rozwód

31.12.09, 01:20
Witam wszystkich z podobnym problemem.od września żona nawiązała
starą znajomość z przyjacielem, niezliczone ilości telefonów, sms-
ów, rozmowy gg, skype, później potajemne spotkania pod pretekstem
służbowych wyjazdów,i zdawkowe informacje że ktoś jest w jej życiu i
uspokajanie sprawy, które w tej chwili rozłożyło nasz związek na
dobre.Ona w tej chwili bawi się z nim za granicą itd, nasz związek
od 16 lat i wcześniej znaliśmy się 5 lat był na dobrym fundamencie i
przebiegal "normalnie". Mamy 11 l. córkę dla której rozpad rodziny
będzie tragedią.Dodatkowo zona naciąga jak może na kase . Proszę
poradźcie szczególnie mężczyźni co teraz robić żeby uchronić się od
osobistej tragedii.
    • handra Re: rozwód 31.12.09, 03:04
      Witaj chlopie! trudno bedzie Cie tu ochronic przed tragedia. Mam wrazenie, ze
      juz sie dokonala.

      Mam syna i niestety juz od roku nie mieszkamy razem. Jak kobiecie spodoba sie to
      co obecnie z tamtym przezywa odejdzie i nie bedzie sily na nia. Nie pomoga
      prosby, grozby itp.

      Przygotuj sie na najgorsze. Nie bede Cie pocieszal i sorry, ze tak drastycznie
      to ujalem ale mam takie odczucie po tym co przeczytalem.

      Bawi sie zagranica, super. Ogranicz jej fundusze i nie puszczaj na zadne
      wyjazdy. Ja bylem glupi mojej wybieralem jeszcze ciuchy na wyjazd. Okrutne sa te
      kobiety.
      • kalpa Re: rozwód 31.12.09, 09:10
        Handra wink
        Mężczyźni bywają podobnie okrutni...
        a do autora...
        jako kobieta powiem tak:
        kiedy kobieta chce spotkać się z ukochanym, to nic jej nie zatrzyma. Możesz
        zatrzymać jej ciało, możesz zastopować jej umysł- ale w duszy będzie z nim. I już.
        A jak nie chce- możesz zmusić jej ciało, nawet umysł. Ale swoją kobiecą duszę
        schowa bardzo głęboko i nikt nie będzie miał do niej dostępu...
        Czasem odejdzie się za daleko i już się nie wraca- tak może być i przypadku
        Twojej żony.
        • zosia543 Re: rozwód 31.12.09, 09:32
          Jedyne co mozesz zrobic i bez wzglednie powinienes to nie dac sie wykorzystywac finansowo.Radze jak najszybciej zaczac myslec o sobie i swoim zabezpieczeniu bo z tego co piszesz to nie jest problemem ze zona kogos ma tylko to ze jest bezwgledna.
          • scriptus Re: rozwód 31.12.09, 09:54
            Kobiety to tylko o finansach, jakby to było najważniejsze.
            Zosiu, pieniądze są po to, by utrzymać rodzinę. Owszem, zabezpieczamy siebie i
            rodzinę. Separując się i "zabezpieczając" tylko siebie pogłebiamy rozpad
            rodziny, zamiast ją konsolidować.
            Moją żone trzymaja przy mnie już tylko finanse. Pieniądze można zarobić, a za
            nie zapewnić, żeby rodzina funkcjonowała jak należy. Nie nazywałbym tego
            wykorzystywaniem, po prostu niektóre osoby maja taki charakter, że funkcjonuja
            należycie tylko za pieniądze. Może nam się to podobać, lub nie, ale taka jest
            szara rzeczywistość.
        • scriptus Re: rozwód 31.12.09, 09:34
          Związek Ci się chyba rozpadł na dobre sad
          Co jeszcze możesz próbować ocalić, to swoje dziecko.
          Chroń je przed skutkami tego rozpadu, graj na czas.
          U mnie też sie to zaczęło, kiedy dziecko miało około 10 lat.
          Teraz ma 17 i nadal ma pełną rodzinę, mieszka z obydwojgiem kochających
          rodziców. Nie wnikam w to, z kim się spotyka moja żona, wiem, ze nie ze mną.
          Ale, "show must go on", rodzina funkcjonuje, nasze dziecko ma kochającą mame, ma
          kochającego tatę, ma wszystkie poosiłki, ma wyprane, wyprasowane, posptrzątane,
          ma zapewnioną pomoc w nauce. Do zapewnienia tego wszystkiego mojemu dziecku - aż
          do jego dorosłości zobowiązłem się, jako głowa rodziny, przy jego poczęciu. Mam
          nadzieję, że mi się to uda, choć żona z całej siły usiłuje przeszkadzać. Cóż,
          zostało jeszcze coś około 2 lat.
          Nielojalna żona, to duże nieszczęście dla mężczyzny, ale cieszmy się, z tego, co
          jest dobre, mamy zdrowe, rozumne dzieci, mamy dom, pracę, żyjemy względnie
          dostatnio, bywaja gorsze nieszczęścia, niż nielojalna żona.
          • mayenna Re: rozwód 31.12.09, 10:23
            To co piszesz jest przerażające, Rodzina to nie dwoje obcych sobie ludzi. Scri
            Twoje dziecko wychowuje się w nienormalnej sytuacji nie nie powinieneś być z
            tego wcale taki dumny.Chcesz, żeby Twój syn powielił taki model życia, rodziny?
            Może jestem romantyczką, ale miłość jest najważniejsza w życiu, rodzinie, we
            wszystkim. Uczciwość także, prz\ynajmniej wobec siebie samego i najbliższych.
            Mam wrażenie - moze mylne - że zbudowałeś dziecku świat oparty na pozorach.
            • zuza145 Re: rozwód 31.12.09, 10:32
              Scriptus- zadziwona jestem- acz rozumiem.

              Mniemam jednak że młoda wie swoje.
              Dzieci- w obojętnie jakim wieku mają radary- ona wie.
              Ale i tak podziwiam.
              • kicia031 Re: rozwód 31.12.09, 10:58
                a ja nie podziwiam - dziecko doznaje strasznej krzywdy patrzac na
                chory model rodziny. mam nadzieje, ze w koszty wliczyles jej
                wieloletnia terapie.
                • scriptus Re: rozwód 31.12.09, 11:13
                  Zgadzam się, dziecko doznaje straszliwej krzywdy. Czy znasz sposób, jak to
                  wytłumaczyć jego matce??
                  Ja nie znam, staram się jedynie zminimalizować skutki tego złego, co się dzieje.
                  Owszem, mam pokusę "rzucić" to wszystko i mieć święty spokój, ale to byłaby
                  jeszcze większa krzywda dla dziecka. Gorszym modelem niz chora rodzina jest brak
                  rodziny, widok rodziców lekceważących swoje obowiązki i swojego partnera, życie
                  w kompletnej degrengoladzie.
                  • scarlet.secret.sky Re: rozwód 31.12.09, 12:12
                    Moja przyjaciółka ze studiów wychowywała się w pełnej rodzinie, gdzie niby
                    wszystko było ok. Tata chodził do pracy, a po powrocie dostawał obiad podany na
                    stół. Normalnie marzenie. Tylko, że ona wiedziała, że coś było (nadal jest) nie
                    tak. Będąc już dorosła zapytała mamy czemu się nie rozwiodła, a w domu NIGDY nie
                    było awantur. Ona sama nie była bita, zastraszana, nie jest ani DDA, ani DDR,
                    ale trudno nazwać jej niektóre zachowania/poglądy za zdrowe. Np kiedyś
                    rozmawiałyśmy o rodzicach, rodzinach, dzieciach, o sexie - jakoś te wątki się
                    splotły i Agata zdziwiona nie mogła przyjąć do wiadomości, że rodzice w wieku
                    40-45-50 lat nadal uprawiają sex, że nie ma w tym nic złego, (inna kumpela
                    opowiadała jak jej tata pogłaskał mamę po tyłku i coś tam coś tam - tak rozmowa
                    zeszła na ten temat). Okazało się, że jej rodzice nie sypiają razem, ba nawet
                    się nie całują, nie dotykają.
                    Każda jej znajomość kończyła się szybciej niż zaczynała, bo nie miała zaufania
                    do facetów, wg mnie zachowywała się nawet z pewną wrogością. Jak to psiapsiółki
                    często gadałyśmy o facetach - ona uparcie powtarzała, że nie wyjdzie za mąż i że
                    nie chce mieć dzieci.
                    Może zmieni zdanie, ale jeśli dla niej sex w małżeństwie między ludźmi lat ok 45
                    jest dziwny, to tylko można sobie wyobrazić jak ona postrzega rodzinę i jak
                    sytuacja w domu na nią wpłynęła.
                    Nie zrozum mnie źle Scriptus, Agata to świetna dziewczyna, kontakt nam się
                    trochę rozluźnił, bo jest za granicą, ale w swoim czasie zawsze mogłam na nią
                    liczyć. Nie wydawała się jakoś strasznie skrzywdzona, pokręcona, czy połamana,
                    ale złe stosunki między rodzicami zawsze wpłyną na dziecko, nawet jeśli na
                    pierwszy rzut oka wszystko jest ok. Twoje dziecko przyswoi sobie zachowania z
                    Waszego domu, z Waszego małżeństwa i część z nich będzie powielać. I oczywiście
                    to nie znaczy, że jest tak skrzywdzony, że np od razu wpadnie w narkotyki itp,
                    ale właśnie np nie będzie umiał budować relacji z kobietami (to tylko przykład).
                    Nie uważam, że tak musi być na 100%, ale myślę że prawdopodobieństwo, że Twoje
                    dziecko przyswoi/przyswoiło sobie to czego byś nie chciał jest duże. Może
                    wystarczą rozmowy by to zniwelować, tłumaczenie, że szczęśliwe małżeństwo to nie
                    tylko ludzie żyjący pod wspólnym dachem. Powodzenia smile
                    • scriptus Re: rozwód 31.12.09, 12:35
                      Nie obawiam się o umiejętność mojego syna układania sobie stosunków z kobietami,
                      widzę, że mój syn radzi sobie w tym zakresie nawet dużo lepiej, niż ja sobie
                      radziłem w jego wieku smile)) Trochę rozmawialiśmy o tym, więc wie, co powinien
                      wiedzieć, powodzenie ma, a dalej, wszystko zależy od niego.

                      Wiem, że syn może sobie przyswoić coś, czego bym nie chciał, ale równie dobrze
                      może przyswoić sobie coś złego będąc w pełnej kochającej się rodzinie, albo tym
                      bardziej w kompletnie rozbitej. Ja się staram zrobić wszystko, jak najlepiej
                      potrafię w warunkach, w których jestem. Dodatkowo staram się wpływac i na te
                      warunki, nie pogorszyćich a na ile się da, poprawić.
                      • kicia031 Re: rozwód 02.01.10, 19:36
                        że mój syn radzi sobie w tym zakresie nawet dużo lepiej, niż ja sobie
                        > radziłem w jego wieku smile)) Trochę rozmawialiśmy o tym, więc wie, co powinien
                        > wiedzieć, powodzenie ma, a dalej, wszystko zależy od niego.

                        Naprawde sadzisz, ze umiejetnosc podrywania dziewczyn w wieku nastoletnim
                        przeklada sie na umiejetnosc stworzenia dobrego, intymnego, pelnego milosci i
                        szacunku zwiazku?

                        Powiedz prosze, ze zartujesz.
            • scriptus Re: rozwód 31.12.09, 11:07
              Masz rację, to nie jest dobra sytuacja, ale zastanów się, co lepsze, kiedy
              dziecko ma lepsze warunki. W pełnej rodzinie, gdzie wprawdzie nie ma innej więzi
              między rodzicami niż ekonomiczna, czy kiedy dziecko jest samo z matką, która nie
              radzi sobie z najprostszymi sprawami, jak opłacenie czynszu w terminie?? A czy
              jeśli po rozwodzie i wyprowadzce dalej ją będe w tym zastępował, to co właściwie
              się zmieni wskutek rozwodu, poza pogorszeniem warunków mojego dziecka i moich??
              Nie jestem romantykiem, choć pragnę miłosci gorąco. Trzeba pamiętać, że rodzina,
              to pomimo innych jej funkcji rodzaj przedsiębiorstwa, gdzie istnieje budżet,
              każdy ma swoje zadania. Kiedy rozbijesz tę "firmową" strukture rodziny, po
              prostu nie spełni ona swoich pozostałych zadań, będzie "rodziną w likwidacji", a
              niekompletne "produkty" takiej rodziny, w postaci źle wykształconych i źle
              uformowanych mentalnie dzieci nie będa same zdolne ani założyć swoich rodzin na
              odpowiednim poziomie, ani znaleźć dobrej pracy. Dlatego, chociaż nie realizuje
              sie w mojej rodzinie emocjonalnie, robię wszystko, by funkcjonowała należycie i
              by nie rozpadła si jej struktura, dopóki ta rodzina nie zrealizowała swoich
              zadań względem dzieci. Nie jestem dumny z tego, co sie dzieje, przeciwnie,
              przygnębia mnie to. Płacę za to wysoką cenę, między innymi zdrowia, ale wiem,
              dlaczego to robię.
              • z_mazur Re: rozwód 31.12.09, 11:53
                Nie zgodzę się z Tobą Scriptusie.

                Rodzina jest po to, żeby przekazywać właściwe wzorce, wtedy tylko spełnia swoją funkcję. Funkcje ekonomiczne tak samo dobrze mogą być spełnione przez dwoje rodziców nie mieszkających razem, od tego właśnie są alimenty.

                Nietrwałość rodziny stała się faktem. Skoro blisko połowa małżeństw się rozpada, to funkcjonowanie w niepełnej rodzinie jest taką samą umiejętnością, jak funkcjonowanie w pełnej i przekazanie dziecku wzorca jak można sobie poukładać życie i relacje między rodzicami po rozwodzie, może być równie cennym wzorcem, co przykładne życie rodzinne. Na pewno za to właściwym wzorcem nie jest przebywanie ze sobą dwojga obcych sobie emocjonalnie ludzi.

                Sam mam 17 letnią córkę i wiem, że moja codzienna obecność nie jest jej już do niczego potrzebna. Za to jest jej potrzebna świadomość, że jestem, że zawsze może na mnie liczyć, że jak dwoje ludzi przestaje się kochać, to mogą się rozstać i to nie jest koniec świata, że można sobie potem jakoś radzić w życiu i stanąć na nogach.
                • scriptus Re: rozwód 31.12.09, 12:17
                  z_mazur napisał:

                  > Nie zgodzę się z Tobą Scriptusie.
                  >
                  > Rodzina jest po to, żeby przekazywać właściwe wzorce, wtedy tylko spełnia swoją
                  > funkcję. Funkcje ekonomiczne tak samo dobrze mogą być spełnione przez dwoje ro
                  > dziców nie mieszkających razem, od tego właśnie są alimenty.

                  Masz rację, funkcje ekonomiczne mogą być spełnione przez rodziców nie
                  mieszkających razem, ale nie muszą. Do tego jest potrzebna umiejąca gospodarowac
                  osoba, która otrzymuje te alimenty.
                  Ja deklaruję wychowanie dziecka bez pomocy materialnej zony w postaci alimentów,
                  jednym słowem wolę sam utrzymywać dziecko całkowicie. Wiem, że środki , które
                  obecnie wydaję na dziecko, dla mojej żony zawsze będa za małe, a dziecko otryma
                  z nich znacznie mniej, niż otrzymuje obecnie.

                  >
                  > Nietrwałość rodziny stała się faktem. Skoro blisko połowa małżeństw się rozpada
                  > , to funkcjonowanie w niepełnej rodzinie jest taką samą umiejętnością, jak funk
                  > cjonowanie w pełnej i przekazanie dziecku wzorca jak można sobie poukładać życi
                  > e i relacje między rodzicami po rozwodzie, może być równie cennym wzorcem, co p
                  > rzykładne życie rodzinne.

                  Żeby dać dziecku wzorce bycia w niepełnej rodzinie, najpierw trzeba samemu to
                  umieć. Jakie możemy dać dziecku wzorce, skoro sami nie mamy doswiadczenia w
                  byciu w niepełnej rodzinie?
                  Lepiej przekazać dziecku to, co si umie, a nie wymyślać argument. Zresztą, co to
                  za wzorzec, dwoje ludzi, którzy sie rozstali, bo nie umieja żyć razem, tego
                  chcesz dziecko nauczyć? że ma stchórzyć, uciec, jak tylko coś się mu nie ułozy?


                  Na pewno za to właściwym wzorcem nie jest przebywanie
                  > ze sobą dwojga obcych sobie emocjonalnie ludzi.

                  Zgadzam się, nie jest to właściwy wzorzec, ale to mniejsze zło, ucieczka,
                  rozbicie rodziny jest jeszcze gorszym wzorcem.
                  >
                  > Sam mam 17 letnią córkę i wiem, że moja codzienna obecność nie jest jej już do
                  > niczego potrzebna. Za to jest jej potrzebna świadomość, że jestem, że zawsze mo
                  > że na mnie liczyć, że jak dwoje ludzi przestaje się kochać, to mogą się rozstać
                  > i to nie jest koniec świata, że można sobie potem jakoś radzić w życiu i staną
                  > ć na nogach.
                  >
                  Ja stoję na nogach niezaleznie od funkcjonowania związku. Tak naprawdę, to żona
                  na dzień dzisiejszy nie jest mi potrzebna do utrzymania równowagi, przeciwnie,
                  jest raczej obciążeniem, które muszę tolerować dla dobra rodziny. Małżeństwo, to
                  nie gołębnik, gdzie się wlata i wylata. Kochasz, nie kochasz, to Twoja sprawa,
                  nie mieszaj do tego małżeństwa. Ilu ludzi się kocha bez małżeństwa, a ilu żyje w
                  małżeństwach bez miłości?? Małżeństwo, to określne obowiązki, nie należy do nich
                  obowiązek kochania, bo miłosci nie mozna nakazać.
                  • kasiapfk Re: rozwód 31.12.09, 12:58
                    Mój były mąż pochodzi z takiej właśnie, utrzymywanej dla dobra
                    dzieci, rodziny. Żadnych awantur, wszystko niby ok. Tylko....
                    straszny chłód emocjonalny rodziców, zero emocji.
                    I po wielu latach dopiero dotarło do niego, że taki własnie wzorzec
                    przyjął jako "dobry" i nie rozumiał dlaczego kobiety w jego życiu
                    oczekują czegoś innego.
                    Chwała Bogu, ze udało mi się go przekonać, że rozwód i szansa
                    rodziców na nowe lepsze związki jest lepsza, niz fikcja pt "dla
                    dobra dzieci". Lepsza właśnie dla dzieci.
                    Po rozwodzie dzieciom jest zdecydowanie lepiej niz przed. I to
                    relacja mojego najstarszego-który wiele juz rozumie i jest bardzo
                    otwartym dzieciakiem (oop nastolatkiem).
                    Scriptus, obawiam się, ze się ł€dzisz, myśląc, że zachowując status
                    quo - robisz to dla dobra dziecka. Samooszukiwanie to też patologia.
                    pozdrawiam,
                    K+3
                    • scriptus Re: rozwód 31.12.09, 15:28
                      Widzę, że najbardziej chodzi o te nowe związki, jednak nie sądzę, żeby o to
                      chodziło mojej żonie, również ja się nie pale do żadnego nowego związku, nie
                      damy zatem dziecku żadnego nowego ciekawego wzorca w tej dziedzinie.
                      Czytałem też wyniki badań amerykańskich naukowców i teoria, że po rozwodzie
                      dzieciom jest lepiej niż przed jest nieprawdziwa. Rozwód oznacza poprawę dla co
                      dziesiątego dziecka, a dla zdecydowanej większości oznacza pogorszenie warunków
                      życia, dzieci rozwodników kilka razy częściej wchodzą na drogę przstępczą i
                      znacznie częściej naruszaja normy przyjęte w społeczeństwie, dzieci rozwodników
                      również maja dużo mniejsze sukcesy w dziedzinie nawiązywania trwałych związków,
                      co za tym idzie, częściej się rozwodzą niż dzieci z normalnych rodzin.
                      Gdzie zatem jest ten korzystny wpływ rozwodu na dzieci?? Statystyki mówią coś
                      zupełnie przeciwnego.
                      • mayenna Re: rozwód 31.12.09, 20:46
                        Nie mówie o rozwodzie bo jasne jest, że nie jest dobry. Takie zycie o jakim
                        piszesz tez nie jest dobre.
                      • kasiapfk Re: rozwód 02.01.10, 18:04
                        Zupełnie się nie zrozumieliśmy.
                        Nie jest prawdą, że pozostawanie w ZŁYM związku jest dla dobra
                        dzieci.
                        Dobro dzieci wystepuje wyłącznie w przypadku dobrego związku
                        rodziców. Pozostałe przypadki to wybór między złem mniejszym a złem
                        większym. Zło mniejsze- rozwód, zło większe - tkwienie w złym
                        związku "dla dobra dzieci". Nie brałeś, Scpriptusie, pod uwagę tego,
                        jak takie tkwienie "dla dziecka" jest dla tegoż obiciążajace? Co to
                        dziecko poczuje gdy jako juz dorosłe przyjmie, że nieszczęśliwość
                        rodziców to "jego zasługa"? Chciałbyś by Twoi rodzice się
                        dla Ciebie tak poświecali? Ja - nigdy przenigdy, mój eks też nie
                        chciał.
                        Wydaje mi się, że w Twoim przypadku (mogę się mylić, oczywiscie),
                        tkwienie w związku "załatwia" Ci coś innego. Co? Sam musisz sobie
                        odpowiedzieć. A "zasługi" przypisujesz dobru dziecka.
                        Boże strzeż od takiego rodzicielstwa.
                  • z_mazur Re: rozwód 31.12.09, 13:58
                    Oczywiście, miłość to nie jedyny element małżeństwa.

                    Ale Twoje poza funkcjami ekonomicznymi nie pełni już praktycznie żadnych innych.

                    To może lepiej założyć spółkę "Wychowywanie dzieci" Sp. z o.o.

                    Chociaż jak dla mnie "wychowywanie" lepiej byłoby zastąpić w takim przypadku słowem "utrzymywanie".

                    Nie przekonasz mnie, że dla dobra praktycznie już starszego nastolatka lepsze jest utrzymywanie takiej fikcji. Może jakiś sens miałoby to w przypadku kilkulatka.

                    Jeśli uważasz że byłbyś lepszym opiekunem dla dziecka, to pewnie ono też popiera Twoją opinię (jest już na tyle duże, że potrafi samo to ocenić), a w przypadku takiego nastolatka, to już od jego decyzji zależałoby, z którym z rodziców chciałby mieszkać po rozowdzie.

                    I jak już pisałem, biorąc pod uwagę ilość rozpadających się małżeństw i rosnące statystyki dotoczyące rozwodów, można mieć zakładać z dużym prawdopodobieństwem, że Twojego dziecka ten problem również może dotknąć. Skoro nie możesz mu już przekazać wzorca jak stworzyć kochającą się rodzinę, możesz skorzystać z sytuacji w jakiej postawiło Cię życie i pokazać dziecku jak można wyjść z tej sytuacji z najmniejszą szkodą dla najbliższych i (co równie ważne) dla siebie. A Ty wpajasz dziecku model cierpiętnictwa.


                    Rzeczywiście, małżeństwo, to nie tylko miłość, ale Ty dla odmiany sprowadziłeś małżeństwo do czysto technicznego układu, w którym poza jedynym aspektem ekonomicznym brakuje wszystkich innych elementów.
                    • scriptus Re: rozwód 31.12.09, 15:43
                      z_mazur napisał:
                      ..........
                      > I jak już pisałem, biorąc pod uwagę ilość rozpadających się małżeństw i rosnące
                      > statystyki dotoczyące rozwodów, można mieć zakładać z dużym prawdopodobieństwe
                      > m, że Twojego dziecka ten problem również może dotknąć.

                      Gdybym z góry wiedział, że się przewrócę, to bym sie położył

                      Skoro nie możesz mu już
                      > przekazać wzorca jak stworzyć kochającą się rodzinę, możesz skorzystać z sytua
                      > cji w jakiej postawiło Cię życie i pokazać dziecku jak można wyjść z tej sytuac
                      > ji z najmniejszą szkodą dla najbliższych i (co równie ważne) dla siebie.

                      Żeby coś dziecku pokazać, trzeba to umieć. Wyjść z tej sytuacji z najmniejsza
                      szkodą dla najbliższych to właśnie jest to, co ja staram się zrobić. Chce wyjść
                      z sytuacji z najmniejsza szkodą dla dziecka.
                      Obawiam się, że większość ludzi tego nie umie i robi to źle, własnie ze szkodą
                      dla dzieci, głównym motywem postępowania jest egoizm i wygodnictwo.

                      > A Ty wpajasz dziecku model cierpiętnictwa.
                      >
                      Nie wpajam modelu cierpiętnictwa, bowiem nie okazuje cierpienia. Uczę za to
                      obowiązkowości i sprawności w działaniu rodziny.
                      Na pytanie, co ja zyskam odchodząc, odpowiem bez wahania, święty spokój, co
                      zyska moje dziecko? będzie zawiedzione i zmartwione, raczej straci, niż zyska,
                      będzie cierpiało,
                      i odwrotnie, zostaję, mam wprawdzie mnóstwo problemów do rozwiązania, ale nie
                      przekracza to moich możliwości, nie powoduje cierpienia, przeciez problemy sa po
                      to by je rozwiazywać. A dziecko ma mnie cały czas po ręką, matka ma je do kogo
                      posłac, kiedy coś potrzebuje, a tak, sfrustrowana faktem, ze dziecko czegoś
                      potrzebuje, po prostu na nie nakrzyczy i tyle.
              • ulkar Re: rozwód 31.12.09, 11:56
                Bardzo dobrze rozumie scriptusa i zgadzam sie z nim. Jasne, że
                znacznie lepiej byłoby gdyby w rodzinie panowała miłość. I lepszy
                nieporównanie byłby to wzorzec dla dziecka. Ale czy lepsze od
                niedobrego byłby rozwód rodziców w takie sytuacji jak scryptusowa (i
                moja zresztą identyczna jak kalka). Czy lepiej jest kiedy dziecko
                wozone jest z jednego domu do drugiego i nie daj Boże szarpane jak
                michszybowe dzieciątka? Dla swojej córki chciałabym tego uniknąć za
                wszelką cenę. Nawet za cenę własnego honoru w pewnym sensie. Chociaz
                ja mniej dobrotliwa jestem niż scriptus bo jeszczemężowi odłaczyłam
                serwicy, więc sam se pierze i gotuje (jesli w ogóle to robi), co
                akurat może wcale nie jest najgorszym wzorcem, w przeciwnieństwie do
                98% polskich domów gdzie kobieta pełni wszystkie role ob_sługowe.
                • nanai11 Re: rozwód 31.12.09, 12:33
                  Napewno rozwód nie jest dobry, jednak do przeżycia. Potrzeba jest szanowania
                  siebie.
                  • ulkar Re: rozwód 31.12.09, 12:51
                    Taaaaaa o jakim szanowaniu mozna mówic jeśli jedno zdradza drugie?
                    To już jest absolutny brak szacunku.
                    • scriptus Re: rozwód 31.12.09, 13:02
                      ulkar napisała:

                      > Taaaaaa o jakim szanowaniu mozna mówic jeśli jedno zdradza drugie?
                      > To już jest absolutny brak szacunku.

                      Zgadzam się, zdrada, to między innymi brak szacunku dla partnera.
                      A masz jakiś pomysł, co z tym zrobić, poza rozwodem, który podejmuje wielu
                      zdradanych?
                      • ulkar Re: rozwód 31.12.09, 13:11
                        Niestety scriptusie nie mam pojecia, nie zmieni sie czarodziejscką
                        różdżką osobowości ani sposobu myślenia drugiej strony. Mogę
                        powiedziec tylko co ja zrobiłam. NIC - właściwie to nic, tylko tyle,
                        że odłączyłam serwisy, czyli de facto nie zyję z jesczemężem, tzn.
                        łóżkowo i ekonomicznie mamy separacje, ale mieszkamy w jednym domu.
                        On chadza gdzie mu sie podoba a ja spokojnie zajmuję się swoimi
                        sprawami a głównie dzieckiem. Z perspektywy już kilku lat takiej
                        bsytuacji, lepiej mi jest tak niż tak jak było przedtem, czyli kiedy
                        byłam "służąca wiecznie niezadowolonego pana". Ale czy to jest
                        rozwiązanie dobre? Dla mnie nie wiem, pewnie wygodniej byłoby mi
                        mieszkać bez jeszczemęża, ale czy lepiej byłoby dziecku? On sie
                        dziecięciem niemalże nie zajmuje, statystycznie ujmując jakies 2
                        godziny obcowania w tygodniu, ale dziecko jest w swoim domu i na
                        swoim podwórku a ojciec jednak jakos tam istnieje w jego świadomości
                        i ono go mimo wszystko kocha, jak sądzę.
                        • scriptus Re: rozwód 31.12.09, 13:33
                          Twoja sytuacja podobna jest do mojej. Też by mi zapewne było wygodniej bez niej,
                          ale, nie własna wygoda jest dla mnie najważniejsza. Póki ona spełnia mniej
                          więcej właściwie emocjonalne funkcje matki wobec dziecka, póty jest mi
                          potrzebna, do tego właśnie. Owszem, od pewnego czasu, od momentu, kiedy zaczęła
                          wygadywac bzdury na sali sądowej, zacząłem ją traktować przedmiotowo. Jest
                          składnikiem rodziny koniecznym dla dobra dziecka. dla mnie osobiście nie jest do
                          niczego potrzebna, już się stała tylko chodzącym kłopotem, który kombinuje, jak
                          tu wywołać jakiś problem albo scysję. O ile przez lata starałem się naprawić
                          związek, to od roku zrezygnowałem, stwierdziłem, że to marnotrawstwo energii.
                          Nie da się.
                          • mayenna Re: rozwód 31.12.09, 13:52
                            Zacząłem ją traktować przedmiotowo

                            Scri - straszne. Twój syn tak też może zacząć traktować matkę, ludzi, kobiety....
                            • sbelatka Re: rozwód 31.12.09, 14:49
                              dla mnie model życia w rodzinie gdzie JAWNIE dochodzi do rozpadu więzi i
                              przedmiotowego traktowania partnera jest absolutnie nie do
                              zaakceptowania- właśnie jako środkowisko kształtowania się postaw dzieci

                              uczą sie - przez obserwację i wchłanianie atmosfery, w ktorej żyją - ze
                              pogarda, wrogośc, leceważenie, w najlpeszym wypadku obojetośc - to jest
                              RODZINA

                              okropne

                              kochający ojciec - jesli jest kochający jest obecny w życiu dzieci nawet
                              jesli mieszka w innym domu i ma inną, nową rodzinę

                              ale każdy z nas - i tak - postepuje według własnego pomysłu na żcyie
                              i jestem pewna, ze robi to w jak najlpeszych intencjach - zgodznie z tym
                              czym pRZESIĄKNĄŁ w swojej rodzinie...

                              łańcuch pokoleniowy...

                              pozostaje nabywć świadomości - i próbować przekraczać własne
                              ograniczenia.. i skrypty czy schematy...

                              klopot tylko w tym - że to co mamy "osowojone" - wydaje nam sie dobre

                              to tak jak wychowaniem się zimnej,karzącej rodzinie - i mówienie "ale
                              wyrosłem na ludzi" więc moje dzieci też wyrosna jeśli nie będę im
                              okazywał miłości i karał (od razu ucinam dyskusję ws. bić czy nie bic)smile

                              chcemy jak najlepiej.. ale czesto niestety robimy krzywde naszym
                              dziecom.. bo nie potrafimy inaczej
        • rarely nie rob z ku..... y romantyczki 31.12.09, 16:13
          alpa napisała:

          > Handra wink
          > Mężczyźni bywają podobnie okrutni...
          > a do autora...
          > jako kobieta powiem tak:
          > kiedy kobieta chce spotkać się z ukochanym, to nic jej nie
          zatrzyma. Możesz
          > zatrzymać jej ciało, możesz zastopować jej umysł- ale w duszy
          będzie z nim. I j
          > uż.
          > A jak nie chce- możesz zmusić jej ciało, nawet umysł. Ale swoją
          kobiecą duszę
          > schowa bardzo głęboko i nikt nie będzie miał do niej dostępu...
          > Czasem odejdzie się za daleko i już się nie wraca- tak może być i
          przypadku
          > Twojej żony.

          a z ku......wa romansu
          • cleer13 Re: nie rob z ku..... y romantyczki 31.12.09, 17:06
            Scriptusie, uczysz swojego syna hipokryzji, udawnia, zamiatania
            problemów pod dywan, zakłamnia. Uczysz tego,że do życia w rodzinie
            miłośc jest nie potrzebna. Rodzina to uklład finansowy. Uczysz tego
            ze kobietę można kupic - skoro żona jest z Tobą wyłącznie ze
            względów ekonomicznych. Po prostu kupujesz jej obecnosc - kim ona
            jest to druga sprawa...
            Uczysz swojego syna tego,ze nie należy okazywac swoich uczuc, należy
            chowac swoje emocje. Żyjesz właśnie w taki sposób. Pozory, pozory,
            pozory.
            I nie piszę dziecko, tylko syna, bo to już nie jest dziecko. Nie
            wiem dlaczego tak wazne jest,że dzięki Tobie ma przygotowane
            posiłki, wyprane, uprasowane i td. Nie uczysz syna ,ze takie
            czynności może juz sam wykonywac?
            Myślę,ze to właśnie jest tchórzostwo - boisz się ze gdybyś odszedł
            nie miałbyś celu w życiu, nie miałbyś sie kim opiekowac na co dzień,
            straciłbys też to poczucie cierpiętnika i "poświęcacza" się.
            • scriptus Re: nie rob z ku..... y romantyczki 31.12.09, 18:01
              Porozmawiałem własnie z synem, przy okazji życzeń noworocznych, przed wyjściem na imprezę. Powiedział wprost, że nie chce, abym odszedł z domu. powiedział sam, niepytany. Sam zapytał o rozprawę i jej ewentualne konsekwencje
              On się boi zmian, nie jest przekonany, że będą dla niego korzystne. Podobnie jak ja nie widzi w dalszym demontażu rodziny nic pozytywnego.
              Uczę syna, że każdą sprawę można i trzeba załatwić. Uczę go, że przegrywamy wtedy, gdy sie poddamy. Uczę go skuteczności.
              • sbelatka Re: nie rob z ku..... y romantyczki 31.12.09, 18:09
                Scri
                ja nie zamierzam Cie pzrekonywac do zmiany swojego działania

                ale pragnę jedynie zwrócic uwage na fakt, ze STRACH PRZED ZMIANĄ jest
                typowym zjawiskiem...

                dotyka dorosłych, dojrzałych, świadomych - o młodych i w tak waznej
                sprawie szkoda nawet gadać..

                jesli jesteś przekonany, ze to co robisz - jest dla Ciebie i Twojej
                rodziny dobre - rób tak
                istnieje duże prawdopodobienstwo, ze wiesz lepiej

                ale czasem warto posłuchac co mówią inni; bo z zewnątrz widać inaczej,
                czasem wyraźniej

                pozdrawiam i życzę Ci żeby w Nowym było Ci/Wam lepiej.. lepiej.. coraz
                lepiejsmile
              • mayenna Re: nie rob z ku..... y romantyczki 31.12.09, 20:53
                Scri, jak żyje sie w nienormalnych warunkach to uważas się je za normalne i
                akceptowalne. Mówię to na podstawie własnego życia. Zmieniłam stan w jakim
                zyłam ( nie chodzi o rozwód) bo ktoś z boku pokazał mi, że to jest nienormalne i
                nieakceptowalne właśnie.
            • kalpa każdy zyje jak czuje :) 31.12.09, 18:41
              Napadacie na Scriptusa- po co?
              On zyje tak, jak dyktuje mu serce. I byc moze strach. Jak kazdemu z nas. ja w
              chorym układzie tkwiłam dwa lata- m> coraz jawniej wychodzil do innych kobiet,
              ale w domu był dla mnie bardzo dobry. I tez nie chcialam rozpadu domu,
              zwłaszcza, ze jestesmy na emigracji, z dala od rodziny. Tylko byłam coraz
              bardziej smutna i nieszczęśliwa. On tez. I nie wiem, jak długo byśmy jeszcze
              tkwili w tak okropnych emocjonalnych wykrętasach, gdybym nagle nie przejrzała na
              oczy. I zrozumiałam, że tak naprawdę mam dość. I chcę być z człowiekiem, który
              mnie kocha, a nie jest ze mną dla dzieci, mając na boku inna kobietę, żeby w
              ogóle ze mną wytrzymać. I miałam coraz bardziej dosyć siebie smutnej, zgaszonej
              itp. Nie mogłam patrzeć na szczęśliwych ludzi, na filmy, na nic. W końcu
              powiedziałam dość, poszłam poszukać mieszkania i powiedziałam wprost: dajmy
              sobie spokój, to nie ma sensu. Odetchnęliśmy oboje. I wtedy dotarło do mnie, ze
              dzieciom tez było źle. I teraz, jak jesteśmy osobno, możemy
              Ale być może Scriptus czuje, ze na razie chce żyć jeszcze z żoną, mimo, że ona
              kogoś ma. I nie skaczcie po tej kobiecie- prawdopodobnie też ma dość, tylko nie
              chce dzieciom psuć domu.
              Każdy radzi sobie z życiem i sobą jak potrafi najlepiej- po co od razu ją
              wyzywać? Serce nie sługa, czasem pokocha wbrew wszystkiemu- tak się zdarza i
              wtedy przeżywa się dramat rozdarcie. I wcale nie oznacza to, że jest się kurwa,
              bucem itp.
              pozdrawiam
              • ulkar Re: każdy zyje jak czuje :) 31.12.09, 19:19
                eee.... nie zgadzam się z ostatnią częścią wypowiedzi, ale o tym
                była już nie raz mowa na tym forum, więc nie chce mi się
                polemizowac.
                • cleer13 Re: każdy zyje jak czuje :) 31.12.09, 19:49
                  Nie użyłam takich określeń. Tyle tylko że Scriptus twierdzi,że jego
                  żonę nie interesuje syn. Jest w tym układzie dla kasy. Resztę każdy
                  sam może sobie dośpiewac.
                  Moj mąz pochodził z takiej rodziny, teśc miał kochanki i wszyscy o
                  tym wiedzieli. Mimo ze przed ślubem wielokrotnie podkreślałam, że ja
                  na taki układ nigdy sie nie zgodze, kiedy po 10 latch znalazł sobie
                  kochankę, był bardzo zdziwiony,kiedy powiedziałam :rozwód. Nawet na
                  sali sądowej stwierdził,że nie zgadza sie na rozwód - nie widzi
                  powodu. Wychował sie w domu, gdzie to było normalne i uważał, ze to
                  ja powinnam byc " mądrą kobietą". Jak jego matka. Pokrzywiło go
                  wychowanie w " tolerancyjnym " domu.
                  Nie napadam na Scriptusa, tylko nie chcę sie zgodzic z jego
                  opinią,że nieopowidzialnościa jest odchodzic z małzeństwa z powodu
                  zdrady, braku miłości. W pewnym sensie Scriptus napada na
                  wszystkich, ktorzy się rozwiedli.
              • mayenna Re: każdy zyje jak czuje :) 31.12.09, 20:58
                Tak, każdy ma prawo żyć jak uważa za słuszne. Myslę, że ton wypowiedzi do
                Scriptusa jest dużo łagodniejszy niż sugerujesz. Chyba nigdzie słowo buc nie
                pada? Staramy się pokazać mu jak my to widzimy. Nie ma chyba w tym nic złego bo
                o to chodzi w pisaniu na forum.Scri zrobi z naszymi uwagami co zechce. To tylko
                akademicka dyskusja przecież.
Pełna wersja