13.03.10, 18:53
Spotkałam mężczyznę cudownego wspaniałego - tak zawsze jest na początku - ale
nie o tym chcę napisać, bo to zweryfikuje życie.
Chcę napisać o ty jak wielkie spustoszenia w mojej psychice zrobił mój
zakończony, nieudany związek. To jest przerażające, że siedzi w człowieku ten
strach, że znowu się nie uda.
Nie pytam o nic tylko dzielę się tym co u siebie obserwuję.
Zakochanie się takie "jak za dawnych lat" nie jest możliwe, bo strach wyłazi.
Pewnie są osoby, które mogą zapomnieć wszystko co było złe i żyć jak kiedyś.
Ja nie umiem sad a może tylko nie wiem że jednak umiem. Napisze może za kilka
lat wink
Obserwuj wątek
    • mola1971 Re: strach 13.03.10, 19:02
      No to powiem Ci tylko tyle, że jest możliwe zaufanie i takie fajne jak za dawnych lat zauroczenie wink
      Tylko trzeba trafić na odpowiednią osobę smile
      Sama się niedawno zapierałam i nie wierzyłam, że to możliwe a jednak złośliwy los sobie ze mnie zakpił i pokazał mi, że jest to możliwe wink
    • malahitka Re: strach 13.03.10, 19:26
      Byłam oszukiwana, nękana. Przez ponad rok po rozstaniu kazdego nowego męzczyznę
      traktowałam jak potencjalnego oszusta. Na myśl o kolejnym związku włosy mi dąba
      stawały. Potem próbowałam się umawiać na siłę ale nie potrafił mnie nikt sobą
      zachwycić. A seks bez uczuć jest nudny. Pokochalam natomiast siebie, dobrze się
      ze sobą czuję i zamienię to tylko na kogoś wartościowego. Po 4 latach poczułam,
      że cień exa i poprzedniego związku zdechł.Wreszcie. Mogę stworzyć coś nowego.
      • vennuss Re: strach 14.03.10, 20:03
        Dziewczyny, nie wiem ile macie lat ale wszystkie piszecie o
        ewentualnych przyszłych związkach jak byście od nich już nic nie
        oczekiwały, ja tak nie potrafię. Ja jestem porzucona po 13 latach
        bez rozwodu bo i ślubu nie było. Mam 33 lata nie mam dzieci o
        których zawsze marzyłam, i perspektywa tego ze cień exa zniknie
        dopiero po 4 latach jest dla mnie przerażająca. Zwłaszcza że do tej
        pory był dla mnie pierszym i ostatnim...Wiec jaśli stworzę
        kiedykolwiek z kimś coś nowego, o ile wogóle komuś jeszcze zaufam,
        to na zakładanie rodziny bedzie niestety już za późno. Mam poczucie
        totalnej przegranej...
        • kobieta306 Re: strach 14.03.10, 20:20
          Pomyśl tak, że mając taką sytuację osobistą jak Twoja, jest Tobie dużo łatwiej
          stworzyć nowy związek. Popatrz choćby na kwestie organizacyjne - matka z
          dzieckiem musi prosić o pomoc kogoś z rodziny, by zajął się dziećmi. Ty po
          prostu wychodzisz na randkę i wracasz, o której chcesz smileJesteś wolna,
          niezależna, nie ma żadnego ojca w tle, który odstrasza potencjalnych kandydatów.
          Nie boksujesz się o alimenty. Masz czystą kartę. Możesz zmienić miejsce
          zamieszkania. Same plusy, by z lekkim falstartem rozpocząć życie rodzinne, takie
          jak chcesz i cieszyć się z tego póki jest czas.
    • enesta Re: strach 13.03.10, 19:48
      Całkiem zapomnieć się nie da. Zawsze coś się skojarzy, podobna
      sytuacja, podobny problem.
      Można jedynie włączyć logikę i wykluczyć ten irracjonalny lęk.
      Pare lat po pierwszym rozwodzie, gdy poznałam mojego drugiego męża
      wpadłam w panikę gdy wydawało mi się że ma podobne podejście do
      życia rodzinnego jak mój pierwszy mąż. Po czasie okazało się że
      wyciągnęłam pochopne wnioski. Ten czas, który dałam nam na
      zweryfikowanie tego skojarzenia był dla mnie bardzo trudny.
      Okazało się potem, że zupełnie coś innego było prawdzwym problemem.
      Tak samo z jego strony (byłam trzecią żoną) trudna sytuacja
      materialna w której nagle znaleźiśmy się uruchomiła w nim serię
      skojarzeń z tym co przeżył w poprzednim związku, przerzucił nawet
      problemy z pasierbem na moje dziecko z pierwszego małżeństwa.
      Dlatego twierdzę że związek porozwodowy jest o wiele trudniejszy niż
      ten pierwszy.
      Ale zawsze można iść na terapię.smile
      Trzeba wierzyć że będzie dobrze, i tego Ci życzę.


    • kami_hope Re: strach 13.03.10, 21:00
      Pozwól by Wasze relacje rozwijały się w naturalnym tempie. Nie
      zakładaj od razu, że to "na całe życie". Niczego nie przyspieszaj,
      ani do niczego się nie zmuszaj. Jeśli wciąż czujesz jakieś
      zahamowania, wyjaśnij mu je... Wytłumacz, że owe obawy są niezależne
      od niego (bo i prawda jest taka, że choćby na głowie stawał i
      klejnoty Ci znosił, to lęku Twojego nie przezwycięży. Owe lęki
      wypływają z Ciebie i tylko przez Ciebie mogą być przezwyciężone).

      Ślad na psychice pozostaje. Nie chodzi o to aby zapomnieć, a
      bardziej - oswoić pewne myśli, wspomnienia; zaakceptować
      doświadczenia które są częścią naszego losu. Wykorzystaj swoje
      doświadczenia jako lekcje. Nie zapominaj lecz zrób z tego właściwy
      użytek.
    • dsz27 Re: strach 13.03.10, 21:57
      Doskonale wiem co czujesz ale tez wiem, że trzeba zapomnieć o tym co było złe.
      Nie każdy "pies to burek" i tyczy się do zarówno kobiet jak i mężczyzn.
      Ja tez ostatnio kogoś poznałam i mimo, iż mamy strasznie pod górę /on jest wolny
      ja mam bagaż ze sobą, rozwód, dzieci, km spore itd./ to jednak chcę spróbować.
      Już i tak wywrócił moje życie do góry nogami więc nie ma odwrotuwink A jak to się
      skończy? Nie wiem. Być może to ogromne zauroczenie minie i będę je miło
      wspominać, może będę wyła bo okaże się nie tym konkretnym facetem...możliwe. Ale
      chce i spróbuję. A strach jest zawsze...

      smile
    • tully.makker Re: strach 13.03.10, 22:39
      Ten strach jest dobry. Moze dzieki temu twoje uczucia ulokujesz
      lepiej, niez za pierwszym razem.
      Albo przynajmniej inaczej.
    • kobieta306 Re: strach 14.03.10, 13:12
      Boję się między innymi tego, że jeśli się nie uda, to poczucie mojej własnej
      wartości zostanie stratowane do zera. Kondycję mam średnią, ze wskazaniem na
      złą, a to już spore zagrożenie.
      Jednocześnie chcę spróbować znowu komuś zaufać, bo zwyczajnie tego potrzebuję.
      Każda "niebezpieczna życiowo" sytuacja automatycznie kojarzy mi się z tym co
      przeżyłam. Jest dokładnie tak jak napisałyście - pocieszające jest, że wszystkie
      tak mamy / miałyśmy, więc jest to najprawdopodobniej normalne. Trzymam szczerze
      kciuki za Wasze nowe związki i za Was - kiedyś w końcu musi się udać wink
      • malahitka Re: strach 14.03.10, 13:24
        Nie śpiesz się. Uważnie obserwuj i nie zakładaj od razu jakiegoś wielkiego
        angażowania się. Gdy się jest w kiepskim stanie psychicznym i poczucie wartości
        ma się marne, to staje się człowiek łatwym łupem dla różnych manipulantów. Więc
        spokojnie i powoli.
      • zatracony72 Re: strach 14.03.10, 13:26
        Też masz problem, przecież nikt nie każe Ci się z nim od razu wiązać na stałe.
        Bądźcie razem, poznawajcie się i wtedy podejmuj odpowiednie decyzje. Napisałem
        banał? Kto nie ryzykuje nie jest szczęśliwy bo nieszczęśliwy może być będąc
        także sam.
        • kobieta306 Re: strach 14.03.10, 13:39
          To nie jest banał co napisałeś.
          Tylko ja zwyczajnie już się zaangażowałam wink

          Z innej beczki-
          kolega doradził mi tak - bądź sobie z nim, a jak się znajdzie ktoś lepszy to
          wymienisz - przeraziło mnie, że mówił to na poważnie.
          Mężczyźni mają czasami jednak inne podejście wink
          • mola1971 Re: strach 14.03.10, 13:47
            Hmm...
            Twój kolega ma rację i jej nie ma smile
            Tzn dobrze jest nie nastawiać się, że to MUSI być TO i że to już na zawsze. Wskazany jest luz. Natomiast nie polecam takiego podejścia, że jak trafi się ktoś lepszy to ten model za przeproszeniem kopniesz w tyłek.
            Po prostu albo się uda albo też nie i tyle.
            Co masz do stracenia? Zapewne nic. A możesz zyskać w najlepszym przypadku miłość a w najgorszym kolejne doświadczenie.
            Bać się nie ma czego. Nawet gdyby się miało nie udać. Potrafiłaś przeżyć rozstanie z mężem i pójść dalej to i kolejne ewentualne rozstanie przeżyjesz.
            • kalpa Re: strach 14.03.10, 16:21
              mam za soba dwie relacje- dwa nowe doświadczenia. Korzyscią jest to, że
              przestałam się bac "rozstania". Poznałam kogoś, z kim bylam barrdzo szczęśliwa,
              ale szybko sie okazalao, ze ten mezczyzna nie zakonczył swojego poprzedniego
              związku, a ja nie chciałam w ten soposób i podziekowalismy sobie za piekne
              chwile. Poplakalam, doszlam do siebie i poznałam kolejnego milego czlowieka.
              szybko sie okazłao, ze jednak mamy inna wrażliwośc i też nie widziałam sensu
              kontynuowac, bo po co? I jakos przestalam sie bac tego przezycia pod tytulem
              "koniec". Panowie obaj byli super, bylo fajnie, mimo, że nic na dlużej nie
              wyszlo. Nie bój się, kolejne rozstania naprawde mniej bolą smile
              A tyle fajnych chwil można dzięki takim spotkaniom przeżyć smile
              • woman-in-blue Re: strach 14.03.10, 18:14
                A ja wlasnie sobie wpadam z powrotem w gleboka depresje! Ratunku!!
                Pojawil sie ktos i bylo swietnie! A teraz patrze jak sie to wszystko
                rozlazi...Tez przyczyna w niezakonczonym przez mezczyzne
                zwiazku..Niby mu jej zal, niby go szantazuje.. Jezu, i po co ja w to
                wszystko wlazilam?!?! Bylo mi juz fajnie samej!
                • kobieta306 Re: strach 14.03.10, 18:18
                  cholera - niedobrze sad

                  każdy nowy facet to oprócz potencjalnego źródła radości i przyjemności również
                  potencjalne źródło nowych problemów.
                  Wieczne upadki i wzloty - ja tak nie chcę sad
                  • woman-in-blue Re: strach 14.03.10, 18:23
                    no niedobrze! I tez tak nie chce!!! To sobie leze i choruje...
                  • niutka Re: strach 19.03.10, 18:40
                    Tez tego nie chce... Bo nikt takiej sytuacji nie chce. Za chwile zaczne sie
                    zastanawiac, "po jaka cholere sie rozwodzilam" skoro wszyscy faceci sa tacy sami...
    • anka_spiewak Re: strach 14.03.10, 18:41
      powiem Ci co ja czuje....

      Gdyby czlowiek wiedział, że upadnie, toby sie położył...

      mi pomogło zrozumienie, że nie wierze już w związki "na całe zycie". Akceptacja faktu. Bo to, z akurat MNIE przydarzy sie taki związek, taka miłość do smierci, że umrzemy razem, ach! - sa jak jeden do tysiąca.
      Poniewaz jestem kochliwa i angazowałam sie całą soba - stwierdziłam, że to zły pomysł.
      Ten ktoś idzie obok Ciebie, Twoją droga, ale on się bedzie zmieniał. Co jakiś czas będzie to ktoś inny. Gdy tymczasem Twoja droga zawsze bedzie taka sama.
      Poczułam że nie chce czynić z męzczyzny diametralnej czesci swojego zycia (zmieniac dla niego swoich planów, przyzwyczajeń, koloru ubrań czy nawet szminki), traktowac jak kawałka siebie. Bo po kilku takich związkach opustoszeję. I nic mi z samej siebie nie zostanie.
      wiec jak mysle teraz o zwiazkach, w które dane mi bedzie wejsc- już sie nie boję.
      Podchodze do tego bardziej lajtowo i nie tak powaznie. Zreszta samo życie nie jest zbyt powazne, mimo że takim sie nam jawi. Jestem daleka od deklaracji.
      Choć w małżeństwo chyba nadal wierze. Nawet jesli miałabym miec ich za sobą 5, ale byłyby to szczęśliwe zwiazki, gdzie po prostu wypaliłaby się miłość.... smile Ech... mogłabym sprobowac, gdyby partner nalegał...

      Ja mysle o sobie: już swoja lekcje przerobiłam. Wiem z kim chce byc, jakie sa moje potrzeby, dobrego partnera poznam teraz bezbłędnie. A jesli sie w nim zakocham to wchodze w to bez obawy, nawet jesli ma sie to skończyć za kilka m-cy.... to, że zrozumialam iz meżczyzna jest tylko wartościa dodatkowa w moim zyciu pozwala mi na głebszy oddech, na budowaniu swojego zycia głównie na sobie. Mężczyzn ucza takiego podejścia od dawna, kobieta jest dla niego tylko cześcia jego CV. To my, kobiety, czynimy z nich całe nasze życie. A oni też nie bardzo wiedza, jak sie w tej sytuacji odnaleźć: czują sie odpowiedzialni za nasze zycie, bo przeciez "na mnie opiera sie cały jej swiat".

      A meżczyzn znam wielu ,cześć to potworki, częsć to skarby. I tymi drugimi sie otaczam. Nadal wierzę w mezczyzn, bo wierze tez w kobiety: sa złe i sa dobre. Tylko trzeba to chciec zauważyć.

      bać sie wszystkich mezczyzn i na nich utyskiwać to jak wykładac cały swiat skórą - a tu nalezy uszyć sobie buty. Wiedzieć, jak poznać kogos, kto Ci odpowiada. Skoro bylam z nieczulym draniem to szukam teraz kogoś cieplego, bo jednak taki typ mi odpowiada. dopytać sie sama siebie: czego nigdy nie zaakceptuję? Nauczyc sie "filtrować" meżczyzn i odrzucac tych nieodpowiednich.
      a jak juz znajde kogoś kto mi odpowiada - nie bac sie. Bo życie przecieknie miedzy placami u stop, jak sie bedziemy wszystkiemu opierac i kalkulowac...

      Mi pomogło przerzucenie odpowiedzialności na samą siebie: zadałam sobie pytanie;"Czemu wybieram meżczyzn, którzy mnie ranią?" , a nie:"Czemu meżczyzni są źli?"

      I wyciągnełam wnioski.

      sądze, że to uczciwe podejście smile
      • mola1971 Re: strach 14.03.10, 18:48
        Fajnie to napisałaś i w całej rozciągłości się z tym zgadzam.
        • anka_spiewak Re: strach 14.03.10, 18:51
          dzieki i ciesze sie.

          czasem mam jednak prześwity geniuszu....
          smile
          • mola1971 Re: strach 14.03.10, 18:56
            Jak każda normalna kobieta wink
      • woman-in-blue Re: strach 14.03.10, 19:19
        Anka, to bardzo madre co napisalas...mhhhh. Mysle, ze u mnie to
        kolejny zly wybor.Ale i tak boli jak cholera. Chcialabym byc taka
        madra zanim sie zaangazowalam. Slepa bylam i nie chcialam widziec
        wielu nieciekawych sygnalow. Zawsze interpretowalam tak, zeby bylo
        na jego korzysc.. no to jest!
        • kobieta306 Re: strach 14.03.10, 19:20
          jakie to były sygnały?
          • woman-in-blue Re: strach 14.03.10, 19:36
            Przemilczenia, niekonsekwencje,koncentracja na sobie. Takie tam, co
            dopiero teraz zobaczylam sad
        • niutka Re: strach 19.03.10, 19:41
          To ja podpisuje sie pod Twoim postem wszystkimi konczynami... niestety
    • kobieta306 Re: strach 14.03.10, 19:19
      ja muszę sobie to wydrukować i czytać w chwilach zwątpienia smile
      bo macie rację i tak właśnie powinno się podchodzić, przynajmniej na początku
      relacji - nie obiecywać sobie, nie spalać się, tylko czekać na spokojnie co z
      tego wyniknie.

      • misza_1 Re: strach 14.03.10, 21:12
        co do tego, jak poznać odpowiedniego patnera...

        w najwiekszym skrócie:

        kolezanka pozyczyła mi pewna ksiazke, pseudo czy też nie pseudo, w kazdym razie "psychologiczna"

        autorzy dzielą ludzi na 2 typy: Dawców i Biorców

        i teraz: jesli jestes Dawcą- angażujesz sie w zwiazek, jestes emocjonalna, ciepła, dajesz mu prezenty, .
        jesli jesteś Biorcą - jestes ta stroną bardziej zdystansowana i niezalezna, zawsze masz swoje zdanie, bywasz czesciej poligamiczna, mniej komunikatywna, szkoda Ci energii na mówienie czy tez na przyjaźnie

        I tak: Dawca potrzebuje Dawcy, ale niestety czesto "wpada" na Biorce (Biorca bywa bardziej tajemniczy niż Dawca, wydaje sie bardziej atrakcyjny i trudny do zdobycia, ma swoje foszki....dlatego Cie kręci)
        Biorca z kolei lubi Dawcow, bo na co mu drugi, egoistyczny Biorca? wink wiec przyciaga ich jak może... kokietuje. A to nieporadnościa, a to niezaleznoscia, a to sukcesami....

        Jesli jesteś Biorcą to albo trafiłas na Biorce, który niczym Cie nie chciał obdarować, albo na Dawce - który jako że "lata za Toba" (Dawcy sie częściej zakochuja niż Biorcy)po jakimś czasie staje sie nudny.

        Jeslis Dawczynia: to albo trafiłaś na Dawce, któy jako że łatwy do zdobycia znudził Cie, albo na Biorce, który jako że zimny i zdystansowany nic od siebie nie chciał Ci dac.

        teraz może dopasujesz siebie i ludzi do tego opisu i bedzie Ci łatwiej poznac , kto kim, i z kim chcesz sie zadawac smile

        mnie pomogło i kolezanke wycałowałam po stopach za te lekture smile

        i jeszcze nieco informacji:


        ASERTYWNOŚC:

        Dawca:
        mniej asertywny, odrzuca pomoc:"Och, nie musiałes tego robić dla mnie!", pomocny

        Biorca:
        asertywny, prosi o pomoc



        ATRAKCYJNOSC:

        Dawca:
        czasem mniej atrakcyjny, skupiony na problemach innych nie spogląda w lustro, adoruje partnera. Cześciej ma nadwage: ponieważ traci dużo energii na Biorce musi ja odzyskać

        Biorca:
        atrakcyjny, oszczedna mimika twarzy, rzadko sie usmiecha, tajemniczy, posiada wdziek i umiejetnośc dobierania odpowiednich ubrań, częściej szczupły


        ROZSTANIE:

        Dawca:
        zazwyczaj porzucany, chce zranić swojego partnera i zazwyczaj dązy do zemsty

        Biorca:
        odchodzi, znudzony Dawcą, który jest zawsze taki sam: miły i usłużny


        KARIERY:

        Dawca:
        chętniej pracuje w usługach

        Biorca:
        lubi błyszczeć, lubi ograniczony kontakt z ludźmi. Jest lepszym handlowcem bo lepiej manipuluje ludźmi. Jego praca bywa lepiej płatna.


        DOKONYWANIE ZMIAN:

        Dawca:
        próbuje zmieniać partnera i eliminowac jego egoizm

        Biorca:
        nie chce sie zmieniać i lubi swoje związki, poniewaz to on w nich rządzi


        KOMUNIKATYWNOŚĆ:

        Dawca:
        potrafi mówic o wewnetrznych przezyciach, lepszy słuchacz

        Biorca:
        niechetnie analizuje swoje uczucia, czeka, aż Dawcy sami wyczują jego nastrojenie. Nie lubi słuchać czyichś wynurzeń.



        PRZYJAŹŃ:

        Dawca:
        ma licznych przyjaciół

        Biorca:
        ma niewielu przyjaciół, a jesli ma wielu znajomych to po to, by mieć od kogo żądać pomocy. Otacza sie wianuszkiem Dawców płci przeciwnej.


        CHOROBY I WYPADKI:

        Dawca:
        jest ostrożniejszy. Mniej choruje, bo jest bardziej rozluźniony i pogodny, ale częsciej niż Biorca na choroby chroniczne.

        Biorca:
        ma wiecej wypadkow- Z powodu zachłanności, baku poczucia zagrozenia i wyrzutów sumienia.


        ZAZDROŚĆ:

        Dawca:
        zazdrosny.Nie czerpie przyjmnosci z cierpienia partnera i dlatego nie flirtuje

        Biorca:
        flirtuje. nie odczuwa zazdrości o patnera, a jesli- to jest to chora zaborczośc i chęć kontroli


        PIENIĄDZE:

        Dawca:
        wydaje je na partnera

        Biorca:
        wydaje je na siebie. Sprawuje kontrole nad finansami. Pozwala sie utrzymywac.


        POLIGAMIA I MONOGAMIA:

        Dawca:
        Monogamista. Idealizuje partnerów

        Biorca:
        poligamista, swiat wydaje sie mu jedynie sklepem ze słodyczami

        POSTAWA:

        Dawca:
        wychylony do przodu,

        Biorca:
        wychylony do tyłu, W trakcie rozmowy z kimś - oparty o oparcie krzesła


        TEMPERAMENT:

        Dawcy:
        umiarkowany, pogodny, ceni akceptacje otoczenia

        Biorca:
        zmienność nastrojów, zwłaszcza w domu


        KTO NA KOGO POLUJE:

        Dawca:
        zdobywa Biorce. Pociągają go ludzie nieosiagalni

        Biorca:
        uwielbia gdy ktos na niego poluje, wtedy czuje, że ma kontrole.
        Boi sie bliskosci.



        powiem wam dziewczyny, że to sie, choć w cześci, sprawdza
        • kobieta306 Re: strach 14.03.10, 21:24
          Misza smile
          przeczytałam z otwarta gębą i jestem typowym dawcą sad

          co teraz zrobić z tą wiedzą? sad
          • anka_spiewak Re: strach 15.03.10, 22:29
            Kobietko smile
            mnie sie to zestawienie podoba, równiez odnajduje tu ludzi ze swojego otoczenia, siebie, mojego szacownego "małża" ( a niech go skorupka pogrzebie jeszcze za młodu, niech sie zatrzasnie, niech łajdak zginie w czelusciach ... niech go wszyscy diabli, niech go wykoncza te wszystkie jego kochanki i te wszystkie jego dzieci, niech... bedzie w końcu szcześliwy - i to jest największa zjadliwośc z mojej strony, bo tacy jak on, biorcy - nie wiem czy kiedykolwiek odczuwaja szczęscie. i to jeszcze psychopaci. )

            z pewnościa sa ludzie " na pograniczu" - i nie wiem, czy TO własnie nie jest najzdrowsze...
            z pewnościa bywamy wobec jednych dawcami, a wobec innych-biorcami.

            ale wiele rzeczy mi pasuje.

            piszesz, że jestes dawcą.
            ja tu przewertowalam troche forum
            i mezczyzn -dawców też jest troche.
            i w realu tez.

            chyba nie ma nic lepszego - niż dawca z dawca....
            mmmm.....
            smile

            co sądzisz?
            wink
          • niutka Re: strach 19.03.10, 19:52
            Ja tez...
        • mola1971 Re: strach 14.03.10, 21:27
          To tylko jedna z WIELU teorii psychologicznych.
          A teorii psychologicznych dzielących ludzi na pewne typy osobowości znam co najmniej kilkanaście smile I co z tego? Ano nic bo gdy w grę wchodzą emocje to rozum szlag trafia wink

          Poczytaj sobie więcej, albo też (co szczególnie polecam) pomyśl samodzielnie wink
        • kobieta306 Re: strach 14.03.10, 21:32
          mój ex to był typowy biorca.
          Teraz tak się zastanawiam jaki jest ten obecny ale za słabo go jeszcze znam wink
        • cold.wind.blows Re: strach 14.03.10, 21:50
          Tych typów psychologicznych jest dużo więcej w zalezności od
          przyjętego kyterium, którym sie kierujemy przy podziale. Mają one
          jednak jedną wadę, mianowicie niezmiernie rzadko występują w naturze
          w czystej postaci. Na ogół każdy z nas jest konglomeratem róznych
          wyróznionych typów. Pewnie można, w pewnym zakresie, wyodrębnić ten
          dominujący i to tyle. Inaczej zbyt proste i przewidywalne by to
          wszystko było.
        • zmeczona100 Dawca :( 15.03.10, 22:59
          No tak- mąż to biorca, a ja typowy dawca sad
          Nie zgadzają się tylko dwie cechy- asertywność i zazdrość; u nas akurat na
          odwrót.
      • niutka Re: strach 19.03.10, 19:43
        Niestety tak sie nie da... wiem po sobie.
    • plujeczka Re: strach 16.03.10, 15:08
      kazdy związek, który "był" zawsze pozostawia slady na całe zycie
      mniejsze bądź większe to nieststey nieuchronne, pozostaja dzieci,
      walka o widzenia,alimenty, sądy i niekonczące się sprawy z
      przeszłości.Osobiscie po rozwodzie nie mam ochot na zawieranie
      żadnych znajomości po prostu zachłystuje się wolnościa, którą
      przedtem utraciłam na ponad 20 lat o braku godności i ponizaniu
      pisałam wczesniej.jakoś faceci nie sa dla mnie taraz obiektem uczuć,
      patrzę na nich jak na kolejne przedmioty spotykane po drodze z pracy
      do domu.Nie wiem czy kiedykolwiek bede miała potrzebe bliskości czy
      tez wchodzenia w nowy układ. Narazie nie ale czas pokaże.I zeby było
      smieszniej jest mi z tym bardzo dobrze, niczym nie jestem obarczona,
      nie musze gotowac, prac sprzatać, usługiwac Panu, robię co chce i
      kiedy chcę, wydaje pieniadze jak chcę i kiedy chce, spotykam się z
      kim chce i gdzie chcę -i tak jest dobrze.Ale kazdy z nas jest inny,
      nie ma dwóch jednakowych ludzi.Chyba w modości wyszumiałam się,
      pózniej było małżeństwo, macierzyństwo więc chyba wszystkie uczucia
      przerobiłam a teraz czas na stabilizację i na łaskotanie własnego
      EGO
    • anka_spiewak Re: strach 16.03.10, 19:57
      próbowałam wyszukać w starych wątkach "wiara w małżeństwo" czy coś w tym stylu. Nic specjalnie nie znalazłam. Albo nie umialam szukać.

      Ktoś jeszcze w to wierzy?

      Ile takich - choćby udanych - małżeństw mozna popełnić?
      czy to ma sens?
      Prócz obrączki i słownictwa ("mąż", "żona") nie widze w tym już nic atrakcyjnego.
      Nic, co mogłoby zaspokoić moje potrzeby

      Obrączka jest widocznym znakiem dobrowolnego zamknięcia się na innych męzczyzn (bo jestem zakochana i nie życze sobie by ktoś manotrawił moj czas na gadke-szmatke w ramach podrywu)

      Słowo"mąż" ma w sobie pewną magię i tak naprawde jest dla mnie swiadectwem bliskości.

      Ale to tylko symbole.
      bez tego mozna sie obejśc i jak wszyscy wiemy wielokrotnie mąz jest ci najodleglejszą z galaktyk.

      Gdyby partner nalegał - być może zgodziłabym sie ponownie sformalizować związek, ale sama .... nie wiem czy jeszcze wierze...
      w małżeństwo.

      Zwłaszcza że po poprzednich doswiadczeniach chcialabym mieć na pewno oddzielny budżet, oddzielną "kuchnie" (nie zamierzam nikomu gotować i jadać to, na co On ma ochote), mieć oddzielne nazwisko- zawsze swoje (mam silną potrzebe własnej tożsamości)i zawsze swoj pokoj, ze swoim łóżkiem. By w razie czego moc mieć chwile dla siebie.
      a najlepiej to w ogóle mieszakć oddzielnie. Bo jak mam ochote mieć antyki w domu to je mam i nie kłocę sie z mężęm czy tapeta ma byc blado-brzoskwiniowa czy w esy-floresy.
      do tego intercyza....
      i to własciwie wychodzi partnerski związek, a nie małżeństwo, rozumiane przez nas jako scisła jednosc, jako zlanie sie w całość dwojga róznych, odrebnych i skończonych całosci.
      Czy małżeństwo nie jest tak naprawde jakims sztucznym wytworem? Czy to zdrowe, mieszkać razem, 25 godzin na dobe?....

      Ja nie boje sie miłości i nie bronie sie przed nia. Niby. A jednak?...

      nie wiem, czy powtórnie weszłabym w małżeństwo na starych, "tradycyjnych" zasadach.
      chyba bałabym sie że znikne. Że stopie sie z kimś, a to przeciez jakiś nonsens. Nie mozna z dwojga ludzi zrobić jednego.

      Nie jestem połówką. Od zawsze byłam caloscią i nie ma moich klonów.
      KAŻDY bedzie rózny ode mnie.

      Czy jest sens? Wkurzać sie na czyjes nawyki? Martwić że widzi mnie bez makijazu i jak wyciskam sobie pryszcza?
      Czy nie lepiej być w partnerstwie i mieć swoje mieszkania? Jesli chcesz, to spędzacie tydzień u niego, albo weekend u ciebie.....
      Cos niby dziwnego, ale czy zbytnia bliskość nie zabija?

      dziś mam nostalgiczny nastroj...
      i doprawdy zastanawiam sie, czy jeszcze wierze w małżeństwo
      Jako symbol największej wiezi i maksymalnego oddania...
      ale czy ja sie chce znów tak komus oddać?
      czy ja chce znów byc tak mocno i odświętnie "czyjaś"?

      Wierze....
      nie wierze...

      nie wiem...



      A Wy?

      a Ty? (do autorki wątku smile )
      • zmeczona100 Re: strach 16.03.10, 20:56
        Anka, pod częścią mogłabym się podpisać.

        To wszystko zmienia się wraz z wiekiem- doświadczeniem. Na pewno nie
        decydowałabym się na dziecko, będąc w wolnym związku. Jednak małżeństwo te
        kilkanascie lat temu stanowiło dla mnie swego rodzaju zabezpieczenie- że
        ten ktoś bierze na serio zobowiązania, że decyzja o dziecku to jednak
        odpowiedzialność obydwojga i że nie zostanę sama z konsekwencjami naszych
        wspólnych decyzji. No ale wyszła z tego LIPA.

        Dzisiaj mam inne oczekiwania wobec ewentualnych partnerów- nie potrzebuję
        ich materiału genetycznego wink, zabezpieczenia finansowego czy wspólnego
        poszukiwania pomysłu na życie, bo to wszystko już mam. Dorzucając własne
        doświadczenia wiem, że "Nie zaspokaja się głodu byle baranem", a więc
        oczekiwania byłyby bardzo wyśrubowane (niektórych cech, zachowań na 100%
        nie toleruję, a więc byłoby tylko kwestią czasu- wejście w normalne,
        codzienne życie- aby mnie zaczęły irytować, drażnić itd.).

        Czyli tak- mając 20 lat i dzisiejsze doświadczenia, nie zdecydowałabym się
        na małżeństwo, a to z kolei przełożyłoby się na brak potomka. Syn to
        jedyny powód, dla którego mojego małżeństwa nie przekreślam do końca-
        gdyby nie było innej możliwości, aby go powołać do życia, to drugi raz
        wyszłabym za jego ojca nawet dzisiaj. Ale rozstałabym się z nim bardzo
        szybko- już wtedy, kiedy przestałam mu ufać. Może wtedy miałabym szanse
        spotkania tej właściwej osoby, która- dodatkowo- byłaby wzorem ojca dla
        mojego syna.
      • leptis ... 17.03.10, 07:37
        Aniu,

        Małżeństwo, Miłość pozostaje nadal Naszym zbiorowym dorobkiem
        bez względu na światopogląd/wyznanie, bez względu na ilosć wpisów
        mających przeciwne zdanie.

        Wieszsmile tak przelatuję teraz nad Twoim tekstem;
        o serwisowaniu małżonka, o Tobie jako połówce,
        o galaktykach, o antykach-dużo tego, wiesz smile
        Ta cała "reszta" o której piszesz.

        Kolejność i czas ważny, by czegoś nie zgubić.
        Posłuchasz po wszystkim; po umyciu garów,
        po kąpieli myślę również.
        www.youtube.com/watch?v=bcrEqIpi6sg
        potem 30 lat poźniej;
        www.youtube.com/watch?v=tKQSlH-LLTQ
        Czasami Jejsmile mówiłem;
        Nitkasmile pracuję na falne wspomnienia
        kiedy będziesz po siedemdziesiątce.
        Trudno się Tobą nie cieszyć.

        ...
        • anka_spiewak Re: ... 17.03.10, 21:17
          to wierzysz czy nie...?

          odpisujac słucham obu nagran...
          ładne...

          a widziałes:"Przed wschodem słońca'?

          i smutne"przed zachodem słońca"?

          najsmutniejszy chyba film, jaki widziałam.
          Nie dlatego, że sie w końcu spotkali smile
          własnie dlatego, że oni czekali na siebie te 9 lat.
          to czekanie musiało być okropne.
          Żyjesz ze swiadomościa, że twoje życie - ktore cie nie uszczęśliaia - mogło wyglądac inaczej...


          nie mam nic przeciwko gotowaniu kogmus, kogo sie kocha. zwłaszcza jesli sie to lubi.


          jasne, chcialabym moc robic komus kolacje, komus kogo kocham.
          Ha, bo tylko to umiem! smile
          - nie umiem i nie cierpie gotować.
          co innego, jak jestem do tego przymuszana, a co innego nakładac komus szczypiorek na kanapke - to kolejny gest miłosci.
          I to jest piekne.
          Takie dbanie o siebie nawzajem.
          Pisalam o patologicznej sytuacji, z tym moim gotowaniem.

          reszta...?
          czyli to, co mi nie odpowiada w małżeństwie?
          Wiesz, nigdy nie byłam w zdrowym, ożywczym i wzbogacającym zwiazku - wiec może dlatego tak mysle.
          ani tymbardziej w takim małżeństwie. nie potrafie sobie nawet wyobrazic, jak mogloby by takie szczęśliwe małżenstwo wygladac...
          jak mogłoby być mi obojetne, jaka tapeta jest w salonie...



          ....Najważniejsze, byśmy przestali żyć z nawyku....
          • leptis ... 18.03.10, 08:23


            Aniu,
            pytając po raz drugi próbujesz wtłoczyć do głowy
            Twój/nie mój związek frazeologiczny; wiara w małżeństwo.

            Już w pierwszym akapicie uznałem za pewnik,
            że małżeństwo/wplotłem nawet chyba miłość
            należą do dorobku bez względu na katalicyzm/na ateizm
            i tak dalej
            I dalej próbowałem Ci przekazać, że to jednak tylko
            fraza pewnej wiekszej całości którą zawarłem w muzycznym
            rozciągniętym w czasie cytacie.

            Czy można jaśniej?
            To tak jak w innym wątku; pozostało pięć nie zdobytych
            ośmiotysięczników zimą, wśród nich Nangaparbat.
            Kolejne wyzwanie, choć nie dla mnie.

            Pierwszy z filmów widziałem, drugi przespałem
            za dużo tekstu jak dla mnie-ale o to scenarzyście chodziło
            zdecydowanie nie o tęsknotę.

            tyle
            pozdrawiam

      • redstiletto Pięknie to wszystko ujęłaś...n/t 17.03.10, 18:50
      • enesta Re: strach 17.03.10, 22:34
        anka_spiewak napisała:

        > próbowałam wyszukać w starych wątkach "wiara w małżeństwo" czy coś
        w tym stylu.
        > Nic specjalnie nie znalazłam. Albo nie umialam szukać.
        >
        > Ktoś jeszcze w to wierzy?

        Ja wierze, pomimo, że Twoja historia jest (z małymi poprawkami)
        taka sama jak moja, z tym że rozbita na dwa związki.

        Małżeństwo wprowadza nowe wartości.
        Bliskość wtedy ma inny wymiar.
        Nie przeszkadzają wyciskane pryszcze i brak makijażu.
        Może tylko facet pownien być uczuciowcem a nie wzrokowcem.

        > Słowo"mąż" ma w sobie pewną magię i tak naprawde jest dla mnie
        swiadectwem bliskości.

        Myślę, że jest to również wynikiem nastawienia dwojga ludzi , którzy
        zaczynają od tego monentu traktować się prawdziwie poważnie. Może
        nasza tradycja też(?)

        > Zwłaszcza że po poprzednich doswiadczeniach chcialabym mieć na
        pewno oddzielny
        > budżet, oddzielną "kuchnie" (nie zamierzam nikomu gotować i jadać
        to, na co On ma ochotę

        Gotujecie razem, może on jest lepszy w kuchni to oddajsz mu pałeczkę,
        Ty nie musisz realizować jego oczekiwań jeśli już na początku
        powiesz że Ty lubisz i możesz robić to i to a tego nie.

        > i doprawdy zastanawiam sie, czy jeszcze wierze w małżeństwo
        > Jako symbol największej wiezi

        Pisałaś wcześniej że trzeba dobrze wybrać,
        jeśli będziesz miała szczęście i możliwość wyboru najlepszego z
        bardzo dobrych, to może będzie Ci dane cieszyć się tą bliskością, w
        którą chyba wierzyszwink
        • anka_spiewak Re: strach 17.03.10, 23:16
          podziwiam i zazdroszcze

          może i wierze...
          chyba nie chce na razie zaglądac tam do środka
          jeszcze sie nie wyleczyło....
          pod plastrami i tak nic nie widać,zreszta....

          a jesli nie to może uwierze

          tak, to z pewnościa- nikt juz tak nie bedzie mial nade mna kontroli, by zmusić mnie do robienia czegos, na co nie mam ochoty.

          Np na gotowanie
          podziwiam tych, ktorym sie chce.
          efekty sa tak ulotne.
          Może żyję bardziej duchowymi sprawami, niz zywienie ciała...
          A jednak ciala- bedacego mieszkaniem dla duszy...

          jesc moge. Uwielbiam.
          ale nie gotowac. Szkoda czasu.
          bo tak.

          a to, że w małżeństwie ludzie nie staraja sie o siebie....
          kiedy bylas ostatnio na randce z meżem?
          kto byl na randce z zona?
          prosze podac termin blizszy niz 2 lata temu !
          Tak, by umówić sie z nia na miescie, po pracy.
          To podniecenie, kiedy oboje sie szykujecie. Na własną, małżeńska randke.
          Czemu tego sie nie praktykuje? Nikt nie widzi potrzeby?
          Te ekscytujace spotkania przed slubem... i co?.... znikaja?
          zawsze mnie to drazniło.
          Że znikają.
          Że już nie ma podniecenia, malowania rzęs...ale tak długo, z podkrecaniem. Nie jak na co dzień.


          ....
          no tak, zależy w jakim małżeństwie. I kto.
          prawda.
          jak sie chcesz starac o kogoś, to czy w małzeństwie, czy nie - starasz sie.
          a jak ci nie zalezy - to tak czy siak olewasz.

          ale jest tez i wspaniale poczucie bezpieczeństwa, jakiego nie daje ci zwiazek partnerski, możesz sie otworzyc i zainwestowac w kogos bez obawy wszystkie uczucia.
          też prawda.

          Kobieta
          cos chyba we mnie obudziła.
          jakies nowe przemyslenia, swoim watkiem.
          Jeśli wtryniam sie za bardzo ze swoimi filozoficznymi dywagacjami to prosze mi Kobieto przerwać...
          Ty o strachu, ja w sumie tez.
          Ty o byciu w ogóle z kims, ja o byciu w roli "zony".
          W sumie temat wciaz ten sam....
          strach.



          ------
          ....Najważniejsze, byśmy przestali żyć z nawyku....
          • mola1971 Re: strach 17.03.10, 23:28
            Anka, uwielbiam Cię smile
            Mądra baba jesteś i jeszcze wiele dobrego przed Tobą.
            To taka wróżba cioci Molki wink
          • enesta Re: strach 17.03.10, 23:36
            anka_spiewak napisała:

            > kiedy bylas ostatnio na randce z meżem?
            > kto byl na randce z zona?
            > prosze podac termin blizszy niz 2 lata temu !
            > Tak, by umówić sie z nia na miescie, po pracy.
            > To podniecenie, kiedy oboje sie szykujecie. Na własną, małżeńska
            randke.
            > Czemu tego sie nie praktykuje? Nikt nie widzi potrzeby?
            > Te ekscytujace spotkania przed slubem... i co?.... znikaja?
            > zawsze mnie to drazniło.
            > Że znikają.
            > Że już nie ma podniecenia, malowania rzęs...ale tak długo, z
            podkrecaniem.

            Tak, tego może już nie być, to coś chemicznie trwa około pół roku.
            Potem trzeba zastąpić to czymś nowym. Mogą to być inne formy
            spędzania razem czasu, wyjazdy- takie trochę przygody, poszukiwania
            w sferze seksu, wszystko to, co doda trochę nowości do codzienności
            i będzie zaskakiwało was oboje.
            Można
            i trzeba,
            inaczej nuda was będzie oddalać.smile
            • anka_spiewak Re: strach 17.03.10, 23:45
              A JA CHCE RANDKI !

              przez całe życie.

              wtedy to dopiero jest poszukiwanie seksu (czy też innego seksu) i czegokolwiek
              bysmy tam nie chcieli
              • mola1971 Re: strach 17.03.10, 23:52
                Nie da się randkować całe życie. Etap randek to etap randek a życie to życie. Ale to normalne codzienne życie też ma swój urok smile
                Wspólne gotowanie zupy na obiad może być równie ekscytujące jak wspólna kolacja na randce w restauracji smile
                • anka_spiewak Re: strach 18.03.10, 00:18
                  wiem
                  smile

                  ale ja chce byśmy nawzajem sie podrywali. Całe życie. Zupą, nie zupą, randkami
                  nie randkami, spojrzeniami, szaleństwami, obieraniem ziemniakow nawet ...

                  żeby ogien był

                  namietnośc.... nawet w gotowaniu zupy.

                  wiecie o co mi chodzi przecież

                  p.s.
                  co wy nie śpita tak późno?
                  wink
              • zmeczona100 Re: strach 17.03.10, 23:57
                Kurczę, przestańcie sad
                Tak sobie czytam i coraz natrętniej dobija się do mnie myśl, że przez
                jedną decyzję pozbawiłam się możliwości stworzenia z kimś odpowiednim
                normalnego, satysfakcjonującego obie strony związku sad
                A do tego ta wiosna za oknem... No ja pierdykam- zaraz zacznę wyć jak
                potłuczona: Ja chcę mężczyzny!!! Prawdziwego!!! Dojrzałego!!!
                • sauber1 Re: strach 18.03.10, 00:01
                  Aż mnie łapy swedzą by tu też swoje nikomu niepotrzebne trzy grosze dorzucić,
                  ale co mam sam pisać ?smile
                  • anka_spiewak Re: strach 18.03.10, 00:23
                    jak to sam?
                    chodzi o to ze baby jeszcze tylko nie spia?
                    i siedza w tej chwili na forum?
                    pisz chopie niczym sie nie przejmuj
                    chetnie poszerze swoje horyzonty myslowe
                    zawężone przez Gupka
                    wink

                    generalnie lubie wysłuchiwac czyichs opinii bo wiele moge sie od innych nauczyć
                • mola1971 Re: strach 18.03.10, 00:10
                  Zmęczona, przede wszystkim weź kobieto i wykasuj sobie te swoje antymęskie sygnaturki wink
                  Nie każdemu psu Burek (jak mawia Donia) i skup się raczej na tych, którzy Burkami nie są tongue_out

                  A teraz idę spać smile
                  Dobranoc smile
                • anka_spiewak Re: strach 18.03.10, 00:35
                  yyyy....
                  przepraszam, ja czegos nie rozumiem.
                  byłas w nieudanym malzeństwie, jestes po rozwodzie i żałujesz?
                  wiem że pisałas o sobie, ale nie do końca kojarze, w jakiej jestes sytuacji....
                  • zmeczona100 Re: strach 18.03.10, 00:48
                    Sama nie wiem, gdzie teraz jestem- raczej nie mężatką, bo mój "mąż" ma
                    inną babę, z którą mieszka. Nie po rozwodzie, bo dopiero przed I sprawą.
                    Tak, byłam/ jestem w nieudanym małżeństwie, toksycznym związku, który nie
                    miał żadnej przyszłości, no ale ja z tych życzeniowych i chciejstwa, więc
                    tego nie dostrzegałam ... sad
                    Żałuję decyzji o małżeństwie z tym człowiekiem, bo kiedy dotarło wreszcie
                    do mnie, z kim się związałam, i jak to spi.rdolił mi (i synowi) życie, to
                    stałam się zbyt ostrożna i nieufna, aby w ogóle myśleć o kolejnym związku.
                    Auuuu.....

                    Mola, myślisz, że moje sygnaturki odstraszają nieBurków? wink

                    Spadam, bo zaczynam gadać od rzeczy.
                    Dobrej nocy smile
                    • anka_spiewak Re: strach 18.03.10, 01:05
                      teraz juz naprawde ide spać...

                      ha! moj też ma inną. nawet sympatyczna, taka cieplutka i miła.
                      jak ja.
                      ale dotad to mial już z tysiąc!
                      no z 10 to na pewno. Nie, mysle że ze 30.
                      serio.
                      Taki byczek rozpłodowy smile
                      moge pozyczyć, ale to kiepski material genetyczny.

                      powiem tyle, że ulga, iż opuściło sie to toksyczne wariactwo pozytywnie odbija sie na twarzach kobiet.
                      wygladam inaczej w lustze.
                      I - o ile w małżeństwie była "pustynia", mimo iz nie nosilam obraczki (czulam sie z nia źle i sama nie wiedzialam czemu....mimo iż sam pomysł wymyslenia takiego symbolu wydaje mi sie czarujący!), to teraz jakos ta moja energia szczescia i ulgi (mimo przerażenia, że przede mną batalia z moim psychopatą) - przyciaga ludzi.
                      w ogóle ludzi.
                      Juz nie mówie tu o płci przeciwnej.

                      Może i nie wierze w małżeństwo, ale w mężczyzn wierze.

                      do zobaczenia ....zmeczona.
                      śpij dobrze
                • anka_spiewak Re: strach 18.03.10, 00:45
                  yyyy....
                  przepraszam, ja czegos nie rozumiem.
                  byłas w nieudanym malzeństwie, jestes po rozwodzie i żałujesz?
                  wiem że pisałas o sobie, ale nie do końca kojarze, w jakiej jestes sytuacji.... bom świeżynka forumowa


                  powiem Ci tylko tyle, że tych prawdziwych i dojrzałych jest mrowie.... aż żal, żem monogamiczna. Kurde blaszkaa!!!!
                  smile

                  Nie martw sie.
                  znajdziesz.

                  a w ogóle- co znaczy "prawdziwy"?
                  dla mnie to ten, ktory prawdziwie kocha.

                  ja tez juz ide spac, dosyc netu na dzis.

                  przyznaje - dowcipy wybornie poprawily mi nastroj, mialam doła.
                  dzieki jarkoni
                  i wszyscy coście tam wkleili cos swojego
                  zabawnego

                  dobranoc
              • enesta Re: strach 18.03.10, 22:51
                Randka przez całe życie? w jednym związku/małżeństwie?
                Niemożliwe, obudź się.
                Z tego co napisałaś zrozumiałam, że chodzi Ci o wartościowy związek
                a jednocześnie odczuwanie ciągłej fascynacji- zakochania się-tego co
                czujemy na początku związku.
                Każde cudo non-stop i nieważne czy osoba czy jedzenie czy jakaś inna
                atrakcyjna rzecz w pewnym momencie jest czymś zwykłym, codziennym.
                Jeśi np. kobieta będzie zmienna, ciekawa, trochę nieprzewidywalna to
                może intrygować zachęcać do dalszego poznawania. I w tym przypadku
                związek rozwija się i pogłębia, ale nie jest to fascynujące
                randkowanie tylko jedyna wasza cudowna codzienność . I będą też
                kłótnie, ale prowadzone na pewnym poziomie dadadzą trochę pikanterii
                związkowi.
                Ale nie każdy potrafi kłócić się.

                Życie- ciągła randka- prowadzą ludzie którzy jak wody i powietrza
                potrzebują silnych ekscytujących wrażeń, fascynującej nieznanej
                jeszcze nowości. Dla nich jest to jak narkotyk. Zmieniają partnerów
                średnio co pół roku. Niestety nie potrafią prawdziwie kochać.
                Warto więc docenić tę codzienność, czasem może nudną, ale od czego
                jest własna inwencjawink

                • anka_spiewak Re: strach 19.03.10, 00:51
                  chodzi mi o wzajemne starania sie.... o siebie
                  nie chce mi sie tłumaczyć,
                  nie masz obowiązku mnie rozumieć
                  nie siedzisz w mojej głowie i nie jesteś mną

                  a nie marazm,
                  nuda,
                  oklepane zwroty

                  procz tego, że miłość gwarantuje odkrywanie kogos, jak zmienia sie z dnia na dzień i tym samym nie ma JAK znudzić sie tym partnerem (do tego jesli ktoś jest fascynująca osobą to nie robiąc totalnie nic wiecznie nas zaskakuje i jest jak gruba ksiazka, której nigdy nie przeczytamy) - to jestem za obopólnym staraniem sie.

                  Ja zabiegałam o męża
                  i oczekuje, że moj przyszły partner będzie zabiegał o mnie
                  a nie leżał na kanapie
                  wiecznie
                  (bo nikomu nie zabraniam generalnie zajmowac kanapy)

                  dla mnie poznawanie kogos JEST fascynujące

                  jak wielka przygoda

                  a kłótnie, owszem.
                  kulturalnie
                  mozna sie potem pogodzić przy dobrym winku, buzi buzi....

                  nie chodziło mi o szukanie wciąz nowych wrażeń,w postaci romansow czy nowych związkow co pół roku- bo w związku poszukuję bezpieczeństwa.

                  jeszcze raz podkreslam - chodziło mi o wzajemne starania
                  czy to tak Was dziwi?
                  czy to tak trudno sobie wyobrazić?
                  skoro ja sie o kogos staram, byłoby miło, gdyby i ktos zabiegał o mnie.
                  mowie na podstawie swojego "małżeństwa", gdzie kotek złowił myszke i potem już tylko gubił sierść na kanapie.
                  Chodzi mi o pewną prace, która musimy włożyć w utrzymanie tego zwiazku, tego drugiego człowieka przy sobie: o ochranianie go, dbanie o niego, podrywanie, komplementowanie, dawanie prezentów, przytulanie itp
                  Małżeństwo to nie samosiejka, tu samo nic sie nie rodzi.
                  Trzeba o to dbać.
                  Papierek nie jest umowa kupna-sprzedazy.
                  Miłość to nie stan.
                  to umiejętność, decyzja.
                  decydujesz sie kochac te osobe, wspierac ja i byc blisko. Czasem konstruktywnie skrytykowac, dla jej dobra, tez. Czasem czegoś zabronić.

                  Czy to jakis science-fiction o którym mówie, czy ktos to jednak rozumie?
                  .....
                  • sauber1 Re: strach 19.03.10, 11:38
                    anka_spiewak napisała:


                    > Czy to jakis science-fiction o którym mówie, czy ktos to jednak rozumie?
                    > .....


                    Ależ skądże, mówisz jasno zrozumiale, a tak wogóle to tu wszyscy jakoś klarownie
                    przedstawiamy wizję świata i potrafimy mieć wspólny język, być może własnie dla
                    tego jako jedyne tak prężne i ciekawe to nasze forum big_grin
                  • enesta Re: strach 19.03.10, 19:14
                    Sorry, faktycznie nie rozumiemy się.
                    Ja w związku jestem sobą i nie staram się o względy,
                    zainteresowanie, uczucia drugiej osoby.
                    jNie staram się. (chyba jestem biorcą w 80% wink
                    Oczywiście czułość, komplementy, docenianie - to wszystko tak, ale
                    tylko wtedy gdy jest to wynikiem jakieś konkretnej sytuacji, gdy mam
                    ochotę.
                    Powiem Ci jeszcze że mój były mąż (99% biorca) starał się i starał-
                    (zaprezentował się jako dawca) ale to staranie wynikało z pozy a nie
                    charakteru i usposobienia, dlatego mam zły stosunek do starania się
                    o drugą osobę. Bądźmy sobą i bądźmy konsekwentni, bo starania w
                    życiu kończą się gdy zaczynają się się zwykłe problemy- małe dzieci,
                    brak pracy, brak pieniędzy, jakieś kredyty których nie ma jak
                    spłacać itd.
                    I trzeba mądrze przez to przejść i umieć być ze sobą, gdy są okresy
                    gdy romansowanie z powyższych przyczyn schodzi na plan daaalszy.
                    Oczywiście to tylko moje przemyślenia, Ty masz prawo myśleć inaczejsmile
                    • anka_spiewak Re: strach 20.03.10, 21:23
                      pieniadze, kredyty, dzieci... nie zabieraja az tyle czasu, by zimą na szybie nie miec czasu napisac: "Kocham", a kwiaty wiosna rosna za darmo. Szczypiorek na kanapce przybiera forme serca i to też za free. Uśmiech i spojrzenie pełne milości rownież nie zrujnuje portfela, a list miłosny na rolce papieru toaletowego zajmuje godzine, te jedna godzine w roku.
                      Są "szaleństwa" i wyznania miłosci, na które zawsze nas stać.
                      Małe chwilki codziennosci, ktore daja Ci pęd i motywacje, by przetrwać kolki niemowlecia, pały w zeszytach, windykatorów, i chleb tylko z dżemem ...
                      • enesta Re: strach 20.03.10, 22:30
                        Anka, idealizujesz,
                        naprawdę nie chce się myśleć o tych wszystkich gestach- wyrazach
                        miłości, gdy zaczynają się problemy. Jeśli dwoje ludzi pośmieje się,
                        pożartuje, a wieczorem potrafi jescze przytlić się, pokochać i
                        zasnąć z uczuciem zaufania to jest to naprawdę dużo i o wiele więcej
                        znaczy moim zdaniem niż porozwieszane karteczki z napisem "kocham
                        Cię".
                        Miłość oczywiście jest najważniejza, ale nie wymagajmy od siebie
                        tego
                        co dla nas nie jest tak istotne.
                        Widzisz, ja potrafię kochać, ale nie chce mi się uczucia w ten
                        sposób okazywać. Cała ta otoczka jest dla mnie stratą energii.
                        Wolę pośmiać się, pożartować...
                  • niutka Re: strach 20.03.10, 06:56
                    Ja rozumie, bo mysle dokladnie tak samo. Tyle ze facetow, ktorzy by to
                    zrozumieli chyba nie ma... sad
                    • anka_spiewak Re: strach 20.03.10, 22:17
                      wymaż to
                      wink
                      przecież są

                      tylko czekają az bede miec ten papierek w ręce, za rogiem cukierni taki jeden z kawa latte, zawsze wychodzi z kawą z baru i zawsze niby to przypadkiem wpada na mnie, jak pędze do pracy.
                      dobrze wiesz, ze sa
                      Panowie Od Szczypiorku I Serc Na Szybach
                      smile
                      nie martw sie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka