nie do końca tak jest, w kazdym razie w pierwszym swym poście Jajo
            napisala:

            >>>A on.. Tez sie uczy. Rozwija pasje. Nie bronie mu, ale ma
            >>>sie to nijak do zycia, do przyszlosci.

            ten zwiazek jest chyba bardziej skomplikowany, niz sie wydaje.
        • zbitejajo Re: Gdyby Kopernik była kobietą 05.11.09, 22:15
          Ten i ten post, są najbardziej adekwatne:

          Dobry, bo nie pije, nie bije i siedzi spokojnie na kanapie?
          Kobiety jednak mają niskie wymagania./:
          Naprrawdę między oderwanym od reala leniwym marzycielem a rekinem
          biznesu jest parę stadiów pośrednich.
          Pan nie jest świetnym ojcem, bo brakuje mu pomysłu na życie i
          elementarnej aktywności, niewiele ma dziecku do zaproponowania.

          Bierny. On jest bierny. Nie chodzi o prace. On nawet asertywny nie
          jest... Takie cielątko. Bezbronny, ufny. Nie psrzeciwi się. Co z
          tego, ze ja jestem strong-women, skoro on to zaprzepaszcza.


          tarantinka napisała:

          > dokładnie, stereotypy niszczą ten zwiazek, co złego jest w tym ze
          > facet nie ma parcia na ogólnie przyjęte normy sukcesu. Autorka zaś
          > chciałaby u boku rekina biznesu, samca alfe czy cuś, ale ten Pan
          > taki nie jest, nie był i nigdy nie bedzie, ba on nigdy nie
          zrozumie,
          > o co jego partnerce chodzi. On potrafi wesprzeć, pocieszyć,
          > podejrzewam że ejst swietnym ojcem. Na miejscu autorki, skoro ma
          > takie ambitne podejscie to niech zajmie się materialną sferą ich
          > związku a facet zajmie się zapleczem. A że to odwrócenie
          > stnadartoweych ról ? no i co z tego ? Warto pamietać, ze zmienić
          tak
          > na prawdę można jedynie swoje podejście. A już te nieodzywanie się
          > do siebie, strojenie fochów - on na prawdę nie zrozumie o co ci
          > chodzi. Masz ciepłego, dobrego faceta, nie zrobisz z niego gościa
          z
          > nadmiarem testosteronu, ale to nie znaczy że on jest jakiś
          > nieodpowiedzialny. Poza tym jesteście bardzo młodzi, macie czas
          się
          > dorobić, studia warto skończyć, mieszkasz w przyjaznym domu,
          > poczucie bezpieczeństwa itp tego nie da się przeliczyć na
          pieniądze.
          > Piszę to z perspektywy kobiety która ileś lat temu musiała wziąść
          > sprawy w swoje ręce i okazało się że jestem w te biznesowo
          finansowe
          > klocki dobra. To na prawdę da ci frajdę, dużą większą niż histeria
          > jaką teraz uprawiasz. Pomysl co chciałabyś robić za 10 lat, jak
          żyć,
          > co na to twój partner ? Warto rozmawiac na takie tematy.

          Może rzeczywisice brakuje mi samca...
          • nangaparbat3 Re: Gdyby Kopernik była kobietą 05.11.09, 22:39
            Cos Ci, Jajo, powiem.
            Nie jestes pierwsza znana mi kobietą zarzucajacą partnerowi biernosc. Dobry
            niby, ale bierny.
            Ale ten chlop wcale bierny nie jest - on jest tylko aktywny na zupełnie inny
            sposób niz Ty bys sobie tego życzyła. Jak pisal Fromm- mozna byc biernym
            miotajac sie (a nawet pracujac) od rana do nocy i aktywnym siedząc i medytujac.
            I ja rozumiem, ze jego rodzaj aktywnosci nie pasuje Ci i złosci Cię. Ale w końcu
            takiego sobie wybrałaś. Znałas go ze dwa lata zanim zaszłas w ciażę. Moglas go
            zmieniac zanim podjelas tak ostateczną decyzję.

            Jak czytam Twoje posty, to mam wrażenie, ze caly czas go szturchasz. A to chyba
            najgorszy pomysł na zmienianie.
          • a_weasley Re: Gdyby Kopernik była kobietą 06.11.09, 09:35
            ZbiteJajo napisała:

            > on nawet asertywny nie jest

            To rzeczywiście problem. Który ma pewnie większość społeczeństwa. Jedni to
            nadrabiają kłamstwem, inni chamstwem, jeszcze inni wcale. Nie wiem, co gorsze.

            > Co z tego, ze ja jestem strong-women,

            Jak to co? Uzupełniacie się. Że w przeciwnym kierunku niż ogólnie przyjęte?
            Zdarza się.
        • useless00 Re: Gdyby Kopernik była kobietą 05.11.09, 22:48
          Są związki w których to ona jest samicą alfa, a on zajmuje się domem i tzw. zapleczem. Ona załatwia urzędy, a on dba o rozrywki dla dziecka (nie leżenie przed TV!) i jest OK. Gospodynie domowe też mają jakiś plan na życie, dążą do czegoś, urządzają, usprawniają, tworzą, kreują. Planują wydatki, troszczą się. ten Pan tego nie chce i nie umie. Nikt go nie nauczył, a i sam nie miał takiej potrzeby. Panowie, ilu z Was bierze sobie za żonę kobietę, która potrafi tylko leżeć i pachnieć? Dziewczynki od małego są uczone "funkcji usługowej", to i trudno trafić na szczególnie leworęczną. Mówią: ładna miska jeść nie daje. I to działa w OBIE strony.
      • mayenna Re: Gdyby Kopernik była kobietą 06.11.09, 10:54
        Jest jaki jest, ale może zanim ten związek był dla niego pewny to pan się jednak
        starał. Teraz ewidentnie kobieta czuje, że on nie jest z nią, z rodziną.
        Mówienie " widziały gały co brały: jest cholernie niesprawiedliwe. Możliwe, że
        te gały zostały wprowadzone w błąd.

        Nie da się tego przekonwertować. On nawet nie spełnia tej kulturowej roli
        kobiety w tym związku.Nie pilnuje tego ogniska domowego.
        Autorka w niczym tu nie zawiniła - rodziców należało by wziąć pod pręgież, ze
        wyhodowali osobnika kompletnie nie przystosowanego do życia i nieumiejącego
        sobie w tym życiu radzić. Gdyby nie żona to jak wyglądało by życie Piotrka? Na
        garnuszku u rodziców?
      • aandzia43 Re: Gdyby Kopernik była kobietą 06.11.09, 16:33
        a_weasley napisał:

        > Proponuję prosty eksperyment myślowy: przekonwertować założycielską notkę tak,
        > żeby ZbiteJajo był mężczyzną, a Piotrek żeby była kobietą. I niech każdy, a
        > zwłaszcza każda, spróbuje, nie okłamując siebie, wyobrazić sobie swój komentarz
        > do postu ZbitegoJaja wyżalająceGO się na takĄ KOBIETĘ.

        Żartujesz!!! Czy twoim zdaniem ten facet wypełnia rolę kobiety w związku i w
        rodzicielstwie?! Chyba wyraźnie było napisane, ze "nawet" (z góry przepraszam
        wszstkie kobiety pracujące w domu) dzieckiem i domem nie jest się stanie
        porządnie zająć. Nie obrażaj kobiet!
        • a_weasley Re: Gdyby Kopernik była kobietą 06.11.09, 18:42
          aandzia43 napisała:

          > Czy twoim zdaniem ten facet wypełnia rolę
          > kobiety w związku i w rodzicielstwie?!

          Piersią nie karmi. Ale wiele kobiet też nie...
          A tak poważnie - czy ja twierdziłem, że wypełnia? Albo że gdyby Kopernik była
          kobietą, wszyscy by twierdzili, że wypełnia?
          Zaproponowałem taki eksperyment. Wcale nie twierdziłem, że w efekcie powstałyby
          hymny pochwalne na cześć żony. Kto chce, może go przeprowadzić, kto nie chce,
          nie musi.
    • nangaparbat3 A czy Ty w ogole wiesz 05.11.09, 23:18
      skad wziełas cytat (sparafrazowany, ale baaaaaaardzo czytelny)rozpoczynajacy
      Twoj post?

      Nie mogę sie powstrzymac, zeby tego nie napisac, tak bardzo oszalamia mnie
      absurdalnosc tego.


      (dla rzadziej czytajacych Pismo: "Daj mi tu zaraz na tacy głowę Jana...")

      I jeszcze takie absurdalne zdjecie sie napatoczylo na dodatek:
      www.arts.cornell.edu/newsletr/spring96/images/salome.htm
    • tarantinka Re: chce rozwiazania, dajcie mi je gotowe 06.11.09, 11:30
      jeszcze raz napiszę, bo wydaje mi się ze nie do konca zrozumiałas
      moje intencje. Jesteście oboje bardzo młodzi, ledwo wyrwałaś się z
      rodzinnego domu - przed sobą możesz się przyznać jakie były tego
      powody - i kto wie może twój partner zawsze cię wkurzał, ale wolałaś
      to niż rodzinny dom. Warto się do takich motywacji dogrzebać, to ci
      wyjasni czemu ten facet tak cię irytuje. Bo on ewidentnie działa ci
      na nerwy, ze nie robi, ze robi, tak jakbyś kazde jego zachowanie
      odbierała negatywnie. W wieku dwudziestu lat, z dzieckiem - macie
      czas i się dorobić i skończyć studia. Ja mam sentyment do takiego
      typu faceta jak Twój, mój pierwszy poważny zwiazek był z kimś takim,
      wtedy mnie wkurzał, irytował, a dziś ten gościu pracuje w jakims
      niszowym wydawnictwie bajek dla dzieci, jest kompletnie ponad
      bieżace sprawy, ale ewidentnie jest szczesliwy i to szczescie
      przekałda się na jego relacje z dziecmi i żoną. Z perspektywy
      doświadczenia wiem, że nie należy oudsaiderów naginać do ogólnie
      przyjętej wizji tylko pozwolić im znalezć swoją niszę. No ale ty
      masz 20 lat, parcie na własne M i wydaje ci sie ze jak za pół roku
      nie bedzie tak jak chcesz to koniec świata. Co do wymagań względem
      facetów, o byt materialny można zadbać indywidualnie, o poczucie
      bliskosci, miłości już nie, a w końcu po co sie jest w zwiazku jak
      nie dla tego poczucia. Jak dla mnie warto odpuścić temu Panu,
      dostrzec jego zalety a za kilka lat - skończy studia i pewnie nie
      raz cię zaskoczy. Ewidentnie dorosłe życie was zaskoczyło, ale warto
      przez to przejsc wspierajac sie. Jest taka smutna myśl w tle, że
      nigdy go nie kochałas, że chciałas uciec z domu i akurat się
      nawinął, sorry jesli nadinterpretuje ale trochę to tak wygląda.
      • zbitejajo Re: chce rozwiazania, dajcie mi je gotowe 06.11.09, 20:42
        Między nami nie ma bliskości. On jest malo domyslny. Nie chce zeby
        odgadywal moje potrzeby, ale znal potrzeby związku. Sadzi ze skoro
        mamy dizecko i przezylismy setke super momentow i tyle lat ze osobą,
        to mamy juz szczęscie zapewnione i nic nie trzeba przy tym robic.
        Moj pierwszy post nijak mial sie do kolejnych.
        Pierwszy podyktowany byl sytuacją, w ktorej on bral udzial i mnie
        kolejny raz rozwalił. Swoją postawą. 'Mu nic nie potrzeba', 'on nie
        chce', 'on dziękuje'. To nie jest jeden problem, bo z niego wynikaja
        kolejne.
        Nie mozna podzielic rol w zwiazku na biale i czarne. Zycie kazdego z
        nas ma sto kolorow dziennie i ja nie moge powiedziec, ze zajmuje sie
        np. kasa, a on domem, bo jak ja zachoruje, a on dostanie super
        propozcyje, to bedziemy sie musieli zamienic, a on nie bedzie umiał.

        Jesli na cos mam ciśnienie, to wynika to z tego, że takie są obecne
        potrzeby domu, rodziny. Jego zdanie jest takie, ze jak nas los
        przycisnie, to wtedy będziemy sie zastanawiali..

        Doszlam jednak do wniosku, że mieliście racje i jak zmieniać to:
        siebie. Nie mogę go obwiniać, zreszta czuje sie niesprawiedliwa. Też
        jestem bierna, tez malo oferuję, ale to co innego, bo jego biernośc
        to KALECTWO.

        Dam sobie czas i zrobie poprawki. Ze mna też nie jest najlepiej. Tez
        sobie odpuściłam.
        • bogusiamaria Re: chce rozwiazania, dajcie mi je gotowe 06.11.09, 21:11
          Idź na terapię: nie dla związku ale dla siebie.
          Może się mylę ale mam poczucie że w tej sprawie jest jakieś drugie dno.
          Twoja rodzina była dysfunkcyjna?
          Tak reagują niektóre osoby z tych rodzin.
          Dasz radę .Jesteś nieprawdopodobnie silna.
          Cokolwiek postanowisz- poszukaj własnego dobra i spokoooju.
          Zyczę Ci tego serdecznie.Trzymam kciuki!
          • zbitejajo Re: chce rozwiazania, dajcie mi je gotowe 11.03.10, 00:22
            Jesteśmy w kryzsie. On cialge ma humorki, ciagle ma te humorki.
            Brzydko sie odzywa. olewa mnie jako kobietę, czloweika.. jest
            ptostacki.. mowi ze to odpoweidz na moje zachowanie.
            • tylkotroche Re: chce rozwiazania, dajcie mi je gotowe 11.03.10, 02:41
              "chce rozwiazania, dajcie mi je gotowe"

              proszę:

              - uzmysłowić sobie, że on się nie zmieni NIGDY.

              - zapytać siebie czy chcesz tak żyć do końca

              -za WSZELKA cenę wyprowadzić się na SWOJE, założyć sprawę o alimenty.
              (I tak utrzymujesz rodzinę, będzie Ci łatwiej i taniej bez niego)

              iść na terapie DLA SIEBIE - żeby ułożyć sobie życie.


              zadałaś pytanie, dostałaś odpowiedź
              dyskusja pod tytułem "dlaczego nie mogę skorzystać z tego pomysłu"
              jest ucieczka, kombinowaniem, "spychotechnika" i okłamywaniem samej siebie..

              dyskusja pod tytułem
              "ale ty nie rozumiesz, ja naprawdę nie mogę"
              - jest tym samym...

              Skorzystaj, później powiedz czy Ci po roku nadal będzie źle...
              trochę nie wierzę, że to napiszesz.
              pozdrawiam


    • mediator.org rozmowy i jeszcze raz rozmowy 11.03.10, 12:25
      "Droga redakcji, w pierwszych słowach mego listu pragnę wziąć w obronę artystów,
      na których tu, w kilku wypowiedziach naskoczono. Mam na myśli tych prawdziwych
      artystów, którzy wypracowują swoją pozycję w pocie czoła, a nie tych "z duszą
      artysty". Wychowało mnie dwoje artystów, więc wiem co mówię."
      A tak na poważnie... Autorko wątku, z Twoich wypowiedzi nasuwa mi się taki oto
      obrazek: wyszłaś z domu, który nie był fajny, ciepły, spokojny. Wzięłaś sobie za
      partnera mężczyznę, który te braki Ci zrekompensował (spokojny, ciepły, miły,
      idealista, marzyciel, opiekuńczy). Gdy Twoje potrzeby zostały jako tako
      zaspokojone, narodziły się nowe...które chcą być zauważone i "nakarmione" (chcę
      się rozwijać, chcę aby coś się działo, żeby on nie był taki bierny, itp itd).
      Piszesz, że dojrzałaś... A ja sądzę, że... nie znasz dobrze siebie ani swojego
      partnera. I tak jak radziło Ci kilka osób - dobrze byłoby iść na jakąś terapię.
      Bo - przypuśćmy - zmienisz partnera, weźmiesz teraz silnego, zdecydowanego,
      energicznego. Czy nie obawiasz się, że za czas jakiś zaczniesz tęsknić do
      swojego "romantycznego idealisty"? Nie buduj swojego życia na "brakach", spróbuj
      poznać całą siebie. Wydaje mi się, że nie znasz też dobrze mężczyzny, z którym
      jesteś. Piszesz, że on się uczy, rozwija, ma jakieś plany, jakiś pomysł na
      życie, ale Ty nie wiesz JAKI...
      Ktoś Ci tu mądrze napisał, że on coś robi i nie jest bierny, ale jego "robić"
      różni się od Twojego. Czyjaś pozorna bierność nie musi być negatywem. Wszystko
      zależy od tego czego oczekujesz od życia, od związku, od faktu posiadania
      rodziny i wspólnej odpowiedzialności.
      A chyba tego jednak nie wiesz. Twoja wiedza wynika jedynie z tych "braków",
      które Ci dokuczają. Tymczasem wiedzę o sobie powinniśmy czerpać z czegoś więcej
      - tak mi się wydaje...
      I jeszcze jedno - fajnie brać same pozytywy z jakiegoś zjawiska, czy postawy,
      ale należy pamiętać, że nie można mieć wszystkiego - jeśli Twój partner jest
      spokojny, lubi by "było miło", nie chce się kłócić i unika konfliktów, lubi
      pomagać innym to nie możesz od niego wymagać równocześnie aby był waleczny, gdy
      tego TY potrzebujesz, czy też zdecydowanie walnął ręką w stół, bo TY byś tak
      chciała, podjął ryzykowną decyzję, bo TY chcesz mieć odważnego mężczyznę.
      Rozumiesz? Bo może niezbyt jasno to piszę. Zamieniając go na "inny model"
      zastanów się co stracisz i co zyskasz. Bo przecież jednak coś stracisz...za czym
      potem będziesz tęsknić.
      Tak, wiem, ja mam słabość do tych "idealistów", którzy oddają "ostatnią koszulę"
      - sama tak mam i pamiętam jak bardzo mój były mąż taką postawę wyśmiewał. A
      teraz po kilku latach patrzy na to inaczej.
      To się rozpisałam wink Serdecznie Cię pozdrawiam i życzę mądrych, przemyślanych
      wyborów a zwłaszcza duuuuzo rozmowy, żebyście siebie wzajemnie poznali.
    • ksanadu Re: chce rozwiazania, dajcie mi je gotowe 11.03.10, 19:07
      Jeśli nadal jest tak jak piszesz to na co czekasz.
      To naprawdę ojciec Twego dziecka - czy drugie (niedorozwinięte) dziecko. Jak
      długo zamierzasz w tym trwać ? Nie znam zdania Twego męża, ale Ty żyjesz w
      koszmarze. Jak jeszcze długo ? Nie wierz, że On się zmieni. Nie łudź się. On się
      nie zmieni.
      Zacznij od nowa. Nie czekaj. Zacznij mieć w końcu trochę szacunku dla siebie.
      Szanujesz siebie za to co masz. Jakie masz perspektywy ?
      Macie dziecko - czy tak się zachowuje odpowiedzialny ojciec.
      Jak zaczniesz od nowa - to jak długo będzie gorzej ? Przecież nie długo. W końcu
      w przyszłości jeśli to Dziecko zacznie dorastać do stanu mężczyzny nic nie stoi
      na przeszkodzie abyście w jakiś sposób byli razem. Jeśli szybko nie zastosujesz
      drastycznej kuracji sama wpędzisz się chorobę psychiczną.
      Moja sytuacja w jakiś sposób był podobna. Szkoda tylko, że trwało to tak długo.
      Bardzo ciężko przeżyłem wyprowadzkę - ale wreszcie mogę spojrzeć w lustro i
      zaczynam odżywać.
      Zacznij póki jeszcze nie jesteś na dnie.
      • zbitejajo Re: chce rozwiazania, dajcie mi je gotowe 08.04.10, 00:09
        Sytuacja robi sie coraz bardzij toskyczna. Zaciesnia sie petla, bo
        ja oczekuje decyzji na przyslzosc, a wszystko jest gdybaniem i
        jednym wielkim prawopodobienstwem. Myslalam, ze moze jak skupie sie
        na sobie, i zaczne robic to co moge i potrafie, to wszystko sie
        zmieni. W rezultacie zmienilo sie tylko "u mnie", a on po prostu nie
        bral w tym udzialu i zyl dalej po swojemu, dostosowujac sie do mojej
        nieobecnosci w SWOIM ZYCIU. Oczywiscie nie ma mowy o tym, by tworzyc
        cos we trojke, tyle przeciez mozemy w obecnym stadium zycia zrobic:
        mozemy np. i tu wymienia litanie rzeczy, ktore mozna zrobic bedąc w
        danej sytuacji.

        To co ja zrobilam, to: zabezpieczylam nas-siebie i dziecko
        finansowo, zaczelam rozgladac sie za praca w zawodzie, za
        mozliwosciami jakie daje moje wyksztalcenie. Wysylam "na luzno" CV,
        do okazalszych firm i niektore wystepuja z propzocyjami..

        Sugeruje mu ze jestem nieszczesliwa, bo nie moge ciągle trwac w
        związku, ktory konczy i zaczyna sie na opowiesciach o niejasnej
        przyszlosci.
        • zbitejajo Re: chce rozwiazania, dajcie mi je gotowe 08.04.10, 00:12
          Dodam, ze próbuje wyludzic ode mnie pieniadze, w naszym zwiazku
          tylko ja je mam. Oczywiscie pieniadze na syna, ktore on zawsze
          wykladal, a teraz nie ma, bo nie potrafi wyegzekwowac od siostry
          pozyczki, ktorej jej udzielił!!!!
          • zbitejajo Re: chce rozwiazania, dajcie mi je gotowe 08.10.10, 18:55
            Cześc.. dopisuje cos do wątku, bo minąl z rok od tego pierwszego, a zycie jednak toczy sie dalej.

            W tej chwili jest chyba jeszcze gorzej, ale juz jestem przyzwyczajona. Komunikuje mu na wszystkie mozliwe sposoby, ze to juz nasze ostatki. Jeszcze nie mozemy sie rozstac, bo syn nas bardzo potrzebuje razem, ale dla mnie nasza relacja jest na pol-martwa... To decydujacy rok i jeszcze pewnie za rok, tez cos napsize, o tym co u nas, ale w tej chwili zmienilam do tego wszystkiego nastawienie... Nastawiam sie nas samodzielne zycie z synem, azeby bylo to mozliwe, musimy jeszcze pobyc razem... Dla wspolnego dobra.
            Moj chlopak sie nie zmieni. Bedzie taki, jak jest.... jedyne co w tym wszystkim moge zmienic, to siebie.. Sowje nastaweinie. Wiem, ze durnie jest przeczekwiac, ale niestety jestem jeszcze bardzo zalezna od tego bycia ze soba. Mniej emocjonalnie, wiecej ekonomicznie... Czas jendak plynie na moja korzyść..

            W zwiakzu jest raz lepiej raz gorzej, z przewaga dla gorzej. Wypelniam czas i czekam rozstania.
            • ef.endir Re: chce rozwiazania, dajcie mi je gotowe 08.10.10, 20:29
              silna z Ciebie dziewczynka......
              Powodzenia!
    • xciekawax Re: chce rozwiazania, dajcie mi je gotowe 09.10.10, 03:46
      troszke mi przypominasz mnie, w tym ze ja w partnera inwestowalam, swoje odlozone pieniadze na moja passje dalam jemu na jego pomysly/passje. Siebie ograniczylam a jego budowalam. Wiesz jak to sie skonczylo? zdradzal mnie na prawo i lewo, nie liczyl sie ze mna, i nie mial zadnych wyrzutow ze ja przez moja prace sie starzeje a on sie rozwija. Nie obchodzilo go moj poziom stresu i jak przez to przechodze - on byl w swoim swiecie gdzie tylko jego potrzeby sie liczyly.

      I teraz jestem sama.... i wiesz co? pracuje NA SIEBIE w koncu. nie na niego. I mi lepiej to wyjdzie. Odbudowuje to co stracilam przez lata.

      Ty jestes madrzejsza niz ja, gdyz ja zdalam sobie z tego sprawe w wieku 30 lat, a ty o wiele wczesniej. Dlatego mocno sie zastanow czy chcesz z tym czlowiekiem budowac przyszlosc bo jezeli on teraz nie dba o Twoje potrzeby to co bedzie pozniej????

      Nie marnuj swojego zycia.
      • zbitejajo Re: chce rozwiazania, dajcie mi je gotowe 23.02.11, 17:19
        Jest mi znów zle. Znowu zle. Tak jak w 2009 r. Od chyba 2008... Jestem nieszczęśliwa. On warczy, ja się spinam. Umie byc niemily, taki nieprzyjemny. Brzydko odpowaida.. Nie czuje sie z nmi dobrz. Tz. mometami bylo dobrze, ale ogolnie to jestesmy jak ogien i woda. Nawet swojej muzyki nie lubimy.
        Niestety musze jeszcze troche przetrwac. jeszcze troche musze sie zmsuzac.
        • yoma Re: chce rozwiazania, dajcie mi je gotowe 24.02.11, 13:56
          No to w imię czego się męczysz?
          • plain.dad Re: chce rozwiazania, dajcie mi je gotowe 25.02.11, 08:13
            yoma napisała:

            > No to w imię czego się męczysz?
            dla swojej wygody i po cichu przygotowuje się do odejscia, widocznie jeszcze tamten jest jeszcze potrzebny
            • zbitejajko Re: chce rozwiazania, dajcie mi je gotowe 08.07.14, 22:28
              Sporo minęło od tamtego wpisu. Finansowo powodzi nam sie w miarę, zaktywizował się i nie mam do niego zastrzeżeń. Niemniej jesteśmy w tej chwili jak rodzeństwo. Dostałam ostrej depresji... wywalili mnie 2 razy z pracy i siedzę w domu. Nie chce zwalać tego na związek, ale... nie ukrywam, ze było jak jest, tylko pod innym kątemsad Nie ma bliskości, zainteresowania. On ma teraz urlop i właściwie niczym się nie wykazał. Spycha mnie z kolan, gdy próbuje na nich usiąść, nie ma mowy o odwzajemnieniu przytulenia.. Mowi ze zmarnował sobie życie ze mną, a ja myślę, ze ja z nim.. Ogólnie dobija mnie w nim wszystko. Moze byc kumplem, ale nie.. facetem. Nie jestem bez wad, ale nie wyobrazam sobie z nim seksu (od paru lat nic..). Nadal u jego rodzicow... tragedia. Nie wiem jak odejść..
              • mika99 Re: chce rozwiazania, dajcie mi je gotowe 09.07.14, 08:01
                Jak chcesz odejść to odejdziesz. Powoli małymi krokami. Najpierw praca potem reszta. A co z mieszkaniem, które mieliście wyremontować? Jeżeli faktycznie jest tak jak mówisz, to niepotrzebnie się obydwoje męczycie- wzajmnie, jak sytuacja się nie zmieni to za parę lat będziecie się nienawidzić, a obecność drugiej osoby będzie wywoywać frustrację. Może warto usiąść i przedgadać temat póki nie jest za późno.
                • zbitejajko Re: chce rozwiazania, dajcie mi je gotowe 03.05.18, 01:45
                  Piszę ten post dla siebie samej z przeszłości sad

                  Chce sobie napisac, że nie posluchlaam was i że stracilam wiele lat życia z tym człowiekiem. Czas jest wart najwiecej, ale stracilam go przez siebie.

                  Piotrek odszedl dawno temu, potem odszedl juz naprawde. Zostawil nas. Byl z nami, gdyż... jak sam powiedzial przetrzymwal, az dziecko bedzie wieksze i bedzie mogl juz odejśc. Niestety nasz syn okazal sie chory. Jako ze bylam z tym sama pozno go zdiagnozowano. Jego ojciec po diagnozie zwyczajnie przestal być ostatecznie obecny w zyciu dziecka. Robil coraz mniej, coraz bardziej odpychal go, odpychal mnie, mial dosyc nas, dosyc wszystkiego.

                  W koncu wyslzo na jaw, ze zostal przy nas tak dlugo, bo rodzice naciskali i że on nie wie czy chce byc z kobieta... Tak, z kobieta. Wiec z kim chce byc - nie wie.

                  Stracilam lata zycia, szanse, mozliwosci. Stracilam to przez bierność.

                  Teraz jestem juz stara, mam nawet siwe wlosy i 10 kg nadwagi. Nie przypomniam juz siebie z tamtych lat, ale ten post pamiętam.

                  Wiedzialam wtedy tyle samo, co wiem teraz. Ale nic z tym nie zrobilam i gdyby on nie odszedl - nie zrobilabym.
                  Mialam 24 lata, gdy bylam w posiadaniu wszystkich danycho naszym zwiazku i nie zrobilam nic.

                  Zaluje tkwienia w tym bezsensie.
                  Zmiana przyszla po diagnozie dizecka, okazlao sie, ze.. takich przpyakdow jak moj jest wiele. Duplikowlay sie sytuacja takich kobiet jak ja z takim dzieckiem jak moje. Zyciorysy sie powtarzaly.

                  Nadal nie wiem co mogłabym radzic soibe sprzed lat, chyba tylko tego, by szybciej zdiagnozować dziecko, poznac ludzi, ktorzy zaliczyli identyczny scenariusz zycia i wydobyć się dekade wczesniej.
                  • nieprawda.nieprawda Re: chce rozwiazania, dajcie mi je gotowe 11.05.18, 02:07
                    Nigdy nie jest za późno na zaczęcie wszystkiego od nowa. Nie zrobiłas tego wtedy, zrób to teraz.
                    Odetnij się od przeszłości i przestań rozpamiętywać!
                    Żebyś za kolejne 9 lat nie żałowała patrząc wstecz, że nie zmieniłaś niczego w swoim życiu dziś.

                    Jeśli dobrze liczę to masz 33 lata? Jak możesz mówić o sobie że jesteś stara? Ja mam 39 i nigdy bym tak o sobie nie pomyślała. Też nie przypominam siebie sprzed 9 lat ale to przecież normalne.
                    Nie wiem czy mam siwe wlosy, bo je farbuję smile Miałam nadwagę, ale któregoś dnia gdy uznałam że nie chcę zaopatrywać się w sklepach dla puszystych usiadłam, zaplanowałam kilka zmian w swoim jadłospisie i zrzuciłam w 5 miesięcy 7 kg. Nie bylo żadnej spektakularnej metamorfozy, ale jest znacznie lepiej.

                    Pomyśl co dobrego możesz dla siebie zrobić i zrób to. Może zacznij od fryzjera?
                  • atojaxxl Re: chce rozwiazania, dajcie mi je gotowe 11.05.18, 08:46
                    Moja droga, ja tkwiłam 37 lat z takim niezaradnym, biednym, uzależnionym od mamusi, pokornym, zatapczanionym, leniwym, bezradnym wobec wymagań życia ukwiałem.
                    Telewizor, gazeta, i cisza ma być, bo pan ogląda. Ostatnie 8 lat przez rozpadem małżeństwa nie pracował, ale wymagania miał. "Daj mi na bilet, kino, piwo, fryzjera, lekarstwo, kwiatki dla mamy, mecz, "* Niepotrzebne skreślić.
                    Nie bił, nie pił, za babami nie latał, hazardu nie uprawiał - w tym przejawiać się miał jego ideał faceta.
                    Żarówki nie wkręcił, kranu nie naprawił, gwoździa prosto nie wbił.
                    I żeby jeszcze nikt do nas nie przychodził, bo nie lubi ludzi.
                    Wreszcie pojechał do sanatorium i tam poznał panią w moim wieku, ale wolnego stanu, świeżą wdowę, która jak sama mówi: kocha się kimś opiekować. No i zaopiekowała się. I jestem jej za to wdzięczna.
                    Nadal sama wkręcam żarówki, naprawiam krany, wbijam prosto gwoździe. Telewizor milczy, gazety czytam w necie. Trzy lata spokojnego życia. Trzy lata nowych znajomości, nowych pasji, zadbania o siebie.
                    A mój ukwiał? Pani znudziła się jednak opieka nad nim i pogoniła go do pracy, pilnuje w nocy łódzkich przystanków i wypłakuje się do sióstr, jakie życie jest niesprawiedliwe.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka