zrezygnowanyy
18.11.09, 13:20
Moj problem.
mam 32 lata. Jestesmy malzenstwem 10 lat. Moja wielka milosc. Motyle w
brzuchu, jej obecnosc niczym tlen, jej spojrzenie studnia szczescia.
Dzien slubu najszczesliwszym dniem w moim zyciu. 9 lat temu - mamy pierwsze
dziecko.
Po pol roku pojawia sie problem ktory tkwi w nas do dzis.
Moja eks przyjaciolka (taka od serca - wielka przyjazn, wiedzielismy o sobie
wiecej niz ktokolwiek inny - przyjazn najpierw ostygla
kiedy poznalem moja milosc, kiedy okazalo sie ze moja przyjaciolka zupelnie
nie akceptuje mojej milosci, wciaz ja krytykuje - zakonczylem przyjazn)
spotkala sie z moja zona i powiedziala jej wszystko co o niej wiedziala (a
przyjaciel przyjacielowie powie wiele...) oraz wymyslone historie o mnie,
dostalem smsa "Ty sku*ielu" ktorego mimo uplywu 9 lat pamietam. Szok.
uslyszalem ze jestem nic nie wartym czlowiekiem, niegodnym zaufania... Od tego
momentu zabraklo zaufania.
Po okolo roku moja milosc spotyka sie sie z wlasnej inicjatywy z moje jedyna
eks (moj jedyny przed malzenstwem "staly (3 mce) zwiazek - zakonczony przeze
mnie dosc cynicznie - ona czula do mnie wiele - ja niewiele. Malzonka
uslyszala o mnie wiele nieprawdziwych slow - wszystko wziela za fakty. Slowa
dla mnie krzywdzace - nie wiem czy mialy byc zemsta czy czym. Wiedzialem ze to
bzdury - sytuacja slowo przeciwko slowu - zona mi nie uwierzyla.
Zacialem sie w sobie, nic juz nie tlumaczylem, postanowilem, ze moje
postepowanie pokaze jak jest na prawde. Walczylem o lepsza prace, o nasze
wlasne mieszkanie, o wychowanie syna.
Zona w tym czasie znalazla pocieszenie u innego mezczyzny. Rozmowy z wypiekami
na twarzy, ukryte smsy, spotkania na uczelni, wieczorne wyjscia. Romans?
Zdrada? Bolalo jak cholera.
Twierdzilem ze mamy dziecko, czulem sie odpowiedzialny za jego wychowanie,
tworzymy rodzine, chcialem dalej to tworzyc, nie chcialem tego konczyc, za
mocno kochalem. Na codzien zona mi prosto w oczy powiedziala ze zniszczy nasz
zwiazek i sam odejde, kiedy mieszkalismy z rocznym synem u tesciow wyrzucila
mnie za drzwi twierdzac, ze ma mnie dosyc i mam znikac z jej zycia. Polamanie
na moich oczach i wyrzucenie do smieci kwiatow ktore mialem nadzieje dadza jej
sygnal, znak, przypomna o uczuciu...
Zanikl kiedys goracy seks, nie bylo cienia usmiechu z jej strony w moja
strone, totalna zniewaga. Wtedy uslyszalem ze to wszystko moja wina ze
poszukala sobie przyjaciela. Twierdzilem inaczej. Doszlo do tego ze przyjaciel
postnowil ze wychowa mojego syna i decyzja miala nalezec do zony (dowiedzialem
sie o tym pozniej), zona zakonczyla ta znajomośc. Kiedy po latach
rozmawialismy o tym przyznala ze sie wtedy zakochala. Bolalo jak cholera.
Zacialem sie, twierdzac ze rodzina najwazniejsza.
Adaptowalismy strych nad naszym mieszkaniem - powiekszylismy rodzine.
Wczesniej probowalismy - dwa razy sie nie udalo, ciezkie chwile w klinice,
kiedy ja wiezli z sali operacyjnej po wyczyszczeniu - serce pekalo. Urodzila
sie corka. Zona podkreslala ze to ja chcialem drugie dziecko.
Robilem kariere w zawodzie. Zmienilismy mieszkanie na dom z ogrodem z
amiastem, nowy, duzy, do wykonczenia, zrujnowalo nas to finansowo, pojawily
sie ciagle klotnie, znow bylem najgorszym czlowiekiem na swiecie, kazdy sąsiad
czy znajomy w slowach zony, zona poszla na studia, wesole towarzystwo kolegow
i kolezanek, osob bez zadnych zobowiazan bylo o niebo lepsze niz wychowywanie
dwojki dzieci, boirykanie sie z problemami finansowymi czy zwyklym szarym
zyciem, "Wychodze na uczelnie, wroce rano" i trzasniecie drzwiami.. zaczalem
pekać. W domu co bym nie zrobil bylo zle, zaczalem odnajdywac w inernecie
dowartosciowanie. przynajmniej tak mi sie zdawalo.Plytkie jak cholera ale zawsze.
W internecie istniej od 1998 roku, z racji mojej motocyklwoej pasji poznalem
na forum motocyklowym mnostwo ludzi, ale tez nauczylem sie ze dla wielu
internet to takie lustro z Alicji w krainie czarow i nie traktuje autorow
internetowych wypowiedzi powaznie jak ludzi. Dla mnie to po prostu "ktos"on
czy ona - zalezy co o sobie napisze. Sam dla rozrywki sie czasami bawilem
podszywajac sie w wypowiedziach pod kogos kim nie bylem. Szukajac rozrywki tez
sie tak "bawilem", wymiana zdan na gg, bezwiedne klikanie po fotkach na
portalu randkowym, po prostu targowisko proznosci. Sporadycznie klikalem na
strony erotyczne, masturbowalem sie, pojawil sie kilka razy cybersex, wymiana
fotek, rzadko swoich. Mozna ocenic ze sie pograzalem.
Urodzila sie druga coreczka, ukochana istota, wiele miedzy nami zmienila, na
wiesc o ciazy, zona zapytala " i co my teraz zrobimy?" odpowiedzialem "po
prostu bede Cie troche bardziej kochal". jakby sie ocieplilo.
Klikanie na gg, maile z nieznajomymi zaczely byc bardzo sporadyczne. Zawsze
tresci tam wypisywane byly dla mnie fikcja, czesto dla osiagniecia oczekiwanej
odpowiedzi potrafilem napisac slowa o uczuciach ktorych wcale nie mialem.
pelna obojetnosc. Plytka proznosc, zadna satysfakcja.
Okazalo sie ze albo ja jestem niesamowicie skuteczny albo moja milosc
niesamowicie zyzna. bedziemy miec czwarte dziecko. Poodczytanie testu
wszystkie kolezanki zony sie dowiedzialy co zona czula w tym momencie a ja w
tym czasei stalem jak sierota sam z myslami. W koncu uslyszalem ze to wielka
tragedia. Oddalalismy sie od siebie. Zamiast isc spac z malzonka o 20
(zrozumiale, w ciazy, wychowujac trojke dzieci szybciej sie kladla spac)
siedzialem przed kompem i bezwiednie klikalem, cokolwiek, sport, porno strony,
praca. marazm.Zone na tyle to zaintrygowalo ze zamowila raport o tym co sie
dziej na kompie. Porno strony. Wykrzyczala mi swoje racje, zazadala rozwodu,
ze ja to poniza, ze juz mnie nie pociaga, nidy nie patrzylem na to z tej
strony, jest bardzo atrakcyjną kobietą, pociąga mnie, nie mogę porównac
podniecenia z nia z płytcizną podniecenia z pornostron - uslyszalem precyzyjne
przemyslane rozwiazanie, nawet kwoty alimentow. poszla na impreze, umowila sie
z kims na przygodny seks
(w 7 mcy ciazy), nie poszla zdazylismy porozmaiwawiac o tym. Odnalezlismy
tlące sie w nas uczucie. Zaczęlismy rozmawiac o wszystkim. Od 8 lat
najpiekniejszy okres w moim zyciu.
Mowilem o sprawach ktorych sie dostąd wstydzilem,balem sie rozmawiac, nie
chcialem wszystkiego mowic,kiedy zapytala o portal randkowy najpierw ze
strachu ze wszystko zniszcze (bo to dwuznaczna sprawa), pozniej zaczalem o tym
mowic, wyciagalismy ze mnei slowa, prawie jak zeznania na torturach, poszeldem
pierwszy raz w zyciu do psychologa, do konca sie balem powiedziec ze zdarzyl
mi sie cybersex.
W koncu powiedzialem to czego sie najwiecej wstydzilem i uslyszalem ze jestem
prymitywem i nie chce mnie wiecej znac. Ze wciaz ja oklamuje i mi w nic nie
wierzy.
ma podstawy - balem sie wszystko powiedziec i nie byl to od razu potok slow i
faktow.
Klikajac w necie - stworzylem soebie sporadycznie wykorzystywanego ale
drugiego siebie. Na codzien staram sie dawac z siebie wszystko - wychowanie
dzieci to
moja pasja, uwielbiam swoje dzieci, czuje ze ja tez im nie jestem obojetny,
tworzenie rodziny - zawsze byl to dla mnie priorytet. Potrafilem zmienic prace
aby wiecej czasu spedzac w domu.
Dzis slysze ze zawiodlem i nie jestem wart bycia partnerem. Mamy sie rozstac.
Zona znalazla internetowych przyjaciol, rowniez na tym forum, z ciekawosci
zarejestrowala sie na
portalu randkowym, 2 dni po operacji wymieniala z kliniki z kolega maile ktore
"jakbym zobaczyl to by mi sie przykro zrobilo", a ja jak idiota godzine
sterczalem pod
sala operacyjna w trakcie zabiegu (cesarka) caly w nerwach zeby nic jej sie
nie stalo, po czym a nastepny dzien wlasnie uslyszalem przez telefon ze jestem
nieszczery
i dlatego miedzy nami koniec. Dzieci mi sie pytaja dlaczego mama ciagle przed
laptopem siedzi. Czasem z wypiekami na twarzy.
Nie twierdze ze nie zrobilem zle, ale ciesze sie ze w pore sie opamietalem,
cos co jak sądzilem nie ma zadnego wplywu na nasz zwiazek, mialo ogromny,
doceniam to po tym jak