Dodaj do ulubionych

kocham ją a ona...co zrobić?

16.05.10, 18:19
Witam Was,

W związku z tym co dzieje się w moim życiu od mniej więcej roku
ostatnio czytałem wiele postów w różnych linkach…próbowałem znaleźć
przypadek podobny do mojego, ale nie udało mi się, dlatego
postanowiłem założyć własny temat…postaram się maksymalnie streścić
tę „historię”…
Jakiś rok temu coraz bardziej zaczęły dojrzewać we mnie myśli, że
moje(nasze) małżeństwo nie jest tym czego bym oczekiwał, brak mi
było takiego żaru, namiętności, radości w byciu razem, w każdej
sferze małzeńskiej…
Próbowałem rozmawiać o tym z żoną, ale raczej słyszałem, że
to „śmieszna” rozmowa, że w każdym związku po iluś tam latach(aha,
jesteśmy razem 10 lat a małżeństwem 7, mamy 4 letnią córeczkę)
przychodzi rutyna, szarość dnia codziennego przeważa…wiem, że to
nigdy nie jest tak(albo raczej prawie nigdy), że tylko jedna strona
jest ok., problemy czy winy leżą po obu stronach…starałem się jednak
wyciągnąć żonę z domu na kolację, do kina…bez pozytywnego skutku…
burzyło się we mnie i pod koniec roku powiedziałem, że jej, że już
je nie kocham i wobec powyższego chyba powinniśmy się rozstać, chce
podkreślić, że nikogo nie miałem, nie chciałem zmienić stylu życia,
chciałem po prostu więcej takiego pozytywnego ognia lub choć żaru w
małżeństwie(oczywiście nie było to tak, że któregoś dnia tak sobie
pomyślałem i powiedziałem, wiele godzin o tym myślałem,
zastanawiałem się, dla potrzeb tego opisu skracam co mogę, wierzę,
że osoby to czytające, w związku z własnymi doświadczeniami
domyślają się jak to wszystko wyglądało). Żona płakała, prosiła
bardzo byśmy jednak byli dalej razem…zdecydowaliśmy się podjąć
próbę, ale chyba jakoś tak bez wiary…przyszły święta, najbardziej
beznadziejne jakie przeżyło każde z nas…w nowym roku jeszcze
rozmawialiśmy o tym ale nadal było źle(eufemistycznie mówiąc)…w
lutym po kilu tygodniach niemal milczenia wspólnie zdecydowaliśmy,
że przez miesiąc, półtora, pomieszkamy osobno, ustaliliśmy, że to ja
wynajmę na ten czas mieszkanie…w tym czasie codziennie widziałem się
z dzieckiem, trochę też rozmawialiśmy z żoną o nas…gdy tak
wieczorami siedziałem sam w tym mieszkaniu, zacząłem sobie zdawać
sprawę że jednak bycie razem, bycie rodziną jest najważniejsze
(banał, co?), że może to ja miałem jakiś kryzys, że może się czepiam…
ponadto mamy dziecko i choć widziałem się z córeczką codziennie, to
jednak brakowało mi córeczki przychodzącej do naszego łóżka w
niedzielny ranek, gdy kładłem się spać brakowało mi myśli, że córka
śpi w pokoju obok. Spotkałem się z żoną i powiedziałem, byśmy byli
razem. Już wtedy powiedziała, że nie bardzo chce, że jej dobrze
samej…w międzyczasie jednak żona dziwnie zaczęła się zachowywać,
zachowywać jakby z kimś się… spotykała…wtedy wszystko potoczyło się
bardzo szybko…dowiedziałem się, że jeszcze na tydzień przed tym, gdy
zamieszkaliśmy osobno, poznała kilka lat młodszego chłopaka,
spotykali się, uprawiali seks…już nawet nie będę opisywał co się
wtedy ze mną działo, każdy zdradzony to wie…po kilku dniach w
zasadzie myślenia tylko o tym, powiedziałem, byśmy jednak byli
razem, by zakończyła „to”, że czas pozwoli nam o tym zapomnieć…
pytałem o powody tego co zrobiła…mówiła, że jej zaimponował, że jest
troskliwy, fajny, opowiada ciekawe historie…rozmów było dużo, wiele
godzin na nich spędziliśmy, wiele z tych rozmów to były sprzeczki…
ponieważ twierdzi, że mi już nie wierzy, że ją kocham, poprosiłem o
próbę, tak samo gdy ona prosiła mnie o próbę pod koniec zeszłego
roku…nie chciała jej podjąć, ale w końcu powiedziała ok., spróbujmy,
obiecała, że z nim już nie ma kontaktu…życie bardzo szybko to
zweryfikowało, nadal pisali do siebie i telefonowali…rozmawiałem z
nią o tym, kolejny raz obiecała, że to już koniec…no i tak w sumie 3
razy…teraz twierdzi, że te kontakty to już tylko taka znajomość, jak
to ona nazywa, nie są już „randkowe, to przecież już zwykła
znajomość”…to nie mieści się w moim poczuciu próbowania, co to za
próba, gdy on ciągle jest, choć to podobnież tylko pytania „jak mija
dzień, co słychać?”, mówi także, że tego co zrobiła nie traktuje jak
zdrady, „bo przecież wtedy nie byliśmy już razem”…ja nadal bardzo ją
kocham, oczekiwałem tylko uczciwej próby, próby bez tej trzeciej
osoby…wiem, że jej nie zmuszę do bycia razem, ale chciałem choć
spróbować, tak by być fair chociażby wobec dziecka i by temu dziecko
za naście lat móc powiedzieć, że zrobiliśmy wszystko, ale niestety
nie wyszło…ciągle bardzo ją kocham…niestety w różnych rozmowach, gdy
zaczyna się wyrzucanie sobie nawzajem różnych spraw, nawzajem mówimy
sobie przykre rzeczy, ona, że żałuje, że wyszła za mnie, ja dokładam
jej w tej wściekłości o niej i tym chłopaku(trudno się jednak
powstrzymać, gdy się chwilę wcześniej słyszy, że „było mi z nim
fajnie podczas seksu”wink…chciałbym, byśmy byli razem, ale ona ciągle
mówi nie i nie…jak się jakiś czas temu okazało się, już była u
prawnika dowiedzieć się o rozwód i separację, generalnie jest już
niesamowicie obeznana z tematem…to bardzo duży skrót tego
wszystkiego, co przyniosło mi życie w ostatnim roku…jasne, że nie ma
tu zdania mojej żony, z jej strony z pewnością wyglądałoby to trochę
inaczej…ale właśnie dlatego unikałem tu przymiotników, unikałem
osądów…mnie bardzo zależy by nasza rodzina trwała, żona nie boi się
rozstania, bo jak mówi radziła sobie sama dobrze i, to już moje
zdanie, jak słyszę od niej co jakiś czas, sądy dzieci przyznają
matkom...ja nie chcę żadnych walk w sądzie, ale z drugiej strony nie
wyobrażam sobie nie bycia z dzieckiem codziennie…przyznaję, to ja
rozpętałem to wszystko w zeszłym roku, ale teraz chce byśmy byli
razem…po co to wszystko piszę? Chyba chciałbym poznać opinie Was,
osób, które może miały podobne przeżycia…czy walczyć nadal o
rodzinę, co zrobić, jak walczyć? A może powinienem odpuścić, darować
sobie, przyjąć że to już koniec…generalnie jestem w słabej kondycji
psychicznej, zazwyczaj w życiu myślałem, że wiem co robić…tu jestem
bezradny…ale właśnie też dlatego, że pewnie brak mi obiektywizmu,
proszę Was o opinię…mam przyjaciół, którym mógłbym powiedzieć to
wszystko i pogadać(chodzi o aspekt zdrady, bo o reszcie wiedzą), ale
ponieważ wciąż wierzę, że będzie dobrze, nie mówię im, bo po co
kiedyś mieli by na żonę dziwnie(a może nie dziwnie) patrzeć…żona z
kolei niemal już początku zdrady powiedziała o tym dwóm koleżankom…
jeśli trzeba „walcie” we mnie…piszcie co uważacie, chyba
potrzebuję „pogadać”…czytałem wstęp do tego forum…wierzę, że dobrze
wybrałem…
Obserwuj wątek
    • zmeczona100 Re: kocham ją a ona...co zrobić? 16.05.10, 18:28
      No cóż... Myślę, że dojrzałość polega m.in. na tym, że ponosi się
      konsekwencje swoich decyzji. Przecież ta "próba" mogła się zakończyć tylko
      na dwa sposoby- albo powrót do siebie, albo rozstanie. Skoro ją
      zaproponowałeś, to musiałeś brałeś to pod uwagę.
      No a skoro jej lepiej bez Ciebie, to wybacz, trudno Ci będzie ją
      przekonać, żebyście dali sobie drugą szansę.
      • ikar999 Re: kocham ją a ona...co zrobić? 16.05.10, 18:38
        tak, brałem to pod uwagę, zgadza się...choć to co piszesz nie napawa
        optymizmem, to jednak dzięki...trudno pogodzić się z tą myślą, nie
        chce na razie pisać, że jednak będę musiał, bo wciąż chce walczyć,
        ale codziennie słyszę, że powinienem sad
        • morekac Re: kocham ją a ona...co zrobić? 16.05.10, 19:10
          Sam zacząłeś temat ewentualnego braku miłości, rozstania i ,
          wyprowadzki... Niestety, trzeba się liczyć ze skutkami swoich
          decyzji, takie jest życie.
        • nangaparbat3 Re: kocham ją a ona...co zrobić? 16.05.10, 20:20
          A od koggoz to slyszysz, ze powinieneś?
          Uwielbiam takich doradcow.
          Mój były mąz zostawil mnie po dwoch latach razem, jeszcze przed ślubem. W tym
          czasie zakochalam się, mialam romans, nie chciałam go znac. A jednak - zdobyl
          mnie na nowo, nie napisze czym, zeby Ci do głowy nie wpadlo powielac - zadnej
          gwarancji, ze u Was sie sprawdzi.
          W ogole zadnej gwarancji, ze sie uda - ale skoro czujesz taka potrzebę, próbuj.
          To nie jest niemozliwe.
          • tully.makker Re: kocham ją a ona...co zrobić? 17.05.10, 09:48
            Mój były mąz zostawil mnie po dwoch latach razem, jeszcze przed
            ślubem. W tym
            > czasie zakochalam się, mialam romans, nie chciałam go znac. A
            jednak - zdobyl
            > mnie na nowo,

            Ale i tak nic wam z tego nie wyszlo, prawda?
            • nangaparbat3 Re: kocham ją a ona...co zrobić? 17.05.10, 14:19
              Wyszło parę (dokładnie siedem)szczęśliwych wspólnych lat, wspaniałe dziecko,
              przyjaźń pewnie już do końca życia. Dla mnie to nie jest "nic" - moja Ty
              Złośliwuniu.
    • dorata351 Re: kocham ją a ona...co zrobić? 16.05.10, 19:19
      Jeśli naprawdę kochasz to zrób wszystko żeby żeby Ci uwierzyła. Tylko weź pod
      uwagę to że ona była z kimś innym. Będziesz musiał pogodzić się z tym , nie
      robić wyrzutów a to nie łatwe, niestety.
      • triss_merigold6 Re: kocham ją a ona...co zrobić? 16.05.10, 19:46
        Pan oświadczył, że jej nie kocha, tak? Nie widzę więc problemu w tym, że
        znalazła sobie pocieszyciela, zwłaszcza, że mąż się wyprowadził.
        • annajurczyk Re: kocham ją a ona...co zrobić? 16.05.10, 20:07
          widzisz, nie sadze abyscie byli kiedykolwiek szczesliwi, twoja zona
          widocznie byla w waszym zwiazku ta osoba mniej zaangazowana, tutaj
          twoje rozstanie na czas nie mialo najmniejszego wplywu na jej
          decyzje o zdradzie. Widzisz, mnie maz zdradzil i odszedl po 26
          latach malzenstwa, on byl ta osoba mniej zaangazowana uczuciowo a ja
          mimo, ze takze mam prawo do zdrady nie robie tego, aby kobieta,
          ktora kocha mogla zaczac cos nowego i myslec o sexie potrzebuje
          najmniej rok lub nawet 2 lata. Ale to sa tylko moje odczucia i
          internetowa wiedza, sam musisz podjac decyzje i w siebie sie
          zaglebic, szkoda naturalnie, ze zona nie podziela w calosci twojej
          postawy, macie corke a dla niej oboje rodzice sa wazni. Moja mi
          powiedziala, ze szkoda, ze tate miala tylko 17 lat, jej bracia mieli
          wiecej szczescia bo az 25 i 24 lata oboje rodzicow. Zycze Tobie
          rozwagi i usmiechu.
          • nangaparbat3 Re: kocham ją a ona...co zrobić? 16.05.10, 20:16
            Widzisz, mnie maz zdradzil i odszedl po 26
            > latach malzenstwa, on byl ta osoba mniej zaangazowana uczuciowo a ja
            > mimo, ze takze mam prawo do zdrady nie robie tego, aby kobieta,
            > ktora kocha mogla zaczac cos nowego i myslec o sexie potrzebuje
            > najmniej rok lub nawet 2 lata. Ale to sa tylko moje odczucia i
            > internetowa wiedza,

            Masz racje, ze sa to tylko Twoje odczucia.
            Nie mam pojecia, jakim cudem wyliczylaś te dwa lata (czy chocby rok), nie
            wciskaj człowiekowi ciemnoty.
            • triss_merigold6 Re: kocham ją a ona...co zrobić? 16.05.10, 20:26
              Też jestem zdziwiona tymi przedziwnymi wyliczeniami czasu jakiego rzekomo
              potrzebuje kobieta.
              Pan chciał żaru i wrażeń to dostał w full wypasie. Pani najwyraźniej doszła do
              wniosku, że taki niezbyt zadowolony mąż jest jej doskonale zbędny i dobrze sobie
              radzi bez niego.
              • ciociacesia rozstali sie na próbe 18.05.10, 09:18
                jesli jemu byloby dobrze samemu to zona moglaby sobie porosic zeby wrócil w
                koncu on sie w zwazku meczyl
                no ale skoro jemu zle a pani dobrze to przeciez powinni byc znów razem, nie?
                przedziwna logika
            • aneta-skarpeta Re: kocham ją a ona...co zrobić? 03.06.10, 20:16
              mi z moim ukochanym potrzebny był 1 dzien widzenia i kilka rozmow gg
              przedwink
          • adaria38 Re: kocham ją a ona...co zrobić? 16.05.10, 22:08
            > postawy, macie corke a dla niej oboje rodzice sa wazni. Moja mi
            > powiedziala, ze szkoda, ze tate miala tylko 17 lat, jej bracia mieli
            > wiecej szczescia bo az 25 i 24 lata oboje rodzicow.


            To że małżeństwo się rozpada, to nie znaczy, że konczy się rola ojca lub matki
            wobec dzieci. Skąd te dziwne teksty Twoich dzieci?? 24, 25 lat to już dorośli
            ludzie nierzadko mający swoje rodziny, na ogół już nie mieszkający z rodzicami.
            Więc dziwię się, że odejście męża od Ciebie przeniosło się na dzieci traumą
            "utraty ojca"... Chyba, że urządzona została jatka, w której dzieci musiały się
            opowiedzieć po jednej ze stron. Ten facet to po rozwodzie ten sam człowiek jaki
            całe te lata im ojcował, ani lepszy ani gorszy.
            A wprowadzanie reguł co do czasu kiedy kobieta "może" isc do łóżka z
            innym....jest absolutnie abstrakcyjnie zabawnesmile
            • annajurczyk Re: kocham ją a ona...co zrobić? 19.05.10, 12:06
              nie bylo zadnej jatki, tylko maz wyjechal i nie wiemy czy sie
              jeszcze kiedykolwiek nam pokaze. Telefonow do dzieci tez nie ma od 2
              miesiecy. Na nasze to pozostawienie nie tylko mnie ale i dzieci.
              Proste.
            • ciociacesia Re: adaria - bzdurzysz 19.05.10, 17:16
              uwazasz ze dorosli ludzie nie przezywaja rozwodu rodziców? kiedy okazuje sie ze
              cale ich dziecinstwo bylo0 klamstwem? ze kochany tata jest dupkiem gotowym
              zostawic mame dla jakiej mlodej laski? ze nie wiadomo juz w co wierzyc a w co nie?
              chyba nie doswiadczylas
              • tautschinsky Re: adaria - bzdurzysz 20.05.10, 08:55
                ciociacesia napisała:

                > uwazasz ze dorosli ludzie nie przezywaja rozwodu rodziców? kiedy okazuje sie ze
                > cale ich dziecinstwo bylo0 klamstwem? ze kochany tata jest dupkiem gotowym
                > zostawic mame dla jakiej mlodej laski? ze nie wiadomo juz w co wierzyc a w co n
                > ie?
                > chyba nie doswiadczylas




                Tu mamy przypadek mężczyzny, który - a to on
                pierwszy i jedyny - sam nie wiedział, czego
                chce. Potrzebował chwili do namysłu. Namyślać
                się czasami można tylko w odmiennych warunkach
                i spokoju. NIE TRWAŁO TO DŁUGO! To ważne, bo nie
                zjawił się po latach życia poza rodziną, tylko po
                paru - UZGODNIONYCH z żoną - tygodniach. I co się
                stało w tym czasie?

                smile Biedaczka znalazła sobie kochanka.

                Cósik szybko, oj, za szybko.

                I kto tu kogo chce pozbawić rodzica? On odchodząc
                czy ona, wykorzystując sytuację? To ONA pozbawi swoje
                dziecko ojca, bo zachowuje się jak dupa (przez analogię
                do dupek smile I w imię czego to robi? W imię dziecka?
                Tak szafuje się tutaj tym dobrem,którym RZEKOMO kierują
                się kobiety - tylko to dobro dziecka zawsze tożsame jest z ich własnym interesem. I nie bajać proszę fałszywie, że szczęśliwa matka = szczęśliwe dziecko,
                bo to czas rozsądzi a budowanie własnego kobiecego na cudzym nieszczęściu (dziecka, ojca dziecka) jest podłością.
                • to.ja.kas Re: adaria - bzdurzysz 20.05.10, 09:06
                  Tauczyński tak Cię czytam, czytam i czytam ostatnio i stąpasz Ty po kruchym
                  lodzie. Nie będą Cię lubić jak Mazura. Serio próbujesz wykazać, że facet ma
                  takie same prawa jak kobieta? A kobieta takie same zobowiązania? Utopista big_grin big_grin big_grin
                  Ale powodzenia zyczę i kciuki trzymam. wink
                  • tautschinsky Re: adaria - bzdurzysz 20.05.10, 09:27
                    to.ja.kas napisała:

                    > Tauczyński tak Cię czytam, czytam i czytam ostatnio i stąpasz Ty po kruchym
                    > lodzie. Nie będą Cię lubić jak Mazura.




                    Trudno. Ale nie po to się wypowiadam, żeby mnie
                    lubiano smile



                    Serio próbujesz wykazać, że facet ma
                    > takie same prawa jak kobieta? A kobieta takie same zobowiązania?


                    Dokładnie smile
                    • agamagda Re: adaria - bzdurzysz 20.05.10, 11:44
                      Serio próbujesz wykazać, że facet ma
                      > takie same prawa jak kobieta? A kobieta takie same zobowiązania?


                      Dokładnie smile


                      Tylko spróbuj to jeszcze jakoś przekonująco udowodnićwink
                      Proponuję zacząć od wykazania prawa do noszenia zarodka, przez
                      pierwszych dziewięć miesięcy w macicy facetawink))
                      • to.ja.kas Re: adaria - bzdurzysz 20.05.10, 11:47
                        a ja proponuję wychodować zarodek bez udziału męskiego plemnika wink
                        • agamagda Re: adaria - bzdurzysz 20.05.10, 11:54
                          Partogenezasmile
                          • to.ja.kas Re: adaria - bzdurzysz 20.05.10, 12:09
                            I wszystkie dzieki temu dzieci macie?
                            Bo ja przyznam sie musiałam uprawiac seks z moim mezem (bez przemocy,
                            namiawiania i gwałtów) i zapłodnił moją komórke jajową.

                            Ale, skoro Wy tak nowoczesnie, to może rzeczywiscie wtedy facet praw nie ma.
                            Obowiazków tez nie powinien miec. Sama se zrobiła, niech se sama chowa i utrzymuje.
                      • tautschinsky Re: adaria - bzdurzysz 20.05.10, 12:33
                        agamagda napisała:

                        > Tylko spróbuj to jeszcze jakoś przekonująco udowodnićwink
                        > Proponuję zacząć od wykazania prawa do noszenia zarodka, przez
                        > pierwszych dziewięć miesięcy w macicy facetawink))



                        Napisanie głupoty jeszcze nie jest niczym więcej
                        ponad głupotę świadczącą o piszącym smile


                        Jeśli sprowadzasz wszystko DO BIOLOGII to zapomnij
                        o prawach stanowionych przez ludzi, jak ktoś tu
                        zauważył - dla słabszych, z czym akurat bym polemizował, że zawsze.

                        Wtedy mamy prawo silniejszego. A to znaczy tyle,
                        że zwycięża ten, kto mocniej potrafi przytłuc,
                        ten, kto bardziej bezwzględny lub olewający i wtedy
                        nie ma FA, nie ma dochodzenia w sądzie alimentów.

                        Ja wiem, że to takie niewygodne - bo chciałoby się
                        mieć prawo do ochrony a jednocześnie osiągać korzyści
                        powołując na aspekt naturalny.

                        A jeśli by tak podejść do twojej "mądrości" - to kobieta 9 miesięcy nosi dziecko w brzuchy, to mężczyzna powie - twój brzuch, twój problem, babo.

                        Czy taka sytuacja jest wymarzona?

                        Czy - bo zdawałoby się - nie o równość w związku
                        i życiu walczymy, żeby ojciec nie tylko nie porzucał
                        rodziny, ale czuł się też ojcem i zajmował się dzieckiem od jego maleńkości. Przecież taki wzorzec
                        obecnie jest lansowany. Skąd więc to nagłe cofnięcie się do: urodź sobie, to będziesz miał?

                        Warto chwilę się zastanowić nim coś klepnie w klawiaturę - to boli, wiem smile)
                        • agamagda Re: adaria - bzdurzysz 20.05.10, 15:13
                          Pragnę Ci przypomnieć że odnosisz się do zdania
                          "Serio próbujesz wykazać, że facet ma takie same prawa jak kobieta?
                          A kobieta takie same zobowiązania?


                          Wiesz, tautschinsky, póki co, to nie napisałeś ŻADNEGO
                          przekonującego argumentu, a dyskutujesz ze zdaniem, które jest
                          żartem.
                          • tautschinsky Re: adaria - bzdurzysz 20.05.10, 17:45
                            agamagda napisała:

                            > Pragnę Ci przypomnieć że odnosisz się do zdania
                            > "Serio próbujesz wykazać, że facet ma takie same prawa jak kobieta?
                            > A kobieta takie same zobowiązania?



                            Jeszcze nie napisałem? Jakim sposobem smile
                            I czy rzeczywiście trzeba taką oczywistość
                            udowadniać?



                            > Wiesz, tautschinsky, póki co, to nie napisałeś ŻADNEGO
                            > przekonującego argumentu, a dyskutujesz ze zdaniem, które jest
                            > żartem.



                            Dla mnie żartem nie jest i dla wielu żywych ludzi
                            zderzających się z rzeczywistością choćby sądową
                            żartem na pewno nie jest.


                            A jakich chciałabyś argumentów na to? smile
                            Taki, że wszyscy jesteśmy równi i mamy takie
                            same prawa bez względu na płeć, wyznanie czy
                            inne różnice występujące między ludźmi to dla
                            ciebie argument czy czcza gadanina? Czy argument
                            jest wtedy, kiedy stoi za nim - siła?
              • adaria38 sama bzdurzysz 21.05.10, 10:51
                ciociacesia napisała:

                > uwazasz ze dorosli ludzie nie przezywaja rozwodu rodziców?


                oczywiście, ze przeżywają, lecz czasem zupełnie nieadekwatnie do wydzarzeń, bo
                rodzice nie pozwolili im wcześniej emocjonalnie dojrzeć, odpępowić się, i
                dorosnąc do tego, że dorośli ludzie mają prawo do indywidualnych wyborów, a nie
                muszą być zakładnikami życzeniowego widzenia świata przez najbliższych, że
                rodzice niech w swoje darcie kotów dzieci nie angazują.


                >kiedy okazuje sie ze
                > cale ich dziecinstwo bylo0 klamstwem?

                jakie CAŁE DZIECIŃSTWO BYŁO KŁAMSTWEM?
                Dlatego, że matka miała "przygodę" w ciągu 20 lat małżeństwa to nalezy
                przekreślić całośc jej osiągnięć i starań wobec rodziny? to, że ojciec
                pzrewijał pieluchy, jeździł z dzieckiem na narty, zarabiał, starał się, a po
                20latach poleciał na inne młode ciało, a może na niekonfliktowe ciepło i podziw
                w oczach kobiety? -to od razu jego starania przez 20 lat wobec dzieci były
                KŁAMSTWEM? Bo "na pewno" od 20 lat to planował i był nieszczery?


                > ze kochany tata jest dupkiem gotowym
                > zostawic mame dla jakiej mlodej laski? ze nie wiadomo juz w co wierzyc a w co
                n> ie?> chyba nie doswiadczylas

                Na ogół wściekłość na odchodzącego jest tym większa i dłużej się utrzymująca,
                im większy syf, pretensje, frustracja i brak uczuć był na co dzień w tym
                małżeństwie. I o tym radzę pamiętać. Bo gro jest związków w których
                małżonkowie traktują się wzajemnie przez lata bez odrobiny szacunku wzajemnego,
                plują na siebie, nie sa lojalni, dzieci sa wplątane i przesiaknięte rodzinnym
                zakłamaniem, fałszem "porządnej rodziny", fałszem obopólnym, nie tylko tej
                odchodzącej osoby. I moment odejścia któregos z rodziców do kogoś innego, to
                jak wyciągnięcie kurka uwalniające wypływ tego syfu na wierzch, i kreowanie jako
                "jedynego" winnego za stan rzeczy osoby odchodzącej - a wiązanie emocjonalnie
                dzieci przy "ofierze" która pozostała. I takie postępowanie dla dziecka jest
                krzywdą- nie tylko odejście jednego rodzica jest krzywdą, także obciążenie
                dzieci swoimi złymi emocjami przez porzuconego i ustawianie się w pozycji
                jedynej pokrzywdzonej.
    • nangaparbat3 Re: kocham ją a ona...co zrobić? 16.05.10, 20:17
      "Sam tego chcialeś, Grzegorzu Dyndało!"
    • sledzikm1 Re: kocham ją a ona...co zrobić? 16.05.10, 20:51
      moje małżeństwo nie przetrwało 3 lat (5 lat związku), sytuacja
      analogiczna, niestety rozwód i nic nie dało się zrobić. Chcesz
      pogadaćto podaj namiary GG albo nr telefonu
    • zatracony72 Re: kocham ją a ona...co zrobić? 16.05.10, 21:35
      Jestem w dość podobnej sytuacji. Mieliśmy zgrzyty po których "żona" wyprowadzała
      się, potem wracała i znowu wyprowadzała. Teraz wiem, że wracała jedynie dlatego,
      że dziecko prosiło i chwilowo zawiodła się na kochanku. Nawet jak Twoja żona
      wróci ,może choć nie musi, być podobnie jak u mnie. Nawet to, że jej
      przebaczyłem nic nie dało. Prawdopodobnie ma świadomość, że swoim postępowaniem
      przekroczyła granicę i nie ma już powrotu do dawnego życia. Zresztą przyznała,
      że za dużo wiem by powrót był możliwy.
      Jeżeli chęć powrotu nie wypłynie szczerze od Twojej żony to błaganie o powrót
      jest bezcelowy. Niestety.
      • nangaparbat3 Re: kocham ją a ona...co zrobić? 16.05.10, 22:02
        Chcialam tylko zauważyc, że Ikar nie tylko nie ma czego przebaczac żonie, ale
        powinien ją prosic o wybaczenie. Od tego zacząc.
        • zatracony72 Re: kocham ją a ona...co zrobić? 18.05.10, 17:57
          nangaparbat3 napisała:

          > Chcialam tylko zauważyc, że Ikar nie tylko nie ma czego przebaczac żonie, ale
          > powinien ją prosic o wybaczenie. Od tego zacząc.

          Zrobił głupio to fakt, ale to nie usprawiedliwia żony do puszczenia się z innym.
          Kto kogo powinien teraz przepraszać ?

          • triss_merigold6 Re: kocham ją a ona...co zrobić? 18.05.10, 19:02
            Byli w nieformalnej separacji, pan zadeklarował brak uczuć oraz się wyprowadził.
            Pani była wolną kobietą.
            • zatracony72 Re: kocham ją a ona...co zrobić? 18.05.10, 21:49
              Pani byłaby wolną kobietą po rozwodzie, tak to była zwykła zdrada i odegranie
              się na mężu. Fakt, że Ikar przegiął na maksa ze swoim postępowaniem ale ta
              separacja była ich wspólną decyzją. Pozatym ona mogła mieć już romans wcześniej
              a symptomami było pogorszenie stosunków małżeńskich.
              • tautschinsky Re: kocham ją a ona...co zrobić? 18.05.10, 22:39
                zatracony72 napisał:

                > Pani byłaby wolną kobietą po rozwodzie, tak to była zwykła zdrada i odegranie
                > się na mężu. Fakt, że Ikar przegiął na maksa ze swoim postępowaniem ale ta
                > separacja była ich wspólną decyzją. Pozatym ona mogła mieć już romans wcześniej
                > a symptomami było pogorszenie stosunków małżeńskich.




                Prawdą jest co piszesz w tym poście. Jak widzisz, to forum pokazuje pewne sprawy jak na dłoni. Są nimi przede wszystkim różne podchodzenie do tych samych spraw zależnie od płci. Jeśli kobieta potrzebuje czasu na zastanowienie się jest ok. Jeśli kobieta zdradza - miała powód. To takie wygodne smile Ale pamiętaj o najważniejszym, ty i każdy inny mężczyzna - nie o to chodzi, żeby KTÓRĄKOLWIEK próbować tu do czegoś przekonywać czy nawet jakąś kobietę w swoim życiu, tą czy inną - bo to strata czasu nie dlatego, że to się nie uda (to mało ważne), tylko dlatego, że zajmuje cenny czas. Na co dzień trzeba być wyrachowanym, kobietę trzymać krótko (i to wcale NIE ZNACZY, żeby stosować przemoc, absolutnie!), po prostu należy zachowywać dystans i iść do przodu bez oglądania się, a jak życie pokazuje nie będziesz miał problemów z kobietami - bo raz: do takich "drani" lgną, dwa - jeśli któraś odpadnie od burty ciebie to nie wzruszy, będzie następna i kolejna. Kochać należy namiętnie, ale bez sentymentów traktować obiekt smile Jeśli tego nie potrafisz będziesz cierpiał od wsiąkającego w ciebie jadu kobiecego.
            • agamagda Re: kocham ją a ona...co zrobić? 20.05.10, 11:51
              triss_merigold6 napisała:

              > Byli w nieformalnej separacji, pan zadeklarował brak uczuć oraz
              się wyprowadził.
              > Pani była wolną kobietą.


              No nie, nie była wolną kobietąwink Ona go zdradziła, nawet jeśli
              moralnie miała do tego powód, ale jednak to co ona zrobiła to zdrada.
              Musimy sobie jasno pewne rzeczy nazwać po imieniu. Póki związek
              (formalny lub nie, konkubinat czy małżeństwo) między dwojgiem ludzi
              trwa, to każdy skok w bok jest zdradą i tak to należy traktować.

              Możemy oczywiście rozważać czy ktoś ma moralne wytłumaczenie takiego
              postępowania, ale zdrada to zdrada i nie ma co dorabiać doopie uszu.
              • aiwlysji Re: kocham ją a ona...co zrobić? 21.05.10, 10:20
                agamagda napisała:


                >
                > No nie, nie była wolną kobietąwink Ona go zdradziła, nawet jeśli
                > moralnie miała do tego powód, ale jednak to co ona zrobiła to zdrada.
                > Musimy sobie jasno pewne rzeczy nazwać po imieniu. Póki związek
                > (formalny lub nie, konkubinat czy małżeństwo) między dwojgiem ludzi
                > trwa, to każdy skok w bok jest zdradą i tak to należy traktować.
                >
                > Możemy oczywiście rozważać czy ktoś ma moralne wytłumaczenie takiego
                > postępowania, ale zdrada to zdrada i nie ma co dorabiać doopie uszu.

                czyli jak facet zdeklaruje, ze juz "chyba" nie kocha i chce "dac sobie czas" to
                babka nie moze nikogo poznac tylko musi czekac az facet wniesie o rozwod lub
                zakocha sie w innej?
                to jakas bzdura!


                • z_mazur Re: kocham ją a ona...co zrobić? 21.05.10, 10:47
                  > czyli jak facet zdeklaruje, ze juz "chyba" nie kocha i chce "dac
                  sobie czas" to
                  > babka nie moze nikogo poznac tylko musi czekac az facet wniesie o
                  rozwod lub
                  > zakocha sie w innej?

                  Nie musi. Może np. sama wnieść o rozwód. Może powiedzieć, że nie ma
                  zamiaru czekać i że jeśli on chce czasu to ma go nieskończenie
                  wiele, bo jeśli on potrzebuje się zastanawiać, to ona nie chce z nim
                  już gadać.

                  Jeśli zadeklarowała, że daje mu ten czas, to jak to mówią "słowo się
                  rzekło..."
                • agamagda Re: kocham ją a ona...co zrobić? 21.05.10, 15:46
                  > czyli jak facet zdeklaruje, ze juz "chyba" nie kocha i chce "dac sobie czas"
                  to
                  > babka nie moze nikogo poznac tylko musi czekac az facet wniesie o rozwod lub
                  > zakocha sie w innej?
                  > to jakas bzdura!

                  Ale co uważasz za bzdurę?
                  Małżeństwo to zobowiązanie i złożona przysięga. Póki małżestwo trwa obie
                  strony mają obowiązek dochować wierności. To, że ta babka ma wytłumaczenie, co
                  więcej pewnie wiekszość z nas ją doskonale rozumiem, ale nie zmienia faktu, że
                  to co robiła to jest zdrada.
    • adaria38 Skąd ten tytuł? 16.05.10, 21:57
      W temacie napisałeś, że ją kochasz. Wcześniej, przez rok twierdziłeś, że jej
      nie kochasz, nie odpowiada ci taka jaka jest, masz dość nudy bycia z nią. Cóż,
      Zobaczyła, że może bez ciebie żyć, pogodziła się z rozpadem, zobaczyła też, że
      ktoś inny patrzy na nią z żarem a nie z obojętnością. Teraz twierdzisz, że żonę
      kochasz, bo... brakuje Ci pełnej rodziny, córki, nie masz ochoty być jednak sam.
      Namyśliłeś się. Ale czy na pewno kochasz żonę? Ma ci uwierzyć, jak już
      usłyszała że jej nie kochasz, że jest dla ciebie nudna i ci nie wystarcza w
      codziennym życiu?
      Trochę twoja historia, jak rozkapryszonego chłopca. Z pozycji "ja chcę tak i
      tak, żono dostosuj się bo inaczej będzie źle" , zapomniałeś, że nigdy nie ma się
      drugiej osoby na wyłączność. Założę się, że gdybyś to ty poznał w czasie tej
      "przerwy" zjawiskową dziewczynę, która by ci w głowie zawrócila i adrenaliny
      dostarczyła, nie przeją łbyś się żoną nic a nic-przeciez nie byliście wtedy
      razem, tylko byś stwierzdił, że faktycznie rozstać się jest najlepiej..
      Sam tak chciałeś. Zaryzykowałeś, postawiłeś dla "urozmaicenia zycia" małżeństwo
      na jedną kartę. Jesteś zły bo okazało się , że decydująca karta nie nalezy
      nagle do Ciebie. Musiałeś to też założyć, gdy zaczynałeś grać... nie założyłeś?
      • morekac Re: Skąd ten tytuł? 16.05.10, 22:18
        Wcześniej, przez rok twierdziłeś, że jej
        > nie kochasz, nie odpowiada ci taka jaka jest, masz dość nudy bycia
        z nią
        Pies ogrodnika. Sam nie zje i drugiemu nie da...
    • ikar999 Re: kocham ją a ona...co zrobić? 16.05.10, 23:43
      choć wiele głosów wskazuje na nazwijmy to "moją winę" to dziękuje za
      nie, utwierdza mnie to tylko w przekonaniu, którego mam świadomość,
      że to ja nabroiłem...ktoś napisał, że powinienem błagać
      żonę...zgadza się, użyłem tego słowa nie raz, prosiłe i błagałem i
      choć to mało męskie, to płakałem...wiem, że gdybym ja tego nie
      rozpoczął to wiele rzeczy by się nie zdarzyło...ale też odniosę się
      do uwagi, że się wyprowadziłem więc nic dziwnego, ze kogoś
      znalazła...to, że zamieszkaliśmy przez miesiąc osobno było razem
      ustalone, miał to być czas na zastanowienie się, co dalej,
      oczywiście teraz można stwierdzić, że ona się zastanowiła i
      postanowiła spotykać sie z kimś jeszcze przed tym osobnym
      zamieszkaniem, ale chce podkreślić, nie spakowałem sie i nie
      poszedłem sobie, nawet z domu wziąłem tylko najpotrzebniejsze
      rzeczy...dziękuję za słowa, by dalej spróbować powalczyć, czasami
      tak myślę, że to powiedzmy jeden beznadziejny rok, cóż on znaczyw
      kontekście 10 lat razm i tego, co jeszcze ewentualnie przed
      nami...choć coraz bardziej brak mi wiary i siły...nie chce sie nad
      sobą rozczulać bo wiem, że spaprałem sprawę i teraz to ja powinienem
      być cierpliwy...może najlepiej przez jakiś czas w ogóle z nią o tym
      nie rozmawiać? bo teraz to jest codzienny temat...
      do nangaparbat3...ciekaw jestem czym Cię zdobył? możesz zdradzić?
      no i jeszcze o byciu ojcem...niezależnie jak to wszystko sie
      skończy, chce być tatusiem(tak do mnie zawsze mówi córeczka), a
      pewnie później tatą, ale chce być nim na codzień, a nie tylko tatą 2-
      3 godzinnym, musieć nacieszyć się dzieckiem w krótkim czasie...piszę
      o tym, bo jak już się dowiedziałem, bez orzekania o winie raczej mam
      marne szanse, by dziecko na co dzień było przy mnie(tak sądy
      orzekają, i tu nie ma nic do matek, ale ja też kocham swoje dziecko)
      ktoś powie, że się przestraszyłem bycia samemu...nie będę dyskutował
      jak to nazwać, ja wiem, że po prostu zrozumiałem, co jest
      najważniejsze w życiu...
      • zmeczona100 Re: kocham ją a ona...co zrobić? 17.05.10, 00:11
        No cóż... Wypada w takim razie życzyć Ci, byś dorósł, bo z tego, co piszesz
        dla mnie wynika, że zachowałeś się jak smarkacz. Kobieta nie jest matką
        swego męża, aby go kochała bezwarunkowo i zawsze, bez względu na to, co
        nawyczynia. Takie jest życie.
        • ikar999 Re: kocham ją a ona...co zrobić? 17.05.10, 11:30
          zmeczona100 napisała:

          > No cóż... Wypada w takim razie życzyć Ci, byś dorósł, bo z tego,
          co piszesz
          > dla mnie wynika, że zachowałeś się jak smarkacz. Kobieta nie jest
          matką
          > swego męża, aby go kochała bezwarunkowo i zawsze, bez względu na
          to, co
          > nawyczynia. Takie jest życie.

          szczere do bólu, ale dzięki...łatwiej może zrozumiem jej opory przed
          podjęciem próby bycia razem
        • whitesauber Re: kocham ją a ona...co zrobić? 25.05.10, 23:14
          ''Kobieta nie jest matką
          swego męża, aby go kochała bezwarunkowo i zawsze, bez względu na to, co
          nawyczynia. ''

          Czytajc niektore posty dochodzę do wniosku,ze kobiety to cwane liśice. Same nie potrafia nic dać od siebie, wszystko należy im sie bezwarunkowo, ale w druga stronę to juz niekoniecznie.Uważasz,ze kobieta to nie matka swego meża, ale ty raczej masz pretensje, ze Twój małżonek nie był dla ciebie jak ojciec? Chcialabys na nim polegać, mieć oparcie, pomoc pzy synu, pieniazki co miesiąc a co w zamian?
          • tully.makker Re: kocham ją a ona...co zrobić? 07.06.10, 15:05
            Chcialab
            > ys na nim polegać, mieć oparcie, pomoc pzy synu, pieniazki co
            miesiąc a co w za
            > mian?

            No ale przy jego synu, czy przy cudzym, moze sprecyzuj, co?
      • enesta Re: kocham ją a ona...co zrobić? 17.05.10, 00:46
        Wydaje mi się że nie ma nic gorszego dla kobiety, niż słowa :nie mam
        nikogo- odchodzę bo Cie nie kocham.
        Przemyślane na zimno, przeanalizowane.
        Odejście z powodu zdrady, można jakoś sobie wytłumaczyć-
        emcje,namiętność, nieprzemyślana decyzja, zapomniał że kocha żonę i
        przypomniał w końcu sobiesmile
        Jest szansa że zaufanie wróci(?)(ne byłam zdrdzana więc ekspertem
        nie jestem)
        Ale odejście na zimno, to co innego, nie umiałaby zaufać że nagle
        kochasz.
        Szczerze,
        niech będzie szczęśliwa, bo chyba cudem została przy zdrowych
        zmysłach po tym co usłyszała.
        Tylko zkoda dziecka..
        Jest też możliwe że marazm w waszym małżeństwie spowodowany był
        brakiem uczuć z jej strony, wtedy wygląda to trochę inaczej, tak
        jakbyś sporowokowany był do podjęcia decyzji o odejściu.
        Jest możliwe też że odeszłeś bo zdradziłeś,
        wtedy walcz,
        może przekonasz ją że to zwykła, niedojrzałość, głupota i
        nigdy więcej.

      • nangaparbat3 Re: kocham ją a ona...co zrobić? 17.05.10, 14:35
        To nie osobne mieszkanie było decydujące, tylko Twoja deklaracja, że jej nie
        kochasz.
        Pytasz, czym ex mnie na nowo zdobył: właśnie tym - przekonał, że kocha.
    • pan-kowalski Re: kocham ją a ona...co zrobić? 17.05.10, 00:40
      Wygląda na to, że Twoja żona jest wstępnie przekonana co do rozwodu
      i moim zdaniem w tej chwili nie ma sensu prosić o możliwość powrotu
      i o przebaczenie, bo przyniesie to efekt odwrotny do oczekiwanego.
      Zraniłeś ją swoimi słowami, posypało się i warto za to przeprosić,
      ale też nie chodzi o to, żeby przepraszać codziennie od nowa, bo
      jest to męczące dla obu stron. Wystarczy jeden dobry transparentny
      komunikat, że jest Ci przykro i Ci na niej zależy, jej brocha co z
      nim zrobi.
      Piszesz, że jesteś w kiepskiej kondycji - zacznij od siebie.
      Stań z boku, nie sprzeczaj, poczekaj aż się wypali jej burzliwa
      znajomość z małolatem, zacznij w tym czasie układać swoje sprawy
      zakładając że do rozwodu jednak dojdzie i zastanów jak sam to
      widzisz dalej. (Tylko z kolei nie zastanawiaj się za mocno, zanim
      wpadniesz w czarną dziurę niekończącej się niezdrowej rozkminki).

      Dojdziesz do siebie, nabierzesz koncepcji, opadną emocje - może na
      nowo odnajdziecie w sobie motywację do odbudowania tego małżeństwa.
      Piszą Ci, że c'est la vie - mijają się z prawdą, każdy związek jest
      inny, każde życie zaskakujące, na próżno szukać linków i ludzi,
      którzy przyniosą gotowe odpowiedzi.
    • tully.makker Re: kocham ją a ona...co zrobić? 17.05.10, 09:49
      Kto sieje wiatr, zbiera burze.
      • ikar999 Re: kocham ją a ona...co zrobić? 17.05.10, 11:28
        czytam co piszecie i jeszcze bardziej, choć uważam, że już to
        doskonale wiem, rozumiem jak wielką głupotę uczyniłem...mogę tylko
        potwierdzić, że kwestia zaufania w to co teraz deklaruje(że ją
        kocham) jest przez nią często podnoszona...chyba faktycznie teraz
        czas by już jej nie namawiać dzień w dzień, wyciszyć się(dzięki
        panie-kowalski)...ja "tylko" chciałbym by ona zechciała spróbować,
        może faktycznie nie wyjdzie, ale będziemy choć wiedzieć, że
        spróbowaliśmy...popełniłem wielki błąd, myślę, że już zostałem za
        niego ukarany, ale tak zwyczajnie po ludzku oczekiwałbym szansy
        naprawy tego...czy to egoistyczne myślenie? chyba nie, bo przecież
        wybaczać, naprawiać błedy to ludzka rzecz...czy to może jednak ta
        kategoria błędu, której nie można naprawić?
        • anka_cyganka35 Re: kocham ją a ona...co zrobić? 17.05.10, 12:11
          no niestety nagrabiłeś sobie. ale zaskakująco szybko poradziła sobie twoja żona
          widocznie nie było dobrze w twoim małżeństwie przed waszym rozstaniem.
    • agamagda Re: kocham ją a ona...co zrobić? 17.05.10, 15:17
      Mam wrażenie, że zupełnie nie kontrolujesz tego jakie twoje
      zachowanie moze miec konsekwencje. Nudziło Ci się w poukładanym
      życiu, to zacząłeś maltretować psychicznie swoją żonę. Przesadzam? A
      jak nazwać deklarację, że kogoś się już nie kocha i ot, takie
      wyprowadzenie się?? Czy choć moment pomyślałeś, jak ta kobieta może
      się czuć? Tylko dlatego, ze sam byś chciał coś innego, ale
      oczywiście nie wiedząc o co dokładnie Ci chodzi?
      Zresztą, w twojej wypowiedzi wyraźnie widać, ze działa raczej
      zasada "psa ogrodnika" niż realna potrzeba powrotu czy tęsknoty do
      żony.
      Mam szczerą nadzieję, ze rozsatniecie się dla dobra Twojego dziecka.

      • ikar999 do agamagda 17.05.10, 15:31
        pisząc na tym forum zgodziłem się na krytykę(której z resztą
        oczekiwałem), ale pisanie o maltretowaniu psychicznym to
        przesada...może nie wczytałaś się dokładnie w to, co pisałem...no i
        nie spakowałemm walizek i nie wyprowadziłem się, to była nasza
        wspólna decyzja...co do psa ogrodnika, to dowiedziałem się o
        zdradzie żony już po tym, jak powiedziałem jej, żebyśmy jednak byli
        razem...wiele rzeczy mogę wziąć na siebie, ale nie to, o czym
        piszesz...oczywiście to Twoja opinia i mam z niej taki pożytek, że
        tak też o tej sytuacji można pomyśleć
        • agamagda Re: do agamagda 17.05.10, 16:03
          ikar999 napisał:
          , ale pisanie o maltretowaniu psychicznym to przesada...

          Czy ja wiem? Oczywiście to subiektywne odczucie Twojej żony, ale dla
          mnie zachowanie kogoś, kto nagle, w sumie bez powodu stwierdza, że
          mu się nudzi i próbuje obarczyć odpowiedzialnością drugą osobę, to
          rodzaj znęcania się.

          Bo widzisz, Ty nagle zmieniłeś reguły Waszego małżeństwa. Sam
          piszesz, że

          burzyło się we mnie i pod koniec roku powiedziałem, że jej, że już
          je nie kocham i wobec powyższego chyba powinniśmy się rozstać, chce
          podkreślić, że nikogo nie miałem, nie chciałem zmienić stylu życia,
          chciałem po prostu więcej takiego pozytywnego ognia lub choć żaru w
          małżeństwie(oczywiście nie było to tak, że któregoś dnia tak sobie
          pomyślałem i powiedziałem, wiele godzin o tym myślałem,
          zastanawiałem się, dla potrzeb tego opisu skracam co mogę, wierzę,
          że osoby to czytające, w związku z własnymi doświadczeniami
          domyślają się jak to wszystko wyglądało). Żona płakała, prosiła
          bardzo byśmy jednak byli dalej razem…zdecydowaliśmy się podjąć
          próbę, ale chyba jakoś tak bez wiary…przyszły święta, najbardziej
          beznadziejne jakie przeżyło każde z nas…w nowym roku jeszcze
          rozmawialiśmy o tym ale nadal było źle(eufemistycznie mówiąc)…w
          lutym po kilu tygodniach niemal milczenia wspólnie zdecydowaliśmy,
          że przez miesiąc, półtora, pomieszkamy osobno, ustaliliśmy, że to ja
          wynajmę na ten czas mieszkanie…w tym czasie codziennie widziałem się
          z dzieckiem, trochę też rozmawialiśmy z żoną o nas…


          Myślisz, że jak druga osoba zareaguje na fakt, że nagle jej się
          świat wali na głowę??? Bez powodu w sumie??? Ja rozumiem, że dzisiaj
          człowiek naogląda się i nasłucha we wszystkich możliwych mediach,
          jak to powinno być ekscytujące życie, i że każda kobieta, powinna
          byc super, kochanką, matką, i organizatorką przyjemnosći.
          Ale widzisz, Ikar, życie to nie bajka, i Twoje frustracje i Twoje
          pragnienia unieszczęsliwiły i Ciebie, i Twoją żonę, i Twoje dziecko.
          Bo rozpad rodziny to wg psychologów stres równy temu jaki powoduje
          śmierć najbliższej osoby - a Ty chciałeś się troszkę pobawić w
          rozwód, troszkę pomieszkac sam, a nuż widelec żona się zmieni w taką
          lalę, jakbym chciał widzieć.


          dowiedziałem się o
          > zdradzie żony już po tym, jak powiedziałem jej, żebyśmy jednak
          byli
          > razem...

          Ale ona pewnie już nie chciała - ona moze chciała być z kimś kto ją
          zaakceptuje "taką nudną" jaka jest.
          • ikar999 Re: do agamagda 17.05.10, 16:33
            uwierz, że ani przez moment nie była to dla mnie zabawa, nie
            chciałem mieć "lali" w domu, ani organizatorki przyjemności...mam
            bardzo krytyczny stosunek do tv, nie oglądam seriali przepełnionych
            radościami, pięknymi kobietami i samochodami...moja wina polega na
            tym, że brakowało mi takiego pozytywnego ognia, a rozmowy z żoną
            niewiele dawały...teraz jestem mądrzejszy, i wiem, że mogłem
            odpuścić, niestety to wszystko za późno, za późno dla niej...co do
            porównania towarzyszacego stresu do śmierci bliskiej osoby to się
            zgadza, tak właśnie się czuję...
            myślę, że wiem, co wtedy czuła, bo pewnie teraz mam te same
            odczucia...myślę tylko, chciałbym wierzyć, że ponieważ to wszystko
            wydarzyło się w ciągu ostatniego pół roku, to jest jeszcze ostatnia
            szansa, by to naprawić, gdyby to trawało rok, póltora, pewnie nie
            miałbym czego szukać...
            • enesta Re: do agamagda 17.05.10, 19:23
              > myślę, że wiem, co wtedy czuła, bo pewnie teraz mam te same
              > odczucia...
              nie wiesz, bo Ona zostawia Ciebie dla kogoś, a to nie to samo.
              Wcześniej napisałeś że chciałbyś żebyście tylko spróbowali jeszcze
              raz.
              Przecież Ona ma już kogoś i ma terazrzucić Go dla Ciebie.
              Cba nie.
              Teraz musisz stanąć w kolejce, jeśli Im się nie uda, to może wtedy
              zchce być z Tobą.
              Wtedy już się nie nmyślaj tylko z pokorą wróć, bo potem znów będzie
              za późnosmile
            • nangaparbat3 Re: do agamagda 17.05.10, 19:34
              ..moja wina polega na
              > tym, że brakowało mi takiego pozytywnego ognia, a rozmowy z żoną
              > niewiele dawały...

              A mnie szalenie intryguje sprawa tego "żaru" czy "ognia", ktorych tak brakowalo.
              Piszesz "mi brakowalo" - ale co to znaczy? Bo tak mi wyglada, ze cos sie w
              Tobie wypalilo, a odpowiedzialnoscią za to obarczyleś zone.
              • ikar999 przemyślenie 17.05.10, 21:53
                po pierwsze dzięki za każde słowo i zdanie, które piszecie, otwiera
                mi to trochę bardziej oczy, a przede wszystkim to, że moja kochana
                żona nie chce teraz być razem to nie tylko jej reakcja na taką
                sytuację, jak widac wiele kobiet zareagowałoby tak samo...ta rozmowa
                z Wami spor mi daje, choć własnych przemyśleń też mam już masę...

                i do tofcio jeszcze...wierzę że jednak Wam sie uda, choć nie wiem,
                czy Ty będziesz chciała...faceci to jednak głupie istoty smile no a jak
                nie to my się zgadamy smile kurcze a może to nie pora i miejsce na
                takie żarty...
                • triss_merigold6 Re: przemyślenie 17.05.10, 22:14
                  Nie reaguj jak chłopczyk.
                  Faceci nie są "głupimi istotami", a w każdym razie bardzo wielu nie jest.
                  Pani doszła do wniosku, że bez Ciebie sobie radzi, a bonusem jest święty spokój.
                  Dostrzega też zapewne, że bardziej brakowało Ci dziecka i domowego klimatu niż
                  jej jako kobiety.
        • maggdusia Jaka wspólna decyzja???? 22.05.10, 13:33
          Mówisz żonie, że jej nie kochasz, ona płacze, w końcu staje na
          wyprowadzce. A co miała zrobić? Zgodziła się, ale to żadna wspÓlna
          decyzja.
    • tofcio Re: kocham ją a ona...co zrobić? 17.05.10, 20:01
      uff. przeczytałam sobie co napisałeś dokładnie. Wiesz ja jestem w
      bardzo podobnej sytuacji...do twojej zony. Też usłyszałam juz cię
      nie kocham - nie nie wiem co czuje tylko wlasnie rzucone na twarz
      kiedys cie kochałem , teraz już nie. Też mamy 4 letnie dziecko. W
      pewnym momencie maz podjął decyzje o wyprowadzce. w domu nie mieszka
      od ponad miesiąca. nie wiem co dalej..
      chcialam Ci tylko powiedziec ze to co zrobiłes Twojej zonie to nie
      jest sprawa, nad która mozna przejśc do porzadku dziennedo. Wierz mi
      ona tego nie zapomni i patrzac na ciebie bedzie to jej brzmiało w
      uszach.
      co do tej innej osoby w waszym zyciu. patrzac przez moja
      perspektywe, nawet sie nie dziwie specjalnie. czlowiek w rozpaczy,
      kiedy znajdzie sie ktos obok kto cie wesprze, da ciepło to rózne
      rzeczy mogą się zdarzyć. A i ty nie masz prawa nazywać zdradą.
      Mimo wszystko zycze ci zebyscie zdołali naprawić wasze zycie.
      I szkoda tylko że mój mąż nie doszedł do podobnych wniosków co tywink
    • ikar999 do triss 17.05.10, 22:41
      zapewniam Cię, że nie chodzi tylko domowe ognisko i dziecko...kocham
      bardzo swoją żonę i naprawdę wiele bym zrobił, by zechciała być
      nadal moją żoną...jeśli wiecie, macie pomysł, jak ją do tego
      przekonać...
      • zmeczona100 Re: do triss 17.05.10, 23:29
        kocham
        > bardzo swoją żonę i naprawdę wiele bym zrobił, by zechciała być
        > nadal moją żoną...

        Ale czy jesteś w stanie zrobić wszystko, by ona chciała mieć Cię za męża?

        jeśli wiecie, macie pomysł, jak ją do tego
        > przekonać...

        Dać jej święty spokój.
      • triss_merigold6 Cudnie 18.05.10, 10:38
        A teraz usiądź i zastanów się do czego jesteś potrzebny swojej
        żonie. To, że twierdzisz, że ją kochasz nie znaczy absolutnie nic.
        To tylko słowa.
        • kasper254 Re: Cudnie 18.05.10, 10:48
          Triss, chcesz mu dołożyć, czy pomóc? Nie pomyślalaś, że ten człowiek
          cierpi?
          Każdy z nas zmienia się, a najbardziej powinien - tak się
          przynajmniej wydaje - gdy przejdzie jakąś swoją własną drogę
          krzyżową. On swoją przeszedł, zrozumiał, wyciągnął wnioski i
          zobaczył, pojął, czym jest rodzina.
          A teraz odpowiadam wprost: usiadł, zastanowił się, będzie śpiewał
          serenady.
          • triss_merigold6 Re: Cudnie 18.05.10, 11:00
            IMO trochę za mało czasu minęło, żeby pan dogłębnie zastanowił się o
            co mu chodzi i z jakiego powodu odbiła mu szajba.
            - nie poszedł do psychologa od spraw rodzinnych po poradę
            - nie zaproponował żonie terapii małżeńskiej/mediacji
            - po bardzo krótkim czasie mieszkania samemu uznał, że brakuje mu
            ciepła domowego ogniska i bliskości dziecka (wystraszył się
            samotności?)
            Wiesz, mnie zwisa podejście pana do rodziny. Interesuje mnie
            podejście pana do żony - żony jako kobiety, którą kocha, której
            pragnie i z którą chciałby spędzać czas. Mojemu eksowi na rodzinie
            zależało, owszem, ale na mnie nieco mniej.P
      • agamagda Re: do triss 18.05.10, 10:54
        naprawdę wiele bym zrobił, by zechciała być
        > nadal moją żoną...


        Wiesz, Ikar, życzę Wam aby jakoś to wszystko się ułożyło.
        Poważnie.
        Niemniej jednak, traktujesz drugą osobę bardzo podmiotowo. Zmieniasz
        zdanie bez żadnych racjonalnych powodów, bez przewidywalnej
        motywacji. Pół roku temu, nie widziałeś dla Was przyszłości, powody
        które nam podałeś, mozna zdefiniować jako "nuda małżeńska", co wg
        mnie świadczy jednak o pewnym infantylizmie. Teraz, znowu bez powodu
        zmieniasz zdanie o 180 stopni, żyć bez swojej żony nie mozesz, choc
        w sumie nie podajesz racjonalnego powodu jak i dlaczego Twoje
        nastawienie się zmieniło - znowu można odebrać to jako"nudzenie sie
        samotnie w kawalerce".

        Czyli tak naprawdę obrót o 360 stopni - jesteśmy w tym samym miejscu
        co pół roku temu - z tym, że w międzyczasie udało Ci się
        a)skrzywdzić i poważnie zranić uczucia Twojej żony,
        b) otworzyć jej oczy na Twoją osobę.

        Cóż, decyzja należy do niej czy chciałaby być z taką osobą jak Ty.
        Bo przecież jakie gwarancje daje Twój charakter, ze znowu taka jazda
        bez trzymanki się nie powtórzy?
        • triss_merigold6 Re: do triss 18.05.10, 11:02
          Dokładnie. Pan nie daje gwaracji na stabilność układu. Za 2 lata
          może mu się znowu odwidzi.
          Żona mogła dojść do tego samego wniosku i uznała, że bez niego ma
          psychiczny spokój.
    • esteraj Re: kocham ją a ona...co zrobić? 17.05.10, 23:51
      Czy nadal kochałbyś swoją żonę, gdyby na Twojej drodze pojawiła się interesująca
      kobieta, która rozpaliłaby żar, którego potrzebowałeś?

      Przeraziło Cię to, że to Twoja żona szybciej odnalazła się w innej sytuacji.
      Jak wyobrażałeś sobie życie decydując się na ewentualne rozstanie?
      Głęboko zastanów się co cenisz w swojej żonie, skoro twierdzisz, że ją jednak
      kochasz.
      Inny facet dostrzegł w niej kobietę i wydobył z niej pozytywne uczucia, dlaczego
      Tobie się to nie udało?
      Teraz przed Tobą wielka lekcja o Tobie samym, choć trudna to na pewno bardzo
      pożyteczna.
    • tautschinsky Oj, upajają się tu twoim nieszczęściem kobiety 18.05.10, 00:59
      Niestety, ikar, dla ciebie teraz to nie ma znaczenia, może nawet tego nie
      widzisz albo przyjmujesz jako zasłużoną karę, że na forum wypowiadające się
      kobiety (przynajmniej niektóre) czerpią dziką satysfakcję z powodu tego, co cię
      spotkało.

      Ja znam odwrotną sytuację (nie moją smile więc nie ma co się ekscytować,
      forumowiczki), kiedy to kobieta już niemłoda, bo 40letnia z dorosłymi dziećmi,
      ale jeszcze się uczącymi tak miała jak ty. Tyle że u niej to poszło dużo dalej.
      Poznała kogoś. Zaczęła wieść podwójne życie, zresztą bardzo namiętne. Do męża na
      co dzień odnosiła się coraz gorzej, obrażała się o wszystko i szukała powodu do
      kłótni. Kiedy w końcu się zorientował, co się dzieje, wściekł się. Nakrzyczał na
      nią - o, straszne - a to stwierdziła, że on... stosuje wobec niej przemoc wobec
      tego musi się wyprowadzić, bo ona już wkrótce zamierza zamieszkać w ich
      mieszkaniu (na które w 90% on zarobił a nawet po części zbudował). Mało go jakby
      coś po twarzy nie wytrzaskało. Ale co zrobił następnego dnia? Kupił jakieś
      przeogromne bukecisko i posłał jej do pracy. Zaprosił do restauracji. A nie był
      to gość-kapeć, który nie robił tego od lat - zapewniał jej takie i inne
      rozrywki. Zresztą ona nie miała co jego starań o nią przez te lata pretensji -
      doceniała co robił, tylko... znudził się jej. Koniec końców urogacony mąż, na
      żądanie żony (he, he - taki frajer) wyprowadził się z domu. Do domu nie
      wprowadził się nowy pan tylko dlatego, że już prawie dorosłe dzieci prędzej by
      go i swoją zdradziecką matkę zatłukły - były zdecydowanie mniej ugodowe wobec
      niej niż ich własny ojciec. A ojciec mieszkał w wynajętym mieszkaniu, bywał
      codziennie - przychodził niby do dzieci a głównie, bo dzieci to już student i
      uczeń liceum - głównie do niej. Jak pies się łasił, czym tym mocniej budził w
      niej pogardę i wstręt. Pani w najlepsze się bawiła z nowym parterem. Mąż jednak
      nie dawał za wygraną. Udawał, że tamtego nie ma. Znosił jakieś kwiaty, inne
      prezenty z byle okoliczności, zapraszał, fundował wyjazdy a pani... to wszystko
      przyjmowała. Jednego dnia ostro zajeżdżała kochanka w hotelu lub jego lokum a
      drugiego wyjeżdżała w góry z mężem i dziećmi. Mąż wziął na przeczekanie smile I co
      się stało? Kochankowi taki układ przestał odpowiadać - chciał ją na wyłączność,
      proponował wspólne zamieszkanie, małżeństwo jak najszybciej, przede wszystkim
      wspólne codzienne życie. Pani jednak chciała się wyszaleć wiedząc, że ma męża
      pierdołę. Inny dawno by ją spakował i wykopał z domu a nie sam się z niego
      wyprowadził, inny nie słałby prezentów a przysłowiowe figi z makiem - bo trzeba
      dodać, że cały czas oprócz dawania pieniędzy na dzieci, dawał tyle samo na dom,
      w którym już nie mieszkał, opłacał wszystko, łącznie z telefonem, z którego żona
      namiętnie gadała godzinami z kochankiem. Długo by jeszcze pisać. Pani pod
      naporem kochanka pragnącego jakiejś stabilizacji w związku i nie godzącego się
      na zdradzanie jej z mężem (bo podczas tych wypadów a później jego,męża odwiedzin
      w domu u żony, ta mu się oddawała, bo potrzeby miała wielkie, a potem z hukiem i
      wyzwiskami z łóżka wywalała jakby ją zgwałcił, a było to poczucie, być może,
      winy - chyba; rano na kochanku, wieczorem na mężu, zaczynało się jej tak
      kotłować, że w trakcie myliła ich imiona smile w trakcie bara-bara).

      W końcu kochanek nie widząc chęci na zmianę postawy kochanki powiedział dość, co
      ją nie zasmuciło. Mąż jeszcze musiał parę miesięcy udowadniać, że jest jej
      godzien. Zamieszkali mąż i żona razem. On chodzi wokół niej na paluszkach, ona
      dla sportu przyprawia mu coraz większe rogi internetowo randkując i czasami
      finalizując takie znajomości w hotelowych łóżkach. Ona wie, jest o tym
      przekonana, że mogłaby z tuzin kochanków przyprowadzić do domu i na oczach się z
      nimi zabawiać a mąż i tak musiałby jej wybaczyć.

      Rada ikarze jest taka - staraj się, ale nie szmać się.

      Druga - walcz o dziecko - jest twoje tak samo jak jej.

      Kobiet jest po uszu i więcej. Teraz masz końskie klapki na oczach i widzisz tę
      jedną.

      I pamiętaj - kobiety są chytre i fałszywie oceniają.
      Zawsze wyjdzie tak (masz przykłady na tym forum), że to ty jesteś winien.
      Historię, którą opisałem skwitują, że widać mąż miał coś za uszami, że kobieta
      ma prawo do szczęścia itd. Tylko nie pozwalając się szmacić a sprawiając swoją
      postawą, że kobieta będzie cię szanowała, masz szansę na powodzenie. Padając jej
      do stóp masz szansę znaleźć tylko pogardę.
      • blueklara44 Re: Oj, upajają się tu twoim nieszczęściem kobiet 18.05.10, 07:44
        Tautschinsky,

        jestem szalenie ciekawa na ile opowiedziana przez Ciebie historia pomoże
        Autorowi...
        Autorze co ty na to?

        A i do Ciebie mam pytanko: kto Cię tak bardzo skrzywdził: kobieta czy samo życie?
      • tully.makker piekna historia 18.05.10, 09:55
        Chcialabym zobaczyc kobiete, co wzbudza we wszystkich wokol tak
        dzikie namietnosci.
      • agamagda Re: Oj, upajają się tu twoim nieszczęściem kobiet 18.05.10, 10:56
        Coś dobrze znasz tą historię i do tego od podszewki, tautschinsky.

        Twoje wypowiedzi są odpowiedziami osoby bardzo skrzywdzonej,
        współczuję.
      • enesta Re: Oj, upajają się tu twoim nieszczęściem kobiet 19.05.10, 23:30
        tautschinsky napisał:
        Nakrzyczał na nią - o, straszne - a to stwierdziła, że on... stosuje
        wobec niej przemoc

        i pewnie nie było to samo nakrzyczeniesmile
        Normalna kobieta nie będzie chciała już faceta który stsuje przemoc,
        Tałczyski.
        Nie wiem kto tu upaja się swoim nieszczęściemsmile
        --------------------------
        Zgadzam się z Triss
        Jak chcesz logicznie żonie wytłumaczyć, że ne kochałeś a teraz
        kochasz?
        Ona wie że zmieniło Ci się bo Ją straiłeś a jeśli wróci to za pół
        roku(nie za 2 lata) sytuacja powtórzy się.
        Ale walcz, depcz jej o piętach, zapewniaj o miłości, błagaj, jeśli
        jest bardziej uczuciową i romatyczną niż rozsądną kobietą, to masz
        szansę.
        Tobie tego życzę, ale nie wiem czy Jej też.
        • tautschinsky Re: Oj, upajają się tu twoim nieszczęściem kobiet 20.05.10, 09:06
          enesta napisała:

          > tautschinsky napisał:
          > Nakrzyczał na nią - o, straszne - a to stwierdziła, że on... stosuje
          > wobec niej przemoc
          >
          > i pewnie nie było to samo nakrzyczeniesmile
          > Normalna kobieta nie będzie chciała już faceta który stsuje przemoc,
          > Tałczyski.
          > Nie wiem kto tu upaja się swoim nieszczęściemsmile





          Jeśli przemocą jest nakrzyczenie na kogoś w chwili
          dowiadywania się, że ten ktoś zdradził, oszukał,
          i robi to nadal i robić zamierza - to ja przepraszam...

          To jesteśmy w domu.

          Chciałbym zobaczyć reakcję żony, która dowiaduje się
          z ust męża, że ten ma kochankę, kocha ją, zamierza ją
          dalej ten-tego, najlepiej byłoby, żeby żona teraz - ta
          zdradzana - spakowała się i zostawiając dziecko pod
          jego (ojca zdradzającego) wyprowadziła się z ich wspólnego domu.

          A teraz przemyśl to sobie.

          Jak zareagowałaby wtedy zdradzana żona na TAKĄ sytuację.

          Dalej - co potem by robiła?

          Czy jeśli dowiadując się, że mąż zdradza ją a ona
          nie byłaby kamieniem ale zaczęłaby na niego krzyczeć
          to byłaby przemoc psychiczna i w związku z tym, okazałoby się, że mąż dobrze, że ją zdradził i dobrze,
          że z nią nie chce być i to ona powinna się wynieść? smile

          Ja wiem, że za tym skrywa się ironia. Niestety za tą
          ironią są jeszcze własne interesy, które się rozgrywa.

          Różne miary przykłada się do czynów popełnianych przez
          kobiety i mężczyzn.

          To trzeba wiedzieć i działać z wyrachowaniem wobec
          kobiety. Tylko wtedy jest szansa, że taka będzie trwała
          przy nim. To jest takie proste. Trzeba tylko umieć ze stanowczością realizować smile
    • hanyszka Re: kocham ją a ona...co zrobić? 19.05.10, 16:48

      W jakiś osobliwy sposób przypominasz mi mojego jeszczemęża. Jemu też
      czegoś "brakowało", czegoś szukał, za czymś się rozglądał, licząc,
      że trawa pod namiot kawałek dalej jakaś bardziej zielona jest. Jego
      sprawa, czy znalazł, IMHO z tak niedojrzalym podejściem do związku
      słabe to szanse.
      Jeśli chcesz odzyskać żonę, to tak naprawdę musisz ją zdobyć na
      nowo. Sam musisz być pewien, że tego chcesz, wtedy może i ona w to
      uwierzy. Zrób coś nieoczekiwanego, wyjątkowego, staraj się, walcz.
      Chciałeś uwolnienia od rutyny, to proszę uprzejmie, masz pole do
      popisu. Powodzenia. Naprawdę.
    • rarely no to zes sobie poprawił :) 19.05.10, 17:29
      a tak powaznie trzeba najpierw przemyslec wszystko zanim rzuciles haslo
      rozstania i rozwodu chciales strzelic focha i zagrac kobiecie na
      emocjach a ona posłała Cie na dechy smile

      ale pozytywne jest to ze wiesz ze ci na niej zalezy a negatywne to ze
      teraz wodzi Cie za nos i ona gra na emocjach a Ty sie motasz
    • ganesza Re: kocham ją a ona...co zrobić? 19.05.10, 17:41
      a mnie w tym całym wątku zabrakło kluczowych pytań.

      > moje(nasze) małżeństwo nie jest tym czego bym oczekiwał, brak mi
      > było takiego żaru, namiętności, radości w byciu razem, w każdej
      > sferze małzeńskiej…

      bo dla mnie ta każda sfera małżeńska stanowi zagadkę. kto sprzątał, kto prał,
      kto prasował, kto gotował, mył gary, wyrzucał śmieci, robił zakupy, mył okna. bo
      to też jest ta każda sfera małżeńska. nie tylko sex, wspólne wyjścia do kina, do
      knajpy (sorry, ale nie chce mi się wyliczać). bo jeżeli tu było pół na pół mniej
      więcej to ten problem wygląda inaczej, a gdy tylko pani za to odpowiadała, to
      też inaczej. i inaczej wygląda tęsknota za rodziną po kilku tygodniach bycia
      'sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem', gdy w domu pełna obsługa, a inaczej gdy
      i ty i ja za to odpowiadamy.
      • to.ja.kas Re: kocham ją a ona...co zrobić? 20.05.10, 01:15
        Pamiętam jak kiedyś na tym forum jakas kobieta rozpaczała, bo wystawiła facetowi
        walizki za drzwi w awanturze (nie pierwszy raz) i zdziwiona a potem zrozpaczona
        była, bo on nie chce wrócic jak ona tego zażądała...bo zawsze wracał.
        I pamiętam jak jej napisałam, że nalezy zawsze być odpowiedzialnym za to co sie
        mówi do partnera....jak sie z domy wygania to moze sie zdarzyc ze partner nie
        wróci. Jak sie z domu odchodzi i mowi "nie kocham" to moze sie zdarzyc, ze
        partner powie "to idz w cholerę".
        Są zachowania i słowa które zanim z siebie wydobędziemy należy STO RAZY
        przemyslec i których cofnąć się nie da a zostawiają w życiu w najlepszym
        przypadku śmierdzący osad.
        Ty położyłeś pierwsza warstwę takiego osadu. I powiedziałeś coś i zachowałeś sie
        tak, że teraz ożesz tylko próbowac naprawiac, nie mając prawa do żadań by było
        jak wcześniej.
        następnym razem czy z żoną jesli uda Wam sie porozumieć, czy z inną
        osobą...zanim powiesz cos tak okrtnego jak "nie kocham" i zanim spakujesz
        walizki pomyślisz...
        • kawitator Re: kocham ją a ona...co zrobić? 20.05.10, 07:59
          Każdy kto ma oczy to widzi,że autor wątku IKAR został bardzo ładnie zmanipulowany. Tak przynajmniej wynika z przedstawionej przez niego kolejności i następstw faktów.
          Mam do niego prośbę następującą jeżeli oczywiście czyta jeszcze to forum
          Zastanów się i opisz jeszcze raz to co napisałeś na początku przy jednym prostym założeniu
          Twoja żona nie poznała nagle kochasia i już po tygodniu zakochała się i zdecydowała się odejść z dzieckiem do w sumie nieznanego faceta ale miała romans już co najmniej od roku jeżeli nie dłużej.
          Sam dojdziesz do wniosku ze to co pisałeś zaczyna nagle się układać i mieć sens którego na pozór tak brakowało w jej postępowaniu.

          • to.ja.kas Re: kocham ją a ona...co zrobić? 20.05.10, 08:07
            Mogło tak być. Oczywiscie. Że niechec zony do seksu, do zmian, do odswieżenia
            związku wynikała z tego iż juz wtedy ktoś był. Ale nie musiało. Zdarzają sie
            "gromy z jasnego nieba".
            Tak czy owak dla jednej i dla drugiej strony ten związek nie ważył chyba zbyt wiele?
          • tautschinsky Re: kocham ją a ona...co zrobić? 20.05.10, 09:15
            kawitator napisał:

            > Każdy kto ma oczy to widzi,że autor wątku IKAR został bardzo ładnie zmanipulowa
            > ny. Tak przynajmniej wynika z przedstawionej przez niego kolejności i następst
            > w faktów.
            > Mam do niego prośbę następującą jeżeli oczywiście czyta jeszcze to forum
            > Zastanów się i opisz jeszcze raz to co napisałeś na początku przy jednym prosty
            > m założeniu
            > Twoja żona nie poznała nagle kochasia i już po tygodniu zakochała się i zdecydo
            > wała się odejść z dzieckiem do w sumie nieznanego faceta ale miała romans już
            > co najmniej od roku jeżeli nie dłużej.
            > Sam dojdziesz do wniosku ze to co pisałeś zaczyna nagle się układać i mieć sens
            > którego na pozór tak brakowało w jej postępowaniu.






            Dla mnie wydaje się to być jeśli nie
            pewne, to bardzo PRAWDOPODOBNE.

            Ona tylko czekała na ruch męża, żeby to
            on coś "zdecydował".

            I teraz zamiast ją błagać - jakże śmieszny
            i żałosny (i nieznośny) musi być on dla niej -
            powinien ciut pomyśleć. Z taką żoną, która
            zdradziła - to fakt, i rozegrała to z taką
            premedytacją - to przypuszczenie, nie warto
            być. A może się zdarzyć, że ona w końcu zgodzi
            się na jego powrót, tylko że on nie będzie wiedział
            albo wtedy będzie miał to gdzieś i będzie wdzięczny
            losowi, że powodem tego zejścia się nie będzie ani
            jej rozsądek, ani miłość do niego czy dobro dziecka,
            ale tylko to, że kochanek da jej kopa, a mąż, taki
            powolny, przepraszający, to dobra przeczekalnia i
            worek do wyładowań - a ma za co (tu sardoniczny
            śmiech "skrzywdzonej" - czym? czym? - chciałoby się
            krzyczeć? smile żony...
            • agamagda Re: kocham ją a ona...co zrobić? 20.05.10, 11:42
              tautschinsky napisał:
              > Dla mnie wydaje się to być jeśli nie
              > pewne, to bardzo PRAWDOPODOBNE.
              >
              > Ona tylko czekała na ruch męża, żeby to
              > on coś "zdecydował".
              >
              > I teraz zamiast ją błagać - jakże śmieszny
              > i żałosny (i nieznośny) musi być on dla niej -
              > powinien ciut pomyśleć. Z taką żoną, która
              > zdradziła - to fakt, i rozegrała to z taką
              > premedytacją - to przypuszczenie, nie warto
              > być. A może się zdarzyć, że ona w końcu zgodzi
              > się na jego powrót, tylko że on nie będzie wiedział
              > albo wtedy będzie miał to gdzieś i będzie wdzięczny
              > losowi, że powodem tego zejścia się nie będzie ani
              > jej rozsądek, ani miłość do niego czy dobro dziecka,
              > ale tylko to, że kochanek da jej kopa, a mąż, taki
              > powolny, przepraszający, to dobra przeczekalnia i
              > worek do wyładowań - a ma za co (tu sardoniczny
              > śmiech "skrzywdzonej" - czym? czym? - chciałoby się
              > krzyczeć? smile żony...
              >
              >


              Mam wrażenie, że sam z sobą dyskutujesz, przekonujesz się sam, ze
              masz rację i sobie ją przyznajeszsmile To dość wygodne, choć nie
              koniecznie coś wnosi Autorowi wątkusmile)))

              Problem zasadniczo, choc próbujesz swoimi macho teoriami, to
              zaciemnić lub nie zauważyć, polega na tym, że Autor subiektywnie, bo
              to jego własne odczucia i one są takie jakie są, chce żeby żona do
              niego wróciła. Twoje teorie - są tylko teoriami, które nie mają
              żadnego przełożenia na sytuację Autora wątku.
              Ty głosisz, że żona z premedytacją doprowadziła do rozstania, kiedy
              Ikar opisuje zupełnie inne fakty. Ty piszesz coś o tym jak
              się "powinno" traktować kabiety - ale zwróć uwagę na bardzo wazny
              fakt, ona nie ma najmniejszej ochoty, być nie tylko tak traktowana
              jak radzisz, ale wręcz nie ma póki co wogóle ochoty na jakikolwiek
              kontynuację relacji. Więc zejdz na ziemię, przyjrzyj się faktom.
              • tautschinsky Re: kocham ją a ona...co zrobić? 20.05.10, 12:42
                agamagda napisała:


                > Mam wrażenie, że sam z sobą dyskutujesz, przekonujesz się sam, ze
                > masz rację i sobie ją przyznajeszsmile To dość wygodne, choć nie
                > koniecznie coś wnosi Autorowi wątkusmile)))



                Przedstawiam mu inny punkt widzenia, jemu i innym,
                którzy mogą mieć takie same lub podobne problemy.

                Z życzliwych porad, będących de facto wyładowaniami się
                na Ikarze, autorze tematu, może odnieść mylne przekonanie, że: rzeczywiście jest świnią skończoną, że teraz musi się czołgać przed żoną, a ona, łaskawie może go przyjmie, że musi ją na nowo zdobywać, że jej zdrada to był efekt jego zastanawiania się nad życiem i że miała prawo smile go zdradzić. I co jeszcze? Jeszcze się naczyta tego jadu i uwierzy. Jeśli wmawia mu to żona, potem ileś tam kobiet na forum, to kto wie...





                > Problem zasadniczo, choc próbujesz swoimi macho teoriami, to
                > zaciemnić lub nie zauważyć, polega na tym, że Autor subiektywnie, bo
                > to jego własne odczucia i one są takie jakie są, chce żeby żona do
                > niego wróciła.



                No przepraszam, macho-teoriami nazywasz to, żeby się nie płaszczyć? smile Żeby wiecznie nie przepraszać? A jak żonę mąż leje to żona też ma myśleć, że leje ją bo sobie pewnie zasłużyła? Chyba ten etap obwiniania się mamy za sobą, hmmm? smile


                Tak, to są jego odczucia. Co nie znaczy, że na sytuację nie może dzięki innym spojrzeć nieco inaczej i mniej subiektywnie.





                Twoje teorie - są tylko teoriami, które nie mają
                > żadnego przełożenia na sytuację Autora wątku.
                > Ty głosisz, że żona z premedytacją doprowadziła do rozstania, kiedy
                > Ikar opisuje zupełnie inne fakty.




                Nie, ja tylko poddaję taką możliwość jako możliwą.
                Nie czynię tego pewnikiem.
                • agamagda Re: kocham ją a ona...co zrobić? 20.05.10, 15:34
                  patrzysz przez pryzmat własnych przeżyć i włąsnych frustracji, co
                  nie jest adekwatne do sytuacji Ikara. teoriami macho nazywam te
                  bzdety o burcie, i olewaniu kobiet, gdyż wtedy będą do Ciebie
                  lgły "czy jakoś tak". Możesz sobie to w życiu zastosować i nawet
                  czuć się LOrdem - choć de facto, będziesz tylko środkiem dla
                  czyjegoś celu. Bo w życiu tak już jest, ze akcja rodzi reakcję.

                  A co do sedna, Ikar opisuje konkretną sytuację. To forum nie sąd,
                  więc opieramy się na jego opisie, i dajemy adekwatne porady do
                  tematu, skoro o to proszą. A i jeszcze jedno, jest szeroki wachlarz
                  zachowań, któa osoba winna może podjąć, i wcale nie jest to uważane
                  za pójście do Canossy. Ciekawe, ze dla ciebie przepraszam jest
                  synonimem płaszczenie się.
                  • tautschinsky Re: kocham ją a ona...co zrobić? 20.05.10, 17:56
                    agamagda napisała:

                    > patrzysz przez pryzmat własnych przeżyć i włąsnych frustracji, co




                    Musiałbym naprawdę sporo przeżyć albo być bardzo
                    ograniczony, żeby wszystko odnosić do siebie.
                    Zdaje się, że nie potrafisz sobie wyobrazić po prostu
                    sytuacji, że ktoś może występować z czymś, bronić czegoś niekoniecznie dlatego,
                    że sam coś przeżył lub
                    jemu samemu coś zagraża.


                    > nie jest adekwatne do sytuacji Ikara.


                    Jak to nie jest? Nie błaga jej? Nie skomle u niej?
                    Nie zdradziła go?

                    Człowiek musi się otrząsnąć, taką postawą
                    nic nie wskóra.



                    > A co do sedna, Ikar opisuje konkretną sytuację. To forum nie sąd,
                    > więc opieramy się na jego opisie, i dajemy adekwatne porady do
                    > tematu, skoro o to proszą.



                    A ja mu daję swoje rady.


                    Niech spróbuje spojrzeć na siebie, na żonę,
                    na całą sytuację z nieco innej perspektywy,
                    niech nie wynosi jej na ołtarze. Póki co jest
                    tak: ona go zdradziła, a on kaja się i przeprasza.



                    • triss_merigold6 Re: kocham ją a ona...co zrobić? 20.05.10, 18:29
                      On zaczął pierwszy, bo mu "żaru" brakowało.P Nie docenił kobiety, błąd, duży błąd.
                    • tomaszko33 nobel dla tautschinsky !!! 20.05.10, 21:55
                      normalnie Rybak 2 w hardkorowej wersji
                      Masz facet jaja!!!!
                      Proszę pisz jak najwięcej!!!!!!!
                      Bezz ciebie zniszczą tych zagubiobych facetów
            • enesta Re: kocham ją a ona...co zrobić? 21.05.10, 20:32
              ikar999 napisał:
              Żona płakała, prosiła
              bardzo byśmy jednak byli dalej razem…zdecydowaliśmy się podjąć
              próbę, ale chyba jakoś tak bez wiary…przyszły święta, najbardziej
              beznadziejne jakie przeżyło każde z nas…w nowym roku jeszcze
              rozmawialiśmy o tym ale nadal było źle(eufemistycznie mówiąc)…w
              lutym po kilu tygodniach niemal milczenia wspólnie zdecydowaliśmy,
              że przez miesiąc, półtora, pomieszkamy osobno

              Tak Ikar, z tego o napisałeś wynika że raczej nie myślała o
              kochanku. Być może w tym trudnym okresie gdy zaczęła rozpaczać, ktoś
              okazał jej zainteresowanie, troskę i potem łatwo było już związać
              się jej z taką osobą. Być może stało się to po waszym rozstaniu.
              • ganesza Re: kocham ją a ona...co zrobić? 21.05.10, 21:47
                no co wy, jakieś bzdury wygadujecie. panu nudno, panu brak dreszczyku. pani dba
                o wszystko, trzy etaty obrabia, a panu brak żaru. pan wypoczęty. panu się chce.
                panu się marzy. pan nie dostaje tego, co mu się chce. to pan już nie kocha. to
                pan szantażyk mały uskutecznia. pan się wyprowadza. i nie ma już pełnej obsługi.
                nie ma śniadanek, porannej kawki, obiadku, czystych, wyprasowanych koszul. bo
                one tak z nieba spadały. a jak pan się wyprowadził to nagle przestały z nieba
                spadać. i pan zatęsknił. rzecz jasna za dzieckiem, za ciepłem rodzinnym. bo
                przecież nie za śniadankami, obiadkami, wyprasowanymi koszulami z nieba. wszak
                od kilkunastu miesięcy mamy tu innego pana na forum. ja wiem, że ten pan tu w
                tym wątku to cienki bolek przy tamtym. bo tamten nagle przypomniał sobie o tym
                jak bardzo kocha dzieci, gdy zobaczył dom,który może stracić na rzecz tych
                właśnie dzieci. ale i ten pan wątkowy nagle zaczął kochać żonę, gdy okazało się,
                że nie tylko koszulek i obiadków z nieba niet, ale nawet pogardzana żona nie
                siedzi cichutko w kąciku łkając z tęsknoty za tym skarbem największym, któremu
                nawet dobry bóg czyste koszulki z nieba śle, tylko układa sobie życie. no i cały
                szantażyk na nic. i nagle pan kocha. tylko kogo lub co żonę dziecko czy może
                jednak dary z nieba

                PS. zdanie pań, których sens życia polega na zarywaniu majętnych/pomagających w
                karierze żonatych facetów, nie ma dla mnie znaczenia. doskonale rozumiem, że
                żywot owych pań jest uzależniony od dobrego samopoczucia owych facetów. a oni z
                żon nie zrezygnują nawet dla ślicznych, małych blondyneczek. tyle tylko, że
                opluwanie żon owych wspaniałych facetów, którzy jednak owych starych i złych dla
                ślicznych blondyneczek porzucić nie chcą i popieranie facetów, którzy są nie
                halo, ani na krok nie przybliża ślicznych, małych blondyneczek do celu.
                pps. jako, że nie odniosłam się ad personam (nomina sunt odiosa) uprzejmie
                upraszam o pozostawienie postu smile
        • to.ja.kas i jeszcze coś 20.05.10, 08:04
          Wcale to nie oznacza, że masz być zadowolony kiedy zycie dalekie jest od
          zadowolenia, że nie masz prawa oczekiwać rozmowy, że nie powinieneś żądać i
          oczekiwać szacunku, że Twoje potrzeby powinny być lekceważone. Ale...żona ma
          prawo oczekiwać rozmowy, powinna być traktowana z szacunkiem i jej potrzeby tez
          powinny być ważne.
          Kiedy dochodzi do separacji do separacji partner ma prawo żyć wg własnego
          kodeksu. Chyba, że umawiacie się we dwoje, że jest to tylko np. miesiąć i przez
          ten miesiąc nie dajecie sobie dyspensy na zdradę. Ale wszystko trzeba jasno i
          dokładnie omawiać. Natomiast jeśli wygląda to tak, że jedna strona mówi
          "odchodze, musze sie zastanawic zobacze co zrobie" to druga ma prawo powiedziec
          "ok, to ja tez zobacze i się zastanowię". Rozumiesz?
          Rozstanie i słowa "nie kocham Cię" to ostateczna ostateczność. Potem może już
          tak jak u Ciebie nie być niczego.

          Swoją drogą uważam iż szybko pojawił się pocieszyciel ... zwłaszcza jeżeli
          pojawił sie również w zyciu dziecka to baaaaardzo szybko, ale nie doczytalam
          albo ja slepa jestem czy nowy partner został przedstawiony dziecku i bywał w
          domu. Moim zdaniem również żona dla Ciebie stała sie atrakcyjna dlatego, że ktoś
          wyciągnął po nią rękę i ją chcę. I przez to jej akcje u Ciebie wzrosły. Obejrzyj
          sobie sztukę "Trzy faksy" wink

          Wiesz nad czym myślę, czy to nie jest u Was tak, że żeby czuć ta ajlawkę Wy
          będziecie musieli się tak stymulować. Bo jak jest na co dzień zwyczajnie,
          spokojnie, nudno to nie ma miłości. zastanów się nad tym.

          I jeszcze jedno - zastanów sie czy chcesz być z kobietą która Ci mówi "tamten
          był fajniejszy w łóżku". Bo Ty dałeś "ciała" odchodząc i mówiąc "nie kocham" bez
          przemyślenia tego, żona zachowuje się równie okrutnie. I można tu teraz
          zastanawiać sie kto kogo zawiódł ppierwszy, czy Ty odchodzac i deklarując brak
          miłości, czy ona wcześniej nie chcąc rozmawiać o problemach które do Waszego
          rozstania doprowadziło (a w końcu wszyscy tu deklarujemy gotowosc do rozmowy i
          wyznajemy jej ważność, wiec żałuję, że nikt na to nie zwrócił uwagi) i
          wysmiewając Twoje potrzeby, czy może ona znajduąc sobie kochanka. Kwestia tego,
          czy normalność Was rajcuje? I Ciebie i ją? I czy Ty chcesz kobiety która jak
          bedzie "normalnie" wysmieje Twoje potrzeby, a jak tylko znikniesz z horyzontu
          pojawi sie natychmiast zastępstwo. Czy ona chce faceta który raz kocha a raz nie
          kocha? Chyba macie sporo pytań na które powinniscie poszukać odpowiedzi. I tym
          razem bardzo dokładnie każdą z tych odpowiedzi przemyślec. Tylko czy Wy to umiecie?
          ja w każdym bądź razie trzymam za Was kciuki.
    • mmarusia Re: kocham ją a ona...co zrobić? 20.05.10, 16:58
      Rozstaliscie sie na miesiac.I ona w tym czasie znalazla sobie kogos
      do lozka?No moze ja jestem jakas niedzisiejsza,ale to troche malo
      czasu.Podobno mezczyzni maja inaczej,ale Twoja zona to kobieta winkWg
      mnie wygladac to moglo tak,ze wczesniej (jak mieszkaliscie razem)
      miala kogos,a Twoja wyprowadzka byla jakby przepustka do "wolnosci".
      Ona z nim tak szybko nie zerwie.Mowimy o drastycznym,calkowitym
      zerwaniu.Twoja decyzja-albo czekasz nie wiadomo ile,albo niestety sie
      rozchodzicie.
      U Ciebie ,tzn w Twoim malzenstwie zona zaangazowala sie w zwiazek
      fizycznie.Ja zaangazowalam sie tylko emocjonalnie,mialam
      przyjaciela,z ktorym nie sypialam,nigdy przez 20 lat nie zdradzilam
      meza fizycznie i wlasnie sie
      rozwodzimy...Prosilam,blagalam,plakalam,wykonczylam sie
      psychicznie...Nic to nie dalo....

      Powodzenia,jakakolwiek bys decyzje podjal.
      • adaria38 niby jaki miesiąc? 21.05.10, 11:01
        autor napisał: "pod koniec roku powiedziałem, że jej, że już
        je nie kocham i wobec powyższego chyba powinniśmy się rozstać"
        "Żona płakała, prosiła bardzo byśmy jednak byli dalej razem…zdecydowaliśmy się
        podjąć próbę, ale chyba jakoś tak bez wiary…przyszły święta, najbardziej
        beznadziejne jakie przeżyło każde z nas…w nowym roku jeszcze rozmawialiśmy o tym
        ale nadal było źle(eufemistycznie mówiąc)…w lutym po kilu tygodniach niemal
        milczenia wspólnie zdecydowaliśmy, że przez miesiąc, półtora, pomieszkamy osobno"


        czyli kryzys trwa od dawna, od ok pół roku kobieta żyje z deklaracją męża, że
        mąż jej nie kocha i chce rozstania. mimo jej próśb i płaczu autor upiera się
        przy oddzielnym życiu, nie mają sobie nic do powiedzenia w domu oboje.

        żaden problem znaleźć sobie przez net faceta do seksu. mogę to zrobic w
        godzinę, nie muszę mieć na to miesiąca czasu. Zapewne też żona po deklaracji
        męża , że ten jej nie kocha, szukała pocieszenia dla swoich urazonych uczuć.
        Prawdopodobnie to jej pierwszy kochanek, dlatego jest nim taka "zachłyśnięta".
        Okaże się w najbliższych miesiącach, czy się kochankiem rozczaruje i będzie
        chciała docenić ewentualne zalety męża, czy uzna, że mąż taki jakiego miała do
        niczego jej już potrzebny nie jest, bo sama(lub z kimś innym) sobie lepiej
        poradzi z życiem.
        • triss_merigold6 Re: niby jaki miesiąc? 21.05.10, 12:18
          Pozwolisz, że się podpiszę?
          Też uważam, że żona po takich deklaracjach przez pół roku oswajała
          się z myślą, że pan jej nie kocha ergo musi układać sobie życie
          niezależnie od niego.
          Znaleźć kochanka ot tak, dla funu? Zero problemu.
    • demonsbaby tiaaa 21.05.10, 16:11
      podpiszę się pod większością odpowiedzi, które już tu padły, ale skoro wiara
      jest Ci potrzebna, to nie rezygnuj ... może dopiero sąd i pierwsza rozprawa
      rozwieje twoje nadzieje, jak żona twardo stwierdzi przed sądem, że "ciebie już
      nie kocha". Był moment, że zostawiłeś ją samą przed nieformalną separacją. I to
      w sytuacji, gdzie dawałeś jej do zrozumienia, że to ona ponosi winę za rozpad
      waszego "szczęśliwego pożycia". Nie walczyłeś, nie adorowałeś, nie zaspokajałeś
      jej potrzeb emocjonalnych, mając na uwadze tylko własnego ego ... no w końcu
      wytrzeźwiała. Nie dlatego, że wskoczyła z innym chłopem i to młodszym do łóżka
      (pewnie wiele kobiet mi tutaj przyzna rację, ale ona nie zrobiła tego tobie "na
      złość", ale zrobiła to dla siebie, żeby poczuć się kobietą atrakcyjną i mającą
      powodzenie u mężczyzn, szczególnie młodszych wink). I oczywiście, że nie traktuje
      tego w realiach zdrady - odszedłeś od niej, zostawiając bez nadziei co dalej
      chcesz osiągnąć w waszym związku. Przecież nie padło twierdzenie "rozstańmy się
      bo chcę o nas walczyć, ale muszę to sobie poukładać"... Dojrzałeś do tego, że ją
      kochasz, dopiero wtedy jak zrozumiałeś, że ona daje sobie sama doskonale radę.
      Wcześniej nic nie zrozumiałeś i nie pisz tu, o tym "zrozumiałem jak byłem sam na
      swoim" bo nie do końca jest to prawdą, a przynajmniej tak sądzę.

      A od momentu powrotu "pana i władcy", który kopnął ją w dupę i dał do
      zrozumienia, że nie jest już tym "czymś atrakcyjnym i uskrzydlającym" co
      zrobiłeś, żeby zdobyć ją na nowo??????
      Przyszedłeś z komentarzem na ustach "kocham cię nad życie nie opuszczaj mnie"???
      No sorry, to już nie wystarczy. Walczyć o kobietę, znaczy walczyć. Przypomnij
      sobie jak ją zdobyłeś przed ślubem, może ci się uda, ale łatwo nie będzie. Mając
      nadzieję, że ona chce z tobą być, zapomnij o WYPOMINANIU ZDRADY i naucz się z
      tym żyć w milczeniu, a przede wszystkim nigdy do tego nie wracaj.
      • z_mazur Re: tiaaa 21.05.10, 17:35
        > Wcześniej nic nie zrozumiałeś i nie pisz tu, o tym "zrozumiałem jak byłem sam
        > na swoim" bo nie do końca jest to prawdą, a przynajmniej tak sądzę.


        Tiaaaaa

        Nie ma to jak wiedzieć lepiej od chłopa co on myśli, czuje, rozumie. Bo co te chłopy tam wiedzą. smile
        • demonsbaby Re: tiaaa 21.05.10, 17:39
          tiiia typowe la chłopa "upuścić zdobycz z pyska".
    • maggdusia BARDZO CI TAK DOBRZE!!!! 22.05.10, 12:56
      Nie ma czegoś takiego jak wyprowadzka na próbę. Powiedziałeś żonie,
      że jej nie kochasz! Kobieta ma szczęście, że tak szybko kogoś
      znalazła, bo mogło to się skończyć np. samobójstwem i co byś wtedy
      zrobił? Jak można tak ludzi traktować.
      Jesteś kompletnie niedojrzałym człowiekiem.
      • tautschinsky Re: BARDZO CI TAK DOBRZE!!!! 22.05.10, 14:12
        Kiedy ja radziłem konkretnie, co autor może zrobić, w jaki sposób inny spojrzeć
        na całość i z osobna na żonę spotkałem się z zarzutem (bezsensownym, lecz jednak
        się pojawił), że moje rady w niczym Ikarowi pomóc nie mogą.

        W jaki sposób maggdusia wyładowując swoje frustracje
        na osobie założycielu tematu chce pomóc, pomaga? smile

        I czy pojawi się jakaś zmęczona kobieta, by i ją upomnieć? smile)

        Naprawdę kobiety swoim prostym (by nie rzec - bardzo często prostackim)
        myśleniem coraz częściej bawią aniżeli smucą.




        maggdusia napisała:

        > Nie ma czegoś takiego jak wyprowadzka na próbę. Powiedziałeś żonie,
        > że jej nie kochasz! Kobieta ma szczęście, że tak szybko kogoś
        > znalazła, bo mogło to się skończyć np. samobójstwem i co byś wtedy
        > zrobił? Jak można tak ludzi traktować.
        > Jesteś kompletnie niedojrzałym człowiekiem.
    • doswiadczony123 Re: kocham ją a ona...co zrobić? 23.05.10, 07:05
      Witaj ikar999 smile
      Odpowiadam na Twój post na tym forum, bo trochę przypomina mi on moją "historię".
      Z małą różnicą, bo ja już jestem po rozwodzie. Na mój wniosek. Pomogłem mojej
      żonie podjąć decyzję, której sama nie była w stanie podjąć.Zacznę od porównania
      do Twojej sytuacji smile
      Napisałeś : "Jakiś rok temu coraz bardziej zaczęły dojrzewać we mnie myśli, że
      moje(nasze) małżeństwo nie jest tym czego bym oczekiwał, brak mi było takiego
      żaru, namiętności, radości w byciu razem, w każdej sferze małzeńskiej…" a potem:
      "…dowiedziałem się, że jeszcze na tydzień przed tym, gdy zamieszkaliśmy osobno,
      poznała kilka lat młodszego chłopaka, spotykali się, uprawiali seks…już nawet
      nie będę opisywał co się wtedy ze mną działo, każdy zdradzony to wie…"

      Nie oszukujmy się smile Jeśli tak szybko Twoja żona znalazła pocieszyciela, to mam
      wątpliwości czy był to skutek Twojej decyzji o chwilowym oddzielnym
      zamieszkaniu, czy raczej jej podświadomy (a może nie)powód.
      Coś się zaczęło psuć w związku i to, że piszesz o łzach żony na wiadomość o
      Twoich uczuciach gdy to zacząłeś dostrzegać, to żadne obciążenie na Twoją
      niekorzyść, które wykorzystują z ochotą forumowicze. Zauważyłeś zmiany w
      zachowaniu żony, które czymś lub kimś musiały być spowodowane i próbowałeś
      znaleźć jakiś sposób aby to wyjaśnić i zrobić coś w Waszym związku.

      Przedstawię Ci mój przykład. Może to Ci w czymś pomoże smile
      Ja także zacząłem zauważać zmiany w moim związku. Tysiące szczególików składają
      się na całość, którą męski umysł bardzo szybko potrafi złożyć, opierając się na
      rzeczywistych faktach. Hmm... a tu ciągle: "idę w zaparte" winksmile) Trudno to ująć
      w kilku zdaniach. W każdym razie były i łzy, i zapewnienia o miłości, i
      przysięgi na życie dziecka i tysiąc innych bezsensowności. A potem kiedy już nie
      dało się tego ukryć, to próba zrzucenia winy...
      I ja to rozumiem. Bo kobieta to taka istota, która pragnie pokazać się jako
      bardzo tajemnicza i skomplikowana smile Mało tego, wspaniale się czuje, gdy się ją
      w tym utwierdza smile) A niestety wcale tak nie jest. Już widzę jak się naraziłem winksmile
      Moja eks-żona nie potrafiła ani nie miała zamiaru postąpić inaczej niż każda
      inna przeciętna kobieta. W całą sytuację wprowadzała na bieżąco całą swoją
      rodzinę plus znajomych wymagając ode mnie, abym wszystko trzymał w tajemnicy.
      Nie muszę Ci tłumaczyć, jak ważne jest "wyrzucenie" z siebie trosk, skoro
      szukasz rozwiązania na forum. Nie wtajemniczałem nikogo w moje zmartwienia, bo
      podobnie jak Ty nie chciałem aby takie informacje przeszkodziły w przyszłości,
      gdy uratuje się małżeństwo i rodzinę.
      Ale coś mi się wydaje, że musiałbym pisać jeszcze kilka godzin, aby jasno
      przedstawić sytuacjęwink A muszę wracać do rachunków, bo miał to być tylko
      przerywnik w pracy smile
      A więc w skrócie: Nie udało mi się przekonać mojej eks-żony, że pomyliła uczucie
      z chwilową fascynacją. Nie potrafiłem nakłonić mojej eks- aby podjęła
      samodzielnie wybór. Rozwód był moją decyzją. Ale udało mi się przekonać ją aby
      rozstanie odbyło się, gdy dziewięcioletni syn będzie miał wakacje, a nie w
      trakcie roku... miałem czas aby go do tego przygotować. Piszę to dlatego, bo
      widzę jak bardzo kochasz swoją córkę i chcę też Ci uświadomić, że nie musisz być
      weekendowym ojcem.
      Nie uwierzysz, ale udało mi się (nie zliczę sposobów i godzin skladających się
      chyba na tygodnie), ale udało mi nakłonić i eks- i sąd, że syn mieszka tydzień u
      mnie, a tydzień u mamy. Jednak "głównym" opiekunem zostałem ja a żonie sąd
      nakazał płacić alimenty. Bzdurny przepis, bo nawet nie mogłem się ich zrzec ze
      względu na to, że nie ma u nas formy "opieki naprzemiennej". Naturalnie
      alimentów nie pobieram, a wszelkie koszty utrzymania dzielimy między siebie wg
      dowolności lub dostępności środków.
      Teraz moja eks- jest zagorzałą zwolenniczką takiej formy opieki smile A ile mnie to
      kosztowało stresu i zdrowia winksmile)
      Syn jest "przeszczęśliwy" jeśli można tak powiedzieć smile Tym bardziej że wie, że
      "tydzień" nie jest granicą, i może zatrzymać się u któregoś rodzica na dłużej
      jeśli zechce.
      I wiesz co jeszcze warto dla dziecka?...zgodzić się "na wiele"... aby syn łatwo
      zaakceptował nowego "wujka", moja eks- powiedziała, że rozwiedliśmy się dlatego,
      bo tata kłócił się z mamą, a wujek pojawił się już "po". Potwierdziłem, bo
      wiedziałem że prawdziwa wersja niczego im nie ułatwi.
      Minęły trzy lata od rozwodu:
      1.Wspaniale dogadujemy się co do opieki nad synkiem smile
      2.Związek mojej eks- rozpadł się dwa tygodnie po naszym rozwodzie czyli dwa
      tygodnie, po wspólnym ich zamieszkaniu i chociaż ciągle ich drogi się
      przecinają, to jest to jedno żródło niepowodzeń niestety, czyli inaczej: w
      wyniku kobiecych fantazji rozpadła się rodzina, a bajka okazała się
      tylko...bajką. A ja nie potrafię się już poświęcić aby dać coś więcej prócz
      przyjaźni i chociaż bardzo mi żal mojej eks-żonki, nie potrafię przyjąć jej
      propozycji bycia razem, bo byłoby to "oszustwo".
      Hmm... przerwałem pracę przy rachunkach, aby poszperać w internecie. Natknąłem
      się na to forum i Twój problem, bo wpisałem do wyszukiwarki frazę "rozwód". Bo
      ciągle ktoś mi mówi, że zrobiłem coś fajnego... nie mogłem uratować małżeństwa,
      ale udało się parę innych rzeczy... synek ma rodziców... między rodzicami jest
      przyjaźń...
      Jeśli nie uda Ci się przekonać żony do "opamiętania" się, to postaraj się o te
      rzeczy, o których piszę smile
      I nie obwiniaj się. To nie Twoja wina, że dla kobiety słowo "Kocham" ma większe
      znaczenie niż "Kocham" wyrażane w czynach... opiece... bezpieczeństwie...
      czułości...
      One chcą być ciągle adorowane i zaskakiwane. Dłuuuugi temat winksmile)
      Ostatnio jedna z moich przyjaciółek przyznała mi się potwierdzając moją teorię
      wink, że nie ma bardziej egoistycznych stworzeń niż kobiety i że tak naprawdę, to
      kobieca przyjaźń nie istnieje, bo trudno o przyjaźń, gdy nie obędzie się w niej
      bez zazdrości czy zawiści winksmile))
      W każdym bądź razie głowa do góry smile Ratuj córeczkę przed skutkami Waszego
      kryzysu, bo jak widzę, żona tego niedostrzega. I uwierz mi, warto czasem się
      poświęcić, aby dzieciak zachował uśmiech na buzi smile
      Mój śpi teraz za ścianą smile A mało brakowało, a mieszkałby teraz wyłącznie z
      samotną, sfrustrowaną matką skłóconą z ojcem.

      Cholera... moje rozliczenia niezrobione wink... Pozdrawiam i życzę dużo siły.
      Na marginesie... gdyby doszło do rozwodu... zaufaj "doświadczonemu" i pokonaj
      najgorsze myśli... stosunkowo szybko znajdujesz się w nowej sytuacji i będziesz
      gotowy do podejmowania nowych wyzwań. Abyś tylko nie koncentrował się na złych
      emocjach. Na podstawie Twoich postów mogę być spokojny. Super reagujesz na
      nieprzychylne opinie, więc to jasne, że szukasz tu pomocy, a nie "kopa" do
      nieracjonalnych działań.

      Pozdrawiam smile
      • sbelatka doświadczony.. 23.05.10, 07:57
        doswiadczony123 napisał:


        > I nie obwiniaj się. To nie Twoja wina, że dla kobiety
        słowo "Kocham" ma większe
        > znaczenie niż "Kocham" wyrażane w czynach... opiece...
        bezpieczeństwie...
        > czułości...
        > One chcą być ciągle adorowane i zaskakiwane. Dłuuuugi temat winksmile)
        > Ostatnio jedna z moich przyjaciółek przyznała mi się potwierdzając
        moją teorię
        > wink, że nie ma bardziej egoistycznych stworzeń niż kobiety i że tak
        naprawdę, to
        > kobieca przyjaźń nie istnieje, bo trudno o przyjaźń, gdy nie
        obędzie się w niej
        > bez zazdrości czy zawiści winksmile))


        POdoba mi się to co napisałeś.

        z jednym wszakże wyjątkiemsmile

        generalizacje, moj miły doświadczony, zawsze są do banismile. Twoja
        ex.. Twoja pzryjaciólka... jakies tam są. Wyznaja jakieś tam
        wartości i maja jakiś tam pomysł na życie.

        ale nie trzeba być mędrcem żeby wiedzieć, ze setki, tysiące a raczej
        miliony kobiet ( i statystycznie jednak częsciej niż mężczyźni)
        swoje KOCHAM wyrażaja właśnie w odpowiedzialnym tkwieniu często w
        bardzo trudnych, raniących je i niszczących związkach. Opiekując się
        i wspierając... I robiąc co cytlko jest w ich mocy żeby rtować swoej
        rodziny.

        A poza tym .. od czasu do czasu pojawia sie na forum problem z
        opieka naprzemienną. I mysle, ze Twoj glos w tych sprawach mógłby
        być znaczący.
        jak i w innych watkach zreszta tez...

        bo U NAS (na forumsmile ) to raczej o facetach mamy kiepskie
        zdanie... Większośc z nas tutaj została zamieniona na nowsze modele
        lub musiała odejśc - bo zamiast adoracji, ktorej pożądamy smile -
        dostawałyśmy na dzień dobry w pysk...
        i Twoj pzryklad może mógłby nico poprawić wizerunek facetasmile
    • fajnakobitka Re: kocham ją a ona...co zrobić? 25.05.10, 10:56
      Przeczytałam wszystko co napisałeś Ty Ikra i reszta. Muszę się
      zgodzić z większością towarzystwa. Rozłozyła Cie na łopatki. Gadając
      takie okrutne rzeczy kobiecie powinieneś się liczyć z takim (jej)
      zachowaniem - że nie będzie Cię chciała przyjąć z powrotem. A skad
      tak naprawde wiesz, że Cię zdradziła.... ha zdradziła jak już co
      prawda nieformalnie nie byliście razem? Mówiac ci, że "był super w
      łóżku" pewnie chciała Cię celowo wkurzyć? Moze tylko parę razy się
      spotkali i może chwilowa fascynacja a ty Bóg wie co sobie
      dopowiadasz. Sama Ci powiedziała o "kimś" czy wynajałeś detektywa,
      że taki pewny zdrawdy żony jesteś?
      Ktoś wcześniej madrze napisał, ze nie brakuje Ci jej, tylko moze
      dziecka (nie kwestionuję tego), wypranych skarpetek i pomidorówki na
      obiad. Nie sadzę by miała kogoś wcześniej. Moze ten "żar" opadł bo
      tak jest w życiu, ze laska robiła na kilku etatach bo pewnie ty w
      robocie i z kolegami się spełniałeś wieczorem padała na pysk. Faceci
      są okrutni chcialiby praczki, sprzataczki, opekunki dla dzieci a
      wieczorami żaru i wspaniałej kochanki.
      Smutne to ale jesteś jak dla mnie niedojrzałym chłoptasiem! Trzeba
      ponosić konsekwencje swoich czynów i słów....masz teraz za swoje i
      płacz!
      Zaraz mnie tu zjada .... ale dopinguje Twojej żonie. Niech jej się
      ułozy, niech bedzie szcęśliwa i niech ma przede wszystkim świety
      spokój i równowagę psychiczną.
      Pozdrawiam

      PS. dalej jestem ciekawa skąd dowiedziałeś się o zdradzie? detektyw,
      krós zyczliwy czy grzebanie w osobistych rzeczach bo tak było u
      mojej przyjaciółki!
      • gorn73 Re: kocham ją a ona...co zrobić? 07.06.10, 14:47
        fajnakobitka - racja. nagrabił sobie aż miło. Jak gówniarz jakiś wink
        nawet mi go nie jest żal - tak koncertowo rozpier...ić rodzinę...
        • potwor_z_piccadilly Re: kocham ją a ona...co zrobić? 07.06.10, 23:29
          Co robic ?
          Przestac jojczyc i zastosowac sie do rad hanyszki "Tak naprawde musisz ja zdobyc
          na nowo" i "zrob cos nieoczekiwanego, wyjatkowego, staraj sie". Te rady wydrukuj
          i w ramke.
          Co masz zrobic.
          Zero lamentow, prozb i kajania sie. Wycisz sie, stan sie zagadka, zadbaj o
          powierzchownosc i koniecznie drogi zapach. Nie zawadzi nowe auto a na pytania
          lubej odpowiadaj jej sposobem, czyli wymijajaco i od niechcenia. Koniec z
          milosnym kwileniem. Masz byc samcem a dopiero potem opiekunem bo nie znam
          kobiety ktora takiemu sie oprze (nooo, wyjatki pewno sa).
          Czekaj cierpliwie i spokojnie. Jesli tla sie w niej jakies uczucia do Ciebie, to
          przygalopuje. Jeli nie przygalopuje to sobie odpusc.
          Nic z tego. Tak, czy tak, przemiana ma byc trwala. Nie zaszkodzi Ci, to pewne.
          • potwor_z_piccadilly Re: kocham ją a ona...co zrobić? 07.06.10, 23:56
            Aha.
            Na starym fundamencie nic juz nie zbudujesz. Za duzo minusow zona Ci postawila i
            nie chodzi o koncowe wydarzenia. To caloksztalt zawaliles.
            Bez nowego fundamentu bedzie klops.
            Tak na marginesie to Ty jestes twardy facet w uczuciach. To jest dobre, lecz gdy
            osiagniecie wiek pow. 50. Kobiety mlode potrzebuja twardego, mocno stapajacego
            po ziemi faceta. Takie je matka natura stworzyla i tu lezy sedno Twoich
            problemow. Seks i przyjecie genow od macho, do domu i opieki, lepszy ciapa.
    • ikar999 Re: kocham ją a ona...co zrobić? 08.06.10, 23:27
      chyba tak już kończąc ten wątek...po pierwsze, na tym forum
      wpisywała się też moja żona, od razu to wyczułem, nieźle co?, ale
      nie będę pisał jej nicku, bo w sumie po co? to tylko dowód na to, że
      jednak ją tochę znam, i tylko zastanawiam się, czy czasem "gron73"
      to nie jej koleżanka smile...po drugie codziennie dostaje tak do
      zrozumienia(nadal utrzymują ze sobą kontakt, a to co , mówi mu moja
      żona, i to co on robi,to już szczyt wszystkiego),że to już koniec że
      chyba już przyjąłem do wiadomości(choć nadal bardzo mi szkoda), że
      to koniec...
      został nam niezwykle ciężki temat do rozstrzygnięcia, czyli z kim
      będzie mieszkać nasze dziecko, nie będzie łatwo to ustalić...póki co
      wyjeżdżamy na ostatnie wspólne wakacje, ale to dla dziecka, nie dla
      nas...pozdrawiam
      p.s. a co do bycia macho(ostatni post) to już kto inny mnie
      wyręczył, faktycznie wysarczyło widać mieć troszkę większe bicepsy i
      prawie łysą głową i pewnie byłoby po sprawie...ktośpowie, że
      przemawia przeze mnie złość...tak, przemawia, a przez Was by nie
      przemawiała?
      • potwor_z_piccadilly Re: kocham ją a ona...co zrobić? 09.06.10, 18:12
        Glupis.
        Juz odpuszczasz. Udowodnij sobie ze jestes facetem, walcz ale nie o nia. Walcz o
        swoja twarz. Walka o nia to Donkichoteria bo odbierany bedziesz jako ciapa. Baba
        puscila Cie kantem a Ty zamierzasz jechac z nia na wakacje? Moze bedziesz ja
        wachlowal, przynosil lody i korzac sie przepraszal ze zyjesz a ona zostawi Ci
        dziecko i myknie by zrobic loda kochankowi. Poinformuj ja ze niestety z wakacji
        nici bo masz inne plany. Koniec wyjasnien.
        Ty chlop jestes czy d..a wolowa?
        Udowodnij jej i sobie ze nie jestes d..a wolowa i ze sroce spod ogona nie
        wypadles. Udowodnij jej ze popelnila blad robiac z Ciebie rogacza.
        Odstaw sie, wycisz i bron Boze nie badz jej lokajem. Stan sie twardy i
        zagadkowy. Nie okazuj gniewu, zalu, pretensji i jakichkolwiek uczuc. Na jej
        pytania odpowiadaj wymijajaco i nigdy niczego nie wyjasniaj. Tak chcialas, twoja
        wola, twoja sprawa, rob co chcesz, nie mam czasu, jestem zajety, jestem
        umowiony. Jeszcze kasa. Nie wiem jakie sa Twoje mozliwosci. Wiem natomiast ze
        nawet posiadajac male zasoby finansowe blysnac mozna i w tym wypadku nawet trzeba.
        By przemiana byla latwiejsza zamien uczucie rozpaczy na gniew i chec odwetu. Mie
        mysle o zemscie. Mysle o daniu nauczki a ze takowa tej babie jest niezbedna to
        pewne jest jak amen w pacierzu. Moze uda Ci sie zarwac jej przyjaciolke (jest to
        mozliwe).
        Zrob tak jak radze by nie kompromitowac siebie i naszej plci.
        • potwor_z_piccadilly Re: kocham ją a ona...co zrobić? 09.06.10, 19:59
          Dodam.
          Przyjaciolom i rodzinie powiedz prawde, lecz bez emocji, na zimno.
          Nie wdawaj sie z nimi w dyskusje o szczegulach a juz na pewno nie obwiniaj i nie
          zadreczaj sie przy obcych i nie oczerniaj zony bo pewno sie dowie i moze miec
          pretensje ze sekret ujawniles. Odpwiesz ze nie widzisz powodu do ukrywania
          prawdy a ze jej nie oczerniales to odniesiesz pierwsze zwyciestwo w tej batalii.
          To bedzie po sprawiedliwosci bo Twoja wina jest lekka ciapowatosc a jej zdrada.
          Nie widze potrzeby aby ja chronic.
          Jesli sadzisz ze ona podljela juz ostateczna decyzje to jestes w bledzie. Ona
          wie ze popelnila czyn o skutkach nieodwracalnych i teraz chce sie do nowej
          sytuacji ustawic. Wie ze puscila sie z gowniarzem ktorego nie bardzo moze byc
          pewna. Ona gra z Toba, nie ujawnia tego co czuje bo wie tez ze Ty nigdy jej tej
          zdrady nie wybaczysz. Zreszta kobiety nigdy nie ujawniaja tego co czuja. Zawsze
          musimy je odgadywac.
          Znajdz inna a dziecko mozesz kochac z doskoku. Kiedys mu to wytlumaczysz.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka