Dodaj do ulubionych

Proust i inne

19.01.10, 20:54
W zasadzie jestem chyba pogodzona z tym, że nasze małżeństwo się nie
udało. Nie mieszkamy ze sobą od ponad 7 miesięcy, nie ma już w
zasadzie między nami większych konfliktów, dogadaliśmy się w sprawie
podziału majątku, dzieci nie mamy. Generalnie jestem zadowolona z
życia, mam przyjaciół na których mogę liczyć, znajomych z którymi
dobrze mi się rozmawia i pije wino, pracę która może nie jest
szczytem marzeń ale za to zapewnia przyzwoite wynagrodzenie,
mieszkanie, w którym dobrze mi się mieszka, w dodatku akurat żyję w
mieście które lubię (przeprowadzam się średnio co dwa lata ze
względu na pracę i różnie z tymi miejscami bywa, to akurat jest
całkiem przyjemne do życia). Regularnie biegam, delektuję się
dobrym jedzeniem, mam czas na czytanie książek, testowanie kawiarń
itp. W tym roku planujemy zakończyć wszelkie sprawy rozwodowe i mam
nadzieje, że to się uda. Na co dzień wszystko jest zazwyczaj Ew
najlepszym porządku, jestem wydajnym pracownikiem, radosna osobą
regularnie zapewniającą sobie dawkę endorfin na bieżni.

Są jednak sytuacje, które mnie zaskakują i rozbijają na kilka
godzin. Np.:
Siedzę przy biurku w pracy. Podchodzi do mnie kolega i częstuje mnie
ciastkami, które upiekła jego żona. Sięgam do torebki, patrzę na
ciastko i w ciągu sekundy mam serię scenek rodzajowym przed oczyma.
Przypominam sobie jak będąc kilka lat temu w delegacji kupowałam
identyczne foremki do pieczenia ciastek - kształcie samolotów,
samochodów itp. z myślą o tym, że będę piec mojemu mężowi takie
ciastka na specjalne okazje. Potem scena w kuchni kiedy piekę te
ciastka połykając łzy po kolejnej kłótni. I wiele, wiele innych scen
po tym. I do końca dnia nie mogę się skupić na pracy. Moje myśli
uciekają a ja czuję się jak tandetna imitacja postaci z Prousta.
Dobra wiadomość. Mamy chętnego do kupienia naszego mieszkania
(zdecydowaliśmy, że mieszkanie sprzedajemy i dzielimy się
pieniędzmi – i tak od dawna mieszkamy w innych miastach a mieszkanie
jest wynajmowane). Dowiaduję się o tym w sobotę rano, tuż po pysznym
śniadaniu i kawie, gdy miałam właśnie iść pobiegać. Zamiast biegać
idę pod prysznic i stoję pod nim przez pół godziny płacząc –
przypominam sobie remont, przypominam sobie przeglądanie spiżarki w
poszukiwaniu kolejnego wina do otwarcia, przypominam sobie jak
budzimy się o 5 nad ranem i kochamy się aż do momenty, gdy trzeba
iść do pracy. Po prysznicu biegam zamiast 60 minut prawie 2 godziny
ale do końca dnia nie potrafię zaprzestać oglądania scen z
przeszłości.

Czy kiedyś to przechodzi?? Nie kocham go, jestem świadoma tego, że
rozstanie to jedyne wyjście ale w sytuacjach podobnych do
wymienionych powyżej czyje ogromny żal. Czy to kiedykolwiek
przechodzi? Jak przestać się ranić wspomnieniami?
Przy okazji witam wszystkich na tym forum.

Obserwuj wątek
    • ekscytujacemaleliterki Re: Proust i inne 19.01.10, 21:02
      Przechodzi.Czas zaciera w pamięci obrazy.Wygasają emocje. Kiedyś zobaczysz
      siebie jak pieczesz te ciastka, uśmiechniesz się do tego wspomnienia i tyle.
      Pójdziesz do przodu, będziesz miała nowe miłe obrazy do wspominania smile.
      Swoją drogą to ciekawe, mi też staję przed oczami obraz siebie samej, stojącej w
      kuchni nad garami. Rozckliwiam się od tego strasznie big_grin.
    • cold.wind.blows Re: Proust i inne 19.01.10, 21:38
      Przechodzi na pewno. Myślę, że wszyscy tutaj to potwierdzą. Im
      więcej czasu mija, tym bardziej przechodzi. Choć myślę, że warto ten
      czas trochę przepracować, a nie tylko zdawać się na jego upływ.
      • ekscytujacemaleliterki Re: Proust i inne 19.01.10, 21:50
        A to też prawda. Warto sobie przemyśleć, przeanalizować, zastanowić się co i tak
        naprawdę dlaczego się stało. Wyciągnąć wnioski z własnych błędów...
        • bun.seki Re: Proust i inne 19.01.10, 22:00
          Analizuję i wyciągam wnioski ale zwyczajnie zaczynam się bać, że od
          pewnych wspomnień nigdy się nie uwolnię. Tzn. że pewne miejsca,
          smaki, dźwięki nigdy nie będą neutralne lub jedynie zabarwione
          dawnymi emocjami ale, że zawsze będę odczuwać żal wspominając to, co
          było. Chyba jeszcze sporo pracy przede mnąwink
          • ekscytujacemaleliterki Re: Proust i inne 19.01.10, 22:14
            Nigdy nie mów nigdy wink
            Smaki, dzięki, zapachy - zmysły pozwalają nam kodować co dla nas miłe.
            To chyba nawet nie jest kwestia zapomnienia na wieki tylko kwestia tego, żeby
            wspomnienia nie budziły żywych emocji i nie powodowały tęsknoty.
            Jak napisała Phoebe - musi minąć lata, jesień,zima, wiosna...czas naprawdę
            zaciera żywość wspomnień, życie przynosi nowe wyzwania,obowiązki, przyjemności.
            Kiedyś ten żal i tęsknota za tym co było i za tym co mogło być się wypali smile.
            Trochę nad sobą popracujesz i będzie lepiej wink
    • phoebe_buffay Re: Proust i inne 19.01.10, 22:03
      Pogodzenie to jedna sprawa, a emocje to zupełnie inna. Wiele
      czynności, sytuacji, zdarzeń powodowało u mnie bolesne wspomnienia
      nawet wtedy gdy przypominały przyjemne chwile przez długi czas. Musiał
      minąć rok - czyli zima, wiosna, wakacje, święta i każdy dzień z
      osobna, żeby przeżyć wiele sytuacji inaczej, na nowo. Teraz już jest
      znacznie lepiej, co nie znaczy, że nie ma już wspomnień, ale mniej
      bolą lub wcale. Będzie lepiej. Na pewno.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka