Dodaj do ulubionych

rozstanie...?1/2

18.11.09, 13:20
Moj problem.
mam 32 lata. Jestesmy malzenstwem 10 lat. Moja wielka milosc. Motyle w
brzuchu, jej obecnosc niczym tlen, jej spojrzenie studnia szczescia.
Dzien slubu najszczesliwszym dniem w moim zyciu. 9 lat temu - mamy pierwsze
dziecko.
Po pol roku pojawia sie problem ktory tkwi w nas do dzis.
Moja eks przyjaciolka (taka od serca - wielka przyjazn, wiedzielismy o sobie
wiecej niz ktokolwiek inny - przyjazn najpierw ostygla
kiedy poznalem moja milosc, kiedy okazalo sie ze moja przyjaciolka zupelnie
nie akceptuje mojej milosci, wciaz ja krytykuje - zakonczylem przyjazn)
spotkala sie z moja zona i powiedziala jej wszystko co o niej wiedziala (a
przyjaciel przyjacielowie powie wiele...) oraz wymyslone historie o mnie,
dostalem smsa "Ty sku*ielu" ktorego mimo uplywu 9 lat pamietam. Szok.
uslyszalem ze jestem nic nie wartym czlowiekiem, niegodnym zaufania... Od tego
momentu zabraklo zaufania.
Po okolo roku moja milosc spotyka sie sie z wlasnej inicjatywy z moje jedyna
eks (moj jedyny przed malzenstwem "staly (3 mce) zwiazek - zakonczony przeze
mnie dosc cynicznie - ona czula do mnie wiele - ja niewiele. Malzonka
uslyszala o mnie wiele nieprawdziwych slow - wszystko wziela za fakty. Slowa
dla mnie krzywdzace - nie wiem czy mialy byc zemsta czy czym. Wiedzialem ze to
bzdury - sytuacja slowo przeciwko slowu - zona mi nie uwierzyla.
Zacialem sie w sobie, nic juz nie tlumaczylem, postanowilem, ze moje
postepowanie pokaze jak jest na prawde. Walczylem o lepsza prace, o nasze
wlasne mieszkanie, o wychowanie syna.
Zona w tym czasie znalazla pocieszenie u innego mezczyzny. Rozmowy z wypiekami
na twarzy, ukryte smsy, spotkania na uczelni, wieczorne wyjscia. Romans?
Zdrada? Bolalo jak cholera.
Twierdzilem ze mamy dziecko, czulem sie odpowiedzialny za jego wychowanie,
tworzymy rodzine, chcialem dalej to tworzyc, nie chcialem tego konczyc, za
mocno kochalem. Na codzien zona mi prosto w oczy powiedziala ze zniszczy nasz
zwiazek i sam odejde, kiedy mieszkalismy z rocznym synem u tesciow wyrzucila
mnie za drzwi twierdzac, ze ma mnie dosyc i mam znikac z jej zycia. Polamanie
na moich oczach i wyrzucenie do smieci kwiatow ktore mialem nadzieje dadza jej
sygnal, znak, przypomna o uczuciu...
Zanikl kiedys goracy seks, nie bylo cienia usmiechu z jej strony w moja
strone, totalna zniewaga. Wtedy uslyszalem ze to wszystko moja wina ze
poszukala sobie przyjaciela. Twierdzilem inaczej. Doszlo do tego ze przyjaciel
postnowil ze wychowa mojego syna i decyzja miala nalezec do zony (dowiedzialem
sie o tym pozniej), zona zakonczyla ta znajomośc. Kiedy po latach
rozmawialismy o tym przyznala ze sie wtedy zakochala. Bolalo jak cholera.
Zacialem sie, twierdzac ze rodzina najwazniejsza.
Adaptowalismy strych nad naszym mieszkaniem - powiekszylismy rodzine.
Wczesniej probowalismy - dwa razy sie nie udalo, ciezkie chwile w klinice,
kiedy ja wiezli z sali operacyjnej po wyczyszczeniu - serce pekalo. Urodzila
sie corka. Zona podkreslala ze to ja chcialem drugie dziecko.
Robilem kariere w zawodzie. Zmienilismy mieszkanie na dom z ogrodem z
amiastem, nowy, duzy, do wykonczenia, zrujnowalo nas to finansowo, pojawily
sie ciagle klotnie, znow bylem najgorszym czlowiekiem na swiecie, kazdy sąsiad
czy znajomy w slowach zony, zona poszla na studia, wesole towarzystwo kolegow
i kolezanek, osob bez zadnych zobowiazan bylo o niebo lepsze niz wychowywanie
dwojki dzieci, boirykanie sie z problemami finansowymi czy zwyklym szarym
zyciem, "Wychodze na uczelnie, wroce rano" i trzasniecie drzwiami.. zaczalem
pekać. W domu co bym nie zrobil bylo zle, zaczalem odnajdywac w inernecie
dowartosciowanie. przynajmniej tak mi sie zdawalo.Plytkie jak cholera ale zawsze.
W internecie istniej od 1998 roku, z racji mojej motocyklwoej pasji poznalem
na forum motocyklowym mnostwo ludzi, ale tez nauczylem sie ze dla wielu
internet to takie lustro z Alicji w krainie czarow i nie traktuje autorow
internetowych wypowiedzi powaznie jak ludzi. Dla mnie to po prostu "ktos"on
czy ona - zalezy co o sobie napisze. Sam dla rozrywki sie czasami bawilem
podszywajac sie w wypowiedziach pod kogos kim nie bylem. Szukajac rozrywki tez
sie tak "bawilem", wymiana zdan na gg, bezwiedne klikanie po fotkach na
portalu randkowym, po prostu targowisko proznosci. Sporadycznie klikalem na
strony erotyczne, masturbowalem sie, pojawil sie kilka razy cybersex, wymiana
fotek, rzadko swoich. Mozna ocenic ze sie pograzalem.
Urodzila sie druga coreczka, ukochana istota, wiele miedzy nami zmienila, na
wiesc o ciazy, zona zapytala " i co my teraz zrobimy?" odpowiedzialem "po
prostu bede Cie troche bardziej kochal". jakby sie ocieplilo.
Klikanie na gg, maile z nieznajomymi zaczely byc bardzo sporadyczne. Zawsze
tresci tam wypisywane byly dla mnie fikcja, czesto dla osiagniecia oczekiwanej
odpowiedzi potrafilem napisac slowa o uczuciach ktorych wcale nie mialem.
pelna obojetnosc. Plytka proznosc, zadna satysfakcja.
Okazalo sie ze albo ja jestem niesamowicie skuteczny albo moja milosc
niesamowicie zyzna. bedziemy miec czwarte dziecko. Poodczytanie testu
wszystkie kolezanki zony sie dowiedzialy co zona czula w tym momencie a ja w
tym czasei stalem jak sierota sam z myslami. W koncu uslyszalem ze to wielka
tragedia. Oddalalismy sie od siebie. Zamiast isc spac z malzonka o 20
(zrozumiale, w ciazy, wychowujac trojke dzieci szybciej sie kladla spac)
siedzialem przed kompem i bezwiednie klikalem, cokolwiek, sport, porno strony,
praca. marazm.Zone na tyle to zaintrygowalo ze zamowila raport o tym co sie
dziej na kompie. Porno strony. Wykrzyczala mi swoje racje, zazadala rozwodu,
ze ja to poniza, ze juz mnie nie pociaga, nidy nie patrzylem na to z tej
strony, jest bardzo atrakcyjną kobietą, pociąga mnie, nie mogę porównac
podniecenia z nia z płytcizną podniecenia z pornostron - uslyszalem precyzyjne
przemyslane rozwiazanie, nawet kwoty alimentow. poszla na impreze, umowila sie
z kims na przygodny seks
(w 7 mcy ciazy), nie poszla zdazylismy porozmaiwawiac o tym. Odnalezlismy
tlące sie w nas uczucie. Zaczęlismy rozmawiac o wszystkim. Od 8 lat
najpiekniejszy okres w moim zyciu.
Mowilem o sprawach ktorych sie dostąd wstydzilem,balem sie rozmawiac, nie
chcialem wszystkiego mowic,kiedy zapytala o portal randkowy najpierw ze
strachu ze wszystko zniszcze (bo to dwuznaczna sprawa), pozniej zaczalem o tym
mowic, wyciagalismy ze mnei slowa, prawie jak zeznania na torturach, poszeldem
pierwszy raz w zyciu do psychologa, do konca sie balem powiedziec ze zdarzyl
mi sie cybersex.
W koncu powiedzialem to czego sie najwiecej wstydzilem i uslyszalem ze jestem
prymitywem i nie chce mnie wiecej znac. Ze wciaz ja oklamuje i mi w nic nie
wierzy.
ma podstawy - balem sie wszystko powiedziec i nie byl to od razu potok slow i
faktow.
Klikajac w necie - stworzylem soebie sporadycznie wykorzystywanego ale
drugiego siebie. Na codzien staram sie dawac z siebie wszystko - wychowanie
dzieci to
moja pasja, uwielbiam swoje dzieci, czuje ze ja tez im nie jestem obojetny,
tworzenie rodziny - zawsze byl to dla mnie priorytet. Potrafilem zmienic prace
aby wiecej czasu spedzac w domu.
Dzis slysze ze zawiodlem i nie jestem wart bycia partnerem. Mamy sie rozstac.
Zona znalazla internetowych przyjaciol, rowniez na tym forum, z ciekawosci
zarejestrowala sie na
portalu randkowym, 2 dni po operacji wymieniala z kliniki z kolega maile ktore
"jakbym zobaczyl to by mi sie przykro zrobilo", a ja jak idiota godzine
sterczalem pod
sala operacyjna w trakcie zabiegu (cesarka) caly w nerwach zeby nic jej sie
nie stalo, po czym a nastepny dzien wlasnie uslyszalem przez telefon ze jestem
nieszczery
i dlatego miedzy nami koniec. Dzieci mi sie pytaja dlaczego mama ciagle przed
laptopem siedzi. Czasem z wypiekami na twarzy.

Nie twierdze ze nie zrobilem zle, ale ciesze sie ze w pore sie opamietalem,
cos co jak sądzilem nie ma zadnego wplywu na nasz zwiazek, mialo ogromny,
doceniam to po tym jak
Obserwuj wątek
    • zrezygnowanyy Re: rozstanie...?1/2 18.11.09, 13:22
      C.D.:
      Nie twierdze ze nie zrobilem zle, ale ciesze sie ze w pore sie opamietalem, cos
      co jak sądzilem nie ma zadnego wplywu na nasz zwiazek, mialo ogromny, doceniam
      topo tym jak
      jest kiedy tego nie ma, definitywnie skonczylem z tym, mam satysfakcję, że część
      spraw zakonczylem sam, za resztę jestem wdzięczny malzonce.
      Chociaż teraz wciąż słysze że myslalem o zdradzie, o spotkaniu z kimkolwiek
      innym - zatanawiam sie czy za myslenie o morderstwie jest taka sama kara jak za
      morderstwo?


      Ostatnie dni to koszmar - po porodzie zona opiekowala sie malenstwem, napierw w
      klinice, potem w domu, ja ogarnialem caly dom i pozostala trojke,
      szkola przeszkole, treningi. Naublizala mi (najblizsza osoba dokladnie wie gdzie
      ukluc zeby zabolalo), tak jak wczensiejsze rozmowy byly
      ciezkie, byly rozmowami o sobie, kazdy z nas powiedzial o sobie zle rzeczy, ale
      rozmawialismy z szacunkiem do siebie - teraz szacunek zniknal. Slysze wiele
      cierpkich slow,
      ponizanie, mieszanie z blotem, raptem niecaly miesiac po okresie kiedy znow
      mowilismy sobie najpiekniejsze slowa. Ma swoj swiat w laptopie. Smieje sie do
      niego,
      od czytanch posatow dostaje rumiencow, sprawia jej radosc.
      Tak jak dotychczas walczylem o rodzine dla dobra dzieci teraz sie zastanawiam
      czy dla dobra dzieci nie powinnismy tego skonczyc?
      Optymizm sieje we mnie ostatni miesiac kiedy pokazalismy ile uczucia jeszcze
      mamy do siebie wzajemnie. Mimo tych wsretnych slow jakie na siebie rzucamy coraz
      bardziej za Nią teksnię,
      chciałbym znów przytulić. Jestem nienormalny?

      Mam duzy dystans do takiego forum. Tak jak jestem generalnie w zyciu optymista -
      jak zaczalem czytac odpowiedzi na opisywane tu problemy zaczalem widziec
      bardziej czarno niz bialo.
      To tak jakby czlowiek w depresji szukal porady u innych w depresji - zamkniete
      kolo, to forum skupia osoby polaczone podobnymi problemami
      ale moim zdaniem nie pomaga z nich wyjsc jedynie pomaga wciaz obracac sie wokol
      nich. Mimo to pisze o sobie, mocno chaotycznie, i tak jest to jakas setna czesc
      procenta opisanych problemow, przeciez emocji,
      moze mi sie zrobi lzej. Moze jakis pregiez sie przyda.

      Staram sie byc w zyciu dobrym czlowiekiem,moze mi nie wychodzi, moje dzieci
      udowadniaja mi ze chyba mi sie udaje, wspolnie sie smiejemy, przytulamy,
      wyrastaja na swietne osoby, maja swoje wady, kto ich nie ma,
      wazne zeby je poznac i w pore zneutralizowac. Ciesze sie ze wspolnie z zona
      udalo mi sie znalezc te zle rzeczy w sobie. powiedzialem ze gdybym wiedzial ile
      zla spowoduje w naszym zwiazku to nigdy bym nie kliknal w necie
      Pisze ze staram sie byc dobrym czlowiekiem - ale moze jednak mi nie wyszlo...
      • zrezygnowanyy Re: rozstanie...?1/2 18.11.09, 13:26
        wczoraj przeczytalem w jej telefonie SMS od jakiegos czlowieka ktorego nie znam,
        w SMSie nazwal ją Księżniczką, proponując kawę. Odechcialo mi sie wszystkiego,
        rozmowy, wyjasnienia, szacunek? po co? lepiej wet za wet...?
      • a.niech.to Re: rozstanie...?1/2 18.11.09, 14:14
        zrezygnowanyy napisał:

        > Mam duzy dystans do takiego forum. Tak jak jestem generalnie w
        zyciu optymista
        > -
        > jak zaczalem czytac odpowiedzi na opisywane tu problemy zaczalem
        widziec
        > bardziej czarno niz bialo.
        > To tak jakby czlowiek w depresji szukal porady u innych w
        depresji - zamkniete
        > kolo, to forum skupia osoby polaczone podobnymi problemami
        > ale moim zdaniem nie pomaga z nich wyjsc jedynie pomaga wciaz
        obracac sie wokol
        > nich. Mimo to pisze o sobie, mocno chaotycznie, i tak jest to
        jakas setna czesc
        > procenta opisanych problemow, przeciez emocji,
        > moze mi sie zrobi lzej. Moze jakis pregiez sie przyda.
        Odnoszę nieodparte wrażenie, że szukasz współczucia, umniejszenia
        poczucia winy, rozgrzeszenia.
        Chcesz stanąć pod pręgierzem, aby zająwszy tę statyczną pozycję,
        odpierać zarzuty, gdy tymczasem rozliczenie ze sobą możesz zrobić
        tylko Ty sam. Może się mylę, a już na pewno nie chcę Cię ranić, ale
        próbujesz drobną manipulacją pomóc sobie z uniesieniem ciężaru,
        który czujesz.
        • pisklatko12 Re: rozstanie...?1/2 18.11.09, 15:29
          A tak się zastanawiam dlaczego sterczałeś pos salą operacyjną tak długo??
          Cesarka trwa 12 minut szycie 4-7minut...
          Coś kręcisz...

          I faktycznie zgodzę się z koleżanką która wypowiadała się szybciej...

          Po za tym i Ty i twoja małżonka jesteście nazwę to "niedojrzali" bo wygląda na
          to, że teraz ona pokazuje ci jak to jest gdy druga osoba siedzi na necie zamiast
          głaskać przytulać rozmawiać kochać być...
          • cleer13 Re: rozstanie...?1/2 18.11.09, 15:40
            Też nie chciałabym Ci dowalać, choć w moim przypadku to szczególnie -
            rozstałam się po 14 latach przez uzależnienie mojego ex od
            internetu. Więc kiedyś, jak już ochłoniesz , chciałabym pogadać i
            dowidzeć się wiecej, dlaczego takie zabawy sa tak wazne, mimo ,że
            ranią drugą osobę.
            A że ranią to masz przykład - skoro dla Ciebie to była zabawa, ktora
            nie miała nic wspólnego z realnym życiem , dlaczego boli Cię ,że
            Twoja zona tak się bawi? Przecież to tylko zabawa, a w tym przypadku
            tez prawdopodobnie odwet i demonstracja,żebyś zrozumial, co jej
            zrobiłeś. A że z internetu tylko krok do smsów, rozmów z kamerkami,
            telefonicznych,zdjęc to przecież chyba wiesz.
            Musisz wytrzymać odwet , karę jaką Ci żona serwuje - walcz o
            związek, rodzinę i dzieci, chocby to mialo dlugo trwać, a pewnie
            będzie.
            • zrezygnowanyy Re: rozstanie...?1/2 18.11.09, 15:51
              racja, odwet rozumiem, to ze w zone to uderzylo tez rozumiem i nie jest mi z tym
              dobrze, podobnie jak mi nie bylo kiedy przezywalem pierwszy romans zony nie
              szukajac jednak po tym "odplaty" zeby poczula jak to jest.
              Zycie i ostatnia (pierwsza w zyciu) wizyta u psychologa daly mi tyle ze
              przynajmniej w zwiazku odplata pieknym za nadobne do niczego nie prowadzi. Bo do
              czego? Szczera rozmowa, przyznanie sie do bledu, zrozumienie jego, jest chyba
              czyms istotnym co moze do przyszlosci w zwiazku prowadzic. W ostatnim czasie
              sporo z zona rozmaiwalismy o jej romansie, bez oceny, bez krytyki z mojej
              strony- czyli da sie. Lepiej miedzy nami byloby gdybym poszukal sobie kochanki?
              • bogusiamaria Re: rozstanie...?1/2 18.11.09, 20:08
                Moim zdaniem jest to bardzo niebezpieczny odwet na Tobie,który należy chyba
                przyjąć z pokorą nie zapominając o tym,że to niestety TY jesteś odpowiedzialny
                za całkowite zniszczenie poczucia wartości Twojej żony.Ona teraz próbuje sobie
                to zrekompensować...z kimś innym.
                Wytrzymasz?
                I w ogóle czy masz aż takie zaufanie do żony,aby wiedzieć ze nie przekroczy
                "cienkiej linii?
                Działacie oboje jak dwoje szulerów przy pokerze z tym ,że raz jedno raz drugie!
                Oboje wciąż jesteście bardzo niedojrzali.
                Wiem,że nie radzisz sobie z tą sytuacją i sądzę,że sobie nie poradzisz SAM.
                Idźcie oboje na terapię małżeńską!
                Od niej i od tego czy potraficie naprawdę odbudować do siebie zaufanie zależeć
                będzie wasza przyszłość.Nic innego nie ma większego sensu.
          • zrezygnowanyy Re: rozstanie...?1/2 18.11.09, 15:47
            > A tak się zastanawiam dlaczego sterczałeś pos salą operacyjną tak długo??
            > Cesarka trwa 12 minut szycie 4-7minut...
            > Coś kręcisz...
            w przypadku kiedy jest to trzecia w zyciu cesarka ze wzgledu na zagrozenie zycia
            kazda nastepna ciaza po otrzymaniu zgody lekarza moze byc wykonany pewien
            operacyjny zabieg, pisac wzystko w szczegolach?
            Nie krece, ale staram sie bez zadania pytania nie osądzać drugiej osoby.
      • jadzka42 Re: rozstanie...?1/2 18.11.09, 16:10
        Dwoje nieodpowiedzialnych ludzi ktorzy plodza czworke dzieci a potem
        siedza przy kompie z wypiekami na twarzy. Niesamowite, jak wy na to
        znajdujecie czas? No i co dalej, bedziecie nadal plodzic dzieci czy
        psycholog uswiadomil was ze sa srodki antykoncepcyjne a jak tych nie
        chcecie uzywac to po prostu trzema wyjmowac przed wytryskiem...


        • mayenna Re: rozstanie...?1/2 18.11.09, 16:33
          Ten wpis jest po prostu chamski. Dojrzałość jak się okazuje nie idzie w parze z
          kulturą i tolerancją.
          • jadzka42 Re: rozstanie...?1/2 18.11.09, 19:54
            mayenna napisała:

            > Ten wpis jest po prostu chamski. Dojrzałość jak się okazuje nie idzie w parze z
            > kulturą i tolerancją.
            Dojrzalosc? Tolerancja? Kultura? Co Ty bredzisz dziewczynko?
            Mlodosc jak sie okazuje nie idzie w parze z logicznym mysleniem i zrozumieniem
            rzeczy.

    • panda_zielona Re: rozstanie...?1/2 18.11.09, 16:51
      zrezygnowanyy napisał:
      > Po pol roku pojawia sie problem ktory tkwi w nas do dzis.
      > Moja eks przyjaciolka (taka od serca - wielka przyjazn,
      wiedzielismy o sobie
      > wiecej niz ktokolwiek inny - przyjazn najpierw ostygla
      > kiedy poznalem moja milosc, kiedy okazalo sie ze moja przyjaciolka
      zupelnie
      > nie akceptuje mojej milosci, wciaz ja krytykuje - zakonczylem
      przyjazn)
      > spotkala sie z moja zona i powiedziala jej wszystko co o niej
      wiedziala (a
      > przyjaciel przyjacielowie powie wiele...) oraz wymyslone historie
      o mnie,
      > dostalem smsa "Ty sku*ielu" ktorego mimo uplywu 9 lat pamietam.
      Szok.
      > uslyszalem ze jestem nic nie wartym czlowiekiem, niegodnym
      zaufania... Od tego
      > momentu zabraklo zaufania.

      Tak na szybko,to moim zdaniem zemsta odrzuconej.Dziwi mnie tylko
      fakt,że Twoja żona tak łatwo uwierzyła,a mimo to urodziła Ci czwórkę
      dzieci.Walcz o małżeństwo do końca.
    • nangaparbat3 Re: rozstanie...?1/2 18.11.09, 21:02
      Chyba po raz pierwszy od kiedy czytuje to forum pozazdrościlam komuś, i to
      bardzo. Naprawdę: tych szczerych rozmow o najtrudniejszych sprawach, najbardziej
      wstydliwych.
      Masz racje, ze wet za wet to grob dla zwiazku. A Wy macie czworo dzieci - i
      chyba jednak wielki wspolny potencjal.
      Zachwialeś bardzo mocno poczuciem wartosci żony - odzyskuje je przy tym
      laptopie. To nie jest z jej strony zbyt dojrzale - ale pewnie dojrzalym tez sie
      tylko bywa, od czasu do czasu. Przetrzymaj. Kochaj ją. Chyba masz o co walczyc.
      Może pogadalabys jeszcze z tym psychologiem? Nie myśle o terapii - o pomocy
      psychologicznej, doraźnej. A potem moze o terapii Waszej wspolnej? jeśli juz
      umieliscie sie przed soba otworzyc, taka terapia moze zdzialac bardzo wiele.
      Pozdrawiam Cie serdecznie.
      • bogusiamaria Re: rozstanie...?1/2 18.11.09, 22:35
        Tak -tylko on to wyrzucił z siebie i chciałby już powiedzieć "po bólu ,było
        minęło" a ona tą szczerość wciąż przeżuwa i nie potrafi się chyba pogodzić z
        rzeczywistością...
        • anielica_diablica Re: rozstanie...?1/2 18.11.09, 23:39
          Kłamiesz facet jak z nut i jeszcze się głupio wybielasz...
          • nangaparbat3 Re: rozstanie...?1/2 19.11.09, 00:05
            anielica_diablica napisała:

            > Kłamiesz facet jak z nut i jeszcze się głupio wybielasz...

            Byłaś jego kochanką?
            • jarkoni Re: rozstanie...?1/2 19.11.09, 19:21
              Czy: jesteście siebie warci(chodzi o akcje przed komputerem) jest wystarczające?
              • makili Re: rozstanie...?1/2 19.11.09, 19:44
                jarkoni napisał:

                > Czy: jesteście siebie warci(chodzi o akcje przed komputerem) jest
                wystarczające
                > ?

                Też ciśnie mi się na usta: wart Pac pałaca, a pałac Paca...
            • zrezygnowanyy Re: rozstanie...?1/2 21.11.09, 19:56
              nie to moja zona, zaintstalowala program szpiegowski zeby dotrzec to tego co
              robie co pisze, i gdzie pisze. Zenada.
              • makili Re: rozstanie...?1/2 21.11.09, 21:10
                cóż - technika potęgą jest i basta! Nie wiedziałeś o tym?wink
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka