Post ten kieruję do wszystkich łatwowiernych oraz do facetów którzy wpadli jak śliwka w kompot. Zacznę może od cytatu, który gdzieś znalazłem na necie i strasznie mnie rozbawił:
"Dzięki lekturze for gazeta.pl dowiedziałem się, że jeśli mąż zdradza żonę, to dlatego, że jest on niedojrzały do małżeństwa i myśli tylko o własnych potrzebach. Natomiast w sytuacji odwrotnej, kiedy to żona zdradza męża, to dlatego, że jest on niedojrzały do małżeństwa i myśli tylko o własnych potrzebach."
Myślę, że to najlepiej oddaje względność pojmowania rzeczywistości.
A teraz do rzeczy. Udało mi się poczytać na tym forum co na mój temat i na temat naszego związku wypisywała moja żona - nick nika19741 - proponuję poczytać bo już trochę czasu minęło:
szukaj.gazeta.pl/forumSearch.do?&s.sm.query=nika19741&y=0&x=0
I o czym się z tego wszystkiego przekonałem? Takie fora służą do zdobywania poklasku wśród ludzi. Wystarczy być odrobinę elokwentnym w piśmie, aby zdobyć rzeszę fanów. W końcu jesteśmy narodem genetycznie obdarzonym malkontectwem i lubimy być w opozycji do wszystkiego. Zastanawiał się ktoś kiedyś dlaczego? Dlaczego jak pojechać parę kilometrów w zachodnią stronę to mają nas za nic? Mieliście to? Przecież z miejsca widać z perspektywy ludzi niezakompleksionych, że chętnie łapiemy za rewolucyjne sztandary ale do prawdziwej kompetentnej roboty nie ma nikogo.
Te fora przypominają lincz - nie ważne kto jest ofiarą, wystarczy że znalazł się kandydat na winnego, a piękny sędzia kwieciście wypowiedział skazujący wyrok - winny!
Ludzie!! Czy nie macie poczucia, że to jest jakaś cybernetyczna mrzonka? Czy nie macie poczucia, że jesteście idiotami? Czuję się głeboko zażenowany waszymi postami.
Jeszcze jedna bardzo mądra cytata (Terry Goodkind):
"Ludzie są głupi, uwierzą w kłamstwo, albo dlatego, że chcą, by to była prawda, albo też dlatego, że boją się, iż to może być prawda."
Dobrze to już koniec dygresji - teraz ponura rzeczywistość - i wybacznie mi (modne słowo) za kolokwializmy ale nie będę owijał w bawełnę, bo to co czytam powoduje moje wszechogarniające mnie wkurwienie.
Moja szanowna niemal ex-małżonka (tytułująca się na tym forum jako nika19741) posiada następujące cechy:
- jest nieakceptowalnie apodyktyczna, wie wszystko najlepiej, a ze swoją elokwencją i siłą przebicia powinna śmiało zostać politykiem PISu
- w dziedzinach typu dom wie wszystko najlepiej ponieważ to ona spędziła cały urlop wychowawczy po urodzeniu dziecka w domu, a jej pracoholiczny mąż opierdalał się w pracy umożliwiając jej swoimi dochodami możliwość pozostanie w domu i ciężkiej harówki w nim
- w dziedzinach typu praca i tak wie wszystko najlepiej chociaz nie przepracowała w życiu wiele - ale jest mądra i wie
- hipochobdryczność żony doprowadziła do chorobliwej próby zachowania higieny, której bała się cała rodzina
- nadopiekuńczość żony doprowadziła do tego, że nasz 7-letni syn nie potrafi sam do tej pory przespać nocy, nie zostanie sam w domu na 5 minut, a kanapkę je pół godziny
- depresja żony (wyniesiona z lat dziecinnych - co potwierdził psychiatra) doprowadziła do nieustannych problemów wieku dorosłego co spokojnie znosił mąż, za to po terapii, żona nabrała asertywności co widać w postach na tym forum
- szukanie we wszystkim patologii: spożyte przez męża piwo wieczorem to alkoholizm, jakakolwiek praca przyniesiona do domu to pracoholizm, zbyt miły dla wnuczka dziadek to pedofil, kot chodzący po stole u babci to zarazki
- i kasa, kasa, kasa - we wszystkim kasa i materialne korzyści, wziąłem ślub z ateistką, bo wydawało mi się, że jestem tolerancyjny i nie ma to znaczenia - a w rzeczywistości to przepaść w myśleniu
- zasłania się dobrem dziecka - to takie łatwe, a może dochodowe - ale nie wspomniała na tym forum, że wystąpiłem w sądzie o powierzenie mnie opieki nad naszym synem. Jeste, typem faceta, który lubi gotować i potrafi wszystko a nie tylko jajecznicę, wie do czego służy pralka, zmywarka, żelazko i odkurzacz
Wrócimy teraz do teraźniejszości. Listopad, rok 2009 - po ponad 2 latach rozwodu w tym roku (31 marca) sąd pierwszej instancji ogłosił wyrok rozwodowy - rozwód z winy obopólnej. Dla niewtajemniczonych skutek tego wyroku jest taki sam jak bez orzeczenia o winie (sąd nei może inaczej jeśli są zarzuty) - czyli moja wygrana. Niemal 2 lata broniłem się przed zarzutami żony:
- alkoholizm - dowcipne - jestem programistą, wciąż jeżdżę samochodem - wdrażam, szkolę ludzi i muszę być zawsze przytomny, więc trochę mało prawdopodobne i nie potwierdzone dowodami
- pracoholizm - jestem strasznym leniem, jednak muszę pracować. Moi szefowie na słowa pracoholik w odniesieniu do mnie śmieją się w głos
- apodyktyczność - no to bardzo łatwo powiedzieć, że to facet w domu tupie nogą - taki stereotyp "bo zupa była za słona". Jednak w moim przypadku to ja jestem siła spokoju i przyjaciel "całego świata". Nie jestem ani impulsywny ani w żaden sposó agresywny
- jakieś poszły nawet sprawy seksualno-łóżkowe, ale tego nawet nie jestem w stanie przekazać, bo moja szanowna ex też nie była w stanie się wysłowić
- zdrada - najpierw zrobiła ze mnie debila i nieudacznika, a później casanove - super i bardzo wiarygodne
Żądania żony były znamienite:
- alimenty na dziecko, jej błędy wychowawcze, którym nie mogłem zapobiec, ponieważ nie miałem nic do gadania stały się w trakcie rozwodu atutem żony - zrobiła z niego niemal emocjonalnego i zdrowotnego kalekę, na którego wydaje się średnią krajową
- alimenty na żone - na pytanie sądu z jakiego powodu, żona odpowiedziała niemal - "bo tak" - drugie tyle
Tak czy inaczej obroniłem się. Żona złożyła apelację - czekamy na sprawę w wyższej instancji. Nie może pogodzić się z tym, że sąd nie dał wiary jej bredniom, pod koniec irytowała wyraźnie sędzinę. Szkoda tylko, że to forum bezkrytycznie dało temu wszystkiemu wiarę. Warto podkreślić, że wydruki z tego forum żona przedstawiała w sądzie jako dowód - co prawda nie wiem jaki, ale zawsze jakiś poklask. Oprócz tego kłamała jak z nut, nawet namówiła sąsiadkę na świadkowanie i kłamstwo. Durna baba, której dzieci przywoziłem czasami z przedszkola, której męża wiozłem na jej poród do szpitala przyszła do sądu i wygadywała na mój temat niestworzone historie. A wcześniej moja żona nie lubiła jej bardziej niż ja za jej głupotę - teraz sie nią posłużyła, troszkę tak jak i Wami. Napisałem maila do sąsiadki, że gratuluję jej pomysłu i dziękuję za wszystko i że jeśli na tym ucierpię to wyciągnę prawne konsekwencje. Żona na to złożyła w jej imieniu doniesienie do prokuratury, że była to groźba, no i oczywiście przyniosła to na sprawę rozwodową - sędzina ją opierdoliła, że nie ma to związku - ale przecież dyskredytacja mnie była dla żony najważniejsza.
Wracamy do listopada 2009r. Mieszkanie, z którego się wyprowadziłem - jak twierdzi żona porzuciłem ją z dzieckiem - jak do cholery miałem się inaczej od tego odizolować - miałem porwać ze sobą dziecko? WIadomo, że zostało w domu, żeby nie przeżywało żadnej traumy. Dodam, że moja wyprowadzka nie przerwała ciągłości naszego gospodarstwa - nadal utrzymywałem ten dom ze swoich dochodów, nie uszczuplając nic jego budżetu tym faktem. Oczywiście o tym pewnie nika19781 zapomniała napisać. Więc we wspomnianym mieszkaniu, w którym żona posiada jedynie 50% współwłasności, w któryum już w 2007r. wymieniła zamki, mieszka sobie od dawna z facetem, z którym normalnie żyje. Mój syn wie, że spią razem i nie jest to żadną tajemnicą. Nie jest również żadną tajemnicą, że moja żona znała tego faceta jeszcze przed naszym ślubem, a po mojej wyprowadzce z domu i wymianie zamków, facet ten - ojciec dwojga dzieci złożył również pozew o rozwód i rozwiódł się ze swoją żoną (z racji zajść - teraz moją koleżanką - która twierdzi jasno, że to moja żona rozbiła ich małzeństwo).