Dodaj do ulubionych

a może teraz o rozwodnikach?

07.01.10, 05:58
Warto wyjść poza stereotyp i spojrzeć na konkretnego człowieka. Żeby
spojrzeć, trzeba się w poznanie człowieka zaangażować.

Swego czasu byłam mocno zainteresowana panem rozwiedzionym
(dwukrotnie). miał dzieci, co przemawiało akurat jego korzyść. nie
mam i nie chcę mieć dzieci, szukałam więc partnera, który nie będzie
chciał dzieci ze mną. zastanawiałam się, czy na pewno akceptuję
fakt, że są dzieci oraz dwie byłe żony. nie wiedziałam, jak to jest.
miałam o tyle „łatwiej”, że dzieci nie mieszkały z tatą. na
marginesie - gdybym była facetem, zapewne musiałabym rozważać
częstszy kontakt partnerki z jej dziećmi oraz swój własny z jej
dziećmi (bo najczęściej zostają przy mamach) i szczerze – miałabym
obiekcje. zdaje się, że rozwiedzeni mężczyźni mają w tym temacie
łatwiej.

w każdym razie, myślałam o tym, zanim w ogóle pojawił się temat
poznania dzieci przeze mnie, na etapie spotykania się z dzieciatym
panem po rozwodzie. zastanawiałam się, czy nie będę się czuła
opuszczona, kiedy on będzie z dziećmi. dotychczas tak się nie
czułam, ryzyko nieduże, ale nigdy nie wiadomo…

a jak zbudować osobistą relację z jego dziećmi…chyba tak samo, jak z
innymi dziećmi. bez ambicji bycia „drugą mamą” czy pokochania ich.
Wystarczy, jeśli mnie polubią. jest takie pojęcie „wystarczająco
dobrej matki” – genialnie proste i treściwe. zrobiłam teoretyczną
przymiarkę do roli wystarczająco dobrej neksi smile chciałam spróbować.

dałam szansę mężczyźnie po rozwodzie, ale fakty nie sprzyjały snuciu
romantycznych wizji:

- jego dwa rozbite małżeństwa. opowiadał o nich nie umniejszając
swojej odpowiedzialności. mimo to miałam obawy – jeśli każde z
partnerów ma 50 % udziału w małżeństwie lub jego rozpadzie, może on
ma na koncie 100 % winy za dwa nieudane związki?

- dwoje dzieci, ich dwie mamy – a każda nieprzyjaźnie do eksa
usposobiona. jasne, ja też nie myślę ciepło o wszystkich byłych
sympatiach… może i lepiej, że nie darzą się miłością, bo ta stara
jak wiadomo nie rdzewieje itp. ale.. mama nr 2 ogranicza tacie
kontakt z 4 letnim synkiem… może ma ku temu powody.. chyba, że to
zła kobieta jest.. ale w takim razie po co mu zła kobieta była..
może dobra była z początku, tylko z biegiem czasu się zeźliła.. w
takim razie chyba miała ku temu powody…

- jego 16 letnia córka – choć mama nr 1 również tacie niechętna,
tata z córką się spotyka… i ładnie o niej opowiada… niestety, z
nieznanych przyczyn córka nagle zrywa kontakt z ojcem, nie chce go
znać. on mówi, że nie wie, o co chodzi…ale zapewne matka nastawiła
ją przeciwko niemu! tego wyjaśnienia nie kupuję, a lampka alarmowa
zmienia światło z żółtego na czerwone.

niedługo potem kończę tę znajomość – nie traktował mnie równie
poważnie, jak ja jegosad żałuję, że nie dane mi było zweryfikować
refleksji w praktyce. historia zakończyła się w przykry dla mnie
sposób, ale jednak nie czuję się uprzedzona do osób po rozwodzie.
nie wyszło, bo człowiek nie ten… po dwóch rozwodach człowiek,
szansę dostał i nie skorzystał. tyle.

W sumie poruszyły mnie wątki o rozwódkach i chciałam się tamże
wypowiedzieć, ale wyszło obszerniej niż planowałam..
Obserwuj wątek
    • plujeczka Re: a może teraz o rozwodnikach? 07.01.10, 09:12
      mam odmienne zdanie , nie mozna z góry skazywac kogoś tylko
      dlatego ,ze poprzednio miał nieudane 2 zwiazki i dzieci z
      poprzednich małżeństw z którym nie zawsze relacje sa poprawne.Wazny
      jest czlowiek , jego charakter, opowiedzialnośc,pamietaj o jednym
      pierwsze zwiazki sa z reguły młodziencze gdzie nie zawsze partnerzy
      dorosli do roli mezów, zon i rodziców, zawierane pod presja
      srodowiska, tradykcji kulturowych ( np. 30 lat temu) koncza sie
      najczęsciej bardzo szybko bo rola rodzica igłowy domu przerasta
      czasmi obydwie strony.drugi zwiazek powinien byc dojrzalszy , niby
      wiemy czego ocxzekujemy po patrnerze ale stare nawykitez daja znac o
      sobie w nowym układzie.osobiście nie mam nic przeciwko rozwodniko
      poniewaz sama znam kilku panów rozwiedionych, którzy o czym pisałam
      znaleźli po kilku latach partnerki i naprawde są fantastycznymi
      partnerami , mezami.relacjie z dziecmi z czasem się unormowały,
      pamietaj ze czasmi matki przerzucaja zal, złośc , frustrację na
      dzieci, manipuluja nimi a to nieststey znajduje odzwierciedlenie w
      stosunkach z ojcami poo rozwodzie.trudno mi powiedziec jaki był ten
      twój partner ale moze powinnas poznac kogoś kto równie jak ty nie
      chce miec dzieci i cała swoja uwagę skupi na Tobie?Nie oceniaj
      nikogo pochopnie i nie staraj sie zrazac do rozwodników to naprawdę
      ludzie , którym z róznych powodów nie ułozyło sie zycie, zreszta
      poczytaj forum, nasi panowie tez przeszli traume rozstan, zdrad,
      mają dzieci , które kochaja i o które walcza a mimo to nie uwazam
      aby byli w szczególny sposób "skazeni" swoim statusem rozwod nika.
      Jesli masz z tym problem szukaj kawalera tylko to chyba bedzie stary
      kawaler a to juz moze być większym problemem niz rozwodnik z dziecmi
      i była zona.
      • barbara_1984 Re: a może teraz o rozwodnikach? 11.01.10, 11:36
        zgodzę się, że warto spojrzeć na rozwodnika z otwartym umysłem, ale wiem już jak łatwo przegrać w jego grze. obecnie sama czekam na termin rozprawy rozwodowej, a jestem drugą żoną 30-letniego mężczyzny.
        zgodzę się, że jest wielu wartościowych mężczyzn którzy zwyczajnie źle wybrali partnerkę. zrozumiałe, taki związek nie ma perspektyw.
        ale gdyby jednej z pań przyszło na myśl wyjść za mąż za rozwodnika, radziłabym bardzo dokładnie przemyśleć sprawę.

        naprawdę niewielu panów po zakończeniu małżeństwa zastanawia się nad swoim postępowaniem, wolą szukać winy wszędzie, tylko nie w sobie. ja się właśnie na takiego nacięłam. dałam się zwieść historią o agresywnej żonie, znęcaniu psychicznym i utrudnianiu przez nią kontaktów z dzieckiem. czas pokazał, mąż nie interesuje się dzieckiem wcale, a mówienie mu, że dziecko potrzebuje jego obecności wywołuje awanturę.

        wiecie panie jaki był skutek tej historii?

        dziś, po roku wizyt u psychologa i ciągłych batalii o ten bezsensowny związek znowu mieszkam u rodziców, mam półtoraroczną córeczkę i w końcu żyję. teraz to ze mnie mąż robi tyrana, naturalnie jego zdaniem znęcałam się nad nim psychicznie. w przeciwieństwie do poprzedniej jego partnerki skorzystałam z pomocy psychologicznej bo i ja popadłam w depresję. przez cały ten czas czułam się niczym samotna matka, sama do lekarza z dzieckiem, na spacer, do rodziny, wszędzie. mąż zawsze miał ważniejsze sprawy, ot choćby się wyspać musiał, bo mu się nie chce nic robić.

        szanowałam, mówił jak ciężką ma pracę. nieistotne było, że przesypiał całe noce, a popołudnia spędzał ma odpoczynku. ale teraz wiem, że nie warto było tyle czekać. po wyprowadzce dowiedziałam się, że przez ostatni rok miałam 3 kochanków, a nie wiem czego jeszcze dowiem się od ludzi. strach pomyśleć.

        zatem rozwodnik może jest warty uwagi, ale tylko ten, który rzeczywiście nad sobą pracuje i to widać.
        • ravny Re: a może teraz o rozwodnikach? 11.01.10, 12:00
          Normą jest, że im ktoś więcej złego opowiada o byłym partnerze nowemu
          partnerowi, to sam ma więcej za paznokciami i tym dalej nalezy od niego uciekać.
    • scriptus No i wyszło na moje :)))) 07.01.10, 09:45
      Rozwódka, rozwodnik, widocznie sie do niczego nie nadawali, skoro rozwiedzeni.
      Wdowcy, wdowy też nie, starzy kawalerowie i panny, wiadomo...
      Ech, życie. Zostają tylko żonaci i mężatki tongue_out

      Duża, nie wiem, czy to warto w ogóle próbować, żonaci nie dość, że mają dzieci,
      to jeszcze żony... a niektórzy do tych żon codziennie wracają.
    • kicia031 ales laskawa 07.01.10, 09:52
      po dwóch rozwodach człowiek,
      > szansę dostał i nie skorzystał. tyle.

      taki wybrakowany, a ty mu jednak dalas szanse, o dobra pani.
      • segregatorwpaski Re: ales laskawa 07.01.10, 10:53
        Podoba mi się to co napisała Duzamimbla i dziwię się zdaniu tych co
        na nią napadli.

        Już piszę dlaczego - może na swoim przykładzie.

        Jestem ex żoną, której ex mąż chodzi gdzieś po świecie i wiąże się z
        różnymi kobietami (było tego trochę wink.

        Jesteśmy po rozwodzie ok 2 lat, w tym czasie miał sporo mikro i parę
        dłuższych związków.
        Bardzo dba o to bym o tym wiedziała smile

        Kiedyś przyszło do mnie do domu pierwsze dziewcze, pełne agresji,
        niechęci i pretensji o to, że nie pozwalam im stworzyć związku (?),
        ciągle go od niej odciagam (?), źle nastawiam (?), chcę ciagle
        pieniędzy i on wtedy chodzi wściekły (?) i tak dalej ...

        Uprzejmie wyjaśniłam, że jeżeli chodzi o mnie to nawet bym i
        błogosławiła i szczęścia życzyła gdybym miała jakiekolwiek prawo w
        ten związek wnikać, a tak w ogóle to o niczym innym nie marzę by ex
        sobie kogoś znalazł w końcu mając w podtekście nieśmiałe marzenie,
        ze wtedy w końcu da mi spokojnie żyć smile
        Dlatego tez żadnego w tym interesu nie miałam, by uświadamiać
        pannie, ze stapa po kruchym lodzie i że jak znam życie po parunastu
        latach życia z ex to pewnie w tej chwili waśnie conajniej czaruje
        kolejną potencjanlą narzeczoną, jeżeli nawet nie dwie smile

        Na i widać tak skutecznie 'naprzeszkadzałam' w tym związku - rozpadł
        się po 2 tyg. od wizytu u mnie.
        Teraz dziewczę mijając mnie na ulicy nie patrzy wzrokiem 'zaczepno-
        wyzywającym mnie od choler najgorszych' jak kiedyś - unika wzroku,
        pewnie się biednej oberwało...

        To jeden przykład, jeszcze jedna jego kobieta tym razem pisemnie
        zwróciła się do mnie z wezwaniem mnie 'dania mu spokoju' -
        spoźnionym o jakieś dwa lata smile

        Obecnie ex jest sam - Kasieńka czy Basieńka podobno nie akceptowala
        faktu, że poświęca (?????) czas dziecku.
        Hm... Ciekawe czyjemu bo nie swojemu smile

        Dlatego też podziwiam Duzamimblę bowiem udało się jej zachować
        zdrowy rozsądek i realizm w tym związku. To wyjątkowa umiejętność!
        Wszystkich parę partnerek mojego ex tego nie miało i czują się
        bardzo skrzywdzone teraz, jedna nawet rególarnie mnie się z tego
        swojego nieszczęścia wypłakuje przez portal spoleczniościowy - a mi
        żal jej nawet, pewnie dlatego, że niewiele się od mojego dziecka
        różni wiekowo więc może coś na kształt instynktu macierzyńskiego mi
        się uruchamia, haha.

        Jakby choc trochę ludzi ten zdroqy rozsądek zachowywało, uruchamiało
        by się im to swiatełko co Duzamimbli to mnie by było rozczarowania.

        Sama tworzę szczęśliwy związek dwóch ex - mieliśmy wyjątkowe
        szczęście znać sie przed rozwodami, wiedzieć o swoich problemach
        małżeńskich ( choć nie ze szczegółami), znać ex partnerów - nic nikt
        nikomu nie musiał wmawiać, udowadniać, czarować - sytuacja była jasna
        i pewnie dlatego tworzymy nadal coraz bardziej udany związek. Ale
        jak pidałam - mieliśmy to szczęście się w takich okolicznościach w
        sobie zakochać.
        Dlatego tez całkowicie rozumiem stwierdzenia autorki o daniu szansy,
        jej obawy i obserwacje i gratuluję trzeźwego myśleia, które nie
        pozwoliło jej krzywdzić się niepotrzebnie.

        • kicia031 Re: ales laskawa 07.01.10, 11:01
          A mi sie nie podoba. Zwiazek oparty na wspolczuciu czy pogardzie
          jest z gory skazany na kleske.
          Moge rozumeic, ze ktos nie chce sie wiazac z dwukrotnym
          rozwodnikiem, ale nie moge zrozumiec, jak mozna chciec sie wiazac z
          kims, kogo uwaza sie za zajis tam niepelnowartosciowe, kto ma byc na
          wiecznosc wdzieczny za otrzymana od nas szanse?
          • segregatorwpaski Re: ales laskawa 07.01.10, 11:31
            Oj Kiciu031, tak mi się wydaje, że chodzi tu troszkę o uczepienie
            sie słowa 'szansa'.

            A nie uważasz, ze przystepując do każdej relacji, i to nie tylko
            damsko-meskiej, dajemy sobie nawzajem szansę?

            Bezkrytycznie podchodziliśmy do ludzi i znajomosci z nimi jak
            mielismy po 3,4 lata bo wtedy kazżego obdarzaliśmy z góry pakietem
            pełnego zaufania, z czasem jednak bagaż niefajnych doświadczeń
            powiększał się i ciążył coraz bardziej, prawda?

            Więc może danie owej 'szansy' przez Duzamimblę to nic takiego
            niezwyklego tylko standardowe zachowanie każdego z nas w stosunku do
            każdej jednej osoby z jaką tworzymy jakąkolwiek relację?

            I w żaden sposób słów Duzamimbli nie potraktowałam jako określenie
            owego Pana mianem jak piszesz 'niepełnowartościowego' może dlatego,
            że sama mimo iż po rozwodzie i z dzieckiem nigdy tak o sobie nie
            pomyślałam...

            • duzamimbla bardzom łaskawa 07.01.10, 11:59
              jak każdy, który angażuję się w relację w drugą osobą. jeśli
              zaczynam się z kimś spotykać, to nie dla rozrywki czy z braku hobby,
              ale dlatego, bo widzę potencjalną szansę na związek z tą osobą. Nie
              w każdej poznanej osobie potencjał widzę, dlatego tylko niektórym
              daję szansę na bliższe siebie poznanie.
              było tutaj dużo o tym w wątku po paniach po rozwodzie i o tym, jakie
              panowie mają wątpliwości z nimi związane. ja też je miałam, bo taka
              relacja wykracza poza moje doświadczenie, mimo to pozwoliłam sobie
              zakochać się, w tym sensie byłam łaskawa też dla siebie.

              pewnie - gdyby był człowiekiem bez dzieci, tych wątpliwości by nie
              było(pewnie inne by się pojawiły w mojej głowie) ale nie jest tak,
              że dzietność czy bezdzietność decyduje o szansie kandydata na
              wejściu.

              dziękuję wszystkim za odpowiedzi
              • malgolkab Re: bardzom łaskawa 07.01.10, 12:10
                hm, a mi się wydaje, że zaczyna się z kimś spotykać, bo się
                spodobał, a nie od razu widzi się potencjalną szansę na związeksmile
                choć, oczywiście każdy podchodzi do takich spraw inaczej i dobrze,
                bo jest jakieś urozmaiceniesmile
          • notting_hill Re: ales laskawa 07.01.10, 12:25
            Musiało coś kiciu w tej historii Cię "zahaczyć", że tak to widzisz,
            bo w moim odczuciu tego tam nie ma. No, ale każdy rozumie przez
            pryzmat swoich doświadczeń.

            Dwa rozwody to nie jest IMO dobra baza do budowania czegokolwiek,
            więc Duza przyznała panu i tak wielki kredyt zaufania na starcie. I
            trafiają do mnie jej wyjaśnienia, że chciała mimo tego poznać pana
            bliżej. Nie ma tu miejsca na pogardę ani litość. Ja tam się nie
            dziwię, że była ostrożna.
            W pewnym wieku (czyli po 40) nie ma już wielkiego wyboru, bo albo
            facet jest kawalerem i wtedy odpada od razu albo rozwodnikiem albo
            wdowcem albo jest żonaty, czyli tak czy owak jest problem. Kwestia
            jak duży to problem. A przy dwóch nieudanych małżeństwach można się
            spodziewać tego i owego.
            • chalsia Re: ales laskawa 08.01.10, 01:45
              > Musiało coś kiciu w tej historii Cię "zahaczyć", że tak to widzisz,
              > bo w moim odczuciu tego tam nie ma

              w moim odczuciu też tego nie ma
    • samowolny2 Re: a może teraz o rozwodnikach? 07.01.10, 13:42
      Chyba się moderator trochę zagalopował, wycinając mój poranny post.
    • julka1800 Re: a może teraz o rozwodnikach? 07.01.10, 13:48
      Podoba mi sie to, co napisalas. Bardzo rzadko jest tak, ze za rozwod
      odpowiada jedna strona, a ta druga jest bialutka niczym śnieg na
      Kasprowym.
      • julka1800 Re: i jeszcze... 07.01.10, 13:55
        .. nie spotkałam w swoim otoczeniu osoby (jej lub jego) ktora
        otwarcie przeznałaby sie do tego, że chcialaby ukladac sobie zycie z
        osoba rozwiedziona i dzieciatą.
        Dalas mi do mysleniasmile
        • kicia031 Re: i jeszcze... 08.01.10, 10:46
          No to juz spotkalas. ja szukalam faceta z dzieckiem, lub najlepiej z
          dziecmi.
    • enesta Re: a może teraz o rozwodnikach? 07.01.10, 23:54
      duzamimbla napisała:

      >
      > niedługo potem kończę tę znajomość – nie traktował mnie równie
      > poważnie, jak ja jegosad żałuję, że nie dane mi było zweryfikować
      > refleksji w praktyce. historia zakończyła się w przykry dla mnie
      > sposób, ale jednak nie czuję się uprzedzona do osób po rozwodzie.
      > nie wyszło, bo człowiek nie ten… po dwóch rozwodach człowiek,
      > szansę dostał i nie skorzystał. tyle.
      >



      Jesteś rozsądna, odebrałaś dużo niepokojących sygnałów,
      przeanalizowałaś i zrezygnowałaś.
      Ja wyszłam za mężczyznę który miał za sobą dwa rozwody, też dwójkę
      dzieci, wytłumaczyłam sobie ładnie sygnały które mogły wzbudzić mój
      niepokój.
      Teraz wiem że rozum jest najlepszym doradcą, a intuicja powinna iść
      z nim w parze.
      Teraz ja jestem po dwóch rozwodach, na dodatek
      ipod presją sędziny zrezygnowałam na procesie z orzeczenia o winie.
      Chyba przestałam wierzyć że w sądzie można walczyć o sprawiedliwość
      smile

      • chalsia Re: a może teraz o rozwodnikach? 08.01.10, 01:45
        > Chyba przestałam wierzyć że w sądzie można walczyć o sprawiedliwość
        > smile

        nie znasz powiedzenia, że do sądu to się idzie po wyrok, a nie po sprawiedliwośc ?
      • malgolkab Re: a może teraz o rozwodnikach? 08.01.10, 13:56
        Enesta, czyli co, facet, który Ciebie pozna powinien uciekać?smile bo w
        końcu jak się 2 razy rozwiodłaś...
        • enesta Re: a może teraz o rozwodnikach? 08.01.10, 16:18
          malgolkab napisała:

          > Enesta, czyli co, facet, który Ciebie pozna powinien uciekać?smile bo
          w
          > końcu jak się 2 razy rozwiodłaś...

          wink
          taką nadzieję miał mój były.
          A ja?
          Po miesięcznym "pobycie"na tym forum i zapoznaniu się z opiniami
          panów stwierdziłam że były miał rację.smile
    • zmeczona100 Re: a może teraz o rozwodnikach? 08.01.10, 21:56
      Rozwodnik to dobra partia, ale pod warunkiem, że:
      - nie orzeczono jego wyłącznej winy za rozpad małżeństwa
      - nie kombinuje z alimentami, nie ma żadnych zaległości
      - nie zaniedbuje wychowania swoich dzieci z poprzedniego małżeństwa

      To są -jak dla mnie wink- podstawowe warunki, który musiałby spełnić
      ewentualny kandydat na kolejnego partnera życiowego. Plus te, które
      dotyczyłyby każdego, np. wdowca czy kawalera (ten ostatni nie byłby
      brany pod uwagę, gdyby był singlem, bez żadnych doświadczeń
      "związkowych")- czyli cała lista, od bezchrapalności podczas snu,
      poprzez brak nałogów (palenie, picie itp), a na podobnych
      zainteresowaniach i uznawanych wartościach skończywszy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka